#3 Terror - Dan Simmons

Czy warto przeczytać Terror Dana Simmonsa?

"Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo?
Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?"

Ilekroć zamknę wieczorem oczy, widzę rozpościerający się lodowy krajobraz, w którym nie wiadomo czy to już niebo czy jeszcze zamarznięte bezkresne wody, a może zmrożony kamienisty ląd. Pada śnieg, para się skrapla, zamarza wszystko - jest minus 73 stopnie Celsjusza. Wieje. Z oczu lecą łzy, które zamarzają. Na wprost mnie stoją one, dwa trójmasztowce, uwięzione w lodzie, na których pokładach, na swoją ostatnią wyprawę wyruszyło 129 ludzi. I żaden z nich nigdy z niej nie wrócił.

W 1845 roku dwa statki HMS "Erebus" i HMS "Terror" wyruszyły na swą ostatnią ekspedycję, której celem było odnalezienie i przebycie tzw. Przejścia Północno-Zachodniego. Oba okręty, teoretycznie, były bardzo dobrze przygotowane na tę wyprawę. Oba były moździerzowcami, w związku z czym były mocne i wytrzymałe, by dobrze rozkładać naprężenie wywołane odrzutem dział, co miało z kolei pozwolić im stawiać opór lodom na morzach polarnych. Kadłuby zostały wzmocnione m.in. przez dodatkową warstwę dębiny i żelazne pokrycie. Wyposażono je w silniki parowe i centralne ogrzewanie. Na ich pokładach była również obszerna biblioteka i pianola. Zabrane zapasy miały wystarczyć na trzy lata, a niektóre źródła podają, że nawet na pięć. Dowódcą wyprawy został Sir John Franklin, ale warto również wspomnieć tu, zarówno o jego zastępcy i kapitanie "Terroru" Francisie Crozierze, jak i o komandorze Jamesie Fitzjamesie. Członkowie wyprawy nigdy nie wrócili do domów. Opuścili oni okręty i ratunku szukali pieszo. Z podań Inuitów wiemy o wędrującej grupie umierających z głodu białych - zjadających się nawzajem.
Wraki okrętów odkryto, całkiem niedawno bo w 2014 roku - "Erebus" i w 2016 - "Terror".
"Erebus" został znaleziony znacznie dalej niż został porzucony - najprawdopodobniej część załogi na niego powróciła i postanowiła płynąć dalej.


"Wszyscy jesteśmy żeglarzami. Skoro nie możemy umrzeć na morzu, to przynajmniej umrzemy na pokładzie naszego statku".
Dan Simmons - "Terror"

"Terror" również został odnaleziony dalej na południe, niż było to wiadome. 
W 1981 roku rozpoczęły się badania grobów i rzeczy, które pozostawili członkowie ekspedycji. Najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci marynarzy było zapalenie płuc i gruźlica. Na ich stan zdrowia miało również wpływać zatrucie ołowiem ze źle zalutowanych puszek z żywnością. Później jako przyczynę zatrucia podawano wadliwą instalację destylacji wody na okrętach. W drugiej połowie XXI wieku badania wykazały, że zatrucie ołowiem nie było znaczącym czynnikiem. Za zły stan zdrowia najprawdopodobniej odpowiadało niedożywienie - w szczególności niedobór cynku.
Nie wszyscy jednak umarli szybko, na kościach odnaleziono nacięcia sugerujące ludożerstwo. 
Głód, choroby w tym - szkorbut, zatrucie, niedobory żywieniowe, hipotermia, do tego warunki atmosferyczne - przyczyniły się do śmierci wszystkich członków wyprawy, a więc 129 osób.
Sama nie do końca jasna historia dwóch statków i ich załóg jest bardzo tajemnicza i mroczna, a Dan Simmons dołożył do tego inuicką mitologię. Nie jest to moje pierwsze spotkanie zarówno z panem Simmonsem, jak i Inuitami. Ich połączenie ze środowiskiem w którym żyją i ich szacunek do wszystkiego co, ono im daje jest fascynujący i piękny. 

"Terror" jest napisany w formie dziennika pokładowego. Mamy opisy zarówno w pierwszej osobie jak i trzeciej. Autor podaje szerokości i długości geograficzne. Losy wyprawy poznajemy z perspektywy różnych oficerów, medyków, czy zwykłych cywilów. Opisy arktycznych krajobrazów są niezwykle sugestywne. Kiedy się udajemy do zmrożonego krajobrazu niemal widzimy parę unoszącą się z naszych ust. Zimno jest wszechogarniające. W bieli czai się śmierć. Strach wypełnia każdą komórkę rozpychając się w niej, wraz z współistniejącym zimnem.

"Jednak doktor Harry D.S. Goodsir wiedział, że z całą pewnością są to odciski jakichś olbrzymich łap. Wiedzieli to wszyscy towarzyszący mu ludzie. Nawet Goodsir, który nigdy nie polował na stworzenie większe od królika lub kuropatwy, zdawał sobie sprawę, że nie są to odciski całego zwierzęcia, które skakało raz w lewo raz w prawo, lecz ślady czegoś, co najpierw szło na czterech łapach, a potem - jeśli wierzyć tropom - ponad sto jardów na dwóch. Wyglądały dokładnie tak, jak ślady człowieka, przy założeniu, że stopy owego człowieka są dłuższe od jego przedramienia, że jeden krok ma długość pięciu stóp i że zamiast palców u stóp ma długie pazury".


"- Lód po prostu się podniósł. Tak jak wtedy, gdy nagle powstaje wał lodowy. Tyle że to nie był wał... to nie był lód... po prostu coś się podniosło i przybrało... kształt. Biały kształt. Pamiętam, że były tam... pazury. Najpierw nie pojawiły się łapy, tylko pazur. Ogromne. I kły. Pamiętam kły".

Autor pokusił się o własne interpretacje znalezionych informacji po członkach ekspedycji, opisał skąd się wzięło stwierdzenie - w słynnej notatce zostawionej przez Sir Franklina - "All well", skąd i dlaczego dziwne dopiski zostawione przez Croziera i podpis Fitzjamesa. Jego wyobraźnia doskonale wypełniła luki tej autentycznej historii tworząc praktycznie - nie boję się użyć tego słowa - arcydzieło.

Oprócz historii zakorzenionej w autentycznej przeszłości, okraszonej mitologiczną magią, Simmons stworzył portret psychologiczny - misterium przemiany - zwykłych ludzi w potwory. To co mamy w sobie jest znacznie gorsze od tego - co sami możemy sobie wyobrazić.  

"Natura spuszcza na nas tyle nieszczęść - przemówił nieoczekiwanie doktor Goodsir.
 - Dlaczego ludzie muszą ją w tym wspierać? 
Dlaczego nasz gatunek nie poprzestaje na tych klęskach, którymi karzą nas niebiosa, 
lecz dokłada do nich swoją dawkę cierpień i udręki?" 

"Najprostsze chyba będzie jedzenie mózgu. Wystarczy odpiłować żuchwę i za pomocą noża lub łyżki przebić podniebienie miękkie, żeby dostać się do wnętrza czaszki. Można odwrócić czaszkę do góry nogami i wyjadać jej zawartość niczym pudding z garnuszka."

Powieść jest obszerna, co może odstraszać bojących się zbyt dużej ilości opisów. Nic bardziej mylnego. Za jej długość odpowiedzialna jest dokładność autora. Choć starałam się ją czytać wolno, i tak żałuję, że się skończyła. 

Telewizja AMC pokusiła się o przeniesienie na ekran tej historii. Uważam, że serial jest dobry, ale nie oddaje nawet w 1/100 tego co mamy na kartach książki. Po pierwsze nie ma tego mroźnego klimatu - nie czułam tego zimna, mimo że obraz pozwala na zastosowanie wielu środków wyrazu. Nie czułam też tego narastającego strachu, głodu i nieuniknionej śmierci; rodzącej się w głowach wszystkich jej nieuchronności. Stworzony przez produkcję Tuunbaq również nie zbliżył się w moim odczuciu do tego mitologicznego. Miałam wrażenie, że serial w pewnym momencie wyrwał się ze drogi wytyczonej przez pierwowzór i poszedł własną - gmatwając tylko tę historię, dziwnie skracając zakończenie i je zmieniając. Wątpię by ktoś, kto nie pokusił się o zapoznanie z mitologią Inuitów zrozumiał co tam się właściwie wydarzyło. 
Tutaj wyjaśnienie - Terror - serial, a mitologia według Dana Simmonsa

O Ekspedycji Franklina i odnalezieniu pierwszego z okrętów HMS "Erebusa" - telewizja Planet + wyemitowała dokument - "Zaginiony statek Franklina", który polecam znacznie bardziej niż ekranizację powieści Simmonsa. 
Najlepiej byłoby obejrzeć dokument lub przeczytać choćby to, co podaje Wikipedia, przeczytać "Terror" i wtedy dopiero obejrzeć serial pod tym samym tytułem.

Wyruszenie na Ekspedycję  Franklina za pomocą słowa Simmonsa, było najlepszą decyzją czytelniczą jaką do tej pory podjęłam. Jestem na tej wyprawie i chyba jakaś moja część zostanie z nią na zawsze.

"To się nigdy nie skończy. 
Ból się nigdy nie skończy. 
Wymioty nigdy się nie skończą. 
Nie skończą się dreszcze. 
Nie ustanie strach."
*Francis Rawdon Moira Crozier - "Terror" Dan Simmons



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...