#72 Letnia noc - Dan Simmons

#72 Letnia noc - Dan Simmons


#110 Letnia noc - Dan Simmons - recenzja - czy warto przeczytać?

Kiedy chodzi o Dana Simmonsa nigdy nie będę zupełnie obiektywna. Po protu uwielbiam jego styl. Ubiera w słowa światy, które od dawna żyją w mojej głowie. Buduje miasta, tereny, tworzy ludzi i ich emocje za pomocą niezwykle bogatych i długich zdań, które zawsze fundują mi mroczne marzenia senne.
"Letnia noc" stała już od jakiegoś czasu na moje półce zasilając zbiór tzw. stosu hańby. Simmons się nie rozdrabnia, jak długie zdania tworzy, tak samo nie oszczędza na stronach powieści. Za każdym razem choć lubię go czytać wzbraniam się przed lekturą z uwagi na samą wagę książki.
Kiedy zobaczyłam, że wielkimi krokami zbliża się premiera "Zimowego nawiedzenia" postanowiłam dłużej nie zwlekać i przeczytać "Letnią noc".

Powieść opowiada o lecie 1960 roku, które stało się niezwykłe dla grupki dzieci z miasteczka Elm Heaven w stanie Illinois. Skończył się rok szkolny i gmach Old Central School dla jej uczniów odchodzi w zapomnienie nie tylko z uwagi na początek wakacji, ale i rychłe plany wyburzenia budynku, który skrywa wiele tajemnych przejść i zdążył wpisać się już w miejskie legendy. 

W Elm Heaven dochodzi do zaginięcia chłopca, a okoliczne dzieciaki chcąc je wyjaśnić patrolują na rowerach okolice. Podejrzewają oczywiście osoby powiązane ze szkołą :) Ulice przemierza straszny Trupowóz, którego kierowca chce zabić jednego z chłopców, inny z bohaterów z kolei spada ze ściany budynku, a następny odnajduje dziwny tunel, a temu wszystkiemu przygląda się milczący żołnierz, który jak się później okazuje ma jakiś związek z babcią jednego członków patrolu.
W miasteczku zaczynają ginąć zarówno dorośli  jak i dzieci, ale jak to w świecie zwykle bywa, ci wyżsi i starsi nie widzą w tym udziału sił nadprzyrodzonych, a jedyne następstwa nieszczęśliwych wypadków.
Tymczasem grupa dzieci dostrzega rozlewający się po okolicy mrok, który w dziwny sposób łączy się z historią pewnego dzwonu, którego dźwięki od czasu do czasu słychać w nocy.

Dan Simmons choć utrzymuje powieść w znanej nam konwencji - dzieci, wakacje, nadprzyrodzone siły, biblioteka, zbieranie informacji - to robi to we własny sposób. 
Grupa, którą tworzą dzieciaki, jest pełna indywidualności - nie są oni niczym trzej muszkieterowie. Każdy z nich jest inny, każdy ma własne marzenia, cele, nikt tu nie opływa w luksusy i nikt tu nie chce się poświęcać dla ogółu.
Autor nie boi się również krwawo wymazywać kolejnych bohaterów historii. Akcja jak to w jego powieściach bywa rozwija się powoli. Z ogromną skrupulatnością opisuje nam topografię miasta, wygląd poszczególnych bohaterów czy którejś z demonicznych emanacji. 

Historia, która z początku przypomina jedynie wakacje z przygodami zmienia się w prawdziwy horror. Dzieci próbują ratować świat przed zalewającym je piekielnym złem, którego dorośli zdają się w ogóle nie dostrzegać. Co ciekawe każdą z dziecięcych akcji przeciwstawienia się demonom za pomocą na przykład ognia, dorośli są w stanie zawsze wyjaśnić; nie biorąc pod uwagę nieletnich.

Bardzo podobało mi się nawiązanie do wcześniejszej - sprzed Ekspedycji Franklina - historii Erebusa - w połączeniu z wykorzystaniem motywu przeklętego Dzwonu Borgiów, który ma rozpocząć apokalipsę. Pojawiają się tu nawiązania do Aleistera Crowleya, czy do ekranizacji noweli Edgara Alana Poe - "Zagłada domu Usherów". Autor funduje nam prawdziwą plejadę demonów, strachów, straszydeł i tajemnic przeplataną wyszukanymi rodzajami śmierci - od teraz inaczej będę patrzeć na pracujące kombajny. 

Mimo ogromu powieści i niezwykle bogatych opisów nie sposób się podczas czytania nudzić. Myślę, że to jest właśnie zasługa mrocznie magicznego stylu Simmonsa. Jego umiejętności żonglowania faktami, czerpania z dzieł innych autorów w połączeniu z kreacjami jego umysłu. 
Podobno dzieci widzą więcej, mają bogatszą wyobraźnię.
Kto nie pamięta swoich strachów z dzieciństwa? A co jeżeli nie były to tylko wyobrażenia?
8/10. 

#110 Letnia noc - Dan Simmons



Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 29. listopada 2018
Liczba stron: 727
Kategoria: horror

Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
#71 Niezależność - Maurycy Nowakowski

#71 Niezależność - Maurycy Nowakowski


#109 Niezależność - Maurycy Nowakowski - recenzja - czy warto przeczytać?

Parę lat temu na moim pierwszym czytniku e-booków zaczytywałam się w trylogii "Millenium". Byłam i chyba nadal jestem zachwycona wielowątkowością fabuły i oparciu jej na śledztwie dziennikarskim. Dzisiaj przywykliśmy do tego, że kryminał epatuje brutalnością morderstw, rozczłonkowanymi ofiarami, nieudolnym policyjnym śledztwem, które prowadzi niezwykle doświadczony przez los - policjant superman, który sam dojdzie do prawdy.
Maurycy Nowakowski pokazuje, że wspominany przeze mnie schemat nie jest konieczny by stworzyć dobry kryminał, który wielbicielom znanej trylogii Stiega Larssona powinien przypaść do gustu.

"Niezależność w dzisiejszym świecie wiele kosztuje".

Głównym bohaterem "Niezależności" jest Marcin Faron - niezależny dziennikarz, który za jeden ze swoich reportaży dostał nagrodę nazwaną "Ostrym Piórem". Podejmuje on pracę w również niezależnym magazynie "Raport". Polska Partia Narodowa przejęła władzę, co powoduje powstanie m.in. Buntu Artystów Polskich - w środowisku twórców wrze, sprzeciwiają się oni działaniom kontrowersyjnego polityka - Władysława Kuleszy. Sam dziennikarz chce przyjrzeć się Piotrowi Lenartowi - prezesowi agencji Continuitas - który podobno odpowiada za powstanie ruchu twórców z dziedziny szeroko pojętej kultury.
Trzeba tutaj też wspomnieć o Werze Lin - niezwykle utalentowanej aktorce - aktywnie uczestniczącej w protestach, która jest córką Mirosławy Linetty - jednej z najbliższych współpracownic wspomnianego wcześniej ministra, której losy złączą się Marcinem Faronem, za sprawą jej biografii, którą pisze znajomy głównego bohatera.

Kiedy zderzają się ze sobą świat mediów, polityki i kultury dochodzi do tajemniczego zgonu, który pociąga za sobą kolejne. Dziennikarz chcąc dojść do prawdy będzie musiał przeprowadzić śledztwo, które obnaży nie tylko brud polityki, mediów czy sztuki, ale i bliskich relacji międzyludzkich. 

"Trzeba z tym było jednak uważać, bo ludzie nawet głupi i prości mogą wyczuć fałsz i jeśli człowiek nie panuje nad mową ciała, udając na przykład pewnego siebie łatwo wyjść na groteskowego bufona".

Książka Maurycego Nowakowskiego jest od pierwszej strony pełna drobiazgowych informacji - jak w merytorycznie przygotowanym raporcie. Nie jest łatwo wciągnąć się w tę historię - wymaga ona skupienia i przyznam szczerze, że było mi - z uwagi na falę upałów - dość ciężko na początku połapać się w zalewającym mnie morzu informacji.
Jednak wszystko zaczyna się ze sobą łączyć, a gdy pojawia się tajemnicza śmierć fabuła niemal płynie. Odsłuchujemy wraz z Faronem nagrania rozmów, przeprowadzamy wywiady i łączymy wątki, by dawać się zaskoczyć ilością powiązań i... zależności w wielkim świecie polityki.
Wszystkie trzy kompletnie różne - jak mogłoby nam się wydawać - środowiska, są niezwykle ściśle ze sobą powiązane i współzależne.
Sam przeciwko wielu - czy pozostanie niezależny i czy odnajdzie mordercę, w kręgu, którego zainteresowań przez swoje śledztwo się znalazł? 

"- Zastanawiam się, czy demony poprzedniego ustroju mogą dziś już tylko straszyć
z pożółkłych kart starych akt czy może mają jeszcze jakiś wpływ na rzeczywistość".

To nie tylko powieść kryminalna. To książka, po której przeczytaniu zaczniecie zastanawiać się nad definicją tytułowej niezależności i tego czego w ogóle jest ona możliwa w dzisiejszym świecie. Jak sukces na którymś z trzech pół poruszonych tu światów, okupiony jest utrzymywaniem się na powierzchni za pomocą znajomości i pieniędzy. Jak się wygląda codzienność ludzi czynnie wspierających układy i układziki. Czy faktycznie żyjemy w wolnym świecie?

"O czwartej podciągnęła nogi, szczelniej zawinęła się szlafrokiem i zasnęła płytki snem, nie gasząc ani światła, ani telewizora. Głos lektora dawał poczucie bezpieczeństwa i złudne wrażenie, że nie jest sama".

Przy ogromie publikacji o kryminalnej tematyce bardzo żałuję, że "Niezależność" Maurycego Nowakowskiego jest praktycznie pomijana. To misternie utkana historia, która choć fikcyjna zdaje się być obrazem rzeczywistości, w której żyjemy.
Multum świetnie skrojonych postaci, ze bardzo dobrą charakterystyką psychologiczną zostało opatrzone niezwykle realistycznym śledztwem dziennikarskim.


Jeżeli szukacie lektury poza obowiązującym od jakiegoś już czasu schematem, z niezwykle bogatym tłem kulturalno-politycznym to się nie zawiedziecie.
Ode mnie 7/10.


Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 23. lipca 2019
Liczba stron: 382
Kategoria: kryminał/sensacja/thriller

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#70 Był sobie pies 2. - W. Bruce Cameron

#70 Był sobie pies 2. - W. Bruce Cameron


#108 Był sobie pies 2. - W. Bruce Cameron - recenzja - czy warto przeczytać?

Pies to takie dziwne stworzenie, która kocha ciebie bardziej niż samego siebie. Ta miłość jest szczera i pełna. Każdy kto ma psa lub miał wie, że posiadanie takiego czworonożnego przyjaciela to obowiązek i odpowiedzialność. Czasem nie jest łatwo, ale spojrzenie ufnych i pełnych uczucia oczu rekompensuje wszystkie trudności. Książki pisane z perspektywy psa czyta się z uśmiechem na ustach i zapasem chusteczek na podorędziu.

Bailey - główny bohater bestsellera "Był sobie pies" powraca w kolejnym wcieleniu, by tym razem opiekować się dziewczynką Clarity June - wnuczką swojego nieżyjącego pana. Jeżeli nie czytaliście pierwszej części - nie martwcie się nie jest to przeszkodą, narracja jest prowadzona tak, że na pewno wszystko będzie jasne.
Z tą opieką nad dziewczynką nie będzie tak łatwo! CJ - bo tak Clarity woli by ją nazywać, nie ma prostej relacji z matką. Gloria - matka bohaterki, to prosty przykład tego - dlaczego niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci. Egoizm, chęć zaspokajania tylko własnych materialnych potrzeb, ciągłe poszukiwanie miłości, którą miała na wyciągnięcie ręki, ale była zbyt ślepa by to zauważyć. Traktowanie dziecka jak maskotki, ozdoby, którą łatwo można zdjąć i odłożyć, która nic nie rozumie i... nic nie czuje. Okropnie irytująca postać, zbierająca narzeczonych jak kolekcję znaczków - udała się autorowi bardzo!
CJ ma przyjaciela Trenta, z którym w tym samym czasie adoptują pieski. I tak do życia dziewczynki wkracza Molly - miks pudla i spaniela, która będzie miała ogromny wpływ na życie bohaterki - to ona - po Koleżce jest jednym z narratorów tej powieści, otrzyma jeszcze kilka imion i kilka innych wcieleń.

"Zawsze się ze mną witał, ale czułem, że tak naprawdę mnie nie lubi - jego głaski były bardzo zdawkowe. Psy wiedzą takie rzeczy.
Nie ufałem ludziom, którzy nie lubili psów".

Historia o zwykłym życiu pełnym wzlotów i upadków. O poszukiwaniu siebie, sensu życia i prawdziwej miłości, walce z chorobą, z własnymi słabościami.
Narratorami są psy, język jest prosty i lekko dziecięcy, czyli idealnie oddający to jak pies mógłby do nas mówić, gdyby potrafił? Albo gdybyśmy chcieli słuchać.
Podobało mi się przedstawienie świata postrzeganego z perspektywy czworonoga. Tego jak proste może być życie, kiedy się nie analizuje i nie boi podejmować decyzji, kiedy żyje się teraz, a nie wczoraj, czy jutro. Wielokrotnie wybuchałam śmiechem, kiedy któryś z psich bajarzy dziwił się postępowaniu ludzi.
Widać, że autor dobrze zna psy i cechy charakteru różnych ras. Pięknie ukazał jak wielkim zaufaniem darzą człowieka i jak często właśnie ten człowiek - to zaufanie nadszarpuje, traktując zwierzę jak przedmiot. Wzruszyłam się też nie raz - paczka chusteczek jak najbardziej wskazana.

"Sensem życia pieska z pewnością nie jest zrozumienie ludzi, bo to po prostu niemożliwe".

Chcemy wierzyć, że psy udają się po śmierci za tzw. "Tęczowy most", ale czy perspektywa tego, że wracają do nas pod inną postacią i towarzyszą nam do końca naszych dni nie jest o wiele lepsza? Psia miłość jest wieczna.

Od teraz w oczach swoich psów, zawsze będę się dopatrywać cząstki tych, których już ze mną nie ma, a które wniosły do mojego życia tak wiele uczucia i nauczyły czym jest zaufanie. Polecam i nie tylko psiarzom.
8/10.


Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


Wydawnictwo:Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 18. września 2019
Liczba stron: 408
Kategoria: powieść przygodowa
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
#69 Wkręceni - Steve Cavanagh

#69 Wkręceni - Steve Cavanagh

#107 Wkręceni - Steve Cavanagh - recenzja - czy warto przeczytać?

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy gdy spojrzałam na egzemplarz powieści Steve-a Cavanagh-a to niezwykły pomysł na okładkę, odwrócenie grzbietu i użycie go jako litery w tytule. Niezwykle kreatywny zabieg, który również trochę odnosi się do treści książki.  

Kiedy otworzymy swój egzemplarz natrafiamy na notkę od pisarza J.T. LeBeau, który zwraca się bezpośrednio do nas. To książka o książce. Od tej chwili musimy być bardzo czujni. Najpierw znajdziemy się na pogrzebie wyżej wymienionego pisarza, by cofnąć się w czasie o cztery miesiące i zobaczyć co doprowadziło do takiego finału, a może to nie jest finał?
Narracja jest prowadzona przez różnych bohaterów, w osobie trzeciej; od czasu do czasu przeczytamy prasowy artykuł, czy przejrzymy policyjne dowody.


"Wtedy zapadła ciemność. A ona cały czas czuła w nozdrzach ten zapach. Zapach, którego nie zapomni. Zapach świeżej farby i krwi".


Co to była za fabuła! Autor stale mieszał, zwodził. Kiedy wydawało mi się, że już wiem dokąd to wszystko zmierza to okazywało się, że znowu akcja podąża w inną stronę. J.T. LeBeau zasłynął jako mistrz zwrotów akcji, nikt wcześniej nie pisał tak jak on. O jego książkach ludzie chcieli rozmawiać, wymieniać się poglądami. Sprzedawały się mimo okrojonej kampanii marketingowej. Jesteśmy w fabule jego - jak zapowiada na początku - ostatniej powieści i doświadczymy właśnie tych zwrotów akcji, które zapewniał czytelnikom. Samego autora nikt nigdy nie poznał, niezwykle mocno chronił swoją prywatności. Jest również bardzo pewny swego warsztatu i niezwykle rzadko zgadza się na zaproponowane przez wydawnictwo zmiany.

Głównymi bohaterami "Wkręconych" są Paul i Maria Cooper. Niezbyt zamożne małżeństwo - biorąc pod uwagę sąsiedztwo - które wiedzie dość monotonne życie w mieście żywcem wydartym z amerykańskiego snu. Morze, z wolna płynący czas, cisza i spokój. Kto z nas by o tym nie marzył? Choć państwo Cooper powinni być sobie bliscy, to kobieta nic praktycznie o mężu nie wie, nie zna go. Paul jest niezwykle oszczędny w opowiadaniu o sobie jak i w wydawaniu pieniędzy. Maria nie lubi swojego życia i jest nim bardzo znudzona, szuka wrażeń i wdaje się w romans z przystojnym Darylem. Zupełnie przypadkiem odkrywa, że mąż ma na koncie ogromną ilość pieniędzy i może być tajemniczym J.T. LeBeau - co sugeruje kochanek. W głowach tej dwójki rodzi się plan... 

Warto również wspomnieć o ciekawej kreacji policjantów uwikłanych w fabułę. Komendant Dole i policjantka Bloch stanowią niezwykle przenikliwy i sprawnie działający duet, czy dadzą się wkręcić?

Bardzo dobrze przedstawiony został rozpad małżeństwa. Do czego może prowadzić brak szczerości i zwykłe przemilczenie, ale... uważajcie! W tej książce nic nie jest takim jak się na początku wydaje.

Gwarantuję, że podczas czytania nie będziecie się nudzić - bo nie ma kiedy! Cały czas coś się dzieje, zbieramy poszlaki niczym śledczy, by dosłownie za chwilę dowiedzieć się, że to jednak nie jest tak jak się nam wydaje.
Udało się autorowi mnie wkręcić - nie przewidziałam dokąd zmierza akcja. Ogromna ilość pomysłów, którą można by z powodzeniem wykorzystać w wielu innych powieściach, tworzy na pewno niebanalną całość. Kręcimy się razem z fabułą jak na karuzeli, ale spokojnie nie czeka nas ból głowy tylko prawdziwa i dobra zabawa. Zdecydowanie polecam - gwarantuję, że dacie się wkręcić!
8/10.

#107 Wkręceni - Steve Cavanagh

Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros.



Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 14. sierpnia 2019
Liczba stron: 416
Kategoria: kryminał/sensacja/thriller
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
#68 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz

#68 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz

 #106 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz - recenzja - czy warto przeczytać?
Nie od dziś wiadomo, że człowiek lubi się bać. Ale bać wtedy, kiedy wie, że tak naprawdę nic mu nie grozi i popija herbatkę zawinięty w kocyk, siedząc w swoim bezpiecznym domu.
Czy "Upiorne opowieści po zmroku" Alvina Schwartza spowodują u Was strach? Absolutnie nie.
Dziś zewsząd uderzają nas obrazy epatujące przemocą i obrzydliwością, często mające więcej powiązań z rzeczywistością niż byśmy chcieli.

Nie wiem czy większość czytelników wystawiających niskie oceny temu zbiorowi historyjek nie zrozumiała ich, czy to może ja jestem żywcem wyjęta z jakiejś fantastycznej historii?
Dla mnie ta antologia to przegląd "strasznych historii" z folkloru. Taki elementarz, z którego w dość zabawny sposób możemy się dowiedzieć; czego od wieków boimy się jako ludzkość.
Formy stylistyczne są przeróżne proza, poezja, niektóre możemy nawet zaśpiewać jeżeli chcemy :) Zastosowany język też jest różny, czasem bardzo prosty - w końcu to podania ustne. Wszystko zdobią świetne ilustracje, które bywają upiornie ładne :)


Na końcu książki znajdziemy umiejscowienie tych samych motywów; w różnych podaniach, krążących po całym świecie, z którego jasno wynika, że skąd byśmy nie pochodzili boimy się tego samego. 
Żadna z tych opowiastek raczej nikogo nie przestraszy. Ale samo dochodzenie do tego dlaczego akurat tego się kiedyś baliśmy może być bardzo ciekawe - dla zainteresowanych na końcu jest bibliografia. 

Autor podaje w jaki sposób każda z opowieści powinna być opowiadana - przypomniało mi to czasy, kiedy wieczorem siedziało się przy ognisku i wymyślało różne równie "straszne" bajki. Ogień grał nam światłem na twarzach tworząc czasem naprawdę dziwne cienie, z tyłu pękały gałązki, po których akurat przebiegł kot. Nad nami latały nietoperze, a pohukiwania sowy nie były czymś niezwykłym. Z tych historyjek było masę... śmiechu i tak może być też z tym zbiorem. Polecam go czytać na głos - to naprawdę fajna zabawa i możliwość ćwiczenia dykcji i emisji głosu, nauka intonacji, która wiele zmienia. 


#106 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz
Nie wiem czy wiecie, ale jedna z tych historii "Długie światła" została zekranizowana po polsku - jako film krótkometrażowy - "16.03" z Agnieszką Żulewską w roli głównej, który często jest wyświetlany przez kanał Ale Kino. Kiedy go oglądałam naprawdę miałam gęsią skórę. Muzyka, obraz, gra aktorska dały poczucie bezsilności i strachu. Napisy końcowe okraszono utworem Zamilskiej - Duel 35, który spotęgował klimat. To idealny przykład, na to jak sposób przedstawienia opowiadania - ma wpływ na jego odbiór.

Sam zbiór został zekranizowany i jest od jakiegoś czasu wyświetlany w kinach. Zbiera trochę lepsze oceny jak książka, pewnie z tego powodu o jakim wyżej wspomniałam. 

Jeżeli liczycie na prawdziwy horror, to nie są to opowieści dla Was. Jednak jeżeli lubicie poszerzać swoją wiedzę nie tylko o legendy, ale i o korzenie uczucia, które nas tak od wieków fascynuje - to sprawdźcie sami :) 
Ode mnie 6/10.  

#106 Upiorne opowieści po zmroku - Alvin Schwartz


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 9. sierpnia 2019
Liczba stron: 140
Kategoria: horror

Tłumaczenie: Piotr Kuś

#67 Żertwa - Anna Sokalska

#67 Żertwa - Anna Sokalska

#105 Żertwa - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?
Po świetnej "Wiedźmie" przyszedł czas na drugą część z cyklu "Opowieści z Wieloświata" Anny Sokalskiej.
Czym jest żertwa? Najprościej mówiąc to ofiara złożona przez żercę - pogańskiego kapłana, na rzecz bóstwa. Nieźle się zapowiada prawda? 

Tę powieść rozpoczyna odnalezienie wisielca, którego sznur gdzieś się zapodział. Główną bohaterką jest Anastazja Omyk, krupierka, która ma nietypowe jak na współcześnie żyjącą miłośniczkę matematyki - hobby, a mianowicie interesuje się ona wierzeniami słowiańskimi i twierdzi, że jest wołchwem Welesa... Panna Omyk będzie pomagać prokurator Dębskiej i komisarzowi Majce - w toczącym się kryminalnym śledztwie dotyczącym wisielca i nie tylko jego :) We Wrocławiu w tym czasie spotkamy bez problemu wąpierza - chyba jedynego spośród słowiańskich biesów, którego naprawdę bym się bała :), wilkodłaka, który tropi łapiducha oraz dwa czorty Borutę i Rokitę. Pojawią się też zmory i Baba Jaga po rebrandingu. Tak ten humor, który mnie zachwycił w "Wiedźmie" jest też tutaj, jednak w mniejszym wymiarze.

Podobnie jak we "Wiedźmie" każda z postaci, mimo że działa w jakiejś z drużyn chce coś zyskać dla siebie. Ale to chyba jedyne podobieństwo. "Żertwa" to nietypowa powieść nie tylko z uwagi na mitycznych bohaterów przechadzających się po wrocławskich ulicach. Autorka bawi się formą. Nie zdarzyło mi się nigdy czytać książki, w której autor zastosował wszystkie dostępne formy narracji, włączając do prozy - wiersz! Bardzo mi się ten zabieg podobał! Lubię kiedy autor wykorzystuje różne możliwości jakie daje nasz piękny język.
Przygotujcie się również na czytanie protokołu z policyjnego przesłuchania i ciekawego wywiadu.
Każdy kto był zawiedziony zbyt małą ilością mitologii słowiańskiej w "Wiedźmie" tutaj będzie zadowolony. "Żertwa" obfituje w postaci ze starej wiary, ale nie martwcie się jeżeli nie wiecie czym dany bies czy bóstwo jest - autorka wszystko w bardzo plastyczny, prosty sposób wytłumaczy i przybliży również historię powołania ich do istnienia. Będziemy również obserwatorami pewnej przemiany w istotę nadprzyrodzoną, która wiele o nas - jako ludziach - mówi. O naszych pragnieniach i tym, co głęboko w sobie ukrywamy.

"Wszyscy pragną nieśmiertelności, dopóki jej nie otrzymają.
Ludzie zawsze pożądają tego, czego nie mają - życia, gdy umierają, i śmierci,
gdy żyją".

"Żertwę" i "Wiedźmę" można czytać w dowolnej kolejności - wiążą się jednak w niewielkim stopniu. Oś czasu w drugiej części "Opowieści z Wieloświata" jest umiejscowiona przed wydarzeniami mającymi miejsce w "Wiedźmie".

Styl, którym operuje Anna Sokalska jest bardzo lekki i przyjemny, mimo że mrok w "Żertwie" bez wątpienia jest na pierwszym planie. Autorka zabrała nas w świat fantastyki, z którego wyjdziemy bogatsi o wiedzę na temat mitologii słowiańskiej, ale i zręcznie zakamuflowała rozważania na temat życia. Przeczytamy o tym jak dar, który powinien ratować życie, staje się przekleństwem. Jak piętno inności, zmusza do udawania kogoś innego - byleby nie wystawiać się na publiczny ostracyzm. Bo przecież nie od dziś boimy się tego czego nie znamy i nie rozumiemy. Jak to wspomniane przeze mnie niezrozumienie, czy też błędne zinterpretowanie czyichś intencji może łatwo doprowadzić do tragedii.

Nie wiem czy biesy - demony tak naprawdę nie istniały? Czy to faktycznie tylko wytwór wyobraźni? Sadzę, że istnieją. Tylko w trochę innej formie niż w mitycznych podaniach. To my sami powołujemy je do życia - swoim wysuwaniem osądów i krzywdą, którą nimi wyrządzamy. Zło w próżni nie powstaje. 
Bardzo lubię historie, z których można się nie tylko wiele nauczyć, ale i interpretować je na szereg różnych sposobów. Czekam na "Kuglarza", którego oddech już czuję na plecach!
8/10.


"Nasze lęki, obsesje i pragnienia stają się naszymi więzieniami.
Tylko spoglądając w głąb siebie i mierząc się z własnymi cieniami,
możemy stać się prawdziwie wolni".


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 12. czerwca 2019
Liczba stron: 352
Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction
#66  Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona

#66 Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona

#  Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona - recenzja - czy warto przeczytać?

Myślę, że nie przesadzę jeżeli napiszę, iż większość z nas posiada dość mgliste pojęcie o mitologii słowiańskiej. Znajdzie się pewnie kilka osób, które wspomną Świętowita. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że przedchrześcijańscy Słowianie nie znali pisma, a wierzenia i tradycje przekazywali sobie głównie w formie ustnej, a wyznawcy jednego Boga z wielką gorliwością i dokładnością usuwali wszelkie pozostałość starej wiary.
Od pewnego czasu kiełkuje we mnie ciekawość i chęć zgłębienia tematu, by lepiej zrozumieć nasze tradycje, czy powiedzenia, przysłowia, które przecież znikąd się nie wzięły.
Słowiańskie mity to część naszej kultury i niezwykle smuci mnie fakt, że był i zapewne nadal jest w szkołach praktycznie pomijany. 

"Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony to nietypowa lektura.
Autorzy wiedzę opartą na naukowych opracowaniach ubrali w fabularne opowiadania, które zostały przez nich zarchaizowane, za pomocą odpowiednich figur stylistycznych; przez co w trakcie czytania praktycznie przenosimy się w czasie. Ja za nim cofnęłam się do czasów Słowian, powędrowałam do czasów dzieciństwa, kiedy to będąc małym dzieckiem leżałam opatulona kołdrą i słuchałam czytanych przez mamę zbioru legend, których tytułu niestety już nie pamiętam, ale sentyment do takiej narracji we mnie pozostał.

Książka dzieli się na trzy części. W pierwszej będziemy świadkami stworzenia wszechświata,  poszczególnych bóstw i w końcu człowieka. Druga część to plejada biesów, czyli słowiańska demonologia, która będzie starała się nas przestraszyć, a czasem wywoła rozbawienie. Natomiast w ostatniej z części autorzy podjęli próbę powołania na nowo legend o słowiańskich bohaterach.

"Wiele rodów i plemion zamieszkiwało ziemię, ale żyły ze sobą w zgodzie. Mogli wymieniać dobra, których mieli pod dostatkiem, na te, których im zabrakło. Łatwo dochodzili do porozumienia, gdyż rozumieli swą mowę. Mawiano, że posługują się jednym słowem, stąd sami siebie zaczęli nazywać Słowianami".

Każdy rozdział został opatrzony minimalistycznymi ilustracjami, którymi na początku byłam zawiedziona, ponieważ stanowią olbrzymi kontrast do bogactwa opisów bogów, biesów i zdarzeń. Jednak po głębszym zastanowieniu zmieniłam zdanie. Zaczęły mi one przypominać niezwykle proste w formie malowidła naskalne i pozwoliły wyobraźni samodzielnie nadawać cechy prezentowanym istotom nadnaturalnym.
Zupełnie przepadłam w świecie opanowanym przez przyrodę, w którym człowiek współistniał nie wyniszczając jej.
Na kartach tej pozycji znajdziemy wytłumaczenie wielu popularnych i nadal funkcjonujących podań np. odnośnie przynoszenia dzieci przez bociany, czy nazewnictwa znanego nam ze starych opowieści, gdzie księżyc nazywano miesiącem.

W żaden sposób nie przeszkadzała mi forma podania wiedzy w krótkich opowiadaniach. Zdarza mi się pracować jako grafik, więc dla mnie była to uczta dla wyobraźni i sposób na odnalezienie w sobie nowych pokładów kreatywności.

"Mitologia słowiańska" zainteresowała mnie na tyle, że z przyjemnością sięgnę po kolejne opracowania autorów, a z czasem po typowo popularnonaukową literaturę, której spis znajdziemy w podanej na końcu książki bibliografii. Dodatkowo zamieszczono również słownik zastosowanych pojęć. Nie można pominąć też faktu niezwykle ekskluzywnego wydania tego opracowania.
Całość zdobi twarda, minimalistyczna okładka w niezwykle estetycznej oprawie graficznej, a papier o wysokiej gramaturze jest solidnie zszyty. Myślę, że książka będzie doskonałym prezentem, który możemy sprawić nie tylko sobie.

8/10.




Wydawnictwo: Bosz

Data wydania: 10. października 2017

Liczba stron: 160

Kategoria: popularnonaukowa



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#65 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

#65 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką "Pchły".

 O natchnieniu, zbieraniu materiałów i pisaniu książek
"Pchła" powieść spod pióra Anny Potyry miała premierę 9. lipca 2019 roku.
To kryminał, który łączy w swojej fabule wątki II wojny światowej
z teraźniejszością; zbiera wysokie oceny i pochlebne opinie.

Autorka do tej pory pisała książki dla dzieci, więc jest to jej kryminalny debiut, w moim odczuciu bardzo udany. 



Anna Potyra
Anna PotyraUrodzona w 1982 roku w Warszawie.
Z wykształcenia anglistka.
Mama czterech córek.
Autorka książek dla dzieci.
W wolnych chwilach pisze lub jeździ konno.
"Pchła" to jej debiut kryminalny.




Udało mi się zadać autorce parę pytań - odnośnie pomysłów, zbierania materiałów i samego procesu twórczego oraz tego czy możemy spodziewać się kolejnych śledztw prowadzonych przez komisarza Adama Lorenza.
Zapraszam na rozmowę!


Pod_lasem_czytane: Na samym początku muszę wspomnieć, że “Pchła” mnie opętała. Chodziłam z książką wszędzie, by móc co chwilę przeczytać chociaż fragment. W noc, po rozpoczęciu czytania, obudziłam się z przekonaniem, że ktoś stoi w rogu mojej sypialni… Skąd umiejętność tak sugestywnego przedstawiania scen? Lubi się Pani bać?

Anna Potyra: Nie, nie lubię się bać. Jednak w swoich książkach staram się zanurzać czytelników wszystkimi zmysłami. Moi bohaterowie przeżywają cały wachlarz emocji, również strachu. I wtedy muszę przedstawić go tak, by czytelnik go poczuł.

Wiem, że “Pchła” to Pani debiut kryminalny, wcześniej pisała Pani książki dla dzieci. Podejrzewam, że proces powstawania całej historii może być zbliżony, a jak jest w pomysłami? Które przychodzą łatwiej?

Tworzenie dla dzieci jest łatwiejsze tylko dlatego, że fabuła jest mniej zawiła i nie potrzebuję skryptu na 20 stron, którym podpieram się przy pracy, żeby się nie pogubić. Czyli tak naprawdę chodzi o skalę i rozmach projektu. Jednak z pomysłami sprawa wygląda podobnie. Czasem wpadają nagle i niespodziewanie, innym razem godzinami szukam rozwiązań. 
#103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Pisanie nie jest ani szybkim, ani też łatwym zajęciem. Czy przed przystąpieniem do tworzenia fabuły “Pchły” czytała Pani dużo na temat pracy policji i historii II wojny światowej, której wątki zgrabnie Pani połączyła?

Owszem, czytałam dużo zarówno przed rozpoczęciem pisania, jak i w trakcie. Doszkalałam się nie tylko w zakresie pracy policji czy przebiegu rzezi na Woli, ale również technik kradzieży samochodów, nomenklatury boksu. Przeczytałam dziesiątki stron forów kolekcjonerów starej broni, obejrzałam masę filmików z treningów bokserskich, żeby poczuć ich klimat. Naprawdę dużo różnych dziwnych rzeczy przewinęło się przed moimi oczami :-)

Kryminałów raczej nie piszą osoby, które ich nie czytają. Dużo literatury z tego gatunku Pani przeczytała zanim zaczęła pisać swój? A może jest jakiś szczególny pisarz lub też szczególny tytuł, po którego przeczytaniu stwierdziła Pani, że chce iść właśnie w tym kierunku?

Zaczęło się dawno temu od Agathy Christie. Ale to chyba książki Jo Nesbo sprawiły, że w mojej głowie pojawiła się myśl: „Ja też tak chcę…” Wtedy traktowałam to jako marzenie z gatunku tych abstrakcyjnych, co to wiadomo, że nigdy się nie spełnią. Ale z czasem (naprawdę nie wiem jak to się stało) zmieniły się w plany i wreszcie podjęłam to wyzwanie.

Proces twórczy jakim jest pisanie historii jest dość nieprzewidywalny, bo może zdarzyć się ten gorszy dzień, kiedy wszystko idzie jak po grudzie, a jak jest wtedy z tekstem i pracą nad nim? Zdarzają się Pani taki dni twórczej niemocy? Czy może stara się Pani pisać na siłę?

Zdarzają mi się dni, że tekst płynie sam, ale jednak mimo wszystko to jest bardziej kwestia pracy i wytrwałości, niż natchnienia. Bardzo często jest tak, że gdy zaczynam pracę mam pustkę w głowie. Piszę, kasuję, piszę, kasuję i czuję frustrację, bo wiem co chcę napisać, ale nie znajduję odpowiednich słów. Mijają dwie godziny a ja mam pół strony. A potem nagle wchodzę w tekst, on mnie porywa i słowa wskakują tak szybko, że ledwie nadążam je pisać. Ale żeby tam dojść, muszę powalczyć. Jeśli mam zaplanowane 3 godziny pisania, to piszę 3 godziny. Nawet jeśli początek jest trudny. 
 #103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Czy po tak dobrym przyjęciu możemy spodziewać się kolejnego śledztwa komisarza Adama Lorenza? Czy Iza Rawska się pomyli? :)

Tak, tom drugi już na warsztacie. Ponieważ dla mnie nośnikiem książki są emocje, Iza na pewno będzie miała szansę rzucić nowe światło na sprawę. Zawodowo na pewno będą się z Adamem świetnie uzupełniać. A prywatnie? Jeszcze się nie zdecydowałam :) 

Czy odczuwa Pani mocno emocjonalny związek z postaciami, które Pani stworzyła? Czy któraś jest Pani szczególnie bliska? 

Lubię swoich bohaterów. Gdy piszę, czuję się, jakbym spędzała czas w gronie znajomych. Jednak nie mam faworytów. 

Czy uważa Pani, że napisanie kryminału bez wszechobecnych krwawych zbrodni, tak by ludzie chcieli je czytać jest jeszcze możliwe? Czy może szukamy w nich właśnie koncertu przemocy? 

Nie uważam, żeby makabryczne i krwawe zbrodnie były elementem koniecznym. Wprawdzie zmienił się trochę styl pisania. Współczesne kryminały są dużo bardziej dynamiczne i sensacyjne niż klasyka gatunku, gdzie detektyw rozwiązuje zagadkę siedząc w fotelu, ale mimo to można podziałać na wyobraźnię i emocje czytelnika bez epatowania przemocą.

Na koniec wrócę do strachu. Czy po tym jak książka trafiła do czytelników, bała się Pani o jej odbiór? Czy może była Pani pewna sukcesu?

Oczywiście, że odczuwałam duży niepokój. Włożyłam w tę książkę mnóstwo pracy i emocji. Chociaż na początku nie zastanawiałam się nad tym. Przez długi czas byłam zadowolona, że książką zainteresowało się kilka wydawnictw, przeżywałam miłe emocje związane z oczekiwaniem, współpracą z redaktorami itd. Ale gdy wreszcie przyszła data premiery, uświadomiłam sobie, że wystawiłam się na publiczne biczowanie. Na szczęście „Pchła” została przyjęta bardzo ciepło. Przeczytałam dużo miłych słów na jej temat. To bardzo motywuje do dalszej pracy. Dołożę wszelkich starań, żeby nie zawieźć Czytelników w kolejnym tomie!
 
#103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Bardzo dziękuję za rozmowę i poświęcony czas!
Życzę samych natchnionych dni i wielu sukcesów!

"Pchła" ukazała się nakładem Zysk i S-ka.


#64 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - premiera 4. września 2019 r.

#64 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - premiera 4. września 2019 r.

#102 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - recenzja - czy warto przeczytać?
Kryminał jest mi najbliższym gatunkiem literackim. Czytam je od wczesnych nastoletnich lat. Najbardziej lubię w nich kiedy nie tylko trzeba rozwiązać zagadkę - kto? ale i dlaczego to zrobił. Układam wtedy w głowie puzzle z informacji i rozmyślam nie tylko nad motywem, ale i nad procesem, który doprowadził do degeneracji człowieka, a stworzył mordercę.

"Czerwień" jak sugeruje okładka otwiera serię o mrocznie pięknym tytule "Kolory zła" autorstwa Małgorzaty Oliwii Sobczak. Trup pojawia się już na trzeciej stronie i to w niezwykle pobudzającej wyobraźnię scenerii wzburzonego morza i typowo depresyjnej aurze początków naszej polskiej wiosny.
Sprawą zajmuje się prokurator Leopold Bilski, a sama topielica nosi okaleczenie sugerujące jej związek ze sprawą sprzed 17 lat.
Okazuje się, że obie zamordowane kobiety były do siebie łudząco podobne, a im bardziej prowadzący sprawę prokurator zagłębia się w życiorysy ofiar, tym więcej widzi podobieństw.
Czy to możliwe, że mordercą jest ta sama osoba?
Ktoś czekał 17 lat by znowu zabić?
A może to naśladowca?
Dlaczego sprawa zabójstwa córki sędzi - Heleny Boguckiej z 1996 roku nie została rozwiązana? 

Ta książka jest niebezpieczna! Niebezpiecznie wciągnie Was w fabułę i nie wypuści do ostatniej strony. Autorka stworzyła niezwykle ciekawe postaci.
Pierwsza ofiara Monika Bogucka - dziecko z tzw. dobrego domu, z niczym nieograniczoną swobodą, jednocześnie pełne kompleksów i z bardzo niską samooceną.
Matka Helena Bogucka, kobieta u szczytu kariery sędziowskiej, tkwiąca w aranżowanym małżeństwie, nie potrafiąca nawiązać więzi z własnym dzieckiem.
Krążą z córką w okół siebie, raniąc się, jednocześnie nie znając się w ogóle, mimo że powinny być sobie najbliższymi osobami.
Świetnie napisane wątki obyczajowe, które pochłania się w mig.
Wątki mafijne, narkotyki i pasja - namiętność - sztuka?
Prokurator Leopold Bliski - często wykracza poza swoje kompetencje, łączy wątki, zbiera materiał dowodowy, czyta w przestępcach jak w otwartych księgach, nie wystrzega się jednak własnych problemów, głównie sercowych. Emocjonalna i ciekawa postać, której nie sposób nie polubić.
Fabuła wciąga i oplata niczym bluszcz. Podczas czytania się nie słyszy i nie widzi nic poza sopocką sprawą kryminalną. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie. Akcja powieści toczy się w dwóch wymiarach czasowych  w 1996 roku i 2013. Mimo że są one wyraźnie zaznaczone i to mocną czcionką, to podczas czytania - łapałam się na tym, że nie wiem w jakiej osi czasu obecnie przebywam. Nie wiem z czego to wynikało, może to moje subiektywne odczucie, ale nie mogę powiedzieć, że było to winą rozproszenia, bo nic takiego nie miało miejsca.

Po przeczytaniu mniej więcej 1/3 powieści wytypowałam sprawcę i byłam trochę zawiedziona...ale tylko trochę, ponieważ nie odebrało mi to przyjemności z odkrywania późniejszych powiązań.
Świetnie splątane nici zdarzeń i niedopowiedzeń. Klimat nadmorskiego miasta poza sezonem świetny, czułam tę ponurą aurę całą sobą. Uważam, że to bardzo dobra propozycja i wielbiciele kryminałów z bogatym tłem obyczajowym, będą nią zachwyceni.
Całość oceniam na mocną 7/10 i czekam na kolejne części serii!


#102 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAB.



Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 4. września 2019
Liczba stron: 384 (egzemplarz recenzencki)
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
#63 Wiedźma - Anna Sokalska

#63 Wiedźma - Anna Sokalska


#101 Wiedźma - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?

Od jakiegoś czasu interesuję się mitologią słowiańską, na tyle ile pozwala mi czas - na zasadzie dziś wiem więcej niż wczoraj. Nasza kultura, tradycje, zwyczaje, przysłowia mają w tych starych wierzeniach swoje korzenie i bardzo smutny jest fakt, że tak niewiele o niej wiemy. To niesamowita kopalnia fantastycznych wyobrażeń i nieograniczone spektrum tworzenia światów i historii dla malarzy, rysowników, grafików ale i pisarzy - przede wszystkim. 

Kiedy sięgałam po "Wiedźmę" Anny Sokalskiej nie wiedziałam tak naprawdę czego się spodziewać, nie miałam z góry wyśrubowanych oczekiwań. Liczyłam po prostu na dobrą historię napisaną w oparciu o wierzenia słowiańskie, a nie przedstawienie mi książki na wzór "Pocztu królów i książąt polskich" z tym, że pełnym istot nadprzyrodzonych.
Taką też lekturę mam już dziś za sobą.

Jasna - czyli tytułowa wiedźma, budzi się z 500-letniego snu. Trafia do współczesnego Wrocławia. W tym samym czasie w okolicach miejsca dawnego słowiańskiego kultu, otwiera się przejście między światem żywych, a światem przejściowym - coś na kształt znanego nam czyśćca. Nadprzyrodzone istoty spacerują między żywymi - powracając do form, jakie reprezentowali przed śmiercią. Nasza Jasna jest kompletnie zdezorientowana. Nic nie rozumie z otaczającego ją świata. Myśli, że wyrzucone w lesie śmieci to jakieś dary dla nieznanych jej bóstw, a język którym się posługuje powoduje wiele komicznych sytuacji. Przypomniało mi to trochę fabułę francuskiej komedii "Goście, goście" z 1993 roku z Jean-em Reno w roli głównej.
Losy wiedźmy łączą się ze zmorą Niną, aniołem śmierci zwanym Szarakiem i człowiekiem Dawidem, który też posiada pewne nadprzyrodzone moce. Tworzą dziwną drużynę, która próbuje - pokrótce mówiąc - ratować nasz świat przed całkowitym przeniknięciem do niego pozostałych stworów, które niekoniecznie mają dobre zamiary.
Każda z postaci w tej powieści ma też swój własny cel, który chce zrealizować przede wszystkim.
Nie dajcie się jednak zwieść, że ktokolwiek z nich jest kryształowo czysty w swoich poczynaniach.

"Czas, najsurowsze z bóstw, nieugięcie parł do przodu, nie oglądając  się na niczyje wołanie, przysięgi ani łzy".

Anna Sokalska w ciekawy sposób czerpie ze słowiańskich legend i podań tworząc kolorowy i dość zabawny - jak się może wydawać na początku - świat. Autorka w bardzo prosty i krótki sposób tłumaczy również zadania niektórych z Istot Wyższych pochodzących ze słowiańskiego panteonu, czy miejsc związanych z wędrówką naszej duszy.
Wszystkie stworzone przez nią postaci są niezwykle wielowarstwowe, tu nikt nie jest po prostu dobry, albo zły. Język jest prosty, łatwy w odbiorze i niesamowicie lekko płynie się przez fabułę - myślę, że nie skłamię jeżeli stwierdzę, że można tę książkę przeczytać "na raz". 

"- Ludzie rodzą się niedoskonali i niedoskonali umierają - powiedział kojąco Szarak. W tej niedoskonałości Stwórca ukrył piękno."

To moje drugie spotkanie z książka z gatunku urban fantasy - jednak tym razem niezwykle udane. Autorce udało się odciąć mnie całkowicie od rzeczywistości.
Powiedziałabym nawet, że trochę mnie odmłodziła i poprowadziła przez wykreowane przez nią uniwersum z nieschodzącym z mojej twarzy uśmiechem. Jednak to nie jest komedia! Pisarka porusza tu wiele trudnych tematów - żałoby po śmierci bliskich, nieumiejętności radzenia sobie z emocjami, które są przecież częścią nas i bez nich nie bylibyśmy ludźmi, a mimo to zdarza się nam ich wstydzić i je tłumić.
Pojawia się wiele aspektów niedoceniania przez nas życia, jako daru i naszej nieumiejętności uczenia się na błędach.
Jest tu wiele postaci, wiele wątków, które z pozoru nie powinny do siebie pasować, a tymczasem tworzą kompletnie nieszablonową opowieść.
Dlatego też bardzo się cieszę, że leży przede mną kolejna część z cyklu "Opowieści z Wieloświata" - "Żertwa", którą już pozwoliłam sobie zacząć i równie szybko przepaść w fabule.
7/10.
#101 Wiedźma - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 6. lutego 2019
Liczba stron: 416
Kategoria:
fantastyka, fantasy, science fiction
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...