Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jozef karika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jozef karika. Pokaż wszystkie posty
#87 Strach - Jozef Karika

#87 Strach - Jozef Karika

#87 Strach - Jozef Karika - recenzja
Dwa razy w życiu doświadczyłam prawdziwego uczucia strachu, niemal pierwotnego. To coś, tak paraliżującego, że pozbawia człowieka tożsamości. Gdyby ktoś mnie wtedy zapytał jak się nazywam, to zapewne bym nie wiedziała, nie zrozumiałabym nawet pytania. To uczucie, które powoduje, że kolana same się uginają, oddech boli, wszystko mrowi i pulsuje, mózg i ciało pozostają w konflikcie. Nogi chcą uciekać, reszta ciała się do tego rwie, a niezborne, tłoczące się myśli nie pozwalają ciału się ruszyć. Stoisz, chcesz krzyczeć. Krzyczysz, a dźwięk się nie wydobywa. Nie widzisz bo łzy na to nie pozwalają. Stajesz się więźniem własnego ciała, spętanym przez własne emocje i ich następstwa.

"Wszystko to, czego się boimy najbardziej, wręcz zapraszamy do swojego życia".

Po niezwykle udanej przygodzie z prozą Jozefa Kariki i jego "Szczeliną" sięgnęłam po "Strach". Może zaburzyłam kolejność, jednak w niczym mi to nie zaszkodziło, a wręcz przeciwnie. Chyba bardziej doceniam umiejętność zmiany stylu, w zależności od tego jak autor chce nam przedstawić swoją opowieść.

Głównym bohaterem "Strachu" jest Jożo Karsky ponad trzydziestoletni mężczyzna, mieszkający w Małych Tatrach. Jożo mieszka sam. Jest więźniem przeszłości, więźniem strachu. Jako dziecko coś przeżył, coś co sprawiło, że nigdy nie poszedł dalej, to coś co zabrało mu mentalną wolność.
W wyniku tego zdarzenia Jożo stracił siostrę - Alicę i jego rodzina po prostu przestała istnieć. Ojciec się zmienił, to zdarzenie go zmieniło - bił syna z poczucia bezradności i lęku, z którym sobie nie radził. Wszyscy żyli w oczekiwaniu na powrót dziewczynki.
Teraz  Karsky mieszka sam, w rodzinnym domu. Pozostał mu tylko ojciec, który przebywa w domu spokojnej starości.
Słowację nawiedza fala mrozów, podobnych do tych z 1985 roku, kiedy zaginęła jego młodsza siostra i nie tylko ona. Obecnie wraz ze spadkiem temperatury, wzrasta fala tajemniczych zaginięć. I to COŚ wraca. Na początku nikt nie widzi związku ze zdarzeniami z przeszłości, albo inaczej - nikt nie chce ich widzieć.
Powoli, niespiesznie poznajemy mężczyznę i jego przeszłość, jednocześnie zniknięcia się nasilają. 
Akcja przypomina trochę wspinający się i opadający wykres funkcji. 

"Każdy z nas się czegoś bał, strach to drugie imię niezabliźnionej rany".

Styl Jozefa Kariki bardzo do mnie przemawia. On nie straszy tylko opisem tego, co możemy zobaczyć, usłyszeć. Karika szepcze do ucha to, co czujemy kiedy zalewa nas lęk.
Kogoś, kto nigdy nie odczuł tego, o czym wspomniałam na początku, ten bohater może irytować. On topi się we własnym strachu, zalewa nim, karmi go stale i na nowo. Przemyka ulicami jak cień, boi się podejść do okna.
Znam to uczucie, mimo że moje źródło lęku było namacalne, długo czułam się podobnie. 

"Ale strach można szerzyć także w inny sposób. Nie ogranicza go żadna odległość, przenosi się jak nasionko na wietrze - na przykład przez słowa".

Autor wykorzystał w "Strachu" motyw zaginionych dzieci. Mamy niezwykle brutalną i tajemniczą siłę, wyrywane zęby, paznokcie i obdzieraną skórę. Powodujący rozrywający ból głowy dźwięk, pochłaniającą wszystko ciszę i przerażające postaci, plus strach przed tym, czego nie widać.
Karnawał dla fascynatów wszelkich niewytłumaczalnych zjawisk i oczywiście historię tragedii na Przełęczy Diatłowa. Karika wykorzystuje wszystkie dostępne środki wyrazu i chyba nie tylko literackie. Ja słyszałam ten chrzęszczący śnieg, to rozlewające się buczenie rozdzielni, czułam nawet ten metaliczny zapach. Zauważyliście, że podczas siarczystych mrozów dźwięk rozchodzi się inaczej? Autor zauważył.

"Jelenie zniknęły, pochmurne myśli powróciły. Wbijałem wzrok w białe pustkowie, jakbym patrzył w głąb siebie. Las tonący pod sypkim śniegiem, kręty labirynt, w którym mały chłopiec zabłądził i zamarzł".

Mam świadomość, że ta książka może nie być łatwa w odbiorze i na pewno nie będzie wybitną lekturą dla sceptyków, którzy liczą na akcję rodem z "Obcego" i prostą rozrywkę.
Od jakiegoś też czasu jestem przewrażliwiona na styl jakim posługują się autorzy. Nie umiem już przymykać oka na niezamierzoną prostotę przekazu i tutaj muszę zaznaczyć, że u Jozefa Kariki styl jest bardzo dobry. 
Inny niż ten, z którym zapoznałam się w "Szczelinie", ale tam narracja wymagała uproszczenia, by w pełni oddać klimat. 
W "Strachu" jest kompletnie inaczej, ale i tutaj upatruję też udziału dobrego tłumacza.

"Teraz miałem złamaną silną wolę. To było złamanie otwarte, o wiele gorsze niż to przed laty. Wprawdzie nic mi nie spuchło, ale droga do domu była dużo bardziej bolesna".

To prawdziwy traktat o strachu. O tym jak wystarczy nas porządnie przestraszyć i przestajemy być najwyższą formą życia na kuli ziemskiej. Kto bał się raz i nic z tym nie zrobił, bać się będzie zawsze, choćby nie wiem jak wysokie mury wokół siebie zbudował i ile kamer nie zainstalował. 
Nie można zupełnie wyzbyć się tego uczucia, ale można nauczyć się z nim żyć. Jak bardzo się boimy, potrafimy wszystko sobie w racjonalny sposób wytłumaczyć i zaakceptować, byle tylko przez chwilę poczuć się lepiej.

"Wolna wola to iluzja, obca siła w żaden sposób mną nie zawładnęła ani mnie nie zaczarowała - zerwała jedynie pozłotko możliwości wyboru, bowiem nic takiego w życiu człowieka nie istnieje".

Zakończenie... o którym czytałam, że zawodzi? Do mnie przemawia. Spowodowało, że się uśmiechnęłam pod nosem i zrozumiałam?
Panie Karika szczwany z pana lis - to znaczy autor!
8/10. 

Wydawnictwo: Stara szkoła


Data wydania: 10. listopada 2017
Liczba stron: 298

Kategoria: thriller
Tłumaczenie: Joanna Betlej

Poniżej dwie prace inspirowane klimatem obu książek.


Strach



Szczelina



#78 Szczelina - Jozef Karika

#78 Szczelina - Jozef Karika

#116 Szczelina - Jozef Karika - recenzja - czy warto przeczytać?
Są takie książki, które wybierają czytelnika. Narzucają się, pojawiają się niby przypadkiem, a my dostrzegamy je kątem oka...
Nie wiem który już raz z kolei przed moimi oczami pokazała się "Szczelina", której autorem jest Jozef Karika... W końcu ją kupiłam i przeczytałam. Uważam, że była to najlepsza decyzja czytelnicza jaką podjęłam w ostatnim czasie.

Trybecz - pasmo górskie na Słowacji, które spowija aura tajemniczych zaginięć. Ludzie znikają, a jak zdarza się im wrócić, to nie są już tacy sami - nie tylko z uwagi na dziwne okaleczenia. 

Pierwsze co nas zdziwi to Przedmowa autora, w której informuje nas nie tylko o tym, kto jest pomysłodawcą treści książki, ale i fakt, że być może jest to prawda - być może, bo to od nas zależy w co uwierzymy.
Kolejnym zaskoczeniem jest forma narracji. Książka jest zapisem wywiadu jaki autor przeprowadził z głównym bohaterem - sfabularyzowany zapis słów.
Postać, która się wypowiada zwraca się bezpośrednio do autora, co daje wrażenie jakby rozmawiała z właśnie nami.

"(...) - tych największych odlotów bynajmniej nie wywołują narkotyki. Życiowy chaos, w którym topimy się cały czas robi to znacznie lepiej".

Głównym bohaterem powieści Jozefa Kariki jest Igor - chłopak, który po ukończeniu studiów podejmuje się fizycznej pracy - jako robotnik budowlany. W budynku, którym pracuje odkrywa zamknięty sejf, który udaje mu się otworzyć. Okazuje się, że w środku są dokumenty medyczne - chłopak pracuje w byłym szpitalu psychiatrycznym, oraz kilka płyt gramofonowych, które początkowo w nim zostawia.
Kiedy w domu zapoznaje się z odnalezioną dokumentacją, postanawia wrócić po nagrania. Dokumentacja dotyczy Waltera Fichera (wpiszcie w google: walter fischer batovany - będą informacje, część jest możliwa do zrozumienia bez znajomości języka), który 24 stycznia 1939 roku zaginął w okolicy Zlatna i został odnaleziony 8 maja 1939 roku nieopodal miejscowości Złote Morawce.
Mężczyzna nosił ślady okaleczeń, miał nasilającą się psychozę, bał się światła, odmawiał jakichkolwiek prób nawiązania z nim kontaktu werbalnego.
Jednemu z lekarzy udało się z nim "porozmawiać" i zapis tych właśnie prób jest na taśmach, które odnalazł Igor. Pod odsłuchaniu i nieopatrznym zniszczeniu przez niego zapisu, ciekawość i chęć napisania ciekawego artykułu na bloga, którego prowadzi, skłania go do poszukiwań w internecie. Okazuje się, że sieć jest pełna informacji o zaginięciach mających miejsce we wspomnianym paśmie górskim. Dociera on do stale powtarzającego się artykułu, na podstawie którego tworzy treść na swoją stronę. To zapoczątkowuje ciąg zdarzeń i nawiązanie dwóch znajomości, które prowadzą Igora i jego dziewczynę do samego Trybecza.

"Jeśli tego nie przeżyłeś, nigdy nie zrozumiesz dogłębnego strachu, ogarniającego człowieka, gdy znajdzie się nad otwartą szczeliną prowadzącą gdzieś, gdzie dwa plus dwa wcale nie musi równać się cztery".

Jozef Karika ma dar do opowiadania, mimo dziwnej formy narracji, którą wybrał. Pisze w taki sposób, że tę książkę naprawdę trudno się odkłada. Nawet jak nie zdradza nic szczególnego, to wiąże zdania w taki sposób, że niebywale rozbudza ciekawość. Główny bohater jest młody i żyje współcześnie, język jakim się posługuje jest bardzo realistyczny, a wtrącenia niezwiązane z przedmiotem fabuły, tylko potęgują odczucie prawdziwości relacji.
Do każdej informacji, którą podaje - w przypisie znajdziemy odnośnik, skąd pochodzi, daje nam to możliwość weryfikacji. Często zaznacza, że wszystko co się na kartach powieści dzieje - jest praktycznie niemożliwe, a mimo to jest tak realne i tak straszne, że ja niemłoda już osoba bałam się wyjść z sypialni do ciemnego salonu, i wzdłuż kręgosłupa czułam mrowienie, gęsią skórę. 

Autor wie czego się boimy. Nie są to demony - nie z tego świata, nie są to nawet niewyobrażalnie okrutni mordercy. Boimy się poczucia osamotnienia, niewyobrażalnej ciszy, która paraliżuje i osacza, tego czego nie rozumiemy. Dodajmy do tego las pełen artefaktów przeszłości - dziwnych obwarowań bez wejścia, totemów, czy porzuconych obejść i sprawę zaginięć.

Bohaterowie Kariki są kompletnie różni. Główny bohater o górach nic nie wie, interesuje go tylko ciekawy temat na blog, który prowadzi. Mia, dziewczyna Igora, lubuje się w górskich podróżach, Andrej - miłośnik wszelkich nadprzyrodzonych treści i David - fizyk, który nie wierzy w nic nadnaturalnego, twardo stąpa po ziemi i każde niewytłumaczalne zjawisko opisuje jako mistyfikację.
Będziemy z nimi w tym lesie, doświadczymy tego co oni. Od nas zależy tylko czy poczujemy ten klimat, który bez dwóch zdań pieczołowicie zbudował autor i czy uwierzymy w to, co nam zaprezentował. Zapis rozmów z Igorem jest opatrzony nie tylko przypisami, ale i Słowem od autora, który nie przedstawia swojego stanowiska w tej sprawie, nie wiemy czy on sam wierzy w to, co napisał.
Nie przedstawia nam też jedynego wyjaśnienia zaginięć i tego co przytrafiło się grupie śmiałków z opowiadania Igora, co powoduje tylko kolejną porcję niepokoju. Jozef Karika pokazuje też jak niewiele trzeba byśmy stracili pewność siebie, stali się kompletnie niezaradni, rozbici.

"Czytałem kiedyś, że osobowość to nic więcej jak tylko suma wspomnień i doświadczeń wynikających z relacji z innymi ludźmi. Coś w tym musi być, bo kiedy one rozsypują się jak domek z kart, to przestajesz mieć pewność, kim właściwie jesteś".

Polecam właśnie teraz, w czasie niestabilnej jesiennej pogody, kiedy słońce wcześniej chyli się ku zachodowi. Pozwólcie zabrać się "Szczelinie" do lasu i przy zapadającym zmroku poczuć to mrowienie i rodzący się strach.
Sami zdecydujecie czy to wydarzyło się naprawdę, czy może była to jedynie pareidolia?
Tak jak część mnie na zawsze będzie tkwiła na pokładach Terroru i Erebusa, wraz z członkami Ekspedycji Franklina, tak kolejna cząstka mnie utkwiła w "Szczelinie".
9/10.

Zostawiam Was z utworem, o którym jest mowa w treści książki - Zrní - Hýkal.
Zapraszam również na instagram, gdzie za jakiś czas będę miała egzemplarz poszukujący nowego czytelnika. 


Moja opinia o "Strachu" - KLIK


Wydawnictwo: Stara szkoła

Data wydania: 30. listopada 2018
Liczba stron: 412

Kategoria: horror
Tłumaczenie: Joanna Betlej



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...