#102 Znany szum morza - Magdalena Majcher

#102 Znany szum morza - Magdalena Majcher


#102 Znany szum morza - Magdalena Majcher - recenzja
Mam nadzieję, że trzecie pokolenie - Jagoda, córka Gabrieli uniknie odziedziczenia piętna ofiary i choć ona zazna prawdziwego szczęścia. 
Tak pisałam po lekturze drugiego tomu Sagi nadmorskiej Magdaleny Majcher.

Dzisiaj, kiedy już za mną "Znany szum morza", wiem że moje życzenie spełniło się jedynie połowicznie.

Jagoda Cymer - córka Gabrieli i Sławomira, wnuczka Marcjanny wychowała się tak naprawdę w morzu miłości, bo nawet ojciec przykuty do łóżka, na tyle na ile jego pokrętna osobowość pozwalała, okazywał córce to uczucie.
Poznajemy ją krótko przed maturą, kiedy nie wie jeszcze dokładnie co chce ze swoim życiem zrobić, choć zewsząd uderza ją przymus podejmowanie szybkich decyzji. Dziewczyna jednak się nie łamie i podejmuje własną; dokładnie przemyślaną.
Chłopak, w którym jest zakochana ma kompletnie inne oczekiwania i wyrusza zdobywać świat. Tymczasem ona studiuje i zostaje w swoim małym miasteczku, w którym krótko po zakończeniu nauki podejmuje pracę.
Od samego początku narracja idealnie współgra z poprzednimi częściami. Wszyscy bohaterowie, stosownie do upływającego czasu, się postarzeli i przeszli różnego rodzaju przemiany wewnętrzne.
Gabrysia i Marcjanna żyją ze sobą w zgodzie. Mało tego, Marcjanna się otworzyła i opowiada o swojej niezwykle trudnej przeszłości naznaczonej wojną, Rzezią wołyńską i gwałtem. Co raz częściej też - wspomina Ignacego.
Otwartość babci służy Jagodzie, która ma z nią głęboką więź i spisuje jej wspomnienia. Gabrielę w końcu spotyka coś miłego w życiu, do tego za jej sprawą nie raz wspomnimy poczciwego Emila.
Czas biegnie i niestety Marcjanna czuje się coraz gorzej, co daje się we znaki całej rodzinie.
W międzyczasie Tomek - ukochany Jagody, wrócił ze swoich wojaży i ponownie zagościł w życiu dziewczyny.
Ich miłość kwitnie, rozwija się. Budują dom, oczekują dziecka... ale jak to często w życiu bywa, los lubi mieć za nic nasze plany.
Mateusz - synek pary, rodzi się z dodatkowym chromosomem.

Będziemy świadkami postępującego czasu i powolnego odchodzenia babci, rozpadu małżeństwa i niesamowitej siły psychicznej Jagody, by jej dziecko miało w życiu tak lekko, na ile to tylko możliwe.

"Ludzie wciąż nie przestają mnie zadziwiać. Potrafią zgotować drugiemu człowiekowi okrutny los, ale umieją też walczyć w słusznej sprawie, pomagać tym, którzy pozornie już żadnej pomocy nie potrzebują, bo przecież życia nikt im nie zwróci".

Magdalena Majcher ma wręcz niebywale lekkie pióro. Tworzy prawdziwe postaci, każda z jej bohaterek mogłaby być nawet naszą sąsiadką. Obrazuje myśli i odczucia wszystkich kobiet. Dodatkowo dba o umiejscowienie historyczne wydarzeń, których jesteśmy świadkami. W trzeciej części Sagi oglądamy zmianę podziału administracyjnego województw, czy wejście Polski do NATO. Nawiązuje również do historii wymordowania rodziny Marcjanny w Rzezi wołyńskiej i wskazuje jak jest ona, mimo upływającego czasu, nadal bagatelizowana.

Opisuje różnice w postrzeganiu tych samych wydarzeń z perspektywy kobiet i mężczyzn. Jak zdarza się nam zwracać do partnerów półsłówkami, które oni powinni przecież umieć zinterpretować, domyślić się...

W "Znanym szumie morza" odnosi się do bezduszności przepisów z jakimi codziennie muszą zmagać się rodzice niepełnosprawnych dzieci. Każdy dzień to tak naprawdę walka, o to by przetrwać kolejny. Jednocześnie obserwujemy jak wielka jest miłość matki i jak potrafi sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu poradzić.

"Oby już nigdy nie nadeszły takie czasy, kiedy nienawiść jednego narodu do drugiego jest tak wielka, że likwiduje się groby, aby wymazać niechciane karty historii".

Niesamowite jest też, jak ta trylogia została przez autorkę przemyślana i połączona. Tutaj wszystko jest zaplanowane - nawet tytuły poszczególnych części mają głębokie znaczenie. Wszystkie są tak samo skonstruowane - składają się z prologu, który koresponduje z epilogiem, a losy kobiet zostały opowiedziane w trzech częściach.

Trzy pokolenia naznaczonych krzywdą kobiet Marcjanna, Gabriela i Jagoda, zmagają się z życiem, które nie oszczędza żadnej. Pokazują, że można odnaleźć nie tylko spokój, ale i sens życia, mimo bagażu złych doświadczeń.
Nie potrafię wybrać najlepszej. Całą trylogię lubię i już teraz często je wspominam, i polecam jako znakomite przedstawicielki emocjonalnej literatury obyczajowej.


Poprzednie części:
Obcy powiew wiatru
Zimny kolor nieba

Wydawnictwo: PASCAL
Data wydania: 18. września 2019
Liczba stron: 400
Kategoria: literatura obyczajowa

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#101 Małe licho i anioł z kamienia - Marta Kisiel

#101 Małe licho i anioł z kamienia - Marta Kisiel

Małe licho i anioł z kamienia - Marta Kisiel - recenzja - czy warto przeczytać?

Na samym początku muszę zaznaczyć, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Marty Kisiel. Choć "Małe Licho i anioł z kamienia" z założenia skierowane jest do młodszych czytelników, to gwarantuję, że i dorośli będą nie tylko doskonale się podczas lektury bawili, ale i co wrażliwsi się wzruszą.

Jest to druga część cyklu zatytułowanego po prostu "Małe Licho", a przejawiające się w fabule postaci - jak zdążyłam się już zorientować - pochodzą również z innych książek autorki.
Bożydar Antoni Jekiełłek - zwany Bożkiem (pół chłopiec, pół widmo i... pół glut) mieszka w swoim domu wraz ze swoją nadzwyczajną rodziną i przygotowuje się do Świąt Bożego Narodzenia. Cała rodzina pierniczy i zastanawia się nad  związkiem foremek do pierników, w kształcie przeróżnych zwierzątek, z nadchodzącą Gwiazdką. 
Przy okazji wujek Konrad wyjaśnia Bożkowi - jak to z tymi świętami jest i czy to, że chłopiec nie uczęszcza na religię w szkole, rzeczywiście wyklucza go z kręgu świętujących ten rodzinny i wspaniały czas.
Po Świętach przychodzi Sylwester, po którym z kolei - w domu wybucha epidemia ospy i Bożek, Tsadkiel oraz Gucio zostają zawiezieni przez mamę do domu ciotki Ody, by uniknąć zarażenia. To tam rozegra się główny wątek z udziałem rogatego Bazyla, czorta z tyłozgryzem i Wiły.

"- Jest dobro i jest zło. Nie można być trochę dobrym ani trochę złym.
 - Można - odparła ciocia z żartobliwym uśmiechem. 
- Wystarczy być człowiekiem".

Rzadko tak mówię, ale ta książka jest po prostu cudowna. Przeczytałam ją w niecałe 2 godziny śmiejąc się i wzruszając na zmianę. Cudowny styl i zabawa językiem, nawiązania do twórców z okresu romantyzmu, czy baroku.
I treść! Tak głęboka i pouczająca, mimo że przecież niezbyt obszerna. Znajdziemy tutaj odniesienia do tolerancji, czym ona jest i dlaczego jest tak ważna. Świat nie dzieli się tylko na dobrych i złych. Nikogo nie należy oceniać po pozorach, bo nawet sam czort może okazać się przyjacielem. Autorka porusza też motyw nadmiernej opiekuńczości, chronienia za wszelką cenę przed wszelkim, nawet wydumanym złem. Czasem wystarczy, że będziemy i pomożemy wtedy, kiedy tego naprawdę potrzeba. Wspomina również nasze nadmierne unoszenie się dumą i niemożność prawdziwego podziękowania - na przykład za szczery, choć być może nieidealny - prezent.

Cała ta bogata treść ubrana w niezwykle, fantastyczne scenerie jest tak ciepła i miła, że podczas czytania można poczuć się jak... w domu? 
Nie mogę również nie wspomnieć o cudownych ilustracjach, które sporządziła Paulina Wyrt. Idealnie obrazują magiczny świat Bożka.
Dodatkowo w książce pojawiają się również motywy słowiańskie, co bardzo mnie cieszy, bo już najmłodsi mogą zapoznawać się naszymi kulturowymi korzeniami.
To na pewno nieostatnia książka spod pióra Marty Kisiel, którą przeczytałam!


"- Bo właśnie tak robią prawdziwe anioły! - ciągnął chłopiec, już całkiem pozwalając, by poniosła go złość. Nie odrywał przy tym chabrowych oczu od osłupiałego Tsadkiela. - Nie oceniają, nie zrzędzą, nie węszą wszędzie spisków i smrodów, byleby się znów przyczepić i udowodnić swoją wyższość, tylko pomagają komuś w potrzebie. KAŻDEMU KOMUŚ!"





Wydawnictwo: WILGA
Data wydania: 30. października 2019
Liczba stron: 304
Kategoria: literatura dziecięca

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

ZAPOWIEDŹ - Anonimowa dziewczyna -  Sarah Pekkanen, Greer Hendricks

ZAPOWIEDŹ - Anonimowa dziewczyna - Sarah Pekkanen, Greer Hendricks

ZAPOWIEDŹ - Anonimowa dziewczyna -  Sarah Pekkanen, Greer Hendricks
22. października będzie miała premierę "Anonimowa dziewczyna" autorstwa duetu pisarskiego Sarah Pekkanen, Greer Hendricks.

Opis od wydawcy:
Gdy Jessica Farris zgłasza się do udziału w badaniu psychologicznym prowadzonym przez tajemniczą doktor Shields jest przekonana, że będzie musiała jedynie odpowiedzieć na kilka pytań, po czym odbierze wynagrodzenie i na tym skończy się jej rola.
Jednak gdy pytania stają się coraz bardziej natarczywe i dogłębne, a sesje badawcze przeradzają się w zadania do wykonania, podczas których Jessica dostaje wytyczne, jak ma się ubrać i zachowywać, dziewczyna zaczyna mieć odczucie, że doktor Shields zna jej myśli… i wie, co Jess ma do ukrycia.
W im większą Jess popada paranoję, tym bardziej jasne staje się dla niej, że nie wie już, co w jej życiu jest realne, a co stanowi jeden z eksperymentów manipulacyjnych doktor Shields. Uwikłana w sieci podstępnych oszustw i zazdrości, dziewczyna szybko się przekonuje, że niektóre obsesje bywają zabójcze…

„Kolejna gęsta, trzymająca w napięciu powieść… Bawcie się dobrze, obserwując, jak rozgrywa się ta zabawa w kotka i myszkę”.
Kirkus Reviews

„Hendricks i Pekkanen w szczytowej formie. Nie przewidzicie finałowego zwrotu akcji!”.
People Magazine

WYRÓŻNIENIA, JAKIE SPOTKAŁY ANONIMOWĄ DZIEWCZYNĘ:
„Książka tygodnia” People Magazine
„50 najbardziej wyczekiwanych książek 2019 roku” HelloGiggles
„Najlepsza powieść kobieca 2019 roku Marie Claire
„Książki, których nie możesz przegapić” Hypable
„Książki 2019 roku, które musisz zabrać na spotkanie klubu książki” Cosmopolitan


Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka i już można ją zamawiać na stronie wydawnictwa - KLIK.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 22. października 2019
Liczba stron: 448

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał
Tłumaczenie: Marta Faber

#100 Opowiadania - Zdzisław Beksiński

#100 Opowiadania - Zdzisław Beksiński


#100 Opowiadania - Zdzisław Beksiński  - recenzja - czy warto przeczytać?

Kiedy usłyszymy nazwisko Beksiński, to od razu w głowie kształtuje się nam wizja mrocznych, niepokojących i jednocześnie intrygujących obrazów, grafik czy fotografii. Mało kto wie, że Sanocki Mistrz pisał również opowiadania, których kilka zostało wydanych nakładem Wydawnictwa Bosz.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to ekskluzywność tej publikacji. Książka jest szyta, zdobi ją twarda oprawa, a tę chroni obwoluta. Wszystko jest utrzymane w minimalistycznym stylu, jednak złocenia, niepublikowane wcześniej szkice czy fragmenty maszynopisów - nadają wydaniu niemal luksusowy charakter.

Przedmowa została napisana przez Wiesława Banacha dyrektora Muzeum Historycznego w Sanoku, z której możemy się m. in. dowiedzieć, że Pan Beksiński chciał się realizować na polu kinematografii, jednak na studia filmowe nie zgodził się jego ojciec. Aparat fotograficzny miał być swojego rodzaju namiastką jego niespełnionych marzeń. Dość szybko zaczął go używać jako narzędzia do dalszych, niezwykle udanych, eksperymentów. Ponadto, na początku nadawał swoim fotografiom tytuły, co miało zachęcać odbiorcę do werbalnego opisu tego, co dostrzega. Uważa się, że była to forma narracja.
Wiesław Banach sądzi, że próby literackie malarza mogły być jakąś formą rekompensaty za brak możliwości realizowania się na polu filmowym. W związku z tym, że największą swobodę twórczą odczuwał jako malarz, porzucił swoje próby pisarskie. 

Opowiadań w zbiorze jest 25. Ich wyboru dokonał autor Posłowia - Tomasz Chomiszczak - romanista, literaturoznawca, profesor nadzwyczajny w Instytucie Neofilologii (Katedra Literatur Francuskiego Obszaru Językowego) Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. 

Choć teksty są kompletnie różne (nie tylko pod względem długości), to mają wiele cech wspólnych. Narrację prowadzi doszukujący się we wszystkim ciągów logicznych Obserwator. Są niezwykle mroczne, pełne gęstej, przytłaczającej atmosfery - zupełnie jak twórczość wizualna autora. Wzbudzają niepokój, a niektóre - jak na przykład "Wilki" - nawet grozę.
Nie da się wyzbyć z głowy obrazu jaki w niej kształtują. Większość z nich opowiada o przemijaniu, o drodze ku śmierci. O wiecznym poszukiwaniu sensu istnienia i ciągłego dochodzenia do tego samego wniosku, że go po prostu może w naszym życiu nie być. Świat widziany oczami jego wyobraźni to antyutopia.
Można w nich również odnaleźć (np. w opowiadaniu "Lustra") odwołanie się do Boga jako wykładowcy. Autor często wspomina również o spętaniu strachem, o życiu w ograniczeniach narzucanych przez własny umysł. Zauważa, że lepiej poznać prawdziwy strach niż być więźniem tego wyimaginowanego. 

Beksiński pisał swoje historie w formie onirycznych wizji i to niezwykle bogatych, surrealistycznych. Zdania, które budował niekiedy zdają się nie mieć końca - zupełnie jak niezwykle ogromne obiekty, które często malował. Bawił się formą, wprowadzał powtórzenia, czasem prowadził coś na kształt dialogu.
Każdy z tekstów ma charakterystyczny rytm i niezwykle dobrze czyta się je na głos - w formie ćwiczenia dykcji. Gdy wspomni się czasy, w których tworzył swoje historie, można odnaleźć odwołanie do sytuacji politycznej. Podobnie jak autor Posłowia widzę wiele odniesień do kinematografii. Niektóre z tekstów z powodzeniem mogłoby służyć jako scenariusze scen. 

"Mój groteskowy żywot rozpisany jest na głosy jak partytura sonaty skrzypcowej; w krótkich momentach gdy skrzypce grają solo, zasypia fortepian, śpią skrzypce; natomiast ani sekundy nie śpią skrzypek i pianista, nie powinna spać też publiczność".

Zaskoczyła mnie uniwersalność tych historii. Opowiadanie "Bakterie" napisane  w 1964 roku świetnie obrazuje nas - dzisiaj. Nastawieni na niemyślenie, na klikanie zautomatyzowanych aparatów, uczymy się powtarzać schematy. Ktoś musi nam napisać, powiedzieć, że coś się nam powinno podobać - inaczej nie zwrócimy na to uwagi. Potem powtarzamy jedni po drugich te same zdania.
Nastawiamy się na doznanie, a nie czucie emocjonalne, bo to prowokuje nas do myślenia, którego wolimy unikać.

Wszystkie wybrane historie są niezwykłe, niezwykła jest też ich forma - ale w przypadku Zdzisława Beksińskiego nie może być mowy o przeciętności. 
Był bardzo krytyczny w stosunku do swoich tekstów i chyba niesłusznie dopatrywał się w nich - zbyt wielkiej inspiracji innymi znakomitymi pisarzami, przez co zaprzestał pisania i już do niego nie powrócił. 
Każda z historii zawartych na kartach tego zbioru mocno pobudza wyobraźnię i tworzy nie tylko wiele możliwości interpretacji, ale umożliwia dostrzeżenie choć niewielkiego skrawka tego, co widział ten wielki Artysta.
Niestety nie jest to lektura dla każdego. Trzeba trochę znać historię autora, by móc zrozumieć jego drobiazgową, wręcz matematyczną analizę wszechrzeczy. Będzie, jednak, świetnym prezentem dla każdego fana kreatywnego dorobku Zdzisława Beksińskiego i dla czytelnika lubującego się w zabawach językowych, charakteryzującego się wolnością wyobrażeń. 

Przyznam, że niezwykle obszerne Posłowie, trochę mnie zmęczyło. Podobało mi się wskazanie nawiązań do kina, czy dzieł innych autorów, jednak cytowanie całych fragmentów Opowiadań i tłumaczenie czytelnikowi wprost o czym autor mówił - uważam za zbędne. 

Swoją przygodę z prozą Zdzisława Beksińskiego uważam za niezwykle udaną. Wybrałam się na dość długą, mroczną i kreatywną podróż, z której planuję nieprędko wrócić.
Każda z historii wybranych do antologii, otwiera w mojej głowie wiele drzwi i wskazuje nowe pokłady inwencji twórczej. 
Wiesław Banach nazywa Zdzisława Beksińskiego człowiekiem wielu talentów i ma w tej materii niepodważalną rację.
8/10.

#100 Opowiadania - Zdzisław Beksiński  - recenzja


Wydawnictwo: BOSZ
Data wydania: 6. maja 2015
Liczba stron: 416
Kategoria: literatura piękna

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#99 Noc komety - Ewelina Matuszkiewicz

#99 Noc komety - Ewelina Matuszkiewicz

#99 Noc komety - Ewelina Matuszkiewicz - recenzja - czy warto przeczytać?"Noc komety" to kontynuacja losów bohaterów, których poznaliśmy już w "Białym latawcu", jednak to w jaki sposób jest prowadzona narracja umożliwia czytanie obu powieści niezależnie. 

Ponownie zaglądamy do Kozienic, by przyjrzeć się życiu Mai i jej męża Krzysztofa, u których pomieszkuje Ada - siostra cioteczna Mai, która podobnie do niej chce rozpocząć w tym miasteczku nowe - lepsze życie. Okazuje się też, że świeżo upieczeni małżonkowie nie są tak szczęśliwi jak, teoretycznie, być powinni.
W tle co jakiś czas przemyka niczym cień Mario.
Poznajemy Ewę, młodą panią weterynarz, matkę bliźniąt, którą wspiera maż Adam, miłośnik zdobywania ośnieżonych szczytów. Kobieta bardzo dużo pracuje, ma plany rozbudowy swojej działalności i wytrwale dąży do ich realizacji.
Jest też Agata, żona burmistrza Kozienic, która choć dawno wypuściła dzieci z gniazda, nadal chyba sobie z tym nie poradziła i tkwi w rytmie życia jaki wiodła przez lata. Mąż jej nie rozumie, dzieci studiują, schorowana i zgorzkniała matka, stale coś komentuje, a jej ukochany pies powoli odchodzi.
Ich wszystkich łączy historia kobiety, która porzuciła prowadzony przez nią pawilon i pojechała szukać męża, który wyemigrował za granicę, zostawiając żonę z... długami.
Do tego wszystkiego akcja toczy się od początku do końca grudnia - najbardziej rodzinnego miesiąca w całym roku.

Mając jeszcze w pamięci dość lekki charakter pierwszej części zaparzyłam sobie herbatę i zatopiłam się w ten małomiasteczkowy klimat. Rozdziały w "Nocy komety" ponownie przypominają kartki z kalendarza, a tytuły podrozdziałów pochodzą z innych polskich piosenek. 
Bohaterów jest dość dużo, jak w "Białym latawcu", niektórych już znamy, a innych autorka dopiero nam przedstawia. Pani Ewelina Matuszkiewicz ma dar do charakteryzowania postaci, w taki sposób, że nie ma możliwości pogubić się w ich gąszczu, ponadto na samym początku mamy coś w rodzaju drzewa genealogicznego, do którego zawsze można zajrzeć.
Najpierw poznajemy wycinki z życia, z dnia każdej z rodzin, a potem wszystko się w jakiś sposób ze sobą splata.
Kiedy pisałam o pierwszej części wspomniałam, że raczej nie zostawi nas ona z głową pełną przemyśleń, a jedynie umili wieczór - w przypadku drugiej części jest kompletnie inaczej.
Bohaterowie stają się bardzo prawdziwi, to nie tylko mogą być nasi sąsiedzi, których widzimy gdzieś tam zza firanki, to możemy być my. To świetny przykład na to jak pozornie idealne życie, może być więzieniem, w którym tracimy cel i się dusimy. Tak się przyzwyczailiśmy do swojej codzienności, że nie potrafimy jej zmienić, mimo że mamy ku temu możliwości. 

Dlaczego bliscy ludzie stają się dla siebie ciężarem i podcinają sobie wzajemnie skrzydła?
Dlaczego nie potrafimy mówić otwarcie tego, co się nam nie podoba i zwlekamy z podjęciem decyzji, która wszystkim wyszłaby na dobre? Nie dzielimy się smutkiem, poczuciem straty czy tęsknotą, choćby za zwierzęciem...
Po co stale niektórzy z nas umartwiają się, niepotrzebnie, w wiecznym poświęceniu, skoro - raz - nikt tego od nich nie wymaga, dwa - nikomu to nie służy?
Po co zakładamy, że na wszystko, co możemy mieć, musimy w jakiś sposób zasłużyć? 
Ile razy zdarzyło się nam tak się zafiksować na jakimś marzeniu, że stało się ono obsesją, a w gruncie rzeczy przestało ono już mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie?
Pierwszy raz spotkam się z literaturą obyczajową, która nie sięga do jakichś odległych wydarzeń historycznych, nie bazuje na wielkich tragediach, a jedynie na prostym życiu. Potrafi wciągnąć w swój świat i przedstawić go w interesujący sposób. To była dobra książka! Czekam na "Cudne manowce"!
8/10.

#99 Noc komety - Ewelina Matuszkiewicz - recenzja


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Skarabeusz.



Tutaj pisałam o "BIAŁYM LATAWCU"




Data wydania: 25. października 2018
Liczba stron: 328
Kategoria: literatura obyczajowa
#97 Zabójstwo na cztery ręce - Karolina Morawiecka

#97 Zabójstwo na cztery ręce - Karolina Morawiecka


#97 Zabójstwo na cztery ręce - Karolina Morawiecka - recenzja - czy warto przeczytać?
Kiedy parkiet aż skrzypi od wirującego morza, spoconych ludzkich ciał, a stoły uginają się pod ciężarem niemożliwego do pochłonięcia przez gości weselnych jedzenia... Ktoś, wbrew czujnemu spojrzeniu Wdowy po aptekarzu, dźga Tomka Czaję szpikulcem od czekoladowego fondue, a jego zwłoki pozostawia w składzik...  i do tego pośród rolek papieru toaletowego!

Karolina Morawiecka, w swej przerobionej - na jej duże potrzeby - nowej sukni, w poszukiwaniu odosobnienia w celach, ugh... poprawy perystaltyki jelit, trafia na owego truposza.
Po chwili niemej konsternacji dochodzi do wniosku, że jest to sprawa idealna dla jej wytrawnego zmysłu dedukcji. Wiedziona naturalnym instynktem, wraz ze swym Watsonem w habicie, przemierza rozległe tereny sali weselnej. Lawiruje między galaretką z zimnych nóżek i daniami wegańskimi w celu wykrycia sprawcy.
Tymczasem współbiesiadnicy śledczego duetu doskonale bawią się na przyjęciu, na cześć zawarcia związku małżeńskiego Alinki i Rafałka, których znamy już z poprzednich części. Parze naszych doskonałych detektywów towarzyszy druga, również nam już znana - Karolina i Jacek, krakusi, sąsiedzi Morawieckiej.

Tym razem intryga, uknuta w celu zgładzenia listonosza, przerosła moje najśmielsze oczekiwania! 
Jakie to było śledztwo! Jak zawsze u Pani Morawieckiej (albo ich obu) nie było krwawo, było za to śmiesznie! I to jak! Parsknęłam ze śmiechu w głos już na drugiej stronie - kiedy zrozumiałam, co nasza mahoniowowłosa bohaterka wyczynia!
Kojarzycie tę sytuację kiedy na siłę, w sklepie, ubieracie za małe ubranie, a trochę wstyd poprosić o większe? Jakie ja poczułam zrozumienie! Jaki między nami się nawiązał niemy dialog! Związek dusz, bym rzekła, nawet!
Zbieranie materiału dowodowego - w rytmie klasycznych przyśpiewek weselnych, intonowanych z ust Pana Heńka. Prowadzenie obserwacji podejrzanych - w trakcie wyszukanych zabaw weselnych. Odnajdowanie sensu w mapach plam z niezwykle bogatego menu.
To było najlepsze - klasyczne, choć przeprowadzone niecodziennych warunkach, śledztwo kryminalne, ze wszystkich przygód naszej polskiej Jane Marple! 
Ależ autorka uchwyciła esencję polskiego wesela! Pełne niedorzeczności, towarzyskich niuansów i nie wylewania za kołnierz - chyba, że nakapania na obrus... 

"Alinka skończyła w momencie, kiedy pan Henio zmienił rytm.
- Łejk mi ap - wychrypiał do mikrofonu znienacka - bifor jor gołgoł..."

Na samym początku znajdziemy Plan Dworku Pod Modrzewiem, w którym ma miejsce zbrodnia, tj. wesele...
W środku znajdziemy nawet weselne menu :)
A hipotetyczne wersje wydarzeń będziemy oglądać w formie scenariuszy sztuki, z klasycznych dzieł literackich. 
Styl wypowiedzi pozostaje niezmienny i jest nadal niezwykle bogaty! 

Czuję się bardzo usatysfakcjonowana tą częścią. Zarówno poziom intrygi, prowadzonego śledztwa i żartu bardzo mi odpowiadał. Nie wiem też, jak Pani Karolina - autorka - to robi, ale z każdą częścią odnoszę wrażenie, że one jeszcze lepiej operuje językiem polskim. 
Cieszę się, że mogłam poznać Wdowę po aptekarzu, choć czasem czuję, że ona gdzieś w mojej okolicy mieszka i że znałam ją już wcześniej!
8/10. 

Pisałam już o części pierwszej - Śledztwo od kuchni.
A także o części drugiej - Morderca na plebanii

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 18. września 2019 Liczba stron: 288 Kategoria: komedia kryminalna

#95 Rekursja - Blake Crouch

#95 Rekursja - Blake Crouch

#95 Rekursja - Blake Crouch - recenzja - czy warto przeczytać?
Jest paru takich autorów, których książki podnoszą mi tętno, sprawiają, że się pocę i drżą mi ręce - zbyt mocno się ekscytuję. Do tych autorów należy Blake Crouch. Jego trylogia o Wayward Pines mimo że czytana nie tylko przeze mnie, to nadal jest w doskonałym stanie. Bywam w takich przypadkach estetyczną terrorystką. 
Kiedy zobaczyłam, że Wydawnictwo Zysk i S-ka ma w planach wydanie "Rekursji" się tak telepałam w ekscytacji parę miesięcy...

Czym jest tytułowa Rekursja? Najbardziej krótko jak się tylko da - to inaczej  rekurencja - czyli na przykład (jak podaje Wikipedia) - odwołanie się funkcji lub też definicji do samej siebie (w podanym linku do Wikipedii jest prosty przykład - jakby ktoś chciał zgłębić temat).
Już tytuł powoduje pewien mętlik w głowie, prawda? Sam autor w Podziękowaniach nazywa tę książkę najtrudniejszą jaką napisał.

Barry Sutton - policjant, próbuje uratować pewną kobietę przed skokiem z dachu. Okazuje się, że niedoszła samobójczyni cierpi na ZNW - Zespół Nieprawdziwych Wspomnień. Kobieta pamięta swoje życie, które wiodła z jakimś mężczyzną, była jego żoną i miała z nim syna. Pamięta wszystko dokładnie z datami, imionami, nazwiskami. Nawet odwiedziła tego mężczyznę, który podobno był jej mężem, ale on nie podzielał tych wspomnień. Barry się stara, jednak kobieta trawiona życiem, którego nie było, skacze z budynku. Zasiała jednak w głowie policjanta ziarno niepewności... Dodatkowo okazuje się, że coraz więcej osób zaczyna "chorować" na ZNW.
Helena Smith - doktor neuronauki, jest córką kobiety, która powoli zapomina swoje dotychczasowe życie. Podejrzewam, że to temat wielu czytelnikom dość bliski - choroba Alzheimera, czy starcza demencja. Ma ona jednak pomysł, który może zrewolucjonizować świat. Konstruuje, pomijając wszystkie inne części składowe tego projektu, fotel, którego zadaniem jest mapowanie wspomnień i ich przywoływanie.
Kto z nas nie chciałby raz jeszcze dokładnie zobaczyć jakiegoś wydarzenia, które coś w jego życiu znaczyło.
Losy dwójki bohaterów się mocno splatają, a fotel Heleny umożliwi coś więcej niż tylko reaktywacje wspomnień.

Wiedziałam, że Blake Crouch mnie nie zawiedzie! Tak się pisze thrillery futurystyczne! Nie skłamię jeżeli napiszę, że tę książkę można przeczytać na raz... ale... to nie będzie ona dobrym wyborem dla czytelnika, który liczy na trywialną fabułę.
Trzeba myśleć dość intensywnie, żeby się nie pogubić, zrozumieć co się dzieje i kiedy się dzieje.

Interesuje Was temat czasu?
Tego czym jest i jak go postrzegamy i dlaczego błędnie to robimy? Crouch choć mocno miesza linie czasowe, następstwa zmian i możliwości jakie one dają, to robi to w niezwykle zrozumiały sposób.
Dodatkowo w intrygującą i cały czas biegnącą w szaleńczym tempie akcję, wplata filozoficzne rozważania na temat ludzkiej natury. Jesteśmy sumą wspomnień, bez nich nie ma naszej tożsamości. Co się by z nami stało, gdybyśmy wymknęli się temu w jaki sposób postrzegamy upływający czas - a postrzegamy go liniowo? Czy wykluczenie śmierci, z powodu możliwości innego jego postrzegania jest naprawdę ucieczką od umysłowych ograniczeń? Kto nie marzył choć przez chwilę by zrobić coś inaczej w swojej przeszłości. Tylko czym ona jest?
Żyjemy w systemie naczyń połączonych. Często się nam wydaje, że nasze życie nic dla ogółu nie znaczy, nie mamy na nic wpływu. Autor wyeksponował znaczenie jednostki, tego jak jej los wpływa na los kolejnych osób, aż wreszcie na całą ludzkość.

Choć pomysł na powieść sam w sobie nieźle poplątany - i niektórzy czytelnicy mogą na chwilę się w niej zagubić, to bohaterowie tej historii są naprawdę realni, miotają się w swoich czasem mało oczywistych wyborach. Styl jakim pisze autor pozwala dostrzec całość jako zmieniające się obrazy.
Już się nie mogę doczekać ekranizacji, a będzie zrealizowana przez Netflix.

Pisarz świetnie połączył możliwości jakie daje fizyka, logika i nasza biologia - szyszynka i wydzielana przez nią substancja psychoaktywna
Sam pomysł na fabułę można określić mieszanką: serialu "Dark" , "Linii życia" z domieszką "Przeznaczenia", okraszone oczywiście stylem autora.
Uwielbiam takie historie, które są logiczne, a kompletnie wymykające się naszemu pojmowaniu rzeczywistości. To chyba najbardziej pokręcona książka jaką w życiu czytałam i jednocześnie najbardziej logiczna? Mój egzemplarz jest niemal cały pozaznaczany i opatrzony moimi zapiskami.

Mam nadzieję, że moja nadmierna ekscytacja nikogo nie zniechęciła do lektury!
A Ty skorzystałbyś z możliwości reaktywacji wspomnień i... ich zmiany?
8/10.

#95 Rekursja - Blake Crouch - recenzja - czy warto przeczytać?

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 17. września 2019
Liczba stron: 366

Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
#94 Stephen King - Instytut

#94 Stephen King - Instytut

#94 Stephen King - Instytut - recenzja  - czy warto przeczytać?

Ze Stephenem Kingiem zaprzyjaźniliśmy się wiele lat temu. Różnie z tą naszą przyjaźnią było - często rozchodziliśmy się, by na nowo się odnaleźć. Zrobiliśmy sobie długą przerwę, sądzę nawet, że było to parę lat, aż do wydania przez Wydawnictwo Albatros - "Instytutu". 
Jakoś, tak wewnętrznie, poczułam potrzebę ponownego zagłębienia się w mroczne czeluści umysłu pisarza, nazywanego niezwykle często Królem Horroru.
Może na wstępie już zaznaczę, że ja za takowego Go nie uważam i do ślepego uwielbienia jego pióra - równie mi daleko.

W obiekcie zwanym Instytutem przetrzymuje się niezwykłe dzieci, a mianowicie posiadają one zdolności telepatyczne i telekinetyczne. Osoby prowadzące ten mroczny przybytek, chcąc wzmocnić w nich umiejętności parapsychiczne - przeprowadzają różne testy. Często bardzo bolesne i mogące zakończyć się nawet śmiercią badanego. Ich okrutne eksperymenty są oczywiście ściśle tajne. Porywane dzieci znikają, by się już nigdy nie odnaleźć.

Nie ma w "Instytucie" odczucia grozy. Chyba, że ktoś jest szczególnie na nią wrażliwy. Jest tajemnica, którą odkrywamy kawałek, po kawałku. Fabuła nie jest zaskakująca, prawie od samego początku wiemy - do czego to wszystko prowadzi. Stephen King to niebywale utalentowany bajarz, gawędziarz. Pisze dużo, często mocno wokół tematu, tutaj na przykład często odnosi się do sytuacji politycznej Stanów Zjednoczonych, ale jakoś mi to w "Instytucie" nie przeszkadzało.
Motyw międzynarodowego spisku, izolacja dzieci od świata zewnętrznego, krzywda jakiej doświadczają z rąk dorosłych i ich niesamowite zdolności tworzą mroczny i intrygujący klimat, w który się po prostu wsiąka.
Kiedy już trafiłam z głównym bohaterem książki - Lukiem Ellisem do tej tajemniczej bazy, to nie wiedziałam jak to się stało, że nagle znalazłam się w połowie z 672. stron.

Pisarz powoli odsłania karty. Samo umiejscowienie obiektu już miło pobudziło moją wyobraźnie. Dzieci dzielą Instytut na połowy - Przednia, w której znajdują się na początku swojej drogi, gdzie robi się im m. in. zastrzyki na kropki (to tylko brzmi tak niewinnie) i Tylna Połowa, która też ma swój podział, który wieńczy Warzywniak.
Czytelnik choć wie, że żadna z tych "Połów" nie skrywa nic dobrego, to z wielką ochotą, graniczącą z fascynacją, zagłębia się w opowieść.
Gdy dotarłam do punktu zwrotnego, że tak nazwę treść opisującą - walkę dobra ze złem - pracownicy Instytutu kontra dobry Nocny Strażnik, mój entuzjazm nieco opadł, ale i tak bawiłam się przednio. 

Rozrywka w czystej postaci! 
 
Nie będziemy tutaj wielce rozmyślać i zastanawiać się jak co należy zinterpretować - choć oczywiście można. Głowę jednak wypełniają obrazy - jak na dobry i mroczny, film akcji przystało.
Bohaterowie, których wykreował, również - do czego tak naprawdę mnie przyzwyczaił, świetnie skonstruowani. Nie da się nie zauważyć, jakim jest dobrym obserwatorem ludzkich zachowań.
Końcówka, jak to u Kinga... można inaczej? Pewnie tak, ale to już nie byłby On.
Myślę, że to odpowiednia książka, aby rozpocząć przygodę z jego twórczością. Jeżeli jej ktoś jeszcze nie posmakował, choć ilekroć spotykam się z tym stwierdzeniem, jestem co najmniej lekko zdziwiona...
Jest intrygująco, jest mrocznie, ale bez tego "horroru", którym kiedyś raczył niemal każdą swoją powieść.

Hmm...
Jakby to sensownie podsumować... Wydawnictwo Albatros promowało tę książkę z tekstem przewodnim "King jest wielki" - jest... nie da się temu zaprzeczyć, więc wejdźcie do Instytutu i pozwólcie się porwać festiwalowi serwowanych przez niego efektów specjalnych :)


Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros.



Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 11. września 2019
Liczba stron: 672
Kategoria: horror
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

Wykonałam kilka próbnych wydruków moich prac.
Wyszły na tyle dobrze, że mogę się nimi, z paroma osobami podzielić.
Poniżej te, które mam fizycznie u siebie, więc wysyłka byłaby praktycznie natychmiastowa.


Wszystkie są w formacie 30 cm x 40 cm.
Papier o 350g/m2, matowy, nie zostawia się na nim odcisków palców. 
Podpisana z tyłu.

Proszę pamiętać też, że wydruk różni się odrobinę od tego, co widzimy na monitorze. 
Wysyłka w tubie, za pośrednictwem paczkomatów
- lub na życzenie Pocztą Polską. 

Za jakiś czas udostępnię więcej prac, z których będzie można wybierać - jednak trzeba będzie się liczyć z dodatkowym czasem na wydruk - nie drukuję ich sama.
Będą też, oczywiście możliwe inne formaty.

Wszelkie zapytania proszę kierować na maila:
alina_sliwinska@hotmail.com

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

Be Blind 

 Kobieta z motylem na twarzy.
Technika własna, cyfrowa, mieszana.
Rozmiar 30 cm x 40 cm 
Sygnowana. 
Po prawej rzeczywiste zdjęcie wydruku - nie mock up.

Proszę mieć na uwadze, że wydruk zawsze różni się odrobinę od tego,
co widzimy na ekranie. 


Koszt - 30 zł + koszt wysyłki.
Wysyłka w tubie, do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty.
Paczkomat 14,99 zł 

W razie pytań:
alina_sliwinska@hotmail.com

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

TMA

Hybryda.
Technika własna, cyfrowa, mieszana.
Rozmiar 30 cm x 40 cm 
Sygnowana. 
Po prawej rzeczywiste zdjęcie wydruku - nie mock up.

Proszę mieć na uwadze, że wydruk zawsze różni się odrobinę od tego,
co widzimy na ekranie. 


Koszt - 30 zł + koszt wysyłki.
Wysyłka w tubie, do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty.
Paczkomat 14,99 zł 

W razie pytań:
alina_sliwinska@hotmail.com


Mock up.
#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

Sorrows

Kobieta z kwiatami zamiast twarzy.
Technika własna, cyfrowa, mieszana.
Rozmiar 30 cm x 40 cm 
Sygnowana. 
Po prawej rzeczywiste zdjęcie wydruku - nie mock up.

Proszę mieć na uwadze, że wydruk zawsze różni się odrobinę od tego,
co widzimy na ekranie. 


Koszt - 30 zł + koszt wysyłki.
Wysyłka w tubie, do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty.
Paczkomat 14,99 zł 

W razie pytań:
alina_sliwinska@hotmail.com


Mock up.


#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż


#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

Vertigo

Mężczyzna z teczką na Golden Gate.
Inspirowane filmem "Zawrót głowy" Alfreda Hitchocka.
Technika własna, cyfrowa, mieszana.
Rozmiar 30 cm x 40 cm 
Sygnowana. 
Po prawej rzeczywiste zdjęcie wydruku - nie mock up.

Proszę mieć na uwadze, że wydruk zawsze różni się odrobinę od tego,
co widzimy na ekranie. 


Koszt - 30 zł + koszt wysyłki.
Wysyłka w tubie, do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty.
Paczkomat 14,99 zł 

W razie pytań:
alina_sliwinska@hotmail.com
#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka

#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka

#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka - recenzja - czy warto przeczytać?
Po dość przytłaczających lekturach, żeby nie powiedzieć - męczących, wróciłam do przygód wdowy po aptekarzu - Karoliny Morawieckiej. A konkretnie chwyciłam "Mordercę na plebanii" - tytuł oczywiście nawiązuje do Agathy Christie.

Wielmożę zamieszkiwaną przez wybitny duet śledczy, ponownie nawiedza zbrodnia. Wszyscy, łącznie z wykształconą medycznie częścią mieszkańców, orzekają, że śmierć pewnej wiekowej już kobieciny to suma choroby, polekowych powikłań i wskazania metryki. Wszyscy, z wyjątkiem naszego duetu. Kiedy do tego dochodzi nieukończony przez denatkę list, który kładzie się cieniem na krystaliczną wręcz społeczność, wdowa po aptekarzu i siostra Tomasza rozpoczynają śledztwo. Zebrane przez nie informacje odsłonią wiele... tajemniczych zgonów.
Podobnie jak w pierwszej części (o której pisałam TUTAJ) będziemy prowadzić drobiazgowe dochodzenie. Choć tym razem domyśliłam się kto, to i tak dobrze się bawiłam!


"Szczęść Boże, pani Karolino. - W słuchawce grzmiał głos siostry Tomaszy. - Z Kamieńca dzwonię. Pani Marta przed chwilą odeszła.
Odeszła? Ale dokąd? - miała spytać zdezorientowana fizycznym wysiłkiem Morawiecka".

Mimo że to jest nadal kryminał, czyli mamy trupa, a nawet kilka, to akcja skupia się w głównej mierze na odkrywaniu tajemnic, które to małe miasteczko skrywa multum. Rozkoszując się specjałami przygotowywanymi przez Panią Karolinę, będziemy czytać między wierszami i układać puzzle z informacjami. Wszystko ponownie okraszone jest specyficznym, satyrycznym poczuciem humoru, które bardzo do mnie trafia. Autorka przemyca jeszcze więcej odniesień do literatury niż w pierwszej części. A nasza Wdowa się rozwija... Czyta i wzbogaca swoją wiedzę posiłkując się... kryminalną klasyką. Zwiększa nie tylko wagę ciała, ale i poszerza ogrom posiadanej wiedzy, niezbędnej do rozwiązania każdej zagadki, wszak jest Sherlockiem Holmesem w spódnicy... to jest garsonce :)
Do mojego ulubionego białego tico dochodzi jeszcze fiat panda osiągający zawrotne prędkości, kierowany przez siostrę zakonną. 
Bawi Was to jak skrzętnie przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia? Sprzątanie, łącznie z myciem okien, przewietrzaniem szaf - najlepiej od trzy miesiąca naprzód? Autorka wszystko to świetnie uchwyciła i opisała, łącznie z przesadną strojnością domów w tym okresie!

Styl Pani Karoliny Morawieckiej bardzo mi odpowiada. Ja sama lubię budować bogate - długie zdania, więc z taką samą lubością je czytam. Ponownie naśmiewamy się z przywar, wyolbrzymiamy nie tylko problemy. A jedzenie... Ten piernik sześciotygodniowy muszę zrobić! Nie wiem czy autorka nie planuje wydać czasem książki kulinarnej pod szyldem wdowy?

Podsumowując, choć czułam lekki niedosyt z powodu rozpracowania intrygi, to i tak pośmiałam się... głównie z siebie, bo wiele wad, składających się na poszczególne postaci widzę w sobie. Z przyjemnością sięgnę po trzecią część!
Jeżeli nie czytaliście pierwszej części to po tę i tak możecie sięgnąć bez najmniejszego problemu!
7/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 24. kwietnia 2019
Liczba stron:320
Kategoria: komedia kryminalna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...