Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romantyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romantyzm. Pokaż wszystkie posty
#91 Koniec samotności - Janusz Leon Wiśniewski

#91 Koniec samotności - Janusz Leon Wiśniewski

#91 Koniec samotności - Janusz Leon Wiśniewski - recenzja - czy warto przeczytać?
Dziś jest niezwykle ponuro. Deszcz bębni o parapety i dach. W tym hałasie można usłyszeć nawet jakiś rytm... Popijam kawę i patrzę przez okno na zalane wodą sąsiednie działki i tak sobie myślę...
Przeczytałam "S@amotność w sieci" Janusza Leona Wiśniewskiego dopiero w zeszłym tygodniu, a dzisiaj skończyłam - kontynuację - wydaną prawie 20 lat po premierze pierwszej. 

W drugiej części głównymi bohaterami są Jakub - syn Agnieszki, którą zdążyliśmy poznać w "S@motności w sieci" i Nadia - dziewczyna Jakuba.
Poznali się też dzięki "sieci", ale w klasztorze, praktycznie dzięki ojcu Jakuba - Joachimowi. Nadia ma bardzo smutną historię rodzinną, a Jakub podobnie jak bohater pierwszej części jest kompletnie inny niż większość mężczyzn, niezwykle wrażliwy, kochający - jakby nierealny. 
Nadia czyta pewną książkę i to znaną nam bardzo dobrze. Dzięki tej lekturze historia tych dwojga, łączy się mocno z pierwszą częścią. To całkiem przyjemna opowieść o miłości młodych, współcześnie żyjących ludzi. O tym jak być może - przypadku w życiu nie ma, a wszechświat mimo ciągłego rozszerzania się... jest zaskakująco mały.

O czym tak myślę kiedy patrzę przez to okno? Nad tym, co sprawiło, że "S@motność w sieci" miała i chyba nadal ma, tak ogromne znaczenie dla jej czytelników. Próbuję zrozumieć jej fenomen, zarówno ten pozytywny i ten skupiający się na morzu krytyki. Czytając ją w 2019 roku niestety nie potrafię. Jednak sądzę, że jeżeli przeczytałabym ją prawie 20 lat temu, zapewne odebrałabym ją inaczej. 
Dlaczego?

Każdy z nas nosi w sobie pokłady smutku i niespełnienia na różnym polu. Lubimy się umartwiać, ale nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Kiedyś nie mówiło się też wprost o cielesnych aspektach miłości, tematy wszelakiej fizyczności były tabu, niektóre nadal są. Nie epatowała zewsząd wulgarność i prostota obyczajów, wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami. Obraz prawdziwego mężczyzny był trochę inny. Kiedy do tego wszystkiego dołożę ciekawość zgłębiania tematu miłości ze wszystkimi jej odsłonami, to trochę ten zachwyt rozumiem, choć nadal go nie podzielam.
Mnie również historia Natalii wzruszyła, ale pozostałe przytłoczyły i zmęczyły psychicznie. Musiałam odpocząć po tej książce, bo w połączeniu z pogodą nie dawała ona nadziei na dobre samopoczucie.
Dodatkowo była napisana rozwlekle i z masą, jak dla mnie, niepotrzebnych, drobiazgowych opisów, z powtórzeniami i zdrobnieniami imienia Jakub, które męczyły mnie dodatkowo.
Tak szczerze - to nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Oprócz silnego poczucia smutku, bo ile złych rzeczy może spotkać jednego człowieka?


"Bo płakać trzeba w spokoju. Tylko wtedy ma się z tego radość".

Kiedy sięgałam po "Koniec samotności", to kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Jedni pisali, że jest znacznie lepsza, a inni, że to nudna i nieudana kontynuacja.
Teraz zapewne narażę się zdecydowanej większości fanów, ale uważam, że jest dużo lepiej napisana jak pierwsza.
Pomimo masy - nadal dla mnie zbędnej - treści jest płynnie i dużo lżej, bez ciągłego umartwiania się nad sobą bohaterów.
Sposób w jaki obie części są ze sobą połączone, uważam za bardzo dobry. Widać, że autor jest również na bieżąco z obecnymi aplikacjami i mediami społecznościowymi.
Podobało mi się wplatanie odniesień do muzyki i książek. 
Nie porwała mnie tak samo, jak nie porwała mnie pierwsza część - ale nie zostawiła mnie też z tym męczącym uczuciem. Pojawia się, oczywiście, mocny ładunek emocjonalny, kiedy poznajemy losy Iskry - bezdomnego recytującego "Mistrza i Małgorzatę" - połączenie go z berlińskim dworcem - również udane. Albo losy ojca Nadii... Też jest smutno, ale już nie tak w przytłaczającym mnie wymiarze.
Jest trochę mniej opisów fizycznej miłości, a więcej trafnych puent o życiu i błędach jakie popełniamy.

Obie książki nie wzbudziły we mnie większych emocji, ale zaspokoiłam swoją ciekawość i choć trochę zrozumiałam skąd może brać się ten "fenomen" i nie żałuję, że poświęciłam na nie czas.
Jeżeli lubicie powieści obyczajowe mocno osadzone w codzienności, bez wielkich zwrotów akcji, obfitujące w drobiazgowość opisów - to jest to lektura dla Was.

Jeżeli wspominacie, prawie z rozrzewnieniem, pierwszą część - to mam do Was prośbę - nie czytajcie jej ponownie. Nie odzierajcie swoich wspomnień za pomocą teraźniejszości i świadomości z jaką dziś żyjemy.
Niech to uczucie w Was zostanie, bo choć to dość wyświechtane - wspomnienia to najważniejsze co nam zostaje.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu WIELKA LITERA



Wydawnictwo: Wielka Litera

Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 432

Kategoria: literatura obyczajowa

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino - recenzja - czy warto przeczytać?
Z reguły nie czytam romansów. Nie lubię tanich sentymentalizmów. Głupiutkich kobiet uganiających się z mężczyznami, dla których one same nic nie znaczą i wyidealizowanych historii miłosnych, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Nie wiem co mnie przyciągnęło do tej książki. Chyba idealnie wyważona kolorystycznie okładka. Ta powtarzająca się czerwień? Nie wiem, ale cieszę się, że ją przeczytałam. To nie jest typowa historia miłosna, choć nie jest oczywiście pozbawiona odrobiny lukru jak to w tym gatunku bywa.

Główna bohaterka "Gdybyś tu był" Renée Carlino - Charlotte - to zwykła dziewczyna, która ima się niezbyt wymagających zajęć, mieszka z przyjaciółką i żyje z dnia na dzień. Nie wie, tak naprawdę, co chce w życiu robić. Przypadek sprawia, że podczas drogi do domu, gdy wraca z zakrapianej imprezy, spotyka tajemniczego, zagubionego mężczyznę - Adama. Od słowa do słowa postanawia z nim pójść się napić, mimo że nigdy się tak lekkomyślnie nie zachowuje. Adam okazuje się najprawdopodobniej bogatym, byłym adwokatem, obecnie artystą malarzem. Charlotte spędza z nim noc. Na drugi dzień Adam zachowuje się kompletnie inaczej niż w nocy i praktycznie wyprasza dziewczynę z loftu.
Ich drogi się rozchodzą. Mimo że kobieta próbuje żyć dalej, poznaje sympatycznego, młodszego - jednak bardzo poukładanego chłopaka, to nie potrafi wyzbyć się pamięci o malarzu i tego uczucia, które towarzyszyło jej podczas ich spotkania. Traf chce, że ma możliwość poznania jego sekretu.

To powieść napisana w bardzo przyjemnym i niezwykle płynnym stylu. Przeczytałam ją "od deski do deski", nie żałując ani chwili, mimo że to gatunek kompletnie mi odległy. Bohaterka choć młoda i czasem lekkomyślna jest bardzo realna, niemal rzeczywista. Każda z nas - kobiet, albo taka jest, albo była - taką mam przynajmniej nadzieję.
Ta książka udowodniła mi, że moje serce jednak nie skamieniało. Wzruszyłam się i współczułam, jednocześnie zazdroszcząc odwagi? Charlotte będzie w dość pokręconej relacji z dwoma mężczyznami, a do tego bardzo bolesnej. Podejmie wiele decyzji, na które większość z nas pewnie nie byłoby stać. Czasem warto wybrać trudną drogę, by poczuć to - o czym inni mogą tylko marzyć, choćby miało to trwać chwilę. Ludzie składają się z emocji i nie tylko tych pięknych i poetyckich, a śmierć jest częścią życia, czy tego chcemy czy nie. To historia o miłości, która nie zawsze mieni się w tęczowych barwach. Udowadnia też, że w zdanie: żyli długo i szczęśliwie, nie zawsze można wierzyć,  a definicja szczęścia nie zawsze jest oczywista.

Jeżeli podobał się film "Słodki listopad" z Charlize Theron i Keanu Reeves-em to powieść "Gdybyś tu był" powinna się Wam spodobać.
Choć powieści romantyczne nie są  moim ulubionym gatunkiem wiem, że dla powieści Renée Carlino zawsze zrobię wyjątek.

8/10.


Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


Wydawnictwo:Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 328
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Tłumaczenie: Ewa Borówka
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...