Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hbo go. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hbo go. Pokaż wszystkie posty
Słowo to siła — dokument o Margaret Atwood

Słowo to siła — dokument o Margaret Atwood


    Jakiś czas temu obejrzałam "Słowo to siła", tak się zwie dokument o Margaret Atwood, na HBO GO i w sumie... to dawno nic tak inspirującego, ciepłego, zabawnego i mądrego nie oglądałam. Przeważnie z takich produkcji sączy się choć kilka kropli smutku, żalu, świadomości, że rzeczywistość jest pogrążona w mroku. Tu, choć twórczość Margaret Atwood nie jest pokrzepiająca, bo nie taka ma być, to jest wiele światła, nadziei, zwykłej radości z życia i możliwości tworzenia. Wypowiada się sama Atwood i bliscy jej ludzie, krewni, przyjaciele, współpracownicy. Nie widać w tym obrazie ani grama nadęcia, poczucia wyższości, jest za to świadoma tego, co potrafi mądra i sympatyczna kobieta. Opowiada o historii, o codzienności, która zamykała jej drzwi, jako kobieta nie mogła korzystać z biblioteki przeznaczonej dla poetów, a była i jest przecież poetką, ale robi to z uśmiechem na twarzy i lekko, bo jak twierdzi jest już: „stara i jej wolno".
    Margaret "Peggy" Atwood dorasta na ekranie, staje się nie tylko dobrą pisarką (co było jej marzeniem), ale również pisarką znaną i nagradzaną. Jest wokół niej aura natchnienia i wcale nie chodzi o pisarstwo, taka ogólna, że masz ochotę podczas oglądania i po nim, coś ze sobą zrobić. Zaglądamy za kulisy produkcji "Opowieści podręcznej", gdzie możemy zobaczyć próby policzkowania Elizabeth Moss i posłuchać jak otwarta na propozycje zmian w tej historii jest Atwood oraz jak traktuje inne twórczynie i twórców. Wiecie dlaczego zza drzwi jej gabinetu słychać śmiech?
Nie? To Wam nie napiszę 😅

Nie trzeba znać jej twórczości, ani nawet lubić, żeby z przyjemnością ten obraz obejrzeć.
Codzienne historie...

Codzienne historie...

 

      Kogo nie wystraszyłam wczoraj, wystraszę dziś. Blog jest bezosobowy. Są na nim teksty i zdjęcia książek, ja gdzieś pomiędzy. To dziś wyglądam i z obrazka.     Każda powieść powinna zaczynać się od zapowiedzi zmiany, zmiany w życiu bohatera. W ten sposób autor składa obietnicę czytelnikowi, że to, co mu opowie, będzie na tyle interesujące i wartościowe, że ten poświęci mu swój czas.
I pieniądze. Książki nie są tanie.
Zatem trzeba walnąć z grubej rury! Oczywiście to walnięcie musi być adekwatne do opowieści, aby powstały pożar nie spalił historii... bo tylko „rękopisy nie płoną”.
   Zmiany są potrzebne. Ja też ich potrzebuję i jednocześnie się ich boję. Strach jest tym większy, im zmiana roślejsza. Dlatego wybieram drobnostki, coby nie spłonąć, przynajmniej od razu. Staram się również pamiętać, że wszystko jest opowieścią.
Cztery lata hodowałam włosy. Nacierałam, wcierałam, olejowałam, aloesowałam.
Rosły.
Jak wściekłe.
Bywało, że nocami wędrowały po pościeli, ściągając ze mnie kołdrę i oplątując szyję. Budziłam się z kaszlem, kiedy wchodziły mi do ust, albo łapałam powietrze jak ryba wyjęta z wody, kiedy mnie dusiły.
To zdecydowanie była trudna miłość.
    W końcu zrozumiały, że tak łatwo się nie poddam i zaczęły się plątać. Okropnie. Czesanie bolało, a wcierki, nacierki, dwufazki... nic nie dawały.
Co rano wyglądałam jakbym przyjęła wyładowania atmosferyczne, z co najmniej kilku powiatów.
    Podjęłam decyzję: „jeśli coś kochasz, puść to wolno”, ale nie mogłam jej zrealizować z uwagi na ciągłe lockdowny. Wiadomym jest, że wirus też lubi zmiany, więc przyczaił się u fryzjerów, gdzie mógł stale zmieniać image. Farbowany lis.
Nadszedł mój czas. Salony się otwarły, ale włosy zmieniły podejście. Szeptały: „że się zmienią”, „że one tak tylko żartowały”, „że one tak z miłości, a miłość boli”, „że łobuz kocha najbardziej”.
Zaczęły się układać i miękko opadać, kaskadami. Na wietrze muskały mi twarz, przyjemnie łaskotały i błyszczały. Nie uległam.     M. umówił mnie do fryzjera, ja milczałam. Przemknęłam przez Czerwone Miasto cichcem, obserwując odnawiane elewacje, że taki niby-spacer.
Nic nie podejrzewały.
Obcięłam, jakieś 30 cm, ale nie umiałam się z nimi rozstać. Trudna miłość, ale i trwała. Przyniosłam je zaplecione w warkocz i schowałam w szufladzie. Oficjalnie służą jako gadżet do zdjęć, do fotomontaży, a nieoficjalnie... bałam i boję się je wyrzucić. Gdyż... nadal słyszę szepty, np.: „To co jest martwe nie może umrzeć, lecz odradza się twardsze i silniejsze.”.
     Jak to „twardsze i silniejsze”? A tak to. Srebrne zaczęły rosnąć na potęgę i sterczeć jak anteny nasłuchujące sygnałów z kosmosu.
„Farbuj! Boś zaniedbana!”. Przyznaję, tym razem prawie uległam.
Spojrzałam w lustro. Siwe zaczęły tworzyć pasma.
„A gdyby je tak ujarzmić i zostawić? Może stworzyłyby grzywkę à la Susan Sontag? Chytrze!”.
Spójrzmy prawdzie w oczy... Choćbym czytała i dwie książki dziennie to nie będę jak ona.
    Na HBO GO jest dokument z 2014 roku „W sprawie Susan Sontag”, nie jest tak inspirujący jak inny, o którym wspomnę za jakiś czas, ale i tak dobrze się go ogląda. Przypomina trochę formułę „Myśl to forma odczuwania”, jednak jest bliższy odbiorcy, bo ruchomy i wypowiadają się bliscy Sontag. 



    Czy polecam „Zestaw do śmierci”, za którym się chowam?
Czytanie zawsze jest lepszą opcją niż nieczytanie, ale nie jest to porywająca powieść. Jest interesująca w formie, oniryczna, pełna wskazówek co do zrozumienia tego, co się dzieje z głównym bohaterem. Wymaga uwagi i analitycznego podejścia, jeżeli chce się jak najwięcej zrozumieć, bo można przeczytać i zapomnieć, jak wszystko inne. Można tę powieść znaleźć w antykwariatach, na allegro, ja wybrałam bibliotekę.


*cytaty
„rękopisy nie płoną” — Michaił Bułhakow „jeśli coś kochasz, puść to wolno” — Antoine de Saint-Exupéry
„To co jest martwe nie może umrzeć, lecz odradza się twardsze i silniejsze.” — George R. R. Martin

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...