#132 Wtedy w Loszoncu - Peter Balko

#132 Wtedy w Loszoncu - Peter Balko - recenzja - czy warto przeczytać?
Peter Balko to słowacki poeta i prozaik, autor scenariuszy filmowych. Laureat kilku nagród literackich, który pracuje jako pedagog w Wyższej Szkole Sztuk Scenicznych w Bratysławie.
Nie wiem co jest w słowackich pisarzach, że wabią mnie słowem jak syreny marynarzy, z tą różnicą, że z tej przygody wracam nie tylko żywa, ale i bogatsza o nowe literackie doznania. 

Tytułowy Loszonc to Łuczeniec - miasto na Słowacji w pobliżu granicy z Węgrami - stąd zastosowana przez autora - właśnie - węgierska nazwa. 
Książka opowiada historię dwóch chłopców Petera - zwanego Lewiatanem, oraz Kolomana zwanego Kapią. Chłopcy są jak ogień i woda. Lewiatan to grzeczny, dobrze uczący się chłopiec z nadwagą, który z uwagi na nadprogramowe kilogramy często jest wyszydzany. Kapia to taki szkolny urwis, który nie boi się używać przemocy. Dwie kompletnie różne jednostki, które się ze sobą przyjaźnią.
Powieść rozpoczyna list, który Lewiatan napisał do swojego przyjaciela, który przebywa poza Loszoncem i za którym po prostu tęskni. Zakończeniem powieści jest odpowiedź od Kolomana.
Pomiędzy korespondencją bohaterów poznamy historię: ich życia w szkole, pierwszej miłości, aktów przemocy i prawdziwą choć ubraną często w absurdalne przypowieści - historię Loszonca. 

Każdy z nas żył, żyje w takiej mieścinie, bo to ona żyje w nas.
Peter Balko to doskonały gawędziarz. Maluje słowem, żongluje nim - tworząc pełną ironii i ciętego dowcipu balladę? Pod płaszczykiem smutnej, szarej, przytłaczającej codzienności małego miasteczka, kryje się wiele możliwości do dopowiedzeń. Lewiatan to chłopiec, który pisze opowiadania czerpiące z tego, co zna i gdzie żyje, ubarwia je swoją niezwykłą i niczym nieograniczoną wyobraźnią. Stara się, za radą przyjaciela, stworzyć opowiadanie doskonałe, w którym to Kapia będzie wiodącą i porywającą postacią.

Płakałam podczas czytania tej powieści... Głównie ze śmiechu, ale nie tylko.
Pod płaszczem specyficznego, ironicznego i zmyślnego żartu kryje się prawda, której daleko do bycia zabawną. To historia o dorastaniu, dojrzewaniu nie tylko tym fizycznym, o wyborach i ponoszeniu odpowiedzialności za nie. Szkoda, że za tę wiedzę, czasem przychodzi nam zapłacić wysoką cenę.
Zwykle, podczas czytania, zaznaczam kilka cytatów, które miały dla mnie znaczenie. W przypadku "Wtedy w Loszoncu" musiałabym przepisać tutaj większość tekstu. Wybrałam jeden i to akurat pozbawiony żartobliwego tonu, ale idealnie podsumowujący to, jaka ta książka jest.

"Ktoś mi kiedyś powiedział, że rodzina jest jak drzewo stojące wśród grobów. Daje schronienie tym, którzy kogoś stracili. Gromadzi w sobie ból, wysłuchuje historii, bywa świadkiem małych cudów. Jeśli zanadto się rozrasta i nie dopuszcza żywych do zmarłych, przycina się jej gałęzie. Najpierw chore, a potem najbardziej ciekawskie. Rośnie w górę i głąb. Jej owoce są niejadalne. Dojrzewają, usamodzielniają się i dumnie umierają. Jej korzenie, jeżeli dość przebojowe, wdzierają się do grobów i obrastają ciała nieboszczyków w nowe "mięśnie" i "ścięgna". Wzmacniają je. Przynoszą życie tam, gdzie nikt go nie szuka".

Pan Balko jest też autorem scenariuszy i czuć to w sposobie w jakim jego bohater - Lewiatan pisze swoje historie. Charakteryzuje się ogromną wrażliwością na słowo. Nie będę się posiłkować wyszukanymi metaforami - Peter Balko po prostu pięknie pisze. Życzyłabym sobie samych lektur pisanych w takim stylu.
To powieść niemal liryczna. Teraźniejszość, przeszłość i fikcja mieszają się ze sobą tak płynnie, że jesteśmy skłonni uwierzyć we wszystko, co autor opowiada, nawet w moc dostrzegania za pomocą odpowiednio przymkniętego oka - dobra lub zła w drugim człowieku. Ale czy mając ten dar wykorzystalibyśmy go na sobie?

Poszukuję. Im więcej czytam, a czytam dość dużo, tym chcę więcej. Więcej treści - niekoniecznie objawiającej się potokiem zdań. Więcej umiejętności wykorzystywania języka pisanego jako mostu łączącego wszystkie zmysły. Z czytania można czerpać - nie tylko na polu lepszego wysławiania się, czy lepszego pisania. Można zacząć więcej dostrzegać, uwrażliwiać się na otoczenie, ale potrzeba do tego - po prostu - dobrze napisanych książek i ta - w moim mniemaniu - taka właśnie jest.
Nie mogę pominąć świetnej pracy tłumacza. Pan Miłosz Waligórski wykonał bardzo dobrą pracę. Gdybym nie wiedziała, że autor jest Słowakiem, sądziłabym, że ta książka została napisana po polsku. Jego nazwisko (co mnie naprawdę cieszy) znajdziemy na okładce i to zaraz pod samym tytułem.
Dajcie szansę słowackiej prozie jest naprawdę wyjątkowa! 

#132 Wtedy w Loszoncu - Peter Balko - recenzja - czy warto przeczytaać?

Za swój egzemplarz dziękuję Bibliotece Słów!



Wydawnictwo: BIBLIOTEKA SŁÓW
Data wydania: 12. listopada 2019
Liczba stron: 200
Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie: Miłosz Waligórski

4 komentarze:

  1. Czuję się zachęcona do lektury tej książki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym się kiedyś do tej słowackiej prozy dokopać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokopuj się szybko bo warto :) a oni stale piszą nowe :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...