Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiktor paskow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiktor paskow. Pokaż wszystkie posty
Wrażliwość zapisana w tonach - Ballada o lutniku - Wiktor Paskow

Wrażliwość zapisana w tonach - Ballada o lutniku - Wiktor Paskow

Długo, jak na mnie, nie pisałam. Jestem niewolnicą przyzwyczajeń, w tym wszelakich udogodnień, więc kiedy mój komputer odmówił współpracy i trafił do „sanatorium”, by przejść kilka transplantacji i kuracji, to nie mogłam się przemóc by skorzystać z drugiego.
Jakoś też nie mogę się przekonać do pewnej bezosobowej formy opowieści o książce i skupianiu się jedynie na niej, często traktuję to jako formę jakiejś pracy i od zwyczajnego hobby wymagam choćby niewielkiej formy profesjonalizmu. Co skutkuje tym, że trudniej mi się zabrać do napisania czegoś, co nie będzie brzmiało jak wynurzenia dyletanta, a że trudno mi się moją niekompetencję ukrywa, to równie trudno mi się do niej zmusić. 

 
W każdym tekście jestem ja, moja wrażliwość, moja skłonność do, być może, nadinterpretacji (ale kto mi jej zabroni :)) i moje przemyślenia wynikające z doświadczenia, tego czytelniczego również. Stąd, jak widzicie w nagłówku, zmieniła się nazwa mojego miejsca w sieci, choć domena (na razie) została taka sama. Dlatego czas się pogodzić z tym, że nie będzie się własnym wyobrażeniem i zaakceptować to... kim się jest :).


Po tym przydługim wstępie, który miał być formą wytłumaczenia ciszy w eterze, a jak zwykle stał się dygresją, która tłumaczy mnie jedynie przed samą sobą, zapraszam Was do stalinowskiej Bułgarii pisanej wrażliwością Wiktora Paskowa.

„Balladę o lutniku” przeczytałam prawie dwa tygodnie temu, a nadal o tej historii myślę. Nie wiem czy te rzeczone myśli uda mi się na tyle zebrać i powiązać w sensowne zdania, by przybliżyć Wam choć trochę tę przejmującą opowieść. Tak, to jest przejmująca książka.

Ballada o lutniku - Wiktor Paskow

Ballada o lutniku - Wiktor Paskow

Chłopiec imieniem Wiktor jest narratorem powieści Wiktora Paskowa i ta zbieżność imion nie jest przypadkowa (o czym dowiecie się z bardzo dobrego posłowia tłumaczki - profesorki nauk humanistycznych Marioli Mikołajczak), który to przedstawia swoje dzieciństwo i wspaniałą relację zawiązaną z mistrzem lutnictwa Georgiem Henigiem (tutaj również imię i nazwisko nie pozostają bez znaczenia).

Akcja powieści osadzona jest w stalinowskiej Bułgarii, a mistrz Georg jest z pochodzenia Czechem.
To z perspektywy Wiktora widzimy codzienność jego rodziny. Różne oblicza pojmowania biedy akcentują się już w tej najmniejszej komórce społeczeństwa, prowadząc do drobnych konfliktów między rodzicami chłopca. Drobnych, ponieważ starcia matki i ojca, choć są częste, to wynikają jedynie z prób dopasowania się do ogółu za pomocą posiadanych zasobów finansowych i zawsze kończą się zgodą. Da się również - w tych „kłótniach”, wyczuć prawdziwą miłość.

Wiktor poznaje Georga Heniga kiedy ten robi dla niego skrzypce, bo chłopiec ma się stać ich wirtuozem. Ich ścieżki się rozchodzą by znowu się zejść, a relacja się zacieśnia.

Nie bez powodu wspomniałam o pochodzeniu mistrza Georga, ma to znaczenie w sposobie mówienia tej postaci, jej charakterystycznym języku, będącym zlepkiem słów czeskich i bułgarskich, co po polsku daje wrażenie rwanej wypowiedzi, do tego niezwykle prostej, pozbawionej właściwej językowo odmiany.
Kiedy dołoży się do tego opis biednego staruszka, który nigdy nie narzeka, to powoduje to narastanie znanej wszystkim guli w gardle. W tych prostych wypowiedziach jest tak wiele prawdy o człowieku i o tym co ważne, ale i takiego zwykłego ciepła, że naprawdę trudno byłoby mi nie umieć sobie tego człowieka wyobrazić. 

„Innym razem dziadek siedział zamyślony z drewnem w ręce, patrzył na nie długo, poruszał wargami, rzucał spojrzenia w moim kierunku i na koniec odważył się:
- Wiktor, uczy ciebie robić skrzypce?
- Czy to bardzo trudne?
- Bardzo trudne. Całe życie stary Henig skrzypce robił i nie zrobił najlepsza. Ciągle myśli jak, myśli, myśli... Chce dla Boga skrzypce zrobić.
- Ósemka była wspaniała! Tato mówił, że jesteś największym mistrzem.
- Dobry ósemka... - Zamyślił się. - Skrzypce dla... król.
- Ile lat muszę się uczyć?
- Dużo. - Zasmucił się. - Żal, nie ma czas nauczyć ciebie. Bardzo żal mnie. Stary Henig niedługo odchodzi".

Chłopiec może przyglądać się procesowi tworzenia skrzypiec doskonałych, skrzypiec dla Boga, których stworzenie jest celem Georga Heniga.
Poznaje kunszt mistrza i niechcący uczy się tego co w życiu najważniejsze.
I tylko tak można tę historię czytać. Można. Ale można i dogłębniej, bo jest pełna symboli (jak choćby historia sąsiadów, którzy szczują psa na starszego pana), odniesień do ówczesnych wydarzeń, sytuacji politycznej i społecznej, więc można ją rozwarstwiać i czytać wiele razy, by odkrywać stale coś nowego.

W tej opowieści, jak pewnie nietrudno się domyślić, obecna jest muzyka jak i wrażliwość na dźwięk. Autor był, między innymi, kompozytorem, wokalistą jazzowym, śpiewakiem operowym i muzykologiem, więc swój wyczulony słuch i muzyczną wrażliwość przełożył na język tej powieści. To nie jest jednak fraza przepoetyzowana, ani przesentymentalizowana. Jest bardzo prosta, jednak niezwykle dźwięczna. A jej brzmienie trafia tam, gdzie powinno.

Wzruszam się kiedy czytam, ale rzadko na historiach ludzi i to dorosłych, a pan Georg Henig i jego los mnie wzruszył, i to bardzo.
Przerażało mnie to jak, niezależnie od czasów, w których żyjemy (zachowujemy się tak samo i dziś, gdy nie musimy walczyć o przetrwanie), skupiamy się na nic nieznaczących rzeczach.
Uczniowie lutnika skupiają się na narzędziach, które są istotne jedynie w rękach odpowiedniego człowieka, ponieważ to nie one tworzą mistrza, kompletnie nie rozpamiętując tego, czego ich nauczył.
Tak jak my dzisiaj prześcigamy się w zakupach gadżetów mających
zrobić z nas lepszych specjalistów, zapominając w tym wszystkim o najzwyklejszym czynniku... ludzkim.
Pokazujemy wszystkim wokół co mamy, jednocześnie twierdząc, że wciąż mamy za mało i że nas na coś nie stać, nie dostrzegając tego, że zwykle nie mamy pojęcia czym tak naprawdę prawdziwa bieda jest.

„Ballada o lutniku” to powieść wielowymiarowa, uniwersalna, do tego niezwykle ładnie, z wielką wrażliwością i czułością, napisana. Podobno dobrze skonstruowana postać to taka, która obchodzi czytelnika, a jej los nie jest mu obojętny. Wtedy jest on zdolny wyobrazić sobie wszystko, co jej się przydarza i współodczuwać. Taki, według mnie, jest Georg Henig.

Czytajcie Paskowa w doskonałym tłumaczeniu pani Marioli Mikołajczak!
W czasach wszechobecnego zobojętnienia trudno kształtować w sobie wrażliwość, a tu jej lekcję macie podaną na tacy.

Data wydania: 30 września 2020
Liczba stron: 215
literatura piękna
Tłumaczenie: Mariola Mikołajczak




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...