„Gdybyśmy mieli słowo, gdybyśmy mieli język, nie potrzebowalibyśmy broni” - Ingeborg Bachmann

„Gdybyśmy mieli słowo, gdybyśmy mieli język, nie potrzebowalibyśmy broni” - Ingeborg Bachmann

Gdybyśmy mieli słowo, gdybyśmy mieli język, nie potrzebowalibyśmy broni”.
Ingeborg Bachmann

 

„Gdybyśmy mieli słowo, gdybyśmy mieli język, nie potrzebowalibyśmy broni” - Ingeborg Bachmann

Ta pani na plakacie to Ingeborg Bachmann (1926-1973): austriacka poetka, eseistka, pisarka i germanistka, z wykształcenia filozofka i psycholożka, która szczególnie umiłowała język, feministka.
Doktorat uzyskała w 1950 roku dzięki „Krytycznej recepcji filozofii
Martina Heideggera” (myśl Martina Heideggera bywa uważana za jedną z najważniejszych filozofii XX wieku).
Ojciec Bachmann należał do NSDAP, a ona do „Grupy 47”, która m.in. jednoczyła niemieckojęzycznych pisarzy odrzucających nazizm.
Mężem Ingeborg Bachmann był Max Frisch,
szwajcarski architekt, pisarz i dramaturg.
Jednak w życiu poetki szczególne miejsce zajmował poeta Paul Celan. Uważa się, że „Malina”, jedyna powieść Bachmann, to swoisty hołd właśnie dla niego.

Żebyście nie myśleli, że po nocach czytuję skorowidze niemieckojęzycznych autorów, to przyznam się, że na „Malinę” trafiłam przypadkiem, dryfując po internetowych bezkresach.
Przyciągnął mnie tytuł, tak kiedyś na mnie mówiono, więc zaczęłam tej powieści szukać. Okazało się, że wznowione, bodajże w 2011 roku, egzemplarze potrafią osiągać zaporowe, jak dla mnie, ceny. Zajrzałam zatem do katalogu
Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Walentego Fiałka w Chełmnie i znalazłam jeden egzemplarz, po który wybrałam się objuczona niczym wielbłąd, bo z pustymi rękoma pójść nie umiałam. Przebyłam wielokilometrową odległość smagana słońcem, które od tego czasu przebywa na wakacjach, gdzieś poza kujawsko-pomorskim. Na razie wracać nie zamierza i w sumie mu się nie dziwię.

„Gdybyśmy mieli słowo, gdybyśmy mieli język, nie potrzebowalibyśmy broni” - Ingeborg Bachmann

Malina - Ingeborg Bachmann

Wracając do Ingeborg Bachmann, to wymieniłam tych trzech mężczyzn, ponieważ bohaterka „Maliny” tkwi pomiędzy trzema mężczyznami: ojcem, Ivanem i Maliną. To powieść autobiograficzna, która nie chce nią być. To ciągłe ścieranie się powinności, ról, emocji, relacji ja-ty, ja-świat i ciągłe przenikanie się form. Bachmann łączy poezję i prozę, metafory nie są łatwe, nie są oczywiste, a słowa wwiercają się do wewnątrz i tam nabierają indywidualnych znaczeń.

„Malinę” czyta się długo, każdy fragment obracając w myślach. To powieść dla każdego, kto lubi zatapiać się w emocjach, w swoich emocjach, kto lubi czuć siebie i jednocześnie lubi język; słowa, metaforyczność zdań oraz odzierać codzienność z życzeniowości.

„Nadejdzie dzień, w którym kobiety będą miały czerwono-złote oczy, czerwono-złote włosy, a poezja ich płci zostanie stworzona na nowo...”

Bachmann nawiązuje do twórczości Celana, wplata w „Malinę” metaforyczną opowieść o księżniczce, ale nie trzeba znać biografii pisarki, by móc poczuć tekst. Jednak kiedy ma się świadomość, w jak tragiczny sposób zmarła Bachmann, i połączy się tę wiedzę choćby z zakończeniem powieści, to można poczuć na karku nieprzyjemny chłód.

„Malina” to również opowieść o miłości, miłości wiodącej do szaleństwa?

„Nadejdzie dzień, w którym ludzie będą mieli czerwono-złote oczy i gwiezdne głosy, w którym ich ręce staną się zdolne do miłości, a poezja ich płci zostanie stworzona na nowo...”

Ingeborg Bachmann była bardzo mądrym człowiekiem, podobnie jak narratorka „Maliny”, która czytała filozofów, doktoryzowała się, próbowała się dopasować do roli; czekając na telefon od Ivana, zastanawiając się dlaczego nie studiowała książek kucharskich?
Nie zgadzała się z tym co się działo na świecie, z czynionym złem, obojętnością na nie, jednak była jak pozbawiona języka, skojarzyła się mi z mitologiczną Filomelą.
Uważana była za ekscentryczną, bo wymykała się definicji napisanej językiem ograniczeń.

Trudne to było czytanie, nie ze względu na zawiłość, znaczeniowość, czy co tam sobie jeszcze za przeszkodę wymyślimy, ale przez to, że jakieś takie dekonstruujące, jakby się rozsypały części w środku, wpadły inne i nie wiesz czyj w końcu ten bałagan jest?

Wrócę do „Maliny”, antykwariaty się zlitowały i stare wydania wróciły do obiegu.
Zrobiłam plakat, powieszę sobie. Księżyce i gigantyczny motyl to nawiązania do powieści, pęknięcia tła chyba tłumaczyć nie trzeba, a jeżeli przypomina odrobinę plamy z T
estu Rorschacha, to nie jest to przypadek.

Czytałam wydanie z 1975 roku, wydawnictwo: Czytelnik, w tłumaczeniu: Sławomira Błauta.


 

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

We wrześniu 2019 roku przeczytałam „Cudzoziemkę” B. M. W. Sobol, która przypominała historię przedstawioną w serialu „Outlander”, opierającego się z kolei na powieści „Obca” Diany Gabaldon. Książki Gabaldon nie czytałam, a serial szybko porzuciłam. „Cudzoziemka” jednak, była przyjemną rozrywką i pochłonęłam ją w weekend. Skandynawskie lasy, wikingowie, tajemnice, magia, nawiązania do mitologii, humor, romans i nuta erotyki - wszystkie te cechy sprawiły, że cały czas wyraźnie perypetie Judyty pamiętam.
Na kontynuację Autorka kazała nam „odrobinę” poczekać. Rozumiem, że pisanie nie dzieje się za sprawą magii i wymaga czasu, dlatego wytrwale wypatrywałam drugiej części.

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

„Więzy przeznaczenia” nie odstają pod względem objętości „Cudzoziemce”; to ponad pięciuset stronicowa powieść. Egzemplarz, który otrzymałam nie był poddany korekcie, więc nie wiem czy błędy zostały poprawione, ale nie będę się nad nimi rozwodzić, gdyż na taki egzemplarz przystałam.

Powieść otwiera prolog, w narracji trzecioosobowej i opowiada perspektywę Einara wspominającego Jodridd, czyli Judytę. Jest krótki i roztacza aurę tęsknoty, nostalgii.
Po nim, w pierwszoosobowej narracji, historię zaczyna opowiadać Judyta, która po powrocie do współczesności nie może się odnaleźć. Rodzina traktuje ją jak osobę uratowaną z sekty. Wszyscy wokół niej szepczą, każą przyjmować leki. Na temat okoliczności powrotu milczą jak zaklęci, a sama Judyta ma luki w pamięci. Czuje się przez to zagubiona, a stale piętrzące się niewiadome powodują narastające uczucie rozbicia; nie wie już co jest prawdą, a co zmyśleniem.
Od czasu do czasu przenosimy się do czasów wikingów i sprawdzamy co u Einara i Dunstana. Wątki się przeplatają.

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Pomimo objętości i braku korekty, tę część czyta się równie sprawnie jak pierwszą, ale niestety już nie z takim zainteresowaniem.
Niektóre z obszernie opisywanych codziennych sytuacji, owszem były obrazowe, ale nic nie wnosiły do opowiadanej historii. Było co prawda kilka zaskakujących zdarzeń dotyczących przeszłości bohaterki i to ich rozwinięcia mi zabrakło; położenia na nie mocniejszego akcentu. Uparte milczenie bliskich z czasem zaczęło mnie irytować, bo ile można bawić się w „wiem, ale nie powiem”.

Mnie się wydaje, że ta powieść to taki „przystanek” przed kolejną częścią, której zapowiedź na ostatnich stronach zostawiła mnie w zawieszeniu, bo jak to tak? Tyle czytałam i nadal nic nie wiem?
Same, poruszane przez współczesnych bohaterów, kwestie są odzwierciedleniem naszej codzienności. Dla mnie odrobinę brakowało akcji-reakcji, budowania opowieści rozdział po rozdziale, narastającej tajemnicy.
Może ona w nadmiarze tekstu się rozeszła?

Kwerenda, którą Autorka musiała wykonać do napisania części o czasach wikingów jest godna podziwu, wiele w niej smaczków i zachęty do samodzielnego zgłębienia historii.
Na pochwałę zasługuje również różnicowanie języka czasów Einara i czasów Judyty. Jak wspomniałam, najbardziej podobało mi się zostawianie tropów co do tajemnicy rodzinnej; rozbudzało ciekawość i serwowało emocje.

„Więzy przeznaczenia” ukazują m.in. jak zgubne może być przemilczanie istotnych w życiu wydarzeń; jak chęć ochronienia dziecka przed (być może) „niewygodną” prawdą, napędza spiralę kłamstw i prowadzi do utraty zaufania.

Czy przeczytam kolejną część?

Oczywiście, przecież muszę się dowiedzieć co z Jodridd i Einarem!

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 13 kwietnia 2021
Liczba stron: 513
Kategoria: literatura obyczajowa

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...