Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Terra insecta. Planeta owadów - Anne Sverdrup-Thygeson

Terra insecta. Planeta owadów - Anne Sverdrup-Thygeson

Zanim zaczniecie się drapać, albo chować się za słownym murem „nie lubię owadów”, to napiszę, że w tej książce nie ma nic co mogłoby spowodować u Was jakiś dyskomfort. 

Owady są na Ziemi dużo dłużej niż my, z łezką w oku wspominają dinozaury i inne gigantyczne stworzenia, które to my wybiliśmy co do nogi, tworząc sobie Ziemię poddaną.
Są owady mniejsze i większe, ładne i brzydkie, ale wszystkie są potrzebne.

Terra insecta. Planeta owadów - Anne Sverdrup-Thygeson

Terra insecta. Planeta owadów - Anne Sverdrup-Thygeson


To książka o powiązaniach występujących między florą i fauną na owadzim fundamencie. To nie jest żaden leksykon. Anne Sverdrup-Thygeson dzieli się wiedzą, ale przede wszystkim swoim umiłowaniem do życia i fascynacją nim.
Pisze w sposób zrozumiały, bawiąc się porównaniami owadów do ludzi, wprowadza masę dygresji wskazując w ten sposób zależności, którymi rządzi się ekosystem. Uczy szacunku do tych znienawidzonych, uważanych za paskudne, stworzeń bez których nie będzie nas. 

Z „Terra insecta. Planeta owadów” m. in.:

  • Dowiemy się o naszym uzależnieniu od pracy owadów, o przyszłości, którą najprawdopodobniej są - może będziemy wyrabiać z nich produkty żywnościowe dla najbardziej opornych mięsożerców, a niektóre z małych brzydali zjadają plastik.
  • Dowiemy się również dlaczego muchy są tak uparte w swoim tuptaniu, dlaczego niektóre biedronki stają się zombie i czym jest osa-dementor.
    Ale nie tylko. Autorka opisuje do czego może doprowadzić usunięcie, którejś z owadzich grup, na przykładzie mrówek, które leśnicy w jednym z ekosystemów wytępili.
    Przypatrzymy się jak nasze ekologiczne działania - zwalczanie szkodników za pomocą owadów, faktycznie oddziałuje na inne żyjątka na danym obszarze, a co za tym idzie i na nas.
  • Dowiemy się co łączy diklofenak (lek), krowy, sępy, dzikie psy i śmierć dziesiątek tysięcy ludzi.

To zaledwie zarys tego, o czym pisze Anne Sverdrup-Thygeson. 
 
Jedyne czego mi brakowało to rysunki lub ryciny najbardziej opisywanych owadów. Pojawią się drobne jakby atramentowe miniatury, ale to zdecydowanie za mało.

Po co czytać takie książki?
Żeby wiedzieć, bo wiedzy żadna wiara nie zastąpi.

To fajna, zabawna książka o pouczającej treści dla osób ciekawych świata, również dla mieszczuchów, którym brakuje kontaktu ze zwierzętami, a one są wszędzie, tylko często w skali mikro i umożliwiają nam życie.

Nie przepadam za obecnością gości bez szkieletu w domu. Nie boję się, ani nie czuję wstrętu, a jedynie dyskomfort. Wszystkie, które bez mojej wiedzy i zgody lokują się w środku, wynoszę za pomocą kartki i kubka na zewnątrz.

Anne Sverdrup-Thygeson nie chodzi o to byśmy płakali nad każdym zdeptanym karaluchem, czy ubitą muchą, ale jedynie o to byśmy byli świadomi tego, co dla nas robią i okazali im trochę szacunku.
To była fajna przygoda.

<<Owady są osobliwe, skomplikowane, dziwaczne, niezwykłe, zabawne, urocze, jedyne w swoim rodzaju i nie przestają zaskakiwać. Pewien kanadyjski entomolog powiedział kiedyś, że „na świecie jest tak wiele małych cudów - lecz tak mało oczu, które je widzą”. Mam nadzieję, że dzięki tej książce więcej ludzi otworzy oczy na zadziwiający i cudowny owadzi świat - wszyscy razem żyjemy na planecie owadów.>>

Książkę można kupić na weekendowych promocjach w sklepie Wydawnictwa Znak za zawrotne... 6,90 zł. Znajdziecie tam też inne książki, w tym i te najbardziej promowane. 


Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 3 kwietnia 2019
Liczba stron: 256
Kategoria: literatura faktu


#140 Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa. Prawdziwe śledztwo twórcy Sherlocka  Holmesa-  Margalit Fox

#140 Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa. Prawdziwe śledztwo twórcy Sherlocka Holmesa- Margalit Fox

Margalit Fox w książce "Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa" opisuje zbrodnię, do której doszło w 1908 roku, krótko przed Świętami Bożego Narodzenia. Marion Gilchrist została zamordowana we własnym mieszkaniu w Glasgow, a motywem zbrodni miał być rabunek. Broszka, która zaginęła stała się punktem zaczepienia dla policji. Ową broszkę miał zastawić w lombardzie niejaki - Oscar Slater, a następnie próbować zbiec na pokładzie "Lusitanii" do Ameryki. Został jednak doprowadzony przed wymiar sprawiedliwości i skazany na śmierć. Na nic zdały się potwierdzone (przez samą policję) informacje, że to nie była poszukiwana broszka, że ta którą zastawił należała do niego. Slater był na celowniku policji dużo wcześniej - z powodu pochodzenia żydowskiego oraz trybu życia jaki wiódł. Nie stronił od hazardu, lubił towarzystwo kobiet, był podejrzewany o stręczycielstwo.
Wyrok z skazujący na śmierć zamieniono na dożywotnie więzienie, z którego udało mu się wyjść po osiemnastu latach, czterech miesiącach i sześciu dniach - z pomocą twórcy Sherlocka Holmesa.

Zastanawiam się jak opowiedzieć o tej książce, by nie przeładować tekstu zbyt dużą ilością wątków, informacji. Głównych bohaterów, pomijając ofiarę bestialskiej zbrodni, jest trzech. Są to: Oscar Slater, sir Arthur Conan Doyle i... Sherlock Holmes. Znajdziemy tu wszystko to, co może zainteresować zarówno entuzjastów początków kryminologii i kryminalistyki, epoki wiktoriańskiej, sądownictwa, najbardziej znanego detektywa w historii literatury i jego Twórcy, ale i antysemityzmu.

Choć sam styl autorki może nie jest zbyt porywający, ale sposób w jaki tę historię opowiada jest na tyle przystępny, że nie mamy możliwości ani się pogubić, ani tym bardziej znudzić.
Opisuje nam jak wyglądał podział społeczeństwa tamtych czasów, jak emigranci wzbudzali strach i jak obwiniano ich o wzrost przestępczości - brzmi dość znajomo?
Znajdziemy tutaj opisy narodzin nowych dziedzin badania przestępstw i samych przestępców - próbowano udowodnić, że skłonność do popełniania czynów prawnie zabronionych mamy nie tylko zapisaną w genach - pochodzeniu, ale i można ją wyczytać z naszych twarzy.

Poznamy blisko samego Arthura Conan Doyla, który był postacią niezwykłą - o głęboko zakorzenionym poczuciu sprawiedliwości; będącą - ponad wszelkimi uprzedzaniami. Jednak jak nie zgadzał się z czymś zdaniem na swój temat potrafił użyć na przykład parasola i przywołać delikwenta do porządku, czyli cechowało Go też coś na kształt podwójnej moralności.
Dowiemy się jak wiele Jego cech ma najbardziej znany detektyw wszech czasów. Co jest potwierdzeniem tezy, że tworząc postać fikcyjną, autor i tak obdarza ją cechami, które albo sam posiada, albo bardzo dobrze zna. Na pewno każdy kojarzy jak Sherlock Holmes potrafił opisać człowieka patrząc na niego zaledwie przez chwilę - taki był właśnie jego Twórca. Miał niesamowity zmysł obserwacji i dostrzegania rzeczy pominiętych przez innych (przeanalizujemy je m. in.  na podstawie fragmentów jednego z opowiadań, które udało mi się już wcześniej poznać - mowa tu o występującym pod kilkoma tytułami "Niebieskim karbunkule" z 1892 roku).
Dowiemy się też, kto był najprawdopodobniej pierwowzorem wielkiego detektywa i kim z zawodu był pisarz. Jakie korzyści finansowe czerpał ze stworzonej przez siebie postaci, której to szczerze... nie znosił. Kierując się poczuciem sprawiedliwości pomagał innym niesłusznie oskarżonym, nie czerpiąc z tego korzyści materialnych.

Poznamy i samego Oscara Slatera - ofiarę uprzedzeń, zaniedbań ze strony policji, mataczenia, manipulowania materiałem dowodowym, wymuszania zeznań.  Zapoznamy się z faktami - z treścią dokumentów sądowych, będziemy w uczestniczyć również w procesie (bardzo lubię batalie sądowe), odczytamy stenogramy i dowiemy się jak wyglądała sala, której ważyło się życie oskarżonego - można było wtedy robić zdjęcia.  Będziemy również odbywać z Oscarem Slaterem karę i czytać korespondencję między nim, a jego rodziną. Dowiemy się czy rzeczywiście był takim, jakim go widziano.

Wstęp składa się z noty autorki, wprowadzenia i prologu. Książka jest podzielona cztery księgi, a te na rozdziały, które kojarzą mi się trochę ze stylem samego Conan Doyle'a. Na końcu znajdziemy epilog, dramatis personae oraz ogrom przypisów. Treść jest pełna cytatów z Sherlocka Holmesa i bardzo zachęca do sięgnięcia po jego literackie przygody.

To ciekawa pozycja dla fanów sir Arthura Conana Doyla i stworzonych przez niego bohaterów, fascynatów prawdziwych zbrodni, początków powstawania dziedzin nauki służących do sprawniejszego ujmowania wszelakiej maści przestępców, ale i miłośników odkrywania kart ludzkiej historii. Czas postępuje, nauki się rozwijają, powstają autonomiczne samochody, dążymy do tego by jak najwięcej procesów podlegało pełnej automatyzacji - tylko jedna rzecz się nie zmienia... My. Od wiek wieków kierujemy się uprzedzeniami, oceniamy powierzchownie i wydajemy wyroki bez procesu.

Ja - polecam, Wy - musicie sprawdzić sami.




Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 360
Kategoria: literatura faktu
Tłumaczenie: Maciej Miłkowski

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl



#113 W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka - Stephen E. Ambrose

#113 W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka - Stephen E. Ambrose

#113 W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka - Stephen E. Ambrose - recenzja - czy warto przeczytać?
Każdy z nas nosi w sobie odkrywcę. Lubimy czasem przejść jakąś nieznaną nam drogą, pojechać na wycieczkę w dalekie kraje czy obejrzeć dokument o jakichś dzikich rejonach świata. 
Ja też mam w sobie taką chęć poznawania odległych  krain i czasów, w których nie zdążyliśmy jeszcze zdegradować środowiska naturalnego.
Lubię czytać o wszelkich dziewiętnastowiecznych ekspedycjach  - takich jak na przykład Wyprawa Donnera z 1846 roku, czy mój ukochany wręcz temat o Ekspedycji Franklina z 1845 roku, więc tym bardziej nie mogłam odmówić sobie wyprawy śladami kapitana Meriwethera Lewisa i porucznika Williama Clarka, która miała miejsce w latach 1804-1806. Była  to pierwsza lądowa wyprawa na zachód, której dane było dotrzeć do wybrzeży Pacyfiku.
Odbyła się ona z polecenia prezydenta Thomasa Jeffersona i miała na celu głównie eksplorację nowo zakupionych od Francji ziem Luizjany.

Książkę "W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka" autorstwa Stephena E. Ambrose-a można podzielić na trzy części. Raczej nie muszę bać się tzw. spojlerowania, bo wiedza na temat Wyprawy jest raczej powszechnie dostępna, a może dodatkowo kogoś zachęcę do zgłębienia tematu.

Pierwsza opisuje dokładnie przeszłość Meriwethera Lewisa, od dzieciństwa przez pobyt w wojsku, w którym (przez to, że wdał się w konflikt z innym żołnierzem) poznał właśnie Williama Clarka, aż po przyjęcie przez niego funkcji sekretarza samego Prezydenta.
Znajdziemy też tu wiele informacji na temat samego Thomasa Jeffersona (bo podobno ludzie lubią o nim czytać - sugestia od Alice Mayhew - wydawcy) i tego jak stał się prezydentem Stanów Zjednoczonych, będąc po prostu... mniejszym złem.
Dowiemy się jak doszło do zakupu Luizjany i jak niezbadanym była ona dla ówcześnie żyjących - terenem.
Niektórzy wierzyli jeszcze, że nad górną Missisipi żyją mamuty...
Poznamy związek Lewisa z Prezydentem Jeffersonem, który zdawał się być dla mężczyzny ojcem, którego ten stracił będąc jeszcze bardzo młodym. 
Meriwether pobierał u Prezydenta nauki, korzystał z jego biblioteki i wtedy też nauczył się warsztatu pisarskiego, co przydało mu się w trakcie sporządzania dzienników z Wyprawy.
Z powodu rozległości dziedzin w jakich kształcił się przyszły dowódca Ekspedycji, w połączeniu z ciekawością świata i znajomością kultury indiańskiej, stał się on najlepszym kandydatem na tę funkcję. Na swego zastępcę wyznaczył Williama Clarka, którego kazał traktować jak równego sobie stopniem, mimo że ten był jedynie porucznikiem..

"Odwagi niezłomnej, posiadający stałość i uporczywość w dążeniu do celu, z drogi do którego zwieść go mogą tylko nieprzezwyciężone trudności, troskliwy niczym ojciec dla powierzonych mu ludzi, lecz stały w zachowaniu porządku i dyscypliny, znawca indiańskich charakterów, zwyczajów i zasad nawykły do życia myśliwego, obdarzony dogłębną wiedzą o roślinach i zwierzętach swego kraju, wrogi traceniu czasu na opisywanie rzeczy już znanych, uczciwy, bezinteresowny, liberalny, rozumny i wierny prawdziwe tak bardzo, że każdy jego opis jest tak pewny, jak gdybyśmy widzieli coś na własne oczy; gdy wszystkie te cechy znalazły się jakby wybrane przez naturę i umieszczone w jednym ciele, nie mogłem mieć żadnych wątpliwości, powierzając mu to zadanie".  
*słowa Thomasa Jeffersona

Druga część, to już sama - bardzo szczegółowo przedstawiona wyprawa. Autor w ciekawy sposób podaje informacje - stosując trzecioosobową narrację, zachowując chronologię wydarzeń, stopniuje napięcie i wplata wiele bezpośrednich cytatów z dzienników samego Meriwethera.
Choć nie jest to typowa powieść fabularna, to język i styl pozwalają nam poczuć się uczestnikami wyprawy. Odczuwamy z nimi zmiany temperatur, trudy podróży i częsty głód. Trawią ich choroby, częsty brak właściwie zbilansowanych posiłków nie ułatwia szybkiego powrotu do zdrowia. Narrator wyraźnie zaznacza z jakich okresów brakuje zapisków, snuje przypuszczenia co mogłoby być tego przyczyną, ale również wyjaśnia wiele niejasności, z którym zmagali się odkrywcy.
Poznajemy niezbadane do tej pory, kompletnie dzikie tereny, które były zamieszkane przez Indian, którzy nigdy nie widzieli białego człowieka. Odnosi się również do naszych czasów i opisuje, co teraz mieści się w miejscu, w którym ekspedycja stawiała swe kroki na początku XIX wieku.
Wyprawa zaciąga pożyczki, na konto Stanów Zjednoczonych, oczywiście za zgodą samego Thomasa Jeffersona.
Mężczyźni handlują z miejscowymi plemionami i korzystają z ich wiedzy, wiele się tak naprawdę od nich ucząc, co i tak nie chroni ich przed popełnianiem błędów.
Lewis i Clark byli jednak doskonałymi dowódcami. Potrafili nie tylko zapewnić sobie i pozostałym uczestnikom ekspedycji bezpieczeństwo, ale dbali o morale grupy (obcych sobie mężczyzn), przez co uniknęli powszechnego zniechęcenia i wielu konfliktów.

Trzecia część - to czas po szczęśliwym i bezpiecznym powrocie członków Korpusu Odkrywców. Lewis staje się gubernatorem stanu Luizjany, ale niespecjalnie się do tego nadaje. Miota się, męczy na tym stanowisku, zaniedbuje wydanie swoich dzienników. Bycie politykiem bardzo mu nie służy. Nie ma umiarkowania w piciu alkoholu i "leczy" się opium i morfiną z powodu malarii.
W końcu popełnia samobójstwo... Przez co najprawdopodobniej historia obeszła się z nim niezbyt łaskawie, gdyż został trochę zapomniany.
Poruszony jest też w tej części problem praw do dzienników Lewisa.

Niesamowicie, porywająco wręcz napisana historia jednej z najbardziej znaczących ekspedycji w historii ludzkości. Odkryto wiele gatunków flory i fauny, poznano zwyczaje wielu nieznanych indiańskich plemion. Lewis prowadził wiele obserwacji nawet astronomicznych.
Żeby nie było tak cukierkowo i kolorowo to nie mogę wyzbyć się myśli, że tak naprawdę od zawsze jesteśmy najgorszym kataklizmem jaki przydarzył się Ziemi. Wiele okazów zwierząt zostało zabitych i wypchanych, skazanych na cierpienie, nie po to by stały się pożywieniem, ale żeby zbadać ich procesy życiowe, a potem stworzyć z nich eksponaty.
Z góry zakładano też, że Stany Zjednoczone stają się "nowym ojcem" dla rdzennych mieszkańców nowo nabytego stanu.
Choć nie jest to tak tajemnicza i mroczna wyprawa o jakich czytałam wcześniej, to czułam się jak jej zafascynowany uczestnik. 
Lewis powołany na nowo do życia słowami Stephena E. Ambrose'a, to człowiek z krwi i kości, z którym można poczuć związek. Zrozumieć jego tok myślenia, poznać plany, których nie udało mu się zrealizować, głównie z powodu brak nici porozumienia z nowymi przełożonymi. Opis tego jak makabrycznie pozbawił się życia naprawdę mnie dotknął.
Cieszę się, że ta publikacja - po wielu latach od napisania, w końcu ukazała się na naszym rynku wydawniczym za sprawą Wydawnictwa Poznańskiego i do tego w tak ekskluzywnym wydaniu. 
W środku znajdziemy zdjęcia dzienników Lewisa, portrety dowódców i wiele obrazów opowiadających o ich kontaktach z Indianami.
Jedyne czego mi brakowało to mapy z zaznaczonymi punktami, gdzie mniej więcej znajdują się członkowie Ekspedycji, o których w danym rozdziale czytam Na końcu znajdziemy obszerną bibliografię i indeks. Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się ekranizacji!


Data wydania: 16. października 2019
Liczba stron: 718
Kategoria: literatura faktu
Tłumacz: Jan Szkudliński

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl


#57 Helter Skelter. Prawdziwa historia morderstw, które wstrząsnęły Hollywood - Vincent Bugliosi, Curt Gentry

#57 Helter Skelter. Prawdziwa historia morderstw, które wstrząsnęły Hollywood - Vincent Bugliosi, Curt Gentry

Helter Skelter. Prawdziwa historia morderstw, które wstrząsnęły Hollywood - Vincent Bugliosi, Curt Gentry - recenzja - czy warto przeczytać?

Właśnie mija 50 lat od jednej z najbardziej znanych zbrodni w historii - morderstwa popełnionego przez członków Rodziny Charlesa Mansona - w domu wynajmowanym przez Romana Polańskiego. Wraz z żoną Romana Polańskiego - Sharon Tate, która była w ósmym miesiącu ciąży, zginęli wtedy - Jay Sebring, Wojciech Frykowski, Abigail Folger i Steven Parent. Jak się później okazało z tą zbrodnią była połączone inna - życie w zbliżonych okolicznościach straciła rodzina LaBianca.
"Helter Skelter" to prawie 700 stron przebiegu morderstw, historii ich sprawców, życia Charlesa Mansona, a także gromadzenia materiału dowodowego, samego procesu i czasu po zapadnięciu wyroku. Niezwykle rzetelne, skrupulatne przedstawienie faktów, błędów i zaniedbań ze strony policji i niebywałego wręcz - uporu głównego oskarżyciela i współautora książki Vincenta Bugliosiego

Jako nastolatka czytałam horrory, thrillery i kryminały - dziś tych pierwszych już nie czytam, ale gwarantuję, że większe potwory żyją w nas samych, niż autorzy najobrzydliwszych scenariuszy mogliby wymyślić. Dowodem na to, jest właśnie nieżyjący już dziś Charles Manson. Człowiek, który większość swojego życia spędził za murami różnych zakładów penitencjarnych, który zmanipulował wielu innych ludzi i sprawił, że byli niczym marionetki w jego rękach. 

" - Byłam bardzo podniecona. Zmęczona, ale wyciszona wewnętrznie.
Wiedziałam, że to początek helter skelter. Teraz świat miał nadstawić uszu".

Książka jest podzielona na osiem części. Dzięki wprowadzeniu autora; w momencie początku śledztwa, wiemy więcej niż wiedział - on sam - kiedy rozpoczynał pracę nad sprawą. Pojawiają się tu daty, wydarzenia i masa nazwisk policjantów, świadków, członków Rodziny - nie radzę czytać nic innego w trakcie tej lektury - bo można się potem nie odnaleźć. Wydarzenia w niej przedstawione są głównie w porządku chronologicznym. Pojawiają się też transkrypcje rozmów, wspomnienia, które tworzą dokładny obraz sprawy, a dzięki temu zabiegowi jesteśmy w jej centrum. Mimo dużej szczegółowości i trudnej tematyki - styl, którym posługują się autorzy niebywale trzyma w napięciu - lepiej niż niejeden współczesny kryminał. Czytałam ją pięć dni - długo jak na mnie, ale nie potrafiłam szybciej. Jej treść i atmosfera udzieliła mi się do tego stopnia, że co noc byłam w ówczesnym domu Polańskiego. 
Wskazano jak wiele błędów popełniła policja, która nie potrafiła zebrać dobrego materiału dowodowego i gdyby nie chęć ukarania autora wizji Helter Skelter przez oskarżycieli, to pewnie wielu faktów by nie odkryto, a być może on sam nie trafiłby do więzienia.

"Zabijając kogoś fizycznie, uwalniasz jego duszę. 
Życie nie ma granic, a śmierć jest tylko iluzją".

Ta książka przeraża. Rzeczywistość w jakiej żyli członkowie sekty Mansona, była kompletnie odcięta od rzeczywistości. Byli kompletnie opętani przeświadczeniem, że lada dzień wybuchnie wojna międzyrasowa, a oni zostali wybrani niczym naród żydowski przez Jezusa Chrystusa. Wielu wierzyło, że ich przywódca to kolejny Zbawiciel.
Poznamy historie życia wielu czołowych członków sekty i jednocześnie oskarżonych o popełnienie tych okrutnych i krwawych zbrodni. Zostanie nam przybliżone życie Charlesa, jego dzieciństwo i lata spędzone za kratami, gdzie rosło jego poczucie odrzucenia i mogło rozwijać się niczym niezmącone - wiem jak to zabrzmi - czyste zło. Nikt nie rodzi się zły, jak zdarza się nam często myśleć, potwory tworzą potwory. Każdy jest w stanie zabić, ale nie każdy stanie się mordercą. 

"Crockett i Poston słyszeli, jak Manson mówił, iż jego imię brzmi:
"Charles' Will Is Man's Son",
co oznaczało, że jego wola jest tego rodzaju, co Syna Człowieczego".

Vincent Bugliosi twierdził już na samym początku, że zbrodnia bez motywu nie istnieje, a jego celem było znalezienie go i udowodnienie, że nie było przypadku w doborze ofiar.
Czy go znalazł? Odpowiedź na to pytanie, tak jak i wyjaśnienie czym było tytułowe Helter Skelter i co mają z tym wspólnego The Beatles - znajdziemy w treści. Dodam, że jest też trochę informacji o mężu Sharon Tate - Romanie Polańskim, który był przesłuchiwany nawet na wykrywaczu kłamstw. 

Mnie osobiście sam Manson przeraża nawet, gdy spojrzę na jego zdjęcie, a to czego dokonał z grupą podległych mu ludzi - niewolników przyprawia o gęsią skórę. Ich wiara w jego filozofię i to jak zachowywali się w trakcie procesu - sprawia, że każdy horror przy ich zbrodni jest jak bajka dla dzieci.
W książce pojawia się porównanie Mansona do Hitlera, myślicie, że to przesada? Autorzy mają argumenty, czy słuszne, trzeba ocenić samemu.
Sama postać Charlesa jest dziś też częścią popkultury, czy tego chcemy, czy nie. Wielu na tej historii zarabiało i zarabiać będzie, ponieważ jako ludzie lubimy oglądać dramaty i tragedie, ale tylko od nas zależy jakie wnioski z tego wyciągniemy. 

W trakcie lektury byłam mocno zdziwiona tym, że kiedy dzieliłam się tytułem czytanej przeze mnie książki, wielu ludzi nie wiedziało nic na ten temat...
Mam nadzieję, że "Helter Skleter" trafi do wielu czytelników, dzięki wznowieniu jej przez Zysk i S-ka  - bo jak zapobiegać czemuś, o czym się niewiele wie?
Do kin, na dniach, wchodzi film Quentina Tarantino "Pewnego razu... w Hollywood", kto ogląda filmy tego specyficznego reżysera, ten na pewno wie, czego można się spodziewać. Ja mam tylko nadzieję, że znajdzie się choć paru ludzi, którzy zechcą zapoznać się też z faktami i wyciągną z nich odpowiednie spostrzeżenia.
8/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 9. lipca 2019
Liczba stron: 660
Kategoria: literatura faktu

Tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński


#56 The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy - Aaron Mahnke

#56 The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy - Aaron Mahnke

#94 The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy - Aaron Mahnke - recenzja - czy warto przeczytać?
Co to była za książka... Praktycznie od nastoletnich lat fascynuje mnie pokrętny, ludzki umysł. Umysł morderców. Wierzę, że każdy jest w stanie zabić, a różnimy się między sobą jedynie... motywem. Nie od dziś staramy się walczyć z drzemiącą w nas przemocą, utworzyliśmy systemy karne, każdy przejaw zła tępimy i społecznie piętnujemy. O obecnych czasach zdarza się nam mówić, że obfitują w bestialstwo, a współcześnie prześcigają się w serwowanym swoim ofiarom okrucieństwach. W jakim my jesteśmy błędzie! 

Przed Państwem "The world of Lore. Niegodziwi śmiertelnicy" Aarona Mahnke-go. Spis morderczych historii z przekroju kilku odległych wieków, opowiedzianych tak płynnym i ciekawym językiem, że można w tej niegodziwości zatonąć. Śmierć, krew, odcięte kończyny, obdzieranie ze skóry, gotowanie ludzkiego mięsa wypowiedziane jakby radiowym stylem. Gdy czytałam nie tylko widziałam obrazy jakie opisuje autor, ale zdawało mi się go słyszeć, jak swoim melodyjnym głosem opowiada te okropne historie. 

Książka składa się z pięciu rozdziałów, podzielonych na wiele podrozdziałów. Każdy jest niezwykle przewrotnie zatytułowany i wzbudza uśmiech na twarzy mimo krwawej i śmiertelnej tematyki. Autor ma ogromny talent do opowiadania historii poważnych przestępstw w niezwykle lekki i humorystyczny sposób, i upatruję też tutaj doskonałej pracy tłumacza, dzięki któremu książka nie straciła rytmu. Dodatkowym atutem są ilustracje sporządzone przez M.S. Corley-a, które w równie lekki i humorystyczny sposób dopełniają to świetne wydanie. 

Jaką my tu znajdziemy różnorodność nie tylko w sposobach zabójstw, ale i w motywach. Polowanie na czarownice, okradanie grobów, wampiryzm - polski akcent w postaci Elżbiety Batory - Krwawej Hrabiny, historia wierzeń w Krampusa, członkowie rodzin znanych nam współczesnych pisarzy, Abraham Lincoln i doppelgänger, znana fanom serialu American Horror Story zaginiona kolonia Roanoke, Doktor Jekyll i pan Hyde, multum odwołań do znanych nam historii. Jeszcze więcej nieznanych mi wcześniej historii morderców, a wszystko to okraszone niezwykle trafnymi komentarzami ludzkiej natury i być może motywów jakimi kierowali się zabójcy. 

"Wygląda na to, że najgroźniejszym obcym nie jest przybysz, lecz ten, który kryje się wśród nas".

Najbardziej zafascynowała mnie historia Hermana Webstera Mudgeta, znanego jako Dr Henry Howard Holmes. Oszusta ubezpieczeniowego, który nabył posiadłość nazywając ją Zamkiem, do której niczym drapieżnik wabił i mordował setki ludzi. Obdzieranie ze skóry, preparowanie szkieletów nic nie było mu obce. Mówił o sobie, że urodził się mając w sobie diabła. A legendy głoszą, że nie przestał mordować nawet po śmierci...Jego historia przejawia się przez całą książkę.
Kate Webster, która po zamordowaniu Julii Thomas znalazła niezwykle kreatywny sposób na pozbycie się zwłok. Ćwiartowanie, gotowanie i wytapianie tłuszczu, nakarmienie nim okolicznych dzieci, wynoszenie resztek w walizce - tak panna Webster była niezwykle zaradna.
Historia rodziny Gruberów, której morderca zostawił ślady na śniegu prowadzące do ich domu. Narzędziem zbrodni było narzędzie ogrodnicze, które wziął sobie z ich składzika, a po niezwykle krwawym mordzie mieszkał w ich domu i karmił ich zwierzęta. Mało tego być może z nimi mieszkał już wcześniej. 

"Jednak najbezpieczniej czujemy się w naszych domach. W pewnym sensie gniazdujemy w nich. Tworzymy wokół siebie kokon chroniący nas przed kaprysami pogody, intruzami i skrzywdzeniem.
Niestety czasami to nie wystarcza".

Niezwykle ciekawa w swym okrucieństwie lektura, która jest nie lada gratką nie tylko dla fanów wyszukanych mordów, czy historii ludzkości, ale i dla tych, których interesuje ludzka natura i niebywała wręcz skłonność do zła. Gwarantuje ciekawą lekcję historii, która zostawi Was z morzem pytań odnośnie definicji człowieczeństwa.

 "Nadal boimy się tych, którzy się od nas różnią. mamy to w genach, a może w naszej kulturze. Ten strach jest jak wąż w trawie, zawsze gotowy do ataku".
8/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2. lipca 2019
Liczba stron: 400
Kategoria: literatura faktu

Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...