Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytanie. Pokaż wszystkie posty
Codzienne historie...

Codzienne historie...

 

      Kogo nie wystraszyłam wczoraj, wystraszę dziś. Blog jest bezosobowy. Są na nim teksty i zdjęcia książek, ja gdzieś pomiędzy. To dziś wyglądam i z obrazka.     Każda powieść powinna zaczynać się od zapowiedzi zmiany, zmiany w życiu bohatera. W ten sposób autor składa obietnicę czytelnikowi, że to, co mu opowie, będzie na tyle interesujące i wartościowe, że ten poświęci mu swój czas.
I pieniądze. Książki nie są tanie.
Zatem trzeba walnąć z grubej rury! Oczywiście to walnięcie musi być adekwatne do opowieści, aby powstały pożar nie spalił historii... bo tylko „rękopisy nie płoną”.
   Zmiany są potrzebne. Ja też ich potrzebuję i jednocześnie się ich boję. Strach jest tym większy, im zmiana roślejsza. Dlatego wybieram drobnostki, coby nie spłonąć, przynajmniej od razu. Staram się również pamiętać, że wszystko jest opowieścią.
Cztery lata hodowałam włosy. Nacierałam, wcierałam, olejowałam, aloesowałam.
Rosły.
Jak wściekłe.
Bywało, że nocami wędrowały po pościeli, ściągając ze mnie kołdrę i oplątując szyję. Budziłam się z kaszlem, kiedy wchodziły mi do ust, albo łapałam powietrze jak ryba wyjęta z wody, kiedy mnie dusiły.
To zdecydowanie była trudna miłość.
    W końcu zrozumiały, że tak łatwo się nie poddam i zaczęły się plątać. Okropnie. Czesanie bolało, a wcierki, nacierki, dwufazki... nic nie dawały.
Co rano wyglądałam jakbym przyjęła wyładowania atmosferyczne, z co najmniej kilku powiatów.
    Podjęłam decyzję: „jeśli coś kochasz, puść to wolno”, ale nie mogłam jej zrealizować z uwagi na ciągłe lockdowny. Wiadomym jest, że wirus też lubi zmiany, więc przyczaił się u fryzjerów, gdzie mógł stale zmieniać image. Farbowany lis.
Nadszedł mój czas. Salony się otwarły, ale włosy zmieniły podejście. Szeptały: „że się zmienią”, „że one tak tylko żartowały”, „że one tak z miłości, a miłość boli”, „że łobuz kocha najbardziej”.
Zaczęły się układać i miękko opadać, kaskadami. Na wietrze muskały mi twarz, przyjemnie łaskotały i błyszczały. Nie uległam.     M. umówił mnie do fryzjera, ja milczałam. Przemknęłam przez Czerwone Miasto cichcem, obserwując odnawiane elewacje, że taki niby-spacer.
Nic nie podejrzewały.
Obcięłam, jakieś 30 cm, ale nie umiałam się z nimi rozstać. Trudna miłość, ale i trwała. Przyniosłam je zaplecione w warkocz i schowałam w szufladzie. Oficjalnie służą jako gadżet do zdjęć, do fotomontaży, a nieoficjalnie... bałam i boję się je wyrzucić. Gdyż... nadal słyszę szepty, np.: „To co jest martwe nie może umrzeć, lecz odradza się twardsze i silniejsze.”.
     Jak to „twardsze i silniejsze”? A tak to. Srebrne zaczęły rosnąć na potęgę i sterczeć jak anteny nasłuchujące sygnałów z kosmosu.
„Farbuj! Boś zaniedbana!”. Przyznaję, tym razem prawie uległam.
Spojrzałam w lustro. Siwe zaczęły tworzyć pasma.
„A gdyby je tak ujarzmić i zostawić? Może stworzyłyby grzywkę à la Susan Sontag? Chytrze!”.
Spójrzmy prawdzie w oczy... Choćbym czytała i dwie książki dziennie to nie będę jak ona.
    Na HBO GO jest dokument z 2014 roku „W sprawie Susan Sontag”, nie jest tak inspirujący jak inny, o którym wspomnę za jakiś czas, ale i tak dobrze się go ogląda. Przypomina trochę formułę „Myśl to forma odczuwania”, jednak jest bliższy odbiorcy, bo ruchomy i wypowiadają się bliscy Sontag. 



    Czy polecam „Zestaw do śmierci”, za którym się chowam?
Czytanie zawsze jest lepszą opcją niż nieczytanie, ale nie jest to porywająca powieść. Jest interesująca w formie, oniryczna, pełna wskazówek co do zrozumienia tego, co się dzieje z głównym bohaterem. Wymaga uwagi i analitycznego podejścia, jeżeli chce się jak najwięcej zrozumieć, bo można przeczytać i zapomnieć, jak wszystko inne. Można tę powieść znaleźć w antykwariatach, na allegro, ja wybrałam bibliotekę.


*cytaty
„rękopisy nie płoną” — Michaił Bułhakow „jeśli coś kochasz, puść to wolno” — Antoine de Saint-Exupéry
„To co jest martwe nie może umrzeć, lecz odradza się twardsze i silniejsze.” — George R. R. Martin

 
Hermann Hesse i moje myśli nieuporządkowane

Hermann Hesse i moje myśli nieuporządkowane

Chodziłam dziś po lesie, a po mojej głowie rozbijały się myśli, słowa, które chciałam z siebie wylać. Wiązały się z tymi trzema książkami, które widać na zdjęciu, ale nie były ściśle opinią, tekstem dotyczącym ich treści. Po powrocie przygotowałam sobie miejsce na kanapie, oddzielając się od psów poduszkami, które i tak zostały mi przez nie odebrane, zrobiłam sobie kawę, podłączyłam laptop do prądu i... pustka. Może po tym wstępie dotyczącym chwili obecnej, rzeczywistości jakoś się obudzę i podczas wlewania w siebie kawy, wyleję to, co zamierzałam.

Zapewne znacie Hermanna Hessego, a jak nie znacie Jego twórczości, to kojarzycie nazwisko, no... przynajmniej mam taką nadzieję. To niemiecki prozaik, poeta, eseista, okresami rysownik i malarz o poglądach pacyfistycznych. Żył w latach 1877-1962. W 1946 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.
Hesse w swojej twórczości poruszał problematykę egzystencjalną, wiele w niej duchowości i odniesień do buddyzmu, analizował psyche swoje i ogólne, a wszystko to miało bogate tło społeczno-obyczajowe.
Jego styl jest niezwykły i ma wiele odsłon. Zdania bywają bardzo długie, ale w trakcie czytania poruszamy się po nich instynktownie, nie tracimy rytmu. Bywają również bardzo poetyckie. Napisałam „bywają” ponieważ w tych trzech różnych dziełach sposób wypowiedzi Hessego jest inny.

„Wilk stepowy“, najbardziej znane z Jego dzieł, jest najbardziej zróżnicowany pod względem formy i przedstawianych punktów widzenia. Może przysparzać trudności, ale na pewno warto się z nim zmierzyć. Jednak nie wiem czy poleciłabym ją do czytania jako pierwszą, chociaż uczucie zdezorientowania, które, jak mi się wydaje, powinno czytelnikowi towarzyszyć, wtedy będzie zdecydowanie większe.
„Kuracjusz” i „Podróż norymberska” zostały wydane razem, a samego „Kuracjusza” traktuję właśnie jako „wstęp” do „Wilka stepowego”.
Pojawia się tam nawet pewna wzmianka, ale opowiem o niej przy okazji omawiania moich wrażeń dotyczących każdej z przeczytanych publikacji Hessego. W „Kuracjuszu” i „Podróży norymberskiej” narrację prowadzi sam Autor. To jego osobiste przeżycia, zapisane w gawędziarskim stylu nacechowanym ironią, najczęściej w trybie auto. Pośmiałam się, ale... nie było mi wesoło i... a zresztą opowiem o wrażeniach w osobnym tekście.
„Pod kołami” to powieść dotycząca młodego i zdolnego chłopaka, zaduszonego talentu, opowiedziana w dużo bardziej przyswajalny sposób niż „Wilk stepowy”, jednak bardzo poruszająca. Samemu Autorowi wydawała się „zbyt lokalna” i „zbyt ulotna”. Była wcześniej wydana w Polsce pod tytułem ”Wyższy świat”.
Teksty Hermanna Hessego poruszają się po linii życia, pierwsze wrażenie może być dość ponure, ponieważ pokazują tę „męczącą” stronę życia. Tę, w której się grzęźnie i tę, z której wydaje się, że nie ma innego wyjścia jak się po prostu w niej utopić. Ale... to nie są ponure historie. One są pełne życia i prawdy o nim. Duchowość i natura jako dwie przeciwstawne sobie opcje.

Rzeczywiste i nie-rzeczywiste. Bo czym rzeczywistość jest?

Z opowieści Hessego uderza dwoistość, a z „Wilka stepowego” coś jeszcze głębszego i dużo bardziej złożonego. To opowieści pełne - tak dość przewrotnie - życia, powrotu do niego. To droga stawania się człowiekiem, droga do zrozumienia tego, czym życie jest. Można w nich znaleźć spokój, zrozumienie siebie i tego, co się we wnętrzu człowieka dzieje.

Nazywamy świat złym i chorym, a co z jednostką, a co ze mną?
Wszystkie są niezwykłe, o wszystkich opowiem bliżej, wkrótce.

Kiedy tak chodziłam po tym lesie i myślałam nad skomplikowaniem prostoty życia, przypomniało mi się niedawne wydarzenie. Jeden z moich znajomych zachorował i niestety już go z nami nie ma. Kiedy stałam na cmentarzu pośród innych, którzy przyszli się z nim pożegnać, słuchałam i patrzyłam. Za mną pewna pani rozprawiała z drugą, że nie dostała „czarnego komina” wobec tego przyszła dziś bez wymaganej maseczki. Przy okazji usłyszałam, że jej obecna sytuacja polityczna i jakieś tam zakazy, które to z kolei wywołały strajki, nie interesują, bo ona już rodzić nie będzie. Inna, która stała z białą lilią w rękach, usłyszała od jakiegoś mężczyzny, że powinna była kupić wieniec, a nie takie byle co. A chłopak na wprost mnie, co chwilę patrzył na telefon. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że od kilku dni huczał w mediach społecznościowych jak bardzo przeżywa tę śmierć.
Rejestrowałam, układając sobie te migawki w pamięci. Mówić mi się wtedy nie chciało. Pamiętam, że kiedy ostatni raz widziałam tego znajomego to powiedział do mnie po imieniu, ale co powiedział tuż potem, tego już niestety nie. I tylko dźwięk tego słowa, mojej nazwy własnej odbijał mi się w głowie jak echo. Stałam tak blisko końca życia, będąc jednocześnie w jego centrum, ale tam echo imienia tego człowieka już się rozeszło. Przestał być rzeczywisty.  

Czy właśnie to jest normalne? Czy tak powinnam się zachowywać? 

Ktoś powie, że każdy przeżywa na swój sposób. I każdy ma do tego prawo. No dobrze, ale... Najpierw nauczyliśmy się nie okazywać emocji. Tani, brzydki sentymentalizm. Lepiej skoncentrować się na czerni, której nigdzie nie było niż nad życiem. Łatwiej. Wtedy się nie czuje, zaoszczędzi się na chusteczkach i wstydzić się nie trzeba. Bo płacz to wstyd. Jak płaczemy to zawsze ze wzrokiem skierowanym w dół, aby nikt nie widział, bo emocje i ich okazywanie jest passe. Potem musimy się ogłupiać obrzydliwymi historiami, w których pełno jest opisów przemocy, żeby coś poczuć. Bo nie czujemy nic. A w ramach terapii zafundujemy sobie przemoc na ulicach. Smutne, cholera.
A może zbyt poważnie to wszystko traktuję? Może lepiej się żyje jak nic nie bierze się poważnie? Ani życia, ani śmierci? Nie wiem, nic nie wiem. Im dłużej żyję, tym mniej jestem wszystkiego pewna.

Miałam o książkach Hessego na razie nie pisać jakoś bliżej, bo muszę je jeszcze przetrawić, przemyśleć. Jest w nich wiele pytań, ale i wiele odpowiedzi dotyczących świata i przede wszystkim człowieka. Bo na świecie nigdy nie będzie dobrze skoro jego najmniejsza komórka jest zepsuta. Pozwolę sobie Go zacytować:

„Można kochać bliźniego mniej niż siebie - wtedy jest się egoistą, chciwcem, kapitalistą, burżujem, a taki może wprawdzie zgarniać pieniądze i władzę, ale nie zazna w sercu pogody i nie będzie miał dostępu do najbardziej wyrafinowanych i smakowitych radości duszy. Można też kochać bliźniego bardziej niż siebie - wtedy jest się biedakiem, przekonanym o własnej niższości, chcącym kochać wszystko, a pełnym urazy do samego siebie i gotowym samego siebie zadręczać, i taki człowiek żyje w piekle, gdzie sam codziennie smaży się na wolnym ogniu. Ale równowaga miłości, zdolność kochania bez poczucia winy, miłość do samego siebie, której się nie kradnie, miłość do innych, która nie ogranicza i nie gwałci własnego Ja - w tych słowach zawiera się sekret wszelkiego szczęścia, wszelkiej błogości. A jeśli kto chce, można to też wyrazić na modłę hinduską i powiedzieć: Kochaj bliźniego, bo on jest tobą - chrześcijańska wykładania formuły tat twam asi. Ach, cała mądrość jest tak prosta, tak dawno już, tak dokładnie i ostatecznie została wyrażona i sformułowana! Dlaczego przychodzi do nas tylko czasem, tylko w dobre dni, dlaczego nie towarzyszy nam zawsze?”
 
Polecam sprawdzić czym dokładnie jest
tat twam asi, nie wymaga to wiele zachodu, można znaleźć materiały w okamgnieniu. Ile prostsze i przyjemniejsze byłoby życie gdybyśmy nie szukali stale odpowiedzi, które już dawno znaleziono. Jest coś w tym cytacie, że mnie świdruje. Tak proste, tak oczywiste, a tak trudne. Bo jak kochać, jak się karmi w sobie nienawiść? Nie karmisz? Karmisz. Ja też to robię. Zaskakujące jak łatwo mi to przychodzi.

*Książki Hermanna Hesse w wydaniu przygotowanym przez wydawnictwo Media Rodzina.
Tanie czytanie. Jak i gdzie kupować tanio książki?

Tanie czytanie. Jak i gdzie kupować tanio książki?

Tsundoku - kompulsywne kupowanie książek, z których większość pozostaje nieprzeczytana zalegając w stosach...

*źródło: https://pl.wiktionary.org/wiki/tsundoku

Kompulsywne kupowanie książek to częsta praktyka wśród czytelniczych moli, jednak gdy zakupy wymykają się spod kontroli, a my leżymy pod stosem nieprzeczytanych książek, to trąci to poważnymi zaburzeniami, a nie niewinnym hobby. Zaobserwowałam jeszcze jedną odmianę tej przypadłości, sama byłam bliska poddania się temu szaleństwu, czyli zbieraniu książek recenzenckich na świętego nigdy.

Zrezygnowałam z większości współprac szumnie zwanych recenzenckimi, bo to praktyka, która szkodzi bardziej niż pomaga, jak lek, którego skutki uboczne wykańczają pacjenta.
 
Szukam tytułów, które czymś mnie rzeczywiście zaciekawią i kiedy, pomimo upływającego czasu, nadal to zainteresowanie czuję, to dopiero wtedy kupuję, a bywam lepsza jak Ceneo.

Obecnie postanowiłam zwolnić z zakupami, bo nie chodzi o to, by kupować, ale by te książki dać radę przeczytać. W tym życiu przeczytać. 

Postanowiłam, że napiszę jakie są moje sposoby na robienie książkowych zakupów (z pominięciem antykwariatów), kiedy budżet mamy mały, a potrzeby wielkie. Przy okazji trochę popsioczę, na praktyki wydawnictw. 
 

Jak i gdzie kupować tanio książki? 6 miejsc, w których zaoszczędzisz.


Księgarnia Wydawnictwa Znak


Wydawnictwo Znak jest jednym z tych, które wraz z propozycją książki wysyła do potencjalnego recenzenta listę wymagań oferując w zamian jedynie egzemplarz książki. Dziwię się, naprawdę się dziwię, że wielu blogerów się na to godzi. Żywotność książki na rynku jest (niestety) bardzo krótka.
Księgarnia Wydawnictwa Znak oferuje coweekendowe wyprzedaże, na których książki, w tym zdarzają się i te promowane przez blogerów, bywają dostępne już od 6,90 zł. Pojawią się również inne obniżki i to cyklicznie np. książki po 9,99 zł. Dodatkowo przesyłka z tej księgarni jest dość tania i ekspresowa, bywa również darmowa.
Trzeba się zapisać na newsletter i przez niego logować się do sklepu. Zdarza się, że promocje się łączą.
Teraz przeliczcie czas poświęcony na napisanie przez blogera tekstu, zrobienie zdjęć, czasem przygotowanie zapowiedzi i te wymagane skrócone wersje tekstu, które trzeba w kilku miejscach umieścić.
Kilka godzin pracy (książka jest narzędziem pracy, a nie wynagrodzeniem) = 6,90 zł plus przesyłka...

Pisałam już kiedyś o zakupach z tego książkowego outletu. Zwykle były tam dostępne książki, które jakiś czas temu były nowościami i zalegają zapomniane na półkach, ale ostatnio pojawią się coraz nowsze tytuły, a cena nadal oscyluje wokół 10 zł. Bywają i książki droższe, ale wtedy kiedy jest mowa o wysokiej cenie okładkowej. Książki są nowe, czyste, nieuszkodzone. Zdarzają się egzemplarze z defektem, ale wtedy opis o tym informuje i cena jest znacznie niższa. Przesyłka jest ekspresowa, a wysokość opłaty za nią jest zależna od ilości zakupionych książek, maleje wraz z ilością nabywanych egzemplarzy. oczytani.pl mają dość duże zaplecze książek z wydawnictw: Sonia Draga, Czarna Owca, Marginesy.

multiszop.pl

Ostatnio moim ulubieńcem został multiszop.pl. Sklep typu mydło i powidło. Sprzedają niemal wszystko, a w tym, ku mojej uciesze, książki. Znajdziecie tam stare i nowe tytuły, pełen przekrój wydawnictw, w tym te często zapomniane, po zdroworozsądkowych cenach. Jest też stała promocja, którą kocham całym moim sercem z liter!
Nazywa się „3 po 6 zł”. Kiedy klikniemy w jej odnośnik rozwija się nam cała lista tytułów, w tym książki Wydawnictwa MG, które ostatnio namiętnie kupuję.
Po wybraniu minimum trzech książek z tej promocji trzeba wpisać w miejscu dla kodu rabatowego czasownik: CZYTAM. Wtedy cena książek spada, do wspomnianych 6 zł za sztukę.
Przesyłka z reguły jest też dość szybka, dość ponieważ z reguły wybieram przesyłkę do kiosku, a jak wiadomo ta forma przesyłki nie odbywa się lotem błyskawicy. A z reguły ponieważ niedawno złożyłam u nich zamówienie i tak sobie będzie tydzień wisiało w chmurze, zgodnie z informacją, którą mi przysłano, jednak zamówienie nie dotyczy książek, więc to może być powód opóźnienia.
 
Od razu zaznaczam, że robiłam tutaj zakupy tylko raz, widziałam różne opinie o tym sklepie, ja jednak nie mam żadnych zastrzeżeń. Ceny były niższe jak u konkurencji i to znacznie. Książki nowe, w stanie idealnym, bardzo dobrze zapakowane, a przesyłka, mimo realizowania jej przez Ruch, przyszła naprawdę szybko. To taki sklep, w stylu wspomnianego wcześniej multiszop.pl
Jest tam, w tej księgarni, taki dział zwany outletem, którego opis straszy podrapanymi okładkami, zmęczonymi brzegami, tzw. koszmar niekochanej książki.
Zrobiłam zakupy i książki przyszły w stanie idealnym i... takiej ekspresowej przesyłki nikt nie oferuje. Na drugi dzień, po złożeniu zamówienia, książki były u mnie. Przesyłka kurierem kosztowała mnie mniej niż paczkomat.

Zaznaczyłam, na początku, że tekst nie dotyczy antykwariatów, a skupszop.pl, według mnie, ma trochę inną formę, dlatego się w tym zestawieniu pojawia.
Na tej stronie możecie zarówno sprzedawać jak i kupować książki. Jak nie chce się Wam bawić w robienie im zdjęć, pisanie ogłoszeń, robienie paczek i ich wysyłanie, no i nie liczycie na zbicie majątku, to skupszop.pl wycenia zdecydowanie lepiej niż antykwariat Tezeusz. I ponosi koszty przesyłki, kiedy wartość sprzedawanych przez Was książek przekracza 40 zł. Wtedy pakujecie wszystkie razem i zamawiacie kuriera, wszystko z Waszego konta na stronie skupszop.pl, a potem czekacie na przelew.
W „skupszopie” można książki kupować na oficjalnej stronie i na ich profilu na allegro. Polecam sprawdzać oba miejsca, kiedy szukacie konkretnego tytułu, ponieważ często się rozmijają.
Nie zdarzyło mi się jeszcze, aby któraś z kupionych przeze mnie książek nie była zgodna z opisem.
Kiedy interesuje Was książka, która nie jest białym krukiem, ani rozchwytywaną nowością, polecam chwilę poczekać, ponieważ jej cena spadnie.
Miewają opóźnienia w wysyłce 1-2 dni, zapewne z uwagi na ogrom zamówień.
Najtaniej wychodzi przesyłka Poczta Polską i mieści się zawsze w 48 godzinach.


Na koniec wspomnę jeszcze o tym Ceneo, które czasem zawstydzam. Mam nadzieję, że wiecie, że kiedy robicie zamówienie np. w księgarni CZYTAM.PL, na którą się „odobraziłam” po długim okresie milczenia z mojej strony (z powodu ich niezdolności do przyznania się do winy i choćby magicznego „przepraszam” po kompletnym zignorowaniu mojego zamówienia), to każdą z zamawianych książek należy wyszukiwać przez Ceneo i w ten sposób dodawać do koszyka. Można parę złotych zaoszczędzić.

Ja staram się ograniczać książkowe zakupy, ponieważ mój zapas spokojnie wystarczy na kilka miesięcy. Jednak jak Wasze zbiory nie są tak liczne jak moje lub też nie boicie się uduszenia, kiedy te wszystkie stosy się przewrócą, to mam nadzieję, że ten tekst się Wam do czegoś przyda i rzeczywiście zaoszczędzicie kilka złotych, jak i traficie na same dobre książki.

*Jeżeli znajdę kolejne sklepy/księgarnie, które cechują promocyjne ceny i jakość, to spis uzupełnię.
#160 Tanie czytanie - zakupy w księgarni oczytani.pl

#160 Tanie czytanie - zakupy w księgarni oczytani.pl


Dziś trochę inny tekst, ale oczywiście o książkach. A dokładnie o zakupach.
Książki są drogie, nie będę udawała, że tego nie wiem.
Jest kilka opcji żeby ta przyjemność była trochę tańsza i bardziej dostępna. 
Tym razem o - książkach papierowych, bo z czasem napiszę również o Legimi i ich abonamentach, ale bez zbędnych peanów, bo nie jest to aż tak wspaniałe jak piszą, czy mówią.

Mam względnie dobry dostęp do nowości książkowych w ramach "współpracy" z niektórymi wydawnictwami, ale z większości z nich rezygnuję lub już zrezygnowałam, a dlaczego to wyjaśnię w innym poście. 

Kocham czytać, czytam nie po to by szukać w książkach błędów edytorskich czy autorskich.
Kiedy się dużo czyta nie tylko pięknie rozwija się wyobraźnia, poprawia się również słownictwo. Zdania zdają się same tworzyć, a znalezienie porównania, odpowiedniej metafory pojawia się zaskakująco szybko. Nie piszę i nie mówię idealnie, ale jest o wiele lepiej niż było kiedykolwiek. Strumień oświecenia spływa na mnie dość wolno.

Tanie czytanie


Czytam około stu książek rocznie, choć poprzedni rok zamknęłam z przeszło dwusetką.
Spotykam się z teoriami, które mówią, że niemożliwymi jest czytanie takiej ilości książek ze zrozumieniem, chyba, że... czyta się książki, których treść daleka jest od wywodów filozoficznych. 

Nie sądzę, aby tak było. Zdarza mi się czytać książki o prostej formie i prostej treści, w ramach rozrywki, wolę to niż ogłupiające treści bijące z niebieskich ekranów.
Zapamiętuję więcej niż bym chciała. Jak cytat mnie w jakiś sposób ujmuje, to zostanie ze mną na stałe, mimo że przeczytałam go raz.
Tak już mam, jak Rain Man.

Znowu się rozpisałam... Przechodzę do zakupów. 
 

Zakupy w księgarni oczytani.pl

Istnieją księgarnie oferujące książki, które nie zostały sprzedane i zalegają na półkach. Niektóre są uszkodzone - ale z reguły jest taka informacja już w ich opisie.
Do księgarni oczytani.pl trafiłam przez post niekulturalnie.pl.
Postanowiłam sprawdzić jak to faktycznie wygląda, zwłaszcza, że znalazłam tam książki, które kojarzyłam już wcześniej.  
Złożyłam zamówienie w piątek tj. 14 lutego, a paczka została do mnie nadana już w poniedziałek, a dziś jest już u mnie.
Koszt dostawy wyniósł mnie 8,50 zł, ponieważ wartość zamówienia przekroczyła 100 zł. 

Pod tym linkiem: KOSZT DOSTAWY, możecie sprawdzić koszt dostawy w zależności od wartości zamówienia, czy sposobu płatności. 

Książek jest 12. Przyszły w kartonie, zabezpieczone folią bąbelkową, o byciu eko nie będę truła, jest jak jest. Folię i tak wykorzystam do wysyłek, których trochę robię.


Poniżej pokażę co wybrałam, możecie zobaczyć w jakim stanie są książki, sprawdzić opis (wystarczy kliknąć w aktywny link i zostaniecie przeniesieni na stronę księgarni - może komuś coś przypadnie do gustu, oraz cenę.

1."Patrick Melrose. Tom 1. Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja" - Edward St Aubyn

Czaiłam się na tę pozycję, już jakiś czas. Ceny może nie są jakieś zaporowe, ale wiecie - im więcej zostaje w kieszeni tym lepiej.
Zawsze można dołożyć do kolejnej książki, albo bochenka chleba... Kiedyś pójdę z torbami, naprawdę.
To jedna z dwóch droższych książek. Koszt 11,95 zł.
Jak widać wygląda bardzo dobrze.



2."Wojna i terpentyna" - Stefan Hertmans
Ma trochę "zmęczony" grzbiet, ale akceptowalny, zdarza się, że książki kupione po cenie okładkowej mają je w gorszym stanie. Widać to na pierwszym zdjęciu u góry. Koszt 9,85 zł.


3."Strasznie głośno, niesamowicie blisko" - Jonathan Safran Foer
Stan bez zarzutu. Książka została zekranizowana, stąd możecie kojarzyć tytuł.
Koszt 9,95 zł.
 

4."Miejsce na ziemi" - Umi Sinha
Stan bez zarzutu. Skusiła mnie piękną okładką, opisem. Widziałam ją u znajomej na instagramie i jak zobaczyłam jej cenę 9,55 zł, to nie mogłam nie wziąć.
 

5."Tragedia Lusitanii" - Erik Larson
Ma drobne uszkodzenia na okładce, których nie widać nawet na tym zdjęciu, ale są. 
Pewnie małe zaskoczenie, że taka tematyka? Interesuję się statkami w historii, ich katastrofami. Woda i jej ogrom, stalowy kolos i mali ludzie.
Nic głębszego w tym nie ma. Koszt 9,95 zł.


6."Wyspa dusz" - Johanna Holmström 
Tutaj skusił mnie opis, jakby co, to jest w linku.
Stan bez zarzutu. Koszt 8,85 zł.
 

7."Sonata Gustava" - Rose Tremain
Tak, tak tu też opis i okładka miały znaczenie.
Stan bez zarzutu. Koszt 9,95 zł.


8."Zapadła dziura Bone Gap" - Laura Ruby
Tak, jest ze mnie sroka okładkowa, lubię takie okładki.
Stan bez zarzutu. Koszt 8,95 zł.
 

9."Dwie niedźwiedzice" - Meir Shalev
Skusił mnie opis, jest w linku.
Stan bez zarzutu. Koszt 9,95 zł.


Pozostałe trzy książki są tej samej autorki. Pani, którą wszyscy znamy, ale pewnie nie z pisania dla dorosłych - Tove Jannson - Pani od Muminków.

10."Córka rzeźbiarza"
Stan bez zarzutu. Koszt 8,45 zł.


11."Wiadomość"
Stan bez zarzutu. Koszt 9,95 zł.


Link do opisu.

12."Listy Tove Jansson"
Stan bez zarzutu. Koszt 11,95 zł.


Jaki jest stan książek, które w większości nie kosztowały więcej jak 10 zł, możecie ocenić sami.
Zdarzało mi się kupować książki w Empiku i przebierać jak w skrzynce jabłek, czy pomidorów - żeby znaleźć jak najmniej uszkodzony egzemplarz. 
Do zamówienia jest dołączona faktura.
Jedyne co może Was zdziwić, to koszt przesyłki doliczony do cen jednostkowych.

Tekst nie jest sponsorowany. Koszt jaki poniosłam to 127,80 zł.
12 książek, w większości w twardej lub zintegrowanej oprawie, wraz z wysyłką. Grzbiety w niektórych są trochę sfatygowane, ale jak nie jest to dla Was problem, to jak najbardziej polecam.

Dzięki niekulturalnie.pl, gdyby nie Ty nie znalazłabym tej księgarni.



#5 Głód - Alma Katsu

#5 Głód - Alma Katsu

Głód - Alma Katsu - czy warto przeczytać?

"- Więc wierzysz w tę bajeczkę o potworach w lesie?
- Nie wierzę w potwory. Tylko w ludzi, którzy zachowują się jak potwory."

Lubię kiedy autor do faktów, dokłada swoje wyobrażenia - najlepiej przesiąknięte jakimiś wierzeniami, mitologią. Kiedy nie wiemy co się tak naprawdę wydarzyło możemy wyobrazić sobie niemal wszystko. Jak wiadomo nie od dziś - najbardziej fascynuje to, co mroczne i nieznane.
Po przeczytaniu opisu "Głodu" Almy Katsu wiedziałam, że to będzie coś, co lubię najbardziej. 

Książka opiera się na historii "Wyprawy Donnera" z 1846 roku, kiedy to dwie bogate rodziny - Donnerowie i Reedowie, postanowili wyruszyć do Kalifornii. Ich członkowie liczyli na nowy początek i lepsze życie. Poprzednie wyprawy docierały do punktu docelowego - z reguły w sześć miesięcy. Do "Wyprawy..." wkrótce dołączyły inne rodziny i grupa wynosiła 87 osób. George Donner jako "dowódca" zafascynowany książką "From Oregon and California in 1848" wybrał na szlak tzw. skrót Hastingsa - od nazwiska autora owej publikacji (Lansford W. Hastings). Szlak wiódł przez Wielką Kotlinę, góry Wasatch i Wielką Pustynię Słoną - według odkrywcy droga miała być krótsza i lżejsza niż ta, z której korzystano dotychczas. 
W związku  z tym, iż część wędrowców stanowiły kobiety i dzieci wybrano właśnie tę drogę.
Autor książki - Lansford W. Hastings - nie chciał zostawić rodzin samym sobie, więc zdecydował się im pomóc przebyć trasę. Miał czekać w Forcie Bridger przy rzece Blacks Fork i poprowadzić ich dalej - jednak wyruszył sam. Kiedy rodziny dotarły do punktu spotkania, gdzie dowiedziały się, że Hastings udał się na wędrówkę sam - ruszyły za nim. Lansford co ciekawe swoją pierwszą podróż przez ten skrót odbywał właśnie teraz...
Nie miał jednak ze sobą ciężkich wozów; pełnych dobytku i zapasów. Owy skrót wiódł przez pasmo Sierra Nevada, w pobliżu Oceanu Spokojnego - więc rodziny miały podróżować po zimnych, ośnieżonych i niebezpiecznych szczytach. Skrót był możliwy do przebycia jeżeli podróżowało się szybko, bez zbędnych bagaży. Od pionierów odłączył się dziennikarz Edwin Bryant i sam pokonał tę trasę - starał się powstrzymać grupę przed dalszą wędrówką - zostawiając im listy w kolejnych fortach - jednak nie dotarły one nigdy do członków tej wyprawy. W grupie narastało napięcie - droga była wyczerpująca, ciężkie wozy jej nie ułatwiały, zapasy żywności malały - frustracja powodowała konflikty - jeden z nich doprowadził do zabicia jednego z członków wyprawy przez Jamesa Reeda, którego za karę wygnano. Kiedy nadeszła zima, wyprawa powinna była już dotrzeć do celu, jednak tak się nie stało. W okolicach jeziora Truckee założono obóz. Zima była ciężka, a zapasy żywności szybko malały. 


"Jedzenie bolało. Żołądek je odrzucał i jednocześnie skręcał się z głodu. 
Zęby bolały z zimna i powoli zaczynały się psuć z niedożywienia."

Z członków wyprawy wystosowano grupę, która miała ruszyć dalej - siedemnaście osób - którą nazwano "Samotną nadzieją". Zabrali ze sobą niewiele i jak się można spodziewać wyczerpanie szybko zaczęło dawać się we znaki i po prostu padali z wyczerpania.
W tym czasie rodziny koczowały w obozie. Jeden z członków "Wyprawy..."  zasugerował, że ktoś powinien się poświęcić. Sam jednak wkrótce oszalał. Dłużej nie zwlekano. Podjęto decyzję o zjedzeniu zmarłych członków wyprawy - upatrując w tym jedynej szansy na przetrwanie. Ale... było tylko gorzej. Strzelano nawet do uciekinierów, którzy stawali się posiłkiem. Z kilku wypraw ratowniczych, które zapoczątkował wygnany James Reed - uratowano 48. osób z 87. Klęska głodu porozdzielanych grup pionierów była nieubłagana, kanibalizm miał dosięgnąć wszystkie. Mimo że wielu członków wyprawy wypierało się jakoby mieliby zjadać zmarłych, a kości odnalezione w palenisku nie zostały zidentyfikowane jako ludzkie - powstaje pytanie jakim cudem w takim razie przeżyli, skoro nie mieli żadnej żywności? Niektórzy z członków wyprawy opowiadali jak sporządzano posiłki ze zmarłych współtowarzyszy - jednak później wypierali się swoich słów.


"Straciliśmy wszelki ślad karawany Hastingsa i nerwy mieliśmy napięte jak postronki; ciągle wypatrywaliśmy czegoś, co po nich zostało, nasłuchiwaliśmy ludzkich głosów... szukaliśmy jakiekolwiek dowodu, że nie jesteśmy sami. Ale im głębiej zapuszczaliśmy się w las, tym bardziej czuliśmy się odizolowani. Paradoksalnie prześladowało mnie dziwne i bardzo silne wrażenie, że jestem obserwowany."

Tak mroczna kanwa pionierskiej wyprawy stała się podstawą do napisania "Głodu" przez Almę Katsu.
Autorka do faktów dodała mroczną fantastykę i stworzyła bardzo dobrą książkę!
Powieść czyta się znakomicie, szybko i płynnie. Alma Katsu ma bardzo lekkie pióro, maluje słowa. Oczywiście jej opowieść różni się od tej historycznej - tutaj wszechobecne zło i mrok zaczyna ogarniać członków wyprawy od momentu zaginięcia małego Nystroma, którego zmasakrowane ciało odnaleziono daleko od obozu. Znikają kolejni członkowie grupy, dochodzi do morderstwa, wszyscy choć bardzo chcą wierzyć, że ich kalifornijski sen się ziści - są na skraju obłędu. 



"To co zobaczył za zakrętem, sprawiło, że żołądek podjechał mu do gardła. Pomiędzy dwoma drzewami wisiały ludzkie szczątki: nadgarstki ciasno obwiązane sznurem, ramiona szeroko rozłożone, głowa spuszczona, ale poniżej szyi - prawie nic. Kręgosłup kończył się nagle w powietrzu, kręgi niczym paciorki naszyjnika. Kości niemal całkowicie obrane z mięsa. Na ziemi długie kości nóg, potrzaskane odłamki żeber. Ziemia pod ciałem była zryta i czarna od zakrzepłej krwi."

Przebywają na terenach Indian, boją się ich - nie wiedzą już czy to co słyszą nocami - to ludzie, czy duchy. Nie potrafią odróżnić swoich wyobrażeń od rzeczywistości. Zaczynają widzieć wrogów w samych sobie. Niektórzy mówią o klątwie. Brną coraz dalej, warunki z pustynnych wysokich temperatur zmieniają się wykańczające mrozy i śnieżyce. Jedzenia jest coraz mniej. Niektórzy wierzą, że to klątwa, inni, że jakaś nieznana choroba, a jeszcze inni, że to rdzenni mieszkańcy tych terenów. 


"- Myślę, że masz rację. Myślę, że zmarli mówią, kiedy są rozgniewani lub niespokojni. Myślę, że duchy istnieją. Myślę, że mamy powody do strachu. Może zmarli próbują cię ostrzec. - Kiwnął głową w stronę ciemności. - Coś tam na nas czeka."

Alma Katsu świetnie przestawiła umysł zwykłego człowieka, który postawiony przed nieubłaganą siłą natury i własną bezradnością zmienia się w... zwierzę? Degeneracja człowieczeństwa. Wyniszczenie fizyczne i psychiczne. Fantastyczne opisy przyrody i warunków atmosferycznych, indiańskie wierzenia, śmierć i mrok, który jest w każdym z nas stworzyły pod jej piórem opowieść niezwykłą.


Wydawnictwo: Albatros

Data wydania:19 września 2018

Liczba stron: 416


Kategoria: horror


Tłumaczenie: Danuta Górska

Historia wyprawy opisana na podstawie: Pchnięci do ostateczności

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...