Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski autor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski autor. Pokaż wszystkie posty
Czas Wagi - Aleksander Sowa

Czas Wagi - Aleksander Sowa


Czas Wagi - Aleksander Sowa

W czerwcu 1997 roku na warszawskiej Pradze, ktoś uprowadza Sarę, córkę milionera. Zamknięta w ciemnym pomieszczeniu, nie odróżnia dnia od nocy, jest tam bita i gwałcona. Zrozpaczony ojciec powiadamia policję, wynajmuje detektywa, a Sary nie ma.
Ciszę przerywa żądanie okupu, które bogacz realizuje, jednak córka nadal nie wraca do domu. Rodzina porwanej powiadamia media i wybucha afera. Pospieszne decyzje, które miały ją załagodzić przynoszą więcej szkody niż pożytku.

Grupą policyjną ma dowodzić nowa osoba, kobieta, podinspektor Maria Stefańska, wkrótce zwana przez podwładnych pieszczotliwie Marysią (skojarzenia z pewnym polskim filmem słuszne). Marysia ma tabelki, które chce wypełnić, Marysia była i jest policjantką zza biurka, Marysia ma władzę i Marysi wydaje się, że wie co robi.
Do sprawy zostaje przydzielony Emil Stompor. Policjant prawdziwy, taki który miał i nadal ma misję. Ma też cięty język, który kreśli jego myśli bez zbędnej dyplomacji. Stompor jest inteligentny, ma na wszystko odpowiedź, zawsze trafną, zawsze szczerą i rzadko miłą, no może nawet... nigdy miłą.

Fabuła jest oparta na prawdziwym i głośnym porwaniu. Ale to nie jedyna z możliwości, z których skorzystał Aleksander Sowa by nadać jego książce realizmu.
Postaci, w większości męskie, mówią surowym językiem, a wulgaryzmy pojawiają się dość często i... zawsze stanowią idealne wzmocnienie wypowiedzi. Radio gra utwory z tamtych czasów, wspominamy przez moment Anastazję P., spółkę ART B., czy wielką powódź. Nie byłam wtedy dorosła, ale gdzieś w odmętach pamięci mam zapisane znaki szczególne tego okresu i podczas czytania „Czasu Wagi” realnie przeniosłam się w czasie.

Porwana Sara wypowiada się w osobie pierwszej, można poczuć to, co ona przeżywa,
nie tylko za sprawą emocji. Autor nie pomija niczego, nawet zapachu. Daje to możliwość zżycia się z ofiarą.

Rzadko kiedy żywię jakieś uczucia do głównego bohatera, jest mi on całkowicie obojętny, interesuje mnie historia jaką ma do opowiedzenia. Jednak w przypadku Emila Stompora, sprawa ma się inaczej. Jego kąśliwe uwagi, wieczne niezadowolenie i ciągłe poczucie winy, że robi zbyt mało, sprawia, że naprawdę lubię tego człowieka i go rozumiem. Jest w tej swojej fikcyjności, mało fikcyjny. A partner Stompora, Kosar, alter ego Autora?, jeszcze bardziej ten realizm potęguje, zwłaszcza kiedy początek i koniec historii się spinają.

Aleksander Sowa przedstawia powiązania, układy, układziki. Pokazuje kto naprawdę rządził, kto decydował o tym, o czym się mówiło i jak się mówiło. Kto decydował o tym, co opinia publiczna ma wiedzieć i że zawsze chodziło o to samo - posiadanie władzy i pieniądze. Prawdziwi przestępcy, bandyci, na takich nie wyglądali, piastowali wysokie stanowiska.
Nieważne jak zasobne mamy portfele i z jakiej rodziny pochodzimy, zawsze kierują nami te same, mało szlachetne, pobudki. Zdarzają się jednostki posiadające ideę, próbujące coś zmienić, ale kijem rzeki, niestety,
się nie zawróci. 
Przeczytałam w jakiejś z opinii, że Aleksander Sowa opisuje minione czasy, i tak się zastanawiam, czy tak faktycznie jest? Chciałabym móc w to wierzyć. Ale nawet radia grają te same przeboje.

Intensywna, surowa, kryminalna rozrywka, jak dobry film. W którym wszystko słychać, choć nie ma fonii, w którym postaci są prawdziwe, choć można je sobie tylko wyobrazić.
Historia, o której człowiek myśli długo po ostatniej scenie, bo ma świadomość, że jest oparta na kanwie prawdziwych wydarzeń i że nie jest to tylko cichnąca melodia przeszłości.





Wydawnictwo: Lira 
Data wydania: 25 marca 2020 
  Liczba stron: 416
  Kategoria: kryminał
#73 Kurier z Toledo - Wojciech Dutka

#73 Kurier z Toledo - Wojciech Dutka


#111 Kurier z Toledo - Wojciech Dutka - recenzja - czy warto przeczytać?
Mam słabość do literatury, która czerpie z historii. Lubię kiedy autor sięga po rzeczywiste zdarzenia i wplata je w swoje własne wyobrażenia, tworząc niezwykłą historię, która mogła się wydarzyć. Taki też jest "Kurier z Toledo" Wojciecha Dutki.
Chciałabym móc powiedzieć jak najwięcej na temat tej powieści, ale muszę bardzo uważać, by nie zdradzić zbyt wiele i nie odebrać czytelnikom elementu zaskoczenia?
Zacytuję samego autora: "Ta książka może wydawać się okrutna i odważna obyczajowo".  

Głównym bohaterem "Kuriera z Toledo" jest hrabia Antoni Mokrzycki. Przystojny i wykształcony mężczyzna, który jest "zmuszony" ożenić  się z kobietą, której nie kocha i z którą praktycznie nic go nie łączy. Hrabia jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego - studiował literaturę hiszpańską i historię. Jest znany jako specjalista do spraw hiszpańskich i iberoamerykańskich. Kiedy ma okazję wyjechać na zlecenie wywiadu do Hiszpanii, która jest w obecnym czasie (1936 r.) bardzo niestabilna, nie waha się ani chwili. W Polsce zostawia narzeczoną i... kochankę, z którą był bliżej niż z przyszłą żoną. Na miejscu poznaje Teo - anarchistę i ta znajomość zmieni wiele w życiu zawodowym i prywatnym hrabiego. 

"W ostatniej chwili świadomości poeta pomyślał, że jego życie było jak uschnięte drzewko pomarańczowe. Mylił się jednak, sądząc, że było bezpłodne.
Życie jest przecież snem, a we śnie wiecznym drzewa pomarańczowe nie przestają kwitnąć i nigdy nie gubią owoców".

Będziemy uczestnikami wojny domowej w Hiszpanii, będzie krwawo i okrutnie - pamiętajmy jednak, że to literatura piękna! Poznamy pracę szpiegów, jak nieograniczone posiadają możliwości i wpływy, ile znaczy dla nich ludzkie życie. Nikt nie jest taki na jakiego wygląda - niezależnie od tego jakiej narodowości barwy reprezentuje. Antoni Mokrzycki przejdzie prawdziwą metamorfozę - przewartościowuje swoje życie i bardzo się zmieni. Zazna miłości - prawdziwej i pięknej - to ona go odmieni. 

"Mokrzycki zrozumiał, że nędza może kryć w sobie więcej prawdziwej szlachetności, niż posiada niejeden arystokrata z sygnetem na dłoni, uzbrojony w pychę skrojoną wedle własnej miary".

Powieść otwiera Prolog - "Z Dziennika Antoniego Mokrzyckiego" i zamyka Epilog, z tego samego dziennika, choć w nieco innej formie. Powieść jest pisana w osobie trzeciej i wiele w niej nie tylko poetycko brzmiącego języka, ale i samej poezji.

Pan Wojciech Dutka niesamowicie operuje słowem. Jego opisy bardzo oddziałują na wyobraźnię. W niezwykle wysublimowany sposób opowiada o okrucieństwie wojny, nie szczędząc opisów spływających krwią ulic. Doświadczymy też piękna samej Hiszpanii, jej zabytków. Poznamy też wielu artystów - między innymi Ernesta Hemingwaya, Pabla Nerudę, Simone Weil czy Frederico Garcię Lorkę - któremu pamięci autor dedykuje tę powieść.
Na drodze Antoniego stanie również generał Queipo de Llano i sam generał Franco.
Historia z fikcją łączy się i przenika w taki sposób, że ja laik - nie jestem w stanie odróżnić tego co autor wymyślił, od tego co jest prawdą historyczną.
Miłość i to jak o niej opowiada choć "nie miała ona prawa zaistnieć" jest po prostu piękne.
Nie myślałam, że będę w stanie wzruszyć się czytając o związku dwojga ludzi. A to się stało. 
To opowieść o ludzkiej twarzy wojny, okazuje się, że można się odnaleźć wszędzie; nawet pośród wszechobecnej śmierci. 

"Katolicy uwielbiają się biczować za grzechy urojone, ale nigdy niepopełnione".

Muszę też wspomnieć o narzeczonej Antoniego, która nie tylko doskonale obrazuje małostkowość i pustotę myśli niektórych ludzi, ale doskonale obrazuje nas - żyjących w przywileju pokoju. Kompletny brak zrozumienia, niedocenienie życia i problemy na kształt złamanego paznokcia przy ulicach usłanych ciałami zamordowanych.
Kochanka Mokrzyckiego to kontrast - kobieta posiadająca wielu partnerów seksualnych ma niebywale piękną duszę. 
Myślę, że mogę powiedzieć, że dzięki "Kurierowi z Toledo" posmakowałam kultury wysokiej, która nie musi być ubrana w niezrozumiałe słowa by doskonale wybrzmieć.
Ta opowieść, nie tylko z uwagi na zawartą w niej historię miłosną, ma wymiar uniwersalny.
To nie wojna robi z ludzi złych. Ona jedynie sprawia, że to co nosimy w sobie głęboko - ujawnia się niczym już nieskrępowane - to od nas zależy co dopuścimy do głosu.

Panie Wojciechu proszę się spieszyć z "Kurierem z Teheranu" i "Kurierem z Tivoli"!
9/10.

 
Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 4. września 2019
Liczba stron: 352
Kategoria:literatura piękna
#65 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

#65 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką "Pchły".

 O natchnieniu, zbieraniu materiałów i pisaniu książek
"Pchła" powieść spod pióra Anny Potyry miała premierę 9. lipca 2019 roku.
To kryminał, który łączy w swojej fabule wątki II wojny światowej
z teraźniejszością; zbiera wysokie oceny i pochlebne opinie.

Autorka do tej pory pisała książki dla dzieci, więc jest to jej kryminalny debiut, w moim odczuciu bardzo udany. 



Anna Potyra
Anna PotyraUrodzona w 1982 roku w Warszawie.
Z wykształcenia anglistka.
Mama czterech córek.
Autorka książek dla dzieci.
W wolnych chwilach pisze lub jeździ konno.
"Pchła" to jej debiut kryminalny.




Udało mi się zadać autorce parę pytań - odnośnie pomysłów, zbierania materiałów i samego procesu twórczego oraz tego czy możemy spodziewać się kolejnych śledztw prowadzonych przez komisarza Adama Lorenza.
Zapraszam na rozmowę!


Pod_lasem_czytane: Na samym początku muszę wspomnieć, że “Pchła” mnie opętała. Chodziłam z książką wszędzie, by móc co chwilę przeczytać chociaż fragment. W noc, po rozpoczęciu czytania, obudziłam się z przekonaniem, że ktoś stoi w rogu mojej sypialni… Skąd umiejętność tak sugestywnego przedstawiania scen? Lubi się Pani bać?

Anna Potyra: Nie, nie lubię się bać. Jednak w swoich książkach staram się zanurzać czytelników wszystkimi zmysłami. Moi bohaterowie przeżywają cały wachlarz emocji, również strachu. I wtedy muszę przedstawić go tak, by czytelnik go poczuł.

Wiem, że “Pchła” to Pani debiut kryminalny, wcześniej pisała Pani książki dla dzieci. Podejrzewam, że proces powstawania całej historii może być zbliżony, a jak jest w pomysłami? Które przychodzą łatwiej?

Tworzenie dla dzieci jest łatwiejsze tylko dlatego, że fabuła jest mniej zawiła i nie potrzebuję skryptu na 20 stron, którym podpieram się przy pracy, żeby się nie pogubić. Czyli tak naprawdę chodzi o skalę i rozmach projektu. Jednak z pomysłami sprawa wygląda podobnie. Czasem wpadają nagle i niespodziewanie, innym razem godzinami szukam rozwiązań. 
#103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Pisanie nie jest ani szybkim, ani też łatwym zajęciem. Czy przed przystąpieniem do tworzenia fabuły “Pchły” czytała Pani dużo na temat pracy policji i historii II wojny światowej, której wątki zgrabnie Pani połączyła?

Owszem, czytałam dużo zarówno przed rozpoczęciem pisania, jak i w trakcie. Doszkalałam się nie tylko w zakresie pracy policji czy przebiegu rzezi na Woli, ale również technik kradzieży samochodów, nomenklatury boksu. Przeczytałam dziesiątki stron forów kolekcjonerów starej broni, obejrzałam masę filmików z treningów bokserskich, żeby poczuć ich klimat. Naprawdę dużo różnych dziwnych rzeczy przewinęło się przed moimi oczami :-)

Kryminałów raczej nie piszą osoby, które ich nie czytają. Dużo literatury z tego gatunku Pani przeczytała zanim zaczęła pisać swój? A może jest jakiś szczególny pisarz lub też szczególny tytuł, po którego przeczytaniu stwierdziła Pani, że chce iść właśnie w tym kierunku?

Zaczęło się dawno temu od Agathy Christie. Ale to chyba książki Jo Nesbo sprawiły, że w mojej głowie pojawiła się myśl: „Ja też tak chcę…” Wtedy traktowałam to jako marzenie z gatunku tych abstrakcyjnych, co to wiadomo, że nigdy się nie spełnią. Ale z czasem (naprawdę nie wiem jak to się stało) zmieniły się w plany i wreszcie podjęłam to wyzwanie.

Proces twórczy jakim jest pisanie historii jest dość nieprzewidywalny, bo może zdarzyć się ten gorszy dzień, kiedy wszystko idzie jak po grudzie, a jak jest wtedy z tekstem i pracą nad nim? Zdarzają się Pani taki dni twórczej niemocy? Czy może stara się Pani pisać na siłę?

Zdarzają mi się dni, że tekst płynie sam, ale jednak mimo wszystko to jest bardziej kwestia pracy i wytrwałości, niż natchnienia. Bardzo często jest tak, że gdy zaczynam pracę mam pustkę w głowie. Piszę, kasuję, piszę, kasuję i czuję frustrację, bo wiem co chcę napisać, ale nie znajduję odpowiednich słów. Mijają dwie godziny a ja mam pół strony. A potem nagle wchodzę w tekst, on mnie porywa i słowa wskakują tak szybko, że ledwie nadążam je pisać. Ale żeby tam dojść, muszę powalczyć. Jeśli mam zaplanowane 3 godziny pisania, to piszę 3 godziny. Nawet jeśli początek jest trudny. 
 #103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Czy po tak dobrym przyjęciu możemy spodziewać się kolejnego śledztwa komisarza Adama Lorenza? Czy Iza Rawska się pomyli? :)

Tak, tom drugi już na warsztacie. Ponieważ dla mnie nośnikiem książki są emocje, Iza na pewno będzie miała szansę rzucić nowe światło na sprawę. Zawodowo na pewno będą się z Adamem świetnie uzupełniać. A prywatnie? Jeszcze się nie zdecydowałam :) 

Czy odczuwa Pani mocno emocjonalny związek z postaciami, które Pani stworzyła? Czy któraś jest Pani szczególnie bliska? 

Lubię swoich bohaterów. Gdy piszę, czuję się, jakbym spędzała czas w gronie znajomych. Jednak nie mam faworytów. 

Czy uważa Pani, że napisanie kryminału bez wszechobecnych krwawych zbrodni, tak by ludzie chcieli je czytać jest jeszcze możliwe? Czy może szukamy w nich właśnie koncertu przemocy? 

Nie uważam, żeby makabryczne i krwawe zbrodnie były elementem koniecznym. Wprawdzie zmienił się trochę styl pisania. Współczesne kryminały są dużo bardziej dynamiczne i sensacyjne niż klasyka gatunku, gdzie detektyw rozwiązuje zagadkę siedząc w fotelu, ale mimo to można podziałać na wyobraźnię i emocje czytelnika bez epatowania przemocą.

Na koniec wrócę do strachu. Czy po tym jak książka trafiła do czytelników, bała się Pani o jej odbiór? Czy może była Pani pewna sukcesu?

Oczywiście, że odczuwałam duży niepokój. Włożyłam w tę książkę mnóstwo pracy i emocji. Chociaż na początku nie zastanawiałam się nad tym. Przez długi czas byłam zadowolona, że książką zainteresowało się kilka wydawnictw, przeżywałam miłe emocje związane z oczekiwaniem, współpracą z redaktorami itd. Ale gdy wreszcie przyszła data premiery, uświadomiłam sobie, że wystawiłam się na publiczne biczowanie. Na szczęście „Pchła” została przyjęta bardzo ciepło. Przeczytałam dużo miłych słów na jej temat. To bardzo motywuje do dalszej pracy. Dołożę wszelkich starań, żeby nie zawieźć Czytelników w kolejnym tomie!
 
#103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Bardzo dziękuję za rozmowę i poświęcony czas!
Życzę samych natchnionych dni i wielu sukcesów!

"Pchła" ukazała się nakładem Zysk i S-ka.


#64 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - premiera 4. września 2019 r.

#64 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - premiera 4. września 2019 r.

#102 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - recenzja - czy warto przeczytać?
Kryminał jest mi najbliższym gatunkiem literackim. Czytam je od wczesnych nastoletnich lat. Najbardziej lubię w nich kiedy nie tylko trzeba rozwiązać zagadkę - kto? ale i dlaczego to zrobił. Układam wtedy w głowie puzzle z informacji i rozmyślam nie tylko nad motywem, ale i nad procesem, który doprowadził do degeneracji człowieka, a stworzył mordercę.

"Czerwień" jak sugeruje okładka otwiera serię o mrocznie pięknym tytule "Kolory zła" autorstwa Małgorzaty Oliwii Sobczak. Trup pojawia się już na trzeciej stronie i to w niezwykle pobudzającej wyobraźnię scenerii wzburzonego morza i typowo depresyjnej aurze początków naszej polskiej wiosny.
Sprawą zajmuje się prokurator Leopold Bilski, a sama topielica nosi okaleczenie sugerujące jej związek ze sprawą sprzed 17 lat.
Okazuje się, że obie zamordowane kobiety były do siebie łudząco podobne, a im bardziej prowadzący sprawę prokurator zagłębia się w życiorysy ofiar, tym więcej widzi podobieństw.
Czy to możliwe, że mordercą jest ta sama osoba?
Ktoś czekał 17 lat by znowu zabić?
A może to naśladowca?
Dlaczego sprawa zabójstwa córki sędzi - Heleny Boguckiej z 1996 roku nie została rozwiązana? 

Ta książka jest niebezpieczna! Niebezpiecznie wciągnie Was w fabułę i nie wypuści do ostatniej strony. Autorka stworzyła niezwykle ciekawe postaci.
Pierwsza ofiara Monika Bogucka - dziecko z tzw. dobrego domu, z niczym nieograniczoną swobodą, jednocześnie pełne kompleksów i z bardzo niską samooceną.
Matka Helena Bogucka, kobieta u szczytu kariery sędziowskiej, tkwiąca w aranżowanym małżeństwie, nie potrafiąca nawiązać więzi z własnym dzieckiem.
Krążą z córką w okół siebie, raniąc się, jednocześnie nie znając się w ogóle, mimo że powinny być sobie najbliższymi osobami.
Świetnie napisane wątki obyczajowe, które pochłania się w mig.
Wątki mafijne, narkotyki i pasja - namiętność - sztuka?
Prokurator Leopold Bliski - często wykracza poza swoje kompetencje, łączy wątki, zbiera materiał dowodowy, czyta w przestępcach jak w otwartych księgach, nie wystrzega się jednak własnych problemów, głównie sercowych. Emocjonalna i ciekawa postać, której nie sposób nie polubić.
Fabuła wciąga i oplata niczym bluszcz. Podczas czytania się nie słyszy i nie widzi nic poza sopocką sprawą kryminalną. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie. Akcja powieści toczy się w dwóch wymiarach czasowych  w 1996 roku i 2013. Mimo że są one wyraźnie zaznaczone i to mocną czcionką, to podczas czytania - łapałam się na tym, że nie wiem w jakiej osi czasu obecnie przebywam. Nie wiem z czego to wynikało, może to moje subiektywne odczucie, ale nie mogę powiedzieć, że było to winą rozproszenia, bo nic takiego nie miało miejsca.

Po przeczytaniu mniej więcej 1/3 powieści wytypowałam sprawcę i byłam trochę zawiedziona...ale tylko trochę, ponieważ nie odebrało mi to przyjemności z odkrywania późniejszych powiązań.
Świetnie splątane nici zdarzeń i niedopowiedzeń. Klimat nadmorskiego miasta poza sezonem świetny, czułam tę ponurą aurę całą sobą. Uważam, że to bardzo dobra propozycja i wielbiciele kryminałów z bogatym tłem obyczajowym, będą nią zachwyceni.
Całość oceniam na mocną 7/10 i czekam na kolejne części serii!


#102 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAB.



Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 4. września 2019
Liczba stron: 384 (egzemplarz recenzencki)
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
#63 Wiedźma - Anna Sokalska

#63 Wiedźma - Anna Sokalska


#101 Wiedźma - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?

Od jakiegoś czasu interesuję się mitologią słowiańską, na tyle ile pozwala mi czas - na zasadzie dziś wiem więcej niż wczoraj. Nasza kultura, tradycje, zwyczaje, przysłowia mają w tych starych wierzeniach swoje korzenie i bardzo smutny jest fakt, że tak niewiele o niej wiemy. To niesamowita kopalnia fantastycznych wyobrażeń i nieograniczone spektrum tworzenia światów i historii dla malarzy, rysowników, grafików ale i pisarzy - przede wszystkim. 

Kiedy sięgałam po "Wiedźmę" Anny Sokalskiej nie wiedziałam tak naprawdę czego się spodziewać, nie miałam z góry wyśrubowanych oczekiwań. Liczyłam po prostu na dobrą historię napisaną w oparciu o wierzenia słowiańskie, a nie przedstawienie mi książki na wzór "Pocztu królów i książąt polskich" z tym, że pełnym istot nadprzyrodzonych.
Taką też lekturę mam już dziś za sobą.

Jasna - czyli tytułowa wiedźma, budzi się z 500-letniego snu. Trafia do współczesnego Wrocławia. W tym samym czasie w okolicach miejsca dawnego słowiańskiego kultu, otwiera się przejście między światem żywych, a światem przejściowym - coś na kształt znanego nam czyśćca. Nadprzyrodzone istoty spacerują między żywymi - powracając do form, jakie reprezentowali przed śmiercią. Nasza Jasna jest kompletnie zdezorientowana. Nic nie rozumie z otaczającego ją świata. Myśli, że wyrzucone w lesie śmieci to jakieś dary dla nieznanych jej bóstw, a język którym się posługuje powoduje wiele komicznych sytuacji. Przypomniało mi to trochę fabułę francuskiej komedii "Goście, goście" z 1993 roku z Jean-em Reno w roli głównej.
Losy wiedźmy łączą się ze zmorą Niną, aniołem śmierci zwanym Szarakiem i człowiekiem Dawidem, który też posiada pewne nadprzyrodzone moce. Tworzą dziwną drużynę, która próbuje - pokrótce mówiąc - ratować nasz świat przed całkowitym przeniknięciem do niego pozostałych stworów, które niekoniecznie mają dobre zamiary.
Każda z postaci w tej powieści ma też swój własny cel, który chce zrealizować przede wszystkim.
Nie dajcie się jednak zwieść, że ktokolwiek z nich jest kryształowo czysty w swoich poczynaniach.

"Czas, najsurowsze z bóstw, nieugięcie parł do przodu, nie oglądając  się na niczyje wołanie, przysięgi ani łzy".

Anna Sokalska w ciekawy sposób czerpie ze słowiańskich legend i podań tworząc kolorowy i dość zabawny - jak się może wydawać na początku - świat. Autorka w bardzo prosty i krótki sposób tłumaczy również zadania niektórych z Istot Wyższych pochodzących ze słowiańskiego panteonu, czy miejsc związanych z wędrówką naszej duszy.
Wszystkie stworzone przez nią postaci są niezwykle wielowarstwowe, tu nikt nie jest po prostu dobry, albo zły. Język jest prosty, łatwy w odbiorze i niesamowicie lekko płynie się przez fabułę - myślę, że nie skłamię jeżeli stwierdzę, że można tę książkę przeczytać "na raz". 

"- Ludzie rodzą się niedoskonali i niedoskonali umierają - powiedział kojąco Szarak. W tej niedoskonałości Stwórca ukrył piękno."

To moje drugie spotkanie z książka z gatunku urban fantasy - jednak tym razem niezwykle udane. Autorce udało się odciąć mnie całkowicie od rzeczywistości.
Powiedziałabym nawet, że trochę mnie odmłodziła i poprowadziła przez wykreowane przez nią uniwersum z nieschodzącym z mojej twarzy uśmiechem. Jednak to nie jest komedia! Pisarka porusza tu wiele trudnych tematów - żałoby po śmierci bliskich, nieumiejętności radzenia sobie z emocjami, które są przecież częścią nas i bez nich nie bylibyśmy ludźmi, a mimo to zdarza się nam ich wstydzić i je tłumić.
Pojawia się wiele aspektów niedoceniania przez nas życia, jako daru i naszej nieumiejętności uczenia się na błędach.
Jest tu wiele postaci, wiele wątków, które z pozoru nie powinny do siebie pasować, a tymczasem tworzą kompletnie nieszablonową opowieść.
Dlatego też bardzo się cieszę, że leży przede mną kolejna część z cyklu "Opowieści z Wieloświata" - "Żertwa", którą już pozwoliłam sobie zacząć i równie szybko przepaść w fabule.
7/10.
#101 Wiedźma - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 6. lutego 2019
Liczba stron: 416
Kategoria:
fantastyka, fantasy, science fiction
#60 Rozstaje - antologia

#60 Rozstaje - antologia

#98 Rozstaje - antologia - recenzja - czy warto przeczytać?

"Rozstaje" to trzeci tom serii  "Ścieżki wyobraźni" wydawanej przez Śląski Klub Fantastyki.
Na antologię składa się dziesięć opowiadań:

"W taniej służbie Jej Królewskiej Mości" - Krystyna Chodorowska,
"Wybór Anny" - Małgorzata Binkowska,
"Teru Czerwona Pięść" - Alicja Tempłowicz,
"Mieszkańcy" - Olga Niziołek,
"Splątanie" - Marta Potocka,
"Morderstwo nad Saharą" - Michał Niedźwiedzki,
"Długo wyczekiwana samotność" - Agnieszka Żak,
"Kąt załamania" - Jesion Kowal,
"Bajki do opowiedzenia" - Marta Magdalena Lasik,
"Wiara" - Anna Hrycyszyn.

Podobnie jak we wcześniejszych publikacjach ze wstępu - tym razem napisanego przez Elżbietę Gepfert - dowiemy się trochę o Sekcji Literackiej LOGRUS i jej historii. Zostaniemy delikatnie wprowadzeni w magię światów stworzonych przez autorów poszczególnych opowiadań. 

Poznamy tutaj losy zaginionej księżniczki "noszącej magię", której korzenie są nie do końca jasne. Będziemy świadkami dylematów moralnych w świecie zamieszkiwanym przez paraludzi. Przemierzymy ścieżkę życia z gotową do największych poświęceń półorczycą o groźnie brzmiącym imieniu - Teru Czerwona Pięść. W imieniu "Mieszkańców" powita nas Aneta, która przecieka i Grzegorz - budowniczy, który zbiera mydelniczki. Muśniemy koncepcji wieloświatów, która daje nadzieję. Będziemy również rozwiązywać zagadkę kryminalną w sterowcu, na którego pokładzie przebywa pacjent, noszący w sobie ognisko nieznanej choroby. Zastanowimy się nad sensem życia na przykładzie bliźniaczek syjamskich żyjących w czasach dających możliwość posiadania - bionicznego ciała. Niepokój wywoła pewien mężczyzna z kluczem francuskim, a rezygnacja z wyobrażeń zabierze nas na podmorskie rozstaje, byśmy następnie poznali potęgę "Wiary".

"Kto za życia był ćmą, nie może zostać motylem po śmierci". 
* "Teru Czerwona Pięść" - Alicja Tempłowicz

Jak wspomniałam wcześniej jest to trzeci tom fantastycznej antologii i jednocześnie trzeci, który przeczytałam. Nie zawiodłam się, ponieważ zbiór trzyma poziom narzucony przez dwa poprzednie wydania. Język jest na wysokim poziomie, a styl pozwala na płynne czytanie każdego z opowiadań. Przedstawione historie są nie tylko bogate w możliwości wyobrażeń, ale i w mnogość zawoalowanych znaczeń. Kiedyś fantastyka zabierała nas tylko w nierzeczywiste, wymyślone światy - dziś często stanowi traktat o moralności, czy też o poszukiwaniu sensu życia. Polecam czytać pojedynczo - jak  wszystkie antologie, co pozwoli nam na docenienie każdego utworu z osobna. Nawet w przypadku bardzo krótkiej formy autorom udało się przenieść mnie na chwilę w wykreowane przez nich uniwersum.
 
Każda z tych trzech publikacji spod szyldu Sekcji Literackiej Logrus (wcześniejsze dwie "Zabawa w Boga" i "Skafander i Melonik") zawiera w sobie interpretację tytułu i czasem można naprawdę bardzo się zdziwić - gdzie tym razem wyobraźnia zabrała twórcę i jak ciekawą koncepcję udało mu się przedstawić. Polecam wszystkim fanom szeroko pojętej fantastyki i trudnej formy jaką niewątpliwie jest opowiadanie - na pewno nie będziecie zawiedzeni.

8/10.



"Rozstaje" jak i poprzednie publikacje Sekcji Literackiej Logrus można pobrać tutaj - KLIK.



Za możliwość przeczytania dziękuję Sekcji Literackiej Logrus.




Data wydania: 8. sierpnia 2018




Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction
#58 Czarci Pył - Mariusz Majewski

#58 Czarci Pył - Mariusz Majewski

#96 Czarci Pył - Mariusz Majewski - recenzja - czy warto przeczytać?
"Czarci Pył" Mariusza Majewskiego to zbiór sześciu opowiadań zaszeregowanych przez niektóre portale książkowe jako horror. Czy słusznie? Moim zdaniem nie. Horror w moim mniemaniu pochodzi od fantastyki i jego nieodzowną częścią są zjawiska nadprzyrodzone. W przypadku filmu już luźniej podchodzę do tego zagadnienia. Czym więc jest ten zbiór opowiadań? 

To ciężkie, osnute aurą beznadziejności - historie wyjęte z rzeczywistości - niestety.
Jest tutaj historia chłopca, którego rodzinę trawi bezrobocie i pogłębiający się alkoholizm. Jego jedyną ucieczką od świata jaki serwują mu rodzice jest szkoła, ale i na te pole zaczynają wkraczać macki pogłębiającej się degradacji społecznej. Pojawia się też zarys przeszłości pewnej pary -  Rafała i Kamili, których wielką miłość i świetlaną przyszłość przytłoczyła ciężka choroba. Są też ludzie, których esencję życia stanowi stan upojenia alkoholowego i trwają, bo przecież życiem nie można tego nazwać - od weekendu do weekendu. Autor umieścił tu również wezwanie Asmodeusza - demona, upadłego anioła, które stanowi niejako wstęp do najdłuższego opowiadania w tym zbiorze dotyczącego pewnego księdza... księdza pedofila.

"Ty! Królu, Patriarcho, Asmodeuszu, jakaż wspaniała, jaka porywająca jest przyrodzona Ci, mimo starań gwałtownika nigdy nieodebrana, wyniosła niesamowitość. 
Jest niczym czarowność prastarych borów, rozbrzmiewających
o zmroku niepokojącymi dźwiękami nieznanych istnień i mar".

Język, którym posługuje się autor jest niezwykle wysublimowany, a w niektórych fragmentach wręcz poetycki. Nie można go nazwać prostym, jednak jest przyjemny i chyba mogę to tak określić - rytmiczny. Styl mimo przygnębiającej i ciężkiej tematyki, często dramatycznej jest naprawdę lekki, autor po prostu potrafi pisać. Mam tu jednak problem z powtórzeniami, które wyłapuję nawet jak pojawiają się tylko raz, a tutaj jest ich wiele. Irytowały mnie ciągłe indagacje i ablucje.

Co do samej treści - to nie jest książka dla wszystkich. Z tyłu okładki jest zdanie mówiące o tym, iż jest to lektura dla odważnych - zgadzam się - ale charakteryzujących się umiejętnością zmierzenia się z przygniatającą częścią życia, która dusi, odbiera poczucie sensu. Wszystkie opowiadania są bardzo przygnębiające, ale najtrudniej czytało mi się to dotyczące księdza. Poznajemy go od najmłodszych lat, które wspomina. Widzimy jak kiełkuje w nim i narasta jedno z największych obliczy zła...

Trudna, ciężka książka - mimo skromnej objętości, której nie polecam wtedy, kiedy czujemy się psychicznie osłabieni. Tytuł idealnie pasuje do tematyki. Zło, które czai się wokół jest jak ten pył, który ciężko z siebie strzepnąć,tak jak ciężko uniknąć głębokich przemyśleń po tej lekturze.


7/10.


Recenzja napisana dla Klubu Recenzenta nakanapie.pl


Wydawnictwo: Manufaktura Słów

Data wydania: 19. lipca 2019

Liczba stron: 262


Kategoria: literatura współczesna/polska
#54 15 lat w zamknięciu - Celine Piotrowska

#54 15 lat w zamknięciu - Celine Piotrowska

#92 15 lat w zamknięciu - Celine Piotrowska  - recenzja - czy warto przeczytać?
Jakiś czas temu wykonywałam pracę, w której ludzka krzywda była dla mnie codziennością. Nie wytrzymałam długo, bo trzy lata. Choć nikt mnie nie więził i nie bił doświadczyłam też krzywdy i pewnego rodzaju przemocy, choć nie fizycznej.

Bohaterka i autorka książki "15 lat w zamknięciu" doświadczyła całego spektrum bólu od fizycznego po psychiczny. Człowiek, który miał być jej najbliższy - czyli mąż, bił, gwałcił i więził ją i ich wspólne dzieci przez 15 lat. Książka, którą napisała jest dla niej formą terapii po traumie jaką przeżyła. Chciała również by stanowiła swego rodzaju manifest, wezwanie do walki o siebie i własną, lepszą przyszłość oraz ostrzeżenie przed obdarzaniem zaufaniem zbyt szybko.

Książka rozpoczyna się wspomnieniami o pierwszej, młodzieńczej miłości kobiety, która w jej mniemaniu była idealna, spełniona, wręcz książkowa. Jej narzeczony pochodził z bogatej rodziny. Żyli na wysokim poziomie, wydając bez opamiętania morze pieniędzy na namacalne dowody miłości... Odzież, biżuterię, perfumy, restauracje... Jednak życie się tak ułożyło, że się rozstali i  wtedy na jej drodze stanął pewien Włoch, z którym związała swoją przyszłość i który to, stał się jej katem. Historia dzieciństwa tego mężczyzny była dla mnie wręcz abstrakcyjna. Skojarzyła mi się z historiami prezentowanymi przez takie horrory jak na przykład "Droga bez powrotu". Z ich związku narodziła się dwójka dzieci, która czynnie uczestniczyła w koszmarze ich małżeństwa. I tak przez całą powieść poznajemy koleje życia w piekle, które są okraszone refleksjami autorki, która jest już dzisiaj wolną i jak sama podaje - szczęśliwą kobietą.

Podoba mi się wydanie tego spisu wspomnień. Projekt okładki bez nazwiska autorki, jako swego rodzaju odcięcie się od przeszłości. Szycie, minimalistyczne, acz sugestywne ilustracje.
Uderzyła mnie krzywda dzieci, bolało mnie serce i byłam wściekła, że ktoś sprowadził je do takiego piekła i pozwolił im trwać w nim tyle lat. Sposób podnoszenia się po ucieczce, powrót do społeczeństwa, że tak to określę był również bardzo poruszający.

"Pamiętam, jak wychodząc z ośrodka, pytałam, czy naprawdę możemy pójść na spacer. Pytałam o nasze wyjścia za każdym razem jeszcze przez dwa kolejne tygodnie... I za każdym razem dyrektora odpowiadała, że drzwi są otwarte, że mogę wychodzić, kiedy tylko chcę. Nie potrafiłam tego jednak przyjąć do wiadomości".

Jednak mam problem z tą historią. Oczywiście trafia do mnie - jak okrutny był ten człowiek, jak wiele zła wyrządził. Sądzę nawet, że nie zasłużył na nazywanie go istotą ludzką ...
Język, styl jakim jest pisana jest dla mnie bardzo chaotyczny i trochę niestety infantylny, mimo że bohaterka pracowała jako dyrektor produkcji w trzeciej, w Europie fabryce pantografów i nie jest już nastolatką. Męczyłam się podczas czytania i nie potrafiłam tak po ludzku całą sobą współczuć autorce, a jestem bardzo empatyczna, przynajmniej tak mi się do tej pory wydawało. Wiele razy chciałam ją odłożyć czy nawet nią rzucić, bo powodowała we mnie też coś na kształt złości... 

Pierwsze, co mnie bardzo mocno zdziwiło to sposób w jaki postrzegała i chyba nadal postrzega miłość. Nie wyobrażam sobie by status społeczny i szastanie pieniędzmi było wyznacznikiem stopnia zaangażowania w związek. Partnerstwo, które powinno być podstawą każdego udanego związku zastępować uzależnieniem od czyjegoś portfela? Nigdy też nie pomyślałabym, że pieniądze czynią z kogoś damę? A tak postrzegała swój młodzieńczy związek Celine. Kompletnie różne widzenia świata, moje i jej, spowodowało, że niestety chociaż bardzo chciałam nie mogłam poczuć z nią więzi.

Sposób w jaki trwała na drodze prowadzącej - wprost w ramiona tego sadystycznego mężczyzny, jest dla mnie kompletnie surrealistyczny. Nie mogłam tego pojąć w żaden sposób. Tak jak rozumiem, że przez lata cierpień, można uzależnić się od oprawcy i nie umieć wyrwać się z tego piekła, tak nie rozumiem, jak od samego początku chorej znajomości można chcieć ją kontynuować. Przez tyle lat nie poprosiła nikogo o pomoc. Na propozycję męża, aby wyjechała do Polski w środku roku szkolnego odpowiadała, że syn powinien skończyć przedszkole (najlepsze ze wszystkich oczywiście) w normalnym terminie (sic!). Najbliżsi wiedzieli jaki los wiedzie, a mimo to wracała od nich wprost do mieszkania swojego oprawcy. Pełna sprzeczności i kompletnie nielogicznych zachowań wszystkich uczestników tego dramatu. Nie wiem czy bohaterka uchwyciła się rozmytego wspomnienia swojego życia po to, by przetrwać i stąd też były jej mało dojrzałe wtrącenia, które przyznam szczerze często były bliskie wyprowadzenia mnie z równowagi.
Nie chcę przeprowadzać analizy psychologicznej; bo przecież nie o to chodzi, ale ta historia wzbudza we mnie wściekłość! Z uwagi na koszmar jakiego doświadczyły te małe i niewinne istoty.
Nie chcę oceniać, bo bardzo łatwo to zrobić, ale zrozumieć tej bierności też nie potrafię. Nie ma też oczywiście; żadnego wytłumaczenia na postępowanie ojca tych dzieci! Przeraża mnie fakt, że kobiety nadal muszą się ukrywać przed takimi zwyrodnialcami, a oni nie ponoszą za to co zrobili - praktycznie żadnej kary...

Podsumowując była to dla mnie trudna i bolesna książka. Nie tylko z uwagi na treść, ale na sposób jej podania i niemal międzygalaktyczną odległość w sposobie widzenia świata między autorką i mną. Nie polecam, ani nie zachęcam - musicie sami ocenić.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Borgis.
 


Wydawnictwo: Wydawnictwo Borgis

Liczba stron: 234


Kategoria: literatura obyczajowa/autobiografia
#53 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski

#53 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski

#91 Życie psa na balkonie - Tomasz Górski - recenzja - czy warto przeczytać?
Swego czasu miałam przygodę zawodową związaną z pracą ze środowiskiem, które przedstawia Tomasz Górski - autor "Życia psa na balkonie". Wiele słyszałam, a jeszcze więcej widziałam. Nazwałam ten epizod przygodą, bo po trzech latach zrezygnowałam, nie chcąc być już uczestnikiem kołowrotu ludzkich dramatów i nieszczęść, które ludzie serwują sobie sami. Jednak nadal pozostaje we mnie, nie tyle ciekawość, co chęć zrozumienia dlaczego się tak dzieje, że z życia robimy bezsensowną egzystencję?

"Wszystko robimy w życiu trochę tak po omacku. Po ciemku. Trochę to przypomina zamknięty pokój, w którym pełno różnych przyjemności, pełno uciech, ale też pełno problemów, tych złych rzeczy". 

"Życie psa na balkonie" to zaledwie 180 stron, a już po otworzeniu książki zaskoczy nas forma w jakiej zwraca się do nas autor. To dramat literacki. Tekst z podziałem na role i didaskaliami.
Głównych bohaterów jest dwóch - Ojciec i Syn. Toczą oni ze sobą rozmowę, która odbywa się w śmierdzącym wódką i brudem mieszkaniu. Widywałam wiele takich mieszkań - stąd wizualizacja nie stanowiła dla mnie żadnego problemu, ale jeżeli takie widoki są Wam obce to z łatwością poczujecie klimat za sprawą opisów sporządzonych przez autora.
To historia pełna kontrastów, które wzbijają się i opadają jak punkty wykresu sinusoidalnego. Zbieramy informacje o jedynym i drugim, co chwilę zmieniając o nich zdanie. Mężczyźni licytują się; kto bardziej zniszczył sobie życie - przy okazji zatruwając je matce i żonie. Ojciec lecząc kaca pije wodę, Syn sprząta i powoli przesuwamy się z akcją w kierunku drzwi, drzwi które są zamknięte. Z jakiegoś powodu obaj boją się nacisnąć klamkę i wejść.

Rozmowa, którą toczą choć krótka, biorąc pod uwagę objętość książki, stanowi przekrój ich życia.Język jest wulgarny, prostacki - realistyczny - tak rozmawiają ze sobą ludzie, którzy za cel postawili sobie zniszczenie własnego życia, biorąc przy tym jak najwięcej jeńców. Zdarza się jednak, że język zahacza o... poetykę. Dziecko mężczyzny wykładającego literaturoznawstwo - jak się domyślam z prowadzonej przez bohaterów rozmowy - jakim jest Syn potrafi zgrabnie formułować zdania i tworzyć wyszukane historie. Pojawia się tutaj nawet motyw książki; znanej zapewne wszystkim - "Mały książę" Antoine de Saint-Exupéry, który ma tu znaczenie. I tak do momentu, w którym pada wyjaśnienie tytułu, sądziłam, że czytam jedynie batalię międzypokoleniową ludzi, którym z jakiegoś powodu życie się poplątało. Ale to dramat nie tylko w formie. 

Historia, która wcale nie musi być wymyślona, której wiele odsłon widziałam - to Tomasz Górski spowodował, że zjeżyły mi się włosy na głowie.
Można tu dostrzec metaforę na temat równych szans w życiu - nie zawsze je mamy. Ile byśmy nie walczyli o poprawę jakości życia - czasem jesteśmy jak ten "pies na balkonie" zamknięci za drzwiami. Szczekamy, ale wszyscy udają, że nas nie słyszą. Choć hałas jest irytujący nikt nic z tym szczekaniem nie robi, a pies prowadzi egzystencję, bezsensowną egzystencję. 
Kolejne pytanie jakie mi się nasunęło to, to czy czasem nie lepiej niektórych drzwi nigdy nie otwierać? Albo też je zamurować, by mieć pewność, że przeszłość po nas nie wróci?
Ale co wtedy z odpowiedzialnością? Czy można wyjść z marazmu i zacząć po prostu żyć już nigdy się nie oglądając? 
Krótka, dojrzała i na wskroś epatująca brutalnym realizmem książka, która zostawiła mnie z własnymi przemyśleniami na długo i ilekroć na nią spojrzę przywodzi mi na myśl kolejne.
Tę historię można potraktować też jako kontrast do idealnego życia, które widujemy na pięknych, kolorowych zdjęciach. Każde choćby nie wiem jak idealne życie ma gdzieś taki zamknięty pokój. Polecam jako bodziec do przemyśleń, jednak nie jako formę rozrywki.

 

Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 27. czerwca 2019

Liczba stron: 180

Kategoria: literatura obyczajowa



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...