Dom Ciało. Home Body - Rupi Kaur
2
Rupi Kaur to indyjska poetka i rysowniczka, która wychowała się w Kanadzie. Podobno kiedy miała pięć lat, pod wpływem matki, zainteresowała się malarstwem. Jako źródło swoich inspiracji podaje twórczość Anaïs Nin i Virginii Woolf. Autorka czyta swoje teksty publicznie, jest performerką. Przygotowała nawet esej fotograficzny o cyklu miesięcznym kobiety.
Opowiada o wychodzeniu z traumy, o uzdrowieniu siebie.
W swojej twórczości porusza wiele tematów tabu, głównie tych dotyczących postrzegania kobiety i jej cielesności jako czegoś złego, niewłaściwego.
Pisze otwarcie o kobiecości, feminizmie, o imigracji, rasizmie, wyzysku społecznym, fałszowaniu historii.
Opowiada o wychodzeniu z traumy, o uzdrowieniu siebie.
W swojej twórczości porusza wiele tematów tabu, głównie tych dotyczących postrzegania kobiety i jej cielesności jako czegoś złego, niewłaściwego.
Pisze otwarcie o kobiecości, feminizmie, o imigracji, rasizmie, wyzysku społecznym, fałszowaniu historii.
Dom Ciało. Home Body - Rupi Kaur
Trudno mi nazwać publikację „Dom Ciało. Home Body” stricte poezją. Pisarka wypowiada się w formie uproszczonej językowo, nie ma u niej miejsca na metafory, piękno języka, nie pozostawia miejsca na domysły.
Kojarzę Rupi Kaur z ładnych kwadratowych zdjęć, na których prezentowano jej poprzednie publikacje i z jej instagramowego profilu, który obserwują miliony osób, jakby na złość tym wszystkim, którzy krytykują.
„Dom Ciało. Home Body” ma formę intymnego pamiętnika, w który artystka opowiada o swoich przeżyciach, przemyśleniach i próżno w nich szukać jakiekolwiek liryczności.
Wydaje mi się, że zdecydowana większość jej tekstów brzmi lepiej w języku angielskim, po polsku niektóre stają się bardzo płaskie.
Nie mogę jednak odmówić im umiejętności skłaniania do przemyśleń. Autorka swoim otwartym pisaniem, jakby o sobie, buduje poczucie związku, wspólnoty z każdą kobietą. Jasne, że można się czepiać formy, śmiać się, zarzucać banalność, powstaje jednak pytanie po co? Jak się człowiek postara to skrytykuje wszystko i jeszcze poprze swoją tezę argumentami.
Są takie dni, kiedy zwykłe zdania, których nie trzeba interpretować, wystarczą. Dni, w które trzeba coś usłyszeć, żeby zwyczajnie poczuć się ze sobą lepiej.
Ze sobą, ponieważ u Rupi Kaur to JA jest najważniejsze.
Kojarzę Rupi Kaur z ładnych kwadratowych zdjęć, na których prezentowano jej poprzednie publikacje i z jej instagramowego profilu, który obserwują miliony osób, jakby na złość tym wszystkim, którzy krytykują.
„Dom Ciało. Home Body” ma formę intymnego pamiętnika, w który artystka opowiada o swoich przeżyciach, przemyśleniach i próżno w nich szukać jakiekolwiek liryczności.
Wydaje mi się, że zdecydowana większość jej tekstów brzmi lepiej w języku angielskim, po polsku niektóre stają się bardzo płaskie.
Nie mogę jednak odmówić im umiejętności skłaniania do przemyśleń. Autorka swoim otwartym pisaniem, jakby o sobie, buduje poczucie związku, wspólnoty z każdą kobietą. Jasne, że można się czepiać formy, śmiać się, zarzucać banalność, powstaje jednak pytanie po co? Jak się człowiek postara to skrytykuje wszystko i jeszcze poprze swoją tezę argumentami.
Są takie dni, kiedy zwykłe zdania, których nie trzeba interpretować, wystarczą. Dni, w które trzeba coś usłyszeć, żeby zwyczajnie poczuć się ze sobą lepiej.
Ze sobą, ponieważ u Rupi Kaur to JA jest najważniejsze.
często śnię na jawie o kobiecie którą się stanę
gdy skończy się ta gonitwa
moich niespokojnych lat po dwudziestce
i po drodze zdobędę pewność siebie
nie mogę się doczekać
kiedy moje osiemnastoletnie ja zacznie mi zazdrościć
piekła jakie rozpętam
wkraczając z przytupem w trzydziestkę i czterdziestkę
z upływem lat moja dusza
zyska moc
po pięćdziesiątce usiądę ze swoimi
zmarszczkami i siwymi włosami
śmiejąc się z przygód
które razem przeżyliśmy
i będziemy rozmawiać o niezliczonych
kolejnych przygodach
czekając w następnych dekadach
jak wielkim przywilejem jest
dorosnąć do
najwspanialszej wersji siebie
starzenie się
gdy skończy się ta gonitwa
moich niespokojnych lat po dwudziestce
i po drodze zdobędę pewność siebie
nie mogę się doczekać
kiedy moje osiemnastoletnie ja zacznie mi zazdrościć
piekła jakie rozpętam
wkraczając z przytupem w trzydziestkę i czterdziestkę
z upływem lat moja dusza
zyska moc
po pięćdziesiątce usiądę ze swoimi
zmarszczkami i siwymi włosami
śmiejąc się z przygód
które razem przeżyliśmy
i będziemy rozmawiać o niezliczonych
kolejnych przygodach
czekając w następnych dekadach
jak wielkim przywilejem jest
dorosnąć do
najwspanialszej wersji siebie
starzenie się
Kiedy byłam dziewczynką, to osiemnaście lat było dla mnie granicą, po przekroczeniu, której miałam magicznie stać się dorosła. A dorosłość była tak odległa, że trzydziestolatkowie wydawali mi się starcami. Dzisiaj mam więcej niż ci starcy z moich wyobrażeń, a tak naprawdę to dopiero od niedawna samą siebie znoszę. A gdy próbuję przywołać we wspomnieniach siebie. choćby sprzed dziesięciu lat, to pytam: kto to był? Im mam więcej siwych włosów, których nawet już regularnie nie farbuję, tym jakoś mi lepiej w tym życiu. Akceptuję swoje ułomności, to, że nic nie muszę, a zwyczajnie mogę. Lubię zwyczajne wieczory spędzane z kubkiem naparu z ziół przy książce, filmie czy muzyce. Im mam więcej lat, tym bardziej zależy mi na poczuciu spokoju, tego świętego. Nie przerażają mnie już zmarszczki, rozstępy i inne formy zapisu upływającego czasu.
Jak widzicie utwory Rupi Kaur nie są wielce szykowne językowo, ale często właśnie tego potrzeba, żeby się zwyczajnie wewnętrznie utulić. Dni, w których „ja” nie czuje się bezpieczne w domu-ciele. Ta publikacja jest podzielona na cztery części, które mają symbolizować drogę ku lepszemu samopoczuciu, taka uproszczona droga samoleczenia. Jasne, że te utwory, stwierdzenia nie zastąpią terapii i wsparcia drugiego człowieka, ale wierzę, że mogą niektórym kobietom pomóc w lepszym traktowaniu siebie. Pozwolę sobie czasem Rupi Kaur zacytować, same zdecydujecie czy jest to coś faktycznie dla Was. A może i ja zacznę być dla siebie milsza...
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 1 grudnia 2020
Liczba stron: 384
Liczba stron: 384
kategoria: poezja
Tłumaczenie: Anna Gralak




