Spokój, tylko spokój nas uratuje — kwadratowy oddech, nerw błędny.

Spokój, tylko spokój nas uratuje — kwadratowy oddech, nerw błędny.

Spokój, tylko spokój nas uratuje — kwadratowy oddech, nerw błędny.
   
    Liść ani drgnie.
Skup na nim wzrok. Bierz powoli oddech, do brzucha. Ten musi wypełnić się powietrzem. Licz w tym czasie do pięciu. Możesz użyć palców do odmierzania równych odstępów czasu. Trzymaj nabrane powietrze, przez kolejne pięć sekund. Wypuszczaj powoli i odmierzaj znowu pięć sekund. Już? Nie bierz oddechu przez kolejne pięć.
Przyjmijmy, że to był obwód. 
Powtórz go pięć razy. 
Gratuluję! Aktywowałaś/eś nerw błędny za pomocą tzw. kwadratowego oddechu

Wdech. 
Zatrzymanie. 
Wydech. 
Zatrzymanie.

Nie przewracaj oczami. 
Tę technikę zwą również samavriti pranayama. Możesz ją znać z jogi. 
Nie od dziś wiadomo, że „jako w niebie, taki na ziemi”, czyli, jak w środku, tak zewnątrz, a i tak często kpiąco podchodzimy nie tylko do jogi, ale i do czegoś tak zwyczajnego jak oddech.
    Wszyscy doświadczamy stresu. Takie czasy. Pośpiech, konieczność posiadania wszystkiego, bycia „naj” w wielu dziedzinach, najlepiej wszystkich i to od dziś.. Plus to, co siedzi w nas od lat. Nienazwane. Niewypowiedziane. To męczy.
Nie mów sobie, że inni mają gorzej, albo, że nie masz powodów do stresu. Chyba że ci to pomaga. Jest nawet taka technika radzenia sobie ze złymi myślami, w której wizualizujesz najgorszy możliwy scenariusz, ale tylko przez chwilę.
    Stres to reakcja organizmu na nieprzyjemne doświadczenie. Stres jest dobry, ale nie ten długotrwały. Podciągamy barki do uszu, napinamy mięśnie, chronimy w ten sposób organy wewnętrzne. Zaciskamy pięści, szczęki. Oddychamy klatką piersiową, szybko, płytko. Pocimy się, oczy nam łzawią. Robi się nam gorąco, a czasem zimno, np. w palce. Ciało przygotowuje się do walki. Brzmi znajomo? Pojawiają się też ataki paniki.
Czujesz, że się udusisz, serce wali jak szalone. Nie umiesz nic powiedzieć, jesteś bezradny/a. Być może płaczesz i nie umiesz tego powstrzymać.
Spokojnie.
Nie umierasz. 
Oddychaj. 
    Nerw błędny to taki kabel, światłowód. Biegnie od mózgu, przez kręgosłup, do organów wewnętrznych. Ma wiele rożnych funkcji, np. odpowiada za zdolność przełykania, mówienia, spowalnia pracę serca, „mówi” mózgowi kiedy jesteśmy najedzeni, odpowiada za odruch wymiotny, bierze udział w tworzeniu pamięci, ma zadanie nas wyciszyć, uspokoić. To tak w duuuużym uproszczeniu.
    Gdy stres jest ciągły, organizm zalewa kortyzol, zwany hormonem stresu, który sam w sobie też jest dobry, np. pomaga nam rano rześko wstać, kiedy wszystko w naszym organizmie jest okej. Znowu upraszczam, ale mniej więcej tak to działa. Kiedy kortyzolu jest za dużo jesteśmy rozdrażnieni, nękają nas stany lękowe. 
U zestresowanych osób często pojawiają się m.in.: problemy trawienne, kłopoty ze snem, szumy uszne, problemy z mową, odczuwaniem ciepła. Jesteśmy wtedy słabi, bolą nas mięśnie. 
Jednak osoby, które mają aktywny nerw błędny lepiej znoszą rekonwalescencję pourazową i... stresowe sytuacje. Czytałam, że dysfunkcje tego kabelka mogą mieć również wpływ na choroby autoimmunologiczne, takie jak np. RZS. 
    Latami tracimy, a często już straciliśmy (ale nie bezpowrotnie, a więc luzik), świadomość ciała. Leczymy objawy, skutki, bóle, powtarzając błędne wzorce ruchowe, zapomnieliśmy jak oddychać. Przecież organizm robi to sam. Nad czym tu myśleć. Robi. Odtwarza to, do czego musiał się zaadaptować.
Przypomnij mu, że to Ty rządzisz, Ty to kontrolujesz
Spróbuj oddechu kwadratowego. 
To nie boli, nic nie kosztuje, niczego do tego nie potrzebujesz, nie zrobisz sobie świadomym oddychaniem krzywdy. 
Nie wierzysz, że coś takiego jak kontrolowany oddech może działać i uspokajać ciało? Też wątpiłam. Przeprowadziłam test stresu kontrolowanego, czyli zimny prysznic. Po umyciu się w ciepłej wodzie, odkręciłam zimną i polałam nogi (zaczynaj od nóg; lepiej znoszą zimno) i oddychałam (wdech, zatrzymanie, wydech, zatrzymanie) licząc w trakcie, do pięciu. Oblałam się cała i byłam spokojna, praktycznie zrelaksowana. A nie lubię zimna.
    
   Kiedy oddech przyspiesza. Boli cię brzuch. Serce wali. I wiesz, że to przez nerwy, bo albo czeka cię coś, czego się boisz, albo już miało to miejsce, to weź głęboki oddech, do brzucha. Trzymaj. Wypuść powoli. Trzymaj. Powtarzaj. Możesz skorzystać z zegarka, palców, chodnika po którym idziesz, czegokolwiek co pomoże w miarę równo odliczać czas i aktywuj nerw błędny. Przecież nie umierasz. Nikt, ani nic cię nie atakuje. Powiedz to ciału. Podziękuje ci. 
Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić

Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić

Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić

    Często zaglądam do internetowych antykwariatów, szukam konkretnych książek, a kiedy już je znajdę, to zdarza się, że zamawiam jedną lub dwie spoza listy. I tak było w przypadku „Nie budź śpiących psów”. Skusił mnie tytuł.

    Grozdana Olujić to serbska pisarka i tłumaczka, choć mój egzemplarz krzyczy, że jugłosławiańska, to wydanie z 1968 roku. Pisarka zmarła w 2019 roku. Studiowała literaturę angielską na Uniwersytecie Belgradzkim. Kilka z jej powieści zostało zekranizowanych, a ich przekłady ukazały się w Anglii, Francji, Niemczech, USA, Danii, Norwegii, Holandii i ówczesnej Czechosłowacji.
W języku polskim wydano dwie; „Bajki wiatru południowego” i oczywiście „Nie budź śpiących psów”. 

Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić

    Powieść Olujić nie jest moim pierwszym spotkaniem z serbskim pisarstwem, jakiś czas temu czytałam „I Sabo się zatrzymał” Oty Horvata i jest coś, co łączy te dwie publikacje. Wrażliwość.
Wrażliwość na emocje, na to, co dzieje się we wnętrzu człowieka i wrażliwość językowa.

    Mam zwyczaj zaglądania do książki od razu po zakupie i czytania pierwszego akapitu, czasem całej strony. Po przeczytaniu pierwszych zdań z „Nie budź śpiących psów” położyłam tę książkę na widoku, bo wiedziałam, że to jest coś, co chcę przeczytać w miarę szybko. 
Powieść zaczyna się tak:

„ — Zabiłeś?
— Zabiłem.
    Zabiłem! Siedem głosek, tylko siedem głosek, a oznaczają koniec wszystkiego.
    Źrenice obrońcy godzą we mnie jak sztylety, a przy zbliżeniu jego twarz staje się gąbczasta jak w filmie. To już nie twarz — to zespół komórek. To symbol zbawcy. A w istocie — cóż go to, do diabła, obchodzi!
    — Chcę cię uratować, zrozum! — Opierając się niemal o moją poduszkę powtarza, że bajeczka o podwójnym samobójstwie jest nieprzekonywająca. A on chce mnie przecież uratować. Nic więcej. Uratować — mnie?”

    Raszo Vukota jest dwudziestopięcioletnim bezrobotnym, który zamordował swoją dziewiętnastoletnią kochankę Svetislavę Jablan. Miał ją zastrzelić, ciało ukryć w szafie, a potem próbować popełnić samobójstwo.
To właśnie jego chce ratować rozmówca z początku powieści. Bohater jest przekonany, że zbrodni dokonał, ale... jest jeden problem. Nie pamięta tego.
Fabuła płynie przez wspomnienia mężczyzny, który rekonstruuje w ten sposób przebieg zdarzeń.

Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić
    „Nie budź śpiących psów” to powieść głęboko psychologiczna. Retrospekcje, to tak naprawdę introspekcje. Raszo, główny bohater i narrator (tak, powieść jest napisana z perspektywy mężczyzny) patrzy na wydarzenia takimi, jakim je pamięta. Próbuje analizować. Czasem łapie się na tym, że to, co widział, nie mogło takim być, gdyż np. pora roku wykluczałaby jego odczucia.

Jednocześnie nie jest w stanie zauważyć, że i zdarzenia mogły mieć inny przebieg. Relacje międzyludzkie są złożone. Pamiętamy co ktoś powiedział, zrobił, ale rzadko wiemy dlaczego, a i czasem nie jesteśmy świadomi co siedzi w nas samych. Autorka doskonale o tym wie i ukazuje wielobarwne postaci, którym, mimo zwinności językowej w przedstawianiu stanów emocjonalnych, pozostawia luki. Nikt nie wie wszystkiego. 

    Vukota to pokręcony człowiek, który jest pewien tylko tego, że nie może zawieść matki i musi wiele osiągnąć. Nie bardzo wie jak. Ima się różnych profesji, chce być wykształcony, chce mieć dobrze płatną i szanowaną przez społeczeństwo pracę. Chce, a chcieć to móc. Jednak wyobrażenie to nie rzeczywistość. Bohater popada w relacje, które miast się rozejść w zapomnieniu, stają się jego cieniem. I tak np. wikła się w związek, który kończy małżeństwem, a gdy poznaje kobietę, w której, jak sądzi, szczerze się zakochuje, nie może po prostu od żony odejść. Trwa pomiędzy jedną, a drugą kobietą, żadnej nie znając i nie próbując poznać. Żona powtarza „będzie, będzie”, a kochanka mówi o spostrzeganiu zdarzeń i ludzi takimi, jakimi są. Czekać, a jak tak, to na co? Czy może akceptować to jak jest? Ciekawym symbolem jest tu biblioteka, przez którą, Vukota przechodzi, niejako z jednego stanu w drugi. W końcu cień jest tak duży, że przysłania światło.

Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić
    Kochanka głównego bohatera, Svetislava, w skrócie Tisa, to młodziutka dziewczyna z mroczną przeszłością i pokaźną liczbą byłych partnerów. Ona i Raszo pasują do siebie, uzupełniają się i darzą głębokim uczuciem.
A może to ich wyobrażenie?
Czy egoista jest w stanie zauważyć coś poza sobą?
Czy niezadawanie pytań jest równoznaczne z akceptacją drugiego człowieka i zrozumieniem?

    Wszystkie postaci w „Nie budź śpiących psów” często wydają się skoncentrowane na sobie. Budzą emocje. Całe ich spektrum. Zaznaczam wydają się, gdyż powieść Olujić wymaga uważnego czytania i analizowania wraz z Vukotą. Dostrzegania niuansów, które po części wybrzmią, choćby przed sądem.

    Grozdana Olujić była wrażliwą obserwatorką ludzi. Wszystko ma przyczynę, nierzadko tkwiącą w podświadomości. Dostrzegała, że widzimy innych, ale prawie nigdy nie wiemy czegoś ponad to, co pozwolą nam zobaczyć. Znamy rytm dobowy sąsiada, rozpoznajemy stany emocjonalne wnioskując z natężenia i barwy głosu, ale to nie jest pełen obraz człowieka. 

„W powietrzu było dużo wilgoci i asfalt był czarny i lśniący jak grzbiet wynurzającego się z morza wieloryba. Odbijały się w nim pomarańczowe prostokąty okien. Twarze ludzkie rozpływały się jakby w wilgoci, a wokół latarni i lamp drgał żółtawy krążek mgły”.

    Ulice Belgradu u Olujić są smoliste, powietrze jest lepkie od ludzkiego potu, który od czasu do czasu zmywa mgła przesycona zapachem prania. Ponad jazgotem miasta niesie się śpiew ptaków, tropionych przez myśliwych. Świat się zmienia, ale nie ustajemy w wojnach z nim. 

    W „Nie budź śpiących psów” pojawia się wątek eksperymentów na zwierzętach. Wolność w zadawaniu bólu w imię nauki. Jest obrazowy, bolesny, służy przedstawieniu głębi relacji i ich konsekwencji. Nie odbierałabym go dosłownie. Podobnie jak w przypadku Poparzonego dziecka” Stiga Dagermana. Są w tej powieści traumy wzrastające w obojętności, w milczeniu. Nienazwane krzywdy bolą dużo bardziej, a utracone poczucie bezpieczeństwa nie wraca samo. Nie tylko wątek znęcania się nad zwierzętami jest podobny do wspominanego „Poparzonego dziecka”, ale i relacji dziecko-rodzic. Najbardziej wybija się relacja syn-ojciec, córka-ojciec i to, w jaki sposób, w zależność od płci dziecka, wpływa ona na dorosłe życie.

Wtedy krzyknąłem zdławionym głosem, żeby nie wspominał przy mnie o psach. Kiedyś powiedział (a może to powiedziała Tisa), że każdy człowiek hoduje w sobie psy miłości i psy nienawiści, psy tworzenia i psy niszczenia. — Nie budzić śpiących psów! — przestrzegał mnie wtedy”.

    Wszystkie uczucia są ważne, wszystkie emocje są potrzebne, bez nich nie ma równowagi, homeostazy, a to jej brak powoduje wszelkie zawirowania.

    Autorka znakomicie żongluje zeznaniami, ukazuje jak wydajemy sądy bez prób zgłębienia tematu, żądając zadośćuczynienia krzywd, często wyobrażonych. Jak rozciągamy pojęcie moralności nie dostrzegając tego, kim się staliśmy.

    Mogłabym tak długo pisać i pisać... Jednak czy Raszo jest winny, wedle majestatu prawa, oraz co i dlaczego się wydarzyło, dowiecie się z treści, bardzo dobrej, choć nie nowej, powieści Grozdany Olujić.


Nie budź śpiących psów — Grozdana Olujić

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1968
Liczba stron: 205
Kategoria: literatura piękna
Przekład: Maria Krukowska
Olejek z drzewa herbacianego

Olejek z drzewa herbacianego

Olejek z drzewa herbacianego


Olejek  z drzewa herbacianego


    Wróciłam do swojego starego hobby, jakim było sporządzanie roztworów, hydrolatów, maceratów i mazideł wszelakich. Lubię zbierać rośliny i wykorzystywać je na wiele sposobów. Suszę, gotuję, wyciskam. Jem, piję, wcieram. Lubię również olejki, najbardziej te eteryczne. 

    Olejek z drzewa herbacianego (Tea Tree Oil) to kombajn wśród olejków eterycznych, jednak zanim spróbujcie z niego korzystać, proponuję wykonać próbę uczuleniową, ponieważ może podrażniać skórę (kroplę nałożyć np. na nadgarstek). 

    Drzewo herbaciane (Melaleuca alternifolia) naturalnie rośnie sobie pod niebem Australii, a olejek uzyskuje się przez przeprowadzenie destylacji liści. To silny antyseptyk. Wykazuje działanie przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne. Mogłabym wypisać wszystkie nazwane związki chemiczne (wszystko jest chemią), jakie występują w składzie, ale co one nam powiedzą? Nam, zwykłym zjadaczom chleba? Pewnie nic.
    Napiszę zatem (krótko) jak można go wykorzystywać, pomijając wiele z możliwości, gdyż jest ich ogrom.


Aromatyczne kąpiele


    Dodaję około 10 kropli olejku do kąpieli. Pachnie intensywnie, przywodząc mi na myśl leśne zapachy, ale wzbogacone cytrusami, wyczuwam ich lekką woń.
To zapach, który się rozwija. Skupienie się na nim umożliwia spokojny oddech. Łagodzi nerwobóle i bóle mięśniowe. Pomaga w walce z dolegliwościami związanymi z łojotokowym zapaleniem skóry, w walce z łupieżem. 
Podobno ratuje pękające pięty.

Kosmetyki


    Olejek można dodawać do gotowych kosmetyków, oczywiście uważając z ilością, gdyż można przesadzić, fundując sobie podrażnienie. Można go dodawać do maseczek, np. z glinek, jak i stosować punktowo. Nie miałam okazji przetestować go w tej materii, ponieważ zmiany skórne mnie opuściły. Podejrzewam, że może mieć na to wpływ sposób odżywania, coraz skuteczniejsze próby odnajdywania równowagi psychicznej i zmniejszenie liczby, jak i częstotliwości używanych kosmetyków kolorowych; używam ich bardzo rzadko.
Dodaję kilka kropli tego olejku do hydrolatu (wykonanego samodzielnie), którym spryskuję twarz i czasem skórę głowy oraz włosy.
Olejek z drzewa herbacianego
Podobno radzi sobie również z nadmiernym poceniem.

Dezynfekcja


    Czyli coś na czasie. Olejek z drzewa herbacianego nadaje się do dezynfekcji nie tylko rąk. Można go dodawać do środków czyszczących, albo zwyczajnie, do wody.
Używam go do czyszczenia szczotki do zębów; daję kilka kropli na szklankę wody i zanurzam w niej szczotkę na kilka godzin. Czasem na całą noc, bo zwyczajnie o niej zapominam :)
Sprawdzi się również do dezynfekcji szczotek do ciała, włosów, grzebieni, pędzli i czego tam jeszcze do pielęgnacji ciała używamy.

Aromaterapia


    Mieszaninę olejków eterycznych, których używam do relaksacji układu nerwowego (po prostu używam kominka do olejków) wzbogacam o kilka kropli olejku z drzewa herbacianego. Zapach pięknie łączy się choćby z lawendą, cytryną, sosną, świerkiem, itd. Przy okazji odstrasza nieproszonych, w okresie letnim, gości... czyli komary.

Środek na ukąszenia

    Jak już wspominam o komarach i innych kąsających, to muszę napisać, że nadaje się zarówno do mieszanek odstraszających owady, jak i jako środek zmniejszający dyskomfort po ukąszeniu, a nawet opuchliznę. Sprawdziłam. Kiedy coś mnie ugryzie, puchnę, po posmarowaniu tego miejsca na noc, rano wstaję bez obrzęku i swędzenia. Daję kroplę na palec i wsmarowuję. Nie mam alergii na olejek.

Przeziębienia

    Olejek z drzewa herbacianego stosuje się w płukankach do gardła, ale! oczywiście w rozcieńczeniu i trzeba pamiętać, że nie wolno go połykać. Niektóre źródła podają, że walczy z kamieniem nazębnym i nieświeżym oddechem.
Sądzę, że sam jego zapach może działać na drogi oddechowe.


    Zastosowań można szukać na bieżąco przeglądając Internet, próbując połączeń, ale zawsze trzeba uważać z ilością, bo w nadmiarze wszystko szkodzi (nawet pieniądze :)) i cieszyć się z multifunkcyjnego środka za grosze. Można go mieć już za całe 5 zł. 

*tam gdzie użyłam stwierdzenia „podobno” nie jestem w stanie sprawdzić jego skuteczności, gdyż nie zmagam się z takimi dolegliwościami.


Olejek z drzewa herbacianego

Moje greckie lato — Kamila Mitek

Moje greckie lato — Kamila Mitek

Moje greckie lato — Kamila Mitek

Kaliméra drodzy czytelnicy!

Słowem wstępu

    Z Instagramem łączy mnie trudny związek. Stałam się jego ofiarą, ponieważ dopadło mnie uzależnienie. Telefon przyrósł mi do ręki. Codziennie pojawiały się kolejne błędy aplikacji, przez które chęć bycia na bieżąco przerodziła się we frustrację. Ograniczyłam bytowanie w sieci, co jak sądzę, wychodzi mi na dobre. Ale! Nie zrezygnowałam całkowicie z tej formy komunikacji. Poznałam i poznaję za sprawą mediów społecznościowych wielu ludzi. To jest ogromna korzyść — relacje międzyludzkie, które są pod powierzchnią nieustannej transmisji z odgrywania siebie w Internecie. One są najważniejsze.
    Również w ten sposób poznałam Kamilę Mitek, autorkę „Mojego greckiego lata”, które ukazało się pod patronatem m. in. mojego bloga. Kamila to niezwykła osoba. Mądra, ciepła, sympatyczna, służąca pomocą (dziękuję za wszystko!) i, jak dla mnie, ogromnie zorganizowana. Gdy dopada mnie zniechęcenie do tego co robię lub staram się robić, myślę o niej. Każdy kolejny krok, choć najmniejszy, przybliża mnie (nas) do celu

    „Moje greckie lato” jako pierwsze trafiło na rynek ogólnopolski, ale jestem pewna, że poprzednie książki Kamili Mitek też na niego trafią. To powieści obyczajowe, lekkie w formie, podlane humorem, dotykające codziennych problemów, ukazujące ich przyczyny. Kamila Mitek jest absolwentką psychologii i lingwistyki stosowanej. Obie profesje są obecne w jej pisarstwie. 

Moje greckie lato — Kamila Mitek


Moje greckie lato — Kamila Mitek
    Główną bohaterką „Mojego greckiego lata” jest Agata, która utknęła w poczuciu obowiązku wobec prowadzącego pasożytniczy tryb życia męża. Ucieka w pracę, przekierowuje myśli na problemy klientów, którym gotuje i chcąc nie chcąc przygląda się, a nawet radzi. Otrzymuje propozycję dwumiesięcznego wyjazdu na grecką wyspę, Kefalonię, do rezydencji swoich klientów, gdzie ma zająć się kuchnią. W myśl zasady, że czasem przerwa jest potrzebna, w wieloletnim związku również, zgadza się i trafia do... raju. Ale nawet w nim prześladuje ją dziwny sen. Na wyspie adaptuje się od razu, pomagają jej w tym gruzińskie korzenie, bywa brana za Greczynkę. 


    „Moje greckie lato” ma kolory nieba, mieni się w greckim słońcu i odsłania to, co kryje się w cieniu. Morska bryza pozwala na leniwy spacer po rozgrzanym piasku, a serwowane dania (tu muszę zgłosić zażalenie!, do książki powinna być dołączana deska serów, albo osiem!) powodują narastający głód.
    Stworzone przez pisarkę postacie są żywe, mają różne oblicza. Powoli ukazują to, co pod bogactwem i (pozorną) pewnością siebie. Chęć wzbudzenia zainteresowania, błędy i ich konsekwencje, obojętność i skoncentrowanie na sobie sukcesywnie niszczą ich relacje. Kiedy fasada, pod wpływem działań głównej bohaterki, kruszeje dostrzegamy, że to zwyczajni ludzie. Choć bohaterów jest wielu, są tak ze sobą powiązani i tak przedstawieni, że po lekturze wydaje się, że zyskaliśmy nowych znajomych.
    Agata dobrze radzi innym, ale sama walczy z poczuciem obowiązku i winy, stawiając po drugiej stronie szczęście, którego definicję, jak się jej wydaje zna. Tylko jakoś nie umie jej wprowadzić w życie.


   W „Moim greckim lecie” znajdziemy wiele językowych smaczków (!), jak również odniesień do historii i greckiej kultury. Autorka zabiera nas w piękne miejsca, które obrazowo przedstawia i przemyca fakty, tworząc tym samym złudzenie prawdziwości. Powieść pachnie, smakuje, a nawet gra grecką muzyką. 
    Najnowsza powieść Kamili Mitek zaserwowała mi kilkugodzinne wakacje, oderwanie się od polskiego nie-lata i pełną smaków opowieść o tym, że światła w życiu trzeba poszukać.
„Czasem trzeba o sobie zapomnieć, a czasem to właśnie o sobie pamiętać”.


    Na zakończenie pozostaje mi życzyć dobrej lektury i... Kali oreksi!


Dziękuję Kamili Mitek i wydawnictwu Dragon za możliwość objęcia powieści patronatem medialnym. 

„Moje greckie lato” trafiło do sprzedaży dzisiaj, tj. 2 czerwca 2021 roku.



Wydawnictwo: Wydawnictwo Dragon
Data wydania: 2 czerwca 2021
Liczba stron: 320

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...