Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura fantastyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura fantastyczna. Pokaż wszystkie posty
#157 Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk

#157 Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk


Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk
Żyję sobie pod lasem. Kocham przyrodę i ciszę przerywaną przez zwierzęta żyjące pośród drzew.  Uwielbiam wilki, zrobiłam wiele prac graficznych, w których one były w centrum.
Za dzikość, za wolność, którą tak naprawdę one są i za strach... przed ludźmi. 
Moją ulubionym cyklem z gatunku szeroko pojętej fantastyki jest "Opowieść o Alvinie Stwórcy" Orsona Scotta Carda, gdzie postaci z historii mieszają się z fikcyjnymi, a wszystko łączy się z opowieścią o zielonej krainie. O tym jak człowiek współistnieje z przyrodą, a nie nią włada. 

"Czarna, czarna toń" to debiut Martyny Szkołyk znanej z bloga PARTYZANTKA. Od razu wspomnę o tym, że dochód ze sprzedaży książki Autorka przeznacza na budowę pasieki, a książkę można zakupić TUTAJ.


Książka opowiada losy Klanu Nocy, postaci, które potrafią przemieniać się w wilka. Głównym bohaterem i narratorem jest Burzowy Gniew - zwany Burym, który trafił do aresztu, wtrącony do niego przez ludzi. Jest ranny, trawi go gorączka i trawi go historia, którą w sobie nosi. Zaczyna ją opowiadać chłopcu, który jest uwięziony wraz z nim. Do zwierzeń Burego skłaniają - niebieskie oczy chłopca - Svena, które przypominają mu kogoś, o kim mu opowie. Od czasu do czasu będziemy wracać do celi i monitorować stan zdrowia Burzowego Gniewu. Opowie o nam wszystko na temat jego Klanu, jego członków i pewnych ksiąg.

Narracja, którą stosuje Martyna Szkołyk przypomina mi podania. Jakby mi ktoś opowiadał zasłyszaną gdzieś, od kogoś historię, ocierającą się o różne wierzenia, muskającą nasze słowiańskie dziedzictwo. Może przeczytał ją w jakimś zbiorze, może co nieco sam dodał.
Wszystko w tej książce jest przesiąknięte magią. Od samego lasu i Wieczna - jeziora, po postaci, które choć przemieniają się w zwierzęta, są bardziej ludzkie niż nie jeden człowiek. Mają jednak podobne do nas wady -  oceniają się przez pryzmat pochodzenia, boją się tego, czego nie znają, a na krzywdę odpowiadają krzywdą.
Autorka wspomina rusałki, czy licho, jest i szaman, pojawiają się inkwizytorzy. Jest mrocznie. Jest krwawo. Głód i przemoc zbierają swoje żniwo. Co dajesz wraca.

Mimo że sama oś fabuły jest dynamiczna, to spokojna narracja równoważy dzikość charakterów bohaterów. Las żyje, a niektóre jego miejsca budzą strach i to nawet wśród żyjących w nim istot. Jednak najbardziej niebezpieczne mogą okazać się miasta zamieszkane przez ludzi.

Jak możemy się domyślić to nie jest to tylko wymyślona opowieść o nieistniejącym miejscu. Świat przedstawiony w "Czarnej, czarnej toni" jest odbiciem naszego. Nie mówimy bliskim tego, co czujemy. Popełniamy błędy, nie za wszystkie ponosimy pełną odpowiedzialność, ale często poczucie winy wynikające z ich popełnienia, więzi nas bardziej niż stalowe kraty.
Nie umiemy poprosić o pomoc, bo zdaje się, że nią nie zasługujemy. Czasem przykrywa nas woda, a wodę lód - toniemy, i musi przyjść ktoś kto wykuje przerębel. Przebaczyć nie jest łatwo, jak i o to przebaczenie poprosić - a ludzka niechęć do nazywania emocji jest jedną z najbardziej niszczycielskich sił.
To opowieść o potędze przyjaźni, umiejętności przyznania się do błędów i przebaczeniu. Sądzę, że każdy znajdzie w tej opowieści coś innego, ponieważ czytamy filtrując tekst przez pryzmat własnych emocji i doświadczeń.

Czytałam leniwie, niespiesznie i z dużą przyjemnością, choć żałuję, że to zaledwie 196 stron opowieści ze świata magii lasu.




Martyna Szkołyk - "Czarna, czarna toń"
Liczba stron: 200
Kategoria: fantastyka/fantasy
Kup

 


#124 Dzieci starych bogów. Śmiech diabła - Agnieszka Miela

#124 Dzieci starych bogów. Śmiech diabła - Agnieszka Miela

#124 Dzieci starych bogów. Śmiech diabła - Agnieszka Miela - recenzja - czy warto przeczytać?
Od czasu do czasu lubię zanurzyć się w fantastyczny świat, odciąć od codzienności. Biegać po lasach, nasłuchiwać szeptów i rozglądać się za magicznymi postaciami, niekoniecznie przyjaźnie nastawionymi. Dzięki fantastyce na chwilę możemy stać się bohaterami w pelerynach, czy też mrocznymi, czarnymi charakterami.
Lubię ten gatunek literacki za to jak pod płaszczem nieistniejących światów przemyca uniwersalne treści, mogące mieć jakiś wpływ na nasze realne życie, na wybory jakich dokonujemy, czy nawet na kształtowanie naszych charakterów.

"Dzieci starych bogów. Śmiech diabła" Agnieszki Mieli to pierwsza część trylogii, którą połknęłam w jeden dzień. Być może za szybko, ale mroczny świat Sidav wciąga niczym ruchome piaski.
Głównymi bohaterami są Aine i Bertram, potomkowie Starych Rodów - Wartów i Arminów.  Ich losy się ze sobą splatają i tak Armin - Bertram wychowuje się pośród Wartów, uratowany przez Ainę - Wilgę. Dramatyczne i krwawe zdarzenie pozbawia ich domu i bliskich. Pragną zemsty i będą jej szukać nie wiedząc, że ich los tak naprawdę jest przesądzony z powodu splecenia ich życia z Ziarnami Relenvel.

"- Wiesz, co jeszcze mówią o Ziarnach? Że kiedy znów zostaną wezwane, nadejdzie dzień, którego długo nie zapomną ludzie w żadnym ze światów. Będzie to bowiem dzień ich śmierci, odrodzenia lub całkowitego unicestwienia. Powrót do nicości, która istniała przed pojawieniem się Bogów... Ziarna dadzą wtedy swą moc temu, kto będzie umiał ją wykorzystać. Kiedy zaś skupią się na jednym celu, wyznaczonym przez Żyjącego w Przejściu, będą mogły otworzyć wrota do czasów, miejsc i istot, o jakich nam się nie śniło. Do tych, którzy nigdy prawdziwie nie żyli".

Świat wykreowany przez autorkę jest niezwykle mroczny. Zewsząd czekają niebezpieczeństwa, jak nie ze strony napotkanych członków innych klanów, to z którejś z kreatur - czyhających gdzieś w ciemności.
Brutalne gwałty, walki, czy też wypadające wnętrzności to, coś co nie robi większego wrażenia na mieszkańcach tego uniwersum.
Postaci jest dużo, ale każda na swój sposób jest wyjątkowa.
Na początku zapoznamy się z mapą, przedstawiającą topografię świata, do którego wchodzimy, a na końcu znajdziemy Encyklopedię stworzeń i wierzeń Sidavu, która jest wzbogacona o ilustracje.

Głowni bohaterowie są świetnie wykreowani. Aine to dziewczyna, która bardzo zabiega o uwagę ojca, ucząc się walki i dotrzymując w tym kroku wszystkim swoim braciom. Zostaje jednak postawiona przed faktem dokonanym. Jej życie zostało zaplanowane i nie ma w nim miejsca na jej marzenia, pragnienia. Musi wypełnić swoją rolę. Ale Wilga nie jest potulna i nie da się jej kazać czegoś zrobić, kiedy ona tego nie chce...
Bertram to chłopak, który ukrywa swoje pochodzenie, wstydzi się go. Nie chce być tym kim jest jego ojciec.
Mamy, więc dwie postaci, z którymi większość z nas znajdzie wspólne cechy, bo kto z nas zawsze zgadza się z tym, co każą nam robić inni?

Sądzę, że jednym z głównych bohaterów mogę nazwać również - Las Śniących, którego szepty przypominają mi tę część naszej natury, która kieruje nas na ciemną ścieżkę postępowania, z którą nieustannie toczymy wewnętrzną walkę.

Agnieszka Miela wprowadziła do fabuły postaci, do których mam wielką słabość, a mianowicie wampiry (znajdziemy w niej też inne niezbyt przyjemne stworzenia). I to nie te bezbarwne, kochliwe stworzonka, jakie kreują serialowe produkcje, tylko prawdziwe, okrutne krwiożercze maszyny do zabijania. 

Podoba mi się styl, którym posługuje się autorka. Wszystko w jej opisach jest wyważone, przemyślane. Nie ma niepotrzebnych dłużyzn. Nie jest "miękko" i ckliwie, bywa za to bardzo brutalnie.

Na każdej stronie czuć fascynację różnymi mitologiami, wierzeniami. Autorka umie budować ciężki klimat. Da się poczuć niepokój, a nawet strach, który towarzyszy bohaterom. Zdawało mi się, że słyszałam chrzęszczący śnieg i te szepty...

Bardzo dobry debiut! Żałuję, że tak szybko się ta przygoda skończyła, że kolejna część nie stoi już na półce... ale na wszystko co dobre, podobno trzeba czekać :)

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kłobook

Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 430



Książkę można kupić tutaj = > KŁOBOOK

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl
#121 Cena honoru - Maciej Para

#121 Cena honoru - Maciej Para

#120 Cena honoru - Maciej Para - recenzja - czy warto przeczytać?
Ile razy podczas czytania przemknęła Wam przez głowę myśl: co to jest?
Ja napisałabym/napisałbym to lepiej? Maciej Para żeby nie marudzić, że innym się udaje, a jeszcze innym jest w życiu po prostu łatwiej - to spróbował. Napisał i wydał. I od wydania "Ceny honoru", czyli zbioru opowiadań o krasnoludach zacznę. Książa ma twardą oprawę, jest szyta. Wnętrze zdobi mapa, każde opowiadanie zaczyna się od niezwykle zdobnego inicjału, co parę stron pojawiają się klimatyczne ilustracje Zyty Resakowskiej. To naprawdę miła dla oka publikacja, choć w przypadku, kiedy w tekście pojawiają się listy/notki to zastosowana czcionka utrudnia trochę czytanie.

Zbiór składa się z dziesięciu opowiadań o starożytnych Krasnoludach inspirowanych twórczością Tolkiena, o czym zresztą sam autor nas, we wstępie, informuje. Trafiamy do świata, w którym nieustannie toczą się walki zbrojne. Jest on zamieszkiwany przez wiele istot - orków, arlokki, elfy czy ludzi.

Krasnoludy ciężko pracują, dużo jedzą i piją. Są bardzo porywczy. Ale kochają swoje rodziny. Wiodą, mimo ciągłych niesnasek, proste życie.
Niskorośli noszą długie brody, zaplatają warkocze i są długowieczni. Ludzi nazywają człeczynami i raczej nie pałają do nich wielką sympatią. Najbardziej cenią honor, którego utraty boją się bardziej, niż samej śmierci. Dzielą się na różne klany, które również nie żyją ze sobą w pokoju. 

#120 Cena honoru - Maciej Para - recenzja - czy warto przeczytać?

Niskie istoty, o których pisze autor bardzo przypominają nas - ludzi. Każdą inność tępią i wyszydzają. Nie potrafią przyznać się do błędu i otworzyć na coś, czego nie rozumieją. Zdarzają się jednak odstępstwa od przyjętych reguł i niektóre jednostki wykazują inną, większą wrażliwość. Sama ich dewiza mówiąca o honorze i hańbie jest jedynie kwestią interpretacji, jak to w życiu. Każdy ma inne wartości i wysnuwa inne wnioski.
Autor pokusił się o napisanie opowiadań, które w moim odczuciu są najtrudniejszą formą literacką. W dość krótkim tekście, trzeba naznaczyć motyw przewodni, zawiązać wątki, nakreślić charakterystykę postaci i jakoś historię zakończyć. 

Zbiór jest trochę nierówny. Pierwsze i tytułowe opowiadanie "Cena honoru" przypadło mi do gustu najbardziej. Jest świetne wprowadzenie, akcja i otwarte zakończenie, do tego pojawiają się emocje i naprawdę można poczuć związek z rodziną, o której opowiada, mimo tego, że jest najkrótsze.
"Najczarniejsza z czerni" też świetne, pojawia się mrok, tajemnica, którą trzeba odkryć i ta magia niezbędna by poczuć fantastykę, a nawet nuta szaleństwa.

Myślę, że autor chciał trochę zbyt wiele przekazać, połączyć wiele wątków i podczas czytania niektórych z opowiadań czułam znużenie, albo też nie mogłam się po prostu wciągnąć, bo przeskoki w fabule - były zbyt częste.
Książka przeszła korektę i jest to zauważalne, jednak i tak, jak dla mnie, była zbyt duża ilość "człeczyn", "honoru", i "hańby". Tak wiem - jestem czepliwa, ale przy poziomie wypowiedzi, który autor stosuje, takie powtórzenia trochę mnie raziły. Dodatkowo bohaterowie są członkami klanów, noszą przydomki i niezwykłe imiona, więc chciałabym znaleźć tutaj bardziej stylizowaną mowę. Dla mnie wysławiają się zbyt współcześnie i pospolicie. Choć fragment z mięsem i ziemniakami - mnie rozbawił.

Niemniej jednak, jak na debiut i to jeszcze wydany samodzielnie, jestem pod dużym wrażeniem wyobraźni, umiejętności budowania napięcia, kreacji postaci i pozostawienia czytelnikowi miejsca na głębszą interpretacji treści.
Myślę, że to może być doskonały wstęp do powieści, która pozwala na dużo więcej jak opowiadanie i dużo więcej też wybacza. Czekam zatem na opasłe tomiszcze, w którym Maciej Para rozwinie wszystkie wątki, które zapoczątkował :)

6/10.
#120 Cena honoru - Maciej Para - recenzja - czy warto przeczytać?

Za egzemplarz dziękuję autorowi! 

Data wydania: sierpień 2019
Liczba stron: 360
Kategoria: literatura fantastyczna
Książkę można zamówić u autora - o TUTAJ.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...