Tarjei Vesaas - Pałac lodowy. Cykl: Pamięć - droga do wieczności.

Tarjei Vesaas - Pałac lodowy. Cykl: Pamięć - droga do wieczności.

Co jest najbardziej ulotne w naszym życiu? 

Zawsze ciśnie mi się na usta, że młodość. Dziś jest, a jutro jej nie ma. 

Jednak dużo bardziej ulotna jest nasza pamięć. Pamięć zbiorowa. Wieczność wcale nie jest wieczna.

Pamięć - droga do wieczności, o pisarzach klasycznych - Pałac lodowy - Tarjei Vesaas

Pałac lodowy - Tarjei Vesaas

Tarjei Vesaas to norweski pisarz, który był kilkakrotnie nominowany do literackiej Nagrody Nobla, klasyk literatury nynorsk - odmiany norweskiego. 

Na język polski zostało przetłumaczonych, według Wikipedii, siedem powieści, w tym „Pałac lodowy”, o którym opowiem Wam bliżej.

Vesaas był wielkim pisarzem, choć do tej wielkości nie dążył i jej unikał, przez co świat trochę go pominął i zaszufladkował jako pisarza skandynawskiego, po czym tę szufladę zamknął, a klucz chyba wyrzucił.

W Norwegii jest uważany za jednego z najważniejszych pisarzy XX wieku. Za „Pałac lodowy” otrzymał Nagrodę literacką Rady Nordyckiej, a za wynikającą z niej gratyfikację finansową ufundował Nagrodę Debiutantów Tarjei Vesaasa, którą do dziś nagradzani są debiutanci i tę nagrodę otrzymał Roy Jacobsen, o którym pisałam całkiem niedawno, wspominając cykl o Ingrid Barrøy.

W prozie Jacobsena czuć ducha Tarjei Vesaasa. Objawia się on nie tylko w sposobie opisywania przyrody, ale w sposobie przestawiania bohaterki, choć oczywiście nie jest zupełnie taki sam. Ingrid jest, mimo wszystko, bardziej wylewna niż bohaterki Vesaasa.

Podobno Tarjei Vesaas zaczytywał się w Knucie Hamsunie (o którym pisałam przy okazji wydania przez Wydawnictwo Zysk trzech powieści w jednym zbiorze Pan. Wiktoria. Marzyciele”) i Sonii Lagerlöf (której dwie powieści zakupiłam i czekają na poznanie), czyli dwóch osób uhonorowanych literacką Nagrodą Nobla.
Hamsun, kiedy zostawi się za sobą jego sympatię do nazistów, jawi się jako człowiek widzący świat w sposób wyjątkowo wrażliwy, i z tego powodu budzi we mnie dysonans poznawczy. 

„Pałac lodowy” powstał w 1963 roku i jest ostatnią powieścią, którą Vesaas napisał. Być może dlatego, że czuł, że nie będzie w stanie nic już więcej powiedzieć, a na 139 stronach powiedział o człowieku i jego losie wszystko, więcej już się, chyba, po prostu nie da.
Według Henryka Berezy (wybitnego krytyka literackiego, eseisty i redaktora miesięcznika „Twórczość”), który napisał posłowie do „Pałacu lodowego”, styl Vesaasa wcale, na przestrzeni lat i wszystkiego co napisał, się nie zmienił, był dokładnie taki sam. Dziś powieści Vesaasa, w Polsce, można kupić jedynie w antykwariatach, czy też na allegro, więc samodzielne sprawdzenie jak czyta się krótkie, trafne i piękne zdania, jest dość trudne w realizacji, ale nie niemożliwe. Łudzę się, że kiedyś np. Wydawnictwo Poznańskie pokusi się o wznowienie jego dzieł.

„Pałac lodowy” opowiada o dwóch dziewczynkach Siss i Unn. Poznajemy je w momencie kiedy zawiązują przyjaźń. To taka pierwsza prawdziwa przyjaźń dla obu dziewczynek.

 Pamięć - droga do wieczności, o pisarzach klasycznych - Pałac lodowy - Tarjei Vesaas

Dostrzegają się po raz pierwszy jako jednostki. Pierwszy raz są świadome swojej indywidualności. Znajdują wspólny język w rwanych, skąpych dialogach. Znają się zaledwie jeden dzień. Unn niesiona dziecięcą radością odnalezienia przyjaciółki (dziewczynka zmaga się ze stratą matki i musi odnaleźć się nowej szkole), wchodzi do przepięknego tworu natury - pałacu lodowego, utworzonego m. in. z zamarzniętego wodospadu. Urzeczona pięknem migoczącego światła gubi drogę i zamarza. I tu dodam, że scena śmierci jest... piękna? Ruszają poszukiwania. Wszyscy będą musieli poradzić sobie ze stratą, a najbardziej dotknie ona Siss.

Styl, którym operuje Vesaas jest surowy, oszczędny w formie. Zdania bywają bardzo krótkie, buduje w ten sposób napięcie, przyspiesza akcję, rysuje emocje. Nie znajdzie się u tego Autora opisu stanu emocjonalnego postaci, nie znajdzie się żadnej formy egzaltacji, a mimo to rys psychologiczny jest wyraźny.
Nie znajdzie się również zapisanej wprost tezy.
Świat Vesaasa trwa, istnieje, po prostu jest. Tak samo jak jego mieszkańcy.

Tu najwięcej dzieje się poza warstwą językową.
Zawsze dziwi mnie fakt, że wśród czytelników panuje przekonanie, że słowa nie mają wartości sprawczej. Uważam, że to nieprawda, bo od słów wszystko się zaczyna, a najwięcej dzieje się za sprawą tych nigdy niewypowiedzianych. I tak też jest w „Pałacu lodowym”.

Ta krótka powieść, o dość elegijnym charakterze, jest pięknie ubrana w baśniowość, choć nie występują tu żadne wątki czy motywy, które moglibyśmy nazwać fantastycznymi. Ta baśniowość objawia się w opisach przyrody, które pozbawione zabaw słownych, czy sztucznego podsycania piękna chwili, sprawiają, że nie tylko prezentowane zimno się odczuwa, ale i widzi się cały krajobraz.

To powieść pełna symboliki. Nawet tytułowy lodowy pałac można odbierać jako wnętrze człowieka zmagającego się z żałobą, a jego rozpad wraz ze wzrostem temperatury, jak powrót do życia.
Pięknie też w tej prostej historii widzimy czym jest pamięć, pamięć o kimś. Dla niektórych jest darem, który pielęgnują, ale i, poniekąd, więzieniem.
To nie jest smutna historia. Świat Vesaasa nie jest negatywnie przejaskrawiony, jest dobry, jak tylko dobrzy mogą być ludzie.

Zdania Tarjei Vesaasa są jak znaki przestankowe postawione we właściwym miejscu, nadają słowom sensu i głębi, której się do tej pory nie dostrzegało.

<<<Po bokach drogi sunęło coraz więcej niewyraźnych kształtów drzew, domów i skał. I od czasu do czasu smolistoczarna przestrzeń. Na jej widok w sercu budziło się pytanie, co się tam kryje w tej trudnej do zniesienia godzinie? Ale za każdym razem było to tylko przywidzenie, więc serce pełne tętniącej krwi znowu zaczynało bić. „To my idziemy, owe kształty się nie ruszają.”
- Przyjmuję, że będziesz uważała się za zwolnioną - odezwała się ciotka. - Twoje postępowanie nie jest słuszne. Nie pasuje do ciebie. Jesteś zupełnie inna.
Brak odpowiedzi. Siss na to nie odpowie. Ale przecież kiedy gwiazdy świecą w studni, też brak wyjaśnienia.>>>

Pamięć - droga do wieczności, o pisarzach klasycznych - Pałac lodowy - Tarjei Vesaas

Dla mnie ta mała książeczka to arcydzieło. Arcydzieło pozbawione całego hałaśliwego blichtru cyrkowości językowej, karuzel zdarzeń i oczywistego przedstawiania własnego postrzegania świata ubieranego w wielkie zdania.

Jeżeli to, co napisałam nie przekonało Was do sprawdzenia czy wrażliwość tego norweskiego pisarza jest zbliżona do Waszej, to może jeszcze wspomnę, że mądrzy ludzie na tym świecie uważają, że niedaleko mu do dzieł Faulknera i wspomnianego już przeze mnie Hamsuna, czy Becketta. A malowane przez niego światy, podobno, zbliżone są do pejzaży Caspara Davida Friedricha, a sam Jarosław Iwaszkiewicz podczas czytania jednej z powieści Vesaasa miał słyszeć romantyczne dźwięki Schumanna.
Brzmi jakbym czarował? Robił to.
*Wiedzę na temat Tarjei Vesaasa zaczerpnęłam z Wikipedii i wyśmienitego posłowia Henryka Berezy.

  Tarjei Vesaas
(20.08.1897 - 15.03.1970)

*zdjęcie pochodzi z https://pl.wikipedia.org/wiki/Tarjei_Vesaas

Wydawnictwo: Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej
Wydawnictwo Poznańskie
Data wydania: 1979
Liczba stron: 139
Kategoria: literatura klasyczna
 
Mój egzemplarz zakupiłam na allegro, u użytkownika Knigarnia.
Podleśna kawka i jesienne plany

Podleśna kawka i jesienne plany

 

podlasemczytane.pl

Opanowała mnie ostatnio jakaś forma nostalgii, objawiająca się potrzebą czytania dzieł pisarzy klasycznych, których nazwiska znane są wszystkim i takich, o których prawie nikt nie pamięta. Być może to zbliżająca się jesień tak na mnie działa, ale jakoś mi z tym uczuciem, czy też potrzebą, dobrze, więc z tym nie walczę.

Nie czytałam zbyt wielu klasyków w swoim życiu, choć pewnie nie powinnam się do tego oficjalnie przyznawać, bo jak można pisać o książkach nie znając wielkich dzieł? Można, zwłaszcza jak robi się to głównie dla siebie i nic poza satysfakcją się z tego nie ma.
Przestaję się zatem martwić tym, że nie znam, bądź nie wiem, bo dopóki żyję to mogę się dowiedzieć.

Prowadzę konto na instagramie, na którym głównie prezentuję książki, choć sama dokładnie nie wiem jak do tego doszło. Pisałam jakiś czas temu, że nie czuję już tego klimatu, ale nie sprecyzowałam jakiego. A mianowicie stadnego czytania.
Nie ma w nim nic złego, ale jakoś coraz mniej mnie
to interesuje.
Zdarzają się pojedyncze przypadki kiedy to sięgam po nowość, skoro mogę.
Jestem takim dziwnym przypadkiem, który sam o książkę nie poprosi i który miał, jeszcze do niedawna, problem z odmawianiem, ponieważ sądziłam, że muszę podać powód mojej odmowy (sic!). Na szczęście już mi przeszło i często piszę: dziękuję za propozycję, ale nie jestem zainteresowana. 

Wiele wydawnictw (ale nie wszystkie) proponujących książkę, przysyła całą listę wymogów do spełnienia. Terminy i charakter planowanych postów.
Jestem zwykłym czytelnikiem nie słupem ogłoszeniowym, który można dowolnie okleić i to za darmo. Jakoś nie czuję się wybrana do prezentowania czyjegoś produktu na milion sposobów. Zapowiedzi, o które wydawnictwa proszą też już nie robię, chyba zmądrzałam i doceniłam siebie. Czytam, fotografuję i piszę o książce, wystarczy.
Ktoś inny na tym zarabia, więc niech sam się do tego przykłada.
Czytam bo lubię, żadnego interesu w tym nie mam, może poza własnym rozwojem, a mój wkład w promocję i tak jest dość duży.

I tu przechodzimy do odwiecznego: nie ważne co czytasz, ważne, że czytasz.
Otóż nie. 

Choć postrzegam czytanie głównie jako formę rozrywki, to uważam, że może ono mieć na nas ogromny wpływ. Na umiejętność wypowiadania myśli („I nie besztaj mnie, bo chociaż Ty uważasz, że wystarczy myśleć, powiem Ci, że jeżeli człowiek nie umie zapisać swoich myśli tak, aby były zrozumiałe, to na jedno by wyszło, gdyby nie miał ich wcale". Cytaty pochodzi z „Pamięci zapisanej w listach” Emmy Reyes), dobór słów (nadal mimo dostępu do wiedzy toczymy spory o to, co ktoś miał na myśli, a co powiedział) i na kształtowanie się wrażliwości tej ogólnej, nie tylko językowej. Dlatego właśnie warto czytać książki, które są nie tylko dobrze napisane, ale niosą ze sobą treść, która skłania czytelnika do, choćby niewielkiej, refleksji.

W związku z tym, że nie umiem się dopasować do szablonu, spróbuję inaczej.

Planuję treści dotyczące książek z kanonu literatury klasycznej („Pamięć - droga do wieczności, o pisarzach klasycznych”), ja się dokształcę, a może ktoś skusi się by samemu spróbować lub znaną już historię sobie odświeżyć.
Od czasu do czasu pojawią się cytaty („Cytat na dziś”), bo często mówią więcej niż tysiąc moich słów.
Może wspomnę czasem o serialach, czy filmach... Zobaczę :) To kawki? :)



W pogoni za marzeniami - Hotel Aurora - Emilia Teofila Nowak

W pogoni za marzeniami - Hotel Aurora - Emilia Teofila Nowak

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz spędzałam urlop w polskich górach, to w mojej głowie zrodziło się marzenie posiadania pensjonatu. Im więcej lat miałam, tym bardziej narastała we mnie świadomość tego, z czym to się wiąże, więc ten młodzieńczy entuzjazm z każdym kolejnym rokiem opadał.

Dziś moja lista marzeń nie nosi już takiego zapisu. Ale innych ludzi, marzących o małym hoteliku, nadal rozumiem. 

Hotel Aurora - Emilia Teofila Nowak

 

Tytułowy „Hotel Aurora” stoi na tle pięknego i sielskiego krajobrazu Sudetów. Jest taki trochę zaniedbany, bo taki trochę zapomniany. 
Jego urokliwa nazwa nie wzięła się znikąd. Ma z tym związek pewne rzadkie, w Polsce, pogodowe zjawisko. Hotel miał służyć strudzonym górskim wędrowcom, przyjmować możnych z całego świata, a stoi i niszczeje. 
Zupełnie tak jak jego schorowany właściciel. 

Główna bohaterka powieści Antonina, przyjeżdża do hotelu Aurora za namową przyjaciółki, by pomóc w przywracaniu mu świetności. Owa przyjaciółka - Grażyna, jest córką właściciela, która pragnie z hotelu zrobić perłę w koronie Sudetów, z niewielką pomocą Antoniny - z niewielką, bo Antonina, zdaniem Grażyny, niewiele umie. Już w trakcie podróży Antkowi (tak każe na siebie mówić nasza protagonistka) w oko wpada pewien tajemniczy mężczyzna.
Obie dziewczyny są bardzo młode, pełne życia i pomysłów oraz kompletnie od siebie różne. Sprawiają wrażenie dopasowanych, niczym puzzle, przyjaciółek. Antonia jest (zwykle) wycofana, nie boi się ciężkiej pracy i nie ma potrzeby bycia na świeczniku, przynajmniej oficjalnie. 
Grażyna za to nie lubi się męczyć, pewnie powiedziałaby o sobie, że: pracuje mądrze. Lubi za to sama się chwalić, nieważne, że nie ma za co. Do tego jest głośna i podkreśla swój, taki niby-luźny, styl bycia wulgaryzmami. 
 
Bohaterów w „Hotelu Aurora” nie brakuje. Prawie każdego wyróżnia rzadko spotykane imię, bądź pseudonim, więc (teoretycznie) nie istnieje prawdopodobieństwo zagubienia się w ich losach. Większość łączy jednak pewna wyjątkowość, wyjątkowość pochodzenia. To, prawie, same powszechnie znane persony, w tym pisarze, i ich pokręcone losy. 
Mamy tu wiele motywów: toksyczne relacje, małżeństwo zawarte z powodu ciąży, choroba psychiczna, trudne dzieciństwo, czy nawet pedofilia. 
Ta wielość poruszanych problemów może przytłaczać. 
I tak było w moim przypadku. 
 
Błądziłam po pokojach Aurory otwierając kolejne drzwi, za którymi zawsze się wiele działo. 
Nie przepadam za celebrytami i ich potrzebą bycia wyjątkowym, pewnie dlatego czułam się w tym hotelu uwięziona. 
Historia babci Maryny, powiązane z nią sny i to jak wpływały na główną bohaterkę, naprawdę mi się podobała.
 
Lubię powieści obyczajowe za realizm i możliwość nawiązania bliskiej relacji, że tak to nazwę, z bohaterami. Za przyziemność, robaczywą, ale przyziemność.
Rozumiem poszczególne dramaty i chęć opowiedzenia o nich, ale dla mnie tego jest zdecydowanie za dużo.  
Czułam się trochę jakbym oglądała serial, w którym każdy odcinek przedstawia inną historię. Byłam w Aurorze długo. Odkładałam książkę i wracałam do niej, zupełnie jak do powieści w odcinkach.

W treści pojawiają się dość często żarty, te słowne i sytuacyjne, ale poczucie humoru jest sprawą bardzo indywidualną i niestety w ogóle się nie uśmiałam. 
 
Odnotowałam kilka niejasności, np. nie wiem o co chodziło z „Oszukać przeznaczenie” i Bruce'm Willis'em, czy to błąd, czy może żart, którego nie zrozumiałam. Co łączy ten film i tego aktora?, tego niestety nie wiem. 
W fabule pojawia się i wątek Świadków Jehowy. 
Moje doświadczenia z tym zgromadzeniem nie są aż tak ponure, ale rozumiem, że ta historia została przedstawiona w oparciu o kwerendę, mimo wszystko trudno mi w nią uwierzyć, może po prostu mała ma wiara. Jedną z bohaterek jest dziewczyna wykluczona z tego zgromadzenia, która opowiada, że miała indywidualny tok nauczania, a później wspomina jak to śmiano się z niej w szkole. Czyżby to redakcja zawiniła?

Znam Autorkę z jej debiutanckiej powieści „Piromani”, dlatego zdecydowałam się „Hotel Aurora” przeczytać, jednak kompletnie do mnie ta powieść nie trafia, chociaż doceniam chęć poruszenia trudnych motywów w lekkiej formie. 

„Hotel Aurora” to, w największym uproszczeniu, historia o definiowaniu własnych marzeń, kiedy to po drodze okazuje się, że nie są tym, czym się nam na początku wydawały. O zrywaniu toksycznych relacji, o przemianie, dorastaniu i dojrzewaniu. Być może mam po prostu zbyt wiele lat, by zrozumieć główną bohaterkę i jej drogę do wolności, również tej natury erotycznej, bo i takie wątki w książce są.
Dla mnie żadna relacja, która opiera się na czerpaniu korzyści budujących pozycję finansową, zawodową czy jakąkolwiek inną, nie jest zdrowa. 
Może jestem niedzisiejsza. 
 
Zachęcam by sprawdzić samemu jaką opowieść, czy też opowieści oferuje Emilia Teofila Nowak, by móc wyrobić sobie własne zdanie.



Wydawnictwo: Szara godzina
Data wydania: 20 lipca 2020
Liczba stron: 368

Kategoria: literatura obyczajowa

Na szlaku wyrzutów sumienia - Oczy z Rigela - Roy Jacobsen

Na szlaku wyrzutów sumienia - Oczy z Rigela - Roy Jacobsen

„- Idziesz drogą wyrzutów sumienia, moja kochana.
- Co? - zdziwiła się Ingrid.
H
übner powiedział - jeżeli go dobrze zrozumiała - że okupacja Norwegii miała szczególny charakter; w wielu miejscach przybrała formę niemalże współpracy, ludzie się pobrudzili, a teraz usiłują zmyć z siebie ten brud, kraj umywa ręce. Tak, nawet wielu z tych, którzy naprawdę czegoś dokonali, wie, że mogli zrobić coś więcej, i woli, by im o tym nie przypominano”.

Oczy z Rigela - Roy Jacobsen 

„Oczy z Rigela” to trzecia część cyklu dotyczącego rodziny Barrøy, żyjącej na bardzo małej wyspie na Morzu Norweskim, której cykl życia wyznaczają pory roku. Każdą z części można by czytać niezależnie, ale nie polecam tego robić. Styl Roya Jacobsena ewoluuje i wspaniale jest to widoczne wtedy, kiedy zachowuje się odpowiednią kolejność czytania. Charakter głównej bohaterki i jej zawziętość można zrozumieć dopiero wtedy, gdy się ją dobrze zna.

Pierwsza powieść z cyklu nosi tytuł „Niewidzialni” i tacy właśnie są mieszkańcy tej małej wysepki. Żyją cyklami, korzystają z dobrodziejstw natury i walczą z jej przekleństwami. Narracja jest nieśpieszna, dość oszczędna, a mimo to odnosi się wrażenie przebywania na tym przyczółku ludzkości na środku dzikiego morza.
W drugiej części („Białe morze”) Autor zmienia czas, w którym opowiada z teraźniejszego na przeszły i koncentruje się na Ingrid
Barrøy, przez co styl nabiera emocjonalności i rozkwita, przestaje obojętnie relacjonować. Kobieta wraca na wyspę i akcja toczy się w głównej mierze z bohaterami, których już znamy.
Trudno również się nie domyślić dlaczego tytuł trzeciej części brzmi „Oczy z Rigela” kiedy zna się przebieg zdarzeń z „Białego morza”.

Ingrid wraz z córką Kają, rusza przez kraj, który próbuje pozbierać się po niemieckiej okupacji, by odnaleźć ważnego dla  jej mikrorodziny człowieka. To powieść drogi. Ingrid sama staje się wyspą na morzu. Większość napotkanych ludzi nie wierzy w jej opowieść, twierdzi, że nic nie wie na temat Rosjanina, o którego bohaterka pyta, i nie może jej pomóc. Zdarzają się jednak wyjątki oferujące informację czy nocleg, ale zdecydowana większość - o wojnie nie chce rozmawiać. Jakby nie wspominanie było równoznaczne z wymazaniem jej z historii.

Ingrid jest mieszkanką małej wyspy, więc nie potrafi nawiązywać rozmów i ich podtrzymywać. Za to znakomicie obserwuje i wysuwa wnioski.
Przyroda nadal jest obecna w „Oczach z Rigela” jednak dużo subtelniej. Po prostu wyznacza szlak, którym Ingrid, z Kają, brnie by dowiedzieć się prawdy o tym, co spotkało mężczyznę, którego nazywa mężem.
Chcąc nie chcąc, kolekcjonuje migawki wspomnień ludzi, których spotyka i odsłania obraz społeczeństwa niezdolnego do zmierzenia się z tym, co ich spotkało, lub z tym co sami spowodowali.

W tej części, jak dla mnie, jest najbardziej emocjonalnie, mimo oszczędności w okazywaniu uczuć przez główną bohaterkę. Jej charakter ukazuje się w tym, co robi i jak, a nie w tym co mówi.
Styl jest bardziej poetycki, pojawia się dużo więcej pięknych porównań, jednak zdecydowanie nie kosztem treści. 

Jest jakaś magia w sposobie pisania Roya Jacobsena. W jego świecie, nawet kiedy pojawi się brzydka prawda o ludziach, się odpoczywa. Czuje się zimno i słońce na skórze, podziwia opisywane widoki, a ludzie patrzą - widzą, umieją żyć w zgodzie z naturą, choć w „Oczach z Rigela” dokładnie widzimy jak również potrafią niszczyć i to samych siebie.

Cykl jest częścią serii skandynawskiej.

Jeżeli interesuje Was tematyka Norwegii w czasie okupacji i po niej, to istnieje film pod tytułem „Dwunasty człowiek” („Den 12. mann”) z 2017 roku, który opowiada odrobinę podobną historię, do tej Aleksandra, i jest oparty na faktach. Przypomniał mi się podczas lektury „Oczu z Rigela”. Polecam równie mocno jak cykl o Ingrid Barrøy.

Data wydania: 2 września 2020
Liczba stron: 256
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich 
literatura piękna
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka


Wiara czy wiedza? Trzecia strona medalu - Dariusz Grochal

Wiara czy wiedza? Trzecia strona medalu - Dariusz Grochal

Mówimy, że każdy medal ma dwie strony, a co z jego rantem? Można medal na nim postawić, dzięki niemu się toczy i obraca. Wiemy, że jest, ale nie przywiązujemy do niego większej wagi. Dobro i zło, zawsze razem... A pomiędzy nimi, to naprawdę nic nie ma?

Wiara czy wiedza? Trzecia strona medalu - Dariusz Grochal

Podobnie jest z naszym światem. Jesteśmy my, zwykli zjadacze chleba, i oni, czyli po prostu ci, którzy wpływają na naszą codzienność.
Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, no ale tam gdzie są wielkie pieniądze, tam kształtuje się obraz tego, co jest i będzie, a nawet tego co było.

Co z tymi wszystkim zjawiskami, których jak twierdzimy nie da się wytłumaczyć? Człowiek musi wszystko zmierzyć, sprawdzić, policzyć. Nawet to ile razy można złożyć kartkę.

Osobiście twierdzę, że nie ma takich rzeczy, których wytłumaczyć by się nie dało, bywają jedynie dla nas niezrozumiałe. Jednak nie jestem kompletnym sceptykiem, pozwalam sobie na wiarę, w niektóre sprawy, ponieważ czasem jest ona lepsza niż wiedza. Daje nadzieję.

Trzecia strona medalu - Dariusz Grochal

Kompletnym sceptykiem zaś jest Olaf Limba, główny bohater „Trzeciej strony medalu”, debiutanckiej powieści Dariusza Grochala.
Limba to dziennikarz śledczy, który otrzymał literacką Nagrodę Nobla za reportaż ujawniający wiele tajemnic i zbrodni komunistycznej Polski. Dziennikarz ujawnił wiele nazwisk, pokazał, jak sądził, prawdę, choć nie chciał by ktokolwiek ponosił karę za to, co kiedyś robił. 

Dla Limby liczy się tylko prawda. Nic poza nią. A czym prawda rzeczywiście jest?

Na jego drodze pojawia się bardzo bogaty człowiek - Bernard Kubacki, kiedyś związany ze Służbami Bezpieczeństwa. Bernard to mruk, który rzuca „mięsem” non stop, wszystkich traktuje z góry. Jednak, mimo wszystkich negatywnych cech i niejasnej przeszłości, wzbudza sympatię czytelnika.
Od początku za bardzo nie wiemy co się na tej arenie zdarzeń dzieje. Poznajemy postacie fragmentarycznie i można odnieść wrażenie, że te migawki z przeszłości, czy jakieś przypadkowe wzmianki niczemu nie służą.
Jednak kiedy spojrzy się już na całość opowiadanej przez Grochala historii, wtedy widzi się jakie znaczenie miały one dla kreacji psychologicznej postaci i jej przemiany.

Olaf chce prawdy, a Bernard staje się środkiem prowadzącym do niej. Wikła się w układ z nim. Staje się świadkiem dziwnego zdarzenia, które uruchamia kolejne. Hipnoza, reinkarnacja, tajne stowarzyszenia. Prawda, która okazuje się inna niż twierdzą zapisy historyczne.
W „Trzeciej stronie medalu” stale unosi się gęsta atmosfera tajemnicy, podsycana przez kolejne postacie.
Ten klimat przypominał mi trochę „Czarne słońce” Jamesa Twininga, które czytałam lata temu.
Olaf zbiera strzępki informacji i próbuje je poukładać, a kiedy jest już, jak mu się wydaje, blisko prawdy, to wszystko się rozsypuje.
Do tego coraz częściej pojawiają się u niego niezwykle męczące koszmary senne.

Wszystko fajnie współgra z problematyką ludzkiej wiary, która przekazywana z pokolenia na pokolenie stała się tradycją. Z jednej strony wszystko chcemy mierzyć i badać, a z drugiej powtarzamy (bezrefleksyjnie) wyuczone schematy.

W „Trzeciej stronie medalu” pojawia się również wiele rozważań na temat ludzkiej natury, filozofii życia, poznania natury wszechrzeczy. Człowiek chce wszystko wiedzieć, ale dużo łatwiej uwierzyć mu w tajemnicze wędrówki dusz, prastare rytuały niż w prawdę, która nie jest aż tak ukryta i magiczna, jak przyjął.

Powieść Dariusza Grochala przeczytałam nie odkładając jej ani razu. Tak bardzo chciałam poznać tę prawdę, że w ogóle jej nie widziałam.
Czasem wątpiłam, śmiałam się pod nosem, bo dokąd ta akcja zmierza, czy to fantastyka, czy co? I dostałam po nosie. Dotarłam do ostatniej strony i sprawdzałam czy to nie błąd, czy mój egzemplarz czasem nie został źle wydrukowany, z pominięciem kilku rozdziałów... Nie, zdecydowanie niczego w nim nie brakuje, choć jest kilka błędów korektorskich.

Jako fascynatka historii przedstawianych w „Niewytłumaczalnych zjawiskach” Viktora Farkasa, nie mogłam po prostu nie bawić się wyśmienicie, brnąc przez zagadki, u boku Olafa Limby. 





Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 12 sierpnia 2020
Liczba stron: 288
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Cytat na dziś - Ziemia przebacza - Rok potopu - Margaret Atwood

Cytat na dziś - Ziemia przebacza - Rok potopu - Margaret Atwood

Cytat na dziś pochodzi z „Roku potopu” drugiej części trylogii MaddAddam Margaret Atwood. To tekst z „Niepisanego śpiewnika Bożych Ogrodników”, który jest integralną częścią książki i kończy każde wystąpienie przywódcy sekty (Bożych Ogrodników) zwanego Adamem Pierwszym.
Cykl ten to nic innego jak antyutopia, pokazująca do czego prowadzi nasze wrażenie wszechmocy, które choć czyni nas ludźmi, to uniemożliwia nam życie w zgodzie z Przyrodą, której jesteśmy częścią, a nie władcą (antropocentryzm
). Czyta się znakomicie, a niektóre fragmenty mogą szokować, np. gdy Atwood ostrzega przed kichającymi i każe myć ręce (książka została wydana po raz pierwszy w 2010 roku), trzeba pamiętać jednak, że Autorka śledzi od lat publikacje dotyczące technologii i wszelakie prognozy. Cytat nie zdradza treści, ale wskazuje rejony, wokół których treść się koncentruje.

Cytat na dziś - Ziemia przebacza - Rok potopu - Margaret Atwood

Rok potopu - Margaret Atwood

Ziemia przebacza

Ziemia przebacza Górniczy wybuch,
Co drze jej skorupę i skórę pali -
Po wiekach znów tu zjawią się Drzewa,
Wody i Ryby w wód tych fali.

Łania przebacza Wilkowi, który
By krew jej chłeptać, kark jej gruchoce.
Kości jej wsiąkną w ziemię by żywić
Drzew kwiaty, nasiona i owoce.

A w cieniu pod drzewami tymi
Błogiego Wilk zażyje trwania.
Aż skona sam i stanie się trawą,
Na której paść się będzie Łania.

Stworzenia wiedzą, że aby jedne
Brały i jadły, drugie giną,
Prędzej czy później każde przemienia
Swe ciało w mięso, krew swoją w wino.

I tylko Człowiek Pomsty szuka,
W kamieniu ryjąc fikcyjne Prawa,
Dla fałszywej Sprawiedliwości
Kości rozgniata i ciała rozkrawa.

Czy tak wyglądać ma obraz Boga?
Twój ząb za mój? Twa krzywda za mą własną?
Jeśli to Mściwość, a nie Miłość
Gwiazdy poruszać będzie - zgasną.

Nasze istnienia to ziarnka piasku,
Na nitce cieńszej wisimy włoska -
Bo Wszechświat kulką jest maleńką,
Którą dłoń podtrzymuje Boska.

Porzućcie gniewy, niechajcie pomsty,
Wzór bierzcie z Łani, z Drzewa doli,
I czerpcie radość z Przebaczenia,
Bo tylko ono was wyzwoli.

Z Niepisanego śpiewnika Bożych Ogrodników
*„Rok potopu”- Margaret Atwood (drugi tom trylogii MaddAddam) w przekładzie Marcina Michalskiego, wydawnictwo Prószyński i S-ka
 
 
Mam nadzieję wytrwać w swoim postanowieniu i cyklicznie publikować posty dotyczące cytatów...
Z góry widać wyraźniej - Wzgórze - Ivica Prtenjača

Z góry widać wyraźniej - Wzgórze - Ivica Prtenjača

„To prawda, mieliśmy go, ale ja wtedy nie wiedziałem, że z całej powieści i wszystkich w niej ludzi istotny jest tylko pies, że tylko jego los jest tym, nad czym należy płakać; wszyscy oni w porównaniu z bólem, który czuje Karenin, są całkowicie nieważni i tylko się miotają w swojej ludzkiej niedoskonałości. Ja odwróciłem się od ludzi, dlatego zapomniałem o Tomaszu i Teresie i wszystkich tych kochankach, które osądzały ich i same siebie, a dławiąc się w cielesnych pożądaniach, oni wszyscy chcieli jednego - aby nie było śmierci, aby choć przez chwilę o niej zapomnieć, aby, wzajemnie się pożerając, przegonić ją.”

Z góy widać wyraźniej - Wzgórze - Ivica Prtenjača

Wzgórze - Ivica Prtenjača

Tak pisze o „Nieznośnej lekkości bytu” Milana Kundery Ivica Prtenjača w książce „Wzgórze”. Wybrałam ten cytat, na początek, nie bez przyczyny. Kiedy czytałam „Nieznośną lekkość bytu” takie same myśli kołatały mi się po głowie.
Jestem świadoma tego, że autor i bohater to niekoniecznie ta sama osoba. Poglądy jakie prezentuje protagonista, wnioski jakie wysuwa nie muszą być zbieżne z tym, co nosi w sobie pisarz. Jednak w przypadku „Wzgórza” czuję, że to może być jedna i ta sama osoba, a nawet więcej, bo to mogę być zarówno ja, jak i... TY.
Nie jesteśmy tak wyjątkowi w swoich przemyśleniach, jak się nam czasem wydaje.

Narrację prowadzi bezimienny bohater. Dowiadujemy się, że pracuje w środowisku artystycznym, a jego życie prywatne nie jest zbyt udane.
Mężczyzna przeżywa przesyt. Przesyt ludzkiego towarzystwa, przesyt głośnego i zmierzającego donikąd świata.
Bohater nie wie co, tak naprawdę, z tym swoim życiem robi i do czego jest tym wszystkim ludziom potrzebny. Jedni są krzykliwi, inni milczą, jedni czegoś chcą, a pozostałym to już w ogóle nie wiadomo o co chodzi.
Po głowie kołaczą mu się myśli: po co? do czego? na co?
Postanawia uciec. Porzuca stolicę i wyjeżdża by zamieszkać na wzgórzu, na jednej z dalmackich wysp, gdzie będzie osobą odpowiedzialną za wypatrywanie pożaru. Pragnie samotności, odosobnienia. Jednak to nie takie proste, ponieważ nawet na niewielkim wzgórzu, zapomnianym przez świat, pojawiają się ludzie - okoliczni mieszkańcy i... turyści.
Mieszka w spartańskich warunkach, w byłych koszarach. Jego jedynym towarzyszem jest stary osioł, którego nazywa Viskontim. Przemierza „swoją samotnię” uzbrojony w Oko i potyka się o ślady ludzkiej bytności.

Ivica Prtenjača pisze poezję i tę poetyckość przemyca do „Wzgórza”. Nie jest ona jednak nachalna. Zdania nie są sztucznie rozbudowane. Fraza płynie, a na jej końcu, co jakiś czas, pojawia się niezwykłe porównanie. Ta niezwykłość ociera się czasem o absurdalność, jednak kiedy pozwolić wyobraźni zobaczyć to co opisuje, metafory okazują się niezwykle trafne. Zdarzało mi się czytać niektóre zdania po kilka razy, ponieważ, według mnie, są nie tylko ładne... one wpadały we mnie jak białe światło w pryzmat. W tym miejscu wspomnę o tłumaczeniu, bo bez pracy Sinišy Kasumovića nie byłoby „Wzgórza” po polsku, a czyta się je tak znakomicie (!) właśnie dzięki Niemu.

Nasz bohater miota się po swoim wzgórzu starając się przywracać porządek należny przyrodzie. Irytuje się na turystów - dosłownie się piekli. Wspomina swoje życie w stolicy i dzieciństwo. Bywa zabawnie, bywa nostalgicznie, bywa smutno, bywa poważnie. Chorwacja jest krajem naznaczonym traumą wojny i jej echa niosą się po tej opowieści. 

„Wzgórze” to książka, która ukazuje inną perspektywę. Inne spojrzenie na rzeczywistość.
Bohater kroczy po wzniesieniu obrażony na świat, na ludzi, którzy bezmyślnie niszczą to co przyrodzone. Depczą po szlakach, zmieniając krajobraz na stałe. Za pomocą lepszego Oka (pisownia oryginalna) niczym istota nadprzyrodzona widzi wszystko wyraźnie. Są jednak momenty, w których jego gniew opada - pomaga tym otępiałym chęcią wypoczynku wędrowcom i dzieli się z nimi wytworem własnych rąk.

Czy on jest tak naprawdę od nich lepszy?
Jest świadomy tego jak wygląda życie odarte ze złudzeń i czy coś z tą wiedzą robi?

Jak bardzo byśmy nie chcieli uciec, odciąć się, choć na chwilę, to musimy mieć świadomość, że nie da się tego zrobić. Człowiek jest stworzeniem stadnym czy tego chce, czy nie.
Relacja, którą narrator nawiązuje z osłem jest niezwykła, poruszająca.
Kiedy nie ma szumu, kiedy nie ma potykaczy, kiedy nie ma czyichś głośnych zdań, a powstaje pozorna cisza i samotność, wtedy rodzą się prawdziwe, niczym niezmącone uczucia.

To historia, która ostrzega przed bezmyślną, pozbawioną jakiejkolwiek refleksji, turystyką, a jednocześnie ukazuje jak jesteśmy częścią wszystkiego.
„Wzgórze” Ivicy Prtenjača to piękna, wolno snuta opowieść, która pachnie, smakuje i gra, do której z przyjemnością wrócę, gdy zmęczenie światem ponownie zamajaczy na horyzoncie.

Z góy widać wyraźniej

 
Wydawnictwo: BIBLIOTEKA SŁÓW
Data wydania: 30 lipca 2020
Liczba stron: 181
Kategoria: literatura piękna 
 Przekład: Siniša Kasumović
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...