Trzynasta opowieść - Diane Setterfield

Trzynasta opowieść - Diane Setterfield

        W zeszłym roku zachwycałam się powieścią „Była sobie rzeka”, która miała w sobie „prawdziwą magię”. Jej niezwykły klimat otulił mnie i przeniósł w świat Diane Setterfield na dwa dni, bo tylko tyle potrzebowałam, żeby tę książkę przeczytać. Wiedziałam, że prędzej czy później poznam i inne historie tej brytyjskiej pisarki.
Wydawnictwo Albatros wznowiło „Trzynastą opowieść”
, debiut Setterfield, w nowej szacie graficznej i w nowym tłumaczeniu Magdaleny Słysz.

Trzynasta opowieść - Diane Setterfield
    Główną bohaterką „Trzynastej opowieści” jest Margaret Lea, córka antykwariusza i miłośniczka książek. Lea jest zafascynowana historiami nieżyjących już pisarzy, więc niespecjalnie ciągnie ją do współczesnych powieści. Do czasu, gdy dostaje list od tajemniczej Vidy Winter.
      Pani Winter to wielkie nazwisko w panteonie bestsellerowych pisarek. Margaret zaintrygowana zaproszeniem do napisania biografii, czyta jedną ze starszych publikacji Vidy, w której czegoś istotnego brakuje...
Zaczynają mnożyć się tajemnice, a wraz z nimi pojawia się mgła utkana z motywów znanych powieści ery wiktoriańskiej.
        Dla mnie jest tymi motywami nawet odrobinę przepełniona...
Miejscami byłam tak przesycona, że książkę odkładałam. Brakowało mi jakieś przeciwwagi, lekkości, takiego światła, które sprawiłoby, że debiutancka powieści Setterfield byłaby lżejsza w odbiorze. Trochę mniej szczegółów i wydaje mi się, że „Trzynasta opowieść” by tylko zyskała. Lubię koronkową robotę, ale misterny wzór prezentuje się najlepiej właśnie dzięki pustej przestrzeni.
        Ale nie mogę tylko narzekać :)
Historia, którą opowiada Vida Winter jest ciekawa, czuć w niej początki gawędziarskiego stylu, który tak mnie urzekł w „Była sobie rzeka”.
Margaret Lea niczym Sherlock Holmes próbuje rozwikłać zagadkę znanej i uwielbianej pisarki, a przy okazji odkrywa swoją... Ale nie tylko...
Razem z główną bohaterką błądzimy po wspomnieniach, podziwiamy wrzosowiska i sycimy oczy ruinami. Na plecach czujemy nieprzyjemne mrowienie, jakbyśmy zostali nawiedzeni przez ducha. Czas ucieka, wilk ostrzy kły, a my stale wiemy zbyt mało. Znajdziemy w tej powieści nasyconą niemal mistycyzmem więź sióstr bliźniaczek oraz nietypowy język, którym się porozumiewają.
        Mniej więcej od połowy czytałam już z pełnym zaangażowaniem i cieszyłam się nawiązaniami m. in. do powieści sióstr Brontë.
      Domyślałam się, dokąd zmierza akcja, ale i tak udało się Autorce mnie zaskoczyć.
        Piękna jest w tej powieści miłość do książek; to jak została przedstawiona.
Jak twierdzi sama Vida Winter w „Trzynastej opowieści” mamy początek, środek i zakończenie, właśnie w takiej kolejności (jak w każdej książce :)), to czytelnicy lubujący się w różnych osiach czasu, i sztuce pisania listów, powinni być zadowoleni.
      W 2013 roku światło dzienne ujrzała ekranizacja z Olivią Colman jako Margaret Lea, w której treść została rozplątana, ale w zbyt nachalny sposób i gdzieś po drodze, klimat niepokoju uleciał. Film da się obejrzeć, kadry są ładne, ale jeżeli miałabym komuś sugerować wybór... to lepszą opcją zdecydowanie jest powieść.
      „Trzynasta opowieść” to historia o miłości naznaczonej szaleństwem, o czasie, który płynie, ale nie leczy.




Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 10 lutego 2021
Liczba stron: 448
Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Homo sapiens i jego geny - Johannes Krause, Thomas Trappe

Homo sapiens i jego geny - Johannes Krause, Thomas Trappe

Zwykle piszę o książkach beletrystycznych, ale zdarza mi się czytać reportaże, chociaż rzadziej, i oczywiście książki popularyzujące naukę, które najczęściej przyswajam w charakterze audiobooków. Ale tym razem jest inaczej, bo nie dość, że „Homo sapiens i jego geny” - Johannesa Krause, Thomasa Trappe przeczytałam, to i objęłam patronatem medialnym.
*Jeżeli zdarzy się Wam
kupić tę książkę  w wersji papierowej, to próżno szukać na niej szukać mojego logotypu. Niestety ktoś popełnił błąd i okładki zostały wydrukowane z pominięciem wszelkich logotypów.

Homo sapiens i jego geny - Johannes Krause, Thomas Trappe

Homo sapiens i jego geny - Johannes Krause, Thomas Trappe

Johaness Krause to niemiecki biochemik, który zajmuje się historycznymi chorobami zakaźnymi i ewolucją człowieka. Jest profesorem archeologii i paleogenetyki na Uniwesytecie w Tybindze. W 2014 roku Krause został mianowany współdyrektorem nowego Instytutu Historii Człowieka im. Maxa Plancka w Jenie. Krause koncentruje się na analizie genetycznej z wykorzystaniem sekwencjonowania DNA. Jego zainteresowania badawcze obejmują ewolucję człowieka oraz historyczne patogeny i epidemie. W publikacji „Homo sapiens i jego geny” wraz z dziennikarzem Thomasem Trappe (który spisał opowieść naukowca, zebrał ją w zwięzłą historię i osadził „we współczesnych ramach” oraz w „aktualanych debatach politycznych”, sam zabiera głos jedynie we wstępie) opowiadają, co na temat przeszłości gatunku ludzkiego zdradzają nasze geny.

Johannes Krause za pomocą pierwszoosobowej narracji otwiera przed nami, laikami, świat archeogenetyki.

W medycynie genomy żyjących ludzi rozszyfrowujemy, abyśmy  mogli zrozumieć choroby, ich mechanizmy i opracować metody leczenia, preparaty, które w tym pomogą, a nawet sposoby ewentualnego zapobiegania im.
Nasze DNA ulega ciągłym chemicznym przemianom. Ulega uszkodzeniom, odnawia się, a kiedy coś pójdzie nie tak - mutuje.
Archeogenetyka znacząco wykracza poza wiedzę, której poszukuje i i zbiera archeologia. Dzięki pracy archeogenetyków jesteśmy w stanie precyzyjnie określić wędrówki ludów i przyjrzeć się naszej drodze ewolucyjnej, chorobom, które nas dziesiątkowały i zrozumieć jak te wszystkie procesy przebiegały, aby mieć możliwość równej walki w wojnie z patogenami.

W „Homo sapiens i jego geny" m.in. prześledzimy:
-jak to się stało, że jesteśmy dziś tak skąpo owłosieni, dlaczego mieszkańcy Europy są rasy białej (bo nie byli) i co miało z tym wspólnego zaprzestanie jedzenia mięsa i witamina D?
-skąd się wzięły nam niebieskie oczy i dlaczego Homo sapiens przetrwał, co powodowało, że chodzenie wyprostowanym dawało mu przewagę?
-dlaczego nie ma sensu szukanie swoich korzeni w „praludach”? kim jest mitochondrialna Ewa i dlaczego żyła później niż Y-chromosomalny Adam?
-kiedy miało miejsce pierwsze użycie broni biologicznej i gdzie?

Zobaczymy również jak niezwykłym darem kultury jest język, który mutuje zgodnie z tą samą zasadą co DNA. Jak wykorzystuje się go do straszenia nas imigrantami, którzy to podobno nas „infekują” nie tylko chorobami, ale i „niszczą” naszą wyjątkową kulturę - jak medyczny język staje się w ustach polityków narzędziem szerzenia strachu i agresji.

Człowiek zawsze wędrował. Nie mamy „jednolitych” genów, na podstawie, których moglibyśmy określić swoje korzenie etniczne. DNA wszystkich ludzi stale się do siebie zbliża, tak jak mamy podobne w życiu motywacje, to tak, bez względu na to, jaki kolor skóry mamy, jesteśmy do siebie podobni. Człowiek jest mieszanką DNA i pojęcie „rasy” mogłoby już spokojnie odejść do lamusa.
Pochodzenie,o którym tak głośno krzyczą wszelkie grupy określające się mianem narodowych, nie ma znaczenia.
Dziś dużo ważniejsze są czynniki zewnętrzne, w tym kulturowe. W innym wypadku nie odnotowalibyśmy tak wysokiego związku pomiędzy dochodami rodziców, a sukcesami edukacyjnymi ich dzieci.

„Homo sapiens i jego geny” jest napisane przystępnym językiem. Narrator prowadzi czytelnika za rękę przez wieki, pokazuje jak zmienialiśmy się poprzez biologiczną ewolucję, jak i kulturę. Zobaczymy nawet jak kształtował się patriarchat.

To świetna, pełna wiedzy książka, która nie tylko pokazuje co daje nam „kopanie w ziemi” i odkrywanie przeszłości, ale to jak ta przeszłość nas kształtuje. Znajdziemy w niej wiele map, na których prześledzimy ludzkie migracje, obejrzymy kształtowanie się kultury od języka poprzez sztuki wizualne.
Jeżeli zdarzy się tak, że komuś wiedzy nadal będzie mało, to poratuje go olbrzymia bibliografia.

Zdecydowanie polecam czytanie książek popularnonaukowych!
Wiedza jest dziś łatwo dostępna, zatem korzystajmy :)

 

Homo sapiens i jego geny - Johannes Krause, Thomas Trappe

 


Wydawnictwo Bez Fikcji
Data wydania: 20 stycznia 2020
Liczba stron: 273
Kategoria: popularnonaukowa
Tłumaczenie: Magdalena Kaczmarek
Chłopiec z tamtych lat, Powrót do jabłek - Janina Katz

Chłopiec z tamtych lat, Powrót do jabłek - Janina Katz

Wygląda na to, że to już ostatni tekst z cyklu Dania: mały kraj - wielka literatura i będzie dotyczył twórczości Janiny Katz. 

Chłopiec z tamtych lat, Powrót do jabłek - Janina Katz

To polsko-duńska pisarka i poetka żydowskiego pochodzenia, która pisała głównie po duńsku, tłumaczyła również polską literaturę na duński. Urodziła się w Krakowie, w 1939 roku. W 1969 roku, po antysemickiej nagonce, będącej następstwem wydarzeń marcowych z 1968 roku wyemigrowała do Danii i zamieszkała w Kopenhadze, gdzie w 2013 roku zmarła. Wszystkie dzieła Janiny Katz, które się do tej pory ukazały w Polsce możemy czytać w przekładzie Bogusławy Sochańskiej, a były to „Moje życie barbarzyńcy” (2006),
„Pucka” (2008), „Opowieść dla Abrama” (2010) oraz zbiór wierszy „Powrót do jabłek” (2011), a tym roku ukazała się przedostatnia powieść Janiny Katz „Chłopiec z tamtych lat”.

Janina Katz otrzymała w 1996 roku nagrodę Duńskiej Akademii Literatury za całokształt twórczości, jest również laureatką nagrody Duńskiego Związku Pisarzy, a w 2002 roku przyznano jej dożywotnie stypendium twórcze państwowej Fundacji Sztuki. Otrzymała również nagrodę za działalność translatorską, a w 1997 odznakę honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej przyznawaną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za szczególne osiągnięcia w upowszechnianiu kultury polskiej za granicą, lista otrzymanych nagród jest dłuższa.

Znam trochę twórczość Janiny Katz, zdarzyło mi się czytać wspominany wcześniej zbiór wierszy „Powrót do jabłek” wydany przez Bibliotekę Śląską, który teraz całkiem niedawno sobie odświeżyłam. Wyboru wierszy do „Powrotu do jabłek” dokonała tłumaczka Bogusława Sochańska, pochodzą one z jedenastu tomów duńskich wierszy pisarki. To taka emocjonalna wycieczka przez powtarzające się w twórczości Janiny Katz motywy. Myślę, że to doskonały sposób na poznanie jej wrażliwości. Wiersze pochodzą z różnych lat życia Katz. Zarówno w nich jak i w omawianym poniżej „Chłopcu z tamtych lat” odbija się prawdziwe życie tej polsko-duńskiej pisarki.

Chłopiec z tamtych lat - Janina Katz

„Żyję w przeszłości, próbuję zebrać ją w całość, kawałek po kawałku. Nie jest to rekonstrukcja, tylko pełna dziur mozaika poskładana z kawałków w ciemnych barwach. Teraźniejszość, na szczęście, ma niewiele do zaoferowania - w przeciwieństwie do przeszłości, która według mnie była całkiem hojna”.

Narratorką i, pomijając Chłopca z tamtych lat, główną bohaterką jest 63-letnia Ania Kon, która osiadła w Danii. To pomarcowa (marzec 1968) emigrantka, która wspomina swoje życie.
Powieść rozpoczyna prolog, w którym Anna przekonuje nas, że czytamy prawdę, mimo że chłopiec, o którym pisze, nazywał się inaczej. To głównie postać Chłopca z tamtych lat poznajemy w prologu, to taki jakby skrót tego, co czeka na nas na kolejnych stronach powieści, a w następnych rozdziałach odwiedzamy wspomnienia Anny. Zaczynamy w miejscu, w którym odkrywa, że nie jest córką kobiety, którą uważała za matkę, miała wtedy około 11-12 lat i dopiero co zamieszkała w Krakowie.

„Pisałam o Joachimie, Chłopcu z tamtych lat. Pisałam, że nie wiedział, jak znalazł się w Krakowie ani gdzie był przedtem, kiedy się urodził, kim byli jego rodzice. Joachim - tabula rasa dla siebie samego. Pisałam o dziurach. O dziurach w biografii Joachima i mojej własnej”.

Tak, jak w przypadku wcześniejszych powieści, „Chłopiec z tamtych lat” zawiera wątki autobiograficzne i jest ich całkiem sporo. Anna i Joachim są do siebie podobni, przeżyli praktycznie to samo, ale zupełnie inaczej sobie z tym radzą. Joachim odciął się od tego, co było. Odrzucił pochodzenie i żyje starając się być Duńczykiem, skupia się teraźniejszości.
Anna natomiast życiu się jedynie przygląda.

„Miasto było muzeum.
Siedzieliśmy każde w swej gablocie
- ach tak, to prawda
kochałam cię
przez brudną szybę”.
*fragment wiersza „Miasto” z zbioru „Ciepłe miejsca”

Zdecydowanie lepiej idzie jej opowiadanie wymyślonych historii o sobie, tkanych ze strzępków informacji i uzupełnianych jej bogatą wyobraźnią, niż mówienie prawdy. To wtedy kiedy mówi jak się nazywa, skąd przyjechała i jakie ma wykształcenie odczuwa coś, co kojarzy się jej ze wstydem, a wstydzić się nie ma przecież czego. Anna ucieka, przebiera się, farbuje, tyje, chudnie.
Nie osiada, stale podróżuje, nie może sobie znaleźć miejsca. Jakby to nie było możliwe, bo sama nie wie kim jest. Mówi różnymi językami, nie wie czy może któryś nazwać swoim, czuje jakby wszędzie była niechciana.

„Chłopiec z tamtych lat” to poniekąd powieść o pamięci, o tym jak uzupełnia się wspomnienia niemal automatycznie, wypełnia luki, aby mieć przeszłość. Mniej ważne staje się czyja ta przeszłość jest, bo przecież mogłaby być naszą.

„Pamięć jest duszą.
Tęsknota
- pielgrzymem,
który wędruje
od oczu
do serca,
od serca do płci,
od płci do wiersza”.
*fragment wiersza „Powrót do jabłek”

Poezja i powieściopisarstwo Janiny Katz są pełne emocji, przejmujące i prawdziwe. Styl jest liryczny, nostalgiczny, a kiedy się czyta napisane przez nią zdania, w tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej, to one jakoś tak, nie wiem czy dobre określenie?, drgają. Po prostu się je czuje.
Bohaterka „Chłopca z tamtych lat”, podmiot liryczny i sama pisarka zdają się poszukiwać jednej, jedynej, właściwej tożsamości, bo czy można być Polką, Żydówką i Dunką jednocześnie?
Można i to w pełnej harmonii, jak pięknie napisała w posłowiu do „Powrotu do jabłek” Bogusława Sochańska. Polecam sprawdzić samemu czy wrażliwość Janiny Katz jest Wam bliska.

Chłopiec z tamtych lat, Powrót do jabłek - Janina Katz

Wydawnictwo: Driada
Kategoria: literatura piękna

Data wydania: 15 grudnia 2020
Liczba stron: 271
Tłumaczenie: Bogusława Sochańska

 


Lusterko, ramię, kierunkowskaz - Dorthe Nors

Lusterko, ramię, kierunkowskaz - Dorthe Nors

 Lusterko, ramię, kierunkowskaz - Dorthe Nors
Dorthe Nors to duńska pisarka, co chyba jest oczywiste skoro książkę „Lusterko, ramię, kierunkowskaz” przeczytałam w ramach akcji Dania: mały kraj - wielka literatura, która podobno zaczęła pisać w wieku 11 lat. Jej opowiadanie opublikował „The New Yorker”; jest pierwszą duńską pisarką, która została w ten sposób wyróżniona. Opowiadania Nors były publikowane również w „Harper's Magazine”, „Boston Review”, „AGNI”, i magazynie „Guernica”. W 2014 została wyróżniona Nagrodą im. Pera Olova Enquista.
„Lusterko, ramię, kierunkowskaz” znalazło się w finale
The Man Booker International Prize.

Gdybym, tak jak kiedyś, sugerowała się oceną i opiniami czytelników publikujących na portalu lubimyczytac.pl, zapewne nigdy bym powieści Dorthe Nors nie przeczytała. To, co można o tej powieści tam znaleźć w ogóle nie zachęca. A tymczasem odnoszę wrażenie jakbym przeczytała inną książkę... :)

Lusterko, ramię, kierunkowskaz - Dorthe Nors

 
Sonia jest tłumaczką krwawych kryminałów znanego szwedzkiego pisarza. Kobieta właśnie przekroczyła czterdziestkę i czuje, że dusi się w swoim życiu. Tłumaczy słowa, które trafiają do tysięcy ludzi, a kiedy chce porozmawiać z kimś kogo zna, to kompletnie nie wie co ma powiedzieć, ani napisać... Sonia pisze listy do najbliższych, których nie wysyła - umie władać słowami, ale nie swoimi.

„Jak można się schować przed kimś, kto wpada w złość, bo chce poczuć, że żyje? Tacy ludzie są wszędzie, a trudno stać się niewidocznym w świecie, który jest płaski jak naleśnik. Nerwy zjadają Sonię od środka”.

Obecnie mieszka w Kopenhadze, zostawiła za sobą jutlandzką sielskość i rodzinę; zrealizowała swój plan. Po latach zdaje sobie jednak sprawę jak bardzo jest samotna i że brakuje jej celu. Jej związek się rozpadł, co zresztą przepowiedziała wróżka, której przepowiednia popchnęła Sonię do snucia przemyśleń. Kobieta będąc pod ich działaniem zapisuje się na kurs prawa jazdy, na którym kręci kierownicą pod okiem rozgadanej Jytte - która zmienia za nią biegi, bo tego to Sonia zupełnie nie potrafi. Za to częsta wraca myślami do przeszłości. 
 
„Świadoma obecność otwiera nas na teraźniejszość. Ale trudno być obecnym w teraźniejszości”.

„Lusterko, ramię, kierunkowskaz” to opowieść o poszukiwaniu szczęścia, nie tylko o samotności. O wzięciu odpowiedzialności za życie, o odrzuceniu strachu przed podejmowaniem decyzji. Kiedy Sonia dostrzega samą siebie w białym szumie życia, kiedy powoli rozlicza się z tym, co w niej siedzi, to dostrzega, że nie miejsce, w którym żyje, nie praca i nie znajomi ją określają. 
 
„Wolność była tam, gdzie nie było ludzi, na dnie szaf, w najdalszym kącie kurnika. Prowadziła do niego ścieżka, wchodziła nawet do środka”.

To opowieść o stresie, w który sami się wpędzamy. O tym
jak latami w nas osiada; najpierw pętając ciało, a potem wnętrze. Mięśnie bolą, stajemy się sztywni, a każdy ruch boli. Potem wpadamy w stagnację i dni mijają niezauważone. Tak, to powieść metaforyczna - już samo przedstawienie życia jako nauki jazdy samochodem jest tego wyrazem. A tych metafor jest wiele więcej.

Powierzchownie to niezbyt zajmująca powieść o bardzo nudnej codzienności kobiety po czterdziestce, której życie po prostu mija. Tu się dzieje w detalach, w wątkach, które wydają się nie mieć znaczenia, które Autorka konsekwentnie przywołuje i spina.
Narracja jest prosta, opisowa, powściągliwa.

Wydaje mi się, że Nors nie chodziło o to, by umożliwić czytelnikowi nawiązanie głębokiej więzi z bohaterką, a o to by dostrzec w jej problemach własne, ponieważ to, co gnębi Sonię jest uniwersalne.
Dla mnie była to bardzo dobra powieść obyczajowa, bogata w detale - koronkowa wręcz, i mało oczywista w przekazie, a tak podane historie lubię najbardziej.
 
Lusterko, ramię, kierunkowskaz - Dorthe Nors



 
 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Kategoria: literatura piękna

Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 208
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny

 


Żywica - Ane Riel

Żywica - Ane Riel

Pierwszą książką, którą wybrałam do przeczytania w ramach akcji Dania: mały kraj - wielka literatura, była „Żywica” Ane Riel. Czytałam ją w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, nie jest to świąteczna powieść, chociaż niektóre z opisywanych wydarzeń miały miejsce właśnie w okolicach świąt.

Żywica - Ane Riel
Ane Riel to duńska pisarka. Na początku swej twórczej drogi pisała podręczniki szkolne o sztuce, później stworzyła kilka książek dla dzieci, które to ozdabiały ilustracje wykonane przez jej matkę.
Powieścią zadebiutowała w 2013 roku „Slagteren i Liseleje”(„Rzeźnik z Liseleje”), za którą otrzymała nagrodę za najlepszy debiut kryminalny. W 2015 roku światło dzienne ujrzała „Żywica”, która w 2016 roku została nominowana do dwóch nagród literackich. W tym samym roku Ane Riel otrzymała stypendium im. Nielsa Matthiasena za dotychczasowe autorstwo. „Żywica” nadal zbierała nagrody.

Żywica - Ane Riel

„Gdy tata zabijał babcię, w białym pokoju panowała ciemność. Byłam tam. Carl też, ale go nie widzieli. Był poranek wigilijny, prószył śnieg, ale tamtego roku nie było białych świąt”.

Główną bohaterką „Żywicy” jest Liv Haarader - dziewięciolatka, która mieszka wraz z rodzicami na małej wyspie zwanej Głową, która położona jest nad większą. Do Głowy droga prowadzi przez wąski przesmyk zwany Szyją. Naznaczeni tragedią sprzed kilku lat Haaraderowie nie czują potrzeby kontaktu z innymi ludźmi. Kiedy ojciec Liv zgłasza jej śmierć, wcześniej już niezbyt zainteresowani mieszkańcy sąsiedniej wyspy, definitywnie zapominają o tej rodzinie.

Narracja „Żywicy” jest prowadzona z kilku perspektyw, wiele w niej retrospekcji, zmienia się styl i forma, pojawiają się nawet listy.
Autorka balansuje na granicy znanych z thrillerów i kryminałów schematów, ale nie zapuszcza się w nie głęboko, opowiada swoją historię w inny sposób. Miałam wrażenie, że cała fabuła oparta jest na jakimś modelowym przypadku chorobowym.

Niewyjaśniona tragedia sprzed lat niszczy mieszkańców Głowy, którzy trawieni koszmarami tracą poczucie rzeczywistości i odcinają się od reszty ludzi. W snach Jensa Haaradera (ojca Liv) pojawia się woda zalewająca jedyną drogę ucieczki z tego mrocznej ziemi świerków. Mężczyzna to co było widzi wyraźniej niż to co jest, a z każdym kolejnym dniem robi się tylko posępniej.

Autorka różnicuje język, można poczuć jakby rzeczywiście kilka osób, w tym dziecko, opowiadało nam dramat mieszkańców Głowy. Fajnie rysuje całe spektrum emocji od współczucia do obrzydzenia, które można poczuć pomimo zachowania oszczędnej narracji.
Liv nie zna innego życia i innych ludzi. Świat, który rysują jej rodzice jest jedynym który zna, więc wszystko co robi tata kompletnie jej nie niepokoi. To o czym nam opowiada nie jest dla niej niczym odrażającym, to my je takim widzimy.

Akcja płynie wolno, a my skaczemy zarówno po linii czasu, jak i punktach widzenia. Zagłębiamy się w mgłę, która skrywa potwory.

„Żywicę” można czytać jako dramat obyczajowy z wątkami dreszczowca, czy kryminału, w którym izolacja od społeczeństwa powoduje coraz większe aberracje, ale można i głębiej. Jako studium przypadku choroby, kiedy wszystko co dzieje się w głowie człowieka, pozostaje przez nikogo niezauważone, a konsekwencją nawarstwiających się zaburzeń jest pożar, którego niszczycielska siła sięga daleko poza jednostkę.
Wszystko to sprawia, że „Żywica” nie jest kolejną z, nacechowanych przemocą, historii rozrywkowych, mających dać nam jedynie kilka godzin zabawy, a czymś więcej.

Żywica - Ane Riel


Wydawnictwo: ZYSK i S-ka
Data wydania: 21 stycznia 2020
Liczba stron: 282
Tłumaczenie: Joanna Cymbrykiewicz

 

Szajka - Lajos Grendel

Szajka - Lajos Grendel

Szajka - Lajos Grendel

Lajos Grendel (1948-2018) to węgierski pisarz, eseista, literaturoznawca. Absolwent studiów hungarystyki i anglistyki na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Komeńskiego, na którym (w
Katedrze Języka i Literatury Węgierskiej) później wykładał historię literatury węgierskiej. Pracował jako redaktor w wydawnictwie Madách, w latach 1990-1992 był redaktorem naczelnym miesięcznika literackiego „Irodalmi Szemle”, a do września 1997 roku pełnił tę samą funkcję w czasopiśmie „Kalligram”.
To autor wielu powieści, opowiadań, esejów jak również prac naukowych i historii literatury węgierskiej. Laureat wielu nagród. W Polsce znany z „Poświęcenia hetmana” (2014), „Dzwonów Einsteina” (2016) i „Życia w cztery tygodnie” (2018). W tym roku do tego grona dołączyła „Szajka” wydana przez Bibliotekę Słów (również w tłumaczeniu Miłosza Waligórskiego).

Szajka - Lajos Grendel


„Wówczas stało się dla mnie jasne, że wolność oglądana z prawa wygląda inaczej niż wolność oglądana z lewa, od tyłu, z przodu, od spodu lub z góry. Potem wolność oddała mi się prawie jak panienka spod latarni”.

Postaci w „Szajce” są prawie nie do odróżnienia i na początku zdają się ze sobą niepowiązane. Wszystkich napędza wizja przyjemnego, niemęczącego czymkolwiek!, życia, a możliwość wyboru, czyli tę wolność, której podobno wszyscy pragniemy, chętnie zamieniają na jakieś przyjemności; kulinarne bądź cielesne.
Największe znaczenie w tej powieści ma miejsce akcji, czyli słowacko-węgierskie pogranicze, po czechosłowackiej stronie, którego mieszkańcom obojętne jest kim są, bo mogą być każdym, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Kto by się zresztą w tym połapał? Kompletny chaos. Złodziejstwo, oszustwa i próżność zatopione w absurdzie, grotesce, ironii i do tego z wątkiem kryminalnym w tle.
Ta niemoralna prowincja to istny panoptykon, to za sprawą nadrzędnego narratora czujemy się jak strażnicy-obserwatorzy „ofiar” czasów, które im się zdarzyły.
 
Szajka - Lajos Grendel

Bohaterowie nie wiedzą czym są najważniejsze wartości i pojęcia w życiu każdego człowieka - czyli takie jak np. „wolność”, „naród”, czy po prostu „miłość”, za które inni ginęli i giną.
Postaci w „Szajce” się przystosowują, adaptują do świata, w którym żyją, czyli mogłoby się wydawać, że wykazują się nad wyraz wysokim poziomem inteligencji...

<„Wiedza to namiętność - mawiał - i jak wszystko, co autentyczne, ona również stanowi cel sam w sobie. Świata nią nie zmienisz, ani nawet siebie. Jest prztyczkiem w nos śmierci, kpiną z niebytu, mimo że one i tak w końcu okażą się silniejsze. Wiedza to zgoda na wykluczenie, marginalizację i wreszcie absolutną samotność”.>

Jedyną drogą ucieczki z tego więzienia jest podróż w zaświaty. Przyzwyczajenia są cementem, który spaja cały ten kram. A każdy kto do niego wchodzi, szybko czuje się jak u siebie. Tak jakby wszyscy siedzieli na tej samej karuzeli. Taka wariacja na temat perpetuum mobile.

Śmiałam się podczas czytania... w głos. Lubię dobre porównania, lubię absurdalność, surrealizm i lubię takie poczucie humoru, które to z kolei przywiodło mi na myśl „Wtedy w Loszoncu” Petera Balki, nawet miejsce akcji - słowacko-węgierskie pogranicze - się zgadza, a i w samym tekście pojawia się Łuczeniec, czyli Loszonc. Wiele cech wspólnych ma „Szajka” również z „Rivers of Babylon” Petera Pištanka. To te same pragnienia, te same motywacje napędzają bohaterów.

Dzisiaj sądzimy, że żyjemy w wolności, otwartości. Może jutro nie obudzimy się w świecie oficjalnego dyktatu, choć wszystko wskazuje na to, że kiedyś i do tego wrócimy, ale nadal jesteśmy ofiarami manipulacji, manipulacji za pomocą polityki. Z wywalczonej wolności nie potrafimy korzystać. Również nadal nie chcemy przyznać, że jednostka ludzka jest najważniejsza, a nie grupa. Różnorodność to i owszem, ale nie jednostkowa.

„Kto polega na ideałach, czyli sprawach abstrakcyjnych i nieuchwytnych, działa na swoją szkodę i skłonny jest w ich imieniu dopuścić się najgorszego świństwa. Natura ma nas w głębokim poważaniu i wszystko jest dziełem przypadku, to on określa nasze życie”.

W „Szajce” widać jak lata płyną, a ludzie płyną z prądem. Przemija tylko czas. Postęp technologiczny odbywa się w obojętności na wielkie ideały, których definicję modyfikuje potrzeba. Z reguły... potrzeba wygody.



Data wydania: 2 grudnia 2020
Liczba stron: 204
Kategoria: literatura piękna 
 Przekład: Miłosz Waligórski

Dania: mały kraj - wielka literatura

Dania: mały kraj - wielka literatura

Jak coś ma się zepsuć, to zepsuje się mi. Jak ktoś ma doświadczyć czegoś nieprzyjemnego, a na jego szczęście - ja kroczę gdzieś w pobliżu, to na pewno ja tego doświadczę. Przyzwyczaiłam się już do tego i nie za specjalnie mnie to rusza. Dotyczy to każdej dziedziny mojego życia. Tej instagramowo-blogerskiej również. 
Obecnie nie jestem w stanie zrobić zdjęcia, w którym punkt ostrości jest wyraźnie określony. Kiedy zadręczam aparat pytaniami w stylu „dlaczego mi to robisz?” ten odpowiada mi tym samym: bo mogę.
Poniżej są zdjęcia, na których lepiej widać co to za stos prezentuję w świątecznym anturażu. Obiektyw chyba zażył Rutinoscorbin.

Napisałam najdłuższy z tekstów, które wypełniają ten blog, nie wiem czy się komuś tym przysłużę, ale wbrew wszelakim emanacjom zła - niedającym się policzyć blogspotowym błędom i omdleniom mojego dostawcy internetu, sprawiło mi to przyjemność.
Zatem, drogi Czytelniku!, przygotuj sobie coś smacznego i ruszaj ze mną na dość długą wędrówkę po zawiłych korytarzach mojej pamięci i po długich oraz miękkich dywanach planów, podczas której nie tylko coś przeczytasz, ale usłyszysz i zobaczysz!

Dania jest najmniejszym z krajów nordyckich, ale jedynie pod względem powierzchni. Pod innymi względami... Raczej nie jestem władna jej oceniać, a liczby mówią same za siebie, no i Wikipedia... Nie mam wielkiego doświadczenia w obcowaniu z duńską kulturą. W sumie tak naprawdę niewiele o Duńczykach wiem.
Słyszałam coś o wysokich podatkach, które podobno z niczego się nie wzięły, a mieszkańcy tego kraju nie są z tego powodu zagubieni i smutni, a wręcz przeciwnie. Przecież nie tak dawno próbowano nas przekonać do życia w stylu hygge, które głównie odnosi się do uzyskania stanu wewnętrznej równowagi, ale nie wiem czy nam, obywatelkom i obywatelom Polski, żyjącym w poczuciu krzywdy, dane będzie wejście w taki poziom świadomości własnego wnętrza... na stałe.
Ale i samo próbowanie może być przyjemne.

Podkręćcie głośność - Agnes Obel


Zanim przejdę do moich wspomnień, tak jestem sentymentalna, ale... wyważyłam ton, więc chyba nikogo tym tekstem nie wzruszę, to chciałabym napomknąć o muzycznej stronie tego odnoszącego się do Danii tekstu, bo ja, wberw pozorom, nie tylko czytaniem żyję.
Zatem! polecam wyszukanie czy to na youtube, czy spotify, czy jaką tam macie możliwość, Pani - Agnes Obel.
Agnes to duńska piosenkarka, pianistka i autorka piosenek. Jej utwory mogliście usłyszeć m.in. w serialach „Chirurdzy”, „Dark” i „Euphoria”.
Kiedy gra i śpiewa wokół słuchających roztacza się mgła utkana z niedopowiedzeń i świata baśni.

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Agnes_Obel_by_Eric_VALLET.jpg
 zdjęcie pochodzi z: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Agnes_Obel_by_Eric_VALLET.jpg


Hans Christian Andersen

A kiedy już wspominałam o baśni, to nie mogę nie wspomnieć o Hansie Christianie Andersenie. Wiem, że nie pisał jedynie dla najmłodszych, jednak to przez pryzmat głównie tej twórczości go znam.
Baśnie Hansa Christiana Andersena dostałam w dzieciństwie, na Święta Bożego Narodzenia, i zanim zasiedliśmy do kolacji wigilijnej, to przeczytałam więcej niż połowę opowieści z tego zbioru. Najbardziej w pamięć zapadł mi „Imbryk”, wzruszył mnie wtedy, i w sumie nadal to robi, tak że się popłakałam. Nie ma co walczyć z sentymentalnością, to wbrew temu co mówią, dobre uczucie.


Dania: Mały kraj - wielka literatura

Jussi Adler-Olsen

Od świata baśni zrobię mały zwrot akcji i odbiję w stronę filmowo-serialową. Bardzo lubię filmy oparte na cyklu książek Jussiego Adler-Olsena, który dotyczy Departamentu Q. To kryminały, w których historia opowiadana jest dwutorowo. Niespieszna akcja, klimat, fajne kadrowanie, i przekonująca gra - Nikolaja Lie Kaasa i Faresa Faresa.

Dania: Mały kraj - wielka literatura

Książek nie czytałam i nie odczuwam takiej potrzeby, więc jak wolicie sprawdzić obraz, to ten cykl jest dobry.

Most nad Sundem


Jak już jesteśmy przy obrazie, to wspomnę o tekście, który wyrecytuję obudzona w środku nocy, a jest to: „Saga Norén länskrim Malmö”. Jest to zdanie z serialu, produkcji duńsko-szwedzko-niemieckiej, a jego polski tytuł to „Most nad Sundem”. Zacytowane zdanie pada w nim wielokrotnie, w każdym odcinku, wypowiada je oczywiście Saga Norén, grana, wprost genialnie, przez Sofię Helin, i nie wiem czy ta rola nie zrobiła tej aktorce krzywdy?.
To nie tylko klimat, zagadki, obyczajowość, historia, nawet polityka, to przede wszystkim dobrze zagrane postaci, których, kiedy serial się kończy, zaczyna zwyczajnie brakować.

Peter Høeg


Myśli Sagi podróżują po rejonach, w których mało kto z nas by się nie zagubił. Ona łączy wątki, które nie są oczywiste i jest niebywale inteligentna, ale nie radzi sobie z relacjami międzyludzkimi i emocjami. ? Nie bez powodu trwam w wątku Sagi Norén, gdyż chcę wspomnieć o książce Petera Høega „Efekt Susan”, którą czytałam jakiś czas temu. Tam, niektóre z myśli głównej bohaterki przypominały mi właśnie Sagę, tyle że o wiele bardziej chaotyczną. Byłam pod wrażeniem pomysłu i ciągu zdarzeń, ale styl, którym pisze Peter Høeg działa na mnie jak najlepszy lek na bezsenność.

Dania: Mały kraj - wielka literatura

 
Skoro już przeszukuję zasoby swojej pamięci to jeszcze przypomnę komiks o życiu Marii Skłodowskiej-Curie, który całkiem niedawno miałam okazję przeczytać, a dwie z jego autorek są Dunkami. To „Maria Skłodowska-Curie. Światło w ciemności” - Frances Andreasen Østerfelt, Anja Cetti Andersen i Anna Błaszczyk.




Dania: mały kraj - wielka literatura


Chyba? skończyłam wspominać, zatem przechodzimy do mojego minizbioru książek z kręgu literatury duńskiej, które zamierzam w najbliższym czasie przeczytać.

Z duńskich pisarek najbardziej wpadła mi w oko i siedzi tam już jakiś czas, Janina Katz (1939-2013). Miałam okazję kiedyś czytać tomik poezji „Powrót do Jabłek” i jak widzicie, bo jest na zdjęciu, planuję go sobie przypomnieć.
„Powrót do jabłek” to wybór z jedenastu tomów duńskich wierszy, którego dokonała tłumaczka Bogusława Sochańska, mając na celu ukazanie wątków przejawiających się w twórczości Janiny Katz.



Janina Katz to tak naprawdę polsko-duńska pisarka, którą w Polsce znamy m.in. z powieści „Moje życie barbarzyńcy”, „Pucka” i „Opowieści dla Abrama” - które to próbuję kupić, już jakiś czas, w internetowym antykwariacie skupszop.pl, ale ilekroć dodam książkę do koszyka, ktoś w dokonaniu zakupu jest szybszy, ale... kiedyś się uda.
Janina Katz tłumaczyła literaturę polską na duński. Po polsku również pisała poezję.

15 grudnia miała miejsce premiera „Chłopca z tamtych lat”, książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Driada, której przekładu dokonała Bogusława Sochańska, podobnie jak wszystkich pozostałych publikacji Janiny Katz.

Dania: Mały kraj - wielka literatura

Chłopiec z tamtych lat - Janina Katz


Chłopiec z tamtych lat, długo oczekiwana przez miłośników twórczości Janiny Katz jej czwarta z kolei powieść. Opowiada o dwojgu polsko-żydowskich emigrantach, którzy próbują układać sobie życie w Danii po opuszczeniu Polski w rezultacie pomarcowej nagonki.

Narratorka Ania spędziła dzieciństwo w Krakowie w nieświadomości tego, co  wydarzyło się w czasie wojny. Wychowująca ją ciotka nie chce mówić o losie rodziny ani o tym, jak obie jako Żydówki przeżyły wojnę.

W 1969 roku Ania osiada w Kopenhadze, dokąd zaprasza ją Joachim, tytułowy przyjaciel z młodzieńczych lat. Joachim też jest sierotą. Ożenił się z Dunką, radykalnie odcina się od swoich kulturowych korzeni i na siłę próbuje stać się Duńczykiem. Ania - przeciwnie, świadomie pozostaje outsiderką, niejako przez szybę obserwując duńską rzeczywistość, a doświadczenie fiaska życiowego Joachima utwierdza ją w poczuciu, że będąc emigrantem, zawsze pozostaje się outsiderem.

W miarę upływu czasu Ania odczuwa coraz intensywniejszą potrzebę znalezienia odpowiedzi na dręczące ją  pytania o przeszłość własną i jej wymordowanej podczas Zagłady rodziny.

*opis pochodzi od Wydawcy.

Lusterko, ramię, kierunkowskaz - Dorthe Nors

Pokusiłam się również na „Lusterko, ramię, kierunkowskaz” Dorthe Nors, którą w 2018 roku, w Polsce, wydało wydawnictwo Czarna Owca, w przekładzie Elżbiety Frątczak-Nowotny. Za „Lusterko, ramię, kierunkowskaz” autorka została nominowana do prestiżowej nagrody Man Booker International Prize.
Zanim Dorthe Nors zaczęła publikować książki pod własnym nazwiskiem, tłumaczyła szwedzkie kryminały.
Ta książka robi na mnie wrażenie nieoczywistej, zatem z przyjemnością sprawdzę czy taka jest.

Sonia jest gotowa zacząć wszystko od nowa. Właśnie przekroczyła czterdziestkę, a szwedzkie kryminały, które tłumaczy, zupełnie przestały ją interesować. Póki co regularnie odwiedza masażystkę, próbuje odnowić relacje z siostrą i nareszcie zdobyć prawo jazdy. Apodyktyczny instruktor sprawia jednak, że zmiana biegów staje się wyzwaniem przekraczającym możliwości Sonii. Na dodatek uporczywe zawroty głowy powracają w najmniej odpowiednich momentach…

Wiele lat temu Sonia marzyła, by sielskie krajobrazy rodzinnej Jutlandii zobaczyć już tylko we wstecznym lusterku. Teraz, kiedy samotnie kroczy kopenhaskimi ulicami, odkrywa w sobie tęsknotę za obrazami z dzieciństwa: łabędziami krzykliwymi, bezkresnym niebem i polami żyta. Ale w jaki sposób można powrócić do miejsca, którego już nawet się nie rozpoznaje? I czy tak naprawdę chodzi o powrót, czy o ucieczkę?

Lusterko, ramię, sygnał to cierpki i błyskotliwy portret kobiety wyruszającej w podróż, choć nie ma wokół absolutnie nikogo, kto mógłby wskazać kierunek.
 
*opis pochodzi od Wydawcy.

Żywica - Ane Riel

Planuję również przeczytać wydaną na początku tego roku „Żywicę” Ane Riel, w tłumaczeniu Joanny Cymbrykiewicz, która to z kolei ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.
Ta powieść jawi mi się jako niezwykle mroczna, a to za sprawą wszystkich opinii, które, na jej temat, miałam okazję przeczytać.
 

Co się dzieje, jeśli kochasz kogoś tak bardzo, że chcesz go zatrzymać przy sobie za wszelką cenę, w bezpiecznym miejscu?

Rodzina Haarder mieszka na odosobnionej, porośniętej świerkami małej wysepce i z rzadka kontaktuje się z obcymi. Mieszkańcy sąsiedniej wyspy uważają ich za dziwnych, ale nie wtrącają się w ich życie. Gdy ojciec zgłasza śmierć 9-letniej córki, szanują ich żałobę i coraz mniej się interesują tym, co się dzieje w odosobnionym domostwie.

Żywica to wstrząsająca i zarazem wzruszająca kronika stopniowego upadku i szaleństwa, do którego może doprowadzić ludzi lęk przez kolejną utratą i traumą.

*opis pochodzi od Wydawcy.

Mam nadzieję, że znaleźliście w tym słownym tasiemcu coś, co Was rzeczywiście zainteresowało i się Wam przyda. Starałam się wybrać niekoniecznie oczywiste książki, jak np. „Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen, czy wydane w tym roku przez Wydawnictwo Poznańskie „Życie Sus” Jonasa T. Bengttsona. Znam również twórczość Jensa Henrika Jensena, jak szukacie złożonych historii kryminalnych to jego cykl „Oxen” będzie dobrym wyborem.

Te cztery książki, które zaprezentowałam, jak również inne, można znaleźć m.in. w zasobach Księgarni duńskiej.

Akcja „Dania: mały kraj - wielka literatura” działa przy wsparciu Duńskiego Instytutu Kultury.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...