Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztormowe ptaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztormowe ptaki. Pokaż wszystkie posty
#129 Sztormowe ptaki - Einar Kárason

#129 Sztormowe ptaki - Einar Kárason

#130 #130 Sztormowe ptaki - Einar Kárason - recenzja - czy warto przeczytać?
Fascynuje mnie otwarta, niemal bezkresna woda, która w jednej chwili potrafi przeistoczyć się z nieruchomego obrazu - idealnego przejawu spokoju, do kompletnie niszczycielskiej manifestacji siły. Zupełnie jak... człowiek.
Einar Kárason - islandzki pisarz, w swojej najnowszej powieści "Sztormowe ptaki" opisuje dość nierówną walkę załogi trawlera Mewa z nieokiełznanym żywiołem otwartego, wzburzonego morza oraz niską temperaturą.
Na samym początku wita nas informacja, że historia, którą przedstawia nam autor ma swoje umocowanie w prawdziwych wydarzeniach z 1959 roku, kiedy to kilka islandzkich trawlerów zmagało się z nawałnicą u wybrzeży Nowej Fundlandii. Jednak postaci i narracja to dzieło pisarza. 

Powieść Kárasona jest bardzo krótka, ma zaledwie 128. stron. Została napisana w stylu przywodzącym na myśl gawędę. Zdaje się nam, że autor siedzi gdzieś obok i opowiada nam wydarzenia, których był świadkiem, jednak odciął się od nich emocjonalnie...
Dowiemy się jak doszło do niespodziewanych wydarzeń, które ze zwykłego połowu - wyprawy na karmazyna, przerodziły się w prawdziwą walkę o życie.

Bardzo sugestywnie opisuje wydarzenia. Widzimy zapadający się w wodzie trawler, miotany olbrzymimi falami, który pokrywa się lodem. Obserwujemy prawie syzyfową pracę załogi, która składa się zarówno z "wilków morskich" jak i kompletnych nowicjuszy, którzy wspólnie starają się uchronić statek przed zatonięciem.

Na tych niewielu stronach pisarz zawarł świetne charakterystyki postaci. Przyjrzymy się szybkiemu dorastania i odnajdowaniu w sobie odwagi (mimo płynących łez bezradności i strachu) jak i upadkowi człowieka, wyrażającego się w niemal instynktownym sięganiu po alkohol.
Autor zadbał o realizm opisując spożywane naprędce posiłki, niespokojne drzemki, które w każdej chwili może przerwać zalewająca kajutę - lodowata woda.
Mężczyźni zmagają się ze strachem, ich organizmy różnie reagują. Bywają otępieni, wyobcowani, bredzą niezrozumiale lub też wybuchają śmiechem.
Nie każdy, kto przeżył takie wydarzenia będzie wstanie wrócić na morze.

"Było nas na pokładzie trzydziestu dwóch, doświadczeni lub początkujący marynarze, a tylko ośmiu wróciło po tych wydarzeniach na morze".

Do tych niezwykle dramatycznych wydarzeń zastosował płynną, choć jednostajną narrację. Brak tutaj typowych dialogów, brak ludzkiej emocji. Nie odnotowałam również dokładnych opisów przenikliwego zimna, które na pewno podczas takich wydarzeń nie tylko się odczuwa, ale odbiera ono zdolność koncentracji.
Na początku nie potrafiłam poczuć się członkiem tej wyprawy, dopiero później zrozumiałam co się stało z emocjami - kiedy narrator się ujawnił. Mamy tendencję do odcinania się od przykrych doświadczeń, zdecydowanie łatwiej opowiada się o nich z perspektywy niezaangażowanego emocjonalnie obserwatora.
To celowe chłodne przedstawienie wydarzeń, nadanie rytmu z zastosowaniem krótkich rozdziałów, by szybko doprowadzić czytelnika do ostatniej strony, gdzie jedynie w paru zdaniach jest zawarty cały emocjonalny wydźwięk dramatycznych wydarzeń.
Po przeczytaniu tych paru zdań poczułam związek - nie tylko z załogą statku, którego losy opisywał, ale ze wszystkimi innymi, którym nie udało się z wodą wygrać i pozostali na morzu już na zawsze.
Ta krótka historia to prawdziwa przypowieść o małości ludzkiego istnienia w konfrontacji z siłami Matki Natury, której na co dzień w ogóle nie dostrzegamy. Doskonale pokazuje jak jesteśmy niczym przy niszczycielskiej sile żywiołów.

Ale... wydaje mi się ona również znakomitą alegorią ludzkiego życia.
Nie wiemy co przyniesie jutro. Czasem nic nieznaczące z pozoru zdarzenie potrafi wywołać falę, która nas zatapia. Zmagania załogi z żywiołem można porównać do codziennej walki z problemami, które nas przytłaczają i wydaje się nam, że na nic nie mamy wpływu.
Czasem jednak trzeba poprosić o pomoc i kuć razem lód, by znowu wspólnie zobaczyć port. Oszczędna w formie, a niezwykle bogata w treść.


Data wydania: 21. października 2019
Liczba stron: 128
Kategoria: literatura piękna
Tłumacz: Jacek Godek


Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...