#83 Zimowe nawiedzenie - Dan Simmons
Z pewnością moja pedantyczna i zawzięta strona ciążyłaby nad tym powołaniem, ale wszystkie dobre rzeczy poza snem biorą się właśnie z tego, że przeciwstawiamy się prawu ciążenia podczas trwania naszego życia".
Dale wyrastał w ogromnym poczuciu winy, choć niesłusznie je odczuwał. Wydarzenia z 1960 roku odcisnęły na nim piętno, dla niego tamto lato nigdy nie minęło. Wiele rzeczy zapomniał lub też nie chciał pamiętać - wyobraźnia wypełnia nam luki we wspomnieniach, które często u różnych osób wyglądają zupełnie inaczej, mimo że dotyczą tego samego wydarzenia. Popełnił wiele błędów w swoim życiu. Zniszczył swoją karierę wykładowcy, swoje małżeństwo i kiedy jak sądzi nie ma już nic, wraca do Elm Heaven, do domu Duane'a. Chce napisać książkę o tamtym roku, rozliczyć się z tym co nie pozwala mu żyć tak jak chce.
Pierwsze co, rzuciło mi się od razu w oczy, to objętość książki. Nie przywykłam do tak małej ilości stron. Początek zwiastował to, co właśnie u autora cenię najbardziej. Niezwykle skrupulatne budowanie sceny, na której rozegra się równie drobiazgowa akcja. Później było niestety gorzej, nie wiem do czego tak naprawdę pisarz zmierzał i co chciał czytelnikowi przekazać lub tym razem ja zawiodłam i nie potrafiłam właściwie zinterpretować wydarzeń, które przedstawił.
Przyzwyczaiłam się, że każdą z jego książek, jaką do tej pory przeczytałam, serwuje mi mnogość interpretacji. Tutaj nie potrafiłam się przez jakiś czas w ogóle odnaleźć.
Nie wiedziałam dokąd tak naprawdę zmierza. Wprowadzał nadnaturalne emanacje zła, staroangielski język, piekielne ogary, a to wszystko mieszało się ze wspomnieniami romansu Dale'a.
Simmons czerpie z utworów innych autorów, wplata je do treści tak samo jak wątki z historii, robi to zaskakująco płynnie i dobrze. Pojawiają się też tutaj takie odniesienia, ale nie są tak subtelne, do jakich mnie przyzwyczaił i tak głęboko osadzone w fabule, która chyba przez objętość książki nie mogła się rozwinąć.
Kiedy akcja przyspieszyła i zaczęło się wyjaśnianie zjawisk - nawet wspominanego "wypadku" z "Letniej nocy" (dlatego m. in. uważam, że należy ją też znać), to było już zdecydowanie lepiej. Jednak dla mnie było za mało samego Simmonsa w Simmonsie, jakby ktoś obciął większość tego, co chciał przekazać.
Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
Liczba stron: 352
Kategoria: horror
Tłumaczenie: Mariusz Warda







