Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zysk i s-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zysk i s-ka. Pokaż wszystkie posty
#149 Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu - David Wallace-Wells

#149 Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu - David Wallace-Wells

#149 Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu - David Wallace-Wells - recenzja - czy warto przeczytać?
Wyobraźcie sobie, że jako dziecko otrzymaliście piękną lalkę. Ktoś, kto Wam ją dał nie powiedział Wam, że jest unikatowa i żebyście o nią dbali.
Poza tym - jesteście dziećmi, bawicie się nią.
Powoli niszczycie jej ubranie, potem sprawdzacie co ma w środku, a z czasem wyciągacie jej kończyny z tułowia, wydłubujecie oczy i wyrywacie włosy.
Lalka trafia do kartonika, do piwnicy i tam dalej niszczeje, zapomniana.
Jesteście dorośli i widzicie w telewizji, że ktoś taką lalkę ma, ale w stanie idealnym i jest warta miliony monet. Biegniecie po swoją - wyskubaną, przecież uda się ją jeszcze naprawić. Przeszukujecie Internet w poszukiwaniu części zamiennych, dzwonicie do kolekcjonerów, próbujecie odnaleźć producenta. Nie ma. Nie istnieje. Części nie ma. Lalki nikt nie naprawi, a kasa przeszła koło nosa, przez Wasze niedbalstwo.

Podobnie jest z Ziemią - tylko Ziemia to nie lalka. No dobra, może ta metafora nie zabrzmiała tak jak powinna. 
Zawsze kiedy widzę, że ktoś gdzieś porusza temat globalnego ocieplenia dostaję wysypki. Wszystko mnie swędzi. Stresuję się, mam alergię na naszą głupotę, ignorancję, egoizm. Kiedy czytam, albo słyszę tych mlaskaczy i prześmiewców przewracających oczami drapię się mocniej. 
Inteligenta forma życia, która rozwinęła się w sprzyjających warunkach.
Tak jak pomidor w szklarni - przy odpowiedniej wilgotności i innych parametrach, które kiedy je tylko zmienić, to z pięknego i soczystego owocu - zrobią zielone i twarde coś, albo spalą roślinę i żadnego owocu nie będzie.

David Wallace-Wells w "Ziemi nie do życia" zebrał ogrom informacji z wielu uzupełniających, przenikających się dziedzin życia i wskazał jak sukcesywnie z wielką pieczołowitością i głębokim namaszczeniem doprowadzamy do wyginięcia gatunku - HOMO SAPIENS. 
Nie ma żadnego ocieplenia klimatu - słyszę i czytam od wielu lat, to propaganda dla ciemnych mas. Ciekawe, że te same osoby, które uparcie twierdzą, że nic się nie dzieje dostrzegają jednak pewne zmiany.
Pytają co jest z tą zimą? 
Gdzie jest śnieg? 
Albo uparcie twierdzą, że na tak upalne lato czekali. 

Ale to nie o to chodzi, że się zrobiło cieplej i można ramionka i brzuszki pięknie do słonka wystawić i uzyskać brąz, też swoją drogą szkodliwy, ale ja nie o tym miałam pisać. Kiedy ten słupek na termometrze się stale podnosi to niestety nie wiemy i nie potrafimy w pełni przewidzieć o ile wzrośnie dokładnie temperatura na Ziemi i jakie REALNE konsekwencje z tego będą.
Jesteśmy siedliskiem bakterii, z których większość jest dla nas samych jedynie zagadką. Co się stanie kiedy te niekoniecznie miłe i niekoniecznie pożyteczne zwierzątka w nas żyjące się zestresują? A temperatura stresuje.

Wszystko jest ze sobą na świecie połączone, jak się wszystko uzupełnia.
Podobnie jest ze skutkami naszej działalności. Odkąd rozwija się rolnictwo, odkąd się uprzemysławiamy - idziemy po swoje - prosto w niebyt i nie ma w tym żadnej tajemnicy, żadnego spisku.
Jesteśmy egoistami odkąd przychodzimy na świat i już z pierwszym oddechem zagarniamy co nasze i ciszę przecinamy wrzaskiem.
Nie chodzi o bycie zdobywcą świata i podporządkowanie sobie przyrody, że bez przyrody nas nie będzie, ale o to, że jesteśmy egoistami w stosunku do naszego gatunku.
Płaczemy, że dzieci zwierzątek nie zobaczą, bo Australia płonie i gatunki wyginą. Wstawiamy emotki łamiących się serduszek.
Kolejne pokolenia nie zobaczą zwierząt, zapewne nic nie zobaczą, bo prostu tych kolejnych pokoleń nie będzie. 

Niektórzy z nas pewnie mocno by się zdziwili - jak ogromny ma na nas wpływ stan powietrza i jak ogranicza nam procesy poznawcze.
Jak temperatura i zanieczyszczenie powietrza ma wpływ na wzrost przestępczości, na zwiększoną ilość błędów na stanowiskach pracy i spadek wydajności, mimo tego że technologie mamy przecież na wyciągnięcie ręki.

Fiksujemy się na punkcie plastiku. Plastik jest zły, ale według Autora i informacji, które zebrał - w stosunku do globalnego ocieplania to jest on jak "Paragraf 22", gdyby nie zanieczyszczenie aerozolowe powstałe z jego przyczyny to, na Ziemi już dawno byłoby dużo cieplej.
Słomki do napojów, kolejny temat zastępczy i obmiatanie sumienia z wierzchniej warstwy brudu. Tak trzeba z tym walczyć, ale to nie jest nasz jedyny problem.
Liczymy na to, że ktoś nas uratuje, że ta technologia, że postęp, że mądre głowy.
A tak w ogóle nie będziemy tak długo żyć, to po co mamy cokolwiek zmieniać?
I wracamy do egoizmu. Ale dzieci mieć chcemy i mamy.

W takim, mniej więcej, tonie Autor zwraca się do czytelnika, używa MY jakby nam rozkazywał, przy okazji nie odsuwa od siebie odpowiedzialności za to dokąd wspólnie zmierzamy. Podaje wiele informacji, które wszyscy, którzy chcą przetrwania gatunku - jak populistycznie to nie brzmi - znać.
To nie jest fatalistyczna wizja końca świata, to jest prognoza, która jeszcze daje tę, która choć głupia to - wszystkie swoje dzieci kocha - NADZIEJĘ.
To nie jest wezwanie do modlitwy i przygotowanie na boską karę.
Możemy się zmienić, ale musimy chcieć.

To jest trudna książka. Pełna danych i możliwości, które mogą stać się faktem. To dane prognostyczne - bo jak z każdą dziedziną nauki do pewnego stopnia wróży się z fusów. Sądzę, że za rok, czy dwa lata te przypuszczenia mogą być już kompletnie inne i wcale nie lepsze. Porusza problem antropomorfizacji, którą teraz kiedy Australia zmaga się z kataklizmem, widać jak na dłoni.


"Nawet doświadczając paraliżującego wpływu zmian klimatu na nasze życie, ciągle patrzymy na zwierzęta, częściowo powodowani tym, co John Ruskin nazwał "antropomorfizacją": tak się dziwacznie składa, że łatwiej może być im współczuć, być może dlatego, że wolimy nie rozliczać się z własnej odpowiedzialności, tylko choćby na chwilę poczuć ich cierpienie. Wobec burzy wywoływanej co dzień przez ludzi czujemy się najlepiej w wyuczonej pozie bezsilności".

Spory fragment tej publikacji to przypisy, które są przewodnikiem po stanie wiedzy naukowej, wszystko to, co autor napisał można jeszcze zgłębić.
Potrzeba zmiany, zmiany myślenia z JA na MY, zmiany polityki na całym świecie. Wyjścia ze sfery marzeń wiecznego życia - jak ryba w akwarium, jak dane w chmurze. Kto chce żyć nie czując nic? A wszystko staje się historią tu i teraz.

Żałuję, że tej książki nie przeczytają osoby, które powinny, bo one już teraz wiedzą lepiej co będzie, a Ziemia przecież płonie od zawsze i nic się nie dzieje.


"(...) łatwiej myślą z wyobrażeń wypaczony obraz tkać
łatwiej wierzyć jest niż wiedzieć
fałszywych nadziei smak..."
*Lipali - Ludzie 1.2



Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 12. listopada 2019
Liczba stron: 344

Kategoria: popularnonaukowa

Tłumaczenie: Jacek Spólny










#147 Wigilia pełna duchów - antologia

#147 Wigilia pełna duchów - antologia


#147 Wigilia pełna duchów - antologia - recenzja - czy warto przeczytać?
Żyjemy szybko. Jesteśmy otoczeni przez wszelakie nowinki technologiczne, a mimo to mamy jakiś sentyment do wszystkiego - co nadnaturalne.
Twierdzimy, że wiemy wszystko, no prawie wszystko :) ale jak tylko gdzieś coś zastuka, zapuka - to zareagujemy gęsią skórką i przyspieszonym biciem serca.
Nadal chcemy wierzyć w istnienie niewidzialnych bytów - duchy to coś, co nadal budzi w nas ciekawość, bo chyba już nie jest to strach.
Wigilia to taki czas, kiedy światło i ciemność toczą ze sobą spór - więc jest to doskonały moment na opowieści o wszystkim tym, czego nie można racjonalnie wytłumaczyć.
"Wigilia pełna duchów" to zbiór opowiadań, których treść niewiele ma wspólnego ze Świętami Bożego Narodzenia. Jednak atmosfery zimy, śniegu i tego, co może się we wczesnym zmierzchu kryć - z pewnością tutaj nie brakuje. Zbiór składa się z dwunastu opowieści. Każda jest kompletnie inna, pod względem historii i stylu, ale każda ma niepowtarzalny klimat.
Nie wszystkie są porywające, ale jest to cecha łączące wszelakie antologie.

Pierwsza historia Mrs. J. H. Riddle "Dom pod orzechem włoskim" jak już zdradza nam tytuł będzie opowiadała o nawiedzonym domu. Spotkamy się tutaj z pewnym niezbyt przyjaznym duchem, który tkwi uwięziony w świecie żyjących z powodu niedokończonej sprawy, pewnego testamentu. 
"Duch Panny Młodej" Andrew Haggarda wiąże się z seansem spirytystycznym i miłością, która nie jest taka oczywista. Jest to jedna z opowieści, które podobały mi się najbardziej. Traktuje o ludzkim pragnieniu związania się z partnerem ponad śmierć.
"Modlitwa Sir Huggona" G. B. Burgina to krótka historyjka o parze duchów, która z powodu zwykłej nudy przygląda się młodym ludziom i postanawia interweniować, aby załatwić sprawę... czegóż by innego jak nie miłości?
"Opowieść starej piastunki" Elizabeth Gaskell również bardzo mi się podobała. To historia o niezałatwionych sprawach rodzinnych i ich konsekwencjach zza grobu w aurze mrozu, wszechobecnego zimna i śniegu - tocząca się w starym domu. Nastrój i klimat taki jak lubię.
Niewiadoma, wspomnienia, niska temperatura i narastający niepokój.
"Duch lalki" F. Marion Crawford to jak możemy się łatwo domyślić historia ożywającej lalki, ale z emocjonalnym, rodzicielskim nieco dramatycznym tłem.
Kto się nie boi dużej ilości lalek i tego, że któraś z nich być może wstanie?
U mnie laleczki budzą mieszane uczucia :) Krótka, ale bardzo przyjemna.
"Wrzeszcząca czaszka" jest historią napisaną również przez Panią Crawford i jest dość długa. To opowieść o tym, co może nas spotkać kiedy przypadkiem namówimy kogoś do popełnienia przestępstwa. Sprawiedliwość może po nas przyjść i to obleczona w utratę zmysłów. Ciekawa forma narracji.
Kolejna to "Górna koja" też tej samej autorki. Opowiada o statku "Kamczatce", a konkretnie o tajemniczej kajucie nr 105, z której to znikają pasażerowie.
W zbiorze pojawia się i sam Arthur Conan Doyle ze swoim "Kapitanem Gwiazdy Polarnej". Opowiadanie ma formę dziennika pokładowego. Jest zimno i mrocznie, ale jakoś szczególnie mnie nie porwało, mimo że lubię historie ze statkami i zimą w tle.
Następną historię przedstawia Edith Wharton i jest to "Później" - gdzie pojawia się motyw zaginięcia męża bohaterki i jej kompletny brak wiedzy na temat jego działalności. 
M. R. James "Jesion" - krótkie opowiadanie o tym, co może kryć się w tajemniczym drzewie tuż pod oknem posiadłości, której właściciele kolejno żegnają się z życiem. 
"Duch Skarbca" - Emily Arnold to opowieść o klątwie, która ciąży nad pewnym... skarbem :)
A ostatnie opowiadanie "Nekromanta - Duch a czarna magia" autorstwa Isabelli F. Romer pouczy nas, że wywoływanie duchów ma swoje konsekwencje.

Żadna z tych historii nie wystraszy współczesnego czytelnika, ale warto je przeczytać choćby dla klimatu, którego dziś już się nie spotyka. Język jest ładny, plastyczny i zrozumiały, mimo że teksty mają wiele lat. Z wszystkich historii płynie ten sam morał - sprawiedliwość prędzej czy później upomni się o swoje, nie ważne czego się dopuściliśmy i czym to było umotywowane.
Postaci bywają przerysowane i mogą wydawać się komiczne; w swoich porywach serca, czy dramatach, ale kiedy pamięta się o okresie ich powstania - to można spokojnie delektować się po prostu literaturą.
Nie trzeba ich oczywiście czytać w okresie świątecznym, ale zima i  wczesny zmierzch jest jak najbardziej wskazany. 
Przyznam, że nie spodziewałam się, że aż z taką przyjemnością będzie mi się czytało historie o duchach napisane na przełomie XIX i XX wieku.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 29. listopada 2019
Liczba stron: 392

Kategoria: literatura grozy
Autorzy:
M.R. James, Arhtur Conan Doyle, F. Marion Crawford,
Elizabeth Gaskell, Edith Wharton, Mrs. J. H. Riddell, Andrew Haggard,
G. B. Burgin, Emily Arnold, Isabella F. Romer

Tłumaczenie:
Katarzyna Bogiel, Beata Długajczyk, Ewa Horodyska,
Robert Lipski, Jerzy Łoziński, Jan S. Zaus



#142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens

#142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens

 #142 Opowieści wigilijne. Nawiedzony dom - Charles Dickens - recenzja - czy warto przeczytać?
Nie ma chyba na świecie osoby, która nie kojarzyłaby "Opowieści wigilijnej" Charlesa Dickensa. Wielokrotnie ekranizowana, a dla niektórych czytelników jej lektura w okresie przedświątecznym - jest wręcz obowiązkowa.
Ale Charles Dickens napisał wiele innych historii.
Część z nich jest wydawana przez wydawnictwo Zysk i S-ka w formie serii pod wspólnym tytułem "Opowieści wigilijne", które łączy właśnie ich bożonarodzeniowy charakter.
W tym roku, a dokładnie 19. listopada do sprzedaży trafiła kolejna część o podtytule "Nawiedzony dom".
Cała seria jest pięknie wydana - twarda oprawa, ilustracje niczym ryciny, każdy tekst otwiera inicjał z wkomponowanym ornamentem.
Różni się ona jednak od pozostałych. Opowieści były pisane wraz z innymi pisarzami i były publikowane w dwóch czasopismach "Household Words" oraz "All the Year Round" - a ze świętami Bożego Narodzenia łączy je okres wydania 
numeru czasopisma. 
Przed każdym z tekstów znajdziemy krótkie wprowadzenie - rok powstania, w którym z dwóch czasopism wyszły i kto był współautorem - pozostałych tekstów.

Zbiór składa się z siedmiu opowiadań. 
"Wrak Złotej Mary" - o kapitanie statku, nad którym ciążyła klątwa, a z pokładu którego udało się uratować pasażerów.
"Katusze gromadki angielskich jeńców" - gdzie czytamy o kobietach porwanych przez piratów w czasie rebelii - w brytyjskiej kolonii w Ameryce Środkowej. "Nawiedzony dom" - siedem osób spędza czas w domu, w którym podobno straszy...
"Wieść z morza" - historia o pewnej wiadomości - list w butelce, i jej konsekwencjach.
"Bezimienny bagaż" - opowieść o porzuconym, pełnym tajemnic bagażu.
"Ziemia Toma Tiddlera" - nawiązanie do gry dla dzieci, opowieść o samotniku - pustelniku, który odcina się od społeczeństwa.
"Bezdroże" - historia z przytułkiem w tle i pomyłką, która bardzo zmienia życie kilku osób.

Styl, którym są pisane wszystkie historie - jest mocno barokowy; bogaty w metafory i długie zdania z niespotykanym już szykiem wyrazów. W niektórych miejscach jest archaiczny, przez co, czytanie może być utrudnione i dłuższe niż można się spodziewać, gdyż wymaga większego skupienia.
Charles Dickens był doskonałym obserwatorem ludzkich zachowań. Prawdziwym malarzem ludzkiej natury. Dostrzegał ile w nas smutku i zgorzknienia, ale równocześnie widział receptę na samoleczenie. Kiedy głęboko się nad sobą zastanowimy odnajdziemy w sobie siłę do wybaczenia, zrozumienia i w końcu zmiany naszego losu, bo przecież to jak żyjemy zależy od nas samych.

"Rok umierał wcześnie, liście opadały szybko, dzień był surowy i zimny, gdy obejmowaliśmy dom w posiadanie, dlatego też jego posępność była jeszcze bardziej przygnębiająca. "

Wszystkie przedstawione w tym zbiorze opowieści są niezwykle uniwersalne, przekaz nie zestarzał się w ogóle, mimo wielu lat, które upłynęły od ich napisania.
Najbardziej spodobały mi się: "Wrak Złotej Mary" - być może dlatego, że mam w sobie jakiś sentyment do wszelkich historii z tonącym statkiem w roli głównej. Historia matki i jej córki była bardzo przejmująca. A zapis spostrzeżeń z obserwacji pozostałych rozbitków, kiedy w momencie zagrożenia wychodzą z nas najgłębiej ukrywane demony - boleśnie prawdziwy.
I najdłuższa opowieść, którą przeczytałam paradoksalnie najszybciej: "Bezdroże", która jest napisana w formie sztuki teatralnej. Zaskakujące jest to, jak jedno niedopatrzenie, może zmienić życie wielu ludzi. Piękna definicja miłości i zadośćuczynienia zza grobu. Sprawiedliwość w końcu dochodzi do głosu, wystarczy być tylko dobrym człowiekiem?
Odwieczna walka dobra ze złem, która odbywa się głównie w nas, w naszych myślach, a co za tym idzie i czynach. 

Odniosłam wrażenie, że wydźwięk każdej zawartych w "Nawiedzonym domu" opowieści - jest bliski filozofii jaka powinna towarzyszyć nam w czasie świąt Bożego Narodzenia. Powinniśmy mieć w sobie wiele zrozumienia, umieć przebaczać, otworzyć domy i serca na błądzących. Czy nie o to właśnie, w tym czasie chodzi?

Po klasykę zawsze warto sięgać, aby wiedzieć o czyich utworach, tak często, piszą współcześni pisarze i co sprawia, że zdania zapisane przez Charlesa Dickensa - żyć będą wiecznie. Po prostu warto wiedzieć, a opinię opierać na doświadczeniu, a nie zasłyszeniu. Czytajcie Dickensa.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 19. listopada 2019
Liczba stron: 562

Kategoria: literatura klasyczna
Tłumaczenie: Jerzy Łoziński

#134 Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne

#134 Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne

Nie lubię świątecznych książek... Odstraszają mnie tym wciskanym na siłę cukierkowatym klimatem. Lubię święta, ale nie lubię jak mi ktoś wmawia, że to jedyny magiczny czas w roku, kiedy może wydarzyć się coś cudownego... Wracając do meritum... W kwestii świątecznych historii zainteresowały mnie jedynie klasyczne opowieści Dickensa i antologia "Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne". 

Na tę antologię składa się piętnaście opowiadań z kanonu brytyjskiej klasyki. Trzeba mieć to na uwadze sięgając po tę książkę. Znajdziemy tu historie napisane przez znanego, chyba wszystkim, Arthura Conana Doyla i mniej znanych lub też kompletnie zapomnianych pisarzy, z których wielu publikowało pod pseudonimami. Co ciekawe wielu autorów cenił sam Alfred Hitchcock adaptując często ich powieści. Wszystkie opowiadania łączy świąteczny czas akcji, mimo że często dzielą je lata. Charakteryzują się typowo brytyjskim klimatem, nie znajdziemy więc tu porywającej akcji. Będziemy dużo dedukować i to czasem w mało morderczych historiach - takich jak kradzieże, krwi będzie niewiele, choć pojawią się sztylety, będą też spektakularne otrucia i inne mordy z tych "mało brudzących ręce".
Każdą historię otwiera krótka biografia autora, z której to - dowiemy się jak bardzo znany był autor w czasach których żył, co publikował i czy to właśnie jego powieść upatrzył sobie sam Alfred Hitchcock.

Skłamałabym jakbym napisała, że wszystkie były świetne. Jak to w przypadku antologii bywa opowiadania są różne i siłą rzeczy nie mogą podobać się wszystkie. Dwa z nich przeczytałam i w momencie pisania tych słów już nie pamiętam o czym były - "Salonowe sztuczki" Ralpha Plummera i "Szczęśliwe rozwiązanie" Raymunda Allena - zastrzelcie mnie, ale nie przypomnę sobie tych opowieści. 

Pozostałe prezentują, jak dla mnie, dobry i bardzo dobry poziom i zaangażowałam się w rozwiązywanie tych zagadek. Wiele z nich łączy również częste nawiązywanie do Charlesa Dickensa i ten trochę mroczny klimat świąt, kiedy do naszych drzwi może zapukać strudzony wędrowiec, o niekoniecznie miłych zamiarach.
Powtarza się również motyw "zamkniętego pokoju" i poszukiwania winnego wśród wieczornych gości. 

"Patrzyła na tę czarną szczelinę i rozpoznała pierwszy sprawdzian dla swoich nerwów. Później miały przyjść kolejne. Uzmysłowiła sobie, że w swoim chłodnym i praktycznym "ja" wozi histerycznego, neurotycznego pasażera, który z pewnością mocno da jej w kość swoimi natrętnymi sugestiami i nieprzyjemnymi przypomnieniami". 
*"Figury woskowe" Ethel Lina White

Najbardziej podobały mi się "Niebieski karbunkuł" Arthura C. Doyla,  "Nieznany morderca" H.C. Baileya, "Nieoczekiwany zwrot w sprawie" Margery Allingham, "Figury woskowe" Ethel Liny White - gdzie pojawia się lekki klimat grozy i "Śnieżna zagadka" Nicholasa Blake-a - która z kolei skojarzyła mi się z "Morderstwem w Orient Expressie" Agathy Christie. 

Brytyjskie kryminały świetnie rozkładają na czynniki pierwsze ludzką naturę. Wskazują, że zło współistnieje i jest w każdym człowieku, więc każdy na kogo patrzymy może być przestępcą. Zaufaniem, więc, powinniśmy operować niezwykle uważnie. 

"Nie zauważyłeś, że czasem ludzie bardzo angażujący się w cierpienie innych, czynią to tylko po to, aby sobie popatrzeć?"
*"Nieznany morderca" H.C. Bailey

Podoba mi się język, którym kiedyś się posługiwano - pamiętajmy, że  powstały na przełomie XIX i XX wieku. Jest bogaty i naprawdę pięknie brzmi. Jestem w tej kwestii trochę dziwakiem, ponieważ lubię czytać na głos - kiedy tekst, aż się prosi, aby popracować nad nim głosem, ćwicząc przy okazji dykcję.
Kompletnie zmienia to odbiór i chyba nie muszę opisywać jakie korzyści płyną z głośnego czytania?

Polecam czytać je w odstępach czasu, najlepiej wieczorem i to pod kocem i herbatą, wtedy darmowa podróż w czasie - gwarantowana.
Jeżeli, więc wiecie z czym się wiąże brytyjska klasyka, nie boicie się tego, że trzeba będzie przy czytaniu poświęcić trochę więcej uwagi niż w przypadku sztampowych i współczesnych kryminałów, nie oczekujecie morza krwi i trupiego festiwalu - to zdecydowanie je Wam polecam. 
7/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 26. listopada 2019
Liczba stron: 328

Kategoria: kryminał/opowiadania
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń, Jerzy Łoziński
ZAPOWIEDŹ - Ktoś kogo znamy - Shari Lapena

ZAPOWIEDŹ - Ktoś kogo znamy - Shari Lapena


ZAPOWIEDŹ - Ktoś kogo znamy - Shari Lapena


29. stycznia 2020 roku nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka ukaże się
"Ktoś kogo znamy".
Najnowsza książka autorstwa kanadyjskiej pisarki Shari Lapeny.
Wcześniejsze książki wydane w Polsce to:

Bardzo trudno jest mi napisać ten list.
Mam nadzieję, że zanadto nas nie znienawidzicie…
Ostatnio, kiedy nie było państwa na miejscu, mój syn włamał się do waszego domu…

 

Może nie znasz swoich sąsiadów tak dobrze,
jak Ci się wydawało...



#114 Osada - Camilla Sten

#114 Osada - Camilla Sten

#114 Osada - Camilla Sten - recenzja - czy warto przeczytać?
Jak już kiedyś wspomniałam - bardzo ciężko jest mi odczuć niepokój podczas czytania.
"Osada" Camilli Sten to powieść mająca wszelkie przymioty dobrej powieści grozy.
Mamy górnicze miasteczko Silvertjärn, które od sześćdziesięciu lat straszy pustką i tajemnicą - wszyscy mieszkańcy zniknęli i przez lata nie udało się odkryć tego, co się tak naprawdę tam wydarzyło.

Alice - wnuczka jednej z byłych mieszkanek osady, chce rozwiązać tę zagadkę i przy okazji nakręcić dokument. To właśnie ona jest narratorem tej książki, nadmieniam, że narracja jest prowadzona w osobie pierwszej.
Jedzie tam wraz ze znajomymi, którzy mają pomóc jej przy filmie. Młodzi ludzie wjeżdżają w martwą strefę i bez żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, będą spacerować po tym miasteczku - widmie i odkrywać jego sekrety.
Odkryjemy jakie związki rodzinne łączą członków grupy z mieszkańcami Silvertjärn i będziemy starali się ułożyć pozyskane informacje niczym puzzle, by móc zobaczyć to, co wydarzyło się sześćdziesiąt lat temu.
Książkę rozpoczyna prolog - zapis wydarzeń jakie miały miejsce tuż po zniknięciu całej populacji osady - i już w tym miejscu autorka zaczyna budować klimat niewiadomej i stopniować napięcie. 
Zapoznajemy się z zarysem projektu jaki prowadzi główna bohaterka powieści, przypomina on coś na kształt - zbiórki pieniędzy, jakie często organizują niezależni twórcy.
Następnie książka dzieli się na dni tygodnia, w których filmowcy przebywali na terenie miasteczka, a treść jest przeplatana retrospekcjami z życia rodziny babci Alice. Pojawiają się też listy pisane przez siostrę babci dziewczyny i jej matkę. Na końcu znajdziemy epilog.
Historia miasteczka wiąże się zamknięciem kopalni i utratą zatrudnienia przez wiele osób. Ludzie stracili możliwość zarobku, było im ciężko, wielu traciło poczucie sensu. Wtedy w miasteczku zjawił się duchowny i w mieszkańcach na nowo rozkwitła nadzieja na lepsze jutro. Trochę w myśl powiedzenia "jak trwoga to do Boga".
W domach na półkach nadal stoją produkty żywnościowe, w spróchniałych budynkach, pokrytych łuszczącą się farbą odnajdziemy meble; szafy z ubraniami, czy różne zapiski. Wszystko wygląda tak jakby mieszkańcy mieli zaraz wrócić.
Autorka świetnie pokazała ludzką podatność na manipulacje w czasie kryzysu. Kiedy jesteśmy tak zrezygnowani, że chwytamy się każdej deski ratunku. Budowanie wspólnoty, wiara, chęć naprawy swojego życia i dla równowagi poszukiwanie przyczyny nieszczęścia, które kiedy w końcu nabierze realnego kształtu jest przecież możliwe do usunięcia.
Podobało mi się jak stopniowała napięcie i powoli odkrywała karty. Jak strach wśród uczestników filmowej wyprawy narastał powoli, jak z młodych i pełnych kreatywnego spojrzenia na życie ludzi, przeistaczali się zaszczute jednostki i nie potrafili odróżnić tego, co jest rzeczywiste, a co tylko się im wydaje.
Niezwykle łatwo tracili zaufanie do siebie nawzajem. Na światło dzienne wychodziły stare urazy, niedopowiedzenia.
Camilla Sten świetnie stworzyła duszny, klaustrofobiczny klimat, który zdaje się otaczać ekipę jak mgła i powoli dusić. Dźwięki, które słyszą z krótkofalówek, odczuwanie, że są przez kogoś obserwowani - wszystko to powoduje, że napięcie stale narasta.
Choć obie grupy przebywające na terenie osady dzieli sześćdziesiąt lat, to tak naprawdę postępują one w jednakowy sposób. 
W "Osadzie" nie znajdziemy nadprzyrodzonych mocy, i nienazwanego zła.
To wycinek historii o ludzkości. O tym, co w nas samych jest od zawsze i jak niewiele trzeba, by rozrosło się do ogromnych rozmiarów i zrobiło z nas armię kukieł - zdolną do niesienia śmierci i zniszczenia, niezależnie od tego kim byliśmy wcześniej.
Upadek człowieka jako jednostki, degeneracja moralności i zło rozrastające się jak rak. 
Forma przedstawienia tej opowieści przypomina mi modne swego czasu filmy kręcone "z ręki", stajemy się uczestnikami wydarzeń. Autorka często wspomina media społecznościowe i zwykłą codzienność przez co można odnieść wrażenie realności fabuły.
Choć nie odczułam niestety żadnej grozy, czy strachu, to uważam, że to naprawdę dobra pozycja, która skrywa w swojej treści dużo więcej, niż się na początku wydaje. Nie powinna być raczej kwalifikowana jako horror, dla mnie to bardziej thriller psychologiczny. Co wrażliwsi być może odczują jakieś mrowienie, czy nawet zalążek strachu. Myślę, że przypadnie do gustu czytelnikom lubującym się w rozkładaniu naszej - często zwierzęcej natury, na czynniki pierwsze.  
7/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 15. października 2019
Liczba stron: 400

Kategoria: horror
Tłumaczenie: Maciej Muszalski

#103 Anonimowa dziewczyna -  Sarah Pekkanen, Greer Hendricks

#103 Anonimowa dziewczyna - Sarah Pekkanen, Greer Hendricks

#103 Anonimowa dziewczyna -  Sarah Pekkanen, Greer Hendricks - recenzja - czy warto przeczytać?

Potrafimy niezwykle łatwo ocenić czyjeś postępowania. Zdaje się nam, że wiemy wszystko i wysnuwamy prosty osąd, że czyjeś zachowanie jest po prostu... niemoralne?
Jednak kiedy spróbujemy przeanalizować jakiekolwiek - własne decyzje - to zauważymy, że nie wszystko jest tylko czarno-białe. 

"Anonimowa dziewczyna" spod pióra duetu Sarah Pekkanen i Greer Hendricks opowiada o Jess - Jessice Farris. Młodej wizażystce, która łapie się każdej okazji, by zarobić parę groszy. Wykonuje wiele zleceń i podczas jednego z nich dociera do niej informacja, że za udział w badaniu psychologicznym jest wypłacane dość wysokie honorarium, równoważne jej wynagrodzeniu za dziesięć makijaży. Nic prostszego - odpowie na parę pytań, zainkasuje umówioną kwotę i to wszystko.
Przekona się jednak, że badanie z zakresu moralności i etyki, w którym uczestniczy, jest czymś więcej niż tylko wypełnieniem ankiety. Chęć zarabiania coraz większych kwot nie pozwoli jej na rezygnację. Nawiąże dość niezdrową i pokrętną relację z psychiatrą przeprowadzającą ten eksperyment -
dr Shields, od której się praktycznie uzależni.
Jess będzie musiała odkryć tajemnicę, zakrawającą o zagadkę kryminalną i nie zatracić przy tym jasności umysłu. Będzie wykonywać coraz dziwniejsze polecenia i nawiązywać jeszcze dziwniejsze relacje. Nie bez znaczenia dla fabuły będzie też pewna męska postać.


"Każda rodzina ma swoje wady. Wielu ludzi jest przekonanych, że po przekroczeniu progu dorosłości pozbędą się ich. Jednakże niewłaściwie ukształtowane w okresie dzieciństwa relacje pozostają trwałe".

To świetny psychologiczny thriller. Akcja nie pędzi. Jest wręcz, odwrotnie - wszystko dzieje się powoli. Poznajemy przeszłość Jess, zdaje się nam, że już co nieco o niej wiemy. Strona po stronie kształtuje się nam zarys jej stanu psychicznego. Sięgamy do głębokiego poczucia winy, czy słusznego? 
Narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw Badanej 52. i samej dr Shields, która zwraca się bezpośrednio do Jess.
Ponadto, mamy coś jakby - zapisy wniosków z wcześniejszych badań przeprowadzanych przez psychiatrę. 

Atmosfera jest dość mroczna, pełna niepokoju, który powoduje, że chce się czytać dalej. Czułam się trochę jakbym oglądała film o przygaszonych, ponurach barwach, a w tle stale siąpił deszcz. Autorki tak dobrze prowadzą fabułę, że do samego końca raczej trudno będzie nam odgadnąć kto naprawdę tutaj kłamie. Samo zakończenie bardzo mi się podobało i jest w stylu, który lubię najbardziej! Gwarantuję, że nie domyślicie się finału. 


"Nosimy w sobie wiele żalu - do obcych ludzi widzianych na ulicy, sąsiadów, znajomych, przyjaciół, a nawet osób, które kochamy. Ciągle jesteśmy zmuszani do dokonywania wyborów moralnych. Niektóre z tych decyzji są błahe, inne mają wpływ na nasze życie. Łatwo oceniać na papierze; po prostu wypełnia się odpowiednią rubrykę i przechodzi do kolejnego pytania. W prawdziwym życiu to nigdy nie jest takie proste."

Ludzka psychika jest nie tylko niezwykle delikatna, jak najczęściej się nam mówi. Nie da się przewidzieć czyjegoś konkretnego postępowania nawet na podstawie setek przeprowadzonych badań na innych jednostkach. Człowieka kształtuje wszystko, co przeżył, środowisko, emocje. Skrywamy w sobie wiele siły i chęci przetrwania. Obsesja może powstać bardzo łatwo i to nawet w mało podatnym umyśle.
Ja, nie tylko dobrze się bawiłam podczas czytania, wiele z wniosków przedstawionych przez autorki zmusiło mnie też do zastanowienia się dlaczego tak a nie inaczej czuję.
To nietuzinkowy i naprawdę sprawnie napisany thriller. Skrycie marzy mi się ekranizacja :) Ode mnie 7/10.


#103 Anonimowa dziewczyna -  Sarah Pekkanen, Greer Hendricks - recenzja - czy warto przeczytać?

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 22. października 2019
Liczba stron: 448

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał
Tłumaczenie: Marta Faber
ZAPOWIEDŹ - Anonimowa dziewczyna -  Sarah Pekkanen, Greer Hendricks

ZAPOWIEDŹ - Anonimowa dziewczyna - Sarah Pekkanen, Greer Hendricks

ZAPOWIEDŹ - Anonimowa dziewczyna -  Sarah Pekkanen, Greer Hendricks
22. października będzie miała premierę "Anonimowa dziewczyna" autorstwa duetu pisarskiego Sarah Pekkanen, Greer Hendricks.

Opis od wydawcy:
Gdy Jessica Farris zgłasza się do udziału w badaniu psychologicznym prowadzonym przez tajemniczą doktor Shields jest przekonana, że będzie musiała jedynie odpowiedzieć na kilka pytań, po czym odbierze wynagrodzenie i na tym skończy się jej rola.
Jednak gdy pytania stają się coraz bardziej natarczywe i dogłębne, a sesje badawcze przeradzają się w zadania do wykonania, podczas których Jessica dostaje wytyczne, jak ma się ubrać i zachowywać, dziewczyna zaczyna mieć odczucie, że doktor Shields zna jej myśli… i wie, co Jess ma do ukrycia.
W im większą Jess popada paranoję, tym bardziej jasne staje się dla niej, że nie wie już, co w jej życiu jest realne, a co stanowi jeden z eksperymentów manipulacyjnych doktor Shields. Uwikłana w sieci podstępnych oszustw i zazdrości, dziewczyna szybko się przekonuje, że niektóre obsesje bywają zabójcze…

„Kolejna gęsta, trzymająca w napięciu powieść… Bawcie się dobrze, obserwując, jak rozgrywa się ta zabawa w kotka i myszkę”.
Kirkus Reviews

„Hendricks i Pekkanen w szczytowej formie. Nie przewidzicie finałowego zwrotu akcji!”.
People Magazine

WYRÓŻNIENIA, JAKIE SPOTKAŁY ANONIMOWĄ DZIEWCZYNĘ:
„Książka tygodnia” People Magazine
„50 najbardziej wyczekiwanych książek 2019 roku” HelloGiggles
„Najlepsza powieść kobieca 2019 roku Marie Claire
„Książki, których nie możesz przegapić” Hypable
„Książki 2019 roku, które musisz zabrać na spotkanie klubu książki” Cosmopolitan


Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka i już można ją zamawiać na stronie wydawnictwa - KLIK.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 22. października 2019
Liczba stron: 448

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał
Tłumaczenie: Marta Faber

#95 Rekursja - Blake Crouch

#95 Rekursja - Blake Crouch

#95 Rekursja - Blake Crouch - recenzja - czy warto przeczytać?
Jest paru takich autorów, których książki podnoszą mi tętno, sprawiają, że się pocę i drżą mi ręce - zbyt mocno się ekscytuję. Do tych autorów należy Blake Crouch. Jego trylogia o Wayward Pines mimo że czytana nie tylko przeze mnie, to nadal jest w doskonałym stanie. Bywam w takich przypadkach estetyczną terrorystką. 
Kiedy zobaczyłam, że Wydawnictwo Zysk i S-ka ma w planach wydanie "Rekursji" się tak telepałam w ekscytacji parę miesięcy...

Czym jest tytułowa Rekursja? Najbardziej krótko jak się tylko da - to inaczej  rekurencja - czyli na przykład (jak podaje Wikipedia) - odwołanie się funkcji lub też definicji do samej siebie (w podanym linku do Wikipedii jest prosty przykład - jakby ktoś chciał zgłębić temat).
Już tytuł powoduje pewien mętlik w głowie, prawda? Sam autor w Podziękowaniach nazywa tę książkę najtrudniejszą jaką napisał.

Barry Sutton - policjant, próbuje uratować pewną kobietę przed skokiem z dachu. Okazuje się, że niedoszła samobójczyni cierpi na ZNW - Zespół Nieprawdziwych Wspomnień. Kobieta pamięta swoje życie, które wiodła z jakimś mężczyzną, była jego żoną i miała z nim syna. Pamięta wszystko dokładnie z datami, imionami, nazwiskami. Nawet odwiedziła tego mężczyznę, który podobno był jej mężem, ale on nie podzielał tych wspomnień. Barry się stara, jednak kobieta trawiona życiem, którego nie było, skacze z budynku. Zasiała jednak w głowie policjanta ziarno niepewności... Dodatkowo okazuje się, że coraz więcej osób zaczyna "chorować" na ZNW.
Helena Smith - doktor neuronauki, jest córką kobiety, która powoli zapomina swoje dotychczasowe życie. Podejrzewam, że to temat wielu czytelnikom dość bliski - choroba Alzheimera, czy starcza demencja. Ma ona jednak pomysł, który może zrewolucjonizować świat. Konstruuje, pomijając wszystkie inne części składowe tego projektu, fotel, którego zadaniem jest mapowanie wspomnień i ich przywoływanie.
Kto z nas nie chciałby raz jeszcze dokładnie zobaczyć jakiegoś wydarzenia, które coś w jego życiu znaczyło.
Losy dwójki bohaterów się mocno splatają, a fotel Heleny umożliwi coś więcej niż tylko reaktywacje wspomnień.

Wiedziałam, że Blake Crouch mnie nie zawiedzie! Tak się pisze thrillery futurystyczne! Nie skłamię jeżeli napiszę, że tę książkę można przeczytać na raz... ale... to nie będzie ona dobrym wyborem dla czytelnika, który liczy na trywialną fabułę.
Trzeba myśleć dość intensywnie, żeby się nie pogubić, zrozumieć co się dzieje i kiedy się dzieje.

Interesuje Was temat czasu?
Tego czym jest i jak go postrzegamy i dlaczego błędnie to robimy? Crouch choć mocno miesza linie czasowe, następstwa zmian i możliwości jakie one dają, to robi to w niezwykle zrozumiały sposób.
Dodatkowo w intrygującą i cały czas biegnącą w szaleńczym tempie akcję, wplata filozoficzne rozważania na temat ludzkiej natury. Jesteśmy sumą wspomnień, bez nich nie ma naszej tożsamości. Co się by z nami stało, gdybyśmy wymknęli się temu w jaki sposób postrzegamy upływający czas - a postrzegamy go liniowo? Czy wykluczenie śmierci, z powodu możliwości innego jego postrzegania jest naprawdę ucieczką od umysłowych ograniczeń? Kto nie marzył choć przez chwilę by zrobić coś inaczej w swojej przeszłości. Tylko czym ona jest?
Żyjemy w systemie naczyń połączonych. Często się nam wydaje, że nasze życie nic dla ogółu nie znaczy, nie mamy na nic wpływu. Autor wyeksponował znaczenie jednostki, tego jak jej los wpływa na los kolejnych osób, aż wreszcie na całą ludzkość.

Choć pomysł na powieść sam w sobie nieźle poplątany - i niektórzy czytelnicy mogą na chwilę się w niej zagubić, to bohaterowie tej historii są naprawdę realni, miotają się w swoich czasem mało oczywistych wyborach. Styl jakim pisze autor pozwala dostrzec całość jako zmieniające się obrazy.
Już się nie mogę doczekać ekranizacji, a będzie zrealizowana przez Netflix.

Pisarz świetnie połączył możliwości jakie daje fizyka, logika i nasza biologia - szyszynka i wydzielana przez nią substancja psychoaktywna
Sam pomysł na fabułę można określić mieszanką: serialu "Dark" , "Linii życia" z domieszką "Przeznaczenia", okraszone oczywiście stylem autora.
Uwielbiam takie historie, które są logiczne, a kompletnie wymykające się naszemu pojmowaniu rzeczywistości. To chyba najbardziej pokręcona książka jaką w życiu czytałam i jednocześnie najbardziej logiczna? Mój egzemplarz jest niemal cały pozaznaczany i opatrzony moimi zapiskami.

Mam nadzieję, że moja nadmierna ekscytacja nikogo nie zniechęciła do lektury!
A Ty skorzystałbyś z możliwości reaktywacji wspomnień i... ich zmiany?
8/10.

#95 Rekursja - Blake Crouch - recenzja - czy warto przeczytać?

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 17. września 2019
Liczba stron: 366

Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...