Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitch albom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitch albom. Pokaż wszystkie posty
#34 Kolejna osoba, którą spotkamy w niebie - Mitch Albom

#34 Kolejna osoba, którą spotkamy w niebie - Mitch Albom


#70 Kolejna osoba, którą spotykamy w niebie - Mitch Albom - recenzja - czy warto przeczytać?


Miałam szczęście mieć obie części "niebiańskich" powieści spod pióra Mitcha Alboma, więc od razu sięgnęłam po drugą.
Znałam konstrukcję, znałam styl, wiedziałam co mnie czeka i z uśmiechem na ustach pomyślałam tym razem nie doprowadzisz mnie do łez drogi autorze... Myliłam się. 

"Strata jest równie stara jak życie.
Ale mimo milionów lat ewolucji, nadal jej nie zaakceptowaliśmy".

Bohaterką drugiej części bestsellerowej pozycji "Pięć osób, które spotykamy
w niebie" jest Annie. Kobietę znamy już z historii Eddiego, ponieważ jest ona  uratowaną przez niego dziewczynką.

"Zapominamy, że "nasz" czas splata się z czasem innych.
Z jakiegoś nadchodzimy i do jakiegoś powracamy.
Ten rodzaj powiązań nadaje światu sens".

Annie jest dorosła, jednak nie jest dane jej żyć długo i szczęśliwie - jak by tego sobie życzyła. Ją też spotyka to, z czym będziemy musieli zmierzyć się wszyscy bez względu na status społeczny - śmierć.
Bohaterka po latach nieudanego życia wychodzi za mąż za mężczyzną, którego kocha od dziecka. W końcu smakuje szczęścia, jednak zostaje ono jej odebrane przez... wypadek.
Wraz ze świeżo poślubionym mężem są ofiarami katastrofy powietrznej. Mężczyzna jest w dużo gorszym stanie niż Annie, kiedy więc staje przed nią możliwość uratowania mu życia - nie waha się ani chwili.
Potem budzi się w... niebie. 


"Boimy się samotności, Annie, ale ona w gruncie rzeczy nie istnieje".


Fabuła jest podobnie zbudowana jak w poprzedniej książce - wspomnienia, lekcje w niebie i to, co dzieje się po wypadku przeplatają się, przez co dokładnie poznajemy całe życie kobiety. Oczywiście jedną z osób, które pojawiają się na jej drodze jest Eddie. Kobieta miotała się od dziecka, niewiele pamiętała z wypadku, nosiła w sobie ogrom poczucia winy i nie tylko z powodu tego, co się stało w Rubylandzie. Wiele wycierpiała, ale i sama przyczyniła się do wielu łez. Kiedy wędruje przez niebo, nie może się pogodzić z tym jak wiele straciła, kiedy w końcu odnalazła to szczęście, za którym tak całe życie goniła.

"Wszystkie dzieci mają swoje tajemnice. Rodzice też. Urabiamy wersję, w którą inni mają wierzyć, chwalimy się pozorami, ukrywamy prawdę".

"Kolejna osoba, którą spotkamy w niebie" zaskakuje zarówno zakończeniem jak i doborem postaci, które mają pomóc Annie "pogodzić się ze sobą" i dostrzec wartość jej życia. Cieszę się, że autor w swojej wizji nieba przewidział kogoś, kto według dogmatów jednego z wyznań nie miał prawa się tam znaleźć. Głęboko wierzę, że w moim miejscu, też znajdą się takie nieoczywiste postaci.

Ziemska egzystencja cudem ocalonej dziewczynki nie była usłana różami, bo niestety życie to nie bajka, jednak każde ma głęboką wartość. Autor po raz drugi wypowiada tę oczywistą maksymę; o tym ile znaczymy dla siebie nawzajem. Jesteśmy wszyscy ze sobą powiązani jak jeden wielki organizm, który potrzebuje każdego z nas by najzwyczajniej w świecie - istnieć.
Po raz kolejny dostrzegam również - tę samą zależność dotyczącą przemilczania przez nas trapiących nas myśli i zostawienia spraw nierozwiązanymi, co z kolei odbiera nam możliwość zrozumienia się i trwamy tak dzień po dniu, dusząc się własną codziennością.

"- Bo najbardziej pielęgnujemy urazy niż przejawy czułości - odparła Lorraine. _ Każdy jest w stanie podać dokładny dzień, gdy został zraniony, ale kto pamięta dzień, kiedy wrócił do zdrowia?"

Wniosek jaki nasuwa się po zakończonej lekturze dotyczy śmierci, która nie musi niczego kończyć, a wręcz przeciwnie może stać się zalążkiem innego życia. Myślę, że jeżeli kiedyś zaczniemy postrzegać śmierć jako stałą naszego istnienia dużo łatwiej będzie nam ją zaakceptować.

"Nasze życie tak często w niezauważalny dla nas sposób się zmienia. Jak za przełączeniem w ołówku funkcji pisania na ścieranie".

Polecam każdemu kto polubił się z wizją jaką roztoczył Mitch Albom w poprzedniej części - nie powinniście być rozczarowani. Polecam każdemu kto nie tylko lubuje się w wizjach życia po śmierci, ale też temu kto czuje, że co dzień coś traci...
9/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 18. czerwca 2019
Liczba stron: 202
Kategoria: literatura współczesna/piękna

Tłumaczenie: Jakub Jedliński
 
#32 Pięć osób, które spotykamy w niebie - Mitch Albom

#32 Pięć osób, które spotykamy w niebie - Mitch Albom


#67 Pięć osób, które spotykamy w niebie - Mitch Albom - recenzja - czy warto przeczytać?


Wzbraniałam się przed przeczytaniem "Pięciu osób, które spotykamy w niebie" Mitcha Alboma z uwagi na swoją nadmierną wrażliwość. Nie chciałam sobie zaserwować czytania poprzez łzy, bo czułam, że tak to się skończy.
Jednak kiedy po raz wtóry zobaczyłam tę pozycję, to podjęłam się tego wyzwania i... nie żałuję.

Początkiem historii jest "Koniec". Koniec dotyczy śmierci głównego bohatera, który jest pracownikiem wesołego miasteczka zwanego "Rubylandem".
Eddie - bo tak ma na imię bohater, to starszy mężczyzna zajmujący się obsługą techniczną parku rozrywki. W trakcie dnia pracy dochodzi do poważnej awarii,
w skutek której Eddie ginie ratując małą dziewczynkę. Trafia do nieba nie pamiętając nic z ostatnich minut swojego życia, oprócz małych dziecięcych rączek w jego własnych.
W niebie spotyka tytułowych pięć osób. Ziemskie życie każdej z nich splotło się w jakiś sposób z życiem Eddiego. Teraz zadaniem każdego z tej piątki jest dać mu lekcję, aby zrozumiał sens własnego życia i osiągnął spokój.

" - Pokój osiągniesz dopiero wtedy - powiedziała kobieta
- kiedy sam go zawrzesz ze sobą".

Sama konstrukcja fabuły jest dość zaskakująca. Wspomnienia z życia bohatera przeplatają się podróżą w niebie, odbieraniem lekcji od każdej z napotkanych osób i tym jak toczy się życie na ziemi po śmierci Eddiego. 

Już na samym początku Mitch Albom zaznacza, że jest to tylko jego własna wizja nieba i każdy może mieć inną, a jego celem jest uzmysłowienie wszystkim ludziom, którzy wymagają od siebie zbyt wiele i stale czują się przytłoczeni bylejakością ich życia, że tak naprawdę są niezwykle ważni, że spletli swoje życia z innymi, mieli wpływ na ich los i byli kochani.

"Wszyscy rodzice wyrządzają krzywdę swoim dzieciom. Nic nie można na to poradzić. Młodość, niczym najczystsze szkło, odbija ślady rąk, które jej dotykają. Jedni rodzice zostawiają smugi, inni rysy, jeszcze inni rozbijają dzieciństwo na małe kawałeczki o ostrych krawędziach, których już potem nigdy nie da się skleić".

Nie wszystkie spotkane osoby Eddie zna, nie wszystkie pamięta. To postaci z jego dzieciństwa, służby w wojsku, ktoś dzięki, któremu istnieje miejsce pracy Eddiego i osoba, którą kochał najbardziej. Kiedy poznaje ich historie niejednokrotnie jest przytłoczony przez wyrzuty sumienia i to czego doświadcza dalekie jest od rajskiego nieba, o którym słyszymy, albo inaczej - którego szczerze pragniemy. 

"Żadna historia nie jest oderwana od innych.
Czasami historie splatają się ze sobą, a czasem pokrywają się wzajemnie, tak jak rzeka pokrywa kamienie". 

Fabuła jest zbudowana jak nasze życie, którym nieubłaganie steruje czas. Niektórzy ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną twierdzą, że w tej chwili towarzyszył im obraz przemykającego przed oczami całego życia i tak też autor przedstawia losy Eddiego. Przeżywa on wszystko raz jeszcze od początku, ale tym razem widzi te wydarzenia z innej perspektywy, co stwarza mu możliwość zrozumienia tych wydarzeń we właściwy sposób.

To niezwykle wzruszająca książka. Jednak ja nie widzę w niej wielkich objawień
i filozofii, a jedynie prostotę naszej egzystencji, której losy bywają w odmiennie do niej - pokrętne. Taka oczywistość, którą czasem trzeba głośno powiedzieć.

"- Rzeczy, które zdarzyły się przed naszym urodzeniem, też mają wpływ na nasze życie - odparła. - Podobnie jak ludzie, którzy żyją przed nami. Codziennie trafiamy do miejsc, których by nie było, gdyby nie ci, którzy żyli wcześniej"

To jedna z tych powieści, do których jak się zasiądzie, to nie wstanie się przed ostatnią stroną.
Autor pięknie pokazał również nasze różne postrzeganie tej samej sytuacji, wszystko ma dwie strony, jak ten przysłowiowy medal. 
Ktoś powie, że nie chce takiego nieba jakie namalował nam autor i ma do tego prawo - ale nie wydaje mi się, że jego wizja miała być zamknięta. Przynajmniej ja jej tak nie odbieram. Historia Eddiego nie była dla mnie tylko klamrą losu,
na który nie mamy wpływu. 
Może dlatego, że jednocześnie wiecznie marzę i wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko do czegoś prowadzi, ale zawsze mamy furtkę, by wybrać mądrze i zawsze możemy ze sobą szczerze porozmawiać.
9/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 4. czerwca 2019
Liczba stron: 216
Kategoria: literatura współczesna/piękna

Tłumaczenie: Joanna Puchalska



Druga część ukaże się 18. czerwca 2019 roku. 
Kolejna osoba, którą spotkamy w niebie

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...