Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura dziecięca. Pokaż wszystkie posty
Na pewno tylko dla dzieci? Zwariowane opowieści - Gudule

Na pewno tylko dla dzieci? Zwariowane opowieści - Gudule

Zdarza mi się czytać książki dla dzieci. Podczas ich lektury pośmieję się, czasem wzruszę i zawsze zastanowię się nad tym, jak te z pozoru proste opowieści, uczą zarówno młodych jak i starszych o tym, co jest w życiu najważniejsze.
 Na pewno tylko dla dzieci? Zwariowane opowieści - Gudule


Zwariowane opowieści - Gudule


Gudule to jeden z pseudonimów Anne Duguël, nieżyjącej już, belgijskiej pisarki, a „Zwariowane opowieści”, które wspaniale zilustrował Claude K. Dubois, to bardzo ciekawe i kompletnie niebanalne historyjki.
To 128 stronicowa książeczka, która zawiera aż 13 opowieści, które głównie uczą one tolerancji i zrozumienia, nie osądzania przez pryzmat nietypowego, niż dotąd znany dziecku, wyglądu.
Mówią o współczuciu dla drugiego człowieka. Nawet o wyborach, które trzeba podejmować, że każdy ma prawo do własnych, nawet tych kompletnie różnych od rodziców - np. „Zęby Omera”, bajka w której chłopiec ma pójść w ślady ojca i udać się wojować, dodatkowo znajdziemy tu wyjaśnienie dlaczego należy... myć zęby.
Są niebywale zabawne, a i potrafią wzruszyć... dorosłego.

Na pewno tylko dla dzieci? Zwariowane opowieści - Gudule

Niektóre z nich już, jako dorośli, znamy, jak np. historia przemiany żaby w księcia za pomocą pocałunku, jednak Gudule puszcza tę taśmę od końca i kompletnie zmienia jej wydźwięk.
Jest książę Wczoleoczko, który wyśmiewany przez innych, spotyka na swej drodze księżniczkę Trzypatrzysię i razem tworzą parę z odpowiednią ilością oczu. Opowiadają również o różnych obliczach miłości, że kocha się kogoś razem z jego wadami - niesamowita historyjka Królewny Łajnony - skojarzenie z... łajnem, jak najbardziej słuszne.
Opowiadają o poszukiwaniu własnej drogi w życiu, o  tym, że czasem trzeba przegrać - odpuścić by coś zyskać, a  nawet o niezwykle istotnym znaczeniu posiadania wyobraźni.

„- Dzieci potrzebują baśni, tak jak kwiaty potrzebują wody - powiedziała Elfina, wywołując natychmiast oburzenie pozostałych.
- Jeśli pozbawimy je marzeń - ciągnęła nieporuszona tą reakcją - wyschną jak stare suchary”.

Na pewno tylko dla dzieci? Zwariowane opowieści - Gudule

„Zwariowane opowieści” to nietypowe bajki, dostosowane do naszej codzienności, do naszej rzeczywistości, gwarantuję, że uśmieją się również dorośli. Font jest dość duży, ilustracje pięknie korespondują z treścią i wyróżniają się fajną kreską. Dlatego sugerowałabym ich czytanie dzieciom nieco starszym, około 6. roku życia, albo po prostu sobie, bo na naukę tego, jak być lepszym człowiekiem nigdy nie jest za późno.
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 6 marca 2020
Liczba stron: 128

Kategoria: literatura dziecięca
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska

#139 Charlie zmienia się w kurczaka -  Sam Copeland, Sarah Horne

#139 Charlie zmienia się w kurczaka - Sam Copeland, Sarah Horne

#139 Charlie zmienia się w kurczaka -  Sam Copeland, Sarah Horne - recenzja - czy warto przeczytać?
Od czasu do czasu czytam książki przeznaczone dla dzieci. Z reguły podczas czytania świetnie się bawię i zdarza mi się wzruszyć. Za każdym razem dziwię się ogromowi treści jaką kryją te - jakby się mogło wydawać - proste historyjki.

Charlie McGuffin - główny bohater debiutanckiej historii Sama Copelanda wydaje się niczym nie wyróżniać. Właśnie - wydaje się. Charlie ma niezwykłą moc - potrafi zmieniać się w zwierzęta. Dzieje się tak, kiedy chłopiec jest wyjątkowo czymś przejęty, zestresowany.
A Charlie ma naprawdę wiele powodów do smutku i zdenerwowania. Jego brat jest chory i leży w szpitalu, chłopiec nie wie - co rzeczywiście bratu dolega, ani czy wróci do domu, po którym to, z kolei, snują się przygnębieni rodzice.
Bohater chodzi do szkoły, w której ma zarówno przyjaciół, jak i prześladowcę, któremu wszystko uchodzi płazem.
Nie bez znaczenia dla historii są zwierzęta, w które Charlie się przeistacza i co wtedy robi. Bywa pająkiem, który demoluje pokój, uciekającym gołębiem, gryzącą pchłą, wężem wandalem, czy nosorożcem, w którego przemiana wiąże się z kolejnymi zniszczeniami i nie tylko tym...:)
Ale przyjaciele nie pozwolą by Charlie został z tym problemem sam i zrobią wszystko - by mu pomóc i uratować przedstawienie, w którym gra jedną z głównych ról.

Jaka to jest przemyślana i niezwykle kreatywna historia. Tu jest tak dużo treści, że ciężko ją w pełni opisać. Autor w zabawny sposób, za pomocą dużej ilości anegdot o bąkach, kupie i wszelakich brzydkich zapachach - które nie tylko bawią, ale są w stanie zainteresować dzieci, opowiada o tym, co jest w życiu ważne.

Dorośli często uważają, że dziecko jest zbyt małe by wszystko zrozumieć i nie tłumaczą mu nic, albo używają słów, które są wieloznaczne. Dzieci, które nie znają kontekstu wypowiedzi - nie rozumieją tego, co rodzic chce im przekazać. A wystarczyłoby powiedzieć wprost to, co mamy na myśli. A tak - rodzi się frustracja i... stres.
Bo to stres zamienia Charliego w zwierzę. I jako zwierzę Charlie wszystko niszczy. Kiedy uczy się radzić sobie z nerwami, za pomocą oddychania (technik relaksacji) i kiedy się śmieje, cały proces zostaje powstrzymany i chłopiec jest znowu sobą.

Autor porusza ogrom problemów; od pomijania wyjaśniania dziecku - dlaczego brat jest w szpitalu, przez prześladowanie, kręcenie wszystkiego telefonem i udostępniania tego w sieci, po rodziców mówiących jedynie, że są rozczarowani zachowaniem dziecka. Żadne z nich nie szuka przyczyny zmiany zachowania chłopca.

Autor mówi czym jest potęga wyobraźni i że to nic złego rozumieć lub wyobrażać sobie coś inaczej niż pozostali. Porusza aspekt poczucia inności i jej akceptacji. Tłumaczy również z czego może wynikać to, że ktoś jest łobuzem (bo zło nie bierze się znikąd), uczy więc po prostu - zrozumienia. 

Znajdziemy tu odwołania do Hulka, czy Iron Mana, pojawi się Playstation i X-box.
Ale pojawi się też wersja Romea i Julii, w formie przedstawienia szkolnego i warzywnych gangów.
Całość zdobią świetne ilustracje, które wykonała Sarah Horne. Okłada jest złota i przyciąga wzrok zachęcając tym samym do czytania.
Znajdzie się tu też sporo treści o królestwie zwierząt - o okazach, których kształty przybiera bohater.

Podobał mi się jakby podwójny zapis niektórych wypowiedzi - kiedy chłopiec o czymś myśli i to potem wypowiada - dorośli tak nie robią, zdarza się nam pomijać któryś z punktów...

Duża czcionka umożliwia wspólne czytanie, do którego bardzo zachęcam, bo wbrew pozorom my - dorośli tę opowieść zrozumiemy jeszcze głębiej.

"Przykrości każdemu się zdarzają, Charlie. Postaraj się je zaakceptować. O wartości człowieka nie decydują rzeczy, które go spotykają, tylko sposób, w jaki sobie z nimi radzi". 


#139 Charlie zmienia się w kurczaka -  Sam Copeland, Sarah Horne - recenzja

Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.
8/10.
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 264

Kategoria: literatura dziecięca
Tłumaczenie: Maciej Potulny
#37 Rok, w którym nauczyłam się kłamać - Lauren Wolk

#37 Rok, w którym nauczyłam się kłamać - Lauren Wolk


#73 Rok, w którym nauczyłam się kłamać - Lauren Wolk - recenzja - czy warto przeczytać?
Chociaż zapis w metryce od dawien dawna wskazuje wiek średni, to jeżeli chodzi o lektury, po które sięgam nie mam wyznaczonej kategorii. Staram się czytać książki warte przeczytania, takie o których będę pamiętać, czy to ze względu na treść, czy na sposób pobudzania przez nie wyobraźni.

Książkę Lauren Wolk chciałam przeczytać odkąd pojawiła się na rodzimym rynku wydawniczym, jednak było nam jakoś nie pod drodze. Dlatego cieszę się, że dzięki Klubowi Recenzenta udało mi się ją przeczytać. Jest porównywana do "Zabić drozda" Harper Lee i została okrzyknięta Najlepszą Dziecięcą Książką Roku "Wall Street Journal", zdobyła też wiele innych nagród. 

"- Wilk to wilk i nigdy psem nie będzie, choćby nie wiem jak go wychować
- odrzekł mi wtedy".

Główną bohaterką "Roku, w którym nauczyłam się kłamać" jest Annabelle. Niewinna dwunastolatka, codziennie chadzająca do szkoły przez "Wilczy Jar".
Annabelle mieszka w domu wielopokoleniowym, na farmie pełnej zwierząt. Ma dwóch młodszych braci. Dziewczynka ma kochających, ciepłych rodziców, dziadków i trochę zgryźliwą, okropnie irytującą ciotkę.
Co jakiś czas, w okolicy ich domu pojawia się bezdomny - weteran wojenny, brany za dziwaka - Toby. Brudny, zarośnięty, w zniszczonym płaszczu, dźwiga na plecach trzy karabiny, z których jeden jest tylko sprawny. Los chce, że rodzina Annabelle wygrywa w konkursie fotograficznym Kodaka, który zagwarantował im zarówno aparat, zapas filmów jak i wykonywanie odbitek. Żaden z domowników nie ma niestety zacięcia fotograficznego i dziwnym przypadkiem aparat trafia do rąk bezdomnego, przez co Toby staje się bliższy zarówno rodzinie, jak i samej Annabelle. 
W tym samym czasie do szkoły dziewczynki trafia Betty. Nieprzyjemna, na wskroś zła dziewczynka. Pierwsze co robi, to próbuje zmusić Annabelle do przynoszenia jej fantów i pieniędzy. Główna bohaterka chcąc być dorosłą i chronić młodsze rodzeństwo, postanawia nikomu o tym nie mówić i rozwiązać tę sprawę sama. Nie jest to takie proste jak zakładała. Betty nie ustaje w wymyślaniu krzywdy jakie chce wyrządzać Annabelle i jej rodzeństwu. Jak możemy już się domyślić zło zapuszcza korzenie, rośnie i zbiera plon. 

"Nie bałam się mamy, nie, choć czasem potrafiła być bardzo surowa. Może dlatego, że zapomniała już, jak to jest huśtać się pod samo niebo, zapomniała, że można odłożyć motykę, zanim ręce będą całe w bąblach, że nie trzeba z góry zakładać, że będzie trudniej, niż się zdaje".

Mam problem z tą powieścią, a konkretnie z zaszeregowanie jej w kategorii dziecięcej. Choć główna bohaterka ma zaledwie dwanaście lat, jej dojrzałość zawstydziłaby nie jednego dorosłego. Język, którym operuje autorka - również według mnie - łatwiej odbiorą dorośli, lub też prawie dorośli. 
Styl, treść i nastrój jaki wywoływała bardzo przypadł mi do gustu. Choć nie jest obszerna, to odkładałam ją na później, by nie przeczytać jej od razu.
Klimatem przypomniała mi trochę "Anię z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery, choć Annabelle jest dużo dojrzalsza od Ani. 

W konfrontacji stają sielskość - pięknej wsi, prostota życia, dzieciństwo i zło w czystej postaci, obleczone w dziecięcą niewinność. Autorka bardzo dobrze opisuje, jak nam - dorosłym prosto przychodzi sądzenie po pozorach. Jak łatwo przypinamy łatkę dziwaka, komuś, kto różni się od nas i jak łatwo nam uwierzyć, że jest zdolny do dopuszczenia się złych rzeczy. Jednocześnie jeżeli na szali postawimy dziecko, z założenia niewinne i ładnie ubrane - to kogo posądzimy o złe zamiary?


"Zmieniłam się więc w kamień i po prostu czekałam, usiłując ogłuchnąć na te wszystkie słowa, i choć nie miałam wtedy jeszcze dwunastu lat, już przebiegła mi przez głowę myśl, że jeśli mam zostać matką, to nigdy matką synów".

Kiedy już dokonamy osądu to trudno przychodzi nam przyznanie się do błędu, mimo że fakty zaburzają to, w co chcielibyśmy wierzyć. Często też, nie potrafimy przeciwstawić się większości, bo nie lubimy wychodzić przed szereg i wprost przeciwstawić się niesprawiedliwości.
Książka Lauren Wolk jest niezwykle złożona, pełna kontrastów, dobra i zła, warstw i pobocznych historii, które tworzą wspaniały traktat o moralności i... dorosłości.
Mam cichą nadzieję, że zasili ona kiedyś kanon lektur szkolnych, bo jest niezwykle wartościowa.


"Ale wiatr zawsze rozpraszał moje słowa niczym cienie chmur - jakby bardziej od tego, kto je usłyszał, liczyło się po prostu to, że je wypowiedziałam".



Recenzja napisana dla Klubu Recenzenta nakanapie.pl

Wydawnictwo: Dwie Siostry
Data wydania: kwiecień 2019 (przybliżona data)
Liczba stron: 264
Kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa
Tłumaczenie: Sebastian Musielak

#28 Cmentarzysko - A. Forge

#28 Cmentarzysko - A. Forge

 
#64 Cmentarzysko - A. Forge - recenzja - czy warto przeczytać?

Kostusza to mała mieścina, z kilkoma budynkami, kościołem i niezwykłym cmentarzem - zamkniętym ciężką, żelazną bramą. Nad tytułowym Cmentarzyskiem unoszą się chmury,
a dające się stamtąd słyszeć dźwięki powodują gęsią skórkę u mieszkańców.

Głównymi bohaterami powieści Pawła Fijałkowskiego, ukrywającego się pod tajemniczym pseudonimem A. Forge, jest niezbyt kochające się rodzeństwo - Angelika i Marek. Dzieci są kompletnie różne. Angelika jest odrobinę przemądrzała i pretenduje do roli tzw. popularnej dziewczyny, otoczonej przez wianuszek koleżanek - oczywiście nie wzbudza ona sympatii... Marek jest od Angeliki młodszy i bardzo skryty, nie jest też zbyt lubiany - nawet przez własną siostrę - bo uważany jest za dziwaka, który często mamrocze coś sam do siebie.

Rozpoczęły się wakacje i dzieci trafiają na wypoczynek do dość ekscentrycznej ciotki zwanej przez Angelikę - Nawiedzoną, która przechadza się na co dzień w pogrzebowym woalu, jest właścicielką gadającego kota i też niezbyt cichego gada. Okazuje się, że Cmentarzysko jest dość licznie zamieszkiwane przez różnego rodzaju widziadła, strzygi i demony, które są zagrożone przez skrywającego się pod jego powierzchnią więźnia, który właśnie się uwolnił - przy małej pomocy jednego z bohaterów.

Dzieci, Nawiedzoną ciotkę i Śmierć we własnej osobie czeka niełatwe zadanie uratowania owianego złą sławą siedliska magicznych istot. Akcja niesie za sobą masę przygód niejednokrotnie bardzo niebezpiecznych.

"Czasem w życiu zdarza się tak, że ból przesłania wszystko inne, co drzemie w... człowieku, wiesz?"

Jak to w dobrej historii bywa pod płaszczem magii, fantastyki i nuty horroru ukrywa się druga i ważna treść. Autor poruszył trudny temat śmierci. Jak wytłumaczyć dziecku, że śmierć jest też częścią życia, skoro sami my - dorośli - mamy z jej zaakceptowaniem ogromny problem? A co gdyby sama Śmierć była kobietą, w skórzanej kurtce, t-shircie, jeansach i motocyklowych butach? Gdyby można było z nią porozmawiać przy suto zastawionym stole? Czy nie łatwiej byłoby wtedy pozwolić jej współistnieć z życiem?

Świat "Cmentarzyska" jest niesamowicie złożony. Pełen demonów, strachu, ale i poświęcenia, przemiany bohaterów i... miłości. To historia, którą czyta się z uśmiechem na ustach i łezką w oku, która na długo zostanie w pamięci czytelnika bez względu na jego wiek.

Trzeba również wspomnieć o niesamowitym wydaniu powieści. Twarda oprawa, szycie, niebanalna okładka, multum ilustracji pomagających w wizualizacji mieszkańców Kostuszy,
do tego bezpośrednie zwroty do czytelnika na początku powieści i każdej z części. Dodatkowo wpisany ręcznie numer i podpis autora pozwala czytelnikowi poczuć się docenionym i ważnym.

Jako fanka światów tworzonych przez Tima Burtona czuję się niesamowicie ukontentowana rodzimym odkryciem i z niecierpliwością wyglądam kolejnej części.





Wydawnictwo: Wydawnictwo Kłobook

Data wydania: 2. października 2018

Liczba stron: 416



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl



Książkę można zakupić  na stronie wydawnictwa: Wydawnictwo Kłobook.

FB wydawnictwa.


A poniżej moja praca inspirowana właśnie stylem "burtonowskim" :)

Remains of the day - Alina Śliwińska - inspiracja Tim Burton
#26 Szafira - Krzysztof Michałowski

#26 Szafira - Krzysztof Michałowski

#62 Szafira - Krzysztof Michałowski - recenzja - czy warto przeczytać?

Pamiętacie ten beztroski świat dzieciństwa, kiedy każda codzienna czynność przeradzała się w prawdziwą przygodę? Jak wspinaliśmy się po drzewie by z góry spojrzeć na bezkresy królestwa, którym władamy? Jak na balu w przedszkolu/szkole przywdziewaliśmy kolorowe stroje, jednocześnie stając się postacią, którą odgrywamy?
Dzieci są niesamowite. Żyją teraz - nie jutro, nie wczoraj. Kolorują świat uśmiechem, tworzą światy o których nam się nawet nie śniło. 

Taka też jest bajka - rymowanka spod pióra Krzysztofa Michałowskiego - "Szafira".
Autor w zmyślny sposób z prozaicznej czynności jaką jest zrobienie... uwaga... JAJECZNICY.... utworzył baśniową historię ze smokami, zamkami i... tytułową księżniczką, o której rękę starają się zalotnicy. Jak w każdej dobrej bajce mamy tu zarys niegodziwości, którą zwycięża oczywiście czystość zamiarów i dobro.


"Za siedmioma górami
i siedmioma lasami
znajdowała się kraina
owiana legendami,
w której ludzie nadawali
wiadomości tam-tamami,
a między wyspami 
przemieszczano się smokami".

Warto tutaj wspomnieć o historii powstania bajki. Autor wraz z dwójką dzieci stanął w obliczu tragedii, jaką była śmierć Żony. Nie mógł poddać się smutkowi i załamaniu, wobec tego zaczął tworzyć krótkie rymowanki, w których mógł na chwilę oderwać się od rzeczywistości i dać dzieciom trochę radości. Tak też powstała "Szafira".

Myślę, że ze wspólnego czytania będzie nie tylko wiele zabawy i śmiechu, ale i własnych historii i rymowanek, a świat księżniczki o szafirowych oczach otworzy w rodzicach głęboko ukryte pokłady dziecięcej wyobraźni i nieprzeciętnej kreatywności. 
Warto również wspomnieć, że "Szafira" Krzysztofa Michałowskiego jest bogato i kolorowo ilustrowana - co zapewne ucieszy oczy nie tylko najmłodszych odbiorców.
Bajka jest dostępna w wielu księgarniach jak i na stronie wydawnictwa.



Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Borgis.
 


Wydawnictwo: Wydawnictwo Borgis

Liczba stron: 16


Kategoria: literatura dziecięca
#17 Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski

#17 Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski

Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski - recenzja - Czy warto przeczytać?

"Często w życiu bywa tak, że to, co obłędne, sprawdza się tam,
gdzie wymięka nawet najtęższy rozum". 

Kiedy stałam dziś przy oknie, ubrana w zimowy sweter w maju i słuchałam jak pellet wpadał do grzejącego dom kotła, patrzyłam na szary świat - szary od strug deszczu. Zamknęłam na chwilę oczy i usłyszałam jak spośród listopadowych nut wygrywanych deszczem - przedziera się ptasi śpiew. Jak wsłuchałam się w te melodię to nie słyszałam już tych płynących rzek wody. Widziałam rozwijające się liście drzew, kwitnące drzewa owocowe, latające motyle i poczułam zapach wilgotnego, leśnego runa.
Świat jest takim - jakim chcemy go widzieć...


"Jak ci ludzie, wiedząc to wszystko, co wiedzą, mając tak potężną świadomość,
mogą w ogóle cieszyć się życiem?"

Pewien chłopiec Chłopiec, wraz z psem Psem, kocicą  Kocicą, koniem Koniem i fotel Fotelem żyją w pięknym, kolorowym świecie marzeń. Ich życie wypełnia beztroska zabawa, stwarzanie wszystkiego o czym chłopiec pomyśli. Czas w tym idealnym świecie biegnie nieustannie, chłopiec dorasta, poznaje litery, uczy się, rozwija a w tym wszystkim towarzyszą mu jego najlepsi i bardzo rozmowni przyjaciele, nawet ten tapicerowany. Jak to w życiu większości ludzi bywa, chłopiec poznaje dziewczynę i... i się zakochuje. Przyjaciele są równie szczęśliwi jak on, ale... wkrótce do jego życia wkraczają trzy złe, ciemne postaci i świat utkany z marzeń i snów traci nie tylko barwy...

To przepiękna opowieść o dorastaniu, magiczna nie tylko z powodu nadania jej takiego fantastycznego charakteru przez autora - a z powodu przekazu jaki się pomiędzy wierszami kryje.
Nie kupujcie tej książki dzieciom. Kupcie tę książkę sobie! Tak! Każdy dorosły powinien ją przeczytać, choć może się wydawać, że docelowa grupa wiekowa jest inna.

Kiedy dopadło Was Zwątpienie, kiedy Strach przejął nad Wami kontrolę, a Kłamstwo skaziło uszy i duszę to, tu znajdziecie odpowiedź - w tej krótkiej historii pięciorga przyjaciół i już czas i przestrzeń nie będą ograniczeniem.

"Nic nie jest snem.
I wszystko jest snem.
Nie to jednak, co rozumiemy, a to,  co czujemy, zbliża nas do prawdy".

Jak nie moje słowa - to może zdjęcie tego pięknego wydania skusi kogoś do zakupu tej fantastycznej książki, wymykającej się kategoriom wiekowym.

Przez czas i przestrzeń - Arnold Cytrowski - recenzja - Czy warto przeczytać?


Wydawnictwo: Kłobook


Data wprowadzenia do sprzedaży: 3 kwietnia 2019

Liczba stron: 144

Kategoria: literatura dziecięca

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...