Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia. Pokaż wszystkie posty
Igrzyska śmierci - Suzanne Collins - trylogia

Igrzyska śmierci - Suzanne Collins - trylogia

Igrzyska śmierci - Suzanne Collins - trylogia
„Igrzyska śmierci” ukazały się w 2008 roku, w Polsce z kolei, 6 maja 2009 roku - nakładem wydawnictwa Media Rodzina, a w 2012 roku światło dzienne ujrzał pierwszy z czterech filmów („Kosogłos” jest podzielony na dwie części). 
Zarówno książki jak i ich ekranizacje odniosły olbrzymi sukces na świecie, a magazyn „Time” uznał Suzanne Collins za jedną z najbardziej wpływowych osób 2010 roku.

Sama Autorka przyznaje, że do napisania trylogii zainspirowały ją: mit o  Minotaurze i Tezeuszu oraz coraz bardziej absurdalne programy typu reality show

 

Igrzyska śmierci - Suzanne Collins

 
Państwo Panem, które jest miejscem akcji, charakteryzuje ustrój totalitarny. Było podzielone na trzynaście dystryktów i Kapitol - stolicę. Jednak po wojnie domowej trzynasty dystrykt przestał istnieć.
Na pamiątkę tych wydarzeń, co rok, organizowane są Głodowe Igrzyska. To zawody na śmierć i życie, rozgrywane pomiędzy młodymi mieszkańcami poszczególnych dystryktów, których wybiera się drogą losowania na dożynkach. Zawsze jest to para zawodników, zwanych trybutami, para różnej płci w nastoletnim wieku. Ten kto przeżyje ma, wraz ze swoją rodziną, zagwarantowane dużo lepsze warunki bytowe.

Główną bohaterką trylogii jest Katniss Everdeen, która zgłasza się na ochotniczkę, po tym jak do startu w Głodowych Igrzyskach losująca wybiera jej siostrę - Primrose. Katniss kocha siostrę, którą zajmowała się po śmierci ojca i po załamaniu matki, i pragnie ją za wszelką cenę uratować, zwłaszcza, że dziewczynka ma zaledwie 12 lat.
„Partnerem” Katniss będzie Peeta Mellark, syn piekarza, który kiedyś pomógł bohaterce i jej rodzinie. Kiedy para trafia na do Kapitolu akcja rusza i znajdujemy się w przededniu 74 Głodowych Igrzysk

Narracja we wszystkich częściach cyklu prowadzona jest w czasie teraźniejszym, w osobie pierwszej, z perspektywy głównej bohaterki. Czytelnik poniekąd staje się samą Katniss. Na początku trochę mi to przeszkadzało, bo nie jest to sposób narracji, który lubię, jednak zadałam samej sobie jedno pytanie:

Czytasz po to, żeby się czepiać i marudzić, czy po to, żeby się dobrze bawić?

Odpowiedź była oczywista

Igrzyska śmierci - Suzanne Collins - trylogia

Bohaterka to bardzo młoda dziewczyna, szesnastolatka, wywodząca z najbiedniejszego z dystryktów - często doznająca głodu, żyjąca w nieustannym strachu o siostrę, o matkę, o siebie.
Zostaje wrzucona na arenę krwawych walk wraz z chłopakiem, którego prawie nie zna, a ten tymczasem deklaruje na wizji, że żywi do niej jakieś uczucia.
Poprzez zabieg z czasem narracji i zastosowaniem pierwszej osoby, można się z Katniss zżyć i zrozumieć dlaczego tak, a nie inaczej się zachowuje. 

Dałam się uwieść atmosferze i bohaterce, rzecz jasna, no i przepadłam na cztery dni w przesiąkniętej mroczną akcją rzeczywistości Panem. 


Suzanne Collins poddaje swoich bohaterów, w każdej z części, coraz to nowszym i coraz bardziej krwawym próbom.
Dzieje się wiele. Każdy z rozdziałów kończy w takim momencie, że po prostu trzeba przeczytać kolejny, akcja zostaje zawieszona i nie da się odłożyć książki na później.

„W pierścieniu ognia” kiedy Katniss i Peeta myślą, że to, co najgorsze za nimi, że będzie już lepiej, okazuje się, że przed stoi przed nimi przymus uczestnictwa w kolejnych Głodowych Igrzyskach, z  okazji Ćwierćwiecza Poskromienia. Spotykają się na innej arenie ze zwycięzcami poprzednich Głodowych Igrzysk i będą musieli znowu walczyć o przetrwanie.

W „Kosogłosie” z kolei, który uważam za najlepszą część, choć i najbardziej smutną i krwawą, będę musieli przetrwać powstanie. 

„Igrzyska śmierci” bywają w niektórych momentach nawet bardzo brutalne. Są, jak już wielokrotnie wspomniałam, krwawe, przesiąknięte śmiercią i okrucieństwem. 

Jednak nie jest to sama przemoc dla przemocy.

Autorka opowiada o wielu wartościach w życiu, np. o siostrzanej miłości, o rodzinie, o poświęceniu dla drugiego człowieka, o prawdziwej przyjaźni.
Mieszkańcy żyją w złym miejscu. Władza ich wykorzystuje, ciemięży. Każe im na swoje zabawy ciężko pracować, okrada ich, morduje i dostarcza sobie rozrywki skazując często na bratobójczą walkę. 
Bogaci i biedni są pokazani bardzo kontrastowo. 
Mieszkańcy dystryktów umierają z głodu, a mieszkańcy Kapitolu wymiotują z przejedzenia. 
Zwykłych ludzi skazuje się na chłostę, kiedy próbują sobie coś upolować, a ludzie ze stolicy przebierają się za papugi, bo nie wiedzą już jak pożytkować nadmiar pieniędzy. Też cierpią, ale nadmiar dóbr wszelakiego rodzaju i zobojętnienie.

Cykl „Igrzyska śmierci” to takie połączenie młodzieżowej przygodówki, dystopijnej wizji przyszłości, opowieści o przetrwaniu, do tego trochę psychologii i relacji międzyludzkich oraz ważnych w życiu wartości.

Collins stawia również pytanie o to czy pokój na świecie wymaga ofiar? Czy potrzebny jest do tego rozlew krwi? I co on tak naprawdę daje? Czym jedna władza różni się od drugiej, skoro kieruje się takimi samymi metodami. 
Dlaczego wykorzystujemy innych, a dlaczego jak coś mamy to się nie dzielimy? 
I dlaczego kiedy mamy zbyt wiele robimy z siebie błaznów?

Bogactwo i władza zawsze idą w parze i rzadko kiedy budują.

„Igrzyska śmierci” można traktować jako formę rozrywki. Akcja w żadnej z książek nie zwalnia, a Autorka cały czas podsyca ciekawość i napięcie. Książki nie są pozbawione wad, ponieważ doskonałe książki nie istnieją, jak nie istnieje stale zadowolony czytelnik. Można dopatrywać się w niektórych sytuacjach przesady, ale można również przymknąć na to oko i czerpać z czytania zwykłą... przyjemność.
Dla uważnego czytelnika mogą nieść więcej treści niż sugerowałby gatunek, do którego zostały przypisane, dlatego zanim skreślicie tę trylogię sprawdźcie czy faktycznie już jesteście na nią zbyt dojrzali.
Wszystkie części są ze sobą spójne. Autorka powoli odkrywa prawa rządzące rzeczywistością mieszkańców Panem i przez śledzenie losów bohaterów odkrywałam co z czego się wzięło, jednak wiele pytań pozostało bez odpowiedzi... głównie tych dotyczących przeszłości Panem.

Dlatego...

Z niecierpliwością oczekuję na prequel - „Balladę ptaków i węży”, którego premiera jest przewidziana na 17 czerwca
Zapraszam na profile w mediach społecznościowych - wydawnictwa Media Rodzina, i swój instagramowy, gdzie pokusiłam się o przygotowanie małego quizu, z wiedzy na temat Państwa Panem, Głodowych Igrzysk i bohaterów całego „Igrzysk śmierci”. A niebawem będzie można wygrać trylogię. Zapraszam :)

#118 Rytuały wody - Eva García Sáenz de Urturi

#118 Rytuały wody - Eva García Sáenz de Urturi


#118 Rytuały wody - Eva García Sáenz de Urturi - recenzja - czy warto przeczytać?

Choć lubię i bardzo cenię hiszpańskich twórców, to mam z nimi zwykle mały problem. Z jednej strony mnie intrygują, a z drugiej narracja jaką prowadzą często kończy się u mnie znużeniem.
Mam tak z zarówno filmem jak i literaturą. Potrafię docenić, ale czegoś jednak mi brakuje.

Z "Ciszą białego miasta" miałam podobnie. Nie mogłam wciągnąć się w fabułę i nie wiem czego to była wina, czy trudnych jak dla mnie imion i nazwisk, czy sposobu snucia opowieści,lekko sennego, mimo że opowiadającego o brutalnych morderstwach. Czytałam jednak dalej i kiedy wszystkie informacje zaczęły się zazębiać, to przepadłam w fabule i nie odłożyłam książki, aż jej nie skończyłam.

Z "Rytuałami wody" natomiast mam kompletnie inaczej. Może to, że wiedziałam już czego się spodziewać, a może bardziej dynamiczna narracja spowodowały, że od początku zostałam przez tę książkę pochłonięta.

Bohaterowie, których znamy z pierwszej części - Unai zwany Krakenem i jego szefowa Alba są na innym etapie życia. Raz, że Kraken po postrzale zaprzestał komunikacji werbalnej z powodu afazji Broki, dwa jego szefowa i kochanka spodziewa się dziecka. Jak możemy się domyśleć nie bardzo wie, kto jest jego ojcem. Esti zmaga się z żałobą po śmierci brata i czymś na kształt odpowiedzialności za śmierć Nancha -  jednej strony uratowała Albę i nie tylko ją, z drugiej zabiła człowieka, kim on by nie był. Każdy nosi swój własny - przysłowiowy - krzyż.

Tymczasem w górach zostaje odnalezione ciało ciężarnej kobiety, poddanej najprawdopodobniej rytuałowi wody, wywodzącemu się z celtyckich wierzeń. Jakby tego było mało, to ofiara okazuje się starą znajomą Krakena, którą poznał na obozie archeologicznym ponad dwadzieścia lat temu.
Akcja ponownie będzie  pełna retrospekcji, przez które poznamy charakter znajomości śledczego i ofiary, jak i losy pozostałych członków obozu.
Esti ma nowy zespół, który warunkowo wspiera Unai. Warunkowo, ponieważ musi odbywać terapię logopedyczną, której ukończenie pozwoli mu na pełen powrót do służby.

Śledztwo jest, tak samo jak w przypadku pierwszej części, niezwykle złożone, zawiłe. Sam schemat jest zresztą łudząco podobny i tu można upatrywać jakiegoś zarzutu. Byłam też trochę zawiedziona, że Unai dużo dłużej, jak ja, dochodził do ustalenia tego, kto stoi za rytuałami wody. Rozumiem jednak, że mógł być to zabieg celowy, mający podkreślić zarówno jego stan emocjonalny jak i niepełne zdrowie fizyczne.

Autorka ponownie podkreśla znaczenie rodziny i dzieciństwa. Jego wpływu na to kim możemy się stać. Bo możemy, a nie musimy. Dochodzi tutaj motyw rodzicielstwa i tego jakimi rodzicami chcemy być. Czy zawsze jesteśmy świadomi odpowiedzialności, jaką ponosimy sprowadzając na świat nowego człowieka i zajmując się jego wychowaniem.
Porusza też problem znany nam z programów reporterskich, a być może i z codzienności, kiedy to podejrzewamy, albo nawet wiemy, że jakiemuś dziecku obok dzieje się krzywda, a mimo to milczymy. Udajemy, że nie widzimy, nie słyszymy.

To nie tylko sprawnie napisany kryminał, podobnie zresztą jak pierwsza część, to powieść o bogatym tle obyczajowy, poruszającym problemy współczesnego społeczeństwa, nawet w cyberprzestrzeni.
Eva García Sáenz de Urturi pięknie opowiada o swoim kraju. Wprowadza hiszpańskie nazwy, mówi o historii, sztuce, czy architekturze. Za pomocą jej słów możemy przespacerować się po Vitorii, czy hiszpańskiej wsi - nie wychodząc ze swojego domu.

Widziałam, że niektórzy czytelnicy zaczęli czytać "Trylogię Białego Miasta" od "Rytuałów wody", ale ja tego nie polecam. Nie zrozumiecie niuansów. Nie będziecie wiedzieć po co Estibaliz srebrny eguzkilore, o co dokładnie chodzi z Tasio i Nanchem. Skąd się wzięła Golden Girl i MatuSalem. Wprowadzi to niepotrzebny chaos, który odbierze przyjemność z łączenia obu części.

Pierwszy raz po przeczytaniu kolejnej książki z cyklu nie czuję zawodu, wręcz przeciwnie. Tę część czytało mi się dużo lepiej, ale ma to również swoją wadę... za szybko się skończyła.
Jeżeli trzeci tom będzie równie dobry to będzie to najlepszy cykl kryminalny jaki czytałam.
8/10.

#118 Rytuały wody - Eva García Sáenz de Urturi - recenzja - czy warto przeczytać?

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu MUZA



Wydawnictwo:MUZA
Data wydania: 30. października 2019
Liczba stron: 535
Kategoria: kryminał/sensacja/thriller
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...