Włócząc się po katalogu Legimi... „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald
Jestem wagabundą, jedynie w świecie książek, ale jednak.
Zdarza się, że zabawię gdzieś dłużej, ale na pewno nie zgłoszę chęci
stałego pobytu. Przyczyny upatruję w wyborach, których dokonałam lata
temu, a które nie były moimi, uczyłam się tego, co nie za specjalnie
mnie interesowało. Podobnie było z pracą. Jakby ktoś zmusił mnie do
założenia co prawda ładnych butów, ale w za małym rozmiarze. Nie mam
żalu. Jedynie czasem ogarnie mnie minismuteczek (taki jeszcze mniejszy od smuteczku :)), kiedy ktoś olśniewa
wiedzą, której mogę już nie sięgnąć. To mija, ponieważ szkoda... CZASU.
Nie
ma co stać w miejscu. Szlajam się zatem po katalogach książek poznając
różne punkty widzenia, infekując się nimi. Czasem zadzieram wysoko
głowę, ale potem daję szyi odpocząć i czytam rozrywkowo.
Tym razem
zajrzałam bardzo wysoko i czytam „Pierścienie Saturna. Angielska
pielgrzymka” W.G. Sebalda (czyli Winfried Georg Sebald, swoje imiona
uważała za nazistowskie dlatego podpisywał się inicjałami), który jest
uznawany za jednego z największych pisarzy niemieckich XX wieku.
Gdyby nie przedwczesna śmierć, to zapewne zostałby uhonorowany literacką Nagrodą Nobla.
Wydawnictwo Osselineum wydaje nową serię dzieł Sebalda, na razie ukazały się wspominane „Pierścienie...” i „Austerlitz”.
„Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald
We
wstępie wspomniałam o CZASIE nie bez przyczyny. To on jest głównym
bohaterem „Pierścieni...”. Narrator, za którego uważamy Autora,
spaceruje po Anglii i opowiada (używając skojarzeń) o historii świata.
Miesza prawdę z fikcją, wędruje myślami poprzez granice czasu. Łączy ze
sobą wydarzenia w nieoczywisty sposób, snując przy tym filozoficzne
rozważania.
Nie znam się na literaturze. Dla mnie to powieść (po trosze dziennik podróży) z fragmentami eseistycznymi.
Język jest piękny, tak że mogłabym uczyć się tych
zdań na pamięć, jak wierszy. Nie wiem czy czytałam kiedykolwiek tak
ładne konstrukcje zdaniowe...
Nie ma znaczenia, czy czytam o Niebiańskim
królu, czy o jaśniejących ciałach ryb, wszystko to widzę będąc
naznaczoną wrażliwością Sebalda.
Historie, które opowiada nie są
optymistyczne, to robaczywe karty historii ludzkości poprzetykane
symbolami i wyobrażeniami Autora. Tak po prawdzie kompletnie nie porywające, ale i tak urzekające. Co jakiś czas pojawiają się
zdjęcia, ryciny, obrazy, które utwierdzają nas w przekonaniu, że czytamy
prawdę, która pływa w melancholii.
Przejęzyczyłam się i nazwałam „Pierścienie Saturna” - „Pieśnią Saturna” i bardzo ta omyłka mi teraz pasuje - jak pieśń czasu, wszak Saturn to m.in. bóg czasu.
Fraza Sebalda jest niezwykle melodyjna, doskonała, arcymistrzowska, a powtarzalność motywów sprawia, że dostrzega się wzór. Wzór doskonały, choć ulotny i trudny do zdefiniowania. Nie przeszkadza to jednak w emocjonalnym odbiorze dzieła.
„Pierścienie Saturna” są bardzo metaforyczne, a czytanie wymaga skupienia i
analizowania, ale jest również wielce satysfakcjonujące.
#czytnikoweczytanie
Liczba stron: 360
Kategoria: literatura piękna
