Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legimi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legimi. Pokaż wszystkie posty
To, co nienazwane - „Bodaj Budka” - Natałka Babina

To, co nienazwane - „Bodaj Budka” - Natałka Babina

„Bodaj Budka” - Natałka Babina
#czytnikoweczytanie

 „Bodaj Budka” - Natałka Babina

 „Tekst jest zawsze tajemnicą, czy to napisany atramentem na papierze, grzybami na ziemi czy spojrzeniami w powietrzu”.

„Czy jestestwo człowieka zmienia się w zależności od tego, jak inni nas nazywają albo jak sami siebie nazywamy? Czym ono jest? Na czym polega? (...) Gdzie się to jestestwo ukrywa? W głowie? W sercu?”

„Strach strachem, ale muszę coś zrobić, bo inaczej z mojego osobistego świata - który i tak z dnia na dzień coraz bardziej się kurczy, znika jak kamfora - zostanie tylko strach. Przestrach”.

„Czasem nie potrafiło czegoś wyrazić, ale to nic. Niedopowiedzenia dają pole do interpretacji”.

„Przyczyną nieszczęścia jest to, że wszystko nazwane straciło swoje nazwy, wszystko pamiętane zostało zapomniane”.

„Tylko ciepłem ludzkich rąk można wyłamać kraty, które powstrzymują zło”.

„Czas biegnie dziesięć razy szybciej czy w ogóle się zatrzymał? Może już wszyscy jesteśmy poza czasem? Może niebo zwinęło się w rulon? Ludzie mimo wszystko tu żyją - w złej godzinie, pod rulonem, a może nawet pod orędownictwem? Człowiek chciałby spokojnie posiedzieć, pomyśleć, ale nie ma na to czasu...”

„- Tak, zdjęliśmy krzyże. Nowa rzeczywistość wymaga nowych symboli”.

Niedzielne leżakowanie postanowiłam wypełnić czytaniem, coby nie leżeć jak kłoda, a chociaż gimnastyki umysłowej zażyć. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, niedziela rządzi się swoimi prawami, nie szukałam lektury bardzo wymagającej... i nie wiem dlaczego założyłam, że „Bodaj Budka” - Natałki Babiny taką lekturą będzie... W każdym razie.. założenie było błędne.

„Bodaj Budka” okazała się wprost idealna do ćwiczeń z interpretacji, ale pozostawiła mnie z wieloma niewiadomymi (tu muszę znowu spojrzeć prawdzie w oczy... zaklęta w niej historia Białorusi nie jest dla mnie w pełni czytelna).

Zaczęło się sielsko, po prostu opowieścią o wiejskim życiu, chwilę później powiało kryminałem, następnie horrorem, chyba gore?, i przeszło w SF, by się wymieszać i stworzyć „nienazwane” narracyjne szaleństwo, przez które płynie się „chutko” rozszerzając oczy ze zdziwienia, jak ten fikcyjny świat realnie opisuje rzeczywistość.
Główna bohaterka jest pisarką, WŁADA słowem, stwarza.
Rzeczywiste jest to, co potrafimy zdefiniować, a jak zdefiniowane to w jakiś sposób nam podległe.
Wszystko co nienazwane nie istnieje?

Ałła Bobylowa, bo tak się nazywa protagonistka, wpada w nory i wędruje przez czas i przestrzeń, co okazuje się pomocne, kiedy najechana przez nieznane istoty Białoruś, zostaje odcięta kopułą od reszty świata. 

Brniemy do przyszłości, tworzymy nowe określenia, zapominając po drodze stare. Szum, chaos. A może by tak... trening milczenia? :)

„Bodaj Budka” może być trudną lekturą, ale w tym szaleństwie jest metoda, bo to nasz świat i pytania (jest ich wiele) o jego kondycję.
Za wiedzą i wyobraźnią Babiny idzie język, stąd tyle cytatów na początku.
Mnie się „Bodaj Budka” podobała.

PS. @nataliicodziennosc w swojej opinii napisała, że „Bodaj Budka” kojarzy się jej z „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk i w pełni się tym zgadzam, widać to nie tylko w początku powieści, ale i w stawianych pytaniach.

Data wydania: 8 sierpnia 2020
Liczba stron: 304
Literatura piękna
Tłumaczenie: Anna Korzeniowska-Bihun
LEGIMI



 

Włócząc się po katalogu Legimi... „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald

Włócząc się po katalogu Legimi... „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald


Włócząc się po katalogu Legimi... „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald

Jestem wagabundą, jedynie w świecie książek, ale jednak. Zdarza się, że zabawię gdzieś dłużej, ale na pewno nie zgłoszę chęci stałego pobytu. Przyczyny upatruję w wyborach, których dokonałam lata temu, a które nie były moimi, uczyłam się tego, co nie za specjalnie mnie interesowało. Podobnie było z pracą. Jakby ktoś zmusił mnie do założenia co prawda ładnych butów, ale w za małym rozmiarze. Nie mam żalu. Jedynie czasem ogarnie mnie minismuteczek (taki jeszcze mniejszy od smuteczku :)), kiedy ktoś olśniewa wiedzą, której mogę już nie sięgnąć. To mija, ponieważ szkoda... CZASU.
Nie ma co stać w miejscu. Szlajam się zatem po katalogach książek poznając różne punkty widzenia, infekując się nimi. Czasem zadzieram wysoko głowę, ale potem daję szyi odpocząć i czytam rozrywkowo.

Tym razem zajrzałam bardzo wysoko i czytam „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebalda (czyli Winfried Georg Sebald, swoje imiona uważała za nazistowskie dlatego podpisywał się inicjałami), który jest uznawany za jednego z największych pisarzy niemieckich XX wieku.
Gdyby nie przedwczesna śmierć, to zapewne zostałby uhonorowany literacką Nagrodą Nobla.
Wydawnictwo Osselineum wydaje nową serię dzieł Sebalda, na razie ukazały się wspominane „Pierścienie...” i „Austerlitz”.

„Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald


We wstępie wspomniałam o CZASIE nie bez przyczyny. To on jest głównym bohaterem „Pierścieni...”. Narrator, za którego uważamy Autora, spaceruje po Anglii i opowiada (używając skojarzeń) o historii świata. Miesza prawdę z fikcją, wędruje myślami poprzez granice czasu. Łączy ze sobą wydarzenia w nieoczywisty sposób, snując przy tym filozoficzne rozważania.

Nie znam się na literaturze. Dla mnie to powieść (po trosze dziennik podróży) z fragmentami eseistycznymi.

Język jest piękny, tak że mogłabym uczyć się tych zdań na pamięć, jak wierszy. Nie wiem czy czytałam kiedykolwiek tak ładne konstrukcje zdaniowe...
Nie ma znaczenia, czy czytam o Niebiańskim królu, czy o jaśniejących ciałach ryb, wszystko to widzę będąc naznaczoną wrażliwością Sebalda.
Historie, które opowiada nie są optymistyczne, to robaczywe karty historii ludzkości poprzetykane symbolami i wyobrażeniami Autora. Tak po prawdzie kompletnie nie porywające, ale i tak urzekające. Co jakiś czas pojawiają się zdjęcia, ryciny, obrazy, które utwierdzają nas w przekonaniu, że czytamy prawdę, która pływa w melancholii.
Przejęzyczyłam się i nazwałam „Pierścienie Saturna” - „Pieśnią Saturna” i bardzo ta omyłka mi teraz pasuje - jak pieśń czasu, wszak Saturn to m.in. bóg czasu.

Fraza Sebalda jest niezwykle melodyjna, doskonała, arcymistrzowska, a powtarzalność motywów sprawia, że dostrzega się wzór. Wzór doskonały, choć ulotny i trudny do zdefiniowania. Nie przeszkadza to jednak w emocjonalnym odbiorze dzieła.

„Pierścienie Saturna” są bardzo metaforyczne, a czytanie wymaga skupienia i analizowania, ale jest również wielce satysfakcjonujące.

#czytnikoweczytanie

Data wydania: 1 listopada 2020
Liczba stron: 360

Kategoria: literatura piękna

LEGIMI

Przez - Zośka Papużanka

Przez - Zośka Papużanka



Przez - Zośka Papużanka

#czytnikoweczytanie 

 

Przez - Zośka Papużanka

 

„Przez” jest czwartą książką Zośki Papużanki, ale niestety jedyną, którą do tej pory przeczytałam. Dlaczego niestety?
Ponieważ Papużanka pisze w sposób wyjątkowy i w równie wyjątkowy sposób do mnie trafia.

Narracja to zapis życia wewnętrznego, w którym powtórzenia spajają ze sobą kolejne zdania nadając wypowiedzi rytm.

Przez tekst się widzi. Przez tekst się słyszy. Przez tekst się czuje.

Czuje się to, co dzieje się w głównym bohaterze, który najprawdopodobniej zmaga się za zaburzeniami psychicznymi. Jest chorobliwie zorganizowany i odizolowany. Podgląda byłą żonę, celując w nią obiektywem aparatu. Wszystko ma w ten sposób pod kontrolą, zachowując jednocześnie bezpieczny dystans.
Czas w fabule nie biegnie linearnie, bohater często wędruje myślami do tego, co było.

„(...) czas to tylko zmrużenie powieki na fotografii”.

Czym jest tak naprawdę czas?

Jakie znaczenie ma dla nas to, co będzie, skoro większość tego, co jest poświęcamy temu, co było?
Czy kadr mógł być lepszy? I czy rzeczywiście było tak, jak pamiętamy?

Książka jest przesycona nawiązaniami do fotografii. Próbujemy żyć tworząc idealne kompozycje, na niskich wartościach czułości, ponieważ jakość obrazu ma dla nas największe znaczenie.
Im ciemniej, tym wyższa wartość ISO, ale i szumów zakłócających kadr jest więcej.

„Wyjmuje z torby aparat, podziwiając jego ciężar, choć dobrze go zna, ale wciąż podziwia, jak wszystkie rzeczy, które podziwiać należy, gdyż są od człowieka lepsze, a mimo to mu służą. Aparat widzi więcej niż człowiek. Więcej, szerzej i głębiej. Potrzebuje tylko czasu i stabilizacji, jak człowiek, ale dokładniej. Bez pośpiechu. Teraz teleobiektyw. Ciężki jesteś, ciężki, ale wrażliwy w środku, z taką maszyną trzeba się obchodzić troskliwie, żeby się nie obraziła na czas i światło i żeby pozwoliła przez siebie spojrzeć i zobaczyć to, czego ludzkie oko zobaczyć nie umie”.

W fabule nie dzieje się zbyt wiele. Mężczyzna patrzy, notuje, kadruje, leży. Nuda, nic nie miga, nic się nie obraca. Nie ma nawet dialogów, które nadałyby dynamiki.
Jednak historię opisaną w „Przez” czytałam z dużo większym zainteresowaniem niż obecnie modne dreszczowce. Być może dlatego, że charakterystyka psychologiczna bohatera jest tu najważniejsza (i fotografia) i w tych jego zaburzeniach możemy dostrzec siebie, a sama warstwa językowa jest wyjątkowa.

Na wszystko patrzymy właśnie „przez”, a nikt nie jest wolny od aberracji (doświadczeń, emocji). Wnioski, które narrator wysuwa choć oczywiście nie są ostateczne, bo nic nie jest stałe, to są mi bardzo bliskie, często podobnie „widzę”.

Proza Zośki Papużanki wymaga od czytelnika uwagi, zaangażowania. Jest bardzo nieoczywista.
Zdania, a nawet poszczególne słowa każdy odbiera inaczej, z powodu własnych zniekształceń postrzegania i tak też jest z najnowszą książką Zośki Papużanki.
Wydaje mi się również, że im więcej czytelnik w życiu doświadczył, nie mam tu na myśli przeżytych lat, a pewnego rodzaju wrażliwość -takie wewnętrzne ISO, tym więcej znajdzie siebie w tej historii.

To książka, którą chciałabym schować i móc tylko sama do niej zaglądać, żeby nikt nie wyczytał mi liter, nie zniekształcił ich „przez” własny obiektyw.




Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Liczba stron: 296 (wersja papierowa) 216 (wersja elektroniczna)
Kategoria: literatura piękna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...