Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skandynawia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skandynawia. Pokaż wszystkie posty
Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

We wrześniu 2019 roku przeczytałam „Cudzoziemkę” B. M. W. Sobol, która przypominała historię przedstawioną w serialu „Outlander”, opierającego się z kolei na powieści „Obca” Diany Gabaldon. Książki Gabaldon nie czytałam, a serial szybko porzuciłam. „Cudzoziemka” jednak, była przyjemną rozrywką i pochłonęłam ją w weekend. Skandynawskie lasy, wikingowie, tajemnice, magia, nawiązania do mitologii, humor, romans i nuta erotyki - wszystkie te cechy sprawiły, że cały czas wyraźnie perypetie Judyty pamiętam.
Na kontynuację Autorka kazała nam „odrobinę” poczekać. Rozumiem, że pisanie nie dzieje się za sprawą magii i wymaga czasu, dlatego wytrwale wypatrywałam drugiej części.

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

„Więzy przeznaczenia” nie odstają pod względem objętości „Cudzoziemce”; to ponad pięciuset stronicowa powieść. Egzemplarz, który otrzymałam nie był poddany korekcie, więc nie wiem czy błędy zostały poprawione, ale nie będę się nad nimi rozwodzić, gdyż na taki egzemplarz przystałam.

Powieść otwiera prolog, w narracji trzecioosobowej i opowiada perspektywę Einara wspominającego Jodridd, czyli Judytę. Jest krótki i roztacza aurę tęsknoty, nostalgii.
Po nim, w pierwszoosobowej narracji, historię zaczyna opowiadać Judyta, która po powrocie do współczesności nie może się odnaleźć. Rodzina traktuje ją jak osobę uratowaną z sekty. Wszyscy wokół niej szepczą, każą przyjmować leki. Na temat okoliczności powrotu milczą jak zaklęci, a sama Judyta ma luki w pamięci. Czuje się przez to zagubiona, a stale piętrzące się niewiadome powodują narastające uczucie rozbicia; nie wie już co jest prawdą, a co zmyśleniem.
Od czasu do czasu przenosimy się do czasów wikingów i sprawdzamy co u Einara i Dunstana. Wątki się przeplatają.

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Pomimo objętości i braku korekty, tę część czyta się równie sprawnie jak pierwszą, ale niestety już nie z takim zainteresowaniem.
Niektóre z obszernie opisywanych codziennych sytuacji, owszem były obrazowe, ale nic nie wnosiły do opowiadanej historii. Było co prawda kilka zaskakujących zdarzeń dotyczących przeszłości bohaterki i to ich rozwinięcia mi zabrakło; położenia na nie mocniejszego akcentu. Uparte milczenie bliskich z czasem zaczęło mnie irytować, bo ile można bawić się w „wiem, ale nie powiem”.

Mnie się wydaje, że ta powieść to taki „przystanek” przed kolejną częścią, której zapowiedź na ostatnich stronach zostawiła mnie w zawieszeniu, bo jak to tak? Tyle czytałam i nadal nic nie wiem?
Same, poruszane przez współczesnych bohaterów, kwestie są odzwierciedleniem naszej codzienności. Dla mnie odrobinę brakowało akcji-reakcji, budowania opowieści rozdział po rozdziale, narastającej tajemnicy.
Może ona w nadmiarze tekstu się rozeszła?

Kwerenda, którą Autorka musiała wykonać do napisania części o czasach wikingów jest godna podziwu, wiele w niej smaczków i zachęty do samodzielnego zgłębienia historii.
Na pochwałę zasługuje również różnicowanie języka czasów Einara i czasów Judyty. Jak wspomniałam, najbardziej podobało mi się zostawianie tropów co do tajemnicy rodzinnej; rozbudzało ciekawość i serwowało emocje.

„Więzy przeznaczenia” ukazują m.in. jak zgubne może być przemilczanie istotnych w życiu wydarzeń; jak chęć ochronienia dziecka przed (być może) „niewygodną” prawdą, napędza spiralę kłamstw i prowadzi do utraty zaufania.

Czy przeczytam kolejną część?

Oczywiście, przecież muszę się dowiedzieć co z Jodridd i Einarem!

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 13 kwietnia 2021
Liczba stron: 513
Kategoria: literatura obyczajowa

 

Doggerland. Podstęp - Maria Adolfsson

Doggerland. Podstęp - Maria Adolfsson

Doggerland. Podstęp - Maria Adolfsson
Lubiłam kryminały. Oj, lubiłam. Najbardziej te z szeroko opisanym tłem obyczajowym, czy historią, gdzie zagadkę trzeba było rozwiązać przez obserwację ludzkich zachowań, zbieranie poszlak w gęstej mgle ponurej atmosfery.
Najlepiej wspominam cykl: „Millenium” Stiega Larssona, a z serialowych przygód to bliski memu sercu jest „Most nad Sundem”.

Dlaczego w czasie przeszłym o tym lubieniu piszę? Ponieważ trochę się na kryminały gniewam, za powtarzalność motywów, za kalki śledztw...
Nie poddaję się jednak i czasem sprawdzam, czy mogą mnie one jeszcze czymś zaskoczyć.


„Doggerland. Podstęp” to debiutancka powieść Marii Adolfsson, urodzonej w 1958 roku Szwedki, otwierająca cykl (choć wydawca twierdzi, że serię, nie będę się więc spierać, jestem dość ugodowego usposobienia :)) o komisarz Karen Eiken Hornby z Doggerlandu - fikcyjnego archipelagu wysp między Wielką Brytanią a Skandynawią (nie tak do końca fikcyjnego - DOGGERLAND).

Karen ma, jak każdy szanujący się główny bohater kryminału, przeszłość, która daje, co jakiś czas, o sobie znać. Karen ma też szefa, męskiego szowinistę, z którym na co dzień toczy potyczki słowne, a po zakrapianym wieczorze ląduje w łóżku. Pech chce, że w tym samym czasie, kiedy będąca jeszcze na kacu komisarz, przemyka niczym cień do domu, ktoś morduje byłą żonę jej przełożonego. W związku z tym, że alibi Jounasa Smeeda, rzeczonego szefa bohaterki, jest trudne do potwierdzenia, a jak powszechnie wiadomo małżonkowie, nawet byli, mordują się najczęściej nawzajem, to prowadzenie śledztwa przypada Hornby.

Po, moim zdaniem, bardzo dobrym wprowadzeniu w fabułę i to dość szybkim, w porównaniu do postępów w śledztwie, Maria Adolfsson zwalnia. Staje się zarówno architektem i wykonawcą projektu. Jest niezwykle skrupulatna, fikcyjny świat jest mocno rzeczywisty. Czujemy się jakbyśmy tam byli. Jakbyśmy widzieli ulice, domy, przechodzili pomiędzy stojącymi przed barami
stolikami, z których obsługa jeszcze nie zabrała parujących, ale pustych już kieliszków. W bardzo dokładny sposób kreśli codzienność odciętego od świata społeczeństwa, tego jak strach przed obcymi zamyka na zwykłą życzliwość, jak niezrozumienie zamienia się w wrogość. 
O ofierze nikt nie może powiedzieć nic dobrego, nawet jej najbliższa rodzina. Jawi się ona jako złośliwa jędza, której ani życie, ani śmierć nikogo nie obchodziło i nie obchodzi. Tak jak i prowadzone przez bohaterkę śledztwo.
Chodzimy z komisarz Hornby i przyglądamy się mieszkańcom, zaglądamy im do domów, i do wspomnień. Pojawiają się w treści retrospekcje, nawiązania do istniejącej kiedyś na terenie Doggerlandzkich wysp, komuny.
Komuny, która jakoś mi się rozmywała, bo ani to Charles Manson, ani nawet sekta z drugiego sezony serialu „The Sinner”, takie nie wiadomo co.
Jak wspomniałam lubię powolną, ślamazarną akcję, która skupia się na wątkach społeczno-obyczajowych, na odkrywaniu ludzkich drugich twarzy, ale nawet dla mnie, było ich zbyt wiele, w stosunku do tego, co ich odkrycie niosło dla rozwikłania zagadki. 
Sam finał ślizgał się zaledwie na możliwościach jakie daje pokrętny ludzki umysł i był, no co tu wiele czarować, przewidywalny.

Jest jednak to COŚ w sposobie pisania Pani Adolfsson. Potrafi stworzyć klaustrofobiczny klimat na otwartej przestrzeni, potrafi wybudować słowami kompleks mieszkalno-usługowy i go ożywić. Potrafi plątać ze sobą wątki, na różnych osiach czasu i stworzyć ciekawą, choć wpisującą się w schemat, postać pani komisarz, a wszystko to zawiesić w tajemniczej mglistej atmosferze, która podsyca ciekawość.
Nie uważam, że „Podstęp” to rewelacyjny kryminał, dla mnie to jedynie dobry wstęp, do być może bardzo dobrego cyklu.
Niestety nie odnajduję w nim ani Stiega Larssona, do którego (według mnie) bliżej było „Niezależności” Maurycego Nowakowskiego, ani uwielbianego przeze mnie „Mostu nad Sundem”.

Ja, z kolei, widzę tu dość cichy, żeby nie napisać - smętny - (napisałam :)), klimat z walijskiego „Hinterland”, podczas którego zdarzało mi się uciąć sobie drzemkę, ale i tak uważam go za dobry serial. 

Choć zachwycona, nie jestem, nie jestem też i zawiedziona. Z miłą chęcią sprawdzę jak Maria Adolfsson rozwija swój warsztat pisarski i jak zmienia się jej, kluczowa dla cyklu, bohaterka.



Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 31. marca 2020 roku
Liczba stron: 480
Kategoria: kryminał 
Tłumaczenie: Agata Teperek



#76 Efekt Susan - Peter Høeg

#76 Efekt Susan - Peter Høeg


#114 Efekt Susan - Peter Høeg - recenzja - czy warto przeczytać?

Mam pewną przypadłość. Odkąd pamiętam - gdziekolwiek jestem sama, od razu znajdzie się ktoś chętny, by podzielić się ze mną częścią swojego życia. Nie żebym pytała. Od tak. Przyjdzie i zacznie mówić. Nawet nie muszę się starać, by zadawać pytania. Taka ze mnie kolekcjonerka ludzkich opowieści. 

Główna bohaterka książki Petera Høega ma podobny "dar", z tym że wykorzystuje go do własnych celów i jest on dużo lepiej rozwinięty, co pozwoliło jej wieść dość wystawne życie. Może ja też powinnam tego spróbować?
Jej rodzina nie wydaje się zbyt wyjątkowa - mąż muzyk i para bliźniąt - syn i córka. Tworzą wspólnie obraz pięknej rodziny - jak z obrazka. Ale to tylko obraz. Wszyscy łącznie z Susan mocno narozrabiali, a sama bohaterka siedzi w więzieniu - za usiłowanie zabójstwa. Dostają jednak możliwość wyjścia z opresji bez szwanku, jeżeli wykorzystają dar kobiety.
Ma ona odnaleźć członków tajnej Komisji Przyszłości i dowiedzieć się jakie dane zawierał ostatni sporządzony przez nich raport. Kobieta nie waha
się i podejmuje wyzwanie. Będzie intensywnie, momentami trochę brutalnie zdobywać informacje w otoczeniu tajemnic i śmierci. 

Brzmi nieźle, prawda? Wymęczyła mnie ta powieść...
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej. Teraźniejszość miesza się z retrospekcjami - przy okazji wspomnienia dotyczą różnych lokacji. Bohaterka jest fizykiem kwantowym, wobec tego wszystko analizuje. Przygotowujemy z nią posiłki, które również przepuszcza przez swój magiel fizyka. Czułam się jakbym czytała chaotyczne myśli Rain Mana i Sagi Norén z "Mostu nad Sundem". Zatapiałam się w treść, by za chwilę nie wiedzieć o czym czytam, bo wątek lub też czas się zmienił - bez wyraźnego sygnału. Był nawet moment, że zasnęłam...
Ale wrodzony upór nie pozwolił mi się poddać. Gdzieś tam głęboko w sobie czułam, że pomysł na fabułę może być dobry.

Nie żałuję, że brnęłam do końca. Podobało mi się jak szczątkowe informacje zaczynały tworzyć świetną i spójną historię - futurystyczną. A może nie futurystyczną?
Spodobał mi się też profil psychologiczny bohaterki.  Kiedy poznajemy jej przeszłość, zaczynamy rozumieć skąd u niej taka obojętność na emocje i oziębłość, którą prezentuje. Niektórych czytelników mogą trochę zszokować jej metody wychowawcze, bo jest niezwykle otwarta i pozwala dzieciom na samodzielne podejmowanie wielu decyzji - czy słusznie, to już kwestia dyskusji. Twierdzi też, że nie lubi kiedy się mówi do niej mamo - bo to bezosobowe, jakby dzieci zwracały się do instytucji, a nie do człowieka.

"Niewątpliwie psychologowie potrafiliby to wytłumaczyć, ale brutalna prawda jest taka, że zawsze nadchodzi dzień, kiedy matka tuli swoje dziecko po raz ostatni. Kiedy pojawiają się poważne poszlaki wskazujące, że miłość nie jest zbyt głęboka, że jest darwinistycznym złudzeniem wykształconym po to, by rodzice i inne ssaki dbały o swoje dzieci".

Kiedy odkryłam całokształt powieści, byłam pod wrażeniem pomysłowości autora i jego dbałości o szczegóły. Wszystko to jednak spowija mgła natłoku informacji - w moim odczuciu wielu zbędnych - przez co niezwykle trudno się ją czyta.
Podobało mi się poszukiwanie wyjaśnienia wszystkich procesów rządzących naszym życiem w liczbach, związkach chemicznych. Choć osobiście się z tym nie zgadzam i chcę wierzyć, że możemy być kimś/czymś więcej jak liczbą w zbiorze.

"Świadomość nie jest zjawiskiem samodzielnym. Za dziesięć lat zredukujemy świadomość do psychologii. Całą psychologię do biologii, biologię do chemii, chemię do fizyki, a fizykę do matematyki, którą sprowadzimy do logicznej kalkulacji. Wtedy wystarczy algebra, by w sposób wyczerpujący i zwięzły opisywać prawa rządzące wszelkimi ludzkimi kontaktami".

Uważam, że jest to książka o ogromnym potencjale, który przytłacza nieuporządkowana narracja. Mniej czasem znaczy więcej - i tutaj by to doskonale potwierdziło tę regułę. Niemniej jednak nie mogę ocenić tej książki jako "przeciętna" bo taka po prostu nie jest.  Sprawdzi się jako dobra lektura dla umysłów analitycznych, lubiących wszystko zmierzyć i policzyć, poszukujących wyjaśnienia wszelkich zachowań i zjawisk za pomocą wzorów oraz głodnych zobrazowania wizji świata, do którego niechybnie dążymy.
6/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania:17. września 2019
Liczba stron: 408

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nawrotny
#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#113 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol  - recenzja - czy warto przeczytać?
Na dworze wieje, leje jest szaro i brzydko. Patrzę na książkę, która trochę zawstydza mnie objętością, ale w końcu wstaję, biorę ją z półki i... znikam na weekend w skandynawskich lasach. Po przeczytaniu zarysu fabuły spodziewałam się, że otrzymam historię na kształt serialu "Outlander" lub jak kto woli - na kształt jego literackiego pierwowzoru, a mianowicie "Obcej" autorstwa Diany Gabaldon.
Tak też się stało! Po lekturze czułam się jakbym na raz obejrzała cały sezon i przyznam, że byłam trochę rozczarowana, że przyjdzie mi na kolejny poczekać...

Główną bohaterką "Cudzoziemki" jest Judyta Karpińska - młoda studentka dziennikarstwa, która właśnie przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej. Dziewczyna leczy złamane serce po bolesnym rozstaniu. Nie jest jej łatwo, gdyż sprawca zamieszania powraca do jej życia i próbuje odbudować zaufanie - jakim go wcześniej obdarzyła. Dodatkowo od niedawna męczą ją dziwne sny... Choć walczy ze sobą i umysł podpowiada jej, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to w końcu ulega. Zauważa, że chłopak bardzo się zmienił, ale nie wie na ile to gra, a na ile rzeczywista przemiana. Mają wspólnych znajomych, z którymi wybierają się na objazdowe wakacje po Skandynawii. Na wyjeździe chłopak bardzo zabiega o jej względy, w końcu decydują się spróbować jeszcze raz. I tego wieczora właśnie, podczas incydentu z jednym z kolegów, dziewczyna oddala się od domku, w którym mieszkają i trafia pod tajemniczy głaz.
 
Od teraz nic już nie będzie jej znane, nawet czas. Okazuje się, że jest w tym samym miejscu, w którym była wieczorem z przyjaciółmi jednak wiek nie jest już XXI, a VIII...
Judyta znajduje się w czasach wikingów... I kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Na początku trafia w niewolę, próbuje uciec, ale w końcu dociera do niej, który jest wiek i nie ma dokąd pójść... Próbuje nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, ale stare przyzwyczajenia i różnica - postępu technologicznego, nie ułatwiają jej tego. 

Książka jest napisana niezwykle lekko. Choć pierwsza część trochę się dłuży przez opisy stanów emocjonalnych bohaterki i jej niezbyt porywającą codzienność, to od momentu przejścia przez nią przez wrota czasu jest zdecydowanie lepiej.
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej, bogato okraszonej przemyśleniami młodej bohaterki. Dlaczego wspominam, że młodej? Bo niektóre z jej rozważań są dość dziecinne i mogą starszego czytelnika irytować, ale jak przypomnę sobie swoje - z podobnego okresu w życiu - to niczym wielkim się one nie różniły. 

Będzie wiele komicznych sytuacji - kłótni między Judytą, a ówczesnymi mieszkańcami Skandynawii, z którymi po wielu perturbacjach, nie tylko językowych, uda się jej znaleźć wątłą nić porozumienia.
Będziemy świadkami przemiany bohaterki. Poprzyglądamy się jak z dość nieudolnych zalotów dwójki bardzo młodych ludzi rodzi się miłość, przywiązanie i oddanie. Jak surowość i prostota życia dają Judycie to, czego tak szukała w XXI wieku. Autorka świetnie wplotła w tę historię nasze dzisiejsze gonienie za lepszym jutrem i brak umiejętności docenienia tego, co już mamy. Oczywiście nie jest to książka historyczna, prezentowane postaci są mocno uwspółcześnione, tak samo zresztą jak dialogi.

Przygotujcie się na mieszankę kliku gatunków literackich - powieści obyczajowej, fantastyki, romansu i kilku erotycznych scen. Da się zauważyć, że autorka wiele czasu poświęciła na zbieranie materiałów dotyczących topografii Skandynawii, jej historii i oczywiście mitologii. Znajdziemy tutaj również kilka nawiązań i do naszej starej - słowiańskiej wiary. 
A zakończenie... No cóż, spodziewałam się, że właśnie tak będzie..
Naprawdę świetnie się bawiłam i z przyjemnością wkroczę ponownie do życia Judyty!
8/10.

Za egzemplarz dziękuję autorce - B. M. W. Sobol.

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 15. maja 2019
Liczba stron: 530
Kategoria: literatura obyczajowa
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...