Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia słowiańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia słowiańska. Pokaż wszystkie posty
Wieloświat - Anna Sokalska

Wieloświat - Anna Sokalska

Wieloświat - Anna Sokalska

Cykl „Opowieści z Wieloświata” znam dobrze. Świetnie się bawiłam podczas czytania „Wiedźmy”, naprawdę!, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu - śmiałam się z perypetii zagubionej we współczesności wiekowej wiedźmy.
„Żertwa” urzekła mnie drugim dnem, mrokiem, wątkiem kryminalnym i zabawą formą. „Kuglarz” miał już trochę inne zadanie, ukrytą treść trzeba było wyłuskiwać, ale nadal była to powieść, w której się odnajdywałam i, mimo wielości przemyśleń w narracji, pozwalała mi czerpać przyjemność z rozpisanej przez Autorkę akcji.

 

Wieloświat - Anna Sokalska

 

Przyszedł czas na „Wieloświat”, czyli (chyba?) ostatnią część cyklu. I nie wiem co się stało, ale ja nie jestem w stanie tej książki przeczytać. Utknęłam przy ostatnim rozdziale drugiej części i dalej zwyczajnie nie dam rady. Czasy, kiedy zmuszałam się do czytania książki, po prostu minęły, i to bezpowrotnie.
Opisywana rzeczywistość, a jest to wizja jak najbardziej możliwej przyszłości, jest niezwykle drobiazgowa. Do tego dochodzą treści egzystencjalne, a potem dopiero postaci i ich losy. Postaci, liczba mnoga.
Nie czuję dynamiki, ani nie czuję powodu dla którego miałabym tę powieść chcieć przeczytać. Po każdej próbie czułam się zwyczajnie czytaniem zmęczona.
Pojawiają się fragmenty bardzo ciekawe jak np. losy Ygdril mające miejsce przed głównymi zdarzeniami.
Wątki ludzi, którzy powinni mnie interesować ginęły mi z oczu w, zdającym się nie mieć dna, morzu opisów. Lubię drobiazgowość, ale lubię mieć miejsce na własne przemyślenia. Lubię kiedy treści jest więcej między wierszami, a mniej zapisanej.
Nadal jest wiele symboliki, nadal można w niej dłubać i szukać jeszcze tam przesłania. Są nawiązania do różnych wierzeń, które ukazują różnorodność jako wspólnotę.

Można czytać tę część bez znajomości poprzednich, chociaż nawiązania się zdarzają, jednak nie powodują dezorientacji, to taki ukłon w stronę znających wcześniejsze książki cyklu.

Trochę mi żal, że nie znalazłam już w „Opowieściach z Wieloświata” tego, co było mi bliskie. A może to ja się zmieniłam? Nie wiem.




Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 18 października 2020
Liczba stron: 576
Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction

Raróg - Anna Sokalska

Raróg - Anna Sokalska

Raróg - Anna Sokalska Ze stylem Anny Sokalskiej spotkałam się już w „Opowieściach z Wieloświata” („Wiedźma”, „Żertwa”, „Kuglarz”) i bardzo przypadł mi do gustu.
Autorka nie boi się eksperymentów z formą, lubi zdania wielokrotnie złożone, co jest dziś chyba już rzadkością i zawsze „mówi” między wierszami. 

„Opowieści z Wieloświata” były osadzone głównie w fantastyce, z uwagi na nawiązywanie do mitologii słowiańskiej.  
„Raróg” również jest przesiąknięty odniesieniami do naszej rodzimej mitologii, jednak w zupełnie innej formie. Przejawia się ona w nazwiskach bohaterów, w pseudonimach, czy w wewnętrznej walce jaka zachodzi w głównej bohaterce.

Sonia Kosowicz, bo tak nazywa się protagonistka, jest córką bossa lokalnej mafii, który został zamordowany latem 1985 roku, kiedy miała ona zaledwie 5 lat. Kobieta żyje pragnieniem odkrycia prawdy: kto stał za śmiercią jej taty (Wołosa) i co się stało z jej matką. Czuje, że dopóki tego nie odkryje nie będzie mogła żyć własnym - normalnym życiem, z „dobrym mężczyzną” u boku.
Mimo tego, że Wołos nie żyje, mafia nie zasypia gruszek w popiele, spokój był tylko złudzeniem.

Pojawiają się zwłoki młodej kobiety i rozpoczyna się jednocześnie: śledztwo - w celu ustalenia, kto i dlaczego zabił, w szeregach mafii rozpoczynają się czystki, a Sonia jest coraz bliżej odkrycia własnej przeszłości.
Wszystko się ze sobą miesza, w niektórych momentach nawet bardzo, z uwagi na narrację z perspektywy głównej postaci, która miewa problemy z ustaleniem tego, co istnieje, a tego co się jej jedynie wydaje, a to ona przecież prowadzi śledztwo.

Myślę, że mogę pokusić się na stwierdzenie, że powieść dzieli się na dwie części. Wątek kryminalny, zawiązany na początku, który, mniej więcej w połowie, zaczyna schodzić za dalszy plan, zostaje zdominowany przez życie wewnętrzne bohaterki. Jej rozważania na temat niejako dziedzicznej powinności kroczenia drogą przestępstwa, walczą z tym, jak żyje, jest przecież przedstawicielką prawa. Im bardziej zapada się w mroczne podwoje gangsterskich powiązań, tym bardziej traci jasność oceny sytuacji, a tkwiąca w głowie „pamiątka” jej tego nie ułatwia. Sonia patrzy, ale nie widzi. Wycofuje się do siebie i jej życie duchowe niejako przejmuje rolę narratora.
I tu obawiam się trochę o utrzymanie zainteresowania czytelnika literatury kryminalnej.

Anna Sokalska stworzyła opowieść niestereotypową, niebanalną. Kroczy, chyba, po nieodkrytych jeszcze terenach. Sądzę, że jest to dobra droga, widać że Autorka się nie boi i nie wpada w pułapkę schematów.
Nawiązuje do mitologii słowiańskiej w sposób przemyślany i nienachalny. Pokazuje, że odwołania do różnych religii, symbole można odnaleźć wszędzie, bo są one związane z filozofią, która, chcąc nie chcąc, wypełnia życie każdego człowieka, a rozważania na temat wolicjonalości zawsze będą przedmiotem dyskursów na różnych polach.

Jak dla mnie Pani Sokalska pokazała, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych i że jest w stanie połączyć wiele swoich zainteresowań w jednej historii i nie przesadzić.
Nie wiem jednak, czy trafi ze swoim bogatym stylem wypowiedzi, do szerokiego grona odbiorców. Nie potrafię tego przewidzieć, choć obserwuję z uwagą jak czytelnicze gusta się kształtują. 
Życzę jej tego z całego serca, bo podobnie jak Ona lubię słowa i nieograniczone możliwości jakie daje ich zmyślne łączenie.






Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 22 maja 2020
Liczba stron: 336
Kategoria: kryminał psychologiczny
#157 Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk

#157 Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk


Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk
Żyję sobie pod lasem. Kocham przyrodę i ciszę przerywaną przez zwierzęta żyjące pośród drzew.  Uwielbiam wilki, zrobiłam wiele prac graficznych, w których one były w centrum.
Za dzikość, za wolność, którą tak naprawdę one są i za strach... przed ludźmi. 
Moją ulubionym cyklem z gatunku szeroko pojętej fantastyki jest "Opowieść o Alvinie Stwórcy" Orsona Scotta Carda, gdzie postaci z historii mieszają się z fikcyjnymi, a wszystko łączy się z opowieścią o zielonej krainie. O tym jak człowiek współistnieje z przyrodą, a nie nią włada. 

"Czarna, czarna toń" to debiut Martyny Szkołyk znanej z bloga PARTYZANTKA. Od razu wspomnę o tym, że dochód ze sprzedaży książki Autorka przeznacza na budowę pasieki, a książkę można zakupić TUTAJ.


Książka opowiada losy Klanu Nocy, postaci, które potrafią przemieniać się w wilka. Głównym bohaterem i narratorem jest Burzowy Gniew - zwany Burym, który trafił do aresztu, wtrącony do niego przez ludzi. Jest ranny, trawi go gorączka i trawi go historia, którą w sobie nosi. Zaczyna ją opowiadać chłopcu, który jest uwięziony wraz z nim. Do zwierzeń Burego skłaniają - niebieskie oczy chłopca - Svena, które przypominają mu kogoś, o kim mu opowie. Od czasu do czasu będziemy wracać do celi i monitorować stan zdrowia Burzowego Gniewu. Opowie o nam wszystko na temat jego Klanu, jego członków i pewnych ksiąg.

Narracja, którą stosuje Martyna Szkołyk przypomina mi podania. Jakby mi ktoś opowiadał zasłyszaną gdzieś, od kogoś historię, ocierającą się o różne wierzenia, muskającą nasze słowiańskie dziedzictwo. Może przeczytał ją w jakimś zbiorze, może co nieco sam dodał.
Wszystko w tej książce jest przesiąknięte magią. Od samego lasu i Wieczna - jeziora, po postaci, które choć przemieniają się w zwierzęta, są bardziej ludzkie niż nie jeden człowiek. Mają jednak podobne do nas wady -  oceniają się przez pryzmat pochodzenia, boją się tego, czego nie znają, a na krzywdę odpowiadają krzywdą.
Autorka wspomina rusałki, czy licho, jest i szaman, pojawiają się inkwizytorzy. Jest mrocznie. Jest krwawo. Głód i przemoc zbierają swoje żniwo. Co dajesz wraca.

Mimo że sama oś fabuły jest dynamiczna, to spokojna narracja równoważy dzikość charakterów bohaterów. Las żyje, a niektóre jego miejsca budzą strach i to nawet wśród żyjących w nim istot. Jednak najbardziej niebezpieczne mogą okazać się miasta zamieszkane przez ludzi.

Jak możemy się domyślić to nie jest to tylko wymyślona opowieść o nieistniejącym miejscu. Świat przedstawiony w "Czarnej, czarnej toni" jest odbiciem naszego. Nie mówimy bliskim tego, co czujemy. Popełniamy błędy, nie za wszystkie ponosimy pełną odpowiedzialność, ale często poczucie winy wynikające z ich popełnienia, więzi nas bardziej niż stalowe kraty.
Nie umiemy poprosić o pomoc, bo zdaje się, że nią nie zasługujemy. Czasem przykrywa nas woda, a wodę lód - toniemy, i musi przyjść ktoś kto wykuje przerębel. Przebaczyć nie jest łatwo, jak i o to przebaczenie poprosić - a ludzka niechęć do nazywania emocji jest jedną z najbardziej niszczycielskich sił.
To opowieść o potędze przyjaźni, umiejętności przyznania się do błędów i przebaczeniu. Sądzę, że każdy znajdzie w tej opowieści coś innego, ponieważ czytamy filtrując tekst przez pryzmat własnych emocji i doświadczeń.

Czytałam leniwie, niespiesznie i z dużą przyjemnością, choć żałuję, że to zaledwie 196 stron opowieści ze świata magii lasu.




Martyna Szkołyk - "Czarna, czarna toń"
Liczba stron: 200
Kategoria: fantastyka/fantasy
Kup

 


#101 Małe licho i anioł z kamienia - Marta Kisiel

#101 Małe licho i anioł z kamienia - Marta Kisiel

Małe licho i anioł z kamienia - Marta Kisiel - recenzja - czy warto przeczytać?

Na samym początku muszę zaznaczyć, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Marty Kisiel. Choć "Małe Licho i anioł z kamienia" z założenia skierowane jest do młodszych czytelników, to gwarantuję, że i dorośli będą nie tylko doskonale się podczas lektury bawili, ale i co wrażliwsi się wzruszą.

Jest to druga część cyklu zatytułowanego po prostu "Małe Licho", a przejawiające się w fabule postaci - jak zdążyłam się już zorientować - pochodzą również z innych książek autorki.
Bożydar Antoni Jekiełłek - zwany Bożkiem (pół chłopiec, pół widmo i... pół glut) mieszka w swoim domu wraz ze swoją nadzwyczajną rodziną i przygotowuje się do Świąt Bożego Narodzenia. Cała rodzina pierniczy i zastanawia się nad  związkiem foremek do pierników, w kształcie przeróżnych zwierzątek, z nadchodzącą Gwiazdką. 
Przy okazji wujek Konrad wyjaśnia Bożkowi - jak to z tymi świętami jest i czy to, że chłopiec nie uczęszcza na religię w szkole, rzeczywiście wyklucza go z kręgu świętujących ten rodzinny i wspaniały czas.
Po Świętach przychodzi Sylwester, po którym z kolei - w domu wybucha epidemia ospy i Bożek, Tsadkiel oraz Gucio zostają zawiezieni przez mamę do domu ciotki Ody, by uniknąć zarażenia. To tam rozegra się główny wątek z udziałem rogatego Bazyla, czorta z tyłozgryzem i Wiły.

"- Jest dobro i jest zło. Nie można być trochę dobrym ani trochę złym.
 - Można - odparła ciocia z żartobliwym uśmiechem. 
- Wystarczy być człowiekiem".

Rzadko tak mówię, ale ta książka jest po prostu cudowna. Przeczytałam ją w niecałe 2 godziny śmiejąc się i wzruszając na zmianę. Cudowny styl i zabawa językiem, nawiązania do twórców z okresu romantyzmu, czy baroku.
I treść! Tak głęboka i pouczająca, mimo że przecież niezbyt obszerna. Znajdziemy tutaj odniesienia do tolerancji, czym ona jest i dlaczego jest tak ważna. Świat nie dzieli się tylko na dobrych i złych. Nikogo nie należy oceniać po pozorach, bo nawet sam czort może okazać się przyjacielem. Autorka porusza też motyw nadmiernej opiekuńczości, chronienia za wszelką cenę przed wszelkim, nawet wydumanym złem. Czasem wystarczy, że będziemy i pomożemy wtedy, kiedy tego naprawdę potrzeba. Wspomina również nasze nadmierne unoszenie się dumą i niemożność prawdziwego podziękowania - na przykład za szczery, choć być może nieidealny - prezent.

Cała ta bogata treść ubrana w niezwykle, fantastyczne scenerie jest tak ciepła i miła, że podczas czytania można poczuć się jak... w domu? 
Nie mogę również nie wspomnieć o cudownych ilustracjach, które sporządziła Paulina Wyrt. Idealnie obrazują magiczny świat Bożka.
Dodatkowo w książce pojawiają się również motywy słowiańskie, co bardzo mnie cieszy, bo już najmłodsi mogą zapoznawać się naszymi kulturowymi korzeniami.
To na pewno nieostatnia książka spod pióra Marty Kisiel, którą przeczytałam!


"- Bo właśnie tak robią prawdziwe anioły! - ciągnął chłopiec, już całkiem pozwalając, by poniosła go złość. Nie odrywał przy tym chabrowych oczu od osłupiałego Tsadkiela. - Nie oceniają, nie zrzędzą, nie węszą wszędzie spisków i smrodów, byleby się znów przyczepić i udowodnić swoją wyższość, tylko pomagają komuś w potrzebie. KAŻDEMU KOMUŚ!"





Wydawnictwo: WILGA
Data wydania: 30. października 2019
Liczba stron: 304
Kategoria: literatura dziecięca

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#67 Żertwa - Anna Sokalska

#67 Żertwa - Anna Sokalska

#105 Żertwa - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?
Po świetnej "Wiedźmie" przyszedł czas na drugą część z cyklu "Opowieści z Wieloświata" Anny Sokalskiej.
Czym jest żertwa? Najprościej mówiąc to ofiara złożona przez żercę - pogańskiego kapłana, na rzecz bóstwa. Nieźle się zapowiada prawda? 

Tę powieść rozpoczyna odnalezienie wisielca, którego sznur gdzieś się zapodział. Główną bohaterką jest Anastazja Omyk, krupierka, która ma nietypowe jak na współcześnie żyjącą miłośniczkę matematyki - hobby, a mianowicie interesuje się ona wierzeniami słowiańskimi i twierdzi, że jest wołchwem Welesa... Panna Omyk będzie pomagać prokurator Dębskiej i komisarzowi Majce - w toczącym się kryminalnym śledztwie dotyczącym wisielca i nie tylko jego :) We Wrocławiu w tym czasie spotkamy bez problemu wąpierza - chyba jedynego spośród słowiańskich biesów, którego naprawdę bym się bała :), wilkodłaka, który tropi łapiducha oraz dwa czorty Borutę i Rokitę. Pojawią się też zmory i Baba Jaga po rebrandingu. Tak ten humor, który mnie zachwycił w "Wiedźmie" jest też tutaj, jednak w mniejszym wymiarze.

Podobnie jak we "Wiedźmie" każda z postaci, mimo że działa w jakiejś z drużyn chce coś zyskać dla siebie. Ale to chyba jedyne podobieństwo. "Żertwa" to nietypowa powieść nie tylko z uwagi na mitycznych bohaterów przechadzających się po wrocławskich ulicach. Autorka bawi się formą. Nie zdarzyło mi się nigdy czytać książki, w której autor zastosował wszystkie dostępne formy narracji, włączając do prozy - wiersz! Bardzo mi się ten zabieg podobał! Lubię kiedy autor wykorzystuje różne możliwości jakie daje nasz piękny język.
Przygotujcie się również na czytanie protokołu z policyjnego przesłuchania i ciekawego wywiadu.
Każdy kto był zawiedziony zbyt małą ilością mitologii słowiańskiej w "Wiedźmie" tutaj będzie zadowolony. "Żertwa" obfituje w postaci ze starej wiary, ale nie martwcie się jeżeli nie wiecie czym dany bies czy bóstwo jest - autorka wszystko w bardzo plastyczny, prosty sposób wytłumaczy i przybliży również historię powołania ich do istnienia. Będziemy również obserwatorami pewnej przemiany w istotę nadprzyrodzoną, która wiele o nas - jako ludziach - mówi. O naszych pragnieniach i tym, co głęboko w sobie ukrywamy.

"Wszyscy pragną nieśmiertelności, dopóki jej nie otrzymają.
Ludzie zawsze pożądają tego, czego nie mają - życia, gdy umierają, i śmierci,
gdy żyją".

"Żertwę" i "Wiedźmę" można czytać w dowolnej kolejności - wiążą się jednak w niewielkim stopniu. Oś czasu w drugiej części "Opowieści z Wieloświata" jest umiejscowiona przed wydarzeniami mającymi miejsce w "Wiedźmie".

Styl, którym operuje Anna Sokalska jest bardzo lekki i przyjemny, mimo że mrok w "Żertwie" bez wątpienia jest na pierwszym planie. Autorka zabrała nas w świat fantastyki, z którego wyjdziemy bogatsi o wiedzę na temat mitologii słowiańskiej, ale i zręcznie zakamuflowała rozważania na temat życia. Przeczytamy o tym jak dar, który powinien ratować życie, staje się przekleństwem. Jak piętno inności, zmusza do udawania kogoś innego - byleby nie wystawiać się na publiczny ostracyzm. Bo przecież nie od dziś boimy się tego czego nie znamy i nie rozumiemy. Jak to wspomniane przeze mnie niezrozumienie, czy też błędne zinterpretowanie czyichś intencji może łatwo doprowadzić do tragedii.

Nie wiem czy biesy - demony tak naprawdę nie istniały? Czy to faktycznie tylko wytwór wyobraźni? Sadzę, że istnieją. Tylko w trochę innej formie niż w mitycznych podaniach. To my sami powołujemy je do życia - swoim wysuwaniem osądów i krzywdą, którą nimi wyrządzamy. Zło w próżni nie powstaje. 
Bardzo lubię historie, z których można się nie tylko wiele nauczyć, ale i interpretować je na szereg różnych sposobów. Czekam na "Kuglarza", którego oddech już czuję na plecach!
8/10.


"Nasze lęki, obsesje i pragnienia stają się naszymi więzieniami.
Tylko spoglądając w głąb siebie i mierząc się z własnymi cieniami,
możemy stać się prawdziwie wolni".


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 12. czerwca 2019
Liczba stron: 352
Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction
#66  Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona

#66 Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona

#  Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona - recenzja - czy warto przeczytać?

Myślę, że nie przesadzę jeżeli napiszę, iż większość z nas posiada dość mgliste pojęcie o mitologii słowiańskiej. Znajdzie się pewnie kilka osób, które wspomną Świętowita. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że przedchrześcijańscy Słowianie nie znali pisma, a wierzenia i tradycje przekazywali sobie głównie w formie ustnej, a wyznawcy jednego Boga z wielką gorliwością i dokładnością usuwali wszelkie pozostałość starej wiary.
Od pewnego czasu kiełkuje we mnie ciekawość i chęć zgłębienia tematu, by lepiej zrozumieć nasze tradycje, czy powiedzenia, przysłowia, które przecież znikąd się nie wzięły.
Słowiańskie mity to część naszej kultury i niezwykle smuci mnie fakt, że był i zapewne nadal jest w szkołach praktycznie pomijany. 

"Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony to nietypowa lektura.
Autorzy wiedzę opartą na naukowych opracowaniach ubrali w fabularne opowiadania, które zostały przez nich zarchaizowane, za pomocą odpowiednich figur stylistycznych; przez co w trakcie czytania praktycznie przenosimy się w czasie. Ja za nim cofnęłam się do czasów Słowian, powędrowałam do czasów dzieciństwa, kiedy to będąc małym dzieckiem leżałam opatulona kołdrą i słuchałam czytanych przez mamę zbioru legend, których tytułu niestety już nie pamiętam, ale sentyment do takiej narracji we mnie pozostał.

Książka dzieli się na trzy części. W pierwszej będziemy świadkami stworzenia wszechświata,  poszczególnych bóstw i w końcu człowieka. Druga część to plejada biesów, czyli słowiańska demonologia, która będzie starała się nas przestraszyć, a czasem wywoła rozbawienie. Natomiast w ostatniej z części autorzy podjęli próbę powołania na nowo legend o słowiańskich bohaterach.

"Wiele rodów i plemion zamieszkiwało ziemię, ale żyły ze sobą w zgodzie. Mogli wymieniać dobra, których mieli pod dostatkiem, na te, których im zabrakło. Łatwo dochodzili do porozumienia, gdyż rozumieli swą mowę. Mawiano, że posługują się jednym słowem, stąd sami siebie zaczęli nazywać Słowianami".

Każdy rozdział został opatrzony minimalistycznymi ilustracjami, którymi na początku byłam zawiedziona, ponieważ stanowią olbrzymi kontrast do bogactwa opisów bogów, biesów i zdarzeń. Jednak po głębszym zastanowieniu zmieniłam zdanie. Zaczęły mi one przypominać niezwykle proste w formie malowidła naskalne i pozwoliły wyobraźni samodzielnie nadawać cechy prezentowanym istotom nadnaturalnym.
Zupełnie przepadłam w świecie opanowanym przez przyrodę, w którym człowiek współistniał nie wyniszczając jej.
Na kartach tej pozycji znajdziemy wytłumaczenie wielu popularnych i nadal funkcjonujących podań np. odnośnie przynoszenia dzieci przez bociany, czy nazewnictwa znanego nam ze starych opowieści, gdzie księżyc nazywano miesiącem.

W żaden sposób nie przeszkadzała mi forma podania wiedzy w krótkich opowiadaniach. Zdarza mi się pracować jako grafik, więc dla mnie była to uczta dla wyobraźni i sposób na odnalezienie w sobie nowych pokładów kreatywności.

"Mitologia słowiańska" zainteresowała mnie na tyle, że z przyjemnością sięgnę po kolejne opracowania autorów, a z czasem po typowo popularnonaukową literaturę, której spis znajdziemy w podanej na końcu książki bibliografii. Dodatkowo zamieszczono również słownik zastosowanych pojęć. Nie można pominąć też faktu niezwykle ekskluzywnego wydania tego opracowania.
Całość zdobi twarda, minimalistyczna okładka w niezwykle estetycznej oprawie graficznej, a papier o wysokiej gramaturze jest solidnie zszyty. Myślę, że książka będzie doskonałym prezentem, który możemy sprawić nie tylko sobie.

8/10.




Wydawnictwo: Bosz

Data wydania: 10. października 2017

Liczba stron: 160

Kategoria: popularnonaukowa



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#63 Wiedźma - Anna Sokalska

#63 Wiedźma - Anna Sokalska


#101 Wiedźma - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?

Od jakiegoś czasu interesuję się mitologią słowiańską, na tyle ile pozwala mi czas - na zasadzie dziś wiem więcej niż wczoraj. Nasza kultura, tradycje, zwyczaje, przysłowia mają w tych starych wierzeniach swoje korzenie i bardzo smutny jest fakt, że tak niewiele o niej wiemy. To niesamowita kopalnia fantastycznych wyobrażeń i nieograniczone spektrum tworzenia światów i historii dla malarzy, rysowników, grafików ale i pisarzy - przede wszystkim. 

Kiedy sięgałam po "Wiedźmę" Anny Sokalskiej nie wiedziałam tak naprawdę czego się spodziewać, nie miałam z góry wyśrubowanych oczekiwań. Liczyłam po prostu na dobrą historię napisaną w oparciu o wierzenia słowiańskie, a nie przedstawienie mi książki na wzór "Pocztu królów i książąt polskich" z tym, że pełnym istot nadprzyrodzonych.
Taką też lekturę mam już dziś za sobą.

Jasna - czyli tytułowa wiedźma, budzi się z 500-letniego snu. Trafia do współczesnego Wrocławia. W tym samym czasie w okolicach miejsca dawnego słowiańskiego kultu, otwiera się przejście między światem żywych, a światem przejściowym - coś na kształt znanego nam czyśćca. Nadprzyrodzone istoty spacerują między żywymi - powracając do form, jakie reprezentowali przed śmiercią. Nasza Jasna jest kompletnie zdezorientowana. Nic nie rozumie z otaczającego ją świata. Myśli, że wyrzucone w lesie śmieci to jakieś dary dla nieznanych jej bóstw, a język którym się posługuje powoduje wiele komicznych sytuacji. Przypomniało mi to trochę fabułę francuskiej komedii "Goście, goście" z 1993 roku z Jean-em Reno w roli głównej.
Losy wiedźmy łączą się ze zmorą Niną, aniołem śmierci zwanym Szarakiem i człowiekiem Dawidem, który też posiada pewne nadprzyrodzone moce. Tworzą dziwną drużynę, która próbuje - pokrótce mówiąc - ratować nasz świat przed całkowitym przeniknięciem do niego pozostałych stworów, które niekoniecznie mają dobre zamiary.
Każda z postaci w tej powieści ma też swój własny cel, który chce zrealizować przede wszystkim.
Nie dajcie się jednak zwieść, że ktokolwiek z nich jest kryształowo czysty w swoich poczynaniach.

"Czas, najsurowsze z bóstw, nieugięcie parł do przodu, nie oglądając  się na niczyje wołanie, przysięgi ani łzy".

Anna Sokalska w ciekawy sposób czerpie ze słowiańskich legend i podań tworząc kolorowy i dość zabawny - jak się może wydawać na początku - świat. Autorka w bardzo prosty i krótki sposób tłumaczy również zadania niektórych z Istot Wyższych pochodzących ze słowiańskiego panteonu, czy miejsc związanych z wędrówką naszej duszy.
Wszystkie stworzone przez nią postaci są niezwykle wielowarstwowe, tu nikt nie jest po prostu dobry, albo zły. Język jest prosty, łatwy w odbiorze i niesamowicie lekko płynie się przez fabułę - myślę, że nie skłamię jeżeli stwierdzę, że można tę książkę przeczytać "na raz". 

"- Ludzie rodzą się niedoskonali i niedoskonali umierają - powiedział kojąco Szarak. W tej niedoskonałości Stwórca ukrył piękno."

To moje drugie spotkanie z książka z gatunku urban fantasy - jednak tym razem niezwykle udane. Autorce udało się odciąć mnie całkowicie od rzeczywistości.
Powiedziałabym nawet, że trochę mnie odmłodziła i poprowadziła przez wykreowane przez nią uniwersum z nieschodzącym z mojej twarzy uśmiechem. Jednak to nie jest komedia! Pisarka porusza tu wiele trudnych tematów - żałoby po śmierci bliskich, nieumiejętności radzenia sobie z emocjami, które są przecież częścią nas i bez nich nie bylibyśmy ludźmi, a mimo to zdarza się nam ich wstydzić i je tłumić.
Pojawia się wiele aspektów niedoceniania przez nas życia, jako daru i naszej nieumiejętności uczenia się na błędach.
Jest tu wiele postaci, wiele wątków, które z pozoru nie powinny do siebie pasować, a tymczasem tworzą kompletnie nieszablonową opowieść.
Dlatego też bardzo się cieszę, że leży przede mną kolejna część z cyklu "Opowieści z Wieloświata" - "Żertwa", którą już pozwoliłam sobie zacząć i równie szybko przepaść w fabule.
7/10.
#101 Wiedźma - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 6. lutego 2019
Liczba stron: 416
Kategoria:
fantastyka, fantasy, science fiction
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...