Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Sto tysięcy jednakowych...

Sto tysięcy jednakowych...

   
    Kilka, prawie kilkanaście, dni temu rozpoczął się maj. Miesiąc, w którym kończy się ważność domeny podlasemczytane.pl i przychodzi faktura pro forma. A wraz z nią chęć (nie)zapłacenia. Oczywiście, że w tym roku jest podobnie, w tej kwestii jestem niereformowalna.
Kiedy zakładałam profil na Instagramie i blog, to nie miałam jakichś oczekiwań, czy tam celów do zrealizowania. To była potrzeba chwili, „bo może ktoś mi przyśle książkę” i coś o niej napiszę, a pisać lubiłam i nadal lubię.
Zrezygnowałam z przywileju otrzymywania książek, nawet poprosiłam kilka wydawnictw, ażeby usunęły mnie z listy mailingowej. Dzielenie recenzentów/recenzentek, że tak nas nazwę, na lepszych, czyli tych, którym wyślemy jakiś niepotrzebny gadżet, albo zaproponujemy książkę „z wyższej półki” i resztę zaczęło mnie męczyć już dawno, aż w końcu się wypisałam. Nikt mnie przecież nie zmusza. Może nie mam w sobie tej „pasji”, o której się tak często wspomina, kiedy przychodzi zwątpienie w sens działań w mediach społecznościowych.
*Komuś coś kiedyś obiecałam, patronat medialny, słowa oczywiście dotrzymam, choć twierdzę, że żadna ze mnie blogerka, więc jaka ze mnie może być patronka medialna...
    Zastanawiam się czy dobrze zrobiłam, z tym wypisaniem się, skoro niektórym marzy się utrzymywanie ceny okładkowej książki przez rok od wydania? Może to pomysł na biznes? Napiszę opinię na podstawie innych i opisu, a potem fotka i wrzutka na allegro. Ostatnio widziałam tam nawet egzemplarze recenzenckie, te przed korektą, za prawie 30 zł, taka ta „pasja” wypaczona.
Z jednej strony rozumiem, bo to książka Ali Smith z wydawnictwa W.A.B., czyli tego, które takimi szczotkami nas raczy, a z drugiej pytam siebie, czy to właściwe? I sobie odpowiadam: produkt jest wart tyle, ile ktoś chce za niego zapłacić, i wyłączam przeglądarkę. Czytam również posty w tonie pełnym żalu, że ktoś nie będzie mógł sobie pozwolić na zakup tylu nowości, ile do tej pory. Rozumiem. Ja nie mogę sobie na nie pozwolić nawet teraz. Kupuję książki z outletów, używańce, co jakiś czas korzystam z Legimi, i uwaga!: chodzę do biblioteki. Czy czytam nowości? Bardzo rzadko. 
Wychodzi ich tyle, że nie jestem w stanie nawet ogarnąć tytułów i może przesadzę, ale często nie wiem dlaczego zostały wydane (no dla zysku, ogarnij się!).
    Próbowałam ostatnio czytać jedną z takich nowości. Romans, z założenia cykl o braciach, ale po pierwszej zmęczonej części porzuciłam ten pomysł, nie dlatego, że był to romans, a dlatego, że to książka pełna opisów swetrów, dekoltów, zarostów i grzywek, pełna kalek językowych, od których puchły mi oczy. Po polsku się tak nie mówi, nie pisze. A postaci są tam tak prawdziwe, jak codzienne życie przedstawiane w polskich serialowych tasiemcach. Jestem ciekawska i zaglądam w różne miejsca, skoro drzwi stoją otworem i często potem żałuję, ale taka jest cena tej mojej ciekawości. 
Dziś określenie „książka” dotyczy wszystkiego, co wydane, tak to (chyba, jeżeli się mylę proszę o poprawkę) podsumowuje Dubravka Ugrešić w „Lisie”.
Nie chodzi o gusta i guściki, które często przykrywamy stwierdzeniem, że o nich się nie dyskutuje (wręcz przeciwnie, to o nich w głównej mierze piszemy, rozmawiamy), a o kulawy warsztat pisarski. Niedawno gdzieś spotkałam się ze stwierdzeniem: „postaci papierowe, ale warsztat pisarski godny pozazdroszczenia”, czy jakoś tak. No nie. Jedno wyklucza drugie. 
Jak już jestem przy gustach, to widzę również trend o wyższości czyjegoś gustu nad czyimś. Przypomina mi się wtedy mistrzyni krótkiej formy (wg mnie): Flannery O'Connor w esejach „Misterium i maniery. Pisma przygodne”, w których pada stwierdzenie, że dziś kto żyw, musi wypowiedzieć się na tematy dotyczące literatury, czytać umie, a cóż więcej, do oceny potrzeba?
    Tak sobie płynę nie wiadomo dokąd, bo nadal nie wiem po co mi ten blog, albo insta... 
Może żeby istnieć? 
Każdy chce uwagi, choćby drobnej, każdy chce należeć do jakiejś grupy, taka pozostałość po czasach, kiedy przetrwać można było dzięki niej, ale czy trzeba się ujednolicać? 
Może by tak wbrew założeniom ewolucji?
Nie wiem. 
W każdym razie domena zostaje, zajrzałam w statystki, sto tysięcy mnie przekonuje. 
Dzięki!
Ktoś tu zagląda częściej niż ja!
Chluśniem, bo uśniem, ale kawy, takiej oszukanej, to zbożówka. 
Na zdrowie!




    
#21 Białe łzy - Hari Kunzru

#21 Białe łzy - Hari Kunzru

#57 Białe łzy - Hari Kunzru - recenzja - czy warto przeczytać?

"Współczesność jest nudna, ale dodaj pogłos, a usłyszysz, jak czas odwraca bieg, ześlizguje się w przeszłość, w echo i nieszczęście".

Lubię dziwne historie. Czy to w filmie, muzyce czy książce - kiedy autor balansuje na granicy rzeczywistości i pozwala nam snuć dowolne przypuszczenia. Kupiłam tę książkę na wyprzedaży w Biedronce (!) przyciągnęły mnie brzydkie, przesunięte napisy - koszmar estety. Miało to zapewne oddawać trójwymiarowość treści, głębie, ale jest zwyczajnie nieczytelne i brzydkie. Przeczytałam opis, brzmiał nieźle - choć teraz po zakończonej lekturze odnoszę wrażenie, że autor tego opisu nie przeczytał tej książki...

Poznajemy dwóch zupełnie różnych chłopaków, których łączy jedna rzecz - ogromne serce, ogromna miłość do muzyki. Jeden pochodzi z biednej rodziny - Seth, drugi jest dziedzicem fortuny - Carter, ale obaj są dość wyalienowani i najlepiej czują się w towarzystwie dźwięków. 
Seth chodzi ulicami w słuchawkach i nagrywa wszystko w okół, potem to skrzętnie przesłuchuje i wyłapuje to, czego nikt inny by nie usłyszał. Carter natomiast jest kolekcjonerem płyt winylowych, szuka starych wydawnictw, pojedynczych sztuk, które kupuje za horrendalne kwoty. Kłócą się, godzą i tak w kółko. Udaje im się jednak założyć wspólnie studio i odnoszą ogromny sukces. Produkują utwory z duszą, które brzmią jak z dawnych lat, kiedy dźwięk nie był zupełnie czysty. 

Na jednym ze swoich spacerów Seth nagrywa śpiewającego mężczyznę, jego głos jest tak niesamowity, że obaj czują się jakby ich zahipnotyzował. Seth wie wszystko, co się działo, gdy nagrywał jak mężczyzna śpiewa, ale nie potrafi sobie przypomnieć jak wyglądał. Trafia na jego głos jeszcze parę razy i przy każdym takim spotkaniu mężczyzna wygląda inaczej i za nic w świecie chłopak nie potrafi go dokładnie opisać.
Raz udaje mu się nagrać też gitarę i kiedy odsłuchują nagranie w studio łączą tajemniczy głos z dźwiękiem gitary i tworzą utwór. Carter bez wiedzy Setha fałszuje do utworu etykietę - na której jest napisane, że autorem jest Charlie Shaw i umieszcza piosenkę w internecie.
Ludzie są zachwyceni, chcą kupić za ogromne kwoty płytę tego artysty. I wtedy zaczynają się problemy. Carter staje się ofiarą pobicia i leży w stanie śpiączki w szpitalu.
Seth odnajduje osobę, która również poszukuje Charliego Shawa - Chestera - i wraz z nim i siostrą Cartera - Leonie, ruszają śladem wyimaginowanego artysty. Podróżują przez Missisipi - co wraz z wszechobecnym bluesem tworzy niesamowity klimat. Poszukiwania trochę przypominają kryminalne śledztwo.

"Guglielmo Marconi, wynalazca radia, wierzył, że fale dźwiękowe nigdy nie cichną, że trwają, coraz słabsze i słabsze, maskowane codziennym gwarem świata. Marconi uważał, że gdyby był w stanie wynaleźć odpowiednio mocny mikrofon, mógłby słuchać dźwięków starożytności".

Pierwszy raz spotykam się z książką, w której - tyle i w tak magiczny sposób pisze się o muzyce. To nie jest książka dla każdego. To doskonała lektura dla tych co widzą, czują i słyszą znacznie więcej niż pozostali. Dla tych co wierzą, że jesteśmy nie tylko organizmem ale i energią. Świetne monologi wewnętrzne Setha, niezrozumienie otoczenia, poczucie wyobcowania i ta łatwowierność przez którą jego życie wywraca się do góry nogami.
Nie można również nie wspomnieć o niebywałym talencie pisarskim autora, lekkość pióra i opisy tonów, dźwięków w tak magiczny sposób, że nie tylko można je usłyszeć, ale i dotknąć. To wszystko otacza ciemna aura wszechobecnego rasizmu, segregacji rasowej. Atmosfera bywa ciężka,
wręcz depresyjna.  

Nie jest to książka, która "zmieniła moje życie", ale długo o niej nie zapomnę, z uwagi na tak niesamowite użycie zdań do opisania czegoś, czego nie widać. 

"To, co żyje, opiera się entropii. Posiada pewnego rodzaju granicę, błonę albo skórę, metabolizm, umiejętność reagowania na świat. I tworzenia kopii. Aby coś przekazać". 

Ode mnie 7/10. 

#57 Białe łzy - Hari Kunzru - recenzja - czy warto przeczytać?



Wydawnictwo: Wydawnictwo WAB


Data wydania: 28. lutego 2018

Liczba stron: 320

Kategoria:
literatura współczesna / angielska / obyczajowa

Tłumaczenie: Krzysztof Cieślik


#8 Doktor Jekyll i pan Hyde - R. L. Stevenson

#8 Doktor Jekyll i pan Hyde - R. L. Stevenson

Doktor Jekyll i pan Hyde - Robert Louis Stevenson - czy warto przeczytać?

"Kryje się za tym coś jeszcze - mówił do siebie nasz zmartwiony dżentelmen. - Jest tu coś jeszcze,  a ja nie umiem tego nazwać. Dobry Boże, wszak jest w nim coś nieludzkiego! Jakby był człowiekiem pierwotnym albo bazyliszkiem..." 

"Doktor Jekyll i pan Hyde" wszyscy gdzieś słyszeli o tej historii, ale mało kto kojarzy ją z książką. Było wiele ekranizacji, wiele filmowych inspiracji, jak udanych to już sprawa drugorzędna. 
Robert Louis Stevenson, który napisał "Wyspę Skarbów", "Porwanego za młodu" czy "Czarną strzałę" - stworzył prawdziwy horror - bez istot nadprzyrodzonych i magicznej otoczki.
Człowiek, jako istota o dwoistym charakterze. Z jednej strony człowiek oświecony i żyjący zgodnie z prawem, a z drugiej istota zła, pozbawiona moralności, która niszczy wszystko to, co ta dobra strona ceni. 
Książka składa się dziesięciu rozdziałów i Posłowia spod pióra Macieja Szymkiewicza. 
Całość to zaledwie 120 stron, które mimo trochę archaicznego języka czyta się znakomicie. Doktor Jekyll to nie tylko wybitny lekarz, to szanowana persona - wywodząca się z znamienitej rodziny. Jest niezwykle prawy i głęboko moralny, w laboratorium chemicznym próbuje znaleźć lek na ludzką agresję. Przyrządzoną miksturę testuje na sobie i tak powołuje do życia Pana Edwarda Hyde-a, swoje kompletne przeciwieństwo. Za dnia dobry człowiek, nocą propagator wolnej woli - złej woli.
A jak to często bywa z tą wolną wolą - może ona sprowadzić nas na manowce. 
Mimo tego, że pan Hyde jest drugim obliczem doktora Jekylla noszącym jednak inną fizjonomię, obrazującą jego charakter:

"Otóż pan Hyde okazał się blady i niewysoki, była w nim jakaś fizyczna deformacja, chociaż nie dało się jej wskazać czy nazwać, miał niezbyt przyjemny uśmiech, a do Uttersona odnosił się na przemian nieśmiało i zuchwale, jakby snuł wobec niego mordercze plany; mówił ochryple, półgłosem, czasem zaś jego głos nieco się łamał"

Nowela pochodzi z 1886 roku, a mimo to doskonale wpisuje się w obecny czas. Człowiek nie jest tylko dobry, ani tylko zły - to wydaje się oczywiste. Wszystko zależne jest od tego, które z swoich oblicz karmi i jak je karmi. Powieść Stevensona uznawana jest za portret psychopatologicznej podwójnej osobowości (jak podaje okładka) - nie wiem czy tylko... 
Na 120 stronach mamy pytanie o istotę zła i mamy też odpowiedź - człowiek. 
Doktor Jekyll chciał uleczyć ludzkość z agresji, a uzyskał coś zupełnie przeciwnego, ucieleśnienie najgorszych myśli, do tego kompletnie pozbawione empatii.

"Owa istota, którą dobyłem z własnej duszy i słałem w świat, by folgowała swym żądzom, okazała się wcieleniem podłości i najgorszego łajdactwa."

Być może to jest właśnie istota człowieczeństwa? Równowaga między obiema naturami, akceptacja dwoistości i świadomy wybór, tego kim chcemy być. 

"Gdy alkoholik zmaga się rozumowo z nałogiem, niezwykle rzadko zdaje sobie sprawę, jak groźna jest bestia, którą wyzwala w swoim ciele. (...)
Mój demon, długo trzymany w klatce, z rykiem wyrwał się na wolność."

Jak to bywa z klasyką - wszyscy o niej słyszeli, ale nikt jej nie czyta... 
A naprawdę szkoda, bo dobra powieść wymyka się z ram znaczeń i czasu pozwalając czytelnikowi na własną interpretacje zgodnie z przekonaniami i epoką w jakiej przyszło mu żyć i tak też jest z tą opowieścią - 8/10.


Wydawnictwo: Vesper

Data wydania: 2007 (przybliżona data)

Liczba stron: 120


Kategoria: thriller, sensacja, kryminał

Tłumaczenie:Lesław Haliński
 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...