Pokazywanie postów oznaczonych etykietą novae res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą novae res. Pokaż wszystkie posty
Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

We wrześniu 2019 roku przeczytałam „Cudzoziemkę” B. M. W. Sobol, która przypominała historię przedstawioną w serialu „Outlander”, opierającego się z kolei na powieści „Obca” Diany Gabaldon. Książki Gabaldon nie czytałam, a serial szybko porzuciłam. „Cudzoziemka” jednak, była przyjemną rozrywką i pochłonęłam ją w weekend. Skandynawskie lasy, wikingowie, tajemnice, magia, nawiązania do mitologii, humor, romans i nuta erotyki - wszystkie te cechy sprawiły, że cały czas wyraźnie perypetie Judyty pamiętam.
Na kontynuację Autorka kazała nam „odrobinę” poczekać. Rozumiem, że pisanie nie dzieje się za sprawą magii i wymaga czasu, dlatego wytrwale wypatrywałam drugiej części.

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

„Więzy przeznaczenia” nie odstają pod względem objętości „Cudzoziemce”; to ponad pięciuset stronicowa powieść. Egzemplarz, który otrzymałam nie był poddany korekcie, więc nie wiem czy błędy zostały poprawione, ale nie będę się nad nimi rozwodzić, gdyż na taki egzemplarz przystałam.

Powieść otwiera prolog, w narracji trzecioosobowej i opowiada perspektywę Einara wspominającego Jodridd, czyli Judytę. Jest krótki i roztacza aurę tęsknoty, nostalgii.
Po nim, w pierwszoosobowej narracji, historię zaczyna opowiadać Judyta, która po powrocie do współczesności nie może się odnaleźć. Rodzina traktuje ją jak osobę uratowaną z sekty. Wszyscy wokół niej szepczą, każą przyjmować leki. Na temat okoliczności powrotu milczą jak zaklęci, a sama Judyta ma luki w pamięci. Czuje się przez to zagubiona, a stale piętrzące się niewiadome powodują narastające uczucie rozbicia; nie wie już co jest prawdą, a co zmyśleniem.
Od czasu do czasu przenosimy się do czasów wikingów i sprawdzamy co u Einara i Dunstana. Wątki się przeplatają.

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Pomimo objętości i braku korekty, tę część czyta się równie sprawnie jak pierwszą, ale niestety już nie z takim zainteresowaniem.
Niektóre z obszernie opisywanych codziennych sytuacji, owszem były obrazowe, ale nic nie wnosiły do opowiadanej historii. Było co prawda kilka zaskakujących zdarzeń dotyczących przeszłości bohaterki i to ich rozwinięcia mi zabrakło; położenia na nie mocniejszego akcentu. Uparte milczenie bliskich z czasem zaczęło mnie irytować, bo ile można bawić się w „wiem, ale nie powiem”.

Mnie się wydaje, że ta powieść to taki „przystanek” przed kolejną częścią, której zapowiedź na ostatnich stronach zostawiła mnie w zawieszeniu, bo jak to tak? Tyle czytałam i nadal nic nie wiem?
Same, poruszane przez współczesnych bohaterów, kwestie są odzwierciedleniem naszej codzienności. Dla mnie odrobinę brakowało akcji-reakcji, budowania opowieści rozdział po rozdziale, narastającej tajemnicy.
Może ona w nadmiarze tekstu się rozeszła?

Kwerenda, którą Autorka musiała wykonać do napisania części o czasach wikingów jest godna podziwu, wiele w niej smaczków i zachęty do samodzielnego zgłębienia historii.
Na pochwałę zasługuje również różnicowanie języka czasów Einara i czasów Judyty. Jak wspomniałam, najbardziej podobało mi się zostawianie tropów co do tajemnicy rodzinnej; rozbudzało ciekawość i serwowało emocje.

„Więzy przeznaczenia” ukazują m.in. jak zgubne może być przemilczanie istotnych w życiu wydarzeń; jak chęć ochronienia dziecka przed (być może) „niewygodną” prawdą, napędza spiralę kłamstw i prowadzi do utraty zaufania.

Czy przeczytam kolejną część?

Oczywiście, przecież muszę się dowiedzieć co z Jodridd i Einarem!

Więzy przeznaczenia - B. M. W. Sobol

Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 13 kwietnia 2021
Liczba stron: 513
Kategoria: literatura obyczajowa

 

#148 Próba sił - T. S. Tomson

#148 Próba sił - T. S. Tomson




#148 Próba sił - T. S. Tomson - recenzja - czy warto przeczytać?
"Próba sił" T. S. Tomsona wzbudza wśród czytelników publikujących swoje opinie o książkach, na instagramie, różne emocje, choć oceny samej treści książki są i tak pozytywne, co mnie tym bardziej fascynuje.

Przeczytałam już kilka książek z wydawnictwa Novae Res.

Nie o wszystkich pisałam na instagramie, czy blogu, bo nie musiałam i czasem zwyczajnie mi się nie chciało, ale nie spotkałam ani jednej, która byłaby wolna od błędów korektorskich.


Nie wspominam o nich jeżeli nie odbiera mi to przyjemności z czytania, a jak odbiera - to nie oceniam treści książki za nie, tylko jej redakcję.



Ale do czego chcę się odnieść - od jakiegoś czasu widzę różne licytacje wśród naszych nieomylnych recenzenckich głów (mam tu na myśli również siebie - bo identyfikuję się jeszcze z recenzentami) odnoszące się do szczerości ocen i wypowiedzi.

Zwyczajnie denerwuje mnie wyliczanie jednemu Autorowi publikującemu pod skrzydłami tego wydawnictwa błędów, które wynikają z niedokładnej pracy osoby zajmującej się korektą, a w przypadku drugiego Autora nie wspominanie o tym ani słowem.

To też jest forma NIESZCZEROŚCI, bo nie wierzę, że nagle przestaliśmy te błędy dostrzegać. Nie mam nic przeciwko różnym opiniom o książkach, bo ocenia się je przez pryzmat własnego doświadczenia nie tylko czytelniczego, emocji - wrażliwości, która też nie jest w życiu człowieka stała i różnych cech charakteru.

Dobra, to przechodzę do treści książki :) 

Z notki zamieszczonej na skrzydełkach okładki wynika, że Autor lubi twórczość Stephena Kinga i Dean Koontza. Jednego i drugiego pisarza znam, obu obecnie czytam bardzo rzadko, ale obu szanuję za dorobek pisarski i umiejętność budowania klimatu - delikatnego niepokoju.
Dlaczego o tym wspominam? Bo podczas czytania "Próby sił" da się wychwycić podobny klimat. Podobny, ale nie taki sam. Nie odniosłam wrażenia, żeby T. S. Tomson chciał w swoim pisaniu być którymkolwiek z pisarzy, o których ta notka wspomina.

Akcja powieści toczy się głównie w miasteczku Tensas w Luizjanie, która to jest jedyną częścią Stanów Zjednoczonych, którą marzy mi się kiedyś odwiedzić.
Mamy czas
Świąt Bożego Narodzenia, pada śnieg, jest cicho i mroczno-magicznie.
Miasteczko oświetla latarnia zwana Migotką, która kojarzy się z latarnią morską.
T. S. Tomson nie szczędzi nam postaci i ich pokręconych historii.
Ich losy przeplatają się z koszmarami sennymi, które nie do końca tylko nimi są.
Na ulicach dostrzeżemy dziwną dziewczynkę, która jawi się jako widmo. Pojawi się równie dziwny, tańczący chłopiec.
Będziemy mieli do czynienia z szerzeniem przez człowieka przemocy - będzie gwałt, będą różne oblicza zemsty. Okaże się, że funkcja jaką się pełni niekoniecznie obliguje do bycia prawym, że niektórych rzeczy nie da się zaakceptować i nie da się o nich mówić jakby się nie wydarzyły.
Poprzez wizje i losy postaci, które choć kompletnie różne i zdające się nie mieć ze sobą nic wspólnego, została czytelnikowi opowiedziana historia dwoistości ludzkiej natury.
Objawia się to od śnieżycy i czarnych postaci, na których nie ma ani grama bieli, przez migoczącą latarnię, której spięcie wyzwala to, co w człowieku najgorsze.
Czego byśmy w życiu nie przeżyli, czego by nam nie zrobiono - to zawsze mamy wybór. Zawsze. Nikt, ani nic nie jest w stanie nas określić, liczy się tylko to - kim jesteśmy. Tymczasem będziemy świadkami wyborów bohaterów, których kolejno dokonują. Dowiemy się kim są, a za kogo się w jakiś sposób przebrali.


"(...) A we mnie samym wilki dwa
oblicze dobra, oblicze zła
walczą ze sobą nieustannie
wygrywa ten którego karmię..." 
* "Wilki dwa" - Luxtorpeda

Autor przedstawił niektóre postaci - może zbyt płasko, prosto. Jak osiłek to niezbyt inteligentny, jak ładna kobieta, to też niezbyt bystra (naprawdę nie domyślała się czym te cyfry mogą być? :D), jak stręczyciel i przestępca to musi dokonać zemsty i nie musi uciekającej przed nimi kobiety specjalnie szukać. Ale... to fikcja, a my i w rzeczywistości bywamy mało logiczni.

Fabuła jest przemyślana, nie ma tu przypadkowości. Są związki przyczynowo - skutkowe zdarzeń. Książka ma się czytać dobrze i lekko, to nie traktat filozoficzny, a horror - rozrywka, a niektórych momentach ma nam dać poczucie, że żyjemy w lepszym świecie.
Autor potrafi bawić się emocjami, opis ostatnich chwil Eddiego i Megan, i to skąd się wzięła Scar (pies) jest doskonałym przykładem.  
Obrazy m. in. snów, które opisuje są sugestywne i można je sobie dokładnie wyobrazić. Styl jest prosty i przyjemny.  
Przeczytałam parę książek w życiu, i parę horrorów też, ale znawcą gatunku nie jestem :) Bawiłam się dobrze.
Ode mnie 7/10 i nie tylko dlatego, że mamy podobny bałagan w głowie :D

Dziękuję za egzemplarz Autorowi :)

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 11. grudnia 2019
Liczba stron: 378
Kategoria: horror

#128 Córeczki - Adrian Bednarek

#128 Córeczki - Adrian Bednarek

Córeczki - Adrian Bednarek - recenzja - czy warto przeczytać?
"Córeczki" to moje pierwsze spotkanie z Adrianem Bednarkiem. Słyszałam wiele pozytywnych opinii o jego książkach, więc nastawiłam się na coś naprawdę dobrego. Książka jest zaklasyfikowana jako thriller, więc niepotrzebnie zakładałam, że od pierwszych stron zostanę "wessana" w akcję. Bo nic takiego się nie stało. Przez pierwsze 150 stron z 614 - nie będę tego ukrywać - ziewałam.
Autor opowiada, dość rozwlekle, o codzienność dwóch głównych bohaterek tej powieści.
A nie wiodą one porywającego życia - przynajmniej dla mnie. 

Kiedy jednak przekroczyłam tę 150. stronę to nie potrafiłam już tej książki odłożyć i przeczytałam ją do końca, zmieniając o niej zdanie. Tytułowe córeczki to Ewa i Pola. Dwie młode kobiety, które łączą traumatyczne przeżycia. Obie straciły ojców i kiedy próbowały wraz z matkami i swoimi siostrami nauczyć się żyć na nowo to, spotkała je kolejna tragedia. Na domy obu bohaterek napadł zamaskowany mężczyzna, którego wspólnie nazwały Strachem na wróble. I to wydarzenie je łączy, a wszystko inne dzieli. 

Ewa chciała być policjantką, ale prowadzi butik. Pola studiowała medycynę, a teraz nalewa w barze alkohol i uczy pole dance. Kobiety się poznały i chciały odnaleźć mężczyznę odpowiedzialnego za tragedię, która rozegrała się w ich domach, tylko one znały jej rzeczywisty przebieg.
Przypadek sprawia, że Ewa trafia na jego ślad i kobiety idąc tym tropem, zaczynają prowadzić pokręcone śledztwo.
Kiedy odkrywałam co za dramaty wydarzyły się w domach kobiet, to naprawdę byłam pod wrażeniem jak autor tę historię skonstruował. Jak połączył wątki, jak zbudował postaci.
Tu nikt nie ma dobrych i przyjemnych wspomnień. Każdemu ciąży przeszłość i nikt nie potrafi się z nią rozliczyć. Nikt nie potrafi poprosić o pomoc. Każdego toczy choroba, którą zainfekował się lata temu. Lubię psychologiczne układanki. Ja lubię analizować wpływ dzieciństwa na kształtowanie osobowości, stąd moje pozytywne odczucia.

Czy rzeczywiście ma ono aż tak wielki wpływ na to, kim się staniemy?
Czy mocne uszkodzenie w okresie kiedy dorastaliśmy daje nam wytłumaczenie na stanie się potworem?
Jako dzieci nie tylko kochamy rodziców, my ich uwielbiamy nie zależenie od tego jacy są.
A często są dalecy od ideału.
Czy rodzice rzeczywiście kochają swoje dzieci bezwarunkowo i wszystkie jednakowo?
To książka pełna smutku. Opowieść, tak naprawdę, o ludzkim upadku.
Nikt nie potrafi przestać żyć w przeszłości - od głównych bohaterek i ich matek, przez Stracha na wróble, czy Krwawego Zygę. Jest ciężko i przytłaczająco, ale interesująco - mimo zbyt rozwlekłego wprowadzenia, które mnie na początku znużyło. 
To nie jest książka dla fanów pędzącej akcji i krwawych morderstw.
Język jest dostosowany do charakteru opowieści i nadaje mu realizmu.
Czy tak wygląda jednak siła kobiet? 
Choć liczyłam na coś innego, to uważam, że jest to przemyślana powieść. Podobało mi się jak autor połączył wszystkie wątki, które raczył tak dokładnymi opisami, które ponad zwiększanie objętości książki nie wnosiły zbyt wiele.
Zainteresowałam się na tyle, by sięgnąć po wcześniejsze książki autora.

Pierwszy raz też, mimo tego, że ogólnie mam pozytywne odczucia co do książki, to niewiele mogę o niej powiedzieć... Nie jest to wina ani tej historii, ani samego autora, który ponad wszelką wątpliwość pisać potrafi, tylko chyba mojego zmieniającego się gustu.

Zachęcam by sprawdzić samemu czy "Córeczki" są dla Was.
6/10.


Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 9. października 2019
Liczba stron: 614


Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#117 Zatrutka - Ewa Przydryga

#117 Zatrutka - Ewa Przydryga


#116 Zatrutka - Ewa Przydryga - recenzja - czy warto przeczytać?
Wyobraź sobie, że jest zwykły dzień. Wstajesz i znajdujesz liścik od partnera, że za chwilę wróci, że wyszedł tylko zaczerpnąć powietrza. Przygotowujesz śniadanie, a partner nie wraca. Czas mija, a jego nadal nie ma. Dzwonisz nie odbiera. Wszystko przyspiesza, łapiesz dziecko i jedziesz w miejsce wskazane przez osobę, która znalazła telefon Twojej drugiej połowy.
Widzisz piasek, morze i rzeczy osobiste najbliższego Ci człowieka, a po nim samym nie ma śladu. Tkwisz między czasem a przestrzenią, tylko po to, by zajmować się dzieckiem, bo musisz, nie masz wyjścia. Policja twierdzi, że to było samobójstwo. Ty nie dopuszczasz do siebie takiej myśli. Ale jak to? Przecież to niemożliwe! Znam GO! Znam JĄ!
Taki mniej więcej scenariusz rozegrał się na oczach Piotra, męża Anki. Kobieta zmagała się z depresją poporodową, ale podobno było lepiej... Podobno, bo zniknęła i tylko Piotr wierzy, że jego żona nadal żyje. Nie zgadza się na zakończenie sprawy przez policję i postanawia sam, wbrew temu co mówią inni, odnaleźć żonę. Zagłębia się w jej przeszłość, dociera do starych znajomych, z niektórymi z nich nie zdąży porozmawiać drugi raz. Każdy fragment przeszłości jaki odsłoni spowoduje, że w jego głowie powstaną kolejne pytania, a obraz Ani, który znał do tej pory mocno się zachwieje.

Kim jest ta kobieta, z którą tworzył rodzinę?

Czytam dużo, ale już dawno nie trafiłam na książkę, którą po prostu musiałam przeczytać. Nie pamiętam kiedy przepadłam w fabule tak, że nie odłożyłam książki, dopóki nie przeczytałam ostatniego słowa.
Ewa Przydryga nieśpiesznie opowiada nam historie z pozoru idealnego małżeństwa. Okazuje się, że najbliżsi sobie ludzie są jednocześnie dla siebie kompletnie obcy. Nic o sobie nie wiedzą. Dodatkowo, zarówno jedno i drugie nawiedzają wewnętrzne demony. Przeszłość, która do nich wraca i jak się okazuje nie tylko pod postacią przytłaczających myśli.
Jedno zatajenie, przemilczenie, kłamstwo rodzi kolejne i następne, aż w końcu gramy kogoś kim nie jesteśmy. A życie to nie teatr i nie możemy stale udawać. Podejmujemy decyzje, które powoli nas niszczą.
To złożona opowieść o strachu i miłości, która sprawia, że jesteśmy w stanie poświecić siebie by uchronić najbliższych. O błędach i żalach, które gdyby zostały głośno wypowiedziane przestałyby tak przytłaczać. O moralności i o toczących nas wyrzutach sumienia, przez które oglądamy swoje życie zamiast po prostu... żyć. O tym, jak nie jesteśmy często świadomi, jak dzieciństwo wpływa na nasze już dorosłe wybory.
Listy, które Ania pisze do matki są bardzo emocjonalne i stanowią dla niej swego rodzaju terapię, drogę do oczyszczenia i zrozumienia siebie.


"Kiedy obok nie ma nikogo, komu na tobie zależy, kto swoją fizyczną powłoką potrząśnie, wyciągnie cię z tunelu toksycznych myśli na światło dzienne i podszepnie właściwe rozwiązanie, wtedy znowu to robisz. Podejmujesz kolejną siejącą zniszczenie decyzję. Podyktowaną strachem i samotnością".

Rozdziały przypominają kartki z kalendarza, są opatrzone datami, a czasem dokładną godziną zdarzenia. W teraźniejszość wplatane są retrospekcje.
Książkę zdobi niezwykle klimatyczna okładka, a na jej drugiej stronie znajdziemy świetną mapę obrazującą obszar, na którym akcja się toczy.
W treści pojawiają się utwory Sarsy, które świetnie dopełniają klimat, jaki stworzyła autorka.
Jest ponuro i emocjonalnie, to dobry thriller psychologiczny, mogący spokojnie konkurować z zagranicznymi. Wszystkie wątki bardzo dobrze się ze sobą łączą i prowadzą do - jak dla mnie - kompletnie nieoczywistego finału, a żaden inny tytuł nie zobrazowałby treści tak dokładnie, jak właśnie "Zatrutka".
Bardzo dziękuję autorce za tak dobrą lekturę i życzę jak najszybszego wydania kolejnej powieści! 

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 20. września 2019
Liczba stron: 360
Kategoria: kryminał/sensacja/thriller

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#113 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol  - recenzja - czy warto przeczytać?
Na dworze wieje, leje jest szaro i brzydko. Patrzę na książkę, która trochę zawstydza mnie objętością, ale w końcu wstaję, biorę ją z półki i... znikam na weekend w skandynawskich lasach. Po przeczytaniu zarysu fabuły spodziewałam się, że otrzymam historię na kształt serialu "Outlander" lub jak kto woli - na kształt jego literackiego pierwowzoru, a mianowicie "Obcej" autorstwa Diany Gabaldon.
Tak też się stało! Po lekturze czułam się jakbym na raz obejrzała cały sezon i przyznam, że byłam trochę rozczarowana, że przyjdzie mi na kolejny poczekać...

Główną bohaterką "Cudzoziemki" jest Judyta Karpińska - młoda studentka dziennikarstwa, która właśnie przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej. Dziewczyna leczy złamane serce po bolesnym rozstaniu. Nie jest jej łatwo, gdyż sprawca zamieszania powraca do jej życia i próbuje odbudować zaufanie - jakim go wcześniej obdarzyła. Dodatkowo od niedawna męczą ją dziwne sny... Choć walczy ze sobą i umysł podpowiada jej, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to w końcu ulega. Zauważa, że chłopak bardzo się zmienił, ale nie wie na ile to gra, a na ile rzeczywista przemiana. Mają wspólnych znajomych, z którymi wybierają się na objazdowe wakacje po Skandynawii. Na wyjeździe chłopak bardzo zabiega o jej względy, w końcu decydują się spróbować jeszcze raz. I tego wieczora właśnie, podczas incydentu z jednym z kolegów, dziewczyna oddala się od domku, w którym mieszkają i trafia pod tajemniczy głaz.
 
Od teraz nic już nie będzie jej znane, nawet czas. Okazuje się, że jest w tym samym miejscu, w którym była wieczorem z przyjaciółmi jednak wiek nie jest już XXI, a VIII...
Judyta znajduje się w czasach wikingów... I kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Na początku trafia w niewolę, próbuje uciec, ale w końcu dociera do niej, który jest wiek i nie ma dokąd pójść... Próbuje nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, ale stare przyzwyczajenia i różnica - postępu technologicznego, nie ułatwiają jej tego. 

Książka jest napisana niezwykle lekko. Choć pierwsza część trochę się dłuży przez opisy stanów emocjonalnych bohaterki i jej niezbyt porywającą codzienność, to od momentu przejścia przez nią przez wrota czasu jest zdecydowanie lepiej.
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej, bogato okraszonej przemyśleniami młodej bohaterki. Dlaczego wspominam, że młodej? Bo niektóre z jej rozważań są dość dziecinne i mogą starszego czytelnika irytować, ale jak przypomnę sobie swoje - z podobnego okresu w życiu - to niczym wielkim się one nie różniły. 

Będzie wiele komicznych sytuacji - kłótni między Judytą, a ówczesnymi mieszkańcami Skandynawii, z którymi po wielu perturbacjach, nie tylko językowych, uda się jej znaleźć wątłą nić porozumienia.
Będziemy świadkami przemiany bohaterki. Poprzyglądamy się jak z dość nieudolnych zalotów dwójki bardzo młodych ludzi rodzi się miłość, przywiązanie i oddanie. Jak surowość i prostota życia dają Judycie to, czego tak szukała w XXI wieku. Autorka świetnie wplotła w tę historię nasze dzisiejsze gonienie za lepszym jutrem i brak umiejętności docenienia tego, co już mamy. Oczywiście nie jest to książka historyczna, prezentowane postaci są mocno uwspółcześnione, tak samo zresztą jak dialogi.

Przygotujcie się na mieszankę kliku gatunków literackich - powieści obyczajowej, fantastyki, romansu i kilku erotycznych scen. Da się zauważyć, że autorka wiele czasu poświęciła na zbieranie materiałów dotyczących topografii Skandynawii, jej historii i oczywiście mitologii. Znajdziemy tutaj również kilka nawiązań i do naszej starej - słowiańskiej wiary. 
A zakończenie... No cóż, spodziewałam się, że właśnie tak będzie..
Naprawdę świetnie się bawiłam i z przyjemnością wkroczę ponownie do życia Judyty!
8/10.

Za egzemplarz dziękuję autorce - B. M. W. Sobol.

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 15. maja 2019
Liczba stron: 530
Kategoria: literatura obyczajowa
#53 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski

#53 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski

#91 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski - recenzja - czy warto przeczytać?
Swego czasu miałam przygodę zawodową związaną z pracą ze środowiskiem, które przedstawia Tomasz Górski - autor "Życia psa na balkonie". Wiele słyszałam, a jeszcze więcej widziałam. Nazwałam ten epizod przygodą, bo po trzech latach zrezygnowałam, nie chcąc być już uczestnikiem kołowrotu ludzkich dramatów i nieszczęść, które ludzie serwują sobie sami. Jednak nadal pozostaje we mnie, nie tyle ciekawość, co chęć zrozumienia dlaczego się tak dzieje, że z życia robimy bezsensowną egzystencję?

"Wszystko robimy w życiu trochę tak po omacku. Po ciemku. Trochę to przypomina zamknięty pokój, w którym pełno różnych przyjemności, pełno uciech, ale też pełno problemów, tych złych rzeczy". 

"Życie psa na balkonie" to zaledwie 180 stron, a już po otworzeniu książki zaskoczy nas forma w jakiej zwraca się do nas autor. To dramat literacki. Tekst z podziałem na role i didaskaliami.
Głównych bohaterów jest dwóch - Ojciec i Syn. Toczą oni ze sobą rozmowę, która odbywa się w śmierdzącym wódką i brudem mieszkaniu. Widywałam wiele takich mieszkań - stąd wizualizacja nie stanowiła dla mnie żadnego problemu, ale jeżeli takie widoki są Wam obce to z łatwością poczujecie klimat za sprawą opisów sporządzonych przez autora.
To historia pełna kontrastów, które wzbijają się i opadają jak punkty wykresu sinusoidalnego. Zbieramy informacje o jedynym i drugim, co chwilę zmieniając o nich zdanie. Mężczyźni licytują się; kto bardziej zniszczył sobie życie - przy okazji zatruwając je matce i żonie. Ojciec lecząc kaca pije wodę, Syn sprząta i powoli przesuwamy się z akcją w kierunku drzwi, drzwi które są zamknięte. Z jakiegoś powodu obaj boją się nacisnąć klamkę i wejść.

Rozmowa, którą toczą choć krótka, biorąc pod uwagę objętość książki, stanowi przekrój ich życia.Język jest wulgarny, prostacki - realistyczny - tak rozmawiają ze sobą ludzie, którzy za cel postawili sobie zniszczenie własnego życia, biorąc przy tym jak najwięcej jeńców. Zdarza się jednak, że język zahacza o... poetykę. Dziecko mężczyzny wykładającego literaturoznawstwo - jak się domyślam z prowadzonej przez bohaterów rozmowy - jakim jest Syn potrafi zgrabnie formułować zdania i tworzyć wyszukane historie. Pojawia się tutaj nawet motyw książki; znanej zapewne wszystkim - "Mały książę" Antoine de Saint-Exupéry, który ma tu znaczenie. I tak do momentu, w którym pada wyjaśnienie tytułu, sądziłam, że czytam jedynie batalię międzypokoleniową ludzi, którym z jakiegoś powodu życie się poplątało. Ale to dramat nie tylko w formie. 

Historia, która wcale nie musi być wymyślona, której wiele odsłon widziałam - to Tomasz Górski spowodował, że zjeżyły mi się włosy na głowie.
Można tu dostrzec metaforę na temat równych szans w życiu - nie zawsze je mamy. Ile byśmy nie walczyli o poprawę jakości życia - czasem jesteśmy jak ten "pies na balkonie" zamknięci za drzwiami. Szczekamy, ale wszyscy udają, że nas nie słyszą. Choć hałas jest irytujący nikt nic z tym szczekaniem nie robi, a pies prowadzi egzystencję, bezsensowną egzystencję. 
Kolejne pytanie jakie mi się nasunęło to, to czy czasem nie lepiej niektórych drzwi nigdy nie otwierać? Albo też je zamurować, by mieć pewność, że przeszłość po nas nie wróci?
Ale co wtedy z odpowiedzialnością? Czy można wyjść z marazmu i zacząć po prostu żyć już nigdy się nie oglądając? 
Krótka, dojrzała i na wskroś epatująca brutalnym realizmem książka, która zostawiła mnie z własnymi przemyśleniami na długo i ilekroć na nią spojrzę przywodzi mi na myśl kolejne.
Tę historię można potraktować też jako kontrast do idealnego życia, które widujemy na pięknych, kolorowych zdjęciach. Każde choćby nie wiem jak idealne życie ma gdzieś taki zamknięty pokój. Polecam jako bodziec do przemyśleń, jednak nie jako formę rozrywki.

 

Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 27. czerwca 2019

Liczba stron: 180

Kategoria: literatura obyczajowa



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl


#52 Ta jedna gwiazda - Tina Berk

#52 Ta jedna gwiazda - Tina Berk

 #90 Ta jedna gwiazda - Tina Berk - recenzja - czy warto przeczytać?
Zachęcona ostatnimi udanymi eksperymentami z literaturą młodzieżową, postanowiłam sięgnąć po kolejną - tym razem z motywem fotograficzno-astronomicznym w tle. 

"Ta jedna gwiazda" Tiny Berk - zaledwie osiemnastoletniej pisarki, opowiada o dwójce młodych ludzi. Siedemnastoletni Tom Auggie kocha nocne niebo i wszystko co związane z astronomią, jednym z jego dziecięcych marzeń było zostać astronautą. W związku z tym, że kocha czytać o kosmosie i tak naprawdę świata poza nim nie widzi, to jest trochę wyalienowany. Nie ma przyjaciół - za wyjątkiem Archiego - chodzącego słownika, który na każde z zachowań, czy uczuć zawsze znajduje odpowiednie słowo. Mama Toma martwi się, że chłopak mało przebywa z rówieśnikami, wobec tego wysyła go na kurs fotografii. Tam chłopiec poznaje Skye Logan, starszą o rok piękną, ale chorą - na jedną z odmian białaczki, dziewczynę. Ich spotkanie jest dla Toma jak olśnienie. Nie widzi objawów choroby, które rzucają się w oczy. Dla niego Skye iskrzy jak gwiazda na mrocznym niebie.
Zgodnie z zaleceniem nauczycielki fotografii para zaczyna pracować nad projektami razem. I tak rodzi się piękna przyjaźń, która ma moc niemal uzdrawiającą dla obojga. Spotykają się, rozmawiają, otwierają się przed sobą. Tom rozwija nową pasję, a Skye nie myśli o postępującej chorobie.

"Widzisz, Archie, może o to właśnie chodzi. Może nie należy pokazywać, że się bardzo czegoś chce, bo potem zostaje się z niczym".
 
Chodzimy z nimi do szkoły, uczestniczymy w realizacji projektów, swoją drogą niesamowicie kreatywne tematy fotograficzne podsuwa nam autorka! Może być łzawo, może być emocjonalnie.
Dlaczego może być? Ponieważ jestem znacznie starsza niż grupa docelowa tej historii. Choć pomysł stanowi doskonałe podwaliny do zbudowania emocjonalnej bomby, to powieść niestety taka nie jest. Wszystkie przedstawione sytuacje i stany emocjonalne bohaterów były dla mnie zbyt płytkie... Zdaję sobie sprawę, że nie mogę oczekiwać głębokich przemyśleń i dramatów na miarę mojego doświadczenia, że tak to nazwę - skoro sama autorka jest ode mnie dużo młodsza.
Język jest prosty. Lubię nazywać taki styl śpiewnym - autor komponuje melodię, a my przerzucamy kartki jak nuty na pięciolinii i powstaje utwór, który gra tak długo, aż skończy się na ostatniej stronie. Przeczytałam tę książkę w tempie błyskawicznym. 

"Nic nie powinno być chore - ani rywalizacja, ani ich podejście, ani ja".

Wysuwane wnioski, przemyślenia są bardzo trafne i dają powody by sądzić, że każda kolejna książka młodej autorki będzie lepsza.
Historia się rozpędza i niestety za szybko, jak dla mnie, się kończy. Tak jak rozumiem młodzieńcze fascynacje, pasje i marzenia, tak niestety nie jestem w stanie uwierzyć w tak szybko rozwijające się przywiązanie, tęsknotę. Tu znowu kłania się moja metryka i świadomość, którą się nabywa z każdym kolejnym rokiem.
Dialogi są dobrze skonstruowane, przyjemnie się je czyta i bywają zabawne, jak to rozmowy nastolatków. Brakowało mi też samego motywu choroby Skye, jej matki. takiego codziennego realizmu życia z tak ciężką chorobą, która odbiera nie tylko zdrowie, ale i przyszłość. 

"Dzięki aparatowi mogła przenieść się, dokąd tylko chciała. To było niesamowite uczucie - wolność w tak nie - wolnym życiu".

Podobała mi się też forma pozbawiona kompletnie wulgaryzmów, czystość i prawdziwość przyjaźni. Byłam również zaskoczona finałem, znając zarys fabuły narzuca się on sam, jednak autorka nie poszła w tym kierunku, zaserwowała coś kompletnie innego. Choć normalnie nie lubię w polskich książkach obcojęzycznych imion, tak tutaj kompletnie mi to nie przeszkadzało, przeniosłam się w wykreowaną przez autorką rzeczywistość.

Choć identyfikuję się już bardziej z rodzicami bohaterów to  i tak polecam na wieczór - nawet jeżeli nie zdarza się Wam czytać młodzieżówek! Po to, by sprawdzić jak pięknie można operować wyobraźnią i słowem mając dopiero naście lat. 


Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 17. czerwca 2019

Liczba stron: 260

Kategoria: literatura młodzieżowa



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...