#22 Znak kukułki - Anna Bichalska - recenzja

#22 Znak kukułki - Anna Bichalska - recenzja


#58 Znak kukułki - Anna Bichalska - recenzja - czy warto przeczytać?
 
"Czy historia, którą opowiadam, jest fantastyką, opowieścią grozy, literaturą faktu, obyczajową, realizmem magicznym, wyimkiem biografii, powieścią psychologiczną, pamiętnikiem wariatki, sennikiem?"

Alina została adoptowana i niewiele pamięta ze swojego dzieciństwa. Jej przybrany ojciec Mateusz, przed śmiercią zostawia jej teczkę z artykułami dotyczącymi sprawy sprzed dwudziestu lat. Okazuje się, że pracował wtedy jako dziennikarz i interesował się sprawą tajemniczych zaginięć dzieci - powracających z wyrysowanym piętnem. Mało tego, okazuje się, że ta sprawa miała swoje korzenie wiele, wiele lat wcześniej... 

Bohaterka cierpi na zaburzenia snu, z którymi nauczyła się żyć. Alina potrafi tkwić w półśnie, którego nikt nie zauważy, a w nocy nie spać lub też lunatykować, co z kolei przyczynia się do wyprowadzek jej współlokatorów. Każdy ze swoich snów notuje, szukając w nich odpowiedzi dotyczących jej przeszłości, ale zdają się one być kompletnie fantastyczne. Przypadkiem trafia na seans filmu "Kobieta z kukułką", gdzie poznaje swoją kolejną lokatorkę - Gretę - co ciekawe są one jedynymi uczestniczkami seansu. Okazuje się, że Alinę i reżysera filmu o "Kobiecie z kukułką" coś... łączy. 

Dodatkowo narracja jest prowadzona przez kilka postaci - Alinę - w pierwszej osobie, Myszę - dziewczynkę o niebywałej wyobraźni w osobie trzeciej, i Marię pisarkę, wypowiadającą się również  w osobie pierwszej - później pojawia się jeszcze postać nazwaną - Zjawą. 

"- Mam klucze do wszystkich światów, znam wszystkie drogi. Nie sposób przede mną uciec. Odszukuję to, co głęboko ukryte, oddaje, co zagubione. Odkopuje to, co zakopane. Zawsze wracam. Bądźcie gotowi".

Pierwszy raz czytałam książkę, której bohaterką jest moja imienniczka, ale to nie jedyna zbieżność, pojawia się wiele punktów wspólnych, ale nie będę nikogo nimi zanudzać. Powieść pochłonęłam w dwa dni - co jest nie lada wyczynem biorąc pod uwagę fakt, że zmagałam się z wysoką gorączką i postępującym grypopodobnym schorzeniem. Domyśliłam się dość wcześnie tego, co może kryć się pod aurą niezwykle bogatych wyobrażeń sennych bohaterki, ale nie mogłam i tak pozwolić sobie na nie skosztowanie kolejnej strony tej prawdziwej uczty mrocznej wyobraźni pani Bichalskiej. To jedna z tych historii, których nie chce się odłożyć dopóki się nie dowiemy, co będzie dalej. Miesza się tu ze sobą świat wyśniony, często daleki od tego, o czym chcielibyśmy marzyć, ze światem rzeczywistym. 
To książka, dla ludzi, których wyobraźnia nadal pracuje na wysokich obrotach, którzy lubują się w smaczkach nieoczywistości, w morzu znaczeń i dźwięków podświadomości, podlanych szczyptą grozy.
Na koniec kieruję prośbę do autorki o... nie tak częste używanie "gumki do mazania" :)

7/10.

#58 Znak kukułki - Anna Bichalska - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.



Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 28. maja 2019

Liczba stron: 451

Kategoria:
Kryminał/Sensacja/Thriller
#21 Białe łzy - Hari Kunzru

#21 Białe łzy - Hari Kunzru

#57 Białe łzy - Hari Kunzru - recenzja - czy warto przeczytać?

"Współczesność jest nudna, ale dodaj pogłos, a usłyszysz, jak czas odwraca bieg, ześlizguje się w przeszłość, w echo i nieszczęście".

Lubię dziwne historie. Czy to w filmie, muzyce czy książce - kiedy autor balansuje na granicy rzeczywistości i pozwala nam snuć dowolne przypuszczenia. Kupiłam tę książkę na wyprzedaży w Biedronce (!) przyciągnęły mnie brzydkie, przesunięte napisy - koszmar estety. Miało to zapewne oddawać trójwymiarowość treści, głębie, ale jest zwyczajnie nieczytelne i brzydkie. Przeczytałam opis, brzmiał nieźle - choć teraz po zakończonej lekturze odnoszę wrażenie, że autor tego opisu nie przeczytał tej książki...

Poznajemy dwóch zupełnie różnych chłopaków, których łączy jedna rzecz - ogromne serce, ogromna miłość do muzyki. Jeden pochodzi z biednej rodziny - Seth, drugi jest dziedzicem fortuny - Carter, ale obaj są dość wyalienowani i najlepiej czują się w towarzystwie dźwięków. 
Seth chodzi ulicami w słuchawkach i nagrywa wszystko w okół, potem to skrzętnie przesłuchuje i wyłapuje to, czego nikt inny by nie usłyszał. Carter natomiast jest kolekcjonerem płyt winylowych, szuka starych wydawnictw, pojedynczych sztuk, które kupuje za horrendalne kwoty. Kłócą się, godzą i tak w kółko. Udaje im się jednak założyć wspólnie studio i odnoszą ogromny sukces. Produkują utwory z duszą, które brzmią jak z dawnych lat, kiedy dźwięk nie był zupełnie czysty. 

Na jednym ze swoich spacerów Seth nagrywa śpiewającego mężczyznę, jego głos jest tak niesamowity, że obaj czują się jakby ich zahipnotyzował. Seth wie wszystko, co się działo, gdy nagrywał jak mężczyzna śpiewa, ale nie potrafi sobie przypomnieć jak wyglądał. Trafia na jego głos jeszcze parę razy i przy każdym takim spotkaniu mężczyzna wygląda inaczej i za nic w świecie chłopak nie potrafi go dokładnie opisać.
Raz udaje mu się nagrać też gitarę i kiedy odsłuchują nagranie w studio łączą tajemniczy głos z dźwiękiem gitary i tworzą utwór. Carter bez wiedzy Setha fałszuje do utworu etykietę - na której jest napisane, że autorem jest Charlie Shaw i umieszcza piosenkę w internecie.
Ludzie są zachwyceni, chcą kupić za ogromne kwoty płytę tego artysty. I wtedy zaczynają się problemy. Carter staje się ofiarą pobicia i leży w stanie śpiączki w szpitalu.
Seth odnajduje osobę, która również poszukuje Charliego Shawa - Chestera - i wraz z nim i siostrą Cartera - Leonie, ruszają śladem wyimaginowanego artysty. Podróżują przez Missisipi - co wraz z wszechobecnym bluesem tworzy niesamowity klimat. Poszukiwania trochę przypominają kryminalne śledztwo.

"Guglielmo Marconi, wynalazca radia, wierzył, że fale dźwiękowe nigdy nie cichną, że trwają, coraz słabsze i słabsze, maskowane codziennym gwarem świata. Marconi uważał, że gdyby był w stanie wynaleźć odpowiednio mocny mikrofon, mógłby słuchać dźwięków starożytności".

Pierwszy raz spotykam się z książką, w której - tyle i w tak magiczny sposób pisze się o muzyce. To nie jest książka dla każdego. To doskonała lektura dla tych co widzą, czują i słyszą znacznie więcej niż pozostali. Dla tych co wierzą, że jesteśmy nie tylko organizmem ale i energią. Świetne monologi wewnętrzne Setha, niezrozumienie otoczenia, poczucie wyobcowania i ta łatwowierność przez którą jego życie wywraca się do góry nogami.
Nie można również nie wspomnieć o niebywałym talencie pisarskim autora, lekkość pióra i opisy tonów, dźwięków w tak magiczny sposób, że nie tylko można je usłyszeć, ale i dotknąć. To wszystko otacza ciemna aura wszechobecnego rasizmu, segregacji rasowej. Atmosfera bywa ciężka,
wręcz depresyjna.  

Nie jest to książka, która "zmieniła moje życie", ale długo o niej nie zapomnę, z uwagi na tak niesamowite użycie zdań do opisania czegoś, czego nie widać. 

"To, co żyje, opiera się entropii. Posiada pewnego rodzaju granicę, błonę albo skórę, metabolizm, umiejętność reagowania na świat. I tworzenia kopii. Aby coś przekazać". 

Ode mnie 7/10. 

#57 Białe łzy - Hari Kunzru - recenzja - czy warto przeczytać?



Wydawnictwo: Wydawnictwo WAB


Data wydania: 28. lutego 2018

Liczba stron: 320

Kategoria:
literatura współczesna / angielska / obyczajowa

Tłumaczenie: Krzysztof Cieślik


#20 Pozornie bez winy - Paulina Medyńska

#20 Pozornie bez winy - Paulina Medyńska




Kiedy podróżowałam po niezbadanych obszarach internetu natrafiłam na fragment niewydanej powieści Pauliny Medyńskiej. Był to początek kryminału, który napisała - brzmiał on na tyle ciekawie, że skomentowałam, a sama autorka zapytała czy nie zechciałabym przeczytać całości. Choć miałam z tyłu głowy niedawną przygodę z autorem, którego nazwiska nie wymienię - który odważył się wydać sam swój kryminał - co nadal uważam za totalną pomyłkę - bo czytać tego się po prostu nie da... postanowiłam spróbować, przecież nie każdy na lekcjach języka polskiego grał w statki zamiast się uczyć.
Także tego, jak wspomniałam autorka przesłała mi powieść w formie elektronicznej.

W niedzielę około godziny 14, postanowiłam zajrzeć do tego tajemniczego e-booka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to - brak korekty - ale jest to zupełnie zrozumiałe biorąc pod uwagę etap, na jakim jest autorka i jej książka. Postanowiłam wyłączyć swój detektor wykrywający końcówki, przecinki, błędy stylistyczne - kto ich nie popełnia niech pierwszy rzuci kamieniem! Nie było ich znowu też, aż tak dużo... Ale, do rzeczy.

Bohaterami powieści jest dwójka policjantów - Marcin Anders - wracający po urlopie zdrowotnym, na który musiał się udać po dość obciążającym psychicznie wcześniejszym śledztwie, i będąca u progu kariery policyjnej młodziutka Florianna Szulc. Losy tej dwójki splatają się za sprawą śledztwa, które będą prowadzić.
W pewnej mieścinie zwanej Miasteczkiem, w pierwszy dzień wiosny zostają odkryte zwłoki bardzo młodej dziewczyny - Alicji. Choć zginęła od uderzenia w głowę, to jej ciało nosi ślady pośmiertnych ran kłutych, a dodatkowo w okół ciała sprawca ułożył kamienie.
Pierwsze kroki prowadzą... na plebanię!

Poznajemy również dziennikarza Aleksa Znajdę, którego łączy wspólna przeszłość z śledczym Andersem, ale nie tylko. Dziennikarz dość dobrze zna przyjaciółkę pierwszej ofiary.. Tak pierwszej - bo ofiar jest więcej! 
A im brniemy głębiej w historię tym więcej jest dowodów, powiązań, kłamstw, zdrad, rodzinnych brudów, czyli wszystkiego co zawsze łączy małe miasta - wszyscy o wszystkich wiedzą wszystko - a jak przychodzi co, do czego to się okazuje, że jest zgoła inaczej.
Będziemy wspólnie z śledczymi penetrowali stare tunele, które podobno mogą skrywać złoto, czytali kryminały, liźniemy trochę techniki śledczej rodem z CSI, popatrzymy zza pleców na rodzący się romans, który swoją drogą w ogóle mi nie przeszkadzał - mimo że nie należę do fanek takich wątków. 

Akcja toczy się nie przerwanie od pierwszych stron i ani na moment nie zwalnia. Tutaj nikt się nie będzie nudził i choć jesteśmy w kryminalnym schemacie, i można szybko domyśleć się kto, to nie warto odmawiać sobie przyjemności zgłębiania zawiłych losów dwójki policjantów.
Choć poczułam się dotknięta kiedy Kuba Sienkiewicz został nazwany "klasykiem" - aż tak wiekowa jestem? Ale autorka zrekompensowała mi to nawiązaniami do... Comy, której wcześniejsze albumy znam na pamięć. 

Można oczywiście ponarzekać, że trochę schematycznie, że naiwne miłostki, że młodzieńcze ideały stoją za zawodowym wyborem bohaterów, że czuć jakąś amerykańskość... Można, ale po co? 

Z całego serca życzę autorce, żeby któreś z polskich wydawnictw zdecydowało się wydać jej powieść, bo jest to dobra pozycja, a każda następna na pewno będzie jeszcze lepsza!



#19 Harda - Elżbieta Cherezińska

#19 Harda - Elżbieta Cherezińska

Harda - Elżbieta Cherezińska - recenzja - czy warto przeczytać?

"Świętosława wiedziała, że w każdej chwili na nowo może wybuchnąć ogień.
Ludzie nie odłożyli broni, mieli ją w rękach, brudną od ciała, które posiekali.
Bała się.
Po raz pierwszy w życiu sparaliżował ją lęk. Ale była królową i nie mogła się bać".
 
Nie wiem jak u Was w szkole wyglądały lekcje historii, ja swoich nie wspominam zbyt dobrze.
Jedna nauczycielka wymagała recytacji dat i wydarzeń, i to była podstawa oceny - nic ponadto. Żadnego zainteresowania tematem, skutek był wręcz odwrotny - czułam się jak na matematyce.
Drugiej nauczycielki - tej ze średniej szkoły - nigdy nie było - nie mam do niej żalu, może chorowała - nie pamiętam, ale gdzie była szkoła by zapewnić zastępstwo? Żeby zaliczyć przedmiot trzeba było napisać pracę, ale nie pamiętam już na jaki temat - a z tym akurat nie miałam problemu, więc średnią szkołę zakończyłam z dość wysoką oceną z tego przedmiotu - mimo miernej wiedzy historycznej... Smutne niestety.
Dziś jest trochę inaczej - historię lubię, zwłaszcza taką, która nie jest do końca znana. Kiedy pojawia się pole do wyobrażeń tego, co mogło lub też nie  - się wydarzyć.

Tak też trafiłam na "Hardą" autorstwa Elżbiety Cherezińskiej. Pani Cherezińska sięgnęła po odległe czasy - czasy Piastów, o których niestety zbyt wiele nie wiemy. Cofamy się do epoki kiedy Mieszko poślubił Dobrawę i kiedy przyjął chrzest, a z ich związku narodziły się... dzieci. Tak, dzieci. Bolesław zwany później Chrobrym i Świętosława - posiadająca potem wiele imion - Sygryda Storråda, czy też Gunhilda. Niestety nie wiemy jak było naprawdę i czy Sygryda Storråda była żoną Eryka Zwycięskiego i czy była też Gunhildą żoną Swena Widłobrodego.Tak jak rozumiem chęć poznania prawdy wśród nie tylko historyków, tak nie rozumiem przepychanek o to, kto ma rację i czyja prawda jest tą jedyną.

Autorka podania o niesamowitej siostrze Bolesława Chrobrego zebrała i stworzyła kobietę - matkę królów, z krwi i kości. Kiedy zaczynałam czytać powieść pani Elżbiety, wiedziałam, że nie sięgam po podręcznik historii i tego też nie oczekiwałam. Czytałam ją spodziewając się jedynie dobrej powieści. A co dostałam? 
Stałam się uczestnikiem narodzin chrześcijaństwa, nie tylko w Polsce, poznałam kobietę, która zawsze wybiera to, co podpowiada jej rozum, mimo że często bywał w rozbieżności z sercem. Kobietę targaną prawdziwą namiętnością, a mimo to umiejącą wybrać rozsądnie. Taką, która choć się boi i tak powie największym wojownikom to, co o nich myśli!
To najlepiej napisana postać żeńska, z jaką się dotychczas zetknęłam.


Świętosławę poznajemy w momencie narodzin i już wtedy otrzymuje swój przydomek - Harda. Tak też kroczy przez życie. Od dziecka marzy, aby zostać królową - jednak ma świadomość, że nie będzie to takie łatwe...  
Jako młoda dziewczyna poznaje Olava Tryggvasona - późniejszego króla Norwegii - zakochuje się w nim z wzajemnością, ale jak to wśród władców bywało i bywa - ich ślub nie jest możliwy - Mieszko ma inne plany wobec tej dwójki.
Świętosława zostaje żoną Erika Segersälla, a Olav mężem przyrodniej siostry Świętosławy - Geiry. Od tej pory ich losy toczą się osobno - jednak zawsze ich myśli wypełnione są tą niespełnioną miłością. Świętosława otrzymuje imię Sigrida Storråda - z uwagi na niemożność wypowiedzenia jej imienia przez Szwedów. Rozkochuje w sobie nie tylko męża, ale i ród. W dzieciństwie odebrała kilka lekcji od macochy Ody, która była drugą żoną Mieszka i wciela te lekcje w życie, ale... Jest dużo bardziej inteligenta i przewidująca niż jej nauczycielka i tak z dziewczynki marzącej o prawdziwej miłości staje się królową. Ale czy to jest to, o czym tak naprawdę marzyła?

Znane fragmenty historii autorka zgrabnie wypełniła niesamowitymi opisami czasów Piastów, czasów jomswikingów, grabieży, walk.
Historię poznajemy z wielu punktów widzenia - Mieszka, Bolesława, Świętosławy, Olava i pozostałych bohaterów powieści. Mimo ich mnogości nie da się pogubić, wszystko tworzy spójną historię, a czytelnik ma poczucie bycia jej uczestnikiem. 


Ta powieść to - jak sama autorka zaznacza - hołd dla wszystkich zapomnianych piastowskich księżniczek, Mniszek, żon, matek i władczyń, o których historia nie wspomina, a jedynie oznacza jako N.N. 

To był wspaniale spędzony czas w odległej epoce, który skłonił mnie do zapoznania się możliwymi do zweryfikowania faktami historycznymi lepiej niż jakakolwiek lekcja historii.
Na pewno sięgnę po Królową i pozostałe powieści Elżbiety Cherezińskiej.
Dla mnie to była mocna 9.


"Wyciągnęła przed siebie miecz i krzyknęła:
- Będę was bronić tak, jak obroniłam siebie! A wy? Czy będziecie bronić mnie?
Przestali skandować, zamilkli. I podchodzili do niej jeden po drugim. I całowali miecz, na którym była krew. Patrząc na nich tej nocy, pomyślała, że część z tych ludzi widzi w niej własną córkę, a część kobietę, która budzi ich pożądanie. I właśnie z tego powodu staną między nią a każdym, kto będzie próbował ją posiąść".

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Harda - Elżbieta Cherezińska - recenzja - czy warto przeczytać?


Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Data wydania: 6. czerwca 2016

Liczba stron: 591

Kategoria:
historyczna



#18 Miara człowieka - Marco Malvaldi

#18 Miara człowieka - Marco Malvaldi


#54 Miara człowieka - Marco Malvaldi - recenzja - czy warto przeczytać?

"Każdy człowiek może w swoim umyśle dać kształt rzeczom, których nie ma,
i przekonać innych, że takie przedmioty istnieją lub też będą istnieć".

Jest jesień 1493 roku. Zakorkowanym karetami powożonymi przez pokrzykujące kobiety, Mediolanem - przemyka pewien tajemniczy około czterdziestoletni mężczyzna. Okutany w długi różowy płaszcz, przemierza nie tylko ulice, ale i niezbadane rejony własnych myśli.
Na piersi nosi notes, pełen tajemniczych zapisków wyglądających jak szyfr, stale coś liczy i analizuje. W swojej pracowni, którą dzieli z matką i uczniem - maluje i rzeźby. Nie lubi jeść mięsa. Zawsze wie co odpowiedzieć, ale nie potrafi egzekwować płatności za wykonaną przez siebie pracę.
Ten mężczyzna to Leonardo da Vinci. Sława o jego nieprzeciętnych zdolnościach - nie tylko artystycznych - przekracza Alpy.
Król Francji Karol VIII wysyłał do Mediolanu legatów z prośbą o wsparcie w wojnie z Aragończykami - ale to nie ich jedyna misja. Mają jeszcze jedną - tajną - zdobyć notatnik Leonarda, o którym krążą już legendy - jakoby artysta miał w nim zapisywać swoje pomysły i potrafił skonstruować machinę wojenną niedającą się zwyciężyć.



" - Miasto uczciwych ludzi byłoby miastem doskonałym do życia. Ale jest jeden problem: ludzie nie są uczciwi. Weźcie stu obywateli i zapytajcie mnie, czy większość z nich jest dobrymi ludźmi, a odpowiem wam, że tak. Ale wystarczy jeden, Leonardzie, by zepsuć tych, tak jak wystarczy wlać jedną łyżeczkę łajna do beczki wina, by stało się nie do spożycia".
Sam Leonardo w tym czasie zajmuje się konstruowaniem ogromnego konnego pomnika ku czci nieżyjącego już od ponad dwudziestu siedmiu lat - Francesco Sforzy. Robi to na zlecenie syna Francesco - Ludovico Il Moro.
Na Piazzale delle armi zostają znalezione zwłoki mężczyzny - malarza jak się później okazuje, nie noszące śladów mordu.
Kiedy pierwsza - najbardziej możliwa przyczyna śmierci - dżuma, zostaje odrzucona, kiedy Leonardo odkrywa prawdziwą jej naturę, powstaje pytanie: Kto? I jaki miał motyw?


To nie jest typowy kryminał. To opowieść o czasach kiedy im byłeś grubszy, tym wyższy status społeczny prezentowałeś - i co ciekawe dotyczyło to mężczyzn, czasów kiedy uważano, że choroby przenosi wiatr, a nie bakterie, a pierwsze sekcje zwłok wykonywano na kobietach, bo wierzono, że nie posiadają one duszy...
Czyli brud, smród i... początki definicji wartości pieniądza i działalności banków, wszystko to przeplatane humorystycznymi wstawkami i wątkiem śledztwa.


" - Pieniądz, tak jak język, jest tajemnym kodem, za pomocą którego ludzie się dogadują, a który dla każdego, kto nie jest człowiekiem, staje się absolutnie niezrozumiały".

Książka pełna jest imion, nazwisk, przydomków, na których można sobie język połamać, autor ułatwił czytelnikowi rozeznanie się w tym gąszczu postaci zamieszczając na początku "Dramatis Personae", czyli po prostu spis postaci. Do "Miary człowieka" miałam zajrzeć tylko na chwilę - by sprawdzić co się w niej kryje, ale kiedy już zaczęłam - to ją skończyłam. Udało się autorowi, mimo wątku kryminalnego (dość okrojonego), przeplatanego dowcipem, ukazać niebywały geniusz Leonarda. Dodatkowo trafne puenty i aura otaczająca początki bankowości nadają tej historii wielowymiarowości. 

Narracja posiada ciekawą formę prowadzona jest głównie w osobie trzeciej, przeplatają ją listy pisane w osobie pierwszej, a sam autor często zwraca się bezpośrednio do czytelnika.
Na końcu znajdziemy posłowie - nazwane dość przewrotnie - "Od Autora. Książka pełna błędów", gdzie wyjaśnił co jest prawdą, co jest prawdopodobne - z jakich materiałów korzystał i dlaczego użył tak wiele swojej wyobraźni.


Jeżeli chcecie spędzić przyjemnie czas, pospacerować po XV-wiecznym Mediolanie, podglądać wiecznie knujące, spiskujące postaci z historii, okraszone humorem i wątkiem kryminalnym bez porywającej akcji, a nawet trafnymi wnioskami na temat ludzkiej natury i niestraszne Wam długie włoskie i francuskie nazwiska - to jest to lektura po którą powinniście sięgnąć!

7/10.

"Tylko obserwując naturę i innych ludzi, człowiek może się uczyć. Ale bez porównywania tego, co się robi, z tym, w co się wierzy, tego, czego się oczekuje, z tym, co zachodzi, człowiek nie może wzrastać zdrowy na umyśle i w osądzie. A jedynym sposobem, by mieć świadomość błędu, jest mierzenie się z samą naturą, jako że, w przeciwieństwie do człowieka, nigdy nie kłamie".

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu BUKOWY LAS

Wydawnictwo: Bukowy Las


Data wydania: 15 maja 2019

Liczba stron: 280

Kategoria:
thriller, sensacja, kryminał



Tłumaczenie: Gabriela Rogowska

#17 Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski

#17 Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski

Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski - recenzja - Czy warto przeczytać?

"Często w życiu bywa tak, że to, co obłędne, sprawdza się tam,
gdzie wymięka nawet najtęższy rozum". 

Kiedy stałam dziś przy oknie, ubrana w zimowy sweter w maju i słuchałam jak pellet wpadał do grzejącego dom kotła, patrzyłam na szary świat - szary od strug deszczu. Zamknęłam na chwilę oczy i usłyszałam jak spośród listopadowych nut wygrywanych deszczem - przedziera się ptasi śpiew. Jak wsłuchałam się w te melodię to nie słyszałam już tych płynących rzek wody. Widziałam rozwijające się liście drzew, kwitnące drzewa owocowe, latające motyle i poczułam zapach wilgotnego, leśnego runa.
Świat jest takim - jakim chcemy go widzieć...


"Jak ci ludzie, wiedząc to wszystko, co wiedzą, mając tak potężną świadomość,
mogą w ogóle cieszyć się życiem?"

Pewien chłopiec Chłopiec, wraz z psem Psem, kocicą  Kocicą, koniem Koniem i fotel Fotelem żyją w pięknym, kolorowym świecie marzeń. Ich życie wypełnia beztroska zabawa, stwarzanie wszystkiego o czym chłopiec pomyśli. Czas w tym idealnym świecie biegnie nieustannie, chłopiec dorasta, poznaje litery, uczy się, rozwija a w tym wszystkim towarzyszą mu jego najlepsi i bardzo rozmowni przyjaciele, nawet ten tapicerowany. Jak to w życiu większości ludzi bywa, chłopiec poznaje dziewczynę i... i się zakochuje. Przyjaciele są równie szczęśliwi jak on, ale... wkrótce do jego życia wkraczają trzy złe, ciemne postaci i świat utkany z marzeń i snów traci nie tylko barwy...

To przepiękna opowieść o dorastaniu, magiczna nie tylko z powodu nadania jej takiego fantastycznego charakteru przez autora - a z powodu przekazu jaki się pomiędzy wierszami kryje.
Nie kupujcie tej książki dzieciom. Kupcie tę książkę sobie! Tak! Każdy dorosły powinien ją przeczytać, choć może się wydawać, że docelowa grupa wiekowa jest inna.

Kiedy dopadło Was Zwątpienie, kiedy Strach przejął nad Wami kontrolę, a Kłamstwo skaziło uszy i duszę to, tu znajdziecie odpowiedź - w tej krótkiej historii pięciorga przyjaciół i już czas i przestrzeń nie będą ograniczeniem.

"Nic nie jest snem.
I wszystko jest snem.
Nie to jednak, co rozumiemy, a to,  co czujemy, zbliża nas do prawdy".

Jak nie moje słowa - to może zdjęcie tego pięknego wydania skusi kogoś do zakupu tej fantastycznej książki, wymykającej się kategoriom wiekowym.

Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski - recenzja - Czy warto przeczytać?


Wydawnictwo: Kłobook


Data wprowadzenia do sprzedaży: 3 kwietnia 2019

Liczba stron: 144

Kategoria: literatura dziecięca

#16 Pan. Wiktoria. Marzyciele - Knut Hamsun

#16 Pan. Wiktoria. Marzyciele - Knut Hamsun

Pan. Wiktoria. Marzyciele. - Knut Hamsun - recenzja - czy warto przeczytać?

Jakiś czas temu postanowiłam do książek, które czytam wplatać klasyczne pozycje.
Na horyzoncie pojawiła się okazja zapoznać się z twórczością Knuta Hamsuna - norweskiego pisarza - ojca literatury modernistycznej. Tutaj chyba należy wspomnieć, że jest on laureatem Nagrody Nobla z 1920 roku. 

Hamsun był zwolennikiem Adolfa Hitlera i nazistów. Swój medal - część Nagrody Nobla oddał Josephowi Goebbelsowi, opublikował również artykuł gloryfikujący Hitlera. Po wojnie został skazany za zdradę - zasądzono bardzo wysoką grzywnę, która pozbawiła go majątku, a następnie został osadzony w szpitalu psychiatrycznym, gdzie napisał autobiografię "Na zarośniętych ścieżkach". Jego dzieła kiedyś płonęły na stosach, a dziś są uważane za przykład skandynawskiej wrażliwości i psychologizmu. Twórczość Hamsuna inspirowała twórców filmu i teatru - na postawie "Marzycieli" w 1993 roku powstał film w reżyserii Erica Gustavsona, a "Pan" był adaptowany czterokrotnie.
(źródło: https://sklep.zysk.com.pl/pan-wiktoria-marzyciele-5746.html, https://pl.wikipedia.org/wiki/Knut_Hamsun)


Piękne wydanie trzech powieści Hamsuna - twarda oprawa, obwoluta, delikatne zdobienia - to nie mogło umknąć mojej uwadze. Na niemal 430 stronach znajdziemy "Pana", "Wiktorię"
i "Marzycieli". 


Pan. Wiktoria. Marzyciele. - Knut Hamsun - recenzja - czy warto przeczytać?

"Pan. Z papierów porucznika Tomasza Glahna"

To opowieść o poruczniku Tomaszu Glahnie, który związał swoje życie z lasem. Jest myśliwym, który kocha i szanuje to, co daje matka natura. Jego domem jest mala chatka pośrodku niczym niezmąconej, dzikiej przyrody, a towarzyszem jest pies Ezop. 

"Ależ oczywiście, jestem myśliwym nie dlatego, aby polować, jeno ażeby żyć w lesie".

Jego pustelnicze życie przerywa poznanie Edwardy - damy otaczającej się szeroko pojętą kulturą i nierozerwalnie związanej ze społeczeństwem. Dwa przeciwieństwa i rodzące się uczucie, któremu ze względu na dzielące ich różnice nie są wstanie się poddać. Miotają się oboje wokół siebie niczym ćmy w okół ognia. 

"Taki zachwyt mną owładnął, że będąc głodnym, nie czułem tego".

Totalne wyobcowanie i poczucie samotności mimo posiadania towarzystwa, nieumiejętność akceptacji inności drugiego człowieka, jego wyjątkowości prowadzi ich uczucie do klęski. Knut Hamsun świetnie wykorzystał porównanie miłości do pór roku, jak powoli rozkwita, wybucha, a potem powoli umiera. 

"Noce letnie i milczące wody, i lasy nieskończenie ciche.
Ani krzyku, ani odgłosu kroków na drogach, serce moje jakby ciemnego wina pełne". 

Pierwsze czym autor ujmuje to nie tylko opisy dzikiej i pięknej przyrody, a język którym operuje.
Jest niezwykle poetycko, malarsko, ale też nie ma tutaj archaicznego języka, mimo że pierwsze wydanie datuje się na 1894 rok. 


Pan. Wiktoria. Marzyciele. - Knut Hamsun - recenzja - czy warto przeczytać?


"Wiktoria. Historia Pewnej miłości"

"Tak, bo czymże jest miłość? Wietrzykiem, co szeleści pośród róż, a może błędnym ognikiem we krwi. Miłość - to muzyka piekielnie gorąca, która nawet serca starców porywa w wir taneczny. To jakby stokrotka, co o świcie kwiat swój szeroko rozwiera,
a jednocześnie jakby anemon, co pod lada powiewem się zamyka, a po dotknięciu umiera".

Autor znowu pięknie opisuje historię nieszczęśliwej miłości. Janek i Wiktoria - para, którą wszystko dzieli, a łączy jedynie uczucie. Para, która nie mogłaby być razem z uwagi na różnice społeczne i kulturowe. 
Kiedy Janek po wielu latach nauki zostaje uznanym pisarzem, to z kolei Wiktoria zostaje zmuszona do zamążpójścia - jej mężem ma zostać bogaty mężczyzna, którego pieniądze mają uratować podupadający dwór Wiktorii. Para podobnie jak w "Panu" zbliża się do siebie i oddala. Autor stosuje ciekawą narrację - narratorem jest Janek, ale pisze on zarówno o rzeczywistości jak i swoich wewnętrznych rozterkach. Wszystko zmierza do... niestety dramatycznego finału.

"Zapyta kto, czym jest miłość? Oto niczym więcej nad wietrzyk, który w różach zaszeleści, a potem ucichnie. Często jednak bywa jako pieczęć niezłomna, która trwa przez życie całe, a nawet i poza grób sięga". 

Pan. Wiktoria. Marzyciele. - Knut Hamsun - recenzja - czy warto przeczytać?

"Marzyciele"

Głównym bohaterem tej powieści jest Ove Rolandsen - telegrafista. To artysta, wynalazca, który najbardziej ceni sobie towarzystwo kobiet. Nie stroni od alkoholu i często popada w konflikty, które rozwiązuje za pomocą siły. 

"Ach, Rolandsen bardzo pochopnie oddawał się nadziei, najbłahszy pozór potrafił rozniecić w nim płomienie. Lecz i rozczarowania umiał znosić dzielnie, po męsku, nieugięty był i dumny, i nie załamał się nigdy".

Choć jest można rzec kochliwy, skrycie marzy o prawdziwej i szczerej miłości. Ove żyje pośród nie rozumiejących go ludzi - ponownie sam pośród tłumu. Mamy tu też "zwykłą" miłość kolejnego z bohaterów Pastora i jego żony. Niby nic poza romansem, ale czy na pewno? Każdy pewnie odbierze ją inaczej. Autor znowu maluje słowem wioski i morza, trafnie puentując życie.

"Takim jednak być należy, jeśli się chce żyć w blasku na tym świecie: nie robić nigdy za wiele, lecz przeciwnie, zawsze cokolwiek mniej, a uznają to za akurat w sam raz". 

Lektura powieści Knuta Hamsuna, to była prawdziwa przyjemność i miła odmiana od współczesnej prozy. Naprawdę polecam.

 
Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.



Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Data wprowadzenia do sprzedaży: 29 kwietnia 2019

Liczba stron: 430

Kategoria: literatura piękna / literatura norweska / klasyka



Tłumaczenie: Czesław Kędzierski

 
#15 Mężczyna na dnie - Iva Procházková

#15 Mężczyna na dnie - Iva Procházková


Mężczyna na dnie - Iva Procházková - czy warto przeczytać?

"To nie był przypadek. Przypadki nie istnieją. Jest tylko los".

Co łączy astropsychologię, hortensję, upadek ze schodów i Salmę Hayek? 
Bardzo dobry czeski kryminał. To moje drugie spotkanie z czeską literaturą i znowu udane. 
Na dnie jeziora w kamieniołomie zostają znalezione zwłoki mężczyzny - samobójstwo?
Czy ktoś mu pomógł? Kim był mężczyzna i co się stało, że skończył na dnie? No właśnie! Na dnie. Dodatkowo poznajemy rodzinę, która przetrwała rodzinną tragedię i codziennie uczy się wspólnego życia na nowo.


"Nie można dać się szantażować przeszłości. Wspomnienia prawie zawsze są troską. Retuszują rzeczywistość, zalewają duszę sentymentami. Osłabiają wolę".

Zespół prowadzący sprawę jest niezwykle sympatyczny i zróżnicowany. Nie boi się podejmować niespecyficznych metod, nie zamyka się wszelkie niekonwencjonalne procedury śledcze - nawet te wywołujące uśmiech i powątpiewanie w zdrowie psychiczne śledczych. Nie ma tutaj rozwiązania sprawy rodem kapelusza magika - do wszystkiego dochodzimy ciężkim i żmudnym śledztwem. A prowadzący śledztwo to prawdziwy poliglota.

"Kto bierze sprawiedliwość we własne ręce, musi liczyć się z karą".

Labirynt wiedzie przez mroczne ścieżki życia ofiary, jest przytłaczająco i ponuro, ale...
Ale jest to zrównoważone humorystycznymi dialogami zespołu. Ze zbieranego materiału dowodowego wyciągamy wnioski wraz z Podinspektorem Mariánem Holiną i jego partnerem Divišem. Ciężko jest wspomnieć coś o fabule nie zdradzając żadnego z wątków - bo w tym śledztwie wszystko ma znaczenie. 


"Nie da się oddzielić zbrodni od kary. Stanowią naturalną symetrię".

Choć dość szybko wiedziałam - kto - w niczym to nie umniejszało fabule, której zgłębianie było czystą przyjemnością. Czesi potrafią zbudować historię na wielu płaszczyznach, wykreować wielowarstwowe interesujące postaci o których się nie zapomina. Mimo że śledztwo jest skończone - autorka pozostawia nas z własnymi myślami nad odwiecznym dylematem moralnym, czy zbrodnia może być uzasadniona? Polecam wszędzie i każdemu - 7/10.


"Życie nie jest tym, co planujemy, tylko tym, czym jest.
Starą golarką ze zużytym ostrzem".

 
Wydawnictwo: AFERA


Data wydania: 24 maja 2016

Liczba stron: 416

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał

Tłumaczenie: Julia Różewicz

#14 Nad Śnieżnymi Kotłami - Krzysztof Koziołek

#14 Nad Śnieżnymi Kotłami - Krzysztof Koziołek


Nad Śnieżnymi Kotłami - Krzysztof Koziołek - czy warto przeczytać?


"Każdy jest winny czegoś. 
Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchiwani..."
 
Fabuła  "Nad Śnieżnymi Kotłami" obejmuje okres od 6. sierpnia 1939 roku do momentu wybuchu II wojny światowej. Głównym bohaterem powieści Krzysztofa Koziołka jest asystent kryminalny Anton Habicht, który został oddelegowany przez przełożonych do Schreiberhau (Szklarska Poręba) po poprzednim śledztwie, gdzie przebywa na "zesłaniu". Zajmuje się praktycznie nic nie znaczącymi sprawami. Tak ma być i teraz - zwykła kradzież broszki w malowniczo położonym hotelu - "Nad Śnieżnymi Kotłami". Sprawę rozwiązuje błyskawicznie a w ramach podziękowania od właściciela hotelu otrzymuje obiad. Podczas konsumpcji prowadzi rozmowę na temat latających za oknem szybowców. Posiłek przerywa krzyk. Pod hotelem leżą zwłoki kobiety, która najprawdopodobniej wypadła z okna wychylając się za przelatującymi szybowcami. 
Wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, jednak kiedy pojawiają się kolejne zwłoki - asystent nie jest już taki pewien swoich pierwszych wniosków i na tyle, ile jest to możliwe - będąc w niełasce szefostwa - prowadzi śledztwo. Ale to nie koniec dziwnych zgonów. Niezbyt sympatyczny pan Habicht ma trudny orzech do zgryzienia. Kiedy wydaje mu się, że zbliża się do rozwiązania, okazuje się, że to ślepy zaułek.


"Pan asystent kryminalny wie: bogaci lubią fraternizować się z ludźmi nauki i kultury. Dzięki temu uważają, że sami zasługują na uznanie innych nie za sprawą swoich majątków, lecz intelektu."

Akcja toczy się niczym wykres sinusoidy. Raz się coś dzieje, a za chwilę cisza w eterze i mamy opowieści topograficzno - historyczno - kulinarne, które swoją drogą są bardzo dobre, można się poczuć jakby się tam było i to nie tylko w danym miejscu, ale i w danym czasie - jednak nie czytajcie kiedy jesteście głodni. Samego wątku kryminalnego w kryminale - nie jest za wiele - pomimo ponad 300 stron. Całość doprawiona jest mroczną tajemnicą Domu Opieki dla Idiotów, którego wątek zaciekawił mnie najbardziej, ale został przez autora potraktowany po macoszemu, a szkoda, bo stwarzało to ogromny potencjał.

Widać jak wielką pracę autor włożył w przygotowanie całego tła dla powieści i jak wiele materiałów musiał zebrać, aby je stworzyć. Powieść czyta się przyjemnie i płynnie, mimo odczuć bycia w kotle - w kotle różnych pomysłów autora. Nie czytajcie tej książki jeżeli liczycie na prawdziwy kryminał z wartką akcją i typowym scenariuszem! Jeżeli chcecie poczuć klimat tamtych lat, przespacerować się po karkonoskich miastach i szczytach, zgłębić historię tego regionu, a przy okazji rozwiązać zagadkę kryminalną - to jest to pozycja, którą będziecie usatysfakcjonowani!
Ode mnie 6/10.

Za swój egzemplarz dziękuję Klubowi Recenzenta - nakanapie.pl


Wydawnictwo: MUZA

Data wydania: 20 marca 2019

Liczba stron: 351

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał




#13 Mam na imię Jutro - Damian Dibben

#13 Mam na imię Jutro - Damian Dibben




Mam na imię Jutro - Damian Dibben - recenzja - czy warto przeczytać?



"Pewnego dnia gdzieś osiądziemy. Pewnego dnia znajdziemy dom", obiecywał zawsze mój pan. Nigdy nam się to nie udało. Nie mam domu. To on był moim domem.

"Wysoki las o północy, sztywny pergamin, szept sosnowej żywicy" - tak dla Jutra pachnie jego pan.
Jutro to pies niezwykły nie tylko dlatego, że ma 217 lat, z czego 127 spędził na czekaniu na swojego zagubionego pana - to pies, który przemówił głosem wszystkich psów.
Codziennie przez 127 lat siedzi na schodach katedry i czeka - bo tam widział swojego opiekuna po raz ostatni. 


"To niezwykłe, jak całe dziesięciolecia mogą mijać jakby we śnie, jak jedna godzina może trwać niczym sto lat, a sto lat niczym jedna godzina".

Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej właśnie - przez tego magicznego czworonoga, ramy czasowe są bardzo szerokie - rzeczywistość jest przeplatana wspomnieniami,
a do tego pan i jego pies żyją bardzo długo.
Jutro po wielu latach czekania jest już bardzo blisko odnalezienia swojego opiekuna, podąża śladem jego zapachu w towarzystwie kundelka Sporco. Jednak tym samym szlakiem podróżuje pewien zły człowiek, który również chce odnaleźć pana Jutra.
Psy mają wiele przygód, bywają na dworach, zahaczają o pola bitew, kłócą się, godzą jak prawdziwi przyjaciele. Akcja płynie powoli, opisy są szczegółowe, barokowe wręcz - niektórych czytelników może to nudzić, mnie nie nudziło, nie przeszkadzały mi również włoskie, francuskie wtrącenia - wszystko to nadawało klimat tamtych lat.

Nie mogłam jej przeczytać na raz. Dlaczego? Obecnie mam dwa psy, od dziecka miałam ich już kilka i każdego pamiętam i każdy zostanie ze mną na zawsze. To książka, która u każdego nadwrażliwego psiarza spowoduje wzruszenia, a cytatami - dla niektórych może zbyt moralizatorskimi - wytapetowałabym pokój.
"Mam na imię Jutro" ma piękna i bogatą okładkę - taką też skrywa treść.

Teraz ilekroć będę tracić cierpliwość - bo przy dwójce psów - czasem się to zdarza,
to zawsze będę pamiętać o głosie Jutra.
Polecam każdemu psiarzowi, ale nie tylko jemu - bo to książka, która jak nie zmieni czegoś w Twoim życiu, to chociaż sprawi, że się nad nim zastanowisz.

9/10

"Nie  ma sensu spalać się z powodu przeszłości. 
Nie warto bać się kłopotów, które mogą nadejść. 
Nie ma powodu, by bać się ich dzisiaj."
 
Mam na imię Jutro - Damian Dibben - recenzja - czy warto przeczytać?
 

Wydawnictwo: Albatros

Data wydania: 3 kwietnia 2019

Liczba stron: 320

Kategoria: literatura młodzieżowa

Tłumaczenie: Janusz Ochab

#12 Morderstwo ma motyw - Francis Duncan

#12 Morderstwo ma motyw - Francis Duncan




"Mordecai Tremaine znowu miał poczucie, że na prześlicznym Dalmering kładzie się cieniem zło, że urodzie tej miejscowości zagraża czarna potworność".

Polecam zaparzyć herbatę, znaleźć wygodne miejsce - najlepiej fotel, a że pogoda nie przypomina
wiosennej ostatnio, to napalić w kominku, lub włączyć takowy nawet na ekranie telewizora.
Otulić się kocem, wziąć "Morderstwo ma motyw" i wybrać się na nieco romantyczną - choć krwawą
podróż do Dalmering - malowniczej brytyjskiej miejscowości.

Starszy, siwiejący pan - Mordecai Tremaine, który po latach sprzedaży papierosów, tytoniu 
i wszelkich atrybutów palacza, przeszedł już na emeryturę, przyjeżdża do sielskiego Dalmering.
Jego przyjazd zbiega się w czasie z tajemniczym morderstwem niedoszłej panny młodej, która straciła życie, gdy wracała z pożegnalnej kolacji z kochającym się w niej mężczyźnie, jednocześnie niebędącym jej narzeczonym. Pan Tremaine spędza czas na obserwacji ludzkiej natury, jej mrocznej strony. Fascynują go zagadki kryminalne, a na swoim koncie ma już współpracę z Scotland Yardem!

Historia zamordowanej dziwnie przypomina scenariusz sztuki przy której organizacji pracowała.
Choć wszyscy są wstrząśnięci tym krwawym wydarzeniem - to przygotowania do spektaklu trwają.
Sprawę prowadzi znany już Mordecai-owi z wcześniejszej sprawy - przedstawiciel Scotland Yardu
- inspektor Boyce. Prośba przyjaciół detektywa, chęć zbadania sprawy i obecność znajomego inspektora skłaniają bohatera do próby przeprowadzenia własnego śledztwa.

Powiedzenie "im dalej w las, tym więcej drzew" w tym przypadku sprawdza się znakomicie. 
Im więcej materiału dowodowego, tym więcej podejrzanych, im więcej podejrzanych, tym więcej ofiar...

"Morderstwo zaczyna się dużo wcześniej  niż faktyczne przestępstwo, przynajmniej w większości przypadków".

Bardzo przyjemnie czytało mi się historię śledztwa prowadzonego przez kryminologa - samouka.
Mordecai jest ciepłym i sympatycznym starszym panem, o nad wyraz przenikliwym umyśle.
Umiejętność obserwacji rozwinął do perfekcji i pozostaje przy tym niezauważony. Tak, rzeczywiście jest to klasyka brytyjskiego kryminału, klimat i zastosowany język - przywodzi na myśl porośnięte bluszczem, budynki, do których prowadzą wąskie uliczki i nieco senną aurą Wielkiej Brytanii, a historia przywodzi na myśl Agathe Christie. To nie jest powieść udająca retro, to jest prawdziwe retro.

Każdemu, kto ma choć odrobinę romantyka w sobie ta historia przypadnie do gustu!
Jedyne, co może być dla niektórych czytelników problemem - to mnogość bohaterów, jednak kiedy będziemy czytać w skupieniu i wyłączymy się z otaczającej rzeczywistości - to staniemy się żywym uczestnikiem tej historii. 
Niestety do samego końca nie udało mi się wskazać winnego…

Każdy głodny dobrego brytyjskiego klimatu połączonego z śledztwem kryminalnym  i wątkiem obyczajowym powinien być zadowolony!
8/10.

"Nie można dostrzegać w świecie tylko piękna. Trzeba też widzieć szpecące plamy,
rzeczy wstrętne i nieestetyczne. Ponieważ takie jest życie: nie tylko piękne, cudowne
i zadziwiające, ale również brzydkie i niechlujne.
Trzeba widzieć ten brud, a jednocześnie
nie stać się cynikiem; trwać przy swoich ideałach; zachować wiarę w ludzką przyzwoitość - taki jest prawdziwy cel życia".  

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 20 maja 2019

Liczba stron: 312

Kategoria: thriller, sensacja, kryminał

Tłumaczenie: Tomasz Bieroń


#11 Przedawnienie - Jiří Březina

#11 Przedawnienie - Jiří Březina

Przedawnienie - Jiří Březina - czy warto przeczytać?

"W każdym z nas kryje się zwyrodnialec. 
Pytanie, czy potrafimy utrzymać go na łańcuchu."

Śledczy Tomáš Volf  został zesłany do archiwum, gdzie "odkurza" stare akta. Odnajduje dwie nierozwiązane sprawy z 1991 roku, w których stwierdza braki w materiale dowodowym. Do tego ostatnią osobą, która wypożyczała akta z archiwum jest Ondřej Novotný - kiedyś zwykły policjant - dziś kandydat na ministra spraw wewnętrznych. Tomáš jak prawdziwy dobry "pies" czuje, że ta sprawa może mu pomóc wrócić do gry, więc wsiada w pociąg i jedzie do polityka, aby poznać jego wersję wydarzeń.
Całą historię opowiada Ondřej Novotný.

"Tak to już jest, z czasem człowiek nabiera dystansu, zapomina o strachu i niedogodnościach, aż w końcu tworzy własną wyidealizowaną wersję przeszłości. Po dwudziestu latach nawet najbardziej przykre wspomnienia tracą ostrość, kontury nabierają łagodności, wszystkie obrazy są opromienione radosnymi przebłyskami utraconej młodości. Ale to tylko iluzja."

W Pasečkach, w krótkim czasie dochodzi do dwóch morderstw. W pierwszym przypadku na początku domniemano samobójstwo (powieszenie) - w drugim już nie było wątpliwości - śmiertelne rany zostały zadane nożem. 
Praktyki mafijne, piękna kobieta, historia z czasów wysiedleń Niemców z czeskich terenów, piękno przyrody, tajemnice mieszkańców - wszystko to tworzy historię, której nie chce się odłożyć.

Jest to jeden z lepszych kryminałów jakie czytałam. Nie ma tutaj morderców wyskakujących co chwila z szafy, ani wymyślnych trupów, których trzeba poskładać do identyfikacji. Akcja nie jest rozpędzona jak rollercoaster. Nie ma skandynawskiej mrocznej atmosfery, ale jest historia, którą się nie tylko czyta, ale w której się uczestniczy. Autor ma niebywały dar do opisów, które mimo że oszczędne, to tworzą niemal żyjący obraz.
Czuć papierosowy dym, który uniemożliwia wzięcie pełnego oddechu, unoszący się zapach piwa i promienie słońca wychylające się zza drzew w w szumawskich Pasečkach. 


"Wjechaliśmy do płytkiej doliny, otoczonej ze wszystkich stron wysokimi świerkami. Niebo nad naszymi głowami było jak wielka, czarna pokrywa, która w każdej chwili może zamknąć się na amen. W okolicy stało parę domów, nawleczonych na wstążkę strumienia."

Bardzo lubię, kiedy historia ma swoje początki - umocowanie w historii - prawdziwej historii. Tutaj mamy wspomnienia powojennych wysiedleń Niemców, autor opisał te wydarzenia, choć też oszczędnie, z perspektywy Niemców.

"Niemcy wypędzali i mordowali Czechów i Żydów, potem karta się odwróciła. Tamte czasy wyzwalały w ludziach najgorsze instynkty."

Książka jest krótka - 280 stron. Rozdziały są krótkie, zawierają opowieść polityka, wraz z wtrąceniami z rzeczywistości - czyta się szybko i z dużym zainteresowaniem.

Nie domyśliłam się rozwiązania sprawy, a to już plasuje tę powieść na mojej liście dość wysoko. 
"Przedawnienie" jest częścią serii: "Czeskie Krymi" wydawanej przez Wydawnictwo Afera. Jak tak Czesi piszą wszystkie kryminały to ja chcę więcej. 

7/10.


"Ludzie na początku tworzą sobie pewien obraz rzeczywistości i nie lubią się z nim rozstawać. Jeśli zachowujesz się zgodnie z ich wyobrażeniami, biorą to za dobrą monetę. Kiedy zrobisz coś, co podważa ich przekonania, podświadomie  próbują dowieść, że się mylą."



Wydawnictwo: AFERA

Data wydania: 10 maja 2018

Liczba stron: 280


Kategoria: thriller, sensacja, kryminał

Tłumaczenie: Agata Wróbel



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...