Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
#107 Psychoza - Robert Bloch

#107 Psychoza - Robert Bloch


#107 Psychoza - Robert Bloch - recenzja - czy warto przeczytać?
Jestem uzależniona od filmów Alfreda Hitchcocka, a samą "Psychozę" widziałam tyle razy, że jak przymknę oczy to nie tylko widzę dom na wzgórzu, ale i słyszę ścieżkę dźwiękową. Nie wiem czy powinnam o tym wspominać, ale w moim poprzednim wynajmowanym mieszkaniu, nad wanną wisiały kadry ze sławnej sceny pod prysznicem... No cóż, "każdego z nas chwilami ogarnia szaleństwo".

#107 Psychoza - Robert Bloch - recenzja - czy warto przeczytać?

Norman Bates to cichy i spokojny mężczyzna, powszechnie uważany za dziwaka, który mieszka w bardzo starym domu - u podnóża którego prowadzi motel. Odkąd powstała autostrada nie przyjmuje zbyt wielu gości. Choć dawno już jest dorosły, to nadal mieszka z matką, której zdaje się, że podporządkował całe życie. 
Tymczasem Mary Crane - młoda kobieta, której życie nie oszczędzało, pragnie rozpocząć nowy rozdział u boku ukochanego. Największym problemem jej związku jest brak funduszy na usamodzielnienie się.
Jednak Sam - ukochany Mary, ma wieloletni plan - na zbudowanie domu i założenie rodziny. Kobieta, jednak, ma dość czekania i będąc w chwili szaleństwa? - kradnie 40. tysięcy dolarów, wsiada w samochód i jedzie do Sama, który mieszka w innym mieście. 

Przypadek sprawia, że trafia do motelu prowadzonego przez Batesów. Dziewczyna prowadzi pogawędkę, z dość niezdrowo - w mniemaniu starszej pani - zainteresowanym nią Normanem. 
Kiedy bliscy Mary i oczywiście szef, spostrzegają, że zniknęła, jej tropem rusza siostra Lila i detektyw Milton Arbogast - wynajęty przez firmę dla której pracowała. Oboje spotykają się w sklepie prowadzonym przez Sama i tam ustalają plan działania. Od tego czasu będziemy powoli odkrywać tajemnicę rodzinny państwa Bates i pełną analizę psychologiczną Normana.


Choć powieść została wydana w 1959 roku, to w ogóle tego nie czuć. Ma bardzo współczesny wydźwięk.
Jest również niezwykle krótką powieścią, raptem 170 stron i nie ma w niej ani jednego zbędnego zdania.
Chcieliście kiedyś wejść do umysłu obłąkanego człowieka? To będziecie tą lekturą bardzo usatysfakcjonowani.
Niczym pod mikroskopem obejrzymy sobie rozpad, czy też podział umysłu chorego człowieka.
To dobry kryminał z jeszcze lepszym lekkim klimatem grozy w starym wydaniu. Raczej Was nie przestraszy, ale wprowadzi w odpowiedni nastrój. Świetne psychologiczne studium - tak naprawdę w moim odczuciu - niezwykłego ludzkiego umysłu. Umiejętności adaptacji, ponad przeciętnej inteligencji i rozwijania technik manipulacji człowieka-kameleona.

Film, jak wcześniej wspomniałam, oglądałam parokrotnie i niezwykłą - wręcz przyjemność miałam z odkrywania różnic, a jest ich tak naprawdę sporo.
Po przeczytaniu obszernego i świetnie napisanego Posłowia przez Wiesława Kota, wiem w jakim celu te zmiany zostały wprowadzone. Znajdziemy w nim też wiele niuansów filmowych, rekwizytów, które Alfred Hitchcock używał po to by jak najwięcej przekazać widzom.
Ale ten tekst to nie tylko odniesienia do ekranizacji w wykonaniu Hitcha. Poznamy pierwowzór Normana, który ma swoje umocowanie w historii, sięgniemy do morza informacji o kontynuacjach i remake-u. Prześledzimy też karierę reżyserską Pana Hitchcocka i znajdziemy nawet parę słów o jego filmowej biografii. 


#107 Psychoza - Robert Bloch - recenzja - czy warto przeczytać?

Całość zdobi - jak zwykle w przypadku Wydawnictwa Vesper - twarda oprawa, klimatyczna okładka i świetne ilustracje w wykonaniu Krzysztofa Wrońskiego.

Będzie ona świetną pozycją dla szerokiego grona odbiorców od fanów kryminałów, przez chętnych zgłębiać mordercze umysły, po fascynatów kina.
Zdecydowanie polecam!
8/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Vesper.


Wydawnictwo: VESPER
Data wydania: 16. października 2019
ilość stron: 226
Kategoria: kryminał/sensacja/thriller
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Ilustracje: Krzysztof Wroński 

#107 Psychoza - Robert Bloch - recenzja - czy warto przeczytać?
#97 Zabójstwo na cztery ręce - Karolina Morawiecka

#97 Zabójstwo na cztery ręce - Karolina Morawiecka


#97 Zabójstwo na cztery ręce - Karolina Morawiecka - recenzja - czy warto przeczytać?
Kiedy parkiet aż skrzypi od wirującego morza, spoconych ludzkich ciał, a stoły uginają się pod ciężarem niemożliwego do pochłonięcia przez gości weselnych jedzenia... Ktoś, wbrew czujnemu spojrzeniu Wdowy po aptekarzu, dźga Tomka Czaję szpikulcem od czekoladowego fondue, a jego zwłoki pozostawia w składzik...  i do tego pośród rolek papieru toaletowego!

Karolina Morawiecka, w swej przerobionej - na jej duże potrzeby - nowej sukni, w poszukiwaniu odosobnienia w celach, ugh... poprawy perystaltyki jelit, trafia na owego truposza.
Po chwili niemej konsternacji dochodzi do wniosku, że jest to sprawa idealna dla jej wytrawnego zmysłu dedukcji. Wiedziona naturalnym instynktem, wraz ze swym Watsonem w habicie, przemierza rozległe tereny sali weselnej. Lawiruje między galaretką z zimnych nóżek i daniami wegańskimi w celu wykrycia sprawcy.
Tymczasem współbiesiadnicy śledczego duetu doskonale bawią się na przyjęciu, na cześć zawarcia związku małżeńskiego Alinki i Rafałka, których znamy już z poprzednich części. Parze naszych doskonałych detektywów towarzyszy druga, również nam już znana - Karolina i Jacek, krakusi, sąsiedzi Morawieckiej.

Tym razem intryga, uknuta w celu zgładzenia listonosza, przerosła moje najśmielsze oczekiwania! 
Jakie to było śledztwo! Jak zawsze u Pani Morawieckiej (albo ich obu) nie było krwawo, było za to śmiesznie! I to jak! Parsknęłam ze śmiechu w głos już na drugiej stronie - kiedy zrozumiałam, co nasza mahoniowowłosa bohaterka wyczynia!
Kojarzycie tę sytuację kiedy na siłę, w sklepie, ubieracie za małe ubranie, a trochę wstyd poprosić o większe? Jakie ja poczułam zrozumienie! Jaki między nami się nawiązał niemy dialog! Związek dusz, bym rzekła, nawet!
Zbieranie materiału dowodowego - w rytmie klasycznych przyśpiewek weselnych, intonowanych z ust Pana Heńka. Prowadzenie obserwacji podejrzanych - w trakcie wyszukanych zabaw weselnych. Odnajdowanie sensu w mapach plam z niezwykle bogatego menu.
To było najlepsze - klasyczne, choć przeprowadzone niecodziennych warunkach, śledztwo kryminalne, ze wszystkich przygód naszej polskiej Jane Marple! 
Ależ autorka uchwyciła esencję polskiego wesela! Pełne niedorzeczności, towarzyskich niuansów i nie wylewania za kołnierz - chyba, że nakapania na obrus... 

"Alinka skończyła w momencie, kiedy pan Henio zmienił rytm.
- Łejk mi ap - wychrypiał do mikrofonu znienacka - bifor jor gołgoł..."

Na samym początku znajdziemy Plan Dworku Pod Modrzewiem, w którym ma miejsce zbrodnia, tj. wesele...
W środku znajdziemy nawet weselne menu :)
A hipotetyczne wersje wydarzeń będziemy oglądać w formie scenariuszy sztuki, z klasycznych dzieł literackich. 
Styl wypowiedzi pozostaje niezmienny i jest nadal niezwykle bogaty! 

Czuję się bardzo usatysfakcjonowana tą częścią. Zarówno poziom intrygi, prowadzonego śledztwa i żartu bardzo mi odpowiadał. Nie wiem też, jak Pani Karolina - autorka - to robi, ale z każdą częścią odnoszę wrażenie, że one jeszcze lepiej operuje językiem polskim. 
Cieszę się, że mogłam poznać Wdowę po aptekarzu, choć czasem czuję, że ona gdzieś w mojej okolicy mieszka i że znałam ją już wcześniej!
8/10. 

Pisałam już o części pierwszej - Śledztwo od kuchni.
A także o części drugiej - Morderca na plebanii

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 18. września 2019 Liczba stron: 288 Kategoria: komedia kryminalna

#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka

#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka

#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka - recenzja - czy warto przeczytać?
Po dość przytłaczających lekturach, żeby nie powiedzieć - męczących, wróciłam do przygód wdowy po aptekarzu - Karoliny Morawieckiej. A konkretnie chwyciłam "Mordercę na plebanii" - tytuł oczywiście nawiązuje do Agathy Christie.

Wielmożę zamieszkiwaną przez wybitny duet śledczy, ponownie nawiedza zbrodnia. Wszyscy, łącznie z wykształconą medycznie częścią mieszkańców, orzekają, że śmierć pewnej wiekowej już kobieciny to suma choroby, polekowych powikłań i wskazania metryki. Wszyscy, z wyjątkiem naszego duetu. Kiedy do tego dochodzi nieukończony przez denatkę list, który kładzie się cieniem na krystaliczną wręcz społeczność, wdowa po aptekarzu i siostra Tomasza rozpoczynają śledztwo. Zebrane przez nie informacje odsłonią wiele... tajemniczych zgonów.
Podobnie jak w pierwszej części (o której pisałam TUTAJ) będziemy prowadzić drobiazgowe dochodzenie. Choć tym razem domyśliłam się kto, to i tak dobrze się bawiłam!


"Szczęść Boże, pani Karolino. - W słuchawce grzmiał głos siostry Tomaszy. - Z Kamieńca dzwonię. Pani Marta przed chwilą odeszła.
Odeszła? Ale dokąd? - miała spytać zdezorientowana fizycznym wysiłkiem Morawiecka".

Mimo że to jest nadal kryminał, czyli mamy trupa, a nawet kilka, to akcja skupia się w głównej mierze na odkrywaniu tajemnic, które to małe miasteczko skrywa multum. Rozkoszując się specjałami przygotowywanymi przez Panią Karolinę, będziemy czytać między wierszami i układać puzzle z informacjami. Wszystko ponownie okraszone jest specyficznym, satyrycznym poczuciem humoru, które bardzo do mnie trafia. Autorka przemyca jeszcze więcej odniesień do literatury niż w pierwszej części. A nasza Wdowa się rozwija... Czyta i wzbogaca swoją wiedzę posiłkując się... kryminalną klasyką. Zwiększa nie tylko wagę ciała, ale i poszerza ogrom posiadanej wiedzy, niezbędnej do rozwiązania każdej zagadki, wszak jest Sherlockiem Holmesem w spódnicy... to jest garsonce :)
Do mojego ulubionego białego tico dochodzi jeszcze fiat panda osiągający zawrotne prędkości, kierowany przez siostrę zakonną. 
Bawi Was to jak skrzętnie przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia? Sprzątanie, łącznie z myciem okien, przewietrzaniem szaf - najlepiej od trzy miesiąca naprzód? Autorka wszystko to świetnie uchwyciła i opisała, łącznie z przesadną strojnością domów w tym okresie!

Styl Pani Karoliny Morawieckiej bardzo mi odpowiada. Ja sama lubię budować bogate - długie zdania, więc z taką samą lubością je czytam. Ponownie naśmiewamy się z przywar, wyolbrzymiamy nie tylko problemy. A jedzenie... Ten piernik sześciotygodniowy muszę zrobić! Nie wiem czy autorka nie planuje wydać czasem książki kulinarnej pod szyldem wdowy?

Podsumowując, choć czułam lekki niedosyt z powodu rozpracowania intrygi, to i tak pośmiałam się... głównie z siebie, bo wiele wad, składających się na poszczególne postaci widzę w sobie. Z przyjemnością sięgnę po trzecią część!
Jeżeli nie czytaliście pierwszej części to po tę i tak możecie sięgnąć bez najmniejszego problemu!
7/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 24. kwietnia 2019
Liczba stron:320
Kategoria: komedia kryminalna
#85 Śledztwo od kuchni - Karolina Morawiecka

#85 Śledztwo od kuchni - Karolina Morawiecka

#85 Śledztwo od kuchni - Karolina Morawiecka - recenzja - czy warto przeczytać?
Choć kryminały czytam dość często, to nie zdarzyło mi się jeszcze czytać komedii kryminalnej. "Śledztwo od kuchni" Karoliny Morawieckiej to nie tylko zagadka, przeplatana trafnymi puentami o ludzkiej naturze, to prawdziwa kopalnia kulinarnych inspiracji. 

Z perfekcyjnego morza grządek szałwii wystaje ręka i... noga... to kelnerka Anna Bednarz, która popełniła samobójstwo - na złość ogrodnikowi i zepsuła jego perfekcyjną kompozycję. Ale zaraz... samobójstwo? A gdzież jest jej torebka? Wiadomym jest, że kobieta swojego balastu, mogącego spokojnie służyć za odważnik nie zostawia bez przyczyny! Przed wdową po aptekarzu, wyróżniającą się nie tylko świetnym zmysłem obserwacji (przecież nie od dziś ćwiczy wzrok podglądając sąsiadów - na ich własne życzenie - okno bez firan jest jak zaproszenie), niesamowitym talentem kulinarnym, który wywodzi się z ciągłego zapotrzebowania m. in. na magnez oraz niebagatelnym rozmiarem - to nic, dosłownie nic, się przed nią nie ukryje! Pani Karolina Morawiecka niczym mistrz dedukcji rozkłada całą sprawę na czynniki pierwsze. Zbiera dowody mknąc swym lśniącym, białym tico jak rasowy kierowca rajdowy. Wdowa po aptekarzu ma swojego Watsona, siostrę Tomasza... Wróć! - siostrę Tomaszę!
A wszystko toczy się w rzece... śliny - psiej śliny. Zmarły aptekarz zostawił żonie w spadku Truflę - dożycę de Bordeaux, którą przecież by oddała, bo ma dopiero co odkrytą alergię, ale co ludzie na to powiedzą?!

Ah, Pani Morawiecka (tu zwracam się do autorki, która udzieliła swoich personaliów głównej bohaterce)... Co to była za książka!
To nie jest tylko komedia. To zbiór wszystkich ludzkich przywar, wad - satyra, wdzięcznie spleciona z kryminalną zagadką, świetnie czerpiąca z różnych utworów literackich - co może wiązać Herkulesa Poirot, Jane Marple i "Lalkę" Prusa?
Oj może i to wiele. Powieść jest naszpikowana absurdem codzienności. Każda z postaci jest sumą wszelakich niechlubnych cech ludzkiej natury. Wszystko jest wyolbrzymione i komiczne, a do tego mamy trupa i zagadkę: kto i dlaczego zabił? Przerywnik od wytężonej pracy umysłowej, jaką jest poszukiwanie mordercy, stanowią czary kulinarne wdowy - bo przecież ciężko pracującą głowę, trzeba odpowiednio nakarmić!
Ależ ja się śmiałam, parskałam i znacząco syczałam. Teraz ilekroć widzę białe tico wypatruje dużego cienia za kierownicą, zwieńczonego buraczkowym włosem - to znaczy mahoniem - rzecz jasna!

Autorka śmieje się z nas, z naszych przyzwyczajeń, ogromu wad, które prezentujemy i które skrzętnie ubieramy w wielkie słowa. My przecież nie podglądamy i nie plotkujemy, my jedynie uważnie żyjemy. 
W tekście jest wiele odniesień do literatury i nie tylko kryminalnej.
Wdowa po aptekarzu nie jest zbyt oczytaną osobą i często zwyczajnie nie rozumie wokół czego kręci się rozmowa, ale ona się nie przyzna, że nie wie!
No bo jak to tak? Ja nie wiem?! 

Myślę, że w takiej stylistyce i tak podanym żarcie najlepiej odnajdą się entuzjaści dość specyficznego poczucia humoru - trochę w stylu angielskim oraz pasjonaci gotowania i jedzenia, do których ja też się zaliczam. 
Już dziś wsiadam do białego szerszenia, zapinam pasy i ruszam do Wielmoży - by odnaleźć "Mordercę na plebanii". 
 
Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 7. listopada 2018
Liczba stron:336
Kategoria: komedia kryminalna

#69 Wkręceni - Steve Cavanagh

#69 Wkręceni - Steve Cavanagh

#107 Wkręceni - Steve Cavanagh - recenzja - czy warto przeczytać?

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy gdy spojrzałam na egzemplarz powieści Steve-a Cavanagh-a to niezwykły pomysł na okładkę, odwrócenie grzbietu i użycie go jako litery w tytule. Niezwykle kreatywny zabieg, który również trochę odnosi się do treści książki.  

Kiedy otworzymy swój egzemplarz natrafiamy na notkę od pisarza J.T. LeBeau, który zwraca się bezpośrednio do nas. To książka o książce. Od tej chwili musimy być bardzo czujni. Najpierw znajdziemy się na pogrzebie wyżej wymienionego pisarza, by cofnąć się w czasie o cztery miesiące i zobaczyć co doprowadziło do takiego finału, a może to nie jest finał?
Narracja jest prowadzona przez różnych bohaterów, w osobie trzeciej; od czasu do czasu przeczytamy prasowy artykuł, czy przejrzymy policyjne dowody.


"Wtedy zapadła ciemność. A ona cały czas czuła w nozdrzach ten zapach. Zapach, którego nie zapomni. Zapach świeżej farby i krwi".


Co to była za fabuła! Autor stale mieszał, zwodził. Kiedy wydawało mi się, że już wiem dokąd to wszystko zmierza to okazywało się, że znowu akcja podąża w inną stronę. J.T. LeBeau zasłynął jako mistrz zwrotów akcji, nikt wcześniej nie pisał tak jak on. O jego książkach ludzie chcieli rozmawiać, wymieniać się poglądami. Sprzedawały się mimo okrojonej kampanii marketingowej. Jesteśmy w fabule jego - jak zapowiada na początku - ostatniej powieści i doświadczymy właśnie tych zwrotów akcji, które zapewniał czytelnikom. Samego autora nikt nigdy nie poznał, niezwykle mocno chronił swoją prywatności. Jest również bardzo pewny swego warsztatu i niezwykle rzadko zgadza się na zaproponowane przez wydawnictwo zmiany.

Głównymi bohaterami "Wkręconych" są Paul i Maria Cooper. Niezbyt zamożne małżeństwo - biorąc pod uwagę sąsiedztwo - które wiedzie dość monotonne życie w mieście żywcem wydartym z amerykańskiego snu. Morze, z wolna płynący czas, cisza i spokój. Kto z nas by o tym nie marzył? Choć państwo Cooper powinni być sobie bliscy, to kobieta nic praktycznie o mężu nie wie, nie zna go. Paul jest niezwykle oszczędny w opowiadaniu o sobie jak i w wydawaniu pieniędzy. Maria nie lubi swojego życia i jest nim bardzo znudzona, szuka wrażeń i wdaje się w romans z przystojnym Darylem. Zupełnie przypadkiem odkrywa, że mąż ma na koncie ogromną ilość pieniędzy i może być tajemniczym J.T. LeBeau - co sugeruje kochanek. W głowach tej dwójki rodzi się plan... 

Warto również wspomnieć o ciekawej kreacji policjantów uwikłanych w fabułę. Komendant Dole i policjantka Bloch stanowią niezwykle przenikliwy i sprawnie działający duet, czy dadzą się wkręcić?

Bardzo dobrze przedstawiony został rozpad małżeństwa. Do czego może prowadzić brak szczerości i zwykłe przemilczenie, ale... uważajcie! W tej książce nic nie jest takim jak się na początku wydaje.

Gwarantuję, że podczas czytania nie będziecie się nudzić - bo nie ma kiedy! Cały czas coś się dzieje, zbieramy poszlaki niczym śledczy, by dosłownie za chwilę dowiedzieć się, że to jednak nie jest tak jak się nam wydaje.
Udało się autorowi mnie wkręcić - nie przewidziałam dokąd zmierza akcja. Ogromna ilość pomysłów, którą można by z powodzeniem wykorzystać w wielu innych powieściach, tworzy na pewno niebanalną całość. Kręcimy się razem z fabułą jak na karuzeli, ale spokojnie nie czeka nas ból głowy tylko prawdziwa i dobra zabawa. Zdecydowanie polecam - gwarantuję, że dacie się wkręcić!
8/10.

#107 Wkręceni - Steve Cavanagh

Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros.



Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 14. sierpnia 2019
Liczba stron: 416
Kategoria: kryminał/sensacja/thriller
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
#64 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - premiera 4. września 2019 r.

#64 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - premiera 4. września 2019 r.

#102 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - recenzja - czy warto przeczytać?
Kryminał jest mi najbliższym gatunkiem literackim. Czytam je od wczesnych nastoletnich lat. Najbardziej lubię w nich kiedy nie tylko trzeba rozwiązać zagadkę - kto? ale i dlaczego to zrobił. Układam wtedy w głowie puzzle z informacji i rozmyślam nie tylko nad motywem, ale i nad procesem, który doprowadził do degeneracji człowieka, a stworzył mordercę.

"Czerwień" jak sugeruje okładka otwiera serię o mrocznie pięknym tytule "Kolory zła" autorstwa Małgorzaty Oliwii Sobczak. Trup pojawia się już na trzeciej stronie i to w niezwykle pobudzającej wyobraźnię scenerii wzburzonego morza i typowo depresyjnej aurze początków naszej polskiej wiosny.
Sprawą zajmuje się prokurator Leopold Bilski, a sama topielica nosi okaleczenie sugerujące jej związek ze sprawą sprzed 17 lat.
Okazuje się, że obie zamordowane kobiety były do siebie łudząco podobne, a im bardziej prowadzący sprawę prokurator zagłębia się w życiorysy ofiar, tym więcej widzi podobieństw.
Czy to możliwe, że mordercą jest ta sama osoba?
Ktoś czekał 17 lat by znowu zabić?
A może to naśladowca?
Dlaczego sprawa zabójstwa córki sędzi - Heleny Boguckiej z 1996 roku nie została rozwiązana? 

Ta książka jest niebezpieczna! Niebezpiecznie wciągnie Was w fabułę i nie wypuści do ostatniej strony. Autorka stworzyła niezwykle ciekawe postaci.
Pierwsza ofiara Monika Bogucka - dziecko z tzw. dobrego domu, z niczym nieograniczoną swobodą, jednocześnie pełne kompleksów i z bardzo niską samooceną.
Matka Helena Bogucka, kobieta u szczytu kariery sędziowskiej, tkwiąca w aranżowanym małżeństwie, nie potrafiąca nawiązać więzi z własnym dzieckiem.
Krążą z córką w okół siebie, raniąc się, jednocześnie nie znając się w ogóle, mimo że powinny być sobie najbliższymi osobami.
Świetnie napisane wątki obyczajowe, które pochłania się w mig.
Wątki mafijne, narkotyki i pasja - namiętność - sztuka?
Prokurator Leopold Bliski - często wykracza poza swoje kompetencje, łączy wątki, zbiera materiał dowodowy, czyta w przestępcach jak w otwartych księgach, nie wystrzega się jednak własnych problemów, głównie sercowych. Emocjonalna i ciekawa postać, której nie sposób nie polubić.
Fabuła wciąga i oplata niczym bluszcz. Podczas czytania się nie słyszy i nie widzi nic poza sopocką sprawą kryminalną. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie. Akcja powieści toczy się w dwóch wymiarach czasowych  w 1996 roku i 2013. Mimo że są one wyraźnie zaznaczone i to mocną czcionką, to podczas czytania - łapałam się na tym, że nie wiem w jakiej osi czasu obecnie przebywam. Nie wiem z czego to wynikało, może to moje subiektywne odczucie, ale nie mogę powiedzieć, że było to winą rozproszenia, bo nic takiego nie miało miejsca.

Po przeczytaniu mniej więcej 1/3 powieści wytypowałam sprawcę i byłam trochę zawiedziona...ale tylko trochę, ponieważ nie odebrało mi to przyjemności z odkrywania późniejszych powiązań.
Świetnie splątane nici zdarzeń i niedopowiedzeń. Klimat nadmorskiego miasta poza sezonem świetny, czułam tę ponurą aurę całą sobą. Uważam, że to bardzo dobra propozycja i wielbiciele kryminałów z bogatym tłem obyczajowym, będą nią zachwyceni.
Całość oceniam na mocną 7/10 i czekam na kolejne części serii!


#102 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAB.



Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 4. września 2019
Liczba stron: 384 (egzemplarz recenzencki)
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
#61 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska

#61 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska

#99 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska - recenzja - czy warto przeczytać?
W głęboko ukrytej części mojej starej i trochę mrocznej duszy kryje się parę kropel romantyzmu. Tęsknoty za minionymi epokami, czasami dżentelmenów i dam przechadzających w pięknych, bogato zdobionych sukniach, mówiących niemal wierszem. A gdyby do tego dodać tajemniczy dom, od czasu do czasu skrywający się za fasadą ciężkiej mgły? W owym domu przeprowadza się seanse spirytystyczne, a podczas jednego z nich doszło do równie tajemniczej jak sam dom - śmierci. Czy wywołane przez medium zjawy porwały duszę ofiary? Na to pytanie będzie się starała znaleźć odpowiedź główna bohaterka "Damy z wahadełkiem" Pauliny Kuzawińskiej - panna Madeline Hyde, której będzie towarzyszył niedawno poznany i nieziemsko przystojny Gabriel Akcroyd. 


Po przeczytaniu zarysu fabuły od razu na myśl przyszła mi filmowa produkcja "Crimson Peak. Wzgórze krwi", która podobała mi się głównie z uwagi na epokę, w której dzieje się akcja, motyw tajemnicy i niezwykle plastyczne sceny. Nie zawiodłam się. "Dama z wahadełkiem" to swoista mieszanka wcześniej wspomnianej przeze mnie pozycji z nutą uwielbianych przeze mnie "Wichrowych wzgórz" i kryminału w stylu Agathy Christie. 

Mieszanka, która bardzo przypadła mi do gustu. Autorka zwinnie i długo wodziła mnie za nos za pomocą bardzo bogatego i pobudzającego wyobraźnię języka. Formułowane przez nią zdania za każdym razem stawiały przed moimi oczami pełen szczegółów obraz.
Co pomyślicie kiedy przeczytacie słowo "Dama"? Za pewne z dystyngowaną, delikatną i niezwykle bogato odzianą piękną kobietę. Tak też jest w przypadku tej powieści. Jest mocno osadzona w romantycznej konwencji wrzosowisk i tajemnic. Są ukradkowe spojrzenia, wzdychanie do siebie zakochanych w sobie ludzi. Dla mnie była to powieść obyczajowa z dobrym, rozbudowanym wątkiem kryminalnym i romantycznym, który nie jest tak oczywisty jakby się mogło na początku wydawać...

"- Miłość to ryzyko - rzekłem do mojej towarzyszki z powagą.
- Powierzasz swoje serce drugiemu człowiekowi, który na zawsze pozostanie dla ciebie w jakimś stopniu obcy. Dlatego miłość wymaga odwagi. Ale warto się na nią zdobyć. Nawet jeżeli miałabyś cierpieć..
."

Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej. Uczestniczymy w akcji patrząc na wszystko oczami Madeline Hyde. Dialogi prowadzone przez bohaterów są jak żywcem wyjęte z epoki, w której toczy się akcja. Postaci nie ma wielu, ale każda skrywa jakiś sekret, który będziemy musieli odkryć by rozwiązać zagadkę. Niedopowiedzenia, konwenanse i... oszustwa przeplatają się ze sobą tworząc bardzo ciekawą lekturę.

Jeżeli lubicie klimat wiktoriańskiej Anglii, skąpanej we mgle, z której przechodzi się wprost na romantyczne wrzosowe pola i patrzy się w oczy zakochanym, by po chwili szukać mordercy skrywającego się w labiryntach mrocznych korytarzy - to jest to lektura dla Was. Ja bawiłam się wyśmienicie!
8/10.

 

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 7. sierpnia 2019
Liczba stron: 336
Kategoria:kryminał, sensacja, thriller
#46 Zjazd Absolwentów - Guillaume Musso

#46 Zjazd Absolwentów - Guillaume Musso


#84 Zjazd Absolwentów - Guillaume Musso - recenzja - czy warto przeczytać?
Wstyd się przyznać, ale nie czytałam wcześnie nic Guillaume Musso. Za to słyszałam i czytałam wszechobecne zachwyty nad jego powieściami. Dziś już wiem skąd się wzięły. Sama staję się jednym z głosów w tym chórze. 
Głównym bohaterem "Zjazdu absolwentów" jest Thomas Degalais, który przyjeżdża do swojej starego liceum na tytułową imprezę. Jak się szybko okazuje Thomas nie ma czystego sumienia i jego obecność na zjeździe wiąże się ze sprawą z przeszłości. Tajemnica, którą w sobie nosi powinna znaleźć swój finał na sali sądowej. Wszyscy obecni uczniowie liceum, jak i absolwenci wracają wspomnieniami do roku 1992, kiedy to zaginęła piękna i jedna z najzdolniejszych uczennic w szkole - Vinca Rockwell. Miała ona uciec ze swym nauczycielem filozofii, z którym łączył ją - jak wszyscy doskonale wiedzieli płomienny romans. Myśli Thomasa i jego najlepszego przyjaciela ze szkolnych lat - Maxime'a zaprząta jeszcze jedna sprawa... Szkoła po zjeździe ma zostać rozebrana, a ta dwójka doskonale wie, jaką tajemnice skrywa budynek... Są w nim ukryte zwłoki... Teraz prawda może ujrzeć światło dzienne, ale czy się tak stanie?

"W twarz uderza mnie lodowate zimno. Wdrapuję się na parapet, ale nie mogę skoczyć. Noc dotyka mnie - i odpycha. Śmierć ze mnie rezygnuje".

To powieść z tych, które jak się otworzy, to się zamknie dopiero po przeczytaniu. Autor żongluje historią i emocjami, które odczuwają jego bohaterowie. Kiedy wydaje się nam, że już wszystko układa się w całość, nagle następuje zwrot o 180 stopni i jesteśmy w punkcie wyjścia. Nie ma możliwości w żaden sposób przewidzieć jak autor poprowadzi fabułę. Doskonale wodzi nas za nos, podsuwa informacje, które za chwilę zdają się przeczyć kierunkowi w jakim podążaliśmy. Świetne charakterystyki psychologiczne postaci. Tajemnice, sekrety, brudy i życie na pokaz. Tak często powtarzane kłamstwa, że zastąpiły prawdę, stały się nią. Czym jest miłość? Czym jest też rodzicielska miłość i do czego może doprowadzić? Co można zrobić, kiedy chce się pomóc najbliższym? A może tak naprawdę się nie pomaga, tylko utrzymuje ten obraz doskonałości, jaki się stworzyło? Tak jakby wcisnęło się przycisk pauzy na pilocie, a obraz zastygł. Książka, która wije się jak rzeka i nie wiadomo co się kryje za kolejnym meandrem.
Autor opisuje nie tylko obrazy, ale i zapachy towarzyszące kolejnym scenom, przez co możemy poczuć się uczestnikami zarówno retrospekcji, wspomnień jak i teraźniejszości. Wszystko jest tutaj przemyślane i doskonale ze sobą współgra; tytuły rozdziałów, podrozdziałów i wprowadzające cytaty ze światowej literatury. I ten drobny smaczek o Depeche Mode... Nie mogłam napisać swojej opinii zaraz po przeczytaniu, bo byłby to hymn pochwalny na cześć autora. Ciężko tę powieść zakwalifikować jako gatunek, bo to swego rodzaju kocioł, doskonała mieszanka wielu - thrillera, kryminału, czy powieści obyczajowej z wątkiem z romansu. Autor posiada patent na przepis lektury niemal doskonałej.
A zakończenie? Kiedy zostanie powiedziane już wszystko, to
zrobi coś, co sprawi, że znowu zwątpimy... 
8/10.

"To prawda, że dawali się ponieść emocjom, jednak z pewnością starali się robić wszystko jak najlepiej. Najlepiej unikać banalnych ścieżek, najlepiej godzić przygody z poczuciem odpowiedzialności, najlepiej odmieniać słowo "rodzina", ale według zasad własnej gramatyki".


Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros.



Wydawnictwo: Albatros

Data wydania: 31. lipca 2019

Liczba stron: 320

Kategoria: literatura obyczajowa/piękna
#45 Pchła - Anna Potyra

#45 Pchła - Anna Potyra

#83 Pchła - Anna Potyra - recenzja - czy warto przeczytać?
Nie pamiętam już - kiedy książka opętała mnie tak, że przykleiła mi się praktycznie do ręki. "Pchła" była ze mną wszędzie; podczas kąpieli, w łóżku, a nawet w kuchni.
Zaczęłam ją czytać wieczorem, miałam zajrzeć tylko na chwilę i... przeczytałam 120 stron... Obudziłam się chwilę, coś po drugiej w nocy z realnym przeświadczeniem, że ktoś stoi w rogu sypialni... Spokojnie, nikogo tam nie było.

Akcja "Pchły" toczy się w kilku wymiarach czasowych. Same śledztwo i główny wątek dzieje się współcześnie, a od czasu do czasu pojawiają się retrospekcje; nie tylko z czasów II wojny światowej.
Pierwszą ofiarą jest Łukasz Kos, którego zwłoki ktoś ułożył z najwyższym szacunkiem. Stworzył pośmiertną kompozycję, którą opatrzył białą różą, a zamordowanemu włożył do kieszeni stare zdjęcie. Mieszkanie zostało dokładnie wysprzątane, a zdjęcie ofiary morderca przesłał jego narzeczonej... 
Śledztwo prowadzi komisarz Adam Lorenz, pomagają mu -  Mateusz Corsetti, młody policjant o pseudonimie Brylant oraz Iza Rawska psycholog - profiler, która dopiero rozpoczęła  pracę.  
Warto wspomnieć również o prokuratorze prowadzącym sprawę - panu Zadrożnym, który jest tak bardzo skoncentrowany na sobie, że momentami zapomina po co został stworzony urząd, którego jest reprezentantem.
Zbrodnia została popełniona w najbardziej rodzinnym okresie roku - w Wigilię Bożego Narodzenia. W sprawie jest wiele niewiadomych i szybko okazuje się, że to nie jedyna ofiara niezrozumiałej na tę chwilę krucjaty mordercy.

"Człowiek wytrzyma tyle, ile może wytrzymać. Potem popadnie w desperację. Wtedy już tylko jeden krok dzieli go od szaleństwa".

Adam Lorenz to typowy bohater historii kryminalnej - jest "po przejściach", traumie, z którą się zmaga i z którą sobie tak do końca nie poradził. Lubi spędzać czas w "Biurze", które poi swoich interesantów nie tylko wodą. Mieszka sam, ma rodziców i siostrę, która zmaga się z problemami małżeńskimi.
Obecnie całym życiem Lorenza jest jego praca. To bardzo dokładny śledczy. Nie boi się badać z pozoru nic nieznaczących poszlak, które mogą okazać się jedynie stratą czasu. Szuka nieoczywistych połączeń, znaczeń, których inni by nie zauważyli, a ma do tego prawdziwy zmysł śledczy. 
W powieści pojawia się wątek romansu, ale jest drobny, nie zajmuje fabuły, a ukazuje komisarza z innej, bardzo emocjonalnej strony. 

Postaci stworzone przez Annę Potyrę są soczyste, prawdziwe. Prezentują cały wachlarz osobowości. Nieomylna pani psycholog, zbytnia pewność siebie może irytować, ale nie w przypadku Izy Rawskiej, choć nie było jej postaci zbyt wiele, można ją polubić. Corsetti i Brylant tworzą z Lorenzem skuteczne trio, a Zadrożny ze swoim zbiorem "sucharów" na każdą okazję, doskonale dopełnia tę plejadę świetnych bohaterów.

"Wszyscy chcą więcej i lepiej, i szybciej. A kiedy ich żądania i roszczenia nie są zaspokojone, ruszają do walki uzbrojeni w złe słowo".

Choć sam główny wątek seryjnego mordercy jest oczywisty, to już nie tak oczywisty jest jego motyw. To, co skłoniło go do tak okrutnych poczynań - również zaskakuje czytelnika. 
Retrospekcje dotyczące wojny, jej ofiar, bardzo sugestywne i mocno emocjonalne w odbiorze. 
Wiele razy zdawało mi się, że już wiem, gdzie podąża fabuła, a autorka za chwilę dawała mi prztyczka w nos... Otoczka towarzysząca śledztwu, mroźna i śnieżna aura, bardzo pobudzają wyobraźnię, a świąteczna atmosfera stanowi idealny kontrast dla zbrodni.

Tło historii kryminalnej również znakomite, obfitujące w dylematy moralne, rodzinne niedopowiedzenia, przemilczenia i ciche dramaty, które każdy chciałby zamieść pod dywan.
"Pchła" to nie tylko bardzo dobry kryminał, to książka o życiu. O wartościach jakie ono ze sobą niesie. O tym jak w dobie luksusu pokoju, łatwości bycia ze sobą; nie potrafimy się w nim odnaleźć i na siłę szukamy czegoś, z czego możemy być niezadowoleni. Jak lubimy się karmić tym, co złe i pozwalać mu w nas wzrastać i niszczyć.
Naprawdę ciężko uwierzyć, że to debiut kryminalny! Czekam na kolejne śledztwa prowadzone przez komisarza Lorenza.
8/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 9. lipca 2019
Liczba stron: 360
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał

#83 Pchła - Anna Potyra - recenzja

#42 I sprawisz, że wrócę do prochu - Ambrose Parry - recenzja przedpremierowa

#42 I sprawisz, że wrócę do prochu - Ambrose Parry - recenzja przedpremierowa

#80 I sprawisz, że wrócę do prochu - Ambrose Parry - recenzja przedpremierowa
Na samym początku zaznaczę, że w przypadku tej książki nie mogę być bardzo obiektywna. Dlaczego? Bo darzę ogromną sympatią wszelakie historie o XIX wiecznym, brudnym świecie, z bolesną i krwawą medycyną, otoczone aurą tajemnicy zabłoconych ulic, na których ludzie znikają niczym rozpływająca się mgła.

"Ludzie często snują najbardziej fantastyczne hipotezy i stają się niewytłumaczalnie ślepi na to, co oczywiste i co widzą na własne oczy tuż przed własnym nosem".

Akcja książki toczy się w 1847 roku w Edynburgu. Głównym bohaterami są Will Raven - asystent pioniera w dziedzinie stosowania eteru jako znieczulenia - doktora Simpsona i Sara Fisher, niezwykle inteligenta pokojówka i pielęgniarka, którą właśnie praca wiąże ze wspomnianym wcześniej doktorem Simpsonem.


"Ale Raven nigdy nie zapomniał, że mieszka w Edynburgu, mieście o janusowym obliczu: jednym na pokaz, dla towarzystwa, i drugim, przyoblekanym za zamkniętymi drzwiami".

Sam doktor Simpson prowadzi dość otwarty dom, odwiedzają go różni przedstawiciele świata medycyny i nie tylko. Leczy on zarówno bogatych jak i biednych - toteż Raven i Sara ocierają się o zróżnicowanych; nie tylko pod względem dolegliwości, ale i statusu społecznego pacjentów. Oni sami na początku nie darzą się sympatią. Ich znajomość zupełnie jak fabuła, rozwija się powoli.
Na terenie Edynburga odnajdywane
zwłoki kobiet, których kończyny są nienaturalnie powyginane, zastygłe w pośmiertnym spazmie, a twarze noszą ślady ogromnego bólu. 
Jest tak jak lubię - piękno XIX wieku - ubrane w brud myśli, czynów i ten mniej metaforyczny brud codzienności. Ulicami przemykają przestępcy, których nie idzie odróżnić od zwykłych mieszkańców. Każdego określało klasowe pochodzenie i płeć. 

"Nigdy nie ufaj człowiekowi bez wad. Te, które ukrywa, muszą być odrażające".

Samych tajemniczych zgonów było mi mało, jednak opisy ówczesnej bardzo krwawej i bolesnej medycyny mi to rekompensowały jak i wszechobecne zepsucie ówczesnego społeczeństwa, które choć czasowo odległe - to pod względem przestępczości dziwnie bliskie. Tak wiem jak to brzmi. Akcja rozwijała się powoli, a ja do połowy myślałam, że sam wątek powykręcanych przedziwnie kobiecych zwłok został zapomniany, ale autor spokojnie budował klimat i przygotowywał grunt. Powieść jest bardzo w schemacie dobrego serialu z wysp brytyjskich. Nie było mi trudno odgadnąć kto, bo autor praktycznie na tacy podawał rozwiązanie, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Opisy zabiegów, narzędzi położniczych przyprawiały mnie o dreszcze, a kiedy przeczytałam narzeczonemu fragment o kraniotomii, ten się skrzywił i zapytał: Co Ty czytasz? 


"Latem 1826 roku panowały tak dotkliwe upały, że smród rozkładających się ciał zmusił kapitanat portu do otwarcia zamówionych przez Syme'a skrzyń z nielegalnym ładunkiem, co wywołało powszechne oburzenie i skandal".

Bohaterów jest dość dużo, ale są tak charakterystyczni, że nie ma możliwości pogubienia się w fabule. Każdą z postaci przedstawionych przez autora cechuje złożoność charakteru i nuta tajemnicy, sekretu, który będziemy musieli odkryć. Bardzo podobało mi się dokładanie wątków i łączenie ich z głównym, przez co historia nie tylko nabierała tempa, ale i rozrastała się dając autorowi możliwość kontynuacji. Każdy z charakterów; nie ważne jaką klasę społeczną reprezentuje; jest bardzo ludzki - nawet jak obraca się w przestępczym światku - bo nikt nie jest tu po prostu dobry lub zły.
Mimo że liczyłam na więcej samego kryminalnego śledztwa, nie czuję się zawiedziona!
To była doskonała rozrywka ubarwiona historią medycyny położniczej i narodzin anestezjologii. 
Jako fanka demonicznego golibrody z Fleet Street, Inspektora Fredericka Abberline'a z Piekła rodem, bohaterów Ripper Street i Alienisty oceniam tę książkę na mocną siódemkę w skali dziesięciostopniowej - czy słusznie, to już musicie sprawdzić sami. 

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 23. lipca 2019
Liczba stron: 480
Kategoria: thriller/sensacja/ kryminał

Tłumaczenie: Jędrzej Polak

#20 Pozornie bez winy - Paulina Medyńska

#20 Pozornie bez winy - Paulina Medyńska




Kiedy podróżowałam po niezbadanych obszarach internetu natrafiłam na fragment niewydanej powieści Pauliny Medyńskiej. Był to początek kryminału, który napisała - brzmiał on na tyle ciekawie, że skomentowałam, a sama autorka zapytała czy nie zechciałabym przeczytać całości. Choć miałam z tyłu głowy niedawną przygodę z autorem, którego nazwiska nie wymienię - który odważył się wydać sam swój kryminał - co nadal uważam za totalną pomyłkę - bo czytać tego się po prostu nie da... postanowiłam spróbować, przecież nie każdy na lekcjach języka polskiego grał w statki zamiast się uczyć.
Także tego, jak wspomniałam autorka przesłała mi powieść w formie elektronicznej.

W niedzielę około godziny 14, postanowiłam zajrzeć do tego tajemniczego e-booka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to - brak korekty - ale jest to zupełnie zrozumiałe biorąc pod uwagę etap, na jakim jest autorka i jej książka. Postanowiłam wyłączyć swój detektor wykrywający końcówki, przecinki, błędy stylistyczne - kto ich nie popełnia niech pierwszy rzuci kamieniem! Nie było ich znowu też, aż tak dużo... Ale, do rzeczy.

Bohaterami powieści jest dwójka policjantów - Marcin Anders - wracający po urlopie zdrowotnym, na który musiał się udać po dość obciążającym psychicznie wcześniejszym śledztwie, i będąca u progu kariery policyjnej młodziutka Florianna Szulc. Losy tej dwójki splatają się za sprawą śledztwa, które będą prowadzić.
W pewnej mieścinie zwanej Miasteczkiem, w pierwszy dzień wiosny zostają odkryte zwłoki bardzo młodej dziewczyny - Alicji. Choć zginęła od uderzenia w głowę, to jej ciało nosi ślady pośmiertnych ran kłutych, a dodatkowo w okół ciała sprawca ułożył kamienie.
Pierwsze kroki prowadzą... na plebanię!

Poznajemy również dziennikarza Aleksa Znajdę, którego łączy wspólna przeszłość z śledczym Andersem, ale nie tylko. Dziennikarz dość dobrze zna przyjaciółkę pierwszej ofiary.. Tak pierwszej - bo ofiar jest więcej! 
A im brniemy głębiej w historię tym więcej jest dowodów, powiązań, kłamstw, zdrad, rodzinnych brudów, czyli wszystkiego co zawsze łączy małe miasta - wszyscy o wszystkich wiedzą wszystko - a jak przychodzi co, do czego to się okazuje, że jest zgoła inaczej.
Będziemy wspólnie z śledczymi penetrowali stare tunele, które podobno mogą skrywać złoto, czytali kryminały, liźniemy trochę techniki śledczej rodem z CSI, popatrzymy zza pleców na rodzący się romans, który swoją drogą w ogóle mi nie przeszkadzał - mimo że nie należę do fanek takich wątków. 

Akcja toczy się nie przerwanie od pierwszych stron i ani na moment nie zwalnia. Tutaj nikt się nie będzie nudził i choć jesteśmy w kryminalnym schemacie, i można szybko domyśleć się kto, to nie warto odmawiać sobie przyjemności zgłębiania zawiłych losów dwójki policjantów.
Choć poczułam się dotknięta kiedy Kuba Sienkiewicz został nazwany "klasykiem" - aż tak wiekowa jestem? Ale autorka zrekompensowała mi to nawiązaniami do... Comy, której wcześniejsze albumy znam na pamięć. 

Można oczywiście ponarzekać, że trochę schematycznie, że naiwne miłostki, że młodzieńcze ideały stoją za zawodowym wyborem bohaterów, że czuć jakąś amerykańskość... Można, ale po co? 

Z całego serca życzę autorce, żeby któreś z polskich wydawnictw zdecydowało się wydać jej powieść, bo jest to dobra pozycja, a każda następna na pewno będzie jeszcze lepsza!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...