#62 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys

#62 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys

#100 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys - recenzja - czy warto przeczytać?

W lipcu obchodziliśmy 50. lecie lądowania na księżycu, więc konsekwentnie rozszerzam swoją wiedzę na kosmiczne tematy i zaczytuję się w pozycjach since fiction - traktujących właśnie o ludzkich podbojach wszechświata.
Tak trafiła w moje ręce krótka w formie książka z 1960 roku spod pióra Algisa Budrysa - "Ten cholerny księżyc". 

Na naszym srebrnym satelicie znaleziono tajemniczą formację, którą próbujemy dokładnie zbadać. Jednak nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Badacze są wysyłani na księżyc na zasadzie teleportacji - ciało zostaje na ziemi, a do zbierania informacji rusza sobowtór, replika badacza. Ta sama osoba w dwóch ciałach. Nieznana formacja jednak stawia opór, wielu ochotników traci zmysły i życie. Doktor Edward Hawks; przewodniczący tych oczywiście ściśle tajnych badań wykonywanych na zlecenie amerykańskiej marynarki wojennej, chce w końcu posunąć się o krok dalej; poszukuje, więc nowego ochotnika. Tym razem o określonej charakterystyce psychologicznej.
Tak, więc następnym śmiałkiem staje się Al Barker, człowiek, który śmierci się nie boi i od wielu lat balansuje na jej krawędzi, śmiejąc się jej w twarz, stale kusząc los. Tym razem wszyscy mają nadzieję na powodzenie misji. 

"- Rzecz w tym, że potrzebujemy człowieka, którego pociąga to, co innych doprowadza do szaleństwa. Im bardziej, tym lepiej. Człowieka, którego podnieca śmierć".
"Klasyczna powieść since fiction" - tak brzmi fragment opisu książki, ale moim zdaniem nie jest on do końca zgodny z prawdą. Dla mnie była to powieść z gatunku literatury obyczajowej, o poszukiwaniu sensu istnienia.
Jak często będąc "innym" od otaczającego nas społeczeństwa, musimy udawać by być akceptowanym, bo czego byśmy nie robili i nie mówili każdy z nas pragnie właśnie tej akceptacji. 

"Mogłem uznać swoją naukę w szkole za karę i starać się jej unikać, albo mogłem udawać, że tak myślę i korzystać z okazji, jaką daje nieszczerość. Miałem do wyboru: szczerość i nieszczerość. Wybrałem to drugie".

Powieść, mimo że została napisana w ubiegłymi wieku nie zestarzała się prawie w ogóle. Język i styl również są bardzo współczesne. Każda ze stworzonych przez autora postaci jest inna i na swój sposób intrygująca, a znamienitą częścią narracji są dialogi, co sprawia, że czas spędzony na jej zgłębianie mija błyskawicznie.

Człowiek jest istotą pełną sprzeczności. Często chcemy się rozwijać, a mimo to tkwimy w miejscu. Zbieramy informacje, doświadczenia - mamy wszystko by zrobić krok naprzód. Jednak coś nam na to nie pozwala i żyjemy tworząc hologram nas samych - taki do jakiego przywykli inni.
A może to właśnie rozwój jest meritum naszej egzystencji i tylko my jesteśmy za niego odpowiedzialni? A co z tym wszystkim, co musimy poświęcić by ten cel, który w końcu znaleźliśmy - zrealizować? Czy tylko strach trzyma nas w miejscu?

Można snuć wiele interpretacji treści i tytułu, bo każdy z nas dostaje w życiu taki księżyc. Polecam jeżeli lubicie snuć filozoficzne rozważania o życiu, stawiać sobie pytania, na które być może nigdy nie znajdziecie odpowiedzi.
Myślę, że fanom since fiction chyba nie muszę jej polecać, bo zapewne ją dobrze znają?
Jako miłośnik poszukiwań sensu i celu w życiu daję jej 7/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 30. lipca 2019
Liczba stron: 232
Kategoria: fantastyka, fantasy, since fiction

Tłumaczenie: Lech Jęczmyk

#61 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska

#61 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska

#99 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska - recenzja - czy warto przeczytać?
W głęboko ukrytej części mojej starej i trochę mrocznej duszy kryje się parę kropel romantyzmu. Tęsknoty za minionymi epokami, czasami dżentelmenów i dam przechadzających w pięknych, bogato zdobionych sukniach, mówiących niemal wierszem. A gdyby do tego dodać tajemniczy dom, od czasu do czasu skrywający się za fasadą ciężkiej mgły? W owym domu przeprowadza się seanse spirytystyczne, a podczas jednego z nich doszło do równie tajemniczej jak sam dom - śmierci. Czy wywołane przez medium zjawy porwały duszę ofiary? Na to pytanie będzie się starała znaleźć odpowiedź główna bohaterka "Damy z wahadełkiem" Pauliny Kuzawińskiej - panna Madeline Hyde, której będzie towarzyszył niedawno poznany i nieziemsko przystojny Gabriel Akcroyd. 


Po przeczytaniu zarysu fabuły od razu na myśl przyszła mi filmowa produkcja "Crimson Peak. Wzgórze krwi", która podobała mi się głównie z uwagi na epokę, w której dzieje się akcja, motyw tajemnicy i niezwykle plastyczne sceny. Nie zawiodłam się. "Dama z wahadełkiem" to swoista mieszanka wcześniej wspomnianej przeze mnie pozycji z nutą uwielbianych przeze mnie "Wichrowych wzgórz" i kryminału w stylu Agathy Christie. 

Mieszanka, która bardzo przypadła mi do gustu. Autorka zwinnie i długo wodziła mnie za nos za pomocą bardzo bogatego i pobudzającego wyobraźnię języka. Formułowane przez nią zdania za każdym razem stawiały przed moimi oczami pełen szczegółów obraz.
Co pomyślicie kiedy przeczytacie słowo "Dama"? Za pewne z dystyngowaną, delikatną i niezwykle bogato odzianą piękną kobietę. Tak też jest w przypadku tej powieści. Jest mocno osadzona w romantycznej konwencji wrzosowisk i tajemnic. Są ukradkowe spojrzenia, wzdychanie do siebie zakochanych w sobie ludzi. Dla mnie była to powieść obyczajowa z dobrym, rozbudowanym wątkiem kryminalnym i romantycznym, który nie jest tak oczywisty jakby się mogło na początku wydawać...

"- Miłość to ryzyko - rzekłem do mojej towarzyszki z powagą.
- Powierzasz swoje serce drugiemu człowiekowi, który na zawsze pozostanie dla ciebie w jakimś stopniu obcy. Dlatego miłość wymaga odwagi. Ale warto się na nią zdobyć. Nawet jeżeli miałabyś cierpieć..
."

Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej. Uczestniczymy w akcji patrząc na wszystko oczami Madeline Hyde. Dialogi prowadzone przez bohaterów są jak żywcem wyjęte z epoki, w której toczy się akcja. Postaci nie ma wielu, ale każda skrywa jakiś sekret, który będziemy musieli odkryć by rozwiązać zagadkę. Niedopowiedzenia, konwenanse i... oszustwa przeplatają się ze sobą tworząc bardzo ciekawą lekturę.

Jeżeli lubicie klimat wiktoriańskiej Anglii, skąpanej we mgle, z której przechodzi się wprost na romantyczne wrzosowe pola i patrzy się w oczy zakochanym, by po chwili szukać mordercy skrywającego się w labiryntach mrocznych korytarzy - to jest to lektura dla Was. Ja bawiłam się wyśmienicie!
8/10.

 

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 7. sierpnia 2019
Liczba stron: 336
Kategoria:kryminał, sensacja, thriller
#60 Rozstaje - antologia

#60 Rozstaje - antologia

#98 Rozstaje - antologia - recenzja - czy warto przeczytać?

"Rozstaje" to trzeci tom serii  "Ścieżki wyobraźni" wydawanej przez Śląski Klub Fantastyki.
Na antologię składa się dziesięć opowiadań:

"W taniej służbie Jej Królewskiej Mości" - Krystyna Chodorowska,
"Wybór Anny" - Małgorzata Binkowska,
"Teru Czerwona Pięść" - Alicja Tempłowicz,
"Mieszkańcy" - Olga Niziołek,
"Splątanie" - Marta Potocka,
"Morderstwo nad Saharą" - Michał Niedźwiedzki,
"Długo wyczekiwana samotność" - Agnieszka Żak,
"Kąt załamania" - Jesion Kowal,
"Bajki do opowiedzenia" - Marta Magdalena Lasik,
"Wiara" - Anna Hrycyszyn.

Podobnie jak we wcześniejszych publikacjach ze wstępu - tym razem napisanego przez Elżbietę Gepfert - dowiemy się trochę o Sekcji Literackiej LOGRUS i jej historii. Zostaniemy delikatnie wprowadzeni w magię światów stworzonych przez autorów poszczególnych opowiadań. 

Poznamy tutaj losy zaginionej księżniczki "noszącej magię", której korzenie są nie do końca jasne. Będziemy świadkami dylematów moralnych w świecie zamieszkiwanym przez paraludzi. Przemierzymy ścieżkę życia z gotową do największych poświęceń półorczycą o groźnie brzmiącym imieniu - Teru Czerwona Pięść. W imieniu "Mieszkańców" powita nas Aneta, która przecieka i Grzegorz - budowniczy, który zbiera mydelniczki. Muśniemy koncepcji wieloświatów, która daje nadzieję. Będziemy również rozwiązywać zagadkę kryminalną w sterowcu, na którego pokładzie przebywa pacjent, noszący w sobie ognisko nieznanej choroby. Zastanowimy się nad sensem życia na przykładzie bliźniaczek syjamskich żyjących w czasach dających możliwość posiadania - bionicznego ciała. Niepokój wywoła pewien mężczyzna z kluczem francuskim, a rezygnacja z wyobrażeń zabierze nas na podmorskie rozstaje, byśmy następnie poznali potęgę "Wiary".

"Kto za życia był ćmą, nie może zostać motylem po śmierci". 
* "Teru Czerwona Pięść" - Alicja Tempłowicz

Jak wspomniałam wcześniej jest to trzeci tom fantastycznej antologii i jednocześnie trzeci, który przeczytałam. Nie zawiodłam się, ponieważ zbiór trzyma poziom narzucony przez dwa poprzednie wydania. Język jest na wysokim poziomie, a styl pozwala na płynne czytanie każdego z opowiadań. Przedstawione historie są nie tylko bogate w możliwości wyobrażeń, ale i w mnogość zawoalowanych znaczeń. Kiedyś fantastyka zabierała nas tylko w nierzeczywiste, wymyślone światy - dziś często stanowi traktat o moralności, czy też o poszukiwaniu sensu życia. Polecam czytać pojedynczo - jak  wszystkie antologie, co pozwoli nam na docenienie każdego utworu z osobna. Nawet w przypadku bardzo krótkiej formy autorom udało się przenieść mnie na chwilę w wykreowane przez nich uniwersum.
 
Każda z tych trzech publikacji spod szyldu Sekcji Literackiej Logrus (wcześniejsze dwie "Zabawa w Boga" i "Skafander i Melonik") zawiera w sobie interpretację tytułu i czasem można naprawdę bardzo się zdziwić - gdzie tym razem wyobraźnia zabrała twórcę i jak ciekawą koncepcję udało mu się przedstawić. Polecam wszystkim fanom szeroko pojętej fantastyki i trudnej formy jaką niewątpliwie jest opowiadanie - na pewno nie będziecie zawiedzeni.

8/10.



"Rozstaje" jak i poprzednie publikacje Sekcji Literackiej Logrus można pobrać tutaj - KLIK.



Za możliwość przeczytania dziękuję Sekcji Literackiej Logrus.




Data wydania: 8. sierpnia 2018




Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction
#59 Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego - Matt Richards, Mark Langthorne

#59 Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego - Matt Richards, Mark Langthorne

#97 Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego - Matt Richards, Mark Langthorne - recenzja - czy warto przeczytać?
Pamiętam to jak dziś - ktoś niecierpliwie puka do drzwi wejściowych, które otwiera moja mama. Tuż za nimi stoi Kasia - koleżanka ze szkoły mojej siostry, zapłakana. Mama zapytała - co się stało, a ta łkając mówi: Freddie nie żyje! Ja miałam całe sześć lat i choć wiedziałam, kto to jest - bo słuchaliśmy Queen w domu, to nie rozumiałam tej histerii... 
Dziś mam dużo więcej i chyba w końcu ją rozumiem.

"Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego" to opasłe tomiszcze. Tekstu jest dużo, kilka zdjęć też się tutaj znajdzie - i to z różnych epok życia piosenkarza. Zdarzało mi się wielokrotnie dać się porwać książce tak, że nie wiedziałam o bożym świecie, ale nigdy w przypadku biografii! Takie coś zdarzyło mi się po raz pierwszy. Zaczęłam czytać w piątek i w piątek popołudniu skończyłam, nie wiedząc do końca jak to się stało?

Tytuł idealnie charakteryzuje to, co znajdziemy w treści. Dodatkowo autorzy opisali dość szczegółowo historię wirusa HIV i rozwój AIDS. Chcąc, nie chcąc AIDS stanowi nierozerwalną część życia jednej z największych gwiazd muzyki w historii świata. Obie części - narodziny gwiazdy i rozwój choroby przeplatają się, w ten sposób nie tylko poznajemy Freddiego, ale i historię tego śmiercionośnego wirusa. Wszystko jest napisane niezwykle płynnie i kiedy zacznie się czytać wpada się świat muzyki, kolorów i oczywiście tamtych lat, z którego nie chce się wychodzić.
Farrokh Bulsara, czyli późniejszy Freddie Mercury urodził się, aby być gwiazdą. Od najmłodszych lat wiedział kim chce być i choć wielokrotnie ponosił porażki, to nigdy nie zawrócił ze swojej ścieżki ku sławie. Szczegółowo opisano proces powstawania Królowej - Freddie śpiewał w różnych zespołach, ale jego myśli i plany zawsze obracały się wokół zespołu Smile. Po wielu perturbacjach, w końcu dołączył do zespołu, ukończył artystyczną szkołę, zaprojektował logo - które nie wiem czy wiecie - składa się ze znaków zodiaku jego członków, pisał teksty i tworzył utwory. 
Autorzy z pieczołowitością opisali powstawanie największych hitów kwartetu - podczas czytania nie mogłam powstrzymać się od nucenia, ponieważ doskonale je słyszałam. Każdy utwór miał też historię - niezależnie od tego, co Freddie na ten temat mówił w wywiadach. Nie mieli łatwo w drodze na szczyt. Na początku stale się coś działo, co uniemożliwiało im start, a późniejsze recenzje krytyków też nie były zbyt przychylne. Życie uczuciowe wokalisty Queen było jak sam Mercury, szybkie i nieprzewidywalne. Robił to, co chciał i na co miał ochotę. Nieprzeciętnie i wszechstronnie utalentowany - w życiu prywatnym niezwykle skryty, a na scenie był niczym huragan.

"Przez większość czasu udaję - przyznawał Freddie. - To jak aktorstwo. Wychodzę na scenę, udaję macho i tak dalej. Myślę, że >>The Great Pretender<< to świetny tytuł, bo ja też jestem tym, który wciąż udaje".

Autorzy przybliżają również sytuację polityczną ówczesnych czasów i homofobiczne nastroje wśród społeczeństwa. Przez co można zrozumieć aurę tajemnicy, co do orientacji seksualnej wokalisty, którą utrzymywał przecież przez całe swoje życie.
Był świadomy tego, że jest chory, a mimo to nie zwolnił tempa życia i nadal miewał wielu partnerów. Można wysunąć na tej podstawie wnioski, jak lubimy to robić, ponieważ to łatwe i przecież nas nie dotyczy. Jednak kiedy zobaczymy przed oczami obraz człowieka, który całe życie musiał udawać kogoś kim nie był - bo tego oczekiwali od niego inni, to raczej nie wystawimy żadnej  oceny i może spróbujemy zrozumieć niektóre z jego wyborów.
Niezwykle ciekawa i intrygująca biografia, nacechowana wzlotami i upadkami postaci, która była i jest zjawiskiem, mimo że wiele lat już Go z nami nie ma.
Narracja jest pełna cytatów z wypowiedzi bliskich Freddiego, doskonale wplecionych w tekst, stanowiący pełen zapis życia gwiazdora i wydarzeń, które nastąpiły po jego śmierci. Opis charytatywnego koncertu, który odbył się po jego śmierci na Wembley, wraz z wypowiedzianymi przez Lizę Minnelli słowami spowodował, że się wzruszyłam - tak  w trakcie czytania biografii.
Polecam nie tylko fanom, ale także chcącym poznać niezwykle kolorową i niezwykle złożoną postać, która zmieniła historię i to nie tylko tę muzyczną.
9/10.


"Nikt inny w historii muzyki popularnej nie połączył tak rocka z operą, musicalu z metalem, teatralności w stylu Noëla Cowarda z wodewilem jak Freddie Mercury. I chociaż pozostali członkowie też mieli na koncie przeboje, tylko Mercury mógł skomponować największy z nich, czyli >>Bohemian Rhapsody<<.



Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 30. lipca 2019
Liczba stron: 496
Kategoria: biografia

Tłumaczenie: Robert Filipowski

#58 Czarci Pył - Mariusz Majewski

#58 Czarci Pył - Mariusz Majewski

#96 Czarci Pył - Mariusz Majewski - recenzja - czy warto przeczytać?
"Czarci Pył" Mariusza Majewskiego to zbiór sześciu opowiadań zaszeregowanych przez niektóre portale książkowe jako horror. Czy słusznie? Moim zdaniem nie. Horror w moim mniemaniu pochodzi od fantastyki i jego nieodzowną częścią są zjawiska nadprzyrodzone. W przypadku filmu już luźniej podchodzę do tego zagadnienia. Czym więc jest ten zbiór opowiadań? 

To ciężkie, osnute aurą beznadziejności - historie wyjęte z rzeczywistości - niestety.
Jest tutaj historia chłopca, którego rodzinę trawi bezrobocie i pogłębiający się alkoholizm. Jego jedyną ucieczką od świata jaki serwują mu rodzice jest szkoła, ale i na te pole zaczynają wkraczać macki pogłębiającej się degradacji społecznej. Pojawia się też zarys przeszłości pewnej pary -  Rafała i Kamili, których wielką miłość i świetlaną przyszłość przytłoczyła ciężka choroba. Są też ludzie, których esencję życia stanowi stan upojenia alkoholowego i trwają, bo przecież życiem nie można tego nazwać - od weekendu do weekendu. Autor umieścił tu również wezwanie Asmodeusza - demona, upadłego anioła, które stanowi niejako wstęp do najdłuższego opowiadania w tym zbiorze dotyczącego pewnego księdza... księdza pedofila.

"Ty! Królu, Patriarcho, Asmodeuszu, jakaż wspaniała, jaka porywająca jest przyrodzona Ci, mimo starań gwałtownika nigdy nieodebrana, wyniosła niesamowitość. 
Jest niczym czarowność prastarych borów, rozbrzmiewających
o zmroku niepokojącymi dźwiękami nieznanych istnień i mar".

Język, którym posługuje się autor jest niezwykle wysublimowany, a w niektórych fragmentach wręcz poetycki. Nie można go nazwać prostym, jednak jest przyjemny i chyba mogę to tak określić - rytmiczny. Styl mimo przygnębiającej i ciężkiej tematyki, często dramatycznej jest naprawdę lekki, autor po prostu potrafi pisać. Mam tu jednak problem z powtórzeniami, które wyłapuję nawet jak pojawiają się tylko raz, a tutaj jest ich wiele. Irytowały mnie ciągłe indagacje i ablucje.

Co do samej treści - to nie jest książka dla wszystkich. Z tyłu okładki jest zdanie mówiące o tym, iż jest to lektura dla odważnych - zgadzam się - ale charakteryzujących się umiejętnością zmierzenia się z przygniatającą częścią życia, która dusi, odbiera poczucie sensu. Wszystkie opowiadania są bardzo przygnębiające, ale najtrudniej czytało mi się to dotyczące księdza. Poznajemy go od najmłodszych lat, które wspomina. Widzimy jak kiełkuje w nim i narasta jedno z największych obliczy zła...

Trudna, ciężka książka - mimo skromnej objętości, której nie polecam wtedy, kiedy czujemy się psychicznie osłabieni. Tytuł idealnie pasuje do tematyki. Zło, które czai się wokół jest jak ten pył, który ciężko z siebie strzepnąć,tak jak ciężko uniknąć głębokich przemyśleń po tej lekturze.


7/10.


Recenzja napisana dla Klubu Recenzenta nakanapie.pl


Wydawnictwo: Manufaktura Słów

Data wydania: 19. lipca 2019

Liczba stron: 262


Kategoria: literatura współczesna/polska
#57 Helter Skelter. Prawdziwa historia morderstw, które wstrząsnęły Hollywood - Vincent Bugliosi, Curt Gentry

#57 Helter Skelter. Prawdziwa historia morderstw, które wstrząsnęły Hollywood - Vincent Bugliosi, Curt Gentry

Helter Skelter. Prawdziwa historia morderstw, które wstrząsnęły Hollywood - Vincent Bugliosi, Curt Gentry - recenzja - czy warto przeczytać?

Właśnie mija 50 lat od jednej z najbardziej znanych zbrodni w historii - morderstwa popełnionego przez członków Rodziny Charlesa Mansona - w domu wynajmowanym przez Romana Polańskiego. Wraz z żoną Romana Polańskiego - Sharon Tate, która była w ósmym miesiącu ciąży, zginęli wtedy - Jay Sebring, Wojciech Frykowski, Abigail Folger i Steven Parent. Jak się później okazało z tą zbrodnią była połączone inna - życie w zbliżonych okolicznościach straciła rodzina LaBianca.
"Helter Skelter" to prawie 700 stron przebiegu morderstw, historii ich sprawców, życia Charlesa Mansona, a także gromadzenia materiału dowodowego, samego procesu i czasu po zapadnięciu wyroku. Niezwykle rzetelne, skrupulatne przedstawienie faktów, błędów i zaniedbań ze strony policji i niebywałego wręcz - uporu głównego oskarżyciela i współautora książki Vincenta Bugliosiego

Jako nastolatka czytałam horrory, thrillery i kryminały - dziś tych pierwszych już nie czytam, ale gwarantuję, że większe potwory żyją w nas samych, niż autorzy najobrzydliwszych scenariuszy mogliby wymyślić. Dowodem na to, jest właśnie nieżyjący już dziś Charles Manson. Człowiek, który większość swojego życia spędził za murami różnych zakładów penitencjarnych, który zmanipulował wielu innych ludzi i sprawił, że byli niczym marionetki w jego rękach. 

" - Byłam bardzo podniecona. Zmęczona, ale wyciszona wewnętrznie.
Wiedziałam, że to początek helter skelter. Teraz świat miał nadstawić uszu".

Książka jest podzielona na osiem części. Dzięki wprowadzeniu autora; w momencie początku śledztwa, wiemy więcej niż wiedział - on sam - kiedy rozpoczynał pracę nad sprawą. Pojawiają się tu daty, wydarzenia i masa nazwisk policjantów, świadków, członków Rodziny - nie radzę czytać nic innego w trakcie tej lektury - bo można się potem nie odnaleźć. Wydarzenia w niej przedstawione są głównie w porządku chronologicznym. Pojawiają się też transkrypcje rozmów, wspomnienia, które tworzą dokładny obraz sprawy, a dzięki temu zabiegowi jesteśmy w jej centrum. Mimo dużej szczegółowości i trudnej tematyki - styl, którym posługują się autorzy niebywale trzyma w napięciu - lepiej niż niejeden współczesny kryminał. Czytałam ją pięć dni - długo jak na mnie, ale nie potrafiłam szybciej. Jej treść i atmosfera udzieliła mi się do tego stopnia, że co noc byłam w ówczesnym domu Polańskiego. 
Wskazano jak wiele błędów popełniła policja, która nie potrafiła zebrać dobrego materiału dowodowego i gdyby nie chęć ukarania autora wizji Helter Skelter przez oskarżycieli, to pewnie wielu faktów by nie odkryto, a być może on sam nie trafiłby do więzienia.

"Zabijając kogoś fizycznie, uwalniasz jego duszę. 
Życie nie ma granic, a śmierć jest tylko iluzją".

Ta książka przeraża. Rzeczywistość w jakiej żyli członkowie sekty Mansona, była kompletnie odcięta od rzeczywistości. Byli kompletnie opętani przeświadczeniem, że lada dzień wybuchnie wojna międzyrasowa, a oni zostali wybrani niczym naród żydowski przez Jezusa Chrystusa. Wielu wierzyło, że ich przywódca to kolejny Zbawiciel.
Poznamy historie życia wielu czołowych członków sekty i jednocześnie oskarżonych o popełnienie tych okrutnych i krwawych zbrodni. Zostanie nam przybliżone życie Charlesa, jego dzieciństwo i lata spędzone za kratami, gdzie rosło jego poczucie odrzucenia i mogło rozwijać się niczym niezmącone - wiem jak to zabrzmi - czyste zło. Nikt nie rodzi się zły, jak zdarza się nam często myśleć, potwory tworzą potwory. Każdy jest w stanie zabić, ale nie każdy stanie się mordercą. 

"Crockett i Poston słyszeli, jak Manson mówił, iż jego imię brzmi:
"Charles' Will Is Man's Son",
co oznaczało, że jego wola jest tego rodzaju, co Syna Człowieczego".

Vincent Bugliosi twierdził już na samym początku, że zbrodnia bez motywu nie istnieje, a jego celem było znalezienie go i udowodnienie, że nie było przypadku w doborze ofiar.
Czy go znalazł? Odpowiedź na to pytanie, tak jak i wyjaśnienie czym było tytułowe Helter Skelter i co mają z tym wspólnego The Beatles - znajdziemy w treści. Dodam, że jest też trochę informacji o mężu Sharon Tate - Romanie Polańskim, który był przesłuchiwany nawet na wykrywaczu kłamstw. 

Mnie osobiście sam Manson przeraża nawet, gdy spojrzę na jego zdjęcie, a to czego dokonał z grupą podległych mu ludzi - niewolników przyprawia o gęsią skórę. Ich wiara w jego filozofię i to jak zachowywali się w trakcie procesu - sprawia, że każdy horror przy ich zbrodni jest jak bajka dla dzieci.
W książce pojawia się porównanie Mansona do Hitlera, myślicie, że to przesada? Autorzy mają argumenty, czy słuszne, trzeba ocenić samemu.
Sama postać Charlesa jest dziś też częścią popkultury, czy tego chcemy, czy nie. Wielu na tej historii zarabiało i zarabiać będzie, ponieważ jako ludzie lubimy oglądać dramaty i tragedie, ale tylko od nas zależy jakie wnioski z tego wyciągniemy. 

W trakcie lektury byłam mocno zdziwiona tym, że kiedy dzieliłam się tytułem czytanej przeze mnie książki, wielu ludzi nie wiedziało nic na ten temat...
Mam nadzieję, że "Helter Skleter" trafi do wielu czytelników, dzięki wznowieniu jej przez Zysk i S-ka  - bo jak zapobiegać czemuś, o czym się niewiele wie?
Do kin, na dniach, wchodzi film Quentina Tarantino "Pewnego razu... w Hollywood", kto ogląda filmy tego specyficznego reżysera, ten na pewno wie, czego można się spodziewać. Ja mam tylko nadzieję, że znajdzie się choć paru ludzi, którzy zechcą zapoznać się też z faktami i wyciągną z nich odpowiednie spostrzeżenia.
8/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 9. lipca 2019
Liczba stron: 660
Kategoria: literatura faktu

Tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński


#56 The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy - Aaron Mahnke

#56 The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy - Aaron Mahnke

#94 The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy - Aaron Mahnke - recenzja - czy warto przeczytać?
Co to była za książka... Praktycznie od nastoletnich lat fascynuje mnie pokrętny, ludzki umysł. Umysł morderców. Wierzę, że każdy jest w stanie zabić, a różnimy się między sobą jedynie... motywem. Nie od dziś staramy się walczyć z drzemiącą w nas przemocą, utworzyliśmy systemy karne, każdy przejaw zła tępimy i społecznie piętnujemy. O obecnych czasach zdarza się nam mówić, że obfitują w bestialstwo, a współcześnie prześcigają się w serwowanym swoim ofiarom okrucieństwach. W jakim my jesteśmy błędzie! 

Przed Państwem "The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy" Aarona Mahnke-go. Spis morderczych historii z przekroju kilku odległych wieków, opowiedzianych tak płynnym i ciekawym językiem, że można w tej niegodziwości zatonąć. Śmierć, krew, odcięte kończyny, obdzieranie ze skóry, gotowanie ludzkiego mięsa wypowiedziane jakby radiowym stylem. Gdy czytałam nie tylko widziałam obrazy jakie opisuje autor, ale zdawało mi się go słyszeć, jak swoim melodyjnym głosem opowiada te okropne historie. 

Książka składa się z pięciu rozdziałów, podzielonych na wiele podrozdziałów. Każdy jest niezwykle przewrotnie zatytułowany i wzbudza uśmiech na twarzy mimo krwawej i śmiertelnej tematyki. Autor ma ogromny talent do opowiadania historii poważnych przestępstw w niezwykle lekki i humorystyczny sposób, i upatruję też tutaj doskonałej pracy tłumacza, dzięki któremu książka nie straciła rytmu. Dodatkowym atutem są ilustracje sporządzone przez M.S. Corley-a, które w równie lekki i humorystyczny sposób dopełniają to świetne wydanie. 

Jaką my tu znajdziemy różnorodność nie tylko w sposobach zabójstw, ale i w motywach. Polowanie na czarownice, okradanie grobów, wampiryzm - polski akcent w postaci Elżbiety Batory - Krwawej Hrabiny, historia wierzeń w Krampusa, członkowie rodzin znanych nam współczesnych pisarzy, Abraham Lincoln i doppelgänger, znana fanom serialu American Horror Story zaginiona kolonia Roanoke, Doktor Jekyll i pan Hyde, multum odwołań do znanych nam historii. Jeszcze więcej nieznanych mi wcześniej historii morderców, a wszystko to okraszone niezwykle trafnymi komentarzami ludzkiej natury i być może motywów jakimi kierowali się zabójcy. 

"Wygląda na to, że najgroźniejszym obcym nie jest przybysz, lecz ten, który kryje się wśród nas".

Najbardziej zafascynowała mnie historia Hermana Webstera Mudgeta, znanego jako Dr Henry Howard Holmes. Oszusta ubezpieczeniowego, który nabył posiadłość nazywając ją Zamkiem, do której niczym drapieżnik wabił i mordował setki ludzi. Obdzieranie ze skóry, preparowanie szkieletów nic nie było mu obce. Mówił o sobie, że urodził się mając w sobie diabła. A legendy głoszą, że nie przestał mordować nawet po śmierci...Jego historia przejawia się przez całą książkę.
Kate Webster, która po zamordowaniu Julii Thomas znalazła niezwykle kreatywny sposób na pozbycie się zwłok. Ćwiartowanie, gotowanie i wytapianie tłuszczu, nakarmienie nim okolicznych dzieci, wynoszenie resztek w walizce - tak panna Webster była niezwykle zaradna.
Historia rodziny Gruberów, której morderca zostawił ślady na śniegu prowadzące do ich domu. Narzędziem zbrodni było narzędzie ogrodnicze, które wziął sobie z ich składzika, a po niezwykle krwawym mordzie mieszkał w ich domu i karmił ich zwierzęta. Mało tego być może z nimi mieszkał już wcześniej. 

"Jednak najbezpieczniej czujemy się w naszych domach. W pewnym sensie gniazdujemy w nich. Tworzymy wokół siebie kokon chroniący nas przed kaprysami pogody, intruzami i skrzywdzeniem.
Niestety czasami to nie wystarcza".

Niezwykle ciekawa w swym okrucieństwie lektura, która jest nie lada gratką nie tylko dla fanów wyszukanych mordów, czy historii ludzkości, ale i dla tych, których interesuje ludzka natura i niebywała wręcz skłonność do zła. Gwarantuje ciekawą lekcję historii, która zostawi Was z morzem pytań odnośnie definicji człowieczeństwa.

 "Nadal boimy się tych, którzy się od nas różnią. mamy to w genach, a może w naszej kulturze. Ten strach jest jak wąż w trawie, zawsze gotowy do ataku".
8/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2. lipca 2019
Liczba stron: 400
Kategoria: literatura faktu

Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
#55 Labirynt fauna - Cornelia Funke, Guillermo del Toro

#55 Labirynt fauna - Cornelia Funke, Guillermo del Toro

#93 Labirynt fauna - Cornelia Funke, Guillermo del Toro - recenzja - czy warto przeczytać?
"Labirynt Fauna" oglądałam kilkakrotnie. Mroczna wizja fantastycznego świata przeplatana jeszcze chyba mroczniejszą rzeczywistością, która osnuwa niczym mgła i niesamowicie pobudza wyobraźnię. To nie moja pierwsze spotkanie z książką napisaną na podstawie scenariusza filmowego, ale pierwsze tak bardzo udane.

"Zło rzadko od razu nabiera kształtu. Często na początku jest niewiele wyrazistsze od szeptu".


Główną bohaterką tej historii jest trzynastoletnia Ofelia, która wraz z ciężarną matką przybywa do nowego domu. Matka Ofelii wyszła ponownie za mąż za kapitana Vidala i oczekuje jego dziecka. Dziewczyna tęskni za zmarłym ojcem, czuje że traci także więź z matką. Dodatkowo nie lubi swojego oczyma, którego się po prostu boi i nazywa go Wilkiem. W trakcie zwiedzania posiadłości odnajduje stare, rozpadające się mury, których strzeże kamienna, rogata głowa. W murach praktycznie od razu rozpoznaje labirynt. Codzienność dziewczynki, jak i pozostałych domowników obfituje w brutalność, samotność i zło wszak są to czasy wojny. Ona jednak odnajduje świat, w którym mimo również mrocznej aury, widzi szansę na ucieczkę. Pragnie uratować matkę, siebie i nienarodzonego brata. Podejmuje walkę z Wilkiem wraz z całą swoją magiczną świtą. Czy uda się jej ocalić tych, których kocha i wypełni wszystkie zadania jakie przygotował dla niej Faun?


Książka idealnie ubiera w słowa obrazy stworzone przez Guillermo del Toro. Jest piękną, wręcz poetycką narracją hiszpańskiej baśni. Autorka Cornelia Funke wzbogaciła treść o dodatkowe dziesięć opowieści, które przeplatają się z kolejnymi rozdziałami książki i nadają, choć nie myślałam, że to jest w ogóle jeszcze możliwe, więcej magii.
To niebywale mroczna fantastyka dla dorosłych, ponieważ obfituje w brutalne opisy przemocy. Dodatkowo mnogość interpretacji jakie ze sobą niesie, łatwiej dostrzeże starszy czytelnik. Ciemna wizja świata, którą roztacza narracja "Labiryntu Fauna" to doskonała alegoria o poszukiwaniu siebie i błądzeniu na drogach, które rozpościera przed nami życie.  Historia, która uczy, że słuszne wybory nie zawsze są łatwe, a czasem najwyższy wymiar szczerej miłości odnajdujemy - właśnie w poświęceniu. Świat, który choć budzi grozę, daje również nadzieję. 

"To prawda, zwykle niewielu jet takich, którzy wiedzą, gdzie szukać i jak słuchać.
Lecz w przypadku najlepszych opowieści ci nieliczni wystarczą".

Podczas czytania wyłączyłam się całkowicie. Wizje, które zafundowała mi autorka były niezwykle bogate i choć widziałam film, to pozwoliły mi one dostrzec ten świat wyraźniej, a dopisane przez nią historie pozwoliły mi na jeszcze głębsze poczucie niesamowitej magii, którą "Labirynt Fauna" bezsprzecznie posiada. Świetnie scharakteryzowane postaci, które znowu przywiodły do mnie myśli nie tylko o istocie zła, ale i postawiły pytania o to, co tak naprawdę czyni nas ludźmi.
Wydanie jest przepięknie ilustrowane, a podczas czytania zdaje się nam, że mamy przed sobą manuskrypt wydarty ze świata wróżek, które otaczały bohaterkę.
Polecam zarówno jako dopełnienie filmowej historii, jak i doskonały wstęp do niej.
8/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 16. lipca 2019
Liczba stron: 280
Kategoria: since fiction/fantastyka/fantasy

Tłumaczenie: Ewa Wojtczak

 
#54 15 lat w zamknięciu - Celine Piotrowska

#54 15 lat w zamknięciu - Celine Piotrowska

#92 15 lat w zamknięciu - Celine Piotrowska  - recenzja - czy warto przeczytać?
Jakiś czas temu wykonywałam pracę, w której ludzka krzywda była dla mnie codziennością. Nie wytrzymałam długo, bo trzy lata. Choć nikt mnie nie więził i nie bił doświadczyłam też krzywdy i pewnego rodzaju przemocy, choć nie fizycznej.

Bohaterka i autorka książki "15 lat w zamknięciu" doświadczyła całego spektrum bólu od fizycznego po psychiczny. Człowiek, który miał być jej najbliższy - czyli mąż, bił, gwałcił i więził ją i ich wspólne dzieci przez 15 lat. Książka, którą napisała jest dla niej formą terapii po traumie jaką przeżyła. Chciała również by stanowiła swego rodzaju manifest, wezwanie do walki o siebie i własną, lepszą przyszłość oraz ostrzeżenie przed obdarzaniem zaufaniem zbyt szybko.

Książka rozpoczyna się wspomnieniami o pierwszej, młodzieńczej miłości kobiety, która w jej mniemaniu była idealna, spełniona, wręcz książkowa. Jej narzeczony pochodził z bogatej rodziny. Żyli na wysokim poziomie, wydając bez opamiętania morze pieniędzy na namacalne dowody miłości... Odzież, biżuterię, perfumy, restauracje... Jednak życie się tak ułożyło, że się rozstali i  wtedy na jej drodze stanął pewien Włoch, z którym związała swoją przyszłość i który to, stał się jej katem. Historia dzieciństwa tego mężczyzny była dla mnie wręcz abstrakcyjna. Skojarzyła mi się z historiami prezentowanymi przez takie horrory jak na przykład "Droga bez powrotu". Z ich związku narodziła się dwójka dzieci, która czynnie uczestniczyła w koszmarze ich małżeństwa. I tak przez całą powieść poznajemy koleje życia w piekle, które są okraszone refleksjami autorki, która jest już dzisiaj wolną i jak sama podaje - szczęśliwą kobietą.

Podoba mi się wydanie tego spisu wspomnień. Projekt okładki bez nazwiska autorki, jako swego rodzaju odcięcie się od przeszłości. Szycie, minimalistyczne, acz sugestywne ilustracje.
Uderzyła mnie krzywda dzieci, bolało mnie serce i byłam wściekła, że ktoś sprowadził je do takiego piekła i pozwolił im trwać w nim tyle lat. Sposób podnoszenia się po ucieczce, powrót do społeczeństwa, że tak to określę był również bardzo poruszający.

"Pamiętam, jak wychodząc z ośrodka, pytałam, czy naprawdę możemy pójść na spacer. Pytałam o nasze wyjścia za każdym razem jeszcze przez dwa kolejne tygodnie... I za każdym razem dyrektora odpowiadała, że drzwi są otwarte, że mogę wychodzić, kiedy tylko chcę. Nie potrafiłam tego jednak przyjąć do wiadomości".

Jednak mam problem z tą historią. Oczywiście trafia do mnie - jak okrutny był ten człowiek, jak wiele zła wyrządził. Sądzę nawet, że nie zasłużył na nazywanie go istotą ludzką ...
Język, styl jakim jest pisana jest dla mnie bardzo chaotyczny i trochę niestety infantylny, mimo że bohaterka pracowała jako dyrektor produkcji w trzeciej, w Europie fabryce pantografów i nie jest już nastolatką. Męczyłam się podczas czytania i nie potrafiłam tak po ludzku całą sobą współczuć autorce, a jestem bardzo empatyczna, przynajmniej tak mi się do tej pory wydawało. Wiele razy chciałam ją odłożyć czy nawet nią rzucić, bo powodowała we mnie też coś na kształt złości... 

Pierwsze, co mnie bardzo mocno zdziwiło to sposób w jaki postrzegała i chyba nadal postrzega miłość. Nie wyobrażam sobie by status społeczny i szastanie pieniędzmi było wyznacznikiem stopnia zaangażowania w związek. Partnerstwo, które powinno być podstawą każdego udanego związku zastępować uzależnieniem od czyjegoś portfela? Nigdy też nie pomyślałabym, że pieniądze czynią z kogoś damę? A tak postrzegała swój młodzieńczy związek Celine. Kompletnie różne widzenia świata, moje i jej, spowodowało, że niestety chociaż bardzo chciałam nie mogłam poczuć z nią więzi.

Sposób w jaki trwała na drodze prowadzącej - wprost w ramiona tego sadystycznego mężczyzny, jest dla mnie kompletnie surrealistyczny. Nie mogłam tego pojąć w żaden sposób. Tak jak rozumiem, że przez lata cierpień, można uzależnić się od oprawcy i nie umieć wyrwać się z tego piekła, tak nie rozumiem, jak od samego początku chorej znajomości można chcieć ją kontynuować. Przez tyle lat nie poprosiła nikogo o pomoc. Na propozycję męża, aby wyjechała do Polski w środku roku szkolnego odpowiadała, że syn powinien skończyć przedszkole (najlepsze ze wszystkich oczywiście) w normalnym terminie (sic!). Najbliżsi wiedzieli jaki los wiedzie, a mimo to wracała od nich wprost do mieszkania swojego oprawcy. Pełna sprzeczności i kompletnie nielogicznych zachowań wszystkich uczestników tego dramatu. Nie wiem czy bohaterka uchwyciła się rozmytego wspomnienia swojego życia po to, by przetrwać i stąd też były jej mało dojrzałe wtrącenia, które przyznam szczerze często były bliskie wyprowadzenia mnie z równowagi.
Nie chcę przeprowadzać analizy psychologicznej; bo przecież nie o to chodzi, ale ta historia wzbudza we mnie wściekłość! Z uwagi na koszmar jakiego doświadczyły te małe i niewinne istoty.
Nie chcę oceniać, bo bardzo łatwo to zrobić, ale zrozumieć tej bierności też nie potrafię. Nie ma też oczywiście; żadnego wytłumaczenia na postępowanie ojca tych dzieci! Przeraża mnie fakt, że kobiety nadal muszą się ukrywać przed takimi zwyrodnialcami, a oni nie ponoszą za to co zrobili - praktycznie żadnej kary...

Podsumowując była to dla mnie trudna i bolesna książka. Nie tylko z uwagi na treść, ale na sposób jej podania i niemal międzygalaktyczną odległość w sposobie widzenia świata między autorką i mną. Nie polecam, ani nie zachęcam - musicie sami ocenić.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Borgis.
 


Wydawnictwo: Wydawnictwo Borgis

Liczba stron: 234


Kategoria: literatura obyczajowa/autobiografia
#53 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski

#53 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski

#91 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski - recenzja - czy warto przeczytać?
Swego czasu miałam przygodę zawodową związaną z pracą ze środowiskiem, które przedstawia Tomasz Górski - autor "Życia psa na balkonie". Wiele słyszałam, a jeszcze więcej widziałam. Nazwałam ten epizod przygodą, bo po trzech latach zrezygnowałam, nie chcąc być już uczestnikiem kołowrotu ludzkich dramatów i nieszczęść, które ludzie serwują sobie sami. Jednak nadal pozostaje we mnie, nie tyle ciekawość, co chęć zrozumienia dlaczego się tak dzieje, że z życia robimy bezsensowną egzystencję?

"Wszystko robimy w życiu trochę tak po omacku. Po ciemku. Trochę to przypomina zamknięty pokój, w którym pełno różnych przyjemności, pełno uciech, ale też pełno problemów, tych złych rzeczy". 

"Życie psa na balkonie" to zaledwie 180 stron, a już po otworzeniu książki zaskoczy nas forma w jakiej zwraca się do nas autor. To dramat literacki. Tekst z podziałem na role i didaskaliami.
Głównych bohaterów jest dwóch - Ojciec i Syn. Toczą oni ze sobą rozmowę, która odbywa się w śmierdzącym wódką i brudem mieszkaniu. Widywałam wiele takich mieszkań - stąd wizualizacja nie stanowiła dla mnie żadnego problemu, ale jeżeli takie widoki są Wam obce to z łatwością poczujecie klimat za sprawą opisów sporządzonych przez autora.
To historia pełna kontrastów, które wzbijają się i opadają jak punkty wykresu sinusoidalnego. Zbieramy informacje o jedynym i drugim, co chwilę zmieniając o nich zdanie. Mężczyźni licytują się; kto bardziej zniszczył sobie życie - przy okazji zatruwając je matce i żonie. Ojciec lecząc kaca pije wodę, Syn sprząta i powoli przesuwamy się z akcją w kierunku drzwi, drzwi które są zamknięte. Z jakiegoś powodu obaj boją się nacisnąć klamkę i wejść.

Rozmowa, którą toczą choć krótka, biorąc pod uwagę objętość książki, stanowi przekrój ich życia.Język jest wulgarny, prostacki - realistyczny - tak rozmawiają ze sobą ludzie, którzy za cel postawili sobie zniszczenie własnego życia, biorąc przy tym jak najwięcej jeńców. Zdarza się jednak, że język zahacza o... poetykę. Dziecko mężczyzny wykładającego literaturoznawstwo - jak się domyślam z prowadzonej przez bohaterów rozmowy - jakim jest Syn potrafi zgrabnie formułować zdania i tworzyć wyszukane historie. Pojawia się tutaj nawet motyw książki; znanej zapewne wszystkim - "Mały książę" Antoine de Saint-Exupéry, który ma tu znaczenie. I tak do momentu, w którym pada wyjaśnienie tytułu, sądziłam, że czytam jedynie batalię międzypokoleniową ludzi, którym z jakiegoś powodu życie się poplątało. Ale to dramat nie tylko w formie. 

Historia, która wcale nie musi być wymyślona, której wiele odsłon widziałam - to Tomasz Górski spowodował, że zjeżyły mi się włosy na głowie.
Można tu dostrzec metaforę na temat równych szans w życiu - nie zawsze je mamy. Ile byśmy nie walczyli o poprawę jakości życia - czasem jesteśmy jak ten "pies na balkonie" zamknięci za drzwiami. Szczekamy, ale wszyscy udają, że nas nie słyszą. Choć hałas jest irytujący nikt nic z tym szczekaniem nie robi, a pies prowadzi egzystencję, bezsensowną egzystencję. 
Kolejne pytanie jakie mi się nasunęło to, to czy czasem nie lepiej niektórych drzwi nigdy nie otwierać? Albo też je zamurować, by mieć pewność, że przeszłość po nas nie wróci?
Ale co wtedy z odpowiedzialnością? Czy można wyjść z marazmu i zacząć po prostu żyć już nigdy się nie oglądając? 
Krótka, dojrzała i na wskroś epatująca brutalnym realizmem książka, która zostawiła mnie z własnymi przemyśleniami na długo i ilekroć na nią spojrzę przywodzi mi na myśl kolejne.
Tę historię można potraktować też jako kontrast do idealnego życia, które widujemy na pięknych, kolorowych zdjęciach. Każde choćby nie wiem jak idealne życie ma gdzieś taki zamknięty pokój. Polecam jako bodziec do przemyśleń, jednak nie jako formę rozrywki.

 

Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 27. czerwca 2019

Liczba stron: 180

Kategoria: literatura obyczajowa



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...