Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty
#94 Stephen King - Instytut

#94 Stephen King - Instytut

#94 Stephen King - Instytut - recenzja  - czy warto przeczytać?

Ze Stephenem Kingiem zaprzyjaźniliśmy się wiele lat temu. Różnie z tą naszą przyjaźnią było - często rozchodziliśmy się, by na nowo się odnaleźć. Zrobiliśmy sobie długą przerwę, sądzę nawet, że było to parę lat, aż do wydania przez Wydawnictwo Albatros - "Instytutu". 
Jakoś, tak wewnętrznie, poczułam potrzebę ponownego zagłębienia się w mroczne czeluści umysłu pisarza, nazywanego niezwykle często Królem Horroru.
Może na wstępie już zaznaczę, że ja za takowego Go nie uważam i do ślepego uwielbienia jego pióra - równie mi daleko.

W obiekcie zwanym Instytutem przetrzymuje się niezwykłe dzieci, a mianowicie posiadają one zdolności telepatyczne i telekinetyczne. Osoby prowadzące ten mroczny przybytek, chcąc wzmocnić w nich umiejętności parapsychiczne - przeprowadzają różne testy. Często bardzo bolesne i mogące zakończyć się nawet śmiercią badanego. Ich okrutne eksperymenty są oczywiście ściśle tajne. Porywane dzieci znikają, by się już nigdy nie odnaleźć.

Nie ma w "Instytucie" odczucia grozy. Chyba, że ktoś jest szczególnie na nią wrażliwy. Jest tajemnica, którą odkrywamy kawałek, po kawałku. Fabuła nie jest zaskakująca, prawie od samego początku wiemy - do czego to wszystko prowadzi. Stephen King to niebywale utalentowany bajarz, gawędziarz. Pisze dużo, często mocno wokół tematu, tutaj na przykład często odnosi się do sytuacji politycznej Stanów Zjednoczonych, ale jakoś mi to w "Instytucie" nie przeszkadzało.
Motyw międzynarodowego spisku, izolacja dzieci od świata zewnętrznego, krzywda jakiej doświadczają z rąk dorosłych i ich niesamowite zdolności tworzą mroczny i intrygujący klimat, w który się po prostu wsiąka.
Kiedy już trafiłam z głównym bohaterem książki - Lukiem Ellisem do tej tajemniczej bazy, to nie wiedziałam jak to się stało, że nagle znalazłam się w połowie z 672. stron.

Pisarz powoli odsłania karty. Samo umiejscowienie obiektu już miło pobudziło moją wyobraźnie. Dzieci dzielą Instytut na połowy - Przednia, w której znajdują się na początku swojej drogi, gdzie robi się im m. in. zastrzyki na kropki (to tylko brzmi tak niewinnie) i Tylna Połowa, która też ma swój podział, który wieńczy Warzywniak.
Czytelnik choć wie, że żadna z tych "Połów" nie skrywa nic dobrego, to z wielką ochotą, graniczącą z fascynacją, zagłębia się w opowieść.
Gdy dotarłam do punktu zwrotnego, że tak nazwę treść opisującą - walkę dobra ze złem - pracownicy Instytutu kontra dobry Nocny Strażnik, mój entuzjazm nieco opadł, ale i tak bawiłam się przednio. 

Rozrywka w czystej postaci! 
 
Nie będziemy tutaj wielce rozmyślać i zastanawiać się jak co należy zinterpretować - choć oczywiście można. Głowę jednak wypełniają obrazy - jak na dobry i mroczny, film akcji przystało.
Bohaterowie, których wykreował, również - do czego tak naprawdę mnie przyzwyczaił, świetnie skonstruowani. Nie da się nie zauważyć, jakim jest dobrym obserwatorem ludzkich zachowań.
Końcówka, jak to u Kinga... można inaczej? Pewnie tak, ale to już nie byłby On.
Myślę, że to odpowiednia książka, aby rozpocząć przygodę z jego twórczością. Jeżeli jej ktoś jeszcze nie posmakował, choć ilekroć spotykam się z tym stwierdzeniem, jestem co najmniej lekko zdziwiona...
Jest intrygująco, jest mrocznie, ale bez tego "horroru", którym kiedyś raczył niemal każdą swoją powieść.

Hmm...
Jakby to sensownie podsumować... Wydawnictwo Albatros promowało tę książkę z tekstem przewodnim "King jest wielki" - jest... nie da się temu zaprzeczyć, więc wejdźcie do Instytutu i pozwólcie się porwać festiwalowi serwowanych przez niego efektów specjalnych :)


Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Albatros.



Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 11. września 2019
Liczba stron: 672
Kategoria: horror
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
#62 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys

#62 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys

#100 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys - recenzja - czy warto przeczytać?

W lipcu obchodziliśmy 50. lecie lądowania na księżycu, więc konsekwentnie rozszerzam swoją wiedzę na kosmiczne tematy i zaczytuję się w pozycjach since fiction - traktujących właśnie o ludzkich podbojach wszechświata.
Tak trafiła w moje ręce krótka w formie książka z 1960 roku spod pióra Algisa Budrysa - "Ten cholerny księżyc". 

Na naszym srebrnym satelicie znaleziono tajemniczą formację, którą próbujemy dokładnie zbadać. Jednak nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Badacze są wysyłani na księżyc na zasadzie teleportacji - ciało zostaje na ziemi, a do zbierania informacji rusza sobowtór, replika badacza. Ta sama osoba w dwóch ciałach. Nieznana formacja jednak stawia opór, wielu ochotników traci zmysły i życie. Doktor Edward Hawks; przewodniczący tych oczywiście ściśle tajnych badań wykonywanych na zlecenie amerykańskiej marynarki wojennej, chce w końcu posunąć się o krok dalej; poszukuje, więc nowego ochotnika. Tym razem o określonej charakterystyce psychologicznej.
Tak, więc następnym śmiałkiem staje się Al Barker, człowiek, który śmierci się nie boi i od wielu lat balansuje na jej krawędzi, śmiejąc się jej w twarz, stale kusząc los. Tym razem wszyscy mają nadzieję na powodzenie misji. 

"- Rzecz w tym, że potrzebujemy człowieka, którego pociąga to, co innych doprowadza do szaleństwa. Im bardziej, tym lepiej. Człowieka, którego podnieca śmierć".
"Klasyczna powieść since fiction" - tak brzmi fragment opisu książki, ale moim zdaniem nie jest on do końca zgodny z prawdą. Dla mnie była to powieść z gatunku literatury obyczajowej, o poszukiwaniu sensu istnienia.
Jak często będąc "innym" od otaczającego nas społeczeństwa, musimy udawać by być akceptowanym, bo czego byśmy nie robili i nie mówili każdy z nas pragnie właśnie tej akceptacji. 

"Mogłem uznać swoją naukę w szkole za karę i starać się jej unikać, albo mogłem udawać, że tak myślę i korzystać z okazji, jaką daje nieszczerość. Miałem do wyboru: szczerość i nieszczerość. Wybrałem to drugie".

Powieść, mimo że została napisana w ubiegłymi wieku nie zestarzała się prawie w ogóle. Język i styl również są bardzo współczesne. Każda ze stworzonych przez autora postaci jest inna i na swój sposób intrygująca, a znamienitą częścią narracji są dialogi, co sprawia, że czas spędzony na jej zgłębianie mija błyskawicznie.

Człowiek jest istotą pełną sprzeczności. Często chcemy się rozwijać, a mimo to tkwimy w miejscu. Zbieramy informacje, doświadczenia - mamy wszystko by zrobić krok naprzód. Jednak coś nam na to nie pozwala i żyjemy tworząc hologram nas samych - taki do jakiego przywykli inni.
A może to właśnie rozwój jest meritum naszej egzystencji i tylko my jesteśmy za niego odpowiedzialni? A co z tym wszystkim, co musimy poświęcić by ten cel, który w końcu znaleźliśmy - zrealizować? Czy tylko strach trzyma nas w miejscu?

Można snuć wiele interpretacji treści i tytułu, bo każdy z nas dostaje w życiu taki księżyc. Polecam jeżeli lubicie snuć filozoficzne rozważania o życiu, stawiać sobie pytania, na które być może nigdy nie znajdziecie odpowiedzi.
Myślę, że fanom since fiction chyba nie muszę jej polecać, bo zapewne ją dobrze znają?
Jako miłośnik poszukiwań sensu i celu w życiu daję jej 7/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 30. lipca 2019
Liczba stron: 232
Kategoria: fantastyka, fantasy, since fiction

Tłumaczenie: Lech Jęczmyk

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...