Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty
#66  Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona

#66 Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona

#  Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona - recenzja - czy warto przeczytać?

Myślę, że nie przesadzę jeżeli napiszę, iż większość z nas posiada dość mgliste pojęcie o mitologii słowiańskiej. Znajdzie się pewnie kilka osób, które wspomną Świętowita. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że przedchrześcijańscy Słowianie nie znali pisma, a wierzenia i tradycje przekazywali sobie głównie w formie ustnej, a wyznawcy jednego Boga z wielką gorliwością i dokładnością usuwali wszelkie pozostałość starej wiary.
Od pewnego czasu kiełkuje we mnie ciekawość i chęć zgłębienia tematu, by lepiej zrozumieć nasze tradycje, czy powiedzenia, przysłowia, które przecież znikąd się nie wzięły.
Słowiańskie mity to część naszej kultury i niezwykle smuci mnie fakt, że był i zapewne nadal jest w szkołach praktycznie pomijany. 

"Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony to nietypowa lektura.
Autorzy wiedzę opartą na naukowych opracowaniach ubrali w fabularne opowiadania, które zostały przez nich zarchaizowane, za pomocą odpowiednich figur stylistycznych; przez co w trakcie czytania praktycznie przenosimy się w czasie. Ja za nim cofnęłam się do czasów Słowian, powędrowałam do czasów dzieciństwa, kiedy to będąc małym dzieckiem leżałam opatulona kołdrą i słuchałam czytanych przez mamę zbioru legend, których tytułu niestety już nie pamiętam, ale sentyment do takiej narracji we mnie pozostał.

Książka dzieli się na trzy części. W pierwszej będziemy świadkami stworzenia wszechświata,  poszczególnych bóstw i w końcu człowieka. Druga część to plejada biesów, czyli słowiańska demonologia, która będzie starała się nas przestraszyć, a czasem wywoła rozbawienie. Natomiast w ostatniej z części autorzy podjęli próbę powołania na nowo legend o słowiańskich bohaterach.

"Wiele rodów i plemion zamieszkiwało ziemię, ale żyły ze sobą w zgodzie. Mogli wymieniać dobra, których mieli pod dostatkiem, na te, których im zabrakło. Łatwo dochodzili do porozumienia, gdyż rozumieli swą mowę. Mawiano, że posługują się jednym słowem, stąd sami siebie zaczęli nazywać Słowianami".

Każdy rozdział został opatrzony minimalistycznymi ilustracjami, którymi na początku byłam zawiedziona, ponieważ stanowią olbrzymi kontrast do bogactwa opisów bogów, biesów i zdarzeń. Jednak po głębszym zastanowieniu zmieniłam zdanie. Zaczęły mi one przypominać niezwykle proste w formie malowidła naskalne i pozwoliły wyobraźni samodzielnie nadawać cechy prezentowanym istotom nadnaturalnym.
Zupełnie przepadłam w świecie opanowanym przez przyrodę, w którym człowiek współistniał nie wyniszczając jej.
Na kartach tej pozycji znajdziemy wytłumaczenie wielu popularnych i nadal funkcjonujących podań np. odnośnie przynoszenia dzieci przez bociany, czy nazewnictwa znanego nam ze starych opowieści, gdzie księżyc nazywano miesiącem.

W żaden sposób nie przeszkadzała mi forma podania wiedzy w krótkich opowiadaniach. Zdarza mi się pracować jako grafik, więc dla mnie była to uczta dla wyobraźni i sposób na odnalezienie w sobie nowych pokładów kreatywności.

"Mitologia słowiańska" zainteresowała mnie na tyle, że z przyjemnością sięgnę po kolejne opracowania autorów, a z czasem po typowo popularnonaukową literaturę, której spis znajdziemy w podanej na końcu książki bibliografii. Dodatkowo zamieszczono również słownik zastosowanych pojęć. Nie można pominąć też faktu niezwykle ekskluzywnego wydania tego opracowania.
Całość zdobi twarda, minimalistyczna okładka w niezwykle estetycznej oprawie graficznej, a papier o wysokiej gramaturze jest solidnie zszyty. Myślę, że książka będzie doskonałym prezentem, który możemy sprawić nie tylko sobie.

8/10.




Wydawnictwo: Bosz

Data wydania: 10. października 2017

Liczba stron: 160

Kategoria: popularnonaukowa



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#5 Głód - Alma Katsu

#5 Głód - Alma Katsu

Głód - Alma Katsu - czy warto przeczytać?

"- Więc wierzysz w tę bajeczkę o potworach w lesie?
- Nie wierzę w potwory. Tylko w ludzi, którzy zachowują się jak potwory."

Lubię kiedy autor do faktów, dokłada swoje wyobrażenia - najlepiej przesiąknięte jakimiś wierzeniami, mitologią. Kiedy nie wiemy co się tak naprawdę wydarzyło możemy wyobrazić sobie niemal wszystko. Jak wiadomo nie od dziś - najbardziej fascynuje to, co mroczne i nieznane.
Po przeczytaniu opisu "Głodu" Almy Katsu wiedziałam, że to będzie coś, co lubię najbardziej. 

Książka opiera się na historii "Wyprawy Donnera" z 1846 roku, kiedy to dwie bogate rodziny - Donnerowie i Reedowie, postanowili wyruszyć do Kalifornii. Ich członkowie liczyli na nowy początek i lepsze życie. Poprzednie wyprawy docierały do punktu docelowego - z reguły w sześć miesięcy. Do "Wyprawy..." wkrótce dołączyły inne rodziny i grupa wynosiła 87 osób. George Donner jako "dowódca" zafascynowany książką "From Oregon and California in 1848" wybrał na szlak tzw. skrót Hastingsa - od nazwiska autora owej publikacji (Lansford W. Hastings). Szlak wiódł przez Wielką Kotlinę, góry Wasatch i Wielką Pustynię Słoną - według odkrywcy droga miała być krótsza i lżejsza niż ta, z której korzystano dotychczas. 
W związku  z tym, iż część wędrowców stanowiły kobiety i dzieci wybrano właśnie tę drogę.
Autor książki - Lansford W. Hastings - nie chciał zostawić rodzin samym sobie, więc zdecydował się im pomóc przebyć trasę. Miał czekać w Forcie Bridger przy rzece Blacks Fork i poprowadzić ich dalej - jednak wyruszył sam. Kiedy rodziny dotarły do punktu spotkania, gdzie dowiedziały się, że Hastings udał się na wędrówkę sam - ruszyły za nim. Lansford co ciekawe swoją pierwszą podróż przez ten skrót odbywał właśnie teraz...
Nie miał jednak ze sobą ciężkich wozów; pełnych dobytku i zapasów. Owy skrót wiódł przez pasmo Sierra Nevada, w pobliżu Oceanu Spokojnego - więc rodziny miały podróżować po zimnych, ośnieżonych i niebezpiecznych szczytach. Skrót był możliwy do przebycia jeżeli podróżowało się szybko, bez zbędnych bagaży. Od pionierów odłączył się dziennikarz Edwin Bryant i sam pokonał tę trasę - starał się powstrzymać grupę przed dalszą wędrówką - zostawiając im listy w kolejnych fortach - jednak nie dotarły one nigdy do członków tej wyprawy. W grupie narastało napięcie - droga była wyczerpująca, ciężkie wozy jej nie ułatwiały, zapasy żywności malały - frustracja powodowała konflikty - jeden z nich doprowadził do zabicia jednego z członków wyprawy przez Jamesa Reeda, którego za karę wygnano. Kiedy nadeszła zima, wyprawa powinna była już dotrzeć do celu, jednak tak się nie stało. W okolicach jeziora Truckee założono obóz. Zima była ciężka, a zapasy żywności szybko malały. 


"Jedzenie bolało. Żołądek je odrzucał i jednocześnie skręcał się z głodu. 
Zęby bolały z zimna i powoli zaczynały się psuć z niedożywienia."

Z członków wyprawy wystosowano grupę, która miała ruszyć dalej - siedemnaście osób - którą nazwano "Samotną nadzieją". Zabrali ze sobą niewiele i jak się można spodziewać wyczerpanie szybko zaczęło dawać się we znaki i po prostu padali z wyczerpania.
W tym czasie rodziny koczowały w obozie. Jeden z członków "Wyprawy..."  zasugerował, że ktoś powinien się poświęcić. Sam jednak wkrótce oszalał. Dłużej nie zwlekano. Podjęto decyzję o zjedzeniu zmarłych członków wyprawy - upatrując w tym jedynej szansy na przetrwanie. Ale... było tylko gorzej. Strzelano nawet do uciekinierów, którzy stawali się posiłkiem. Z kilku wypraw ratowniczych, które zapoczątkował wygnany James Reed - uratowano 48. osób z 87. Klęska głodu porozdzielanych grup pionierów była nieubłagana, kanibalizm miał dosięgnąć wszystkie. Mimo że wielu członków wyprawy wypierało się jakoby mieliby zjadać zmarłych, a kości odnalezione w palenisku nie zostały zidentyfikowane jako ludzkie - powstaje pytanie jakim cudem w takim razie przeżyli, skoro nie mieli żadnej żywności? Niektórzy z członków wyprawy opowiadali jak sporządzano posiłki ze zmarłych współtowarzyszy - jednak później wypierali się swoich słów.


"Straciliśmy wszelki ślad karawany Hastingsa i nerwy mieliśmy napięte jak postronki; ciągle wypatrywaliśmy czegoś, co po nich zostało, nasłuchiwaliśmy ludzkich głosów... szukaliśmy jakiekolwiek dowodu, że nie jesteśmy sami. Ale im głębiej zapuszczaliśmy się w las, tym bardziej czuliśmy się odizolowani. Paradoksalnie prześladowało mnie dziwne i bardzo silne wrażenie, że jestem obserwowany."

Tak mroczna kanwa pionierskiej wyprawy stała się podstawą do napisania "Głodu" przez Almę Katsu.
Autorka do faktów dodała mroczną fantastykę i stworzyła bardzo dobrą książkę!
Powieść czyta się znakomicie, szybko i płynnie. Alma Katsu ma bardzo lekkie pióro, maluje słowa. Oczywiście jej opowieść różni się od tej historycznej - tutaj wszechobecne zło i mrok zaczyna ogarniać członków wyprawy od momentu zaginięcia małego Nystroma, którego zmasakrowane ciało odnaleziono daleko od obozu. Znikają kolejni członkowie grupy, dochodzi do morderstwa, wszyscy choć bardzo chcą wierzyć, że ich kalifornijski sen się ziści - są na skraju obłędu. 



"To co zobaczył za zakrętem, sprawiło, że żołądek podjechał mu do gardła. Pomiędzy dwoma drzewami wisiały ludzkie szczątki: nadgarstki ciasno obwiązane sznurem, ramiona szeroko rozłożone, głowa spuszczona, ale poniżej szyi - prawie nic. Kręgosłup kończył się nagle w powietrzu, kręgi niczym paciorki naszyjnika. Kości niemal całkowicie obrane z mięsa. Na ziemi długie kości nóg, potrzaskane odłamki żeber. Ziemia pod ciałem była zryta i czarna od zakrzepłej krwi."

Przebywają na terenach Indian, boją się ich - nie wiedzą już czy to co słyszą nocami - to ludzie, czy duchy. Nie potrafią odróżnić swoich wyobrażeń od rzeczywistości. Zaczynają widzieć wrogów w samych sobie. Niektórzy mówią o klątwie. Brną coraz dalej, warunki z pustynnych wysokich temperatur zmieniają się wykańczające mrozy i śnieżyce. Jedzenia jest coraz mniej. Niektórzy wierzą, że to klątwa, inni, że jakaś nieznana choroba, a jeszcze inni, że to rdzenni mieszkańcy tych terenów. 


"- Myślę, że masz rację. Myślę, że zmarli mówią, kiedy są rozgniewani lub niespokojni. Myślę, że duchy istnieją. Myślę, że mamy powody do strachu. Może zmarli próbują cię ostrzec. - Kiwnął głową w stronę ciemności. - Coś tam na nas czeka."

Alma Katsu świetnie przestawiła umysł zwykłego człowieka, który postawiony przed nieubłaganą siłą natury i własną bezradnością zmienia się w... zwierzę? Degeneracja człowieczeństwa. Wyniszczenie fizyczne i psychiczne. Fantastyczne opisy przyrody i warunków atmosferycznych, indiańskie wierzenia, śmierć i mrok, który jest w każdym z nas stworzyły pod jej piórem opowieść niezwykłą.


Wydawnictwo: Albatros

Data wydania:19 września 2018

Liczba stron: 416


Kategoria: horror


Tłumaczenie: Danuta Górska

Historia wyprawy opisana na podstawie: Pchnięci do ostateczności

#3 Terror - Dan Simmons

#3 Terror - Dan Simmons

Czy warto przeczytać Terror Dana Simmonsa?

"Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo?
Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?"

Ilekroć zamknę wieczorem oczy, widzę rozpościerający się lodowy krajobraz, w którym nie wiadomo czy to już niebo czy jeszcze zamarznięte bezkresne wody, a może zmrożony kamienisty ląd. Pada śnieg, para się skrapla, zamarza wszystko - jest minus 73 stopnie Celsjusza. Wieje. Z oczu lecą łzy, które zamarzają. Na wprost mnie stoją one, dwa trójmasztowce, uwięzione w lodzie, na których pokładach, na swoją ostatnią wyprawę wyruszyło 129 ludzi. I żaden z nich nigdy z niej nie wrócił.

W 1845 roku dwa statki HMS "Erebus" i HMS "Terror" wyruszyły na swą ostatnią ekspedycję, której celem było odnalezienie i przebycie tzw. Przejścia Północno-Zachodniego. Oba okręty, teoretycznie, były bardzo dobrze przygotowane na tę wyprawę. Oba były moździerzowcami, w związku z czym były mocne i wytrzymałe, by dobrze rozkładać naprężenie wywołane odrzutem dział, co miało z kolei pozwolić im stawiać opór lodom na morzach polarnych. Kadłuby zostały wzmocnione m.in. przez dodatkową warstwę dębiny i żelazne pokrycie. Wyposażono je w silniki parowe i centralne ogrzewanie. Na ich pokładach była również obszerna biblioteka i pianola. Zabrane zapasy miały wystarczyć na trzy lata, a niektóre źródła podają, że nawet na pięć. Dowódcą wyprawy został Sir John Franklin, ale warto również wspomnieć tu, zarówno o jego zastępcy i kapitanie "Terroru" Francisie Crozierze, jak i o komandorze Jamesie Fitzjamesie. Członkowie wyprawy nigdy nie wrócili do domów. Opuścili oni okręty i ratunku szukali pieszo. Z podań Inuitów wiemy o wędrującej grupie umierających z głodu białych - zjadających się nawzajem.
Wraki okrętów odkryto, całkiem niedawno bo w 2014 roku - "Erebus" i w 2016 - "Terror".
"Erebus" został znaleziony znacznie dalej niż został porzucony - najprawdopodobniej część załogi na niego powróciła i postanowiła płynąć dalej.


"Wszyscy jesteśmy żeglarzami. Skoro nie możemy umrzeć na morzu, to przynajmniej umrzemy na pokładzie naszego statku".
Dan Simmons - "Terror"

"Terror" również został odnaleziony dalej na południe, niż było to wiadome. 
W 1981 roku rozpoczęły się badania grobów i rzeczy, które pozostawili członkowie ekspedycji. Najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci marynarzy było zapalenie płuc i gruźlica. Na ich stan zdrowia miało również wpływać zatrucie ołowiem ze źle zalutowanych puszek z żywnością. Później jako przyczynę zatrucia podawano wadliwą instalację destylacji wody na okrętach. W drugiej połowie XXI wieku badania wykazały, że zatrucie ołowiem nie było znaczącym czynnikiem. Za zły stan zdrowia najprawdopodobniej odpowiadało niedożywienie - w szczególności niedobór cynku.
Nie wszyscy jednak umarli szybko, na kościach odnaleziono nacięcia sugerujące ludożerstwo. 
Głód, choroby w tym - szkorbut, zatrucie, niedobory żywieniowe, hipotermia, do tego warunki atmosferyczne - przyczyniły się do śmierci wszystkich członków wyprawy, a więc 129 osób.
Sama nie do końca jasna historia dwóch statków i ich załóg jest bardzo tajemnicza i mroczna, a Dan Simmons dołożył do tego inuicką mitologię. Nie jest to moje pierwsze spotkanie zarówno z panem Simmonsem, jak i Inuitami. Ich połączenie ze środowiskiem w którym żyją i ich szacunek do wszystkiego co, ono im daje jest fascynujący i piękny. 

"Terror" jest napisany w formie dziennika pokładowego. Mamy opisy zarówno w pierwszej osobie jak i trzeciej. Autor podaje szerokości i długości geograficzne. Losy wyprawy poznajemy z perspektywy różnych oficerów, medyków, czy zwykłych cywilów. Opisy arktycznych krajobrazów są niezwykle sugestywne. Kiedy się udajemy do zmrożonego krajobrazu niemal widzimy parę unoszącą się z naszych ust. Zimno jest wszechogarniające. W bieli czai się śmierć. Strach wypełnia każdą komórkę rozpychając się w niej, wraz z współistniejącym zimnem.

"Jednak doktor Harry D.S. Goodsir wiedział, że z całą pewnością są to odciski jakichś olbrzymich łap. Wiedzieli to wszyscy towarzyszący mu ludzie. Nawet Goodsir, który nigdy nie polował na stworzenie większe od królika lub kuropatwy, zdawał sobie sprawę, że nie są to odciski całego zwierzęcia, które skakało raz w lewo raz w prawo, lecz ślady czegoś, co najpierw szło na czterech łapach, a potem - jeśli wierzyć tropom - ponad sto jardów na dwóch. Wyglądały dokładnie tak, jak ślady człowieka, przy założeniu, że stopy owego człowieka są dłuższe od jego przedramienia, że jeden krok ma długość pięciu stóp i że zamiast palców u stóp ma długie pazury".


"- Lód po prostu się podniósł. Tak jak wtedy, gdy nagle powstaje wał lodowy. Tyle że to nie był wał... to nie był lód... po prostu coś się podniosło i przybrało... kształt. Biały kształt. Pamiętam, że były tam... pazury. Najpierw nie pojawiły się łapy, tylko pazur. Ogromne. I kły. Pamiętam kły".

Autor pokusił się o własne interpretacje znalezionych informacji po członkach ekspedycji, opisał skąd się wzięło stwierdzenie - w słynnej notatce zostawionej przez Sir Franklina - "All well", skąd i dlaczego dziwne dopiski zostawione przez Croziera i podpis Fitzjamesa. Jego wyobraźnia doskonale wypełniła luki tej autentycznej historii tworząc praktycznie - nie boję się użyć tego słowa - arcydzieło.

Oprócz historii zakorzenionej w autentycznej przeszłości, okraszonej mitologiczną magią, Simmons stworzył portret psychologiczny - misterium przemiany - zwykłych ludzi w potwory. To co mamy w sobie jest znacznie gorsze od tego - co sami możemy sobie wyobrazić.  

"Natura spuszcza na nas tyle nieszczęść - przemówił nieoczekiwanie doktor Goodsir.
 - Dlaczego ludzie muszą ją w tym wspierać? 
Dlaczego nasz gatunek nie poprzestaje na tych klęskach, którymi karzą nas niebiosa, 
lecz dokłada do nich swoją dawkę cierpień i udręki?" 

"Najprostsze chyba będzie jedzenie mózgu. Wystarczy odpiłować żuchwę i za pomocą noża lub łyżki przebić podniebienie miękkie, żeby dostać się do wnętrza czaszki. Można odwrócić czaszkę do góry nogami i wyjadać jej zawartość niczym pudding z garnuszka."

Powieść jest obszerna, co może odstraszać bojących się zbyt dużej ilości opisów. Nic bardziej mylnego. Za jej długość odpowiedzialna jest dokładność autora. Choć starałam się ją czytać wolno, i tak żałuję, że się skończyła. 

Telewizja AMC pokusiła się o przeniesienie na ekran tej historii. Uważam, że serial jest dobry, ale nie oddaje nawet w 1/100 tego co mamy na kartach książki. Po pierwsze nie ma tego mroźnego klimatu - nie czułam tego zimna, mimo że obraz pozwala na zastosowanie wielu środków wyrazu. Nie czułam też tego narastającego strachu, głodu i nieuniknionej śmierci; rodzącej się w głowach wszystkich jej nieuchronności. Stworzony przez produkcję Tuunbaq również nie zbliżył się w moim odczuciu do tego mitologicznego. Miałam wrażenie, że serial w pewnym momencie wyrwał się ze drogi wytyczonej przez pierwowzór i poszedł własną - gmatwając tylko tę historię, dziwnie skracając zakończenie i je zmieniając. Wątpię by ktoś, kto nie pokusił się o zapoznanie z mitologią Inuitów zrozumiał co tam się właściwie wydarzyło. 
Tutaj wyjaśnienie - Terror - serial, a mitologia według Dana Simmonsa

O Ekspedycji Franklina i odnalezieniu pierwszego z okrętów HMS "Erebusa" - telewizja Planet + wyemitowała dokument - "Zaginiony statek Franklina", który polecam znacznie bardziej niż ekranizację powieści Simmonsa. 
Najlepiej byłoby obejrzeć dokument lub przeczytać choćby to, co podaje Wikipedia, przeczytać "Terror" i wtedy dopiero obejrzeć serial pod tym samym tytułem.

Wyruszenie na Ekspedycję  Franklina za pomocą słowa Simmonsa, było najlepszą decyzją czytelniczą jaką do tej pory podjęłam. Jestem na tej wyprawie i chyba jakaś moja część zostanie z nią na zawsze.

"To się nigdy nie skończy. 
Ból się nigdy nie skończy. 
Wymioty nigdy się nie skończą. 
Nie skończą się dreszcze. 
Nie ustanie strach."
*Francis Rawdon Moira Crozier - "Terror" Dan Simmons



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...