Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzy zimy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzy zimy. Pokaż wszystkie posty
#127 Trzy zimy - Magdalena Kopeć

#127 Trzy zimy - Magdalena Kopeć

#128 Trzy zimy - Magdalena Kopeć - recenzja - czy warto przeczytać?

Wspominałam już parokrotnie, że w szkolnych czasach nie należałam do entuzjastek historii. Kojarzyła mi się jedynie z odpytywaniem z dat i wydarzeń, które trzeba było wyrzucać z siebie niczym pociski z karabinu.
Taki sposób nauczania obdzierał historię z jej ludzkiego oblicza.
Czym innym, natomiast, były lekcje języka polskiego i obowiązujące lektury.
Ja należałam do grupy, która "Nad Niemnem" się zachwycała, a poznawaną poezję interpretowała na swój sposób, czasem daleko odbiegający do tego programowego. 

Magdalena Kopeć jest historykiem z wykształcenia, a muzealnikiem z zawodu. Lubi jesienne liście i arię Pucciniego, a odkąd przeczytała "Anię z Zielonego Wzgórza" to chciała zostać pisarką - jak podaje opis umieszczony na pięknym wydaniu jej debiutanckiej powieści. To wszystko w "Trzech zimach" można znaleźć. Niezwykłą nostalgię - jesienną właśnie, umiłowanie muzyki, poezji (czy tytuł nawiązuje też do tomu poezji Czesława Miłosza?) i wyobraźnię, którą zaszczepić mogła tylko bohaterka spod pióra Lucy Maud Montgomery.

Marianna Sobierajska - córka Mikołaja Sobierajskiego - patrioty i ziemianina, zakochuje się w rosyjskim szlachcicu Andrzeju Rohowie, który zamieszkuje w sąsiednim majątku.
Rohow ma polskie korzenie, jest wykształcony, zaradny i niezwykle przedsiębiorczy - wprost idealny kandydat na męża... Ale ma jedną wadę - jest Moskalem.
Ojciec Marianny jest jednak przychylny związkowi jego córki i Rosjanina, więc para się zaręcza. Wkrótce na rodzinę Sobierajskich spada nieszczęście, którego jedną z bezpośrednich konsekwencji stają się zerwane zaręczyny... W Królestwie Polskim jest niespokojnie - niedługo
wybuchnie Powstanie Styczniowe...

"Trzy zimy" to powieść wielowątkowa. Postaci jest dużo, jednak autorka zadbała o to, by nic nie zakłócało ich identyfikacji. Są bardzo dobrze scharakteryzowane i często prezentują kompletne przeciwieństwa (np. Marianna i jej siostra Helena). Kobiety, które są jedynie ozdobą mężczyzny, mimo tego że często dobrze wykształcone, są pozbawione głosu i jakiejkolwiek decyzyjności. Marianna choć na początku zdaje się wpisywać w konwenanse, chyba za przykazem niezwykle konserwatywnej babki (która bywała bardzo irytująca w swoim umniejszaniu kobiecej inteligencji), będzie zmuszona szybko dojrzeć i podejmować odpowiedzialne decyzje. Możemy zaobserwować jak ścierają się tutaj pokolenia.

"Wzięłam na siebie sprawy majątku właśnie po to, by zdjąć ten ciężki obowiązek z barków twoich i Heleny. Nikt nie zechce żony, która zajmuje się szukaniem zboża i liczeniem rubli! To prostackie. Dobre dla mieszczan i żon kupców!"

Miłość, kreacje i wystawne życie zejdzie na drugi plan. Świat konwenansów, skrzętnie skrywanych tajemnic, by nie ujrzały światła dziennego - z uwagi na możliwość skandalu - zmierzy się z przytłaczającą codziennością, walką o utrzymanie majątku, przywiązaniem do miejsca, w którym się mieszka i tym co stale serwuje nieprzychylny los.

Autorka porusza problem krzywdzącego, ale nadal dość częstego oceniania z uwagi na pochodzenie, czy też zachowanie - bez znajomości czyjejś przeszłości, czy charakteru.

Na początku czułam się jak za szkolnych lat, kiedy to czytałam wymagane programem lektury, śledziłam historyczne tło, które jest tutaj dość bogate i opatrzone niezbędnymi przypisami. Później stałam się niejako bohaterką tej powieści. Byłam, widziałam, słyszałam i czułam to, co postaci stworzone przez Panią Kopeć. Nadal zdaje mi się słyszeć szelest tych wszystkich pięknych sukni, czy zrzędliwy ton babci Marianny.
Wędrujemy z autorką przez czas, poznajemy stare zwyczaje i zapomniane już przysmaki.
Ale nie jest tylko miło, refleksyjnie i przyjemnie. Pojawiają się ludzkie dramaty, rozstania, kłamstwa, ucieczki, śmierć, choroby i... zbliżające się powstanie.

Na docenienie zasługuje też język jakim autorka operuje. Dla mnie zakrawa on o poetykę, jest pełen pięknych porównań, dodaje realizmu snutej przez nią opowieści, ale nie brzmi archaicznie.

"Dom, który kochała, stał się więzieniem. Stary mur, jak wierny żołnierz, chociaż odarty z niegdysiejszego splendoru, brudny i poorany zmarszczkami pęknięć, strzegł pilnie jej świata".

To historia miłosna, ale nieprzytłaczająca przesadą. Opowieść o prozie życia, o dojrzewającej miłości, która jak te wstążki na dębie, o których wspomina autorka, z czasem trochę zmienia barwę, ale nadal mocno trzyma się gałązki, do której została przymocowana.
Polecam wszystkim noszącym w sobie umiłowanie do romantyzmu, historii i piękna dziewiętnastowiecznej codzienności. 
 #128 Trzy zimy - Magdalena Kopeć - recenzja - czy warto przeczytać?

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 6. listopada 2019
Liczba stron: 480
Kategoria: literatura piękna/powieść historyczna

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...