#78 Szczelina - Jozef Karika

#78 Szczelina - Jozef Karika

#116 Szczelina - Jozef Karika - recenzja - czy warto przeczytać?
Są takie książki, które wybierają czytelnika. Narzucają się, pojawiają się niby przypadkiem, a my dostrzegamy je kątem oka...
Nie wiem który już raz z kolei przed moimi oczami pokazała się "Szczelina", której autorem jest Jozef Karika... W końcu ją kupiłam i przeczytałam. Uważam, że była to najlepsza decyzja czytelnicza jaką podjęłam w ostatnim czasie.

Trybecz - pasmo górskie na Słowacji, które spowija aura tajemniczych zaginięć. Ludzie znikają, a jak zdarza się im wrócić, to nie są już tacy sami - nie tylko z uwagi na dziwne okaleczenia. 

Pierwsze co nas zdziwi to Przedmowa autora, w której informuje nas nie tylko o tym, kto jest pomysłodawcą treści książki, ale i fakt, że być może jest to prawda - być może, bo to od nas zależy w co uwierzymy.
Kolejnym zaskoczeniem jest forma narracji. Książka jest zapisem wywiadu jaki autor przeprowadził z głównym bohaterem - sfabularyzowany zapis słów.
Postać, która się wypowiada zwraca się bezpośrednio do autora, co daje wrażenie jakby rozmawiała z właśnie nami.

"(...) - tych największych odlotów bynajmniej nie wywołują narkotyki. Życiowy chaos, w którym topimy się cały czas robi to znacznie lepiej".

Głównym bohaterem powieści Jozefa Kariki jest Igor - chłopak, który po ukończeniu studiów podejmuje się fizycznej pracy - jako robotnik budowlany. W budynku, którym pracuje odkrywa zamknięty sejf, który udaje mu się otworzyć. Okazuje się, że w środku są dokumenty medyczne - chłopak pracuje w byłym szpitalu psychiatrycznym, oraz kilka płyt gramofonowych, które początkowo w nim zostawia.
Kiedy w domu zapoznaje się z odnalezioną dokumentacją, postanawia wrócić po nagrania. Dokumentacja dotyczy Waltera Fichera (wpiszcie w google: walter fischer batovany - będą informacje, część jest możliwa do zrozumienia bez znajomości języka), który 24 stycznia 1939 roku zaginął w okolicy Zlatna i został odnaleziony 8 maja 1939 roku nieopodal miejscowości Złote Morawce.
Mężczyzna nosił ślady okaleczeń, miał nasilającą się psychozę, bał się światła, odmawiał jakichkolwiek prób nawiązania z nim kontaktu werbalnego.
Jednemu z lekarzy udało się z nim "porozmawiać" i zapis tych właśnie prób jest na taśmach, które odnalazł Igor. Pod odsłuchaniu i nieopatrznym zniszczeniu przez niego zapisu, ciekawość i chęć napisania ciekawego artykułu na bloga, którego prowadzi, skłania go do poszukiwań w internecie. Okazuje się, że sieć jest pełna informacji o zaginięciach mających miejsce we wspomnianym paśmie górskim. Dociera on do stale powtarzającego się artykułu, na podstawie którego tworzy treść na swoją stronę. To zapoczątkowuje ciąg zdarzeń i nawiązanie dwóch znajomości, które prowadzą Igora i jego dziewczynę do samego Trybecza.

"Jeśli tego nie przeżyłeś, nigdy nie zrozumiesz dogłębnego strachu, ogarniającego człowieka, gdy znajdzie się nad otwartą szczeliną prowadzącą gdzieś, gdzie dwa plus dwa wcale nie musi równać się cztery".

Jozef Karika ma dar do opowiadania, mimo dziwnej formy narracji, którą wybrał. Pisze w taki sposób, że tę książkę naprawdę trudno się odkłada. Nawet jak nie zdradza nic szczególnego, to wiąże zdania w taki sposób, że niebywale rozbudza ciekawość. Główny bohater jest młody i żyje współcześnie, język jakim się posługuje jest bardzo realistyczny, a wtrącenia niezwiązane z przedmiotem fabuły, tylko potęgują odczucie prawdziwości relacji.
Do każdej informacji, którą podaje - w przypisie znajdziemy odnośnik, skąd pochodzi, daje nam to możliwość weryfikacji. Często zaznacza, że wszystko co się na kartach powieści dzieje - jest praktycznie niemożliwe, a mimo to jest tak realne i tak straszne, że ja niemłoda już osoba bałam się wyjść z sypialni do ciemnego salonu, i wzdłuż kręgosłupa czułam mrowienie, gęsią skórę. 

Autor wie czego się boimy. Nie są to demony - nie z tego świata, nie są to nawet niewyobrażalnie okrutni mordercy. Boimy się poczucia osamotnienia, niewyobrażalnej ciszy, która paraliżuje i osacza, tego czego nie rozumiemy. Dodajmy do tego las pełen artefaktów przeszłości - dziwnych obwarowań bez wejścia, totemów, czy porzuconych obejść i sprawę zaginięć.

Bohaterowie Kariki są kompletnie różni. Główny bohater o górach nic nie wie, interesuje go tylko ciekawy temat na blog, który prowadzi. Mia, dziewczyna Igora, lubuje się w górskich podróżach, Andrej - miłośnik wszelkich nadprzyrodzonych treści i David - fizyk, który nie wierzy w nic nadnaturalnego, twardo stąpa po ziemi i każde niewytłumaczalne zjawisko opisuje jako mistyfikację.
Będziemy z nimi w tym lesie, doświadczymy tego co oni. Od nas zależy tylko czy poczujemy ten klimat, który bez dwóch zdań pieczołowicie zbudował autor i czy uwierzymy w to, co nam zaprezentował. Zapis rozmów z Igorem jest opatrzony nie tylko przypisami, ale i Słowem od autora, który nie przedstawia swojego stanowiska w tej sprawie, nie wiemy czy on sam wierzy w to, co napisał.
Nie przedstawia nam też jedynego wyjaśnienia zaginięć i tego co przytrafiło się grupie śmiałków z opowiadania Igora, co powoduje tylko kolejną porcję niepokoju. Jozef Karika pokazuje też jak niewiele trzeba byśmy stracili pewność siebie, stali się kompletnie niezaradni, rozbici.

"Czytałem kiedyś, że osobowość to nic więcej jak tylko suma wspomnień i doświadczeń wynikających z relacji z innymi ludźmi. Coś w tym musi być, bo kiedy one rozsypują się jak domek z kart, to przestajesz mieć pewność, kim właściwie jesteś".

Polecam właśnie teraz, w czasie niestabilnej jesiennej pogody, kiedy słońce wcześniej chyli się ku zachodowi. Pozwólcie zabrać się "Szczelinie" do lasu i przy zapadającym zmroku poczuć to mrowienie i rodzący się strach.
Sami zdecydujecie czy to wydarzyło się naprawdę, czy może była to jedynie pareidolia?
Tak jak część mnie na zawsze będzie tkwiła na pokładach Terroru i Erebusa, wraz z członkami Ekspedycji Franklina, tak kolejna cząstka mnie utkwiła w "Szczelinie".
9/10.

Zostawiam Was z utworem, o którym jest mowa w treści książki - Zrní - Hýkal.
Zapraszam również na instagram, gdzie za jakiś czas będę miała egzemplarz poszukujący nowego czytelnika. 


Moja opinia o "Strachu" - KLIK


Wydawnictwo: Stara szkoła

Data wydania: 30. listopada 2018
Liczba stron: 412

Kategoria: horror
Tłumaczenie: Joanna Betlej



#77 Żółty krokus - Laila Ibrahim

#77 Żółty krokus - Laila Ibrahim

#115 Żółty krokus - Laila Ibrahim - recenzja - czy warto przeczytać?
Jak już wielokrotnie wspominałam - lubię kiedy fabuła książki ma swoje umocowanie w prawdziwej historii, choćby w najmniejszym stopniu. Już kiedy zobaczyłam okładkę "Żółtego krokusa" wiedziałam jakiej tematyki ta lektura będzie dotykała, a po przeczytaniu zarysu fabuły liczyłam na bardzo wzruszającą opowieść i taką też otrzymałam.

"(...) Zgromadzenie Wirginijskie uchwaliło prawo określające raz na zawsze status Afrykańczyków w kolonii. Głosiło ono, iż "wszyscy służący przywiezieni i sprowadzeni do kraju, którzy w swojej ojczyźnie nie byli chrześcijanami, muszą zostać rozliczeni i trafić do niewoli. Wszystkich niewolników - Murzynów, Mulatów i Indian - w obrębie tego terytorium należy traktować jako element nieruchomości". Ponadto status społeczny niewolników ulegał przeniesieniu raczej z matki na dziecko niż z ojca na dziecko, tak więc niezależnie od statusu ojca dziecko zostawało niewolnikiem, jeżeli matka żyła w niewoli".

Akcja powieści, której autorką jest Laila Ibrahim, toczy się głównie na plantacji Fair Oaks w latach  1837-1859 i w późniejszym okresie - nieokreślonym datami. Bohaterki są dwie - panienka Elisabeth (w skrócie Lisbeth) i czarnoskóra Mattie - niewolnica.
Narratorką jest Lisbeth, którą poznajemy od momentu narodzin. Mattie pracuje na plantacji, której właścicielami są rodzice - dopiero narodzonej dziewczynki. Czarnoskóra kobieta również niedawno urodziła dziecko - chłopca o imieniu Samuel, wobec tego zostaje wybrana na mamkę dla córki właścicieli plantacji i jednocześnie zostaje odseparowana od swojego dziecka.
Od tej pory będzie musiała zajmować się panienką Lisbeth, a swojego syna będzie widywać przez okno i raz w tygodniu na zaplanowanych wizytach. Początkowo Mattie nie żywi głębszych uczuć do dziewczynki, jednak z czasem obdarza ją miłością.
Wychowana w czasach niewolnictwa Lisbeth, ma wpajane - odkąd zaczęła cokolwiek rozumieć z otaczającego ją świata, że posiadanie niewolnika jest nie tylko czymś zupełnie normalnym, ale i jest to niebywałe szczęście. To cel życia czarnoskórych ludzi.

"Kiedy posmarowała już wszystkie rany, jej dłonie pokryte były krwią. Stanęła, żeby ocenić swoje dzieło, i wytarła ręce w sukienkę".

Dwie kobiety z różnych światów. Jedna podległa drugiej i historia o narodzinach rodzicielskiej miłości - mimo że niezwiązanej biologicznie, przywiązaniu i oddaniu.
Książka jest napisana bardzo prostym językiem, bez wyszukanych metafor, czy silenia się na poetykę, a mimo to wzrusza i w niektórych momentach bardzo boli. 
Autorka wyraźnie zaznacza kontrast między bogatymi i wykształconymi „właścicielami” żyjącymi bez jakichkolwiek zasad moralnych, a pozbawionymi wolności ludźmi, uwięzionymi w nigdy niekończącej się ciężkiej pracy, których jedyną szansą na wolność jest ucieczka, karana niezwykle surowo.
Ale to niejedyny kontrast. Drugim są żony „panów właścicieli”. Kobiety jakby na własne życzenie pozbawione samodzielnego myślenia, samostanowienia, przywykłe do własnej wygody i bezsensownej egzystencji skupionej na ładnym wyglądzie, rodzeniu dzieci, i urządzaniu wystawnych przyjęć. Tak bardzo wrosły, wpasowały się w czasy, w których żyją, że kompletnie nie przeszkadza im upodlenie drugiego człowieka, ani wykorzystywanie seksualne niewolnic.

"Mężczyźni mają pewne potrzeby, które muszą zaspokoić, zanim wejdą w związek małżeński z damą".

Jest jednak Lisbeth, córka właścicieli, wychowana przez czarnoskórą niewolnicę, będąca zupełnym przeciwieństwem wszystkich dorosłych i wielkich pań, z jej otoczenia. Dziewczynka, która jest uosobieniem narodzin zmian, wysuwania własnych wniosków, nie sugerowania się zasłyszaną prawdą i twardego przeciwstawienia się krzywdzie. Dorastająca Lisbeth często konfrontuje własne problemy i oczekiwania z tymi, z którymi zmaga się jej opiekunka.
Równocześnie losy Mattie i jej wychowanki pokazują jak to, co dajemy do nas wraca i dlaczego warto być dobrym człowiekiem i nie bać się wychodzić przed szereg by przemówić głosem słabszych.

" - Bardzo się cieszę, że urodziłam się w Ameryce, gdzie człowiek jest wolny". 

8/10.
Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Szósty Zmysł



Wydawnictwo: Szósty Zmysł

Data wydania: 19. czerwca 2019
Liczba stron: 268

Kategoria: literatura obyczajowa
Tłumaczenie: Agnieszka Podolska


#76 Efekt Susan - Peter Høeg

#76 Efekt Susan - Peter Høeg


#114 Efekt Susan - Peter Høeg - recenzja - czy warto przeczytać?

Mam pewną przypadłość. Odkąd pamiętam - gdziekolwiek jestem sama, od razu znajdzie się ktoś chętny, by podzielić się ze mną częścią swojego życia. Nie żebym pytała. Od tak. Przyjdzie i zacznie mówić. Nawet nie muszę się starać, by zadawać pytania. Taka ze mnie kolekcjonerka ludzkich opowieści. 

Główna bohaterka książki Petera Høega ma podobny "dar", z tym że wykorzystuje go do własnych celów i jest on dużo lepiej rozwinięty, co pozwoliło jej wieść dość wystawne życie. Może ja też powinnam tego spróbować?
Jej rodzina nie wydaje się zbyt wyjątkowa - mąż muzyk i para bliźniąt - syn i córka. Tworzą wspólnie obraz pięknej rodziny - jak z obrazka. Ale to tylko obraz. Wszyscy łącznie z Susan mocno narozrabiali, a sama bohaterka siedzi w więzieniu - za usiłowanie zabójstwa. Dostają jednak możliwość wyjścia z opresji bez szwanku, jeżeli wykorzystają dar kobiety.
Ma ona odnaleźć członków tajnej Komisji Przyszłości i dowiedzieć się jakie dane zawierał ostatni sporządzony przez nich raport. Kobieta nie waha
się i podejmuje wyzwanie. Będzie intensywnie, momentami trochę brutalnie zdobywać informacje w otoczeniu tajemnic i śmierci. 

Brzmi nieźle, prawda? Wymęczyła mnie ta powieść...
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej. Teraźniejszość miesza się z retrospekcjami - przy okazji wspomnienia dotyczą różnych lokacji. Bohaterka jest fizykiem kwantowym, wobec tego wszystko analizuje. Przygotowujemy z nią posiłki, które również przepuszcza przez swój magiel fizyka. Czułam się jakbym czytała chaotyczne myśli Rain Mana i Sagi Norén z "Mostu nad Sundem". Zatapiałam się w treść, by za chwilę nie wiedzieć o czym czytam, bo wątek lub też czas się zmienił - bez wyraźnego sygnału. Był nawet moment, że zasnęłam...
Ale wrodzony upór nie pozwolił mi się poddać. Gdzieś tam głęboko w sobie czułam, że pomysł na fabułę może być dobry.

Nie żałuję, że brnęłam do końca. Podobało mi się jak szczątkowe informacje zaczynały tworzyć świetną i spójną historię - futurystyczną. A może nie futurystyczną?
Spodobał mi się też profil psychologiczny bohaterki.  Kiedy poznajemy jej przeszłość, zaczynamy rozumieć skąd u niej taka obojętność na emocje i oziębłość, którą prezentuje. Niektórych czytelników mogą trochę zszokować jej metody wychowawcze, bo jest niezwykle otwarta i pozwala dzieciom na samodzielne podejmowanie wielu decyzji - czy słusznie, to już kwestia dyskusji. Twierdzi też, że nie lubi kiedy się mówi do niej mamo - bo to bezosobowe, jakby dzieci zwracały się do instytucji, a nie do człowieka.

"Niewątpliwie psychologowie potrafiliby to wytłumaczyć, ale brutalna prawda jest taka, że zawsze nadchodzi dzień, kiedy matka tuli swoje dziecko po raz ostatni. Kiedy pojawiają się poważne poszlaki wskazujące, że miłość nie jest zbyt głęboka, że jest darwinistycznym złudzeniem wykształconym po to, by rodzice i inne ssaki dbały o swoje dzieci".

Kiedy odkryłam całokształt powieści, byłam pod wrażeniem pomysłowości autora i jego dbałości o szczegóły. Wszystko to jednak spowija mgła natłoku informacji - w moim odczuciu wielu zbędnych - przez co niezwykle trudno się ją czyta.
Podobało mi się poszukiwanie wyjaśnienia wszystkich procesów rządzących naszym życiem w liczbach, związkach chemicznych. Choć osobiście się z tym nie zgadzam i chcę wierzyć, że możemy być kimś/czymś więcej jak liczbą w zbiorze.

"Świadomość nie jest zjawiskiem samodzielnym. Za dziesięć lat zredukujemy świadomość do psychologii. Całą psychologię do biologii, biologię do chemii, chemię do fizyki, a fizykę do matematyki, którą sprowadzimy do logicznej kalkulacji. Wtedy wystarczy algebra, by w sposób wyczerpujący i zwięzły opisywać prawa rządzące wszelkimi ludzkimi kontaktami".

Uważam, że jest to książka o ogromnym potencjale, który przytłacza nieuporządkowana narracja. Mniej czasem znaczy więcej - i tutaj by to doskonale potwierdziło tę regułę. Niemniej jednak nie mogę ocenić tej książki jako "przeciętna" bo taka po prostu nie jest.  Sprawdzi się jako dobra lektura dla umysłów analitycznych, lubiących wszystko zmierzyć i policzyć, poszukujących wyjaśnienia wszelkich zachowań i zjawisk za pomocą wzorów oraz głodnych zobrazowania wizji świata, do którego niechybnie dążymy.
6/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania:17. września 2019
Liczba stron: 408

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nawrotny
#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#113 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol  - recenzja - czy warto przeczytać?
Na dworze wieje, leje jest szaro i brzydko. Patrzę na książkę, która trochę zawstydza mnie objętością, ale w końcu wstaję, biorę ją z półki i... znikam na weekend w skandynawskich lasach. Po przeczytaniu zarysu fabuły spodziewałam się, że otrzymam historię na kształt serialu "Outlander" lub jak kto woli - na kształt jego literackiego pierwowzoru, a mianowicie "Obcej" autorstwa Diany Gabaldon.
Tak też się stało! Po lekturze czułam się jakbym na raz obejrzała cały sezon i przyznam, że byłam trochę rozczarowana, że przyjdzie mi na kolejny poczekać...

Główną bohaterką "Cudzoziemki" jest Judyta Karpińska - młoda studentka dziennikarstwa, która właśnie przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej. Dziewczyna leczy złamane serce po bolesnym rozstaniu. Nie jest jej łatwo, gdyż sprawca zamieszania powraca do jej życia i próbuje odbudować zaufanie - jakim go wcześniej obdarzyła. Dodatkowo od niedawna męczą ją dziwne sny... Choć walczy ze sobą i umysł podpowiada jej, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to w końcu ulega. Zauważa, że chłopak bardzo się zmienił, ale nie wie na ile to gra, a na ile rzeczywista przemiana. Mają wspólnych znajomych, z którymi wybierają się na objazdowe wakacje po Skandynawii. Na wyjeździe chłopak bardzo zabiega o jej względy, w końcu decydują się spróbować jeszcze raz. I tego wieczora właśnie, podczas incydentu z jednym z kolegów, dziewczyna oddala się od domku, w którym mieszkają i trafia pod tajemniczy głaz.
 
Od teraz nic już nie będzie jej znane, nawet czas. Okazuje się, że jest w tym samym miejscu, w którym była wieczorem z przyjaciółmi jednak wiek nie jest już XXI, a VIII...
Judyta znajduje się w czasach wikingów... I kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Na początku trafia w niewolę, próbuje uciec, ale w końcu dociera do niej, który jest wiek i nie ma dokąd pójść... Próbuje nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, ale stare przyzwyczajenia i różnica - postępu technologicznego, nie ułatwiają jej tego. 

Książka jest napisana niezwykle lekko. Choć pierwsza część trochę się dłuży przez opisy stanów emocjonalnych bohaterki i jej niezbyt porywającą codzienność, to od momentu przejścia przez nią przez wrota czasu jest zdecydowanie lepiej.
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej, bogato okraszonej przemyśleniami młodej bohaterki. Dlaczego wspominam, że młodej? Bo niektóre z jej rozważań są dość dziecinne i mogą starszego czytelnika irytować, ale jak przypomnę sobie swoje - z podobnego okresu w życiu - to niczym wielkim się one nie różniły. 

Będzie wiele komicznych sytuacji - kłótni między Judytą, a ówczesnymi mieszkańcami Skandynawii, z którymi po wielu perturbacjach, nie tylko językowych, uda się jej znaleźć wątłą nić porozumienia.
Będziemy świadkami przemiany bohaterki. Poprzyglądamy się jak z dość nieudolnych zalotów dwójki bardzo młodych ludzi rodzi się miłość, przywiązanie i oddanie. Jak surowość i prostota życia dają Judycie to, czego tak szukała w XXI wieku. Autorka świetnie wplotła w tę historię nasze dzisiejsze gonienie za lepszym jutrem i brak umiejętności docenienia tego, co już mamy. Oczywiście nie jest to książka historyczna, prezentowane postaci są mocno uwspółcześnione, tak samo zresztą jak dialogi.

Przygotujcie się na mieszankę kliku gatunków literackich - powieści obyczajowej, fantastyki, romansu i kilku erotycznych scen. Da się zauważyć, że autorka wiele czasu poświęciła na zbieranie materiałów dotyczących topografii Skandynawii, jej historii i oczywiście mitologii. Znajdziemy tutaj również kilka nawiązań i do naszej starej - słowiańskiej wiary. 
A zakończenie... No cóż, spodziewałam się, że właśnie tak będzie..
Naprawdę świetnie się bawiłam i z przyjemnością wkroczę ponownie do życia Judyty!
8/10.

Za egzemplarz dziękuję autorce - B. M. W. Sobol.

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 15. maja 2019
Liczba stron: 530
Kategoria: literatura obyczajowa
#74 Lanny - Max Porter

#74 Lanny - Max Porter


#112 Lanny - Max Porter - recenzja  - czy warto przeczytać?
Tytułowy bohater powieści Maxa Portera  - "Lanny" przeprowadził się niedawno wraz ze swoimi rodzicami do małej i jakby się mogło wydawać zwykłej wioski leżącej godzinę drogi od Londynu. Życie w owej wiosce płynie - tak jak w każdej innej. Jej mieszkańcy również niczym szczególnym się nie wyróżniają. Codzienność wypełniają im - własne myśli o jakości ich egzystencji.

Tymczasem okazuje się, że wieś należy nie tylko do ludzi, ale i do mitycznej postaci zwanej Praszczurem Łuskiewnikiem. Łuskiewnik wywodzi się z folkloru. Dzieci w szkole rysują go jako liściaste stworzenie z wyrastającymi z ust wiciami. Ten niezwykły stwór budzi się ze snu i wsłuchuje się w wypełniające przestrzeń ludzkie narzekania, plotki, pijacki bełkot czy domowe dramaty. 
Jednak najbardziej interesuje go właśnie Lanny - chłopiec żyjący we własnym świecie. 

Rodzice bohatera to też niczym nie wyróżniająca się para. Mama próbuje pisać krwawy kryminał, a ojciec obraca się świecie finansów. Od czasu do czasu zachwycają się synem jak wszyscy rodzice i jego niezwykłym postrzeganiem świata, często nie rozumiejąc tego, jak wyjątkowe jest ich dziecko.
Mama postanawia nauczyć Lanny-ego rysunku i prosi okolicznego artystę -  Pete'a o dawanie mu lekcji. Jak się później okazuje artysta jest zwany przez mieszkańców wioski Szajbniętym Pete'em. Pewnego dnia Lanny znika...

To niezwykła powieść. Zaledwie 220 stron, które znikają w zastraszającym tempie. Narracja ma dość nietypową formę. Zwykle jest prowadzona w osobie pierwszej przez, któregoś z bohaterów - rodziców chłopca lub Pete'a z opisem przypominającym didaskalia dramatu, dodatkowo przeplata się ona z osobą trzecią, kiedy to wszechobecny narrator opisuje Praszczura Łuskiewnika.
Zdania wypowiadane przez przypadkowych mieszkańców wioski tworzą wzory na kształt melodii, którą żywi się mroczna postać. Polifonia narracji daje czasem efekt lekkiego niezestrojenia fabuły, jednak jest to zamierzone działanie autora i w moim odczucia bardzo tutaj pasuje.

Wraz z Łuskiewnikiem odkrywamy drugie oblicze pięknej, sielskiej wioski.
Za pomocą fantastyki Max Porter odsłania przed czytelnikiem, to czego na co dzień nie widzimy. Brud życia rodzinnego - jaki często ukrywamy za zamkniętymi drzwiami. To jak bardzo denerwuje nas świadomość własnej ułomności i jak piętnujemy każdy wyraz rodzącej się ciekawości świata i otwartości na nieznane. Wszyscy pragną wyjątkowości nie chcąc jednocześnie się niczym wyróżniać.
Nie chcemy pytań, na które nie ma gotowej odpowiedzi.


"Jak ci się wydaje, co jest bardziej cierpliwe, idea czy nadzieja?"

Lanny jest przedstawicielem czystej dobroci i ogromnej kreatywności, do której bodźce znajduje w okół siebie, z taką samą łatwością jak my wynajdujemy sobie nowe zmartwienia. Pokazuje jak łatwo tłamsimy nie tylko czyjeś marzenia, pragnienia, ale własne przysypujemy grubą warstwą rozczarowań. Jak zabijamy w sobie postrzeganie piękna w świecie, które nas otacza i wpadamy w ogólnie przyjęty wzór tego jak powinniśmy żyć.  
Uczymy się zamykać na współczucie, a we wszystkich przejawach dobroci dopatrujemy się drugiego - złego dna - bo dlaczego dorosły mężczyzna, może chcieć uczyć chłopca sztuki i nie chcieć za to wynagrodzenia? 

"Powiedz sama, dziwne to czy nie, że Szajbnięty Pete daje za darmo lekcje Lanny'emu".


Kiedy Lanny znika rusza fala poszukiwań, ale na czym się ona skupia? Wszyscy powtarzają jak formułkę "Gdzie jest Lanny?" tworząc coraz brzydszy obraz jego rodziny i coraz gorsze scenariusze jego oczywistej dla nich śmierci - nie widząc tego co mają pod nosem. 
"Lanny" jest powieścią dość niekonwencjonalną - fantastyczny świat, nazwałabym go nawet baśniowym, który niezwykle realnie ukazuje rzeczywistość. 

Przed lekturą należy przygotować się na ogrom zakamuflowanej treści i przystąpić do niej z bardzo otwartym umysłem. Niezwykła książka, o której długo nie zapomnę. 

Na koniec warto również wspomnieć, że powieść Maxa Portera została nominowana do nagrody Bookera 2019.
8/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania:17. września 2019
Liczba stron: 220
Kategoria: literatura piękna

Tłumaczenie: Jerzy Łoziński
#73 Kurier z Toledo - Wojciech Dutka

#73 Kurier z Toledo - Wojciech Dutka


#111 Kurier z Toledo - Wojciech Dutka - recenzja - czy warto przeczytać?
Mam słabość do literatury, która czerpie z historii. Lubię kiedy autor sięga po rzeczywiste zdarzenia i wplata je w swoje własne wyobrażenia, tworząc niezwykłą historię, która mogła się wydarzyć. Taki też jest "Kurier z Toledo" Wojciecha Dutki.
Chciałabym móc powiedzieć jak najwięcej na temat tej powieści, ale muszę bardzo uważać, by nie zdradzić zbyt wiele i nie odebrać czytelnikom elementu zaskoczenia?
Zacytuję samego autora: "Ta książka może wydawać się okrutna i odważna obyczajowo".  

Głównym bohaterem "Kuriera z Toledo" jest hrabia Antoni Mokrzycki. Przystojny i wykształcony mężczyzna, który jest "zmuszony" ożenić  się z kobietą, której nie kocha i z którą praktycznie nic go nie łączy. Hrabia jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego - studiował literaturę hiszpańską i historię. Jest znany jako specjalista do spraw hiszpańskich i iberoamerykańskich. Kiedy ma okazję wyjechać na zlecenie wywiadu do Hiszpanii, która jest w obecnym czasie (1936 r.) bardzo niestabilna, nie waha się ani chwili. W Polsce zostawia narzeczoną i... kochankę, z którą był bliżej niż z przyszłą żoną. Na miejscu poznaje Teo - anarchistę i ta znajomość zmieni wiele w życiu zawodowym i prywatnym hrabiego. 

"W ostatniej chwili świadomości poeta pomyślał, że jego życie było jak uschnięte drzewko pomarańczowe. Mylił się jednak, sądząc, że było bezpłodne.
Życie jest przecież snem, a we śnie wiecznym drzewa pomarańczowe nie przestają kwitnąć i nigdy nie gubią owoców".

Będziemy uczestnikami wojny domowej w Hiszpanii, będzie krwawo i okrutnie - pamiętajmy jednak, że to literatura piękna! Poznamy pracę szpiegów, jak nieograniczone posiadają możliwości i wpływy, ile znaczy dla nich ludzkie życie. Nikt nie jest taki na jakiego wygląda - niezależnie od tego jakiej narodowości barwy reprezentuje. Antoni Mokrzycki przejdzie prawdziwą metamorfozę - przewartościowuje swoje życie i bardzo się zmieni. Zazna miłości - prawdziwej i pięknej - to ona go odmieni. 

"Mokrzycki zrozumiał, że nędza może kryć w sobie więcej prawdziwej szlachetności, niż posiada niejeden arystokrata z sygnetem na dłoni, uzbrojony w pychę skrojoną wedle własnej miary".

Powieść otwiera Prolog - "Z Dziennika Antoniego Mokrzyckiego" i zamyka Epilog, z tego samego dziennika, choć w nieco innej formie. Powieść jest pisana w osobie trzeciej i wiele w niej nie tylko poetycko brzmiącego języka, ale i samej poezji.

Pan Wojciech Dutka niesamowicie operuje słowem. Jego opisy bardzo oddziałują na wyobraźnię. W niezwykle wysublimowany sposób opowiada o okrucieństwie wojny, nie szczędząc opisów spływających krwią ulic. Doświadczymy też piękna samej Hiszpanii, jej zabytków. Poznamy też wielu artystów - między innymi Ernesta Hemingwaya, Pabla Nerudę, Simone Weil czy Frederico Garcię Lorkę - któremu pamięci autor dedykuje tę powieść.
Na drodze Antoniego stanie również generał Queipo de Llano i sam generał Franco.
Historia z fikcją łączy się i przenika w taki sposób, że ja laik - nie jestem w stanie odróżnić tego co autor wymyślił, od tego co jest prawdą historyczną.
Miłość i to jak o niej opowiada choć "nie miała ona prawa zaistnieć" jest po prostu piękne.
Nie myślałam, że będę w stanie wzruszyć się czytając o związku dwojga ludzi. A to się stało. 
To opowieść o ludzkiej twarzy wojny, okazuje się, że można się odnaleźć wszędzie; nawet pośród wszechobecnej śmierci. 

"Katolicy uwielbiają się biczować za grzechy urojone, ale nigdy niepopełnione".

Muszę też wspomnieć o narzeczonej Antoniego, która nie tylko doskonale obrazuje małostkowość i pustotę myśli niektórych ludzi, ale doskonale obrazuje nas - żyjących w przywileju pokoju. Kompletny brak zrozumienia, niedocenienie życia i problemy na kształt złamanego paznokcia przy ulicach usłanych ciałami zamordowanych.
Kochanka Mokrzyckiego to kontrast - kobieta posiadająca wielu partnerów seksualnych ma niebywale piękną duszę. 
Myślę, że mogę powiedzieć, że dzięki "Kurierowi z Toledo" posmakowałam kultury wysokiej, która nie musi być ubrana w niezrozumiałe słowa by doskonale wybrzmieć.
Ta opowieść, nie tylko z uwagi na zawartą w niej historię miłosną, ma wymiar uniwersalny.
To nie wojna robi z ludzi złych. Ona jedynie sprawia, że to co nosimy w sobie głęboko - ujawnia się niczym już nieskrępowane - to od nas zależy co dopuścimy do głosu.

Panie Wojciechu proszę się spieszyć z "Kurierem z Teheranu" i "Kurierem z Tivoli"!
9/10.

 
Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 4. września 2019
Liczba stron: 352
Kategoria:literatura piękna
#72 Letnia noc - Dan Simmons

#72 Letnia noc - Dan Simmons


#110 Letnia noc - Dan Simmons - recenzja - czy warto przeczytać?

Kiedy chodzi o Dana Simmonsa nigdy nie będę zupełnie obiektywna. Po protu uwielbiam jego styl. Ubiera w słowa światy, które od dawna żyją w mojej głowie. Buduje miasta, tereny, tworzy ludzi i ich emocje za pomocą niezwykle bogatych i długich zdań, które zawsze fundują mi mroczne marzenia senne.
"Letnia noc" stała już od jakiegoś czasu na moje półce zasilając zbiór tzw. stosu hańby. Simmons się nie rozdrabnia, jak długie zdania tworzy, tak samo nie oszczędza na stronach powieści. Za każdym razem choć lubię go czytać wzbraniam się przed lekturą z uwagi na samą wagę książki.
Kiedy zobaczyłam, że wielkimi krokami zbliża się premiera "Zimowego nawiedzenia" postanowiłam dłużej nie zwlekać i przeczytać "Letnią noc".

Powieść opowiada o lecie 1960 roku, które stało się niezwykłe dla grupki dzieci z miasteczka Elm Heaven w stanie Illinois. Skończył się rok szkolny i gmach Old Central School dla jej uczniów odchodzi w zapomnienie nie tylko z uwagi na początek wakacji, ale i rychłe plany wyburzenia budynku, który skrywa wiele tajemnych przejść i zdążył wpisać się już w miejskie legendy. 

W Elm Heaven dochodzi do zaginięcia chłopca, a okoliczne dzieciaki chcąc je wyjaśnić patrolują na rowerach okolice. Podejrzewają oczywiście osoby powiązane ze szkołą :) Ulice przemierza straszny Trupowóz, którego kierowca chce zabić jednego z chłopców, inny z bohaterów z kolei spada ze ściany budynku, a następny odnajduje dziwny tunel, a temu wszystkiemu przygląda się milczący żołnierz, który jak się później okazuje ma jakiś związek z babcią jednego członków patrolu.
W miasteczku zaczynają ginąć zarówno dorośli  jak i dzieci, ale jak to w świecie zwykle bywa, ci wyżsi i starsi nie widzą w tym udziału sił nadprzyrodzonych, a jedyne następstwa nieszczęśliwych wypadków.
Tymczasem grupa dzieci dostrzega rozlewający się po okolicy mrok, który w dziwny sposób łączy się z historią pewnego dzwonu, którego dźwięki od czasu do czasu słychać w nocy.

Dan Simmons choć utrzymuje powieść w znanej nam konwencji - dzieci, wakacje, nadprzyrodzone siły, biblioteka, zbieranie informacji - to robi to we własny sposób. 
Grupa, którą tworzą dzieciaki, jest pełna indywidualności - nie są oni niczym trzej muszkieterowie. Każdy z nich jest inny, każdy ma własne marzenia, cele, nikt tu nie opływa w luksusy i nikt tu nie chce się poświęcać dla ogółu.
Autor nie boi się również krwawo wymazywać kolejnych bohaterów historii. Akcja jak to w jego powieściach bywa rozwija się powoli. Z ogromną skrupulatnością opisuje nam topografię miasta, wygląd poszczególnych bohaterów czy którejś z demonicznych emanacji. 

Historia, która z początku przypomina jedynie wakacje z przygodami zmienia się w prawdziwy horror. Dzieci próbują ratować świat przed zalewającym je piekielnym złem, którego dorośli zdają się w ogóle nie dostrzegać. Co ciekawe każdą z dziecięcych akcji przeciwstawienia się demonom za pomocą na przykład ognia, dorośli są w stanie zawsze wyjaśnić; nie biorąc pod uwagę nieletnich.

Bardzo podobało mi się nawiązanie do wcześniejszej - sprzed Ekspedycji Franklina - historii Erebusa - w połączeniu z wykorzystaniem motywu przeklętego Dzwonu Borgiów, który ma rozpocząć apokalipsę. Pojawiają się tu nawiązania do Aleistera Crowleya, czy do ekranizacji noweli Edgara Alana Poe - "Zagłada domu Usherów". Autor funduje nam prawdziwą plejadę demonów, strachów, straszydeł i tajemnic przeplataną wyszukanymi rodzajami śmierci - od teraz inaczej będę patrzeć na pracujące kombajny. 

Mimo ogromu powieści i niezwykle bogatych opisów nie sposób się podczas czytania nudzić. Myślę, że to jest właśnie zasługa mrocznie magicznego stylu Simmonsa. Jego umiejętności żonglowania faktami, czerpania z dzieł innych autorów w połączeniu z kreacjami jego umysłu. 
Podobno dzieci widzą więcej, mają bogatszą wyobraźnię.
Kto nie pamięta swoich strachów z dzieciństwa? A co jeżeli nie były to tylko wyobrażenia?
8/10. 

#110 Letnia noc - Dan Simmons



Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 29. listopada 2018
Liczba stron: 727
Kategoria: horror

Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
#71 Niezależność - Maurycy Nowakowski

#71 Niezależność - Maurycy Nowakowski


#109 Niezależność - Maurycy Nowakowski - recenzja - czy warto przeczytać?

Parę lat temu na moim pierwszym czytniku e-booków zaczytywałam się w trylogii "Millenium". Byłam i chyba nadal jestem zachwycona wielowątkowością fabuły i oparciu jej na śledztwie dziennikarskim. Dzisiaj przywykliśmy do tego, że kryminał epatuje brutalnością morderstw, rozczłonkowanymi ofiarami, nieudolnym policyjnym śledztwem, które prowadzi niezwykle doświadczony przez los - policjant superman, który sam dojdzie do prawdy.
Maurycy Nowakowski pokazuje, że wspominany przeze mnie schemat nie jest konieczny by stworzyć dobry kryminał, który wielbicielom znanej trylogii Stiega Larssona powinien przypaść do gustu.

"Niezależność w dzisiejszym świecie wiele kosztuje".

Głównym bohaterem "Niezależności" jest Marcin Faron - niezależny dziennikarz, który za jeden ze swoich reportaży dostał nagrodę nazwaną "Ostrym Piórem". Podejmuje on pracę w również niezależnym magazynie "Raport". Polska Partia Narodowa przejęła władzę, co powoduje powstanie m.in. Buntu Artystów Polskich - w środowisku twórców wrze, sprzeciwiają się oni działaniom kontrowersyjnego polityka - Władysława Kuleszy. Sam dziennikarz chce przyjrzeć się Piotrowi Lenartowi - prezesowi agencji Continuitas - który podobno odpowiada za powstanie ruchu twórców z dziedziny szeroko pojętej kultury.
Trzeba tutaj też wspomnieć o Werze Lin - niezwykle utalentowanej aktorce - aktywnie uczestniczącej w protestach, która jest córką Mirosławy Linetty - jednej z najbliższych współpracownic wspomnianego wcześniej ministra, której losy złączą się Marcinem Faronem, za sprawą jej biografii, którą pisze znajomy głównego bohatera.

Kiedy zderzają się ze sobą świat mediów, polityki i kultury dochodzi do tajemniczego zgonu, który pociąga za sobą kolejne. Dziennikarz chcąc dojść do prawdy będzie musiał przeprowadzić śledztwo, które obnaży nie tylko brud polityki, mediów czy sztuki, ale i bliskich relacji międzyludzkich. 

"Trzeba z tym było jednak uważać, bo ludzie nawet głupi i prości mogą wyczuć fałsz i jeśli człowiek nie panuje nad mową ciała, udając na przykład pewnego siebie łatwo wyjść na groteskowego bufona".

Książka Maurycego Nowakowskiego jest od pierwszej strony pełna drobiazgowych informacji - jak w merytorycznie przygotowanym raporcie. Nie jest łatwo wciągnąć się w tę historię - wymaga ona skupienia i przyznam szczerze, że było mi - z uwagi na falę upałów - dość ciężko na początku połapać się w zalewającym mnie morzu informacji.
Jednak wszystko zaczyna się ze sobą łączyć, a gdy pojawia się tajemnicza śmierć fabuła niemal płynie. Odsłuchujemy wraz z Faronem nagrania rozmów, przeprowadzamy wywiady i łączymy wątki, by dawać się zaskoczyć ilością powiązań i... zależności w wielkim świecie polityki.
Wszystkie trzy kompletnie różne - jak mogłoby nam się wydawać - środowiska, są niezwykle ściśle ze sobą powiązane i współzależne.
Sam przeciwko wielu - czy pozostanie niezależny i czy odnajdzie mordercę, w kręgu, którego zainteresowań przez swoje śledztwo się znalazł? 

"- Zastanawiam się, czy demony poprzedniego ustroju mogą dziś już tylko straszyć
z pożółkłych kart starych akt czy może mają jeszcze jakiś wpływ na rzeczywistość".

To nie tylko powieść kryminalna. To książka, po której przeczytaniu zaczniecie zastanawiać się nad definicją tytułowej niezależności i tego czego w ogóle jest ona możliwa w dzisiejszym świecie. Jak sukces na którymś z trzech pół poruszonych tu światów, okupiony jest utrzymywaniem się na powierzchni za pomocą znajomości i pieniędzy. Jak się wygląda codzienność ludzi czynnie wspierających układy i układziki. Czy faktycznie żyjemy w wolnym świecie?

"O czwartej podciągnęła nogi, szczelniej zawinęła się szlafrokiem i zasnęła płytki snem, nie gasząc ani światła, ani telewizora. Głos lektora dawał poczucie bezpieczeństwa i złudne wrażenie, że nie jest sama".

Przy ogromie publikacji o kryminalnej tematyce bardzo żałuję, że "Niezależność" Maurycego Nowakowskiego jest praktycznie pomijana. To misternie utkana historia, która choć fikcyjna zdaje się być obrazem rzeczywistości, w której żyjemy.
Multum świetnie skrojonych postaci, ze bardzo dobrą charakterystyką psychologiczną zostało opatrzone niezwykle realistycznym śledztwem dziennikarskim.


Jeżeli szukacie lektury poza obowiązującym od jakiegoś już czasu schematem, z niezwykle bogatym tłem kulturalno-politycznym to się nie zawiedziecie.
Ode mnie 7/10.


Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 23. lipca 2019
Liczba stron: 382
Kategoria: kryminał/sensacja/thriller

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...