Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Sto tysięcy jednakowych...

Sto tysięcy jednakowych...

   
    Kilka, prawie kilkanaście, dni temu rozpoczął się maj. Miesiąc, w którym kończy się ważność domeny podlasemczytane.pl i przychodzi faktura pro forma. A wraz z nią chęć (nie)zapłacenia. Oczywiście, że w tym roku jest podobnie, w tej kwestii jestem niereformowalna.
Kiedy zakładałam profil na Instagramie i blog, to nie miałam jakichś oczekiwań, czy tam celów do zrealizowania. To była potrzeba chwili, „bo może ktoś mi przyśle książkę” i coś o niej napiszę, a pisać lubiłam i nadal lubię.
Zrezygnowałam z przywileju otrzymywania książek, nawet poprosiłam kilka wydawnictw, ażeby usunęły mnie z listy mailingowej. Dzielenie recenzentów/recenzentek, że tak nas nazwę, na lepszych, czyli tych, którym wyślemy jakiś niepotrzebny gadżet, albo zaproponujemy książkę „z wyższej półki” i resztę zaczęło mnie męczyć już dawno, aż w końcu się wypisałam. Nikt mnie przecież nie zmusza. Może nie mam w sobie tej „pasji”, o której się tak często wspomina, kiedy przychodzi zwątpienie w sens działań w mediach społecznościowych.
*Komuś coś kiedyś obiecałam, patronat medialny, słowa oczywiście dotrzymam, choć twierdzę, że żadna ze mnie blogerka, więc jaka ze mnie może być patronka medialna...
    Zastanawiam się czy dobrze zrobiłam, z tym wypisaniem się, skoro niektórym marzy się utrzymywanie ceny okładkowej książki przez rok od wydania? Może to pomysł na biznes? Napiszę opinię na podstawie innych i opisu, a potem fotka i wrzutka na allegro. Ostatnio widziałam tam nawet egzemplarze recenzenckie, te przed korektą, za prawie 30 zł, taka ta „pasja” wypaczona.
Z jednej strony rozumiem, bo to książka Ali Smith z wydawnictwa W.A.B., czyli tego, które takimi szczotkami nas raczy, a z drugiej pytam siebie, czy to właściwe? I sobie odpowiadam: produkt jest wart tyle, ile ktoś chce za niego zapłacić, i wyłączam przeglądarkę. Czytam również posty w tonie pełnym żalu, że ktoś nie będzie mógł sobie pozwolić na zakup tylu nowości, ile do tej pory. Rozumiem. Ja nie mogę sobie na nie pozwolić nawet teraz. Kupuję książki z outletów, używańce, co jakiś czas korzystam z Legimi, i uwaga!: chodzę do biblioteki. Czy czytam nowości? Bardzo rzadko. 
Wychodzi ich tyle, że nie jestem w stanie nawet ogarnąć tytułów i może przesadzę, ale często nie wiem dlaczego zostały wydane (no dla zysku, ogarnij się!).
    Próbowałam ostatnio czytać jedną z takich nowości. Romans, z założenia cykl o braciach, ale po pierwszej zmęczonej części porzuciłam ten pomysł, nie dlatego, że był to romans, a dlatego, że to książka pełna opisów swetrów, dekoltów, zarostów i grzywek, pełna kalek językowych, od których puchły mi oczy. Po polsku się tak nie mówi, nie pisze. A postaci są tam tak prawdziwe, jak codzienne życie przedstawiane w polskich serialowych tasiemcach. Jestem ciekawska i zaglądam w różne miejsca, skoro drzwi stoją otworem i często potem żałuję, ale taka jest cena tej mojej ciekawości. 
Dziś określenie „książka” dotyczy wszystkiego, co wydane, tak to (chyba, jeżeli się mylę proszę o poprawkę) podsumowuje Dubravka Ugrešić w „Lisie”.
Nie chodzi o gusta i guściki, które często przykrywamy stwierdzeniem, że o nich się nie dyskutuje (wręcz przeciwnie, to o nich w głównej mierze piszemy, rozmawiamy), a o kulawy warsztat pisarski. Niedawno gdzieś spotkałam się ze stwierdzeniem: „postaci papierowe, ale warsztat pisarski godny pozazdroszczenia”, czy jakoś tak. No nie. Jedno wyklucza drugie. 
Jak już jestem przy gustach, to widzę również trend o wyższości czyjegoś gustu nad czyimś. Przypomina mi się wtedy mistrzyni krótkiej formy (wg mnie): Flannery O'Connor w esejach „Misterium i maniery. Pisma przygodne”, w których pada stwierdzenie, że dziś kto żyw, musi wypowiedzieć się na tematy dotyczące literatury, czytać umie, a cóż więcej, do oceny potrzeba?
    Tak sobie płynę nie wiadomo dokąd, bo nadal nie wiem po co mi ten blog, albo insta... 
Może żeby istnieć? 
Każdy chce uwagi, choćby drobnej, każdy chce należeć do jakiejś grupy, taka pozostałość po czasach, kiedy przetrwać można było dzięki niej, ale czy trzeba się ujednolicać? 
Może by tak wbrew założeniom ewolucji?
Nie wiem. 
W każdym razie domena zostaje, zajrzałam w statystki, sto tysięcy mnie przekonuje. 
Dzięki!
Ktoś tu zagląda częściej niż ja!
Chluśniem, bo uśniem, ale kawy, takiej oszukanej, to zbożówka. 
Na zdrowie!




    
Tanie czytanie. Jak i gdzie kupować tanio książki?

Tanie czytanie. Jak i gdzie kupować tanio książki?

Tsundoku - kompulsywne kupowanie książek, z których większość pozostaje nieprzeczytana zalegając w stosach...

*źródło: https://pl.wiktionary.org/wiki/tsundoku

Kompulsywne kupowanie książek to częsta praktyka wśród czytelniczych moli, jednak gdy zakupy wymykają się spod kontroli, a my leżymy pod stosem nieprzeczytanych książek, to trąci to poważnymi zaburzeniami, a nie niewinnym hobby. Zaobserwowałam jeszcze jedną odmianę tej przypadłości, sama byłam bliska poddania się temu szaleństwu, czyli zbieraniu książek recenzenckich na świętego nigdy.

Zrezygnowałam z większości współprac szumnie zwanych recenzenckimi, bo to praktyka, która szkodzi bardziej niż pomaga, jak lek, którego skutki uboczne wykańczają pacjenta.
 
Szukam tytułów, które czymś mnie rzeczywiście zaciekawią i kiedy, pomimo upływającego czasu, nadal to zainteresowanie czuję, to dopiero wtedy kupuję, a bywam lepsza jak Ceneo.

Obecnie postanowiłam zwolnić z zakupami, bo nie chodzi o to, by kupować, ale by te książki dać radę przeczytać. W tym życiu przeczytać. 

Postanowiłam, że napiszę jakie są moje sposoby na robienie książkowych zakupów (z pominięciem antykwariatów), kiedy budżet mamy mały, a potrzeby wielkie. Przy okazji trochę popsioczę, na praktyki wydawnictw. 
 

Jak i gdzie kupować tanio książki? 6 miejsc, w których zaoszczędzisz.


Księgarnia Wydawnictwa Znak


Wydawnictwo Znak jest jednym z tych, które wraz z propozycją książki wysyła do potencjalnego recenzenta listę wymagań oferując w zamian jedynie egzemplarz książki. Dziwię się, naprawdę się dziwię, że wielu blogerów się na to godzi. Żywotność książki na rynku jest (niestety) bardzo krótka.
Księgarnia Wydawnictwa Znak oferuje coweekendowe wyprzedaże, na których książki, w tym zdarzają się i te promowane przez blogerów, bywają dostępne już od 6,90 zł. Pojawią się również inne obniżki i to cyklicznie np. książki po 9,99 zł. Dodatkowo przesyłka z tej księgarni jest dość tania i ekspresowa, bywa również darmowa.
Trzeba się zapisać na newsletter i przez niego logować się do sklepu. Zdarza się, że promocje się łączą.
Teraz przeliczcie czas poświęcony na napisanie przez blogera tekstu, zrobienie zdjęć, czasem przygotowanie zapowiedzi i te wymagane skrócone wersje tekstu, które trzeba w kilku miejscach umieścić.
Kilka godzin pracy (książka jest narzędziem pracy, a nie wynagrodzeniem) = 6,90 zł plus przesyłka...

Pisałam już kiedyś o zakupach z tego książkowego outletu. Zwykle były tam dostępne książki, które jakiś czas temu były nowościami i zalegają zapomniane na półkach, ale ostatnio pojawią się coraz nowsze tytuły, a cena nadal oscyluje wokół 10 zł. Bywają i książki droższe, ale wtedy kiedy jest mowa o wysokiej cenie okładkowej. Książki są nowe, czyste, nieuszkodzone. Zdarzają się egzemplarze z defektem, ale wtedy opis o tym informuje i cena jest znacznie niższa. Przesyłka jest ekspresowa, a wysokość opłaty za nią jest zależna od ilości zakupionych książek, maleje wraz z ilością nabywanych egzemplarzy. oczytani.pl mają dość duże zaplecze książek z wydawnictw: Sonia Draga, Czarna Owca, Marginesy.

multiszop.pl

Ostatnio moim ulubieńcem został multiszop.pl. Sklep typu mydło i powidło. Sprzedają niemal wszystko, a w tym, ku mojej uciesze, książki. Znajdziecie tam stare i nowe tytuły, pełen przekrój wydawnictw, w tym te często zapomniane, po zdroworozsądkowych cenach. Jest też stała promocja, którą kocham całym moim sercem z liter!
Nazywa się „3 po 6 zł”. Kiedy klikniemy w jej odnośnik rozwija się nam cała lista tytułów, w tym książki Wydawnictwa MG, które ostatnio namiętnie kupuję.
Po wybraniu minimum trzech książek z tej promocji trzeba wpisać w miejscu dla kodu rabatowego czasownik: CZYTAM. Wtedy cena książek spada, do wspomnianych 6 zł za sztukę.
Przesyłka z reguły jest też dość szybka, dość ponieważ z reguły wybieram przesyłkę do kiosku, a jak wiadomo ta forma przesyłki nie odbywa się lotem błyskawicy. A z reguły ponieważ niedawno złożyłam u nich zamówienie i tak sobie będzie tydzień wisiało w chmurze, zgodnie z informacją, którą mi przysłano, jednak zamówienie nie dotyczy książek, więc to może być powód opóźnienia.
 
Od razu zaznaczam, że robiłam tutaj zakupy tylko raz, widziałam różne opinie o tym sklepie, ja jednak nie mam żadnych zastrzeżeń. Ceny były niższe jak u konkurencji i to znacznie. Książki nowe, w stanie idealnym, bardzo dobrze zapakowane, a przesyłka, mimo realizowania jej przez Ruch, przyszła naprawdę szybko. To taki sklep, w stylu wspomnianego wcześniej multiszop.pl
Jest tam, w tej księgarni, taki dział zwany outletem, którego opis straszy podrapanymi okładkami, zmęczonymi brzegami, tzw. koszmar niekochanej książki.
Zrobiłam zakupy i książki przyszły w stanie idealnym i... takiej ekspresowej przesyłki nikt nie oferuje. Na drugi dzień, po złożeniu zamówienia, książki były u mnie. Przesyłka kurierem kosztowała mnie mniej niż paczkomat.

Zaznaczyłam, na początku, że tekst nie dotyczy antykwariatów, a skupszop.pl, według mnie, ma trochę inną formę, dlatego się w tym zestawieniu pojawia.
Na tej stronie możecie zarówno sprzedawać jak i kupować książki. Jak nie chce się Wam bawić w robienie im zdjęć, pisanie ogłoszeń, robienie paczek i ich wysyłanie, no i nie liczycie na zbicie majątku, to skupszop.pl wycenia zdecydowanie lepiej niż antykwariat Tezeusz. I ponosi koszty przesyłki, kiedy wartość sprzedawanych przez Was książek przekracza 40 zł. Wtedy pakujecie wszystkie razem i zamawiacie kuriera, wszystko z Waszego konta na stronie skupszop.pl, a potem czekacie na przelew.
W „skupszopie” można książki kupować na oficjalnej stronie i na ich profilu na allegro. Polecam sprawdzać oba miejsca, kiedy szukacie konkretnego tytułu, ponieważ często się rozmijają.
Nie zdarzyło mi się jeszcze, aby któraś z kupionych przeze mnie książek nie była zgodna z opisem.
Kiedy interesuje Was książka, która nie jest białym krukiem, ani rozchwytywaną nowością, polecam chwilę poczekać, ponieważ jej cena spadnie.
Miewają opóźnienia w wysyłce 1-2 dni, zapewne z uwagi na ogrom zamówień.
Najtaniej wychodzi przesyłka Poczta Polską i mieści się zawsze w 48 godzinach.


Na koniec wspomnę jeszcze o tym Ceneo, które czasem zawstydzam. Mam nadzieję, że wiecie, że kiedy robicie zamówienie np. w księgarni CZYTAM.PL, na którą się „odobraziłam” po długim okresie milczenia z mojej strony (z powodu ich niezdolności do przyznania się do winy i choćby magicznego „przepraszam” po kompletnym zignorowaniu mojego zamówienia), to każdą z zamawianych książek należy wyszukiwać przez Ceneo i w ten sposób dodawać do koszyka. Można parę złotych zaoszczędzić.

Ja staram się ograniczać książkowe zakupy, ponieważ mój zapas spokojnie wystarczy na kilka miesięcy. Jednak jak Wasze zbiory nie są tak liczne jak moje lub też nie boicie się uduszenia, kiedy te wszystkie stosy się przewrócą, to mam nadzieję, że ten tekst się Wam do czegoś przyda i rzeczywiście zaoszczędzicie kilka złotych, jak i traficie na same dobre książki.

*Jeżeli znajdę kolejne sklepy/księgarnie, które cechują promocyjne ceny i jakość, to spis uzupełnię.
#160 Tanie czytanie - zakupy w księgarni oczytani.pl

#160 Tanie czytanie - zakupy w księgarni oczytani.pl


Dziś trochę inny tekst, ale oczywiście o książkach. A dokładnie o zakupach.
Książki są drogie, nie będę udawała, że tego nie wiem.
Jest kilka opcji żeby ta przyjemność była trochę tańsza i bardziej dostępna. 
Tym razem o - książkach papierowych, bo z czasem napiszę również o Legimi i ich abonamentach, ale bez zbędnych peanów, bo nie jest to aż tak wspaniałe jak piszą, czy mówią.

Mam względnie dobry dostęp do nowości książkowych w ramach "współpracy" z niektórymi wydawnictwami, ale z większości z nich rezygnuję lub już zrezygnowałam, a dlaczego to wyjaśnię w innym poście. 

Kocham czytać, czytam nie po to by szukać w książkach błędów edytorskich czy autorskich.
Kiedy się dużo czyta nie tylko pięknie rozwija się wyobraźnia, poprawia się również słownictwo. Zdania zdają się same tworzyć, a znalezienie porównania, odpowiedniej metafory pojawia się zaskakująco szybko. Nie piszę i nie mówię idealnie, ale jest o wiele lepiej niż było kiedykolwiek. Strumień oświecenia spływa na mnie dość wolno.

Tanie czytanie


Czytam około stu książek rocznie, choć poprzedni rok zamknęłam z przeszło dwusetką.
Spotykam się z teoriami, które mówią, że niemożliwymi jest czytanie takiej ilości książek ze zrozumieniem, chyba, że... czyta się książki, których treść daleka jest od wywodów filozoficznych. 

Nie sądzę, aby tak było. Zdarza mi się czytać książki o prostej formie i prostej treści, w ramach rozrywki, wolę to niż ogłupiające treści bijące z niebieskich ekranów.
Zapamiętuję więcej niż bym chciała. Jak cytat mnie w jakiś sposób ujmuje, to zostanie ze mną na stałe, mimo że przeczytałam go raz.
Tak już mam, jak Rain Man.

Znowu się rozpisałam... Przechodzę do zakupów. 
 

Zakupy w księgarni oczytani.pl

Istnieją księgarnie oferujące książki, które nie zostały sprzedane i zalegają na półkach. Niektóre są uszkodzone - ale z reguły jest taka informacja już w ich opisie.
Do księgarni oczytani.pl trafiłam przez post niekulturalnie.pl.
Postanowiłam sprawdzić jak to faktycznie wygląda, zwłaszcza, że znalazłam tam książki, które kojarzyłam już wcześniej.  
Złożyłam zamówienie w piątek tj. 14 lutego, a paczka została do mnie nadana już w poniedziałek, a dziś jest już u mnie.
Koszt dostawy wyniósł mnie 8,50 zł, ponieważ wartość zamówienia przekroczyła 100 zł. 

Pod tym linkiem: KOSZT DOSTAWY, możecie sprawdzić koszt dostawy w zależności od wartości zamówienia, czy sposobu płatności. 

Książek jest 12. Przyszły w kartonie, zabezpieczone folią bąbelkową, o byciu eko nie będę truła, jest jak jest. Folię i tak wykorzystam do wysyłek, których trochę robię.


Poniżej pokażę co wybrałam, możecie zobaczyć w jakim stanie są książki, sprawdzić opis (wystarczy kliknąć w aktywny link i zostaniecie przeniesieni na stronę księgarni - może komuś coś przypadnie do gustu, oraz cenę.

1."Patrick Melrose. Tom 1. Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja" - Edward St Aubyn

Czaiłam się na tę pozycję, już jakiś czas. Ceny może nie są jakieś zaporowe, ale wiecie - im więcej zostaje w kieszeni tym lepiej.
Zawsze można dołożyć do kolejnej książki, albo bochenka chleba... Kiedyś pójdę z torbami, naprawdę.
To jedna z dwóch droższych książek. Koszt 11,95 zł.
Jak widać wygląda bardzo dobrze.



2."Wojna i terpentyna" - Stefan Hertmans
Ma trochę "zmęczony" grzbiet, ale akceptowalny, zdarza się, że książki kupione po cenie okładkowej mają je w gorszym stanie. Widać to na pierwszym zdjęciu u góry. Koszt 9,85 zł.


3."Strasznie głośno, niesamowicie blisko" - Jonathan Safran Foer
Stan bez zarzutu. Książka została zekranizowana, stąd możecie kojarzyć tytuł.
Koszt 9,95 zł.
 

4."Miejsce na ziemi" - Umi Sinha
Stan bez zarzutu. Skusiła mnie piękną okładką, opisem. Widziałam ją u znajomej na instagramie i jak zobaczyłam jej cenę 9,55 zł, to nie mogłam nie wziąć.
 

5."Tragedia Lusitanii" - Erik Larson
Ma drobne uszkodzenia na okładce, których nie widać nawet na tym zdjęciu, ale są. 
Pewnie małe zaskoczenie, że taka tematyka? Interesuję się statkami w historii, ich katastrofami. Woda i jej ogrom, stalowy kolos i mali ludzie.
Nic głębszego w tym nie ma. Koszt 9,95 zł.


6."Wyspa dusz" - Johanna Holmström 
Tutaj skusił mnie opis, jakby co, to jest w linku.
Stan bez zarzutu. Koszt 8,85 zł.
 

7."Sonata Gustava" - Rose Tremain
Tak, tak tu też opis i okładka miały znaczenie.
Stan bez zarzutu. Koszt 9,95 zł.


8."Zapadła dziura Bone Gap" - Laura Ruby
Tak, jest ze mnie sroka okładkowa, lubię takie okładki.
Stan bez zarzutu. Koszt 8,95 zł.
 

9."Dwie niedźwiedzice" - Meir Shalev
Skusił mnie opis, jest w linku.
Stan bez zarzutu. Koszt 9,95 zł.


Pozostałe trzy książki są tej samej autorki. Pani, którą wszyscy znamy, ale pewnie nie z pisania dla dorosłych - Tove Jannson - Pani od Muminków.

10."Córka rzeźbiarza"
Stan bez zarzutu. Koszt 8,45 zł.


11."Wiadomość"
Stan bez zarzutu. Koszt 9,95 zł.


Link do opisu.

12."Listy Tove Jansson"
Stan bez zarzutu. Koszt 11,95 zł.


Jaki jest stan książek, które w większości nie kosztowały więcej jak 10 zł, możecie ocenić sami.
Zdarzało mi się kupować książki w Empiku i przebierać jak w skrzynce jabłek, czy pomidorów - żeby znaleźć jak najmniej uszkodzony egzemplarz. 
Do zamówienia jest dołączona faktura.
Jedyne co może Was zdziwić, to koszt przesyłki doliczony do cen jednostkowych.

Tekst nie jest sponsorowany. Koszt jaki poniosłam to 127,80 zł.
12 książek, w większości w twardej lub zintegrowanej oprawie, wraz z wysyłką. Grzbiety w niektórych są trochę sfatygowane, ale jak nie jest to dla Was problem, to jak najbardziej polecam.

Dzięki niekulturalnie.pl, gdyby nie Ty nie znalazłabym tej księgarni.



#104 Rozciągamy dom... czyli kiedy brakuje miejsca...

#104 Rozciągamy dom... czyli kiedy brakuje miejsca...


Od jakiegoś czasu brakuje mi miejsca do przechowywania. Nie będę ukrywać, że chodzi głównie o książki. Każdy, kto dużo czyta zmaga się z podobnym... problemem?
Większość grafik, które tworzę powstaje na komputerze stacjonarnym, teksty i zdjęcia natomiast, najczęściej obrabiam na laptopie, którego też niespecjalnie miałam gdzie postawić... Pracowałam w kuchni...

Salon mam dość duży, jak na cały metraż domu, więc pomyślałam, że odsunę kanapę od ściany i zyskam miejsce na postawienie kolejnego regału i kącik do pisania. 

Powiem Wam, że kiedy zyskuję miejsce dopada mnie jakaś ambiwalentność uczuć :) Wszystko leży źle i stale bym wszystko przekładała i zmieniała.
Nie wiem co jest ze mną nie tak w tej materii... 
Ma też ktoś tak? Aż w końcu przywyknę i zaakceptuję, że tak może być i wtedy na jakiś czas moja chęć zmian idzie na drzemkę.

Ściany mam w domu w większości w odcieniach szarości, a pozostałe meble są białe i z domieszką drewna z odzysku, takie nasze zrób to sam.
Szukałam, więc regału, który choć trochę pasowałby mi do tego, co już w domu mam. Z pomocą przyszła wyszukiwarka mebli i dodatków do domu FAVI.PL

 

Regał jest głęboki, więc pomieści jeszcze wiele i pewnie nie tylko książek. Poczyniłam już jednak kolejne zakupy książkowe... Mam nadzieję, że jednak znajdę jakąś pokrewną duszę, która zrozumie moje uzależnienie...
Bez problemu dopasowałam do regału półkę i wsporniki, więc wygląda trochę jak komplet. 
Z czasem planuję też kupić wygodne krzesło i do tego mojego mini biurka. 
Myślę, że na jakiś czas miejsca mi wystarczy i jakoś tak fajnie mieć w końcu swoje miejsce.

Wpis powstał we współpracy z wyszukiwarką mebli i dekoracji FAVI.PL



#84 Jadem pisane... Dlaczego nigdy nie będę dobrym recenzentem?

#84 Jadem pisane... Dlaczego nigdy nie będę dobrym recenzentem?


#84 Jadem pisane...dlaczego nigdy nie będę dobrym recenzentem?
 "I mam nadzieję, że gdybym żył, nie zostałbym krytykiem literackim
(lub jego głupszym krewniakiem, recenzentem książek). 
*Dan Simmons - "Zimowe nawiedzenie"

Wieczorami, czasem porankami - siedzę i czytam. Czytam i obserwuję, patrzę i myślę (czasem i mi się to zdarza, jednak bywam niestała w tym przeświadczeniu), choć nie rozumiem to i nie osądzam, albo się chociaż staram tego nie robić.

Jesteśmy wybitnie narzekającym narodem z wiecznie wyciągniętymi dłońmi w geście żądającym i skrzywionymi twarzami w grymasie zwątpienia. Do tego zawsze mamy rację! Nie dopuszczamy do siebie nawet nie tyle - samej możliwości pomyłki, co po prostu innego punktu widzenia. 


Blog to według definicji taki sieciowy dziennik, czyli teoretycznie, czasem mogę kropeleczkę jadu, ewentualnie wannę - wylać. Nie, ja nie narzekam, broń Boże! :)
Ja się jedynie dość często dziwię. Z racji tego, że najczęściej udzielam się na tzw. bookstragramie, to wokół tej niezwykle kreatywnej społeczności, najwięcej tych moich "zdziwień" poczynam.


Jedni zazdroszczą codziennych dostaw stosów książek - bo przecież oni tego i tak nie czytają! Drudzy zazdroszczą - tym pierwszym możności wyczytywania "własnych" zasobów... To, te które przychodzą z wydawnictw, czyim są zasobem w końcu? I co mnie tak naprawdę interesuje, co ktoś robi z tymi wszystkimi książkami?, dopóki nie uprzykrza mi życia swoim jęczeniem, że stracił radość z czytania... Wiedzieliście, że jest opcja wyciszania treści bez usuwania kogoś z grona obserwowanych? Pomysłodawca na pewno znał się etykiecie i wampiryzmie energetycznym!

Ma to też inny wymiar, kiedy wypisuje się o treści książek głupoty, bo się ich nie czyta, a jedynie zbiera, jak znaczki. A tu tymczasem wisi nad nami termin, w którym mieliśmy opublikować naszą jedyną, najprawdziwszą prawdę z wszystkich prawd - na temat treści książki, a czasem i samego autora.


Przyznaję sama jestem pazerna i to bardzo, ale na słowo pisane, nie na przedmiot jakim jest książka, mimo że czasem tak ładnie wydana...

Lubię czytać, czego pewnie się nie da nie zauważyć, lubię też o książkach pisać, ale... nie lubię i nie umiem ich oceniać dziesięciostopniowej, czy też pięciostopniowej skali. Nie czuję się władna w tej materii i nie mam się również za czyjąś nauczycielkę, bym mogła wystawić mu notę. Chętnie bym z tego całkiem zrezygnowała i ku temu chyba też dążę...

Ale do brzegu!

Ja nie tylko książki czytam. Czytam opinie, czasem dyskusje, które pod opiniami się rodzą, zwykle w bólu i nie tylko aktywnych uczestników.

Tak jak rozumiem, że ta sama książka może u jednego czytelnika wywołać chęć wyśpiewania hymnów pochwalnych, a u drugiego grymas - co najmniej zdziwienia, to ni dudu nie rozumiem, chęci narzucenia swojego i jedynego zdania, a to najczęściej czytam. Rzadko widzę jakieś faktycznie kulturalne dyskusje, bo do dyskusji to my wszyscy mamy chęci, no nie da się ukryć, tylko z kulturą wypowiedzi mimo milionów przeczytanych stron, to różnie bywa.
Przeważnie jest wspólne zachwalanie lub wspólne krytykowanie - wszystkiego nawet tego, że ktoś miał czelność napisać jakąś historię.

Dlaczego jesteśmy tacy kłótliwi? 

Skoro czytam książki, to i czytam opinie o nich, więc kiedy znajduję w nich bzdury dotyczące nawet ilości stron - ostatnio trafiłam na dołożenie ich autorowi ponad 200 i dodatkowo przekręcenie tytułu, to pytam siebie - po co ktoś to robi?
Ja naprawdę chcę zrozumieć - bo na wiedzę też jestem pazerna.

Nie mam się za chodzący słownik ortograficzny, czy kontrolera jakości stylu, korektora (tu pozdrawia moje umiłowanie do przecinków, myślników i długich zdań), ale czasem nie da się, no nie da się nic, a nic zrozumieć z tego, co ktoś napisał. To tak jak w przypadku niektórych polskich filmów, gdzie dźwięk zapomniano nagrać głośno i wyraźnie - niby mówimy tym samym językiem, a jednak coś robi różnicę. 

W podsumowaniu i przy okazji odniesieniu się do tytułu - Dlaczego nigdy nie będę dobrym recenzentem? Ponieważ zostawiam sobie duży margines na moje błędy, niezrozumienie przesłania, subiektywne odczucia związane z moimi doświadczeniami, charakterem, czasem też temperamentem, potrzebą chwili... 

Próbuję odnaleźć w sobie lub dopiero wytworzyć - wrażliwość językową, zrozumieć czym jest tak naprawdę snucie opowieści w taki sposób, by ktoś chciał ją czytać, nawet jeżeli dotyczy zwykłej codzienności.
Odkrywam, że w thrillerze, horrorze lub kryminalne jest też miejsce na prawie poetycki styl - mimo stosowanie wulgaryzmów.
Staram się wybierać książki, w których mogę właśnie to odnaleźć, by czuć, widzieć, a czasem i słyszeć rzeczy, których nie ma - nie mylić z chorobą psychiczną - mówię o natchnieniu :)


A Ty z jakiego powodu czytasz? A jak piszesz, to co jest tego powodem? 
#1 Trupia otucha - Dan Simmons

#1 Trupia otucha - Dan Simmons



trupia otucha, książka, dan simmons, recenzja
"(...) Kiedy próbował grać w dzieciństwie (wystarczyło, żeby poznać zasady ruchu bierek i stwierdził, że szachy nie są dla niego), zarówno on, jak i jego agresywni przeciwnicy zaczynali od wyrżnięcia wszystkich pionków, po czym przechodzili do wymiany figur. Nigdy, przenigdy nie ruszali króla z miejsca - poza roszadą (którą zapomniał, jak się robi) lub koniecznością ucieczki przed pościgiem".

Losy świata niczym wielka partia szachów, którą toczą najbardziej wpływowe postaci współczesnego świata. Dan Simmons stworzył jedną z największych alegorii naszej rzeczywistości. Odwołał się w niej do wampiryzmu, postrzegano jednak w inny sposób niż zwykle spotykamy w literaturze fantastycznej. Połączył ludzką skłonność do przemocy zapisaną na kartach historii, z fantastyką, horrorem i (trochę) literaturą szpiegowską.

Saul Laski to polski Żyd, który przeżył Holocaust. Obecnie jest psychiatrą badającym naturę przemocy. Na jego drodze staje William Borchert, którego Saul pamięta jako Obersta z czasów obozu. Postanawia, że dokona tego, co sobie kiedyś obiecał - że go zabije, lecz nie jest to takie proste, gdyż raz - William podobno już zginął w wypadku lotniczym, dwa - okazuje się, że był obdarzony Talentem.

Powieść liczy sobie 986 stron. Bohaterów jest multum, losy wszystkich są ze sobą połączone. Narracja jest prowadzona w dwojaki sposób - w osobie trzeciej i w przypadku jednej z “utalentowanych” bohaterek - Melanie Fuller - w osobie pierwszej.

“Utalentowani” to osoby, które w większym i mniejszym stopniu potrafią, wpływać na zachowanie innych ludzi, tworzą z nich swoich umysłowych niewolników, którzy to wykonują, co osoba z Talentem chce, niczym armia Zombie. Dodatkowo “wampiry umysłu” są kompletnie pozbawione moralności:

"Władza jest jedyną prawdziwą moralnością, (..) jedynym nieśmiertelnym bogiem; apetyt na przemoc jest jego jedynym przykazaniem".

Wampiry lubią rozgrywać pewną grę, którą nazywają “wiedeńską”, przejmują kontrolę nad ludźmi, kierują nimi tworząc z nich morderców, nakłaniają do samobójstw - niejednokrotnie zmieniając tym losy świata. Grę prowadzą latami i skrzętnie notują punktację. Autor umiejscawia ich jako “zero” w siedmiostopniowej skali rozwoju moralnego Kohlberga. Żerują na ofiarach po to, żeby przetrwać, dodatkowo im częściej to robią - tym młodziej się czują.

"Zapomniałem, że potwory nie umierają. Że trzeba je zabić".

Oczywiście, w świecie wykreowanym przez autora, pojawiają się postaci - rzekomo, odporne na działania obdarzonych Talentem - tzw. neutrale. Właśnie rzekomo odporne.

trupia otucha, dan simmons, ksiązka, recenzja
Im bardziej człowiek zagłębia się w lekturę, tym bardziej dostrzega to jak autor znakomicie wykorzystał rzeczywistość. Jak wspomniałam wcześniej, powieść liczy sobie niemal 1000 stron, zatem ta objętość raczej nie pozwoli jej pochłonąć w jeden wieczór. Są tu opisy morderstw, krwawych i brutalnych. Postaci dopuszczające się zbrodni są kompletnie wyzute z empatii, czy poczucia odpowiedzialności. To trochę inny rodzaj horroru. Na początku, zastanawiałam się po co autor opisywał niektóre szczegóły tak dokładnie - ale dzięki tej dokładności, układa się całość tej historii. Puenta tej powieści nie pretenduje do miana "happy endu". Zło po prostu nigdy nie umiera i zawsze będzie nam towarzyszyć, jak jedna z wielu wymiarów ludzkiej osobowości.

"Podobne rzeczy zdarzają się codziennie, ich sprawcami są ludzie nieposiadający nawet cienia tej niedorzecznej zdolności psychicznej; ludzie egzekwujący władzę wynikającą z urodzenia, stanowiska lub głosu większości, pod groźbą kuli lub noża…"

Wielu z nas pada na co dzień ofiarami, różnych wyłudzeń, jesteśmy wykorzystywani przez innych, z większą i mniejszą świadomością. Lubimy płacić innym, za to, że podzielą się swoją receptą na sukces. Mamią nas niespełnionymi obietnicami manny z nieba, jeżeli zakupimy ich poradnik, czy produkt. W pewnym sensie na nas żerują. Podobnie jest z możnymi tego świata. Traktują nas jak, te pionki w swojej grze, sądząc, że Raz pionek, na zawsze pionek”. Żeby nie było, nie jestem entuzjastką teorii spiskowych.

Jeżeli szukasz historii takiej, w której wampiry biegają w pelerynach, kąsają w szyję, aby wyssać z ludzi życie w dosłowny sposób - to NIE jest to wtedy książka dla Ciebie. Jeżeli natomiast lubujesz się w odnajdywaniu odwołań do wydarzeń historycznych, czy współczesnego życia, to tak przedstawiony temat powinien Ci się spodobać. To jedna wielka alegoria jak wspomniałam na początku, przeplatana trafnymi czy nie (to już zależy od tego jak postrzegasz świat) podsumowaniami poczynań polityków i naszym dążeniem do destrukcji.

trupia otucha, książka, dan simmons, recenzja

Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 21 lutego 2014
Liczba stron: 986

Kategoria: fantastyka, horror
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...