#10 Drozdy. Dotyk przenaczenia - Chuck Wendig

#10 Drozdy. Dotyk przenaczenia - Chuck Wendig

Drozdy Dotyk przeznaczenia - Chuck Wendig - czy warto przeczytać?

"Kłamstwo napędza się samo. Wystarczy odkręcić kurek, a z kranu popłynie fałsz."

Miriam Black to dwudziestokilkuletnia dziewczyna, obdarzona darem lub też przekleństwem. Gdy kogoś dotknie widzi czas, miejsce i sposób w jaki ta osoba umrze. I czego by nie robiła to, ta przepowiednia zawsze się wypełni - taki los - przeznaczenie. 

"Przeznaczenie i plan. Ja od samego początku byłam częścią tego planu, choć wydawało mi się, że jestem sprytniejsza od przeznaczenia i wyrwę chłopaka, z jego szponów. Ale starając się zmienić przeznaczenie, sprawiłam, że się wypełniło."

Miriam wychowała fanatycznie wierząca w Boga kobieta, która wszędzie i we wszystkim widziała rękę Szatana. Toteż córka jak to zwykle w takich przypadkach bywa - robiła wszystko to, co nie spodobałoby się jej matce. 
Panna Black żyje na walizkach, a raczej na torbie bo nie ma zbyt wiele. Podróżuje i sama nie wie dokąd zmierza, przygląda się - jak wizje się wypełniają i niejednokrotnie okrada zmarłych - bo przecież musi z czegoś żyć. Za kołnierz nie wylewa i papierosa też nie odmówi, przekleństw używa jak przecinków i nie udaje delikatnej damy. Na jej drodze los stawia dwóch mężczyzn Louisa i Ashley-a oraz pewną torbę z tajemniczą zawartością, którą chce odzyskać para podobno agentów FBI. Do wizji Miriam dołączają jeszcze bardziej pokręcone i obrzydliwe sny. 

"I wszystko ochlapuje krwią. Czarną posoką. Gęstą od skrzepów. Miriam ściera ją z twarzy i wypluwa z ust. Krew ścieka po lustrze, znacząc gęste ślady. Kawałki jaśniejszej tkanki płyną razem z nią, jak robaki uwięzione w żywicy. Już kiedyś widziała taką krew. Widziała taką scenę. Na podłodze, na podłodze w łazience."

Wszyscy jadą autobusem przeznaczenia po drodze pełnej dziur, dokąd dojadą? 
Niestety - trzeba przeczytać żeby się dowiedzieć.

Informacje zamieszczone na książce nazywają tę powieść podobną do "Sześciu stóp pod ziemią" spod pióra Stephena Kinga i Chucka Palahniuka - nie wiem nie czytałam tej pozycji, ale serial mnie niestety nie kupił, ani ten wyszukany żart mnie nie porwał, ani fabuła nie zainteresowała - czyli coś co podobno trafia do gustów wielu - do mnie nie trafiło. 
A jak jest z tą książką? Nie jest to dobra książka. Mam wrażenie, że autor nie wykorzystał potencjału własnego pomysłu - głównego motywu daru panny Black, za to wszystko, co mu się po drodze nasunęło wcisnął na siłę Jest wszystkiego za dużo i czytając można czasem przymknąć oko, bo to po prostu zaczyna nudzić. Ale... No właśnie. Nie można autorowi odmówić lekkiego, mimo wszystko pióra. Ciekawie włączył przeszłość Miriam - wprowadził motyw "Wywiadu" prowadzonego przez dziennikarza zaznajomionego z talentem bohaterki. Jak ktoś lubi pisać - to powinien tę książkę przeczytać, bo jest to doskonały przykład jak zgubić się w gąszczu własnych wizji i stworzyć dziwną niezbyt interesującą historię. Odzywki Miriam, niektóre żarty mogą śmieszyć, ale nie jest to wyszukany żart, raczej podwórkowy - pasuje jednak do postaci, którą Wendig stworzył. Mimo że nie jest to książka, którą mogę jakoś wielce polecać - to nie żałuję, że ją przeczytałam. Jest pełna trafnych porównań i puent, które przydają się właśnie przy pisaniu. 
Jakby ktoś, mimo wszystko był zainteresowany zakupem - to w księgarni czytam.pl jest dostępna za niewielkie pieniądze.
6/10.

"- Natura jest brutalna i groteskowa. To jej jedyna właściwość. To ona ją kształtuje. Jesteśmy zwierzętami i jako część natury również musimy być brutalni i groteskowi."



Wydawnictwo: AKURAT (imprint MUZA)

Data wydania: maj 2013

Liczba stron: 320




Tłumaczenie: Miłosz Urban
#9 Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley

#9 Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley

Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley - czy warto przeczytać?

"Wspólność, Identyczność, Stabilność."

Kto z nas nie marzył choć przez chwilę żeby się nie starzeć, żeby zawsze być szczęśliwym, zadowolonym ze swojego życia? Żeby mieć zawsze swoje miejsce w świecie, nie gonić ciągle króliczka i nie rozmyślać co by było gdyby? Świat idealny. Bez bólu, bez chorób, z ciągłym zadowoleniem i twarzą wykrzywioną w wiecznym uśmiechu...
Jest rok 2541. Nie jesteśmy już "żyworodni". Matka, ojciec to pojęcia z zamierzchłych czasów. Pączkujemy w próbówkach, z których zgodnie z tym co, do danego zarodka dodano wychodzimy jako członkowie kast - Alfy, Bety, Gammy, Delty etc. etc.  Potem za pomocą hipnopedii, niczym kropla roztopionego wosku nasze umysły oplata przeznaczenie. 


"Rodzina, monogamia, miłość. Wszędzie wyłączność, wszędzie zawężania pola penetracji, rygorystyczne kanalizowanie popędu i energii. 
- A przecież każdy należy do każdego..."

Zadowoleni ze swojej bezsensownej egzystencji niewolnicy. 

"Wolność jest nieefektywna i przykra. Wolność to okrągły kołek w kwadratowej dziurze." 

Tępe masy bliźniąt warunkowane od początku do roli jaką będą pełnić, w tym idealnym społeczeństwie. "Cywilizacja to sterylizacja". Powtarzamy zasłyszane podczas hipnotycznych, sensorycznych snów aksjomaty - niczym nakręcone maszyny. Nic nie kwestionujemy, bo wszystko jest idealnie, ale... czasem coś nas zasmuci... wtedy otwieramy fiolkę, łykamy i znowu obracamy się w karuzeli wiecznej szczęśliwości bo - "każdy jest obecnie szczęśliwy". Życie to pasmo samych przyjemności -  "Nigdy nie odkładaj do jutra przyjemności, którą możesz mieć dzisiaj"
Książka została napisana w 1931 roku, a wydana rok później jest najbardziej znaną antyutopią XX wieku. Aldous Huxley opisał świat, o jakim często marzymy. Nie spotyka nas w nim nic złego, zawsze jesteśmy uśmiechnięci, nigdy nie chorujemy i pracujemy na rzecz wspólnie budowanej społeczności, więc co jest nie tak? Odebrano nam wolę. Od momentu sztucznie stworzonego zarodka nasz los jest już przesądzony - nie będziemy nikim ponadto, co nam przeznaczono. Na nic nie mamy wpływu, ale... nawet o tym nie wiemy. Czytając ją dzisiaj, łapię się za głowę, jak bliscy jesteśmy temu co Huxley wymyślił. Co dzień opowiadamy wszem i wobec jak bardzo liczy się indywidualność. Jak chcemy być unikatowi, jedyni, niepowtarzalni, a tymczasem ulice zalewają przyklejone do smartphone-ów zombie, z odrysowanymi od szablonu brwiami, ze sztucznymi ustami, ludzie kopiuj - wklej. Jak pozbawione wolnej woli marionetki słuchamy ponoć mądrzejszych od nas trendsetterów. 
Dziś już większość z nas chyba nie wie, kiedy i gdzie zatarła się granica inspiracji. Mieszkańcy "Nowego wspaniałego świata" zostali pozbawieni możliwości czytania tego co chcą - mają do dyspozycji tylko to, co wolno im czytać. Oglądają to, co im się serwuje, a nie to co chcą - ba oni nawet nie są świadomi, że co innego mogliby chcieć... Dziś jeszcze mamy tę możliwość, a mimo to większość z nas ją odrzuca. Podążamy za tym, za czym idzie większość i niechybnie zmierzamy w kierunku destrukcji, samozagłady. Nie da się temu zaprzeczyć. Kto powinien przeczytać tę książkę? Chyba każdy? Nie wiem czy wpłynie to na nasze postrzeganie świata, ale powinno choć na chwilę zmusić do refleksji. Czy to, do czego zmierzamy jako ludzkość - to na pewno to, czego chcemy, bo: 
" - Czyż nie chcecie być wolni, być ludźmi? Nie rozumiecie pewnie nawet, co znaczą słowa ludzkość i wolność?". Zakończę słowami Dzikusa: "- Ja tam wolę być nieszczęśliwy, niż pozostawać w stanie tej fałszywej, kłamliwej szczęśliwości, w jakiej się tu żyje."

9/10.


Wydawnictwo: MUZA

Data wydania: 2010 (przybliżona data)

Liczba stron: 256


Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Tłumaczenie: Bogdan Baran
#8 Doktor Jekyll i pan Hyde - R. L. Stevenson

#8 Doktor Jekyll i pan Hyde - R. L. Stevenson

Doktor Jekyll i pan Hyde - Robert Louis Stevenson - czy warto przeczytać?

"Kryje się za tym coś jeszcze - mówił do siebie nasz zmartwiony dżentelmen. - Jest tu coś jeszcze,  a ja nie umiem tego nazwać. Dobry Boże, wszak jest w nim coś nieludzkiego! Jakby był człowiekiem pierwotnym albo bazyliszkiem..." 

"Doktor Jekyll i pan Hyde" wszyscy gdzieś słyszeli o tej historii, ale mało kto kojarzy ją z książką. Było wiele ekranizacji, wiele filmowych inspiracji, jak udanych to już sprawa drugorzędna. 
Robert Louis Stevenson, który napisał "Wyspę Skarbów", "Porwanego za młodu" czy "Czarną strzałę" - stworzył prawdziwy horror - bez istot nadprzyrodzonych i magicznej otoczki.
Człowiek, jako istota o dwoistym charakterze. Z jednej strony człowiek oświecony i żyjący zgodnie z prawem, a z drugiej istota zła, pozbawiona moralności, która niszczy wszystko to, co ta dobra strona ceni. 
Książka składa się dziesięciu rozdziałów i Posłowia spod pióra Macieja Szymkiewicza. 
Całość to zaledwie 120 stron, które mimo trochę archaicznego języka czyta się znakomicie. Doktor Jekyll to nie tylko wybitny lekarz, to szanowana persona - wywodząca się z znamienitej rodziny. Jest niezwykle prawy i głęboko moralny, w laboratorium chemicznym próbuje znaleźć lek na ludzką agresję. Przyrządzoną miksturę testuje na sobie i tak powołuje do życia Pana Edwarda Hyde-a, swoje kompletne przeciwieństwo. Za dnia dobry człowiek, nocą propagator wolnej woli - złej woli.
A jak to często bywa z tą wolną wolą - może ona sprowadzić nas na manowce. 
Mimo tego, że pan Hyde jest drugim obliczem doktora Jekylla noszącym jednak inną fizjonomię, obrazującą jego charakter:

"Otóż pan Hyde okazał się blady i niewysoki, była w nim jakaś fizyczna deformacja, chociaż nie dało się jej wskazać czy nazwać, miał niezbyt przyjemny uśmiech, a do Uttersona odnosił się na przemian nieśmiało i zuchwale, jakby snuł wobec niego mordercze plany; mówił ochryple, półgłosem, czasem zaś jego głos nieco się łamał"

Nowela pochodzi z 1886 roku, a mimo to doskonale wpisuje się w obecny czas. Człowiek nie jest tylko dobry, ani tylko zły - to wydaje się oczywiste. Wszystko zależne jest od tego, które z swoich oblicz karmi i jak je karmi. Powieść Stevensona uznawana jest za portret psychopatologicznej podwójnej osobowości (jak podaje okładka) - nie wiem czy tylko... 
Na 120 stronach mamy pytanie o istotę zła i mamy też odpowiedź - człowiek. 
Doktor Jekyll chciał uleczyć ludzkość z agresji, a uzyskał coś zupełnie przeciwnego, ucieleśnienie najgorszych myśli, do tego kompletnie pozbawione empatii.

"Owa istota, którą dobyłem z własnej duszy i słałem w świat, by folgowała swym żądzom, okazała się wcieleniem podłości i najgorszego łajdactwa."

Być może to jest właśnie istota człowieczeństwa? Równowaga między obiema naturami, akceptacja dwoistości i świadomy wybór, tego kim chcemy być. 

"Gdy alkoholik zmaga się rozumowo z nałogiem, niezwykle rzadko zdaje sobie sprawę, jak groźna jest bestia, którą wyzwala w swoim ciele. (...)
Mój demon, długo trzymany w klatce, z rykiem wyrwał się na wolność."

Jak to bywa z klasyką - wszyscy o niej słyszeli, ale nikt jej nie czyta... 
A naprawdę szkoda, bo dobra powieść wymyka się z ram znaczeń i czasu pozwalając czytelnikowi na własną interpretacje zgodnie z przekonaniami i epoką w jakiej przyszło mu żyć i tak też jest z tą opowieścią - 8/10.


Wydawnictwo: Vesper

Data wydania: 2007 (przybliżona data)

Liczba stron: 120


Kategoria: thriller, sensacja, kryminał

Tłumaczenie:Lesław Haliński
 


#7 Skafander i melonik - antologia

#7 Skafander i melonik - antologia

Skafander i melonik - recenzja - czy warto przeczytać?

Lubię trafiać na perełki wydawnicze, które nie są napędzane wielkim nakładem finansowym. "Skafander i melonik" to antologia wydana przez Śląski Klub Fantastyki. Składa się  z dziewięciu opowiadań:
- „Detektyw Fiks i sprawa mechanicznego skafandra” Anny Hrycyszyn,
- „La Estrella” Aleksandry Sokólskiej,
- „Zwierciadło w dziurce od klucza” Marty Magdaleny Lasik,
- „Ślady w popiele” Karoliny Fedyk,
- „Ekonomia to dolina niesamowitości” Anny Łagan,
- „Jeden spalony rzut” Krystyny Chodorowskiej,
- „Matki płaczą solą” Alicji Tempłowicz,
- „Flaun” Marty Potockiej,
- „Pościg” Michała Cholewy.


To drugi zbiór z serii - Ścieżki wyobraźni. Każde z opowiadań jest zupełnie inne niż poprzednie - mimo że spinają się tytułowymi motywami. To prawdziwa uczta dla fascynatów budowania historii, które powzięły życie w czyjejś głowie i mogą rozwinąć się w umyśle czytelnika. Mamy tu steampunk, since fiction, eksploracje nieznanych planet, zwierzołaki, kryminał, hodowle lam na Marsie, kosmiczny wrestling - niesamowite, jak różnymi ścieżkami umysłu można podążyć kierując się jedynie jakimś elementem. Czyta się je niezwykle miło i przyjemnie, zatapiając się w światy tkane ze słów i wyobraźni. Do tego język jakim posługują się autorzy niejednemu czytelnikowi przypomni jak piękny jest polski. Antologię polecam czytać jak każdy zbiór opowiadań - z przerwami i czasem na przejście do innego świata. 
8/10. 




Data wydania: 14 lipca 2018

Liczba stron: 393


Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction



"Skafander i melonik" jest do pobrania za darmo - wystarczy kliknąć w nazwę.
Ponadto Sekcja Lorgus Śląsk udostępnia pierwszą część również za darmo - Zabawa w Boga.
Wersje papierowe również są dostępne - mail do kontaktu - anneke@poczta.onet.pl
„Zabawa w Boga” – 15zł,
„Skafander i melonik” – 20zł.


#6 Ona to wie - Lorena Franco

#6 Ona to wie - Lorena Franco

Czy warto przeczytać Ona to wie Loreny Franco?


"Kiedy umiera ktoś, kogo kochasz, myślisz o tym wszystkim, co mogłaś była powiedzieć i jak niewiele czasu miałaś, żeby to zrobić. A przecież potrzeba do tego tylko dwóch słów, w nich mieści się wszystko. "Kocham cię" powiedziane, gdy jest na to czas, i nic więcej nie jest potrzebne, żeby znaleźć trochę wewnętrznego spokoju."

W weekend miałam ochotę na coś niezobowiązującego, na niezbyt wymagającą lekturę z jakimś dreszczykiem emocji - thriller - wybór padł na "Ona to wie" hiszpańskiej modelki, aktorki no i pisarki - Loreny Franco. 

1.O czym jest książka?

Mieszkasz w mieszkaniu swoich marzeń, które zamieszkiwał bohater twojej ulubionej powieści. Żyjesz niczym w bańce mydlanej. Mąż ma świetną pracę, ty próbujesz pisać powieści detektywistyczne, do tego masz najlepszą przyjaciółkę jaką byś mogła sobie wymarzyć.
Nagle, twoja przyjaciółka umiera... świat zwalnia. Policja twierdzi, że była narkomanką, ale ty wiesz, że to nie prawda. Jacyś ludzie na twojej skrzynce na listy wypisują obraźliwe słowa - podobno wraz z mężem jesteście kryminalistami. Nie wiesz o co chodzi. Świat spowija mgła. Przeprowadzacie się, przechodzisz leczenie - zażywasz leki uspokajające  - chcesz zacząć żyć na nowo. Chcecie mieć dzieci, ale nie możesz zajść w ciążę. Każdy dzień wygląda tak samo:

robisz sobie kawę, dolewasz do niej whiskey i połykasz tabletkę uspakajającą, a najlepiej 10. 
Patrzysz w okno. Żyjesz życiem sąsiadów. Wyobrażasz sobie, że wszyscy są doskonali, tylko z tobą jest coś nie tak. Ale czy na pewno? 

Odwiedza cię dawno niewidziany szwagier, z którym wymieniasz tylko kilka zdań. Męża rzadko widujesz. Już sama nie wiesz czy chcesz mieć to dziecko, czy nie.
Pewnej nocy widzisz jak twoja doskonała sąsiadka wychodzi z domu i wyjeżdża gdzieś z twoim szwagrem. Na drugi dzień nie wiesz - czy to ci się przywidziało, czy też zdarzyło się naprawdę. Jesteś zawieszona między jawą i snem. Próbujesz prowadzić śledztwo niczym bohaterka powieści, które chcesz pisać.
Obudź się do życia Andreo!

 

2. Jak się czyta tę historię?

Akcja nie należy do wartkich. Toczy się powoli, sennie jak życie głównej bohaterki. Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej, ale z perspektywy różnych bohaterów powieści, przez co ramy czasowe są dość szerokie. Z każdym kolejnym rozdziałem dostajemy więcej informacji, które układają się tworząc obraz - dość brzydko definiujący pojęcie bliskości
i więzów rodzinnych. Przez całą powieść przewija się motyw zaginionej książki bohaterki - "Cienia wiatru"



3. Dla kogo jest ta książka?

Książka przypadnie do gustu fanom thrillerów typu "Dziewczyna z pociągu".
Mimo przedstawienia treści wprost, i tak udało się autorce przemycić wiele rozważań
na temat celowości życia i tego jak chcemy je przeżyć. Uważam ją za dość dobrą pozycję
i oceniam w dziesięciopunktowej skali na siódemkę.



"Nie doceniamy piękna drobnych rzeczy, zanadto zamartwiając się ich krótkim życiem,
bo świadomość, że wkrótce przestaną istnieć, nie pozwala nam cieszyć się chwilą".



Wydawnictwo: Albatros

Data wydania: 14 marca 2018

Liczba stron: 480

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał
Tłumaczenie: Elżbieta Sosnowska




#5 Głód - Alma Katsu

#5 Głód - Alma Katsu

Głód - Alma Katsu - czy warto przeczytać?

"- Więc wierzysz w tę bajeczkę o potworach w lesie?
- Nie wierzę w potwory. Tylko w ludzi, którzy zachowują się jak potwory."

Lubię kiedy autor do faktów, dokłada swoje wyobrażenia - najlepiej przesiąknięte jakimiś wierzeniami, mitologią. Kiedy nie wiemy co się tak naprawdę wydarzyło możemy wyobrazić sobie niemal wszystko. Jak wiadomo nie od dziś - najbardziej fascynuje to, co mroczne i nieznane.
Po przeczytaniu opisu "Głodu" Almy Katsu wiedziałam, że to będzie coś, co lubię najbardziej. 

Książka opiera się na historii "Wyprawy Donnera" z 1846 roku, kiedy to dwie bogate rodziny - Donnerowie i Reedowie, postanowili wyruszyć do Kalifornii. Ich członkowie liczyli na nowy początek i lepsze życie. Poprzednie wyprawy docierały do punktu docelowego - z reguły w sześć miesięcy. Do "Wyprawy..." wkrótce dołączyły inne rodziny i grupa wynosiła 87 osób. George Donner jako "dowódca" zafascynowany książką "From Oregon and California in 1848" wybrał na szlak tzw. skrót Hastingsa - od nazwiska autora owej publikacji (Lansford W. Hastings). Szlak wiódł przez Wielką Kotlinę, góry Wasatch i Wielką Pustynię Słoną - według odkrywcy droga miała być krótsza i lżejsza niż ta, z której korzystano dotychczas. 
W związku  z tym, iż część wędrowców stanowiły kobiety i dzieci wybrano właśnie tę drogę.
Autor książki - Lansford W. Hastings - nie chciał zostawić rodzin samym sobie, więc zdecydował się im pomóc przebyć trasę. Miał czekać w Forcie Bridger przy rzece Blacks Fork i poprowadzić ich dalej - jednak wyruszył sam. Kiedy rodziny dotarły do punktu spotkania, gdzie dowiedziały się, że Hastings udał się na wędrówkę sam - ruszyły za nim. Lansford co ciekawe swoją pierwszą podróż przez ten skrót odbywał właśnie teraz...
Nie miał jednak ze sobą ciężkich wozów; pełnych dobytku i zapasów. Owy skrót wiódł przez pasmo Sierra Nevada, w pobliżu Oceanu Spokojnego - więc rodziny miały podróżować po zimnych, ośnieżonych i niebezpiecznych szczytach. Skrót był możliwy do przebycia jeżeli podróżowało się szybko, bez zbędnych bagaży. Od pionierów odłączył się dziennikarz Edwin Bryant i sam pokonał tę trasę - starał się powstrzymać grupę przed dalszą wędrówką - zostawiając im listy w kolejnych fortach - jednak nie dotarły one nigdy do członków tej wyprawy. W grupie narastało napięcie - droga była wyczerpująca, ciężkie wozy jej nie ułatwiały, zapasy żywności malały - frustracja powodowała konflikty - jeden z nich doprowadził do zabicia jednego z członków wyprawy przez Jamesa Reeda, którego za karę wygnano. Kiedy nadeszła zima, wyprawa powinna była już dotrzeć do celu, jednak tak się nie stało. W okolicach jeziora Truckee założono obóz. Zima była ciężka, a zapasy żywności szybko malały. 


"Jedzenie bolało. Żołądek je odrzucał i jednocześnie skręcał się z głodu. 
Zęby bolały z zimna i powoli zaczynały się psuć z niedożywienia."

Z członków wyprawy wystosowano grupę, która miała ruszyć dalej - siedemnaście osób - którą nazwano "Samotną nadzieją". Zabrali ze sobą niewiele i jak się można spodziewać wyczerpanie szybko zaczęło dawać się we znaki i po prostu padali z wyczerpania.
W tym czasie rodziny koczowały w obozie. Jeden z członków "Wyprawy..."  zasugerował, że ktoś powinien się poświęcić. Sam jednak wkrótce oszalał. Dłużej nie zwlekano. Podjęto decyzję o zjedzeniu zmarłych członków wyprawy - upatrując w tym jedynej szansy na przetrwanie. Ale... było tylko gorzej. Strzelano nawet do uciekinierów, którzy stawali się posiłkiem. Z kilku wypraw ratowniczych, które zapoczątkował wygnany James Reed - uratowano 48. osób z 87. Klęska głodu porozdzielanych grup pionierów była nieubłagana, kanibalizm miał dosięgnąć wszystkie. Mimo że wielu członków wyprawy wypierało się jakoby mieliby zjadać zmarłych, a kości odnalezione w palenisku nie zostały zidentyfikowane jako ludzkie - powstaje pytanie jakim cudem w takim razie przeżyli, skoro nie mieli żadnej żywności? Niektórzy z członków wyprawy opowiadali jak sporządzano posiłki ze zmarłych współtowarzyszy - jednak później wypierali się swoich słów.


"Straciliśmy wszelki ślad karawany Hastingsa i nerwy mieliśmy napięte jak postronki; ciągle wypatrywaliśmy czegoś, co po nich zostało, nasłuchiwaliśmy ludzkich głosów... szukaliśmy jakiekolwiek dowodu, że nie jesteśmy sami. Ale im głębiej zapuszczaliśmy się w las, tym bardziej czuliśmy się odizolowani. Paradoksalnie prześladowało mnie dziwne i bardzo silne wrażenie, że jestem obserwowany."

Tak mroczna kanwa pionierskiej wyprawy stała się podstawą do napisania "Głodu" przez Almę Katsu.
Autorka do faktów dodała mroczną fantastykę i stworzyła bardzo dobrą książkę!
Powieść czyta się znakomicie, szybko i płynnie. Alma Katsu ma bardzo lekkie pióro, maluje słowa. Oczywiście jej opowieść różni się od tej historycznej - tutaj wszechobecne zło i mrok zaczyna ogarniać członków wyprawy od momentu zaginięcia małego Nystroma, którego zmasakrowane ciało odnaleziono daleko od obozu. Znikają kolejni członkowie grupy, dochodzi do morderstwa, wszyscy choć bardzo chcą wierzyć, że ich kalifornijski sen się ziści - są na skraju obłędu. 



"To co zobaczył za zakrętem, sprawiło, że żołądek podjechał mu do gardła. Pomiędzy dwoma drzewami wisiały ludzkie szczątki: nadgarstki ciasno obwiązane sznurem, ramiona szeroko rozłożone, głowa spuszczona, ale poniżej szyi - prawie nic. Kręgosłup kończył się nagle w powietrzu, kręgi niczym paciorki naszyjnika. Kości niemal całkowicie obrane z mięsa. Na ziemi długie kości nóg, potrzaskane odłamki żeber. Ziemia pod ciałem była zryta i czarna od zakrzepłej krwi."

Przebywają na terenach Indian, boją się ich - nie wiedzą już czy to co słyszą nocami - to ludzie, czy duchy. Nie potrafią odróżnić swoich wyobrażeń od rzeczywistości. Zaczynają widzieć wrogów w samych sobie. Niektórzy mówią o klątwie. Brną coraz dalej, warunki z pustynnych wysokich temperatur zmieniają się wykańczające mrozy i śnieżyce. Jedzenia jest coraz mniej. Niektórzy wierzą, że to klątwa, inni, że jakaś nieznana choroba, a jeszcze inni, że to rdzenni mieszkańcy tych terenów. 


"- Myślę, że masz rację. Myślę, że zmarli mówią, kiedy są rozgniewani lub niespokojni. Myślę, że duchy istnieją. Myślę, że mamy powody do strachu. Może zmarli próbują cię ostrzec. - Kiwnął głową w stronę ciemności. - Coś tam na nas czeka."

Alma Katsu świetnie przestawiła umysł zwykłego człowieka, który postawiony przed nieubłaganą siłą natury i własną bezradnością zmienia się w... zwierzę? Degeneracja człowieczeństwa. Wyniszczenie fizyczne i psychiczne. Fantastyczne opisy przyrody i warunków atmosferycznych, indiańskie wierzenia, śmierć i mrok, który jest w każdym z nas stworzyły pod jej piórem opowieść niezwykłą.


Wydawnictwo: Albatros

Data wydania:19 września 2018

Liczba stron: 416


Kategoria: horror


Tłumaczenie: Danuta Górska

Historia wyprawy opisana na podstawie: Pchnięci do ostateczności

Terror - serial, a mitologia według Dana Simmonsa

Terror - serial, a mitologia według Dana Simmonsa

źródło:AMC https://www.amc.com
 

Terror - serial AMC

W opisie serialu "Terror" wyprodukowanego przez AMC możemy znaleźć informację, iż jest on luźną adaptacją książki Dana Simmonsa pod tym samym tytułem.

Serial składa się z 10 odcinków, które wyreżyserowane zostały przez Edwarda Bergera, Sergio Mimica-Gezzan, Tima Mielantsa.
Premiera miała miejsce 25 marca 2018 roku, a w Polsce, jak zwykle, później - 5 kwietnia 2018 roku. 

Główne role zagrali:
Ciarán Hinds jako Sir John Franklin,
Jared Harris jako Francis Crozier,
Tobias Menzies jako James Fitzjames,
Paul Ready jako dr Goodsir,
Adam Nagaitis jako Cornelius Hickey.


Wydaje mi się, że od pewnego miejsca serial podąża własną drogą.
Zakończenie serialu i książki jest odmienne - zaskakujące.
Serial ma swój klimat, nie można mu tego odmówić. Jednak książka dużo lepiej oddaje to wszechogarniające zimno, kiedy skóra szczypie, aż boli, a kiedy nie założysz rękawic, nie daj Boże, złapiesz lunetę, to oderwiesz od niej część skóry wraz z - mówiąc wprost - mięsem. Dźwigasz na sobie masę ubrań - kompletnie nieprzystosowanych do warunków. One na tobie mokną, wchłaniają pot i nigdy nie schną. Stale jest ci z tego powodu zimno, nawet kiedy siedzisz pod pokładem i korzystasz z ogrzewania. Na zewnątrz panuje temperatura sięgająca nawet minus 73 stopni Celsjusza! Prawie stale pada śnieg. A ty pełnisz wartę na uwięzionym w lodzie statku. Panuje noc polarna i kompletnie nic nie widzisz. Do tego właśnie rozpętała się burza. A jakby tego wszystkiego było mało - to coś porywa członków załogi, po czym oddaje ich ciała... niekoniecznie w całości.
Pojawia się znikąd. Czai się we wszechobecnej bieli. Potem znowu w niej znika. Skrada się lepiej jak kot, a czasem potrafi zaryczeć tak, że sam dźwięk wywołuje panikę. Ma pazury, wielką trójkątną głowę, na szyi, która to przypomina węża. Biega dużo szybciej niż niedźwiedź polarny - jest też znacznie od niego większe, i stale towarzyszy mu smród gnijącego mięsa (opis z książki).

Na twoim statku (który powinien być schronieniem) przebywa eskimoska wiedźma, której coś, jak była mała, odgryzło język (z tego co pamiętam w serialu jest inaczej - sama chyba go sobie odcięła?).

Ze strachu i poczucia osamotnienia wierzysz, że to z jej winy ten mityczny stwór pożera po kolei, niczym w wyliczance, każdego członka załogi, którego nie zabiła nieznana choroba.
Strach, zimno, głód wypełniają każdą komórkę ciała.
Narasta poczucie beznadziei, nieuchronnie zbliżająca się śmierć.


 źródło:AMC https://www.amc.com

Czym był ten stwór? 
To TUUNBAQ.
Żeby zrozumieć czym jest Tuunbaq, trzeba sięgnąć do inuickiej mitologii, którą Dan Simmons wykorzystał i dopasował do swojej historii.

Sedna była piękną eskimoską dziewczyną, która mieszkała wraz z ojcem w lodowym domu, daleko od innych eskimoskich osad.
Wiadomość o jej nieprzeciętnej urodzie roznosiła się bardzo szybko i miała coraz więcej zabiegających o jej względy zalotników, którzy wędrowali do niej po przez kry.
Jednak żaden z nich jej nie interesował. Kiedy przyszły roztopy Sedna uciekła.

Były to czasy kiedy zwierzęta i ludzie się rozumieli - mówili tym samym głosem.

Jeden z ptaków zwabił dziewczynę i skusił ją do wyjścia za niego za mąż.
Ta, zgodnie z tradycją Pierwszych Ludzi, poślubiła go i powędrowała do krainy Ludzi Ptaków.
Nic jednak w tym świecie nie było takie jak obiecywał jej mąż.
Sedna tęskniła za ojcem. Mąż pozwolił mu do niej przybyć. Kiedy zostali sami córka wyznała mu prawdę. Ojciec chcąc ratować córkę - uknuł plan. Wspólnie zabili męża Sedny i uciekli z krainy ludzi ptaków.
Kiedy rodzina zamordowanego znalazła zwłoki, ruszyła w pogoń. 
Ojciec Sedny, chcąc żyć, postanawił złożyć ją w ofierze i... wyrzucił ją za burtę.

Sedna chwyciła burtę mocno. Zatem niestrudzony ojciec wyciągnął nóż i przeciął jej stawy palców. Te, kiedy wpadły do do morza - zamieniły się w wieloryby. Kobieta nie dała za wygraną i nadal trzymała się łodzi.
Zatem ojciec uciął jej palce w drugim stawie, a z tych powstały foki.
Sedna jednak była uparta i nadal mocno trzymała się burty. Wtedy, „kochany” ojciec, odciął jej ostatnie fragmenty palców. Te spadły na przepływającą krę, a potem do wody - i tak powstały morsy.
W końcu Sedna opadła na dno i mieszka tam po dziś dzień.

Sedna to pani wielorybów, morsów i fok. Wtedy, gdy jest zadowolona mówi im, aby dały się złapać ludziom i zjeść, a kiedy nie to Prawdziwi Ludzie głodują. 

Choć Sedna jest Panią fok, to właśnie sama foka decyduje czy da się złapać czy nie. Bo tak naprawdę istnieje tylko jedna foka, bo foka jak Prawdziwi Ludzie ma dwa duchy.
Ducha życia - który umiera razem z ciałem - i ducha trwałego, który opuszcza ciało w chwili śmierci.
Trwały duch trafia do ciała młodej foki - potomka tej, która dała się zabić i zjeść. Prawdziwi Ludzie wierzą, że zawsze zabijają tego samego morsa, tę samą fokę, tego samego ptaka czy niedźwiedzia. 

Podobnie jest z duszami ludzi. Trwały duch nazywa się INUA. W ciele każdego dziecka, oprócz jego ducha, mieszka inua dorosłego - ojca, wujka etc. etc.

Foka nie da się zabić byle komu. Myśliwy musi ją zdobyć dzięki przebiegłości, sile, czujności, odwadze - dzięki wartości swojego INUA.

Istnieją trzy najpotężniejsze duchy - Duch Powietrza, Duch Morza oraz Duch Księżyca.
Jednak te trzy istoty są zbyt potężne, by zwracały uwagę na Prawdziwych Ludzi.
Z INUAT (te trzy potężne duchy) kontaktują się niezwykle rzadko - tylko szamani. 
Szamani poznali bardzo dużo duchów mniejszych, które oswoili, jak Prawdziwi Ludzie - psy. 
Te mniejsze duchy pozwalają szamanom oglądać niewidzialny świat i wędrować myślami do czasów, gdy nie było jeszcze ludzi. 
Dzięki poznaniu przez szamanów języka mniejszych duchów - możliwe jest naprawianie świata. System reguł i zakazów świata przekazywane są za pomocą sznurkowych wzorów, które układają kobiety z Prawdziwych Ludzi.
Między Prawdziwymi Ludźmi krążą duchy, które ich krzywdzą. Szamani są obrońcami i rozwiązują problemy między duchami i ludźmi, ale niekiedy za pomocą potężnych zaklęć krzywdzą ludzi, tworzą zazdrość, która popycha do zabójstw.
Niektórzy szamani potrafią latać, pomagają ludziom w samoleczeniu, ale i potrafią zamieniać się w zwierzęta np. w białe niedźwiedzie. Większość duchów, która nie jest uwięziona w ciele woli przebywać w świecie duchów, istnieją jednak stworzenia, która noszą w sobie INUA potworów.

Niektóre mniejsze potwory stworzone przez Ilisituk - złych mężczyzn i złe kobiety, z częścią mocy szamanów, którą jednak wykorzystywali do zabawy, a nie pomocy innym - nazywają się TUPILEK.

Wszystkie istoty ludzkie - i one dobrze o tym wiedzą, żyją dzięki pożeraniu dusz.  Tupilek miały przesladować, ranić i zabijać wrogów. Na początku były małe, pozbawione życia. Jednak za sprawą zaklęć ilisituk zaczęły przybierać kształty niewyobrażalne i straszliwe. Z tego powodu można je było łatwo spostrzec, wobec tego zaczęto im nadawać kształty np. morsów czy białych niedźwiedzi.
Niczego nie podejrzewający myśliwy - sam zamieniał się w zwierzynę. Na świecie jednak zostało niewielu złych ilisituk, więc jeśli jakimś cudem szaman lub łowca był sprytny, to potwór zwracał się przeciwko stwórcy. 

Teraz wracamy do Sedny. Ta jako jeden z trzech głównych duchów, rozgniewała się na pozostałych dwóch - stworzyła własnego tupilek. Ożywiona przez nią maszyna do zabijania była tak przerażająca, że otrzymała własną duszę i własne imię... TUUNBAQ.

Tuunabq mógł przemieszczać się  swobodnie między światem duchów i ziemią, mógł też przybierać dowolne kształty.
Tuunbaq miał władzę nad niezliczonymi złymi duchami o dużo mniejszej mocy. Tuunbaq miał zabić dwa wielkie duchy Księżyca i Powietrza, ale tylko jedno po drugim. Mimo swej mocy nie był tak przebiegły jak mniejsze tupilek.
Duch Księżyca nie miał ochoty pomagać Powietrzu. Duch Powietrza - Siła poprosił o pomoc innego ducha - Naarjuk i wspólnie po bitwie, która trwała dziesięć tysięcy lat pokonali złego Tuunbaq. Jak każdy zły duch Tuunbaq musiał teraz zwrócić się przeciwko swojemu stwórcy - Sednie.
Ta jednak podczas aktu tworzenia ukryła w nim słabość, którą w nim obudziła i wygnała go na ziemię, bez możliwości powrotu do krainy duchów.
Sedna wygnała go na Daleką Północ - bo tam żyli szamani, którzy potrafili radzić sobie ze złymi duchami.
Tuunbaq wygnany na Ziemię przybrał kształt najbardziej sprytnego i przerażającego drapieżnika - niedźwiedzia białego. 
Tuunbaq zabijał i zjadał białe niedźwiedzie - pożerając ich dusze. Im bardziej skomplikowana dusza tym  lepiej mu smakowała. 
Wkrótce Tuunbaq przekonał się, że woli zjadać ludzkie dusze. Wkrótce Daleka Północ opustoszała - wszyscy uciekli na Południe. Jednak Tuunbaq był szybki i sprawny, kazał złym duchom przesuwać lodowce na południe, by ukryty w lodzie i zimnie nadal mógł zjadać ludzkie dusze...
Niektórzy próbowali go zabić, jednak on drwił z łowców i podrzucał ich rodzinom części ich ciał.
Szamani zebrali się, żeby się naradzić. 
Nie mogli zabić Boga, Który Chodził Jak Człowiek (jak został nazwany), ale mogli go powstrzymać  Mogli zatrzymać go na Północy. 
Najlepsi z szamanów - obdarzeni zdolnościami jasnowidzenia, czytania w myślach i przesyłania myśli mieli ze sobą dzieci, próbując stworzyć jeszcze silniejsze i inteligentniejsze pokolenie. 

Stworzyli SIXAM IEUA (władcy duchów z nieba) i wysłali je z rodzinami na daleką Północ. Porozumiewali się oni z Tunnbaq bez słów - dotykali bezpośrednio jego umysłu i duszy. Przyzywali go śpiewem, zostali jednak pozbawieni możliwości zwykłej mowy (SILNA, eskimoska pomieszkująca na statku nie ma języka).

(SIXAM IEUA żyją na dalekiej północy, budują domy na lodzie, nie mówią żadnym językiem - przyjmują i przesyłają myśli, a z innymi z Prawdziwych Ludzi porozumiewają się za pomocą sznurka - rozciągniętego między palcami.)

W zamian za to, że nie będzie pożerał ludzkich dusz obiecali nie zakładać wiosek na Dalekiej Północy i nigdy nie polować ani nie łowić ryb w jego królestwie.
Składali mu dary w postaci zwierząt i odwiedzali, by oddać mu cześć lub zaśpiewać. 

SIXAM IEUA widzieli przyszłość. Kraina Tuunbaqa zostanie najechana przez białych - KABLOONA (mamy naszą Ekspedycję Franklina).
Będzie to początek Końca Czasów. Tunnbaq zatruje się duszami białych ludzi i umrze. 
Prawdziwi Ludzie zapomną swojego języka, zapanuje pijaństwo i rozpacz. 
Mężczyźni zapomną o dobroci i życzliwości - będą bić swoje żony. INUA dzieci pogubią się w nowym świecie, a Prawdziwi Ludzie stracą swe dobre sny. 

Kiedy Tunnbaq umrze z powodu choroby białych, karina lodu zacznie się topić. Na lodzie nie będzie miejsca na białe niedźwiedzie, więc i te umrą. Wieloryby i morsy nie będą miały gdzie polować. Ptaki nie będą miały gdzie zakładać lęgowisk.
Mimo że Tuunbaq jest przerażający - to przyszłość bez niego będzie znacznie gorsza. 

Tak, pokrótce (naprawdę :)) wygląda wyjaśnienie.
Skróciłam na tyle, na ile było to możliwe. Mam nadzieję, że jest zrozumiałe i przyda się jako uzupełnienie serialu.

Tekst napisałam na podstawie: "Terroru" - Dana Simmonsa (w tłumaczeniu: Janusza Ochaba)

#3 Terror - Dan Simmons

#3 Terror - Dan Simmons

Czy warto przeczytać Terror Dana Simmonsa?

"Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo?
Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?"

Ilekroć zamknę wieczorem oczy, widzę rozpościerający się lodowy krajobraz, w którym nie wiadomo czy to już niebo czy jeszcze zamarznięte bezkresne wody, a może zmrożony kamienisty ląd. Pada śnieg, para się skrapla, zamarza wszystko - jest minus 73 stopnie Celsjusza. Wieje. Z oczu lecą łzy, które zamarzają. Na wprost mnie stoją one, dwa trójmasztowce, uwięzione w lodzie, na których pokładach, na swoją ostatnią wyprawę wyruszyło 129 ludzi. I żaden z nich nigdy z niej nie wrócił.

W 1845 roku dwa statki HMS "Erebus" i HMS "Terror" wyruszyły na swą ostatnią ekspedycję, której celem było odnalezienie i przebycie tzw. Przejścia Północno-Zachodniego. Oba okręty, teoretycznie, były bardzo dobrze przygotowane na tę wyprawę. Oba były moździerzowcami, w związku z czym były mocne i wytrzymałe, by dobrze rozkładać naprężenie wywołane odrzutem dział, co miało z kolei pozwolić im stawiać opór lodom na morzach polarnych. Kadłuby zostały wzmocnione m.in. przez dodatkową warstwę dębiny i żelazne pokrycie. Wyposażono je w silniki parowe i centralne ogrzewanie. Na ich pokładach była również obszerna biblioteka i pianola. Zabrane zapasy miały wystarczyć na trzy lata, a niektóre źródła podają, że nawet na pięć. Dowódcą wyprawy został Sir John Franklin, ale warto również wspomnieć tu, zarówno o jego zastępcy i kapitanie "Terroru" Francisie Crozierze, jak i o komandorze Jamesie Fitzjamesie. Członkowie wyprawy nigdy nie wrócili do domów. Opuścili oni okręty i ratunku szukali pieszo. Z podań Inuitów wiemy o wędrującej grupie umierających z głodu białych - zjadających się nawzajem.
Wraki okrętów odkryto, całkiem niedawno bo w 2014 roku - "Erebus" i w 2016 - "Terror".
"Erebus" został znaleziony znacznie dalej niż został porzucony - najprawdopodobniej część załogi na niego powróciła i postanowiła płynąć dalej.


"Wszyscy jesteśmy żeglarzami. Skoro nie możemy umrzeć na morzu, to przynajmniej umrzemy na pokładzie naszego statku".
Dan Simmons - "Terror"

"Terror" również został odnaleziony dalej na południe, niż było to wiadome. 
W 1981 roku rozpoczęły się badania grobów i rzeczy, które pozostawili członkowie ekspedycji. Najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci marynarzy było zapalenie płuc i gruźlica. Na ich stan zdrowia miało również wpływać zatrucie ołowiem ze źle zalutowanych puszek z żywnością. Później jako przyczynę zatrucia podawano wadliwą instalację destylacji wody na okrętach. W drugiej połowie XXI wieku badania wykazały, że zatrucie ołowiem nie było znaczącym czynnikiem. Za zły stan zdrowia najprawdopodobniej odpowiadało niedożywienie - w szczególności niedobór cynku.
Nie wszyscy jednak umarli szybko, na kościach odnaleziono nacięcia sugerujące ludożerstwo. 
Głód, choroby w tym - szkorbut, zatrucie, niedobory żywieniowe, hipotermia, do tego warunki atmosferyczne - przyczyniły się do śmierci wszystkich członków wyprawy, a więc 129 osób.
Sama nie do końca jasna historia dwóch statków i ich załóg jest bardzo tajemnicza i mroczna, a Dan Simmons dołożył do tego inuicką mitologię. Nie jest to moje pierwsze spotkanie zarówno z panem Simmonsem, jak i Inuitami. Ich połączenie ze środowiskiem w którym żyją i ich szacunek do wszystkiego co, ono im daje jest fascynujący i piękny. 

"Terror" jest napisany w formie dziennika pokładowego. Mamy opisy zarówno w pierwszej osobie jak i trzeciej. Autor podaje szerokości i długości geograficzne. Losy wyprawy poznajemy z perspektywy różnych oficerów, medyków, czy zwykłych cywilów. Opisy arktycznych krajobrazów są niezwykle sugestywne. Kiedy się udajemy do zmrożonego krajobrazu niemal widzimy parę unoszącą się z naszych ust. Zimno jest wszechogarniające. W bieli czai się śmierć. Strach wypełnia każdą komórkę rozpychając się w niej, wraz z współistniejącym zimnem.

"Jednak doktor Harry D.S. Goodsir wiedział, że z całą pewnością są to odciski jakichś olbrzymich łap. Wiedzieli to wszyscy towarzyszący mu ludzie. Nawet Goodsir, który nigdy nie polował na stworzenie większe od królika lub kuropatwy, zdawał sobie sprawę, że nie są to odciski całego zwierzęcia, które skakało raz w lewo raz w prawo, lecz ślady czegoś, co najpierw szło na czterech łapach, a potem - jeśli wierzyć tropom - ponad sto jardów na dwóch. Wyglądały dokładnie tak, jak ślady człowieka, przy założeniu, że stopy owego człowieka są dłuższe od jego przedramienia, że jeden krok ma długość pięciu stóp i że zamiast palców u stóp ma długie pazury".


"- Lód po prostu się podniósł. Tak jak wtedy, gdy nagle powstaje wał lodowy. Tyle że to nie był wał... to nie był lód... po prostu coś się podniosło i przybrało... kształt. Biały kształt. Pamiętam, że były tam... pazury. Najpierw nie pojawiły się łapy, tylko pazur. Ogromne. I kły. Pamiętam kły".

Autor pokusił się o własne interpretacje znalezionych informacji po członkach ekspedycji, opisał skąd się wzięło stwierdzenie - w słynnej notatce zostawionej przez Sir Franklina - "All well", skąd i dlaczego dziwne dopiski zostawione przez Croziera i podpis Fitzjamesa. Jego wyobraźnia doskonale wypełniła luki tej autentycznej historii tworząc praktycznie - nie boję się użyć tego słowa - arcydzieło.

Oprócz historii zakorzenionej w autentycznej przeszłości, okraszonej mitologiczną magią, Simmons stworzył portret psychologiczny - misterium przemiany - zwykłych ludzi w potwory. To co mamy w sobie jest znacznie gorsze od tego - co sami możemy sobie wyobrazić.  

"Natura spuszcza na nas tyle nieszczęść - przemówił nieoczekiwanie doktor Goodsir.
 - Dlaczego ludzie muszą ją w tym wspierać? 
Dlaczego nasz gatunek nie poprzestaje na tych klęskach, którymi karzą nas niebiosa, 
lecz dokłada do nich swoją dawkę cierpień i udręki?" 

"Najprostsze chyba będzie jedzenie mózgu. Wystarczy odpiłować żuchwę i za pomocą noża lub łyżki przebić podniebienie miękkie, żeby dostać się do wnętrza czaszki. Można odwrócić czaszkę do góry nogami i wyjadać jej zawartość niczym pudding z garnuszka."

Powieść jest obszerna, co może odstraszać bojących się zbyt dużej ilości opisów. Nic bardziej mylnego. Za jej długość odpowiedzialna jest dokładność autora. Choć starałam się ją czytać wolno, i tak żałuję, że się skończyła. 

Telewizja AMC pokusiła się o przeniesienie na ekran tej historii. Uważam, że serial jest dobry, ale nie oddaje nawet w 1/100 tego co mamy na kartach książki. Po pierwsze nie ma tego mroźnego klimatu - nie czułam tego zimna, mimo że obraz pozwala na zastosowanie wielu środków wyrazu. Nie czułam też tego narastającego strachu, głodu i nieuniknionej śmierci; rodzącej się w głowach wszystkich jej nieuchronności. Stworzony przez produkcję Tuunbaq również nie zbliżył się w moim odczuciu do tego mitologicznego. Miałam wrażenie, że serial w pewnym momencie wyrwał się ze drogi wytyczonej przez pierwowzór i poszedł własną - gmatwając tylko tę historię, dziwnie skracając zakończenie i je zmieniając. Wątpię by ktoś, kto nie pokusił się o zapoznanie z mitologią Inuitów zrozumiał co tam się właściwie wydarzyło. 
Tutaj wyjaśnienie - Terror - serial, a mitologia według Dana Simmonsa

O Ekspedycji Franklina i odnalezieniu pierwszego z okrętów HMS "Erebusa" - telewizja Planet + wyemitowała dokument - "Zaginiony statek Franklina", który polecam znacznie bardziej niż ekranizację powieści Simmonsa. 
Najlepiej byłoby obejrzeć dokument lub przeczytać choćby to, co podaje Wikipedia, przeczytać "Terror" i wtedy dopiero obejrzeć serial pod tym samym tytułem.

Wyruszenie na Ekspedycję  Franklina za pomocą słowa Simmonsa, było najlepszą decyzją czytelniczą jaką do tej pory podjęłam. Jestem na tej wyprawie i chyba jakaś moja część zostanie z nią na zawsze.

"To się nigdy nie skończy. 
Ból się nigdy nie skończy. 
Wymioty nigdy się nie skończą. 
Nie skończą się dreszcze. 
Nie ustanie strach."
*Francis Rawdon Moira Crozier - "Terror" Dan Simmons



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...