Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Na śniadanie tort szpinakowy — Kamila Mitek

Na śniadanie tort szpinakowy — Kamila Mitek

Zdjęcie książki „Na śniadanie tort szpinakowy” — Kamila Mitek

 

29 września 2021 roku na rynek wydawniczy trafiło wznowienie debiutu Kamili Mitek „Na śniadanie tort szpinakowy”, które ukazało się pod patronatem m.in. bloga podlasemczytane.pl.

Na śniadanie tort szpinakowy — Kamila Mitek


Główną bohaterką „tortu” jest Joanna Lisek, kobieta przed czterdziestką, rozwiedziona, wychowująca siedmioletniego syna, Filipa. W pracy Joanna przemyka jak cień, gdzie powoli zostaje zastępowana (jak się jej wydaje) przez koleżankę — Katarzynę. Relacje kobiet są napięte, nie tylko z powodu różnic temperamentów, ale i mocno splątanych ścieżek życia osobistego.
Joanna i jej były mąż choć zdają się ze sobą dogadywać (dla dobra dziecka), to kiedy mają okazję dać upust złośliwości, czynią to oboje, z ochotą.
Bohaterka codziennie jedynie stara się przetrwać do następnego dnia, a łatwo nie jest.
Stare myśli rodzą nowe, konflikty kwitną w najlepsze, auto postanawia się zepsuć, a do tego wszystkiego utwardzacz do kleju nie sprawdza się jako kosmetyk stylizujący włosy. Nic nie zapowiada końca ery chaosu. Impreza, na którą bohaterka musi pójść z osobą towarzyszącą, zbliża się wielkimi krokami.

To trzecia (no dobra, przyznam się żebyście mogli mi zazdrościć :), czwarta) książka Kamili Mitek, którą przeczytałam i śmiałam się najczęściej i najgłośniej...
Kamila ponownie (wg chronologii po raz pierwszy) w lekkiej (pozornie) powieści zamieszcza głęboką treść. Widzimy, że wiemy o ludziach tylko tyle, ile nam sami powiedzą; jak nauczeni ciszy zapominamy nie tylko jak pytać, ale i jak mówić o tym, co dla nas ważne. Niewypowiedziane słowa bolą i dźgają w najmniej spodziewanych momentach. Kontrola, którą sprawujemy nad emocjami, jest pozorna.

Zdjęcie książki „Na śniadanie tort szpinakowy” — Kamila Mitek


Motywem przewodnim dla mnie było wydawanie sądów bez materiału dowodowego, po pozorach, wyglądzie, zachowaniu, które nijak mają się do prawdy. Są jak przypadkowe zdania, z których nie da się zbudować pełnej opowieści.

Kamila Mitek zauważa jak dziedziczymy skłonność do przemilczania i jak wpojone poczucie winy pęta, często na lata.
Uważni czytelnicy/czytelniczki zauważą również odniesienia dla konkretnych twórców, literatury, którzy, jak mniemam, są dla autorki ważni.

„Na śniadanie tort szpinakowy” to otulająca jak miękki kocyk powieść na szare, deszczowe dni, w której rodzicielska czułość, humor i miłość do drugiego człowieka, przeplatając się z codziennymi problemami, przypominają, że żebyśmy docenili słońce, musimy przetrwać pochmurne dni.



Wydawnictwo: Dragon
Data wydania: 29.09.2021 r.
Liczba stron: 320
Kategoria: literatura obyczajowa
Podmiejski na koniec świata - Katarzyna Kowalewska

Podmiejski na koniec świata - Katarzyna Kowalewska

W zeszłym roku, również w marcu, pisałam o debiucie obyczajowym Katarzyny Kowalewskiej o „Pudełku z pamiątkami”. Była to, a tak właściwie to jest - nadal można tę powieść kupić, ciepła historia o kobiecej przyjaźni. „Pudełko z pamiątkami” ukazało się pod patronatem m. in. mojego bloga i zawsze będzie miało dla mnie szczególne znaczenie.

Niebawem, bo już jutro, 16 marca 2021 roku, do księgarń trafi „Podmiejski na koniec świata” - druga powieść obyczajowa tej autorki, a trzecia wydana. Ta również ukaże się pod patronatem www.podlasemczytane.pl.

Podmiejski na koniec świata - Katarzyna Kowalewska

Podmiejski na koniec świata  - Katarzyna Kowalewska

Główną bohaterką „Podmiejskiego...” jest 32-letnia Alicja (mistrzyni organizacji), która ma prawdziwy dar do ratowania ludzi z opresji. Ona pomoże nie bacząc na liczbę związanych ze sprawą nowych obowiązków! Dla każdego problemu znajdzie rozwiązanie i zawsze podpowie, co można by jeszcze poprawić - nie tylko w pracy, ale również w życiu.
Alicja nie widzi problemów... Alicja widzi szansę na rozwój.
Co z tego, że... czyjś.

Kariera Ali jakiś czas temu stanęła w miejscu, a związek... okazał się inny, niż wyobrażenia. Tymon, druga połowa Ali, to przesadnie dbający o siebie architekt, lubujący się w rozrywkowym życiu. Alicja natomiast lubi w ciszy i spokoju poczytać książkę. Para zdaje się przeczyć powiedzeniu o przyciąganiu przeciwieństw. Żyją w „laboratorium” Tymona razem, a jednak osobno.
Można mieć „wszystko” jednocześnie nie mając nic wartościowego.

Ryszard Miłkowski, prezes Fashion of Warsaw i szef Alicji, zleca jej nowe zadanie. W związku z tym kobieta trafia do nowego miejsca, gdzie będzie miała szansę pokazać co umie i być może coś zyskać.
Krótko po przyjeździe na „koniec świata” Ala poznaje kilku ciekawych ludzi, mierzy się z brakiem... wygód :) oraz zaprzyjaźnia się, również z kilkoma, czworonożnymi.
Jednak jak to zwykle w życiu bywa, droga na szczyt nie jest jedynie przyjemnym spacerem i nasza bohaterka będzie musiała zmierzyć się z ludzką nieżyczliwością, interesownością i... zakłamaniem.

„Podmiejski na koniec świata” to powieść napisana w innym klimacie niż wspominane „Pudełko z pamiątkami”, a sama Alicja bardzo różni się od „pudełkowej” Asi, jednak gdyby obie panie spotkały się w realnym życiu, na pewno znalazłyby wspólny język, a Maciek z „Pijanego skryby” nie pozwoliłby się tej dwójce nudzić.

Chociaż Katarzyna Kowalewska w swojej najnowszej powieści porusza poważne tematy, to i tak pojawia się odpowiednia dawka humoru. Wszystko się znakomicie uzupełnia.
Postaci, które tworzy są bardzo charakterystyczne i wielowymiarowe. Tu nie ma makiet, są prawdziwi ludzie, nawet ci, którzy wzbogacają tło.

Kiedy na scenę wkracza czarny charakter, to możemy być pewni, że zaprezentuje się wiarygodnie. U Kasi Kowalewskiej nikt nie jest w jednym odcieniu.

Akcja ponownie toczy się głównie w Grodzisku Mazowieckim i wierzcie mi, chciałabym tam pojechać i skonfrontować to, co widziałam oczami wyobraźni z rzeczywistością. Czułam się jakbym chodziła po tym mieście!

Kowalewska również bardzo dobrze osadza tę historię w czasie - czytamy o rzeczach, które znamy nie tylko z dzisiaj, ale i sprzed wielu lat. Tymi zabiegami tworzy więź między czytelnikiem, a postaciami, bo one dzięki obrazowo użytym dekoracjom ożywają.

Jedną z pasji głównej bohaterki jest czytanie, więc nie zdziwcie się, gdy okaże się, że powieści, które poleca nowej znajomej, dobrze znacie.
Ale to nie jej jedyne hobby, na pewno nie będziecie się z Alicją nudzić.
Subtelnie zarysowany wątek romansowy jeszcze wzbogaca tę historię.

To powieść o odnajdywaniu własnej drogi, o zmianach, których nie należy się bać, o odwadze bez której szczęście może nam przejść koło nosa.
Historia Alicji jest świadectwem tego, że i „koniec świata” może być tym, czego pragnęliśmy najbardziej. Warto się w życiu rozglądać, a pojawiające się okazje sprawdzać, żeby nie żałować, że się ich nie wykorzystało.

„Podmiejski na koniec świata” przeczytałam „na raz” i trochę żałuję, że czyta się szybciej niż pisze... ale jestem cierpliwa i wytrwale czekam na kolejną powieść Katarzyny Kowalewskiej.



Dziękuję Katarzynie Kowalewskiej i wydawnictwu Zysk i S-ka za możliwość objęcia powieście patronatem medialnym. 
"Podmiejski na koniec świata" trafi do sprzedaży 16 marca 2021 roku.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 16 marca 2021
Liczba stron: 228

Kategoria: literatura obyczajowa
#164 Porozmawiajmy z.... Katarzyną Kowalewską - Autorką "Pudełka z pamiątkami"

#164 Porozmawiajmy z.... Katarzyną Kowalewską - Autorką "Pudełka z pamiątkami"


Już we wtorek - 10 marca 2020 roku - do księgarń trafi "Pudełko z pamiątkami", które objęłam patronatem medialnymi,
i o którym pisałam w poprzednim poście - TUTAJ.
W przededniu premiery udało mi się zadać Katarzynie Kowalewskiej kilka pytań!

fot. Kuba Machnikowski 

Katarzyna Kowalewska to wielbicielka książek, która potrafi czytać, idąc chodnikiem i się przy tym nie przewrócić. Mieszka w Grodzisku Mazowieckim z mężem i dwoma psami, z których jeden bez przerwy wyleguje się w słońcu, a drugi bez przerwy psoci. Kocha lato, morze, swój pisarski pokój, wesołego punk rocka oraz grę w badmintona. Uczestniczka warsztatów literackich w ramach Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania (2015, 2018), Międzynarodowego Festiwalu Kryminału (2018) oraz Festiwalu Góry Literatury (2018). Zaczynała jako felietonistka dla portalu sportowego. Zadebiutowała powieścią łotrzykowską „Pijany skryba”. Jej opowiadania ukazały się w antologiach: „Autostop(y). Dziesięć opowiadań o wolności”, „Obiecaj”, „Bierz mnie”, „Memento” oraz „Czytanie ziemi”. 
"Pudełko z pamiątkami" to jej pierwsza powieść obyczajowa. 



Pod_lasem czytane: Zacznę od tego, od czego zwykle się zaczyna - czyli od początku… :) 

Katarzyna Kowalewska: Fantastycznie! Lubię to. 

Pod_lasem czytane: Urodziłaś się z długopisem w dłoni? Od dziecka wiedziałaś, że chcesz pisać? Z wypracowań na lekcjach języka polskiego zawsze miałaś najwyższą ocenę? 

Katarzyna Kowalewska: No co Ty! Przyznaję się jedynie do tego, że urodziłam się z książką w dłoni. A panie z Biblioteki Garnizonowej w mojej rodzinnej miejscowości zrobiły ze mnie książkoholika.
Pisanie? Scenariusze do dziecięcych teatrzyków to dziecinada, a pamiętniki to głównie gorzkie żale na rodziców. Chyba pierwszy kurs kreatywnego pisania zasiał we mnie ziarno pisarzyny. Zresztą na tych zajęciach napisałam pierwszy rozdział mojej pierwszej powieści. Poważnie!
A lekcje polskiego? Kochana, ja prawie w ogóle nie czytałam lektur. Na szczęście Pani Profesor zawsze na początku je streszczała, więc nie musiałam obawiać się zdemaskowania. Na maturze... Do diabła, to będzie poważny coming out! Polski to jedyny przedmiot, z którego dostałam czwórkę. 

Pod_lasem czytane: Debiutowałaś sześć lat temu powieścią łotrzykowską "Pijany skryba", w której głównym bohaterem jest mężczyzna... 10 marca tego roku ukaże się Twój debiut obyczajowy, w którym bohaterkami są w głównej mierze kobiety. Z perspektywy której z płci pisało Ci się łatwiej? 

Katarzyna Kowalewska: Zacznę od tego, że gdy pisałam „Pijanego skrybę”, byłam zupełnie inną osobą. Teraz nie umiałabym napisać czegoś podobnego. Maciek – główny bohater – odzwierciedlał mój ówczesny temperament. Od tamtego czasu trochę się uspokoiłam. ;) Wcześniej czułam, że pisząc z perspektywy kobiety, robię się nienaturalnie ckliwa. Jakby bliżej było mi mentalnie do płci męskiej, mój kobiecy głos brzmiał fałszywie. Pisząc „Pudełko...”, stwierdziłam, że wcale nie muszę być ckliwa, żeby dobrze oddać kobiecą naturę. Mam nadzieję, że mi się to udało.

Opowiedzieć Ci dwie anegdoty na tematy „Skryby”? 

Pod_lasem czytane: No pewnie!
 Katarzyna Kowalewska: Pierwsza dotyczyła zarzutu użycia przeze mnie w tekście słowa „kardigan”. Jeden z krytyków stwierdził, że żaden mężczyzna nie potrafiłby zidentyfikować tego rodzaju odzieży. Odwróciłam się do męża i spytałam: „Wiesz, co to jest kardigan?”. A on: „Taki sweter zapinany na guziki.” Gdybyś go poznała, zrozumiałabyś, że nie jest to facet, którego konikiem jest moda. 
Druga anegdota dotyczy męskiego czytelnika. Pani w zaprzyjaźnionej bibliotece zapytała go po oddaniu książki, czy mu się podobała. Powiedział, że owszem, książka zabawna, przygodowa, super. Pani spytała więc: „A zauważył pan, że napisała ją kobieta?” Pytanie wynikało z tego, że na okładce jako nazwisko autora widnieje „K.A. Kowalewska”, co nie jest oczywistym wskazaniem płci. No i kiedy pan sobie to uświadomił, stwierdził: „Faktycznie. Zdarzały się pewne dłużyzny.” Tak że w oczach mężczyzny kobiety pisarki mają przyszytą jakąś łatkę nudziar. Tak czy siak to zabawna historia.] 

 
fot. Kuba Machnikowski 
Pod_lasem czytane: Zapytałam Marcina i powiedział, że kardigan to: sweter :) Jednak krytyk nie miał racji :)
Zanim przejdę do pytań o "Pudełko z pamiątkami" chciałabym jeszcze dowiedzieć się dlaczego "aż" lub "tylko", bo wszystko zależy od punktu widzenia, czekałaś z wydaniem kolejnej powieści? 

Katarzyna Kowalewska: Nie wiem, czy chcesz tego słuchać. Zacznę dramatyzować. 

Pod_lasem czytane: Ależ chcę! Pisałaś i wydawałaś opowiadania, to wiem, ale co w trakcie? 

Katarzyna Kowalewska: Jednak chcesz, żebym opowiedziała tę dramatyczną historię. W porządku. Na Twoją odpowiedzialność. Otóż „w trakcie”, jak to ujęłaś, oprócz kilku opowiadań na zadany temat, nie napisałam niczego, to znaczy żadnej powieści. Straciłam pisarski głos. Niestety.
Nie będę wchodzić w szczegóły, żeby nie zdemaskować osoby, która nie jest nawet świadoma tego, co się stało. W każdym razie jest cenionym krytykiem. Wyraziła się szczerze o jednym z tekstów, nad którym pracowałam i z którego byłam dumna. Ogólny wydźwięk wypowiedzi tej osoby był taki, że tekst jest o niczym. Rozumiesz? To całkowicie podkopało moją wiarę we własne umiejętności. Plik natychmiast skasowałam i bodaj przez dwa lata nie byłam w stanie napisać dłuższego tekstu, bojąc się, że nie będzie wystarczająco dobry.
Na szczęście ten czas mam za sobą. Teraz wystukuję literki, aż się iskrzy! Właśnie kończę kolejną powieść, już mam pomysł na następną i nikt mnie nie zatrzyma. ;) 

Pod_lasem czytane: W "Pudełku z pamiątkami" główną bohaterką jest Asia, z którą i ja odnajduję kilka punktów wspólnych, ale nie mogę wyzbyć się skojarzeń z Tobą! Asia jest ciepłą, niezwykle sympatyczną 32-latką, która niemal wszystko wizualizuje i ma dość zadziorne poczucie humoru. Do tego jest tłumaczką - jak Ty, która pracuje jako fotografka - Twoją pasją jest również fotografia, a jej pokój to dżungla - jak Twój pisarski pokój (który zresztą można zobaczyć na Twoim profilu na Instagramie). Dzielisz z nią i gust muzyczny, czy umiłowanie do literatury, ponieważ Aśka pięknie wszystko potrafi spuentować odpowiednim cytatem. U innych bohaterek również, widzę kilka Twoich cech, np. u Lilki umiłowanie do kolorów.
Kiedy tworzyłaś swoje bohaterki, to miałaś od razu taki zamysł? 

Katarzyna Kowalewska: Ach, jakże trudno całkowicie zdystansować się wobec swojego bohatera. No nie potrafię. Na tej zasadzie nie umiałabym napisać powieści, której głównym bohaterem byłby morderca, bo zwyczajnie nie mam morderczych skłonności. Tak więc owszem, mamy z Aśką wiele punktów stycznych. Z drugiej strony moi bohaterowie to nie wiwisekcja własnej osoby, nie piszę w ramach autoterapii i nie poruszam wątków osobistych. Sprawy osobiste zostawiam w zaciszu domowym.
Natomiast wspólne mianowniki to raczej ułatwienie, które pozwala na uzyskanie bardziej plastycznych opisów. Mówiąc konkretnie, o wiele łatwiej jest mi opisać własny pokój, niż tworzyć nowy byt. Nota bene, kostka brukowa w kolorze cafe late to moja kostka, dom Aśki znajduje się w podobnej lokalizacji. Maciek ze „Skryby” mieszkał w mojej ówczesnej kawalerce i podróżował w moje rodzinne strony tym samym autobusem PKS. Ale uspokajam: nie wszyscy moi główni bohaterowie mieszkają w jednym pokoju i jeżdżą jednym PKSem. Choć byłby to z pewnością wesoły autobus. ;) 

 

Pod_lasem czytane: Czy kiedy zaczynasz pisać to masz już w głowie zarys tego, co chcesz opowiedzieć, czy może najpierw tworzysz bohaterów?
A jak było w przypadku "Pudełka z pamiątkami"? 

Katarzyna Kowalewska: Mam swoją metodę. Jest to średnia wyciągnięta z cennych porad pisarskich i polega na tym: daję sobie trzy dni na obracanie pomysłu w głowie i wypisywanie go na kartkach. W trakcie owej burzy mózgu zdarza mi się tak udoskonalić wizję, że kompletnie się różni od pierwotnego zamysłu. Notuję początek, to znaczy, w jaki moment akcji chcę wrzucić bohatera, i koniec, czyli w jakim punkcie bohater ma się znaleźć po przejściu przemiany, taki azymut. Wypisuję również trzy, cztery punkty zwrotne i ustawiam je w kolejności od najmniej poważnego, do najbardziej dramatycznego. Teraz wystarczy wypełnić wszystko tekstem. ;)
Opracowuję jeszcze coś na kształt CV ważniejszych bohaterów. Kiedy, gdzie się urodzili, członkowie rodziny, szkoły, zainteresowania, wygląd, cechy charakteru. To bardzo pomaga w trakcie pisania. Nawet jeśli nie zamieszczę konkretnej informacji w tekście, zawsze mam podstawę do zastanowienia, czy np. osoba, która studiowała psychologię, zachowałaby się w taki a nie inny sposób. Niestety mam też słabą pamięć do szczegółów i często muszę sprawdzać np. jak ma na imię siostra bohaterki albo jaki kolor oczu ma jej ukochany. Poważnie. Wiem, że to nie najlepiej o mnie świadczy, ale taka jest prawda.
I to by było na tyle. Oczywiście moje notatki nie nadają się do publicznego odtwarzania, gdyż wypracowanie dziesięciolatka brzmi bardziej literacko. Ale tyle mi wystarcza. Kiedyś, w ramach eksperymentu, obmyśliłam sobie powieść scena po scenie, na tablicy korkowej, zaznaczając kolorami, i tak mnie ta czynność znudziła, że nigdy tej powieści nie napisałam. Tak że jak widzisz, nie jestem typiarą, która wszystko szczegółowo planuje. 

Pod_lasem czytane: Jesteś niezwykle interesującą kobietą. Masz szereg zainteresowań, od sportu przez fotografię i sztukę pisania, języki obce, kochasz muzykę i zwierzęta, czy to wszystko pomaga Ci w tworzeniu opowieści? I jeszcze jedno: czy zawsze masz przy sobie notes, w którym zapisujesz to, co może Ci się przydać w kolejnej historii? 

Katarzyna Kowalewska: Dziękuję, choć uważam, że każdy człowiek jest interesujący, tylko niektórzy po prostu mają większe gadane. ;)
Różne zainteresowania na pewno pomagają, choć lubię się żalić, że nie mam żadnego konkretnego, ciekawego fachu, który mogłabym wykorzystać w książce. Nie jestem archeologiem, psychiatrą ani policjantką. Miałabym osadzić akcję w urzędzie? Chyba żart! Czytelnicy poumieraliby z nudów.
Jeśli chodzi o notes, oczywiście mam coś takiego i zawsze jest to Moleskine. Wiem – luksusowy fetysz, ale na żadnych innych kartkach nie pisze się tak wygodnie ołówkiem automatycznym. A jestem też ołówkowo-automatyczną fetyszystką. Ostatnio jednak spisuję wszystko w komórce. Nie, nie zrobiłam się ultranowoczesna. Po prostu kupiłam sobie świetny smartfon i lubię czasem popisać się nim w pociągu. 

Pod_lasem czytane: Może to niedyskretne pytanie, ale czy "Pudełko z pamiątkami" wysłałaś do wielu wydawnictw? Jak to z nim było? Jeżeli oczywiście nie jest to tajemnicą. 

Katarzyna Kowalewska: Już opowiadam. Ach, jak ja lubię Twoje pytania! Mówiłam Ci? Są genialne, niesztampowe. Będę Cię wszystkim polecać jako wywiadowczynię. ;)
Ale do rzeczy. Otóż w tym przypadku też miałam metodę. Najpierw odwiedziłam kilka popularnych księgarń. Zatrzymywałam się przed regałami z literaturą obyczajową i
wypisywałam nazwy wydawnictw, których książek najwięcej stało na półkach. Szczerze, naprawdę chciałabym kiedyś pisać zawodowo, a żeby to robić, czytelnicy muszą o mnie wiedzieć. Nie dowiedzą się inaczej, niż widząc moje książki na półkach.
Wracając to meritum, zrobiłam listę A, czyli najlepszych z najlepszych, i awaryjną listę B wydawnictw, do których miałam wysłać powieść, gdyby nie odezwał się nikt z listy A. Tych najlepszych było bodaj osiem i do nich rozesłałam rękopis. Po dwóch miesiącach braku odpowiedzi, pamiętam, że to był piątek, napisałam maila z delikatnym przypomnieniem. W poniedziałek czekała na mnie wiadomość życia od wydawnictwa Zysk i S-ka. Nie muszę mówić jaka. ;) 

Pod_lasem czytane: Nie będę pytała o ulubione gatunki literackie, ale zapytam o ulubionych pisarzy. Kto inspiruje Kasię Kowalewską? 

Katarzyna Kowalewska: Jest wielu takich pisarzy. Nie chciałabym mówić, że mnie inspirują, bo to by oznaczało, że w jakiś sposób wybrzmiewają w moich powieściach, a to byłoby zbyt daleko posunięte stwierdzenie. Nie śmiem się porównywać do takich osobistości. Alice Murno – czarodziejka słów, która pozwala podglądać zwykłe życie przez okno kuchenne. Etgar Keret – mistrz zaskakującej pointy. Stephen King – ten facet pisze takie thrillery, że nawet jeśli przez całą powieść bohater tylko idzie, to czapki z głów, droga Pani. Liz Gilbert – po prostu kocham jej umysł. Elif Shafak i Chimamanda Ngozi Adichie – szacunek za to, jak postrzegają kobiety. Lubię też humor i lekkość pióra Nicka Hornby’ego oraz polskich autorek Aleksandry Tyl i Asi Tekieli. 

Pod_lasem czytane: Wybacz mi to może niezbyt wyszukane pytanie, ale: po co piszesz?

Katarzyna Kowalewska: Bo jest to dla mnie świetny sposób na spędzanie wolnego czasu. Bo chcę się tym zajmować zawodowo – takie moje utopijne marzenie. Bo lubię czasem pobyć sama ze sobą, bez towarzystwa innych ludzi. A ile można czytać. ;) 

Pod_lasem czytane: Stresujesz się nadchodzącą premierą? Czy może jesteś przekonana o jej sukcesie, tak jak ja? 

Katarzyna Kowalewska: Stresuję się to może za dużo powiedziane. Czuję dreszczyk podniecenia. Jestem ciekawa, jak to wyjdzie, zwłaszcza że zaczęłam współpracę z dużym wydawnictwem. I absolutnie nie jestem przekonana o sukcesie, nawet jakby mi ktoś codziennie to powtarzał. Po prostu taka jestem. No nie przetłumaczysz.
To już ostatnie pytanie? Jaka szkoda! Ja się dopiero rozkręciłam. Dziękuję pięknie za rozmowę. Było mi bardzo miło i mam ogromną nadzieję, że Cię nie zanudziłam. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników, życzę przyjemnej lektury „Pudełka...” i uprzedzam uczciwie: zwrotów nie przyjmujemy. ;) 

Kasiu, bardzo dziękuję Ci za tę krótką rozmowę! Życzę Ci niekończącego się natchnienia i samych bestsellerów :)


"Pudełko z pamiątkami" ukaże się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka
10 marca 2020 roku.  
Tego dnia planuję ogłoszenie konkursu na moim profilu na instagramie (@pod_lasem_czytane), gdzie będą do wygrania trzy egzemplarze tej powieści!
Zapraszam!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...