Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
#165 Dama ze szmaragdami - Paulina Kuzawińska

#165 Dama ze szmaragdami - Paulina Kuzawińska

#165 Dama ze szmaragdami - Paulina Kuzawińska
"Dama ze szmaragdami" to kolejny tom przygód młodej arystokratki Madeline Hyde, która tym razem ma za zadanie rozwiązać sprawę tajemniczej śmierci swojej przyjaciółki - Claire Evans.
Madeline przybywa do Dworu pod Cisami (prawie dwa lata po wydarzeniach, które miały miejsce na Wzgórzu Mgieł), by uczestniczyć, poniekąd, w przygotowaniach do ślubu Claire
Evans i Dereka Vernidera.
Claire, która  pozuje do obrazu (tradycji rodziny Verinderów) z dnia na dzień czuje się coraz słabsza, aż w końcu... umiera... Jej śmierci towarzyszy burza, odnalezienie tajemniczej czaszki i powstanie tematu klątwy, a sama Madeline cudem unika śmierci.
Narzeczony, dopiero co zmarłej, panny Evans ma brata Dextera i siostrę Alice.
W domu rodu Verniderów panuje gęsta atmosfera, stosunki między najbliższymi są bardzo napięte.
Alice ma potrzebę ciągłej rywalizacji, a Dexter - jako niepełnosprawny - ma żal do rodziny, m. in. za nierówne traktowanie rodzeństwa.
W domu przebywa również malarz, kiedyś bardzo sławny, dziś schorowany i niestroniący od alkoholu -
Monsieur Dubois.
Wszystkim zawiaduje matka rodzeństwa.
Droga do prawdy będzie wybrukowana rodzinnymi tajemnicami, przemilczeniami i zdradami wszelakiej maści. 

"Są chwile, kiedy dostrzegamy nagle intensywniej niż kiedykolwiek mnóstwo faktów, mnóstwo otaczających nas, pozornie nieistotnych szczegółów. Jak gdyby zdruzgotany umysł chwytał się okruchów rozpadającej się rzeczywistości, żeby przykryć nimi prawdę o sobie samym".

Mogłoby się wydawać, że jest to po prostu kryminał w stylu retro, jednak dla mnie jest to powieść, której zdecydowanie bliżej do literatury pięknej.
Sama zagadka kryminalna nie jest specjalnie trudna do rozwiązania i nie miała ona dla mnie aż takiego znaczenia. Choć gdyby ją mocniej poplątać, fani typowych kryminałów retro, byliby pewnie bardziej zadowoleni.

Paulina Kuzawińska bawi się konwencją powieści gotyckiej, romansu grozy. Da się to zauważyć; od sposobu w jaki kreuje swoich bohaterów, którzy są mocno przerysowani. We wszystkim co robią, czy mówią wybrzmiewa przesadna egzaltacja, sentymentalizm.
Znajdziemy tu niewinne, delikatne jednostki, ale i osobnika, który reprezentuje przeciwstawną charakterystykę i nie tylko z powodu swojej powierzchowności.
Dom, w którym toczy się w głównej mierze akcja, kipi wręcz upiorną atmosferą, oczywiście taką żywcem wyjętą z epoki wiktoriańskiej.

Na scenie pojawi się sam Doktor Watson i Aleister Crowley - brytyjski okultysta, który nie pozostawi bohaterów samych w opresji.
W treści pojawiają się listy i wiersze, które podsycają romantyczny charakter opowieści.


Pierwszą część o Madeline Hyde, czyli: "Damę z wahadełkiem" czytałam w zeszłym roku, w sierpniu, i choć wtedy mnie zachwyciła klimatem, to czuję, że i tak nie doceniłam Autorki. Paulina Kuzawińska pisze jakby żyła w czasach, w których tworzyły Elizabeth Gaskell, czy Edith Wharton. 
Wdzięcznie łączy ze sobą ulubione motywy i plastyczny styl opisów.

"W całym ogrodzie czuć było pulsowanie wiosny, która lada chwila miała usiać kwiatami okoliczne wzgórza i spłukać z nich ostatnie resztki zimy kąpielą krótkich gwałtownych burz".

Już po przeczytaniu samego prologu, wiem, kto jest Autorką powieści, którą dzierżę w dłoni. W Jej książkach wszystko jest szczegółowo przedstawione od architektonicznych smaczków epoki, w której żyją jej bohaterowie, przez opisy pięknej, czasem wręcz mistycznej przyrody, do bogatych charakterystyk postaci, zarówno od psychologicznej strony (to, co dzieje się z Dexterem) do szeleszczących sukien i połyskującej biżuterii. 
Długość zdań, obfitość opisów, czy porównań może przytłoczyć, ale kiedy ma się świadomość do czego Autorka nawiązuje, wszystko okazuje się jak najbardziej na miejscu.
Polecam obie części - dla klimatu epoki wiktoriańskiej, tajemnic i romantyzmu (nacechowanego czasem metafizycznie) z lekką zagadką kryminalną.









Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 26. lutego 2019
Liczba stron: 336
Kategoria: literatura piękna
#138 Na szlaku szczęścia - Graeme Simsion, Anne Buist

#138 Na szlaku szczęścia - Graeme Simsion, Anne Buist

"Na szlaku szczęścia" to powieść spod pióra duetu pisarskiego - Graemea Simsiona i Anne Buist, na co dzień małżeństwa.
Graeme Simsion może być znany niektórym czytelnikom z bestsellera Projekt "Rosie"a Anne Buist z kolei; pisze thrillery o specjalistce psychiatrii sądowej. 
Książka jest kolejną pozycją w Serii Gorzka Czekolada wydawnictwa - Media Rodzina. Cechą tej serii jest - jak podaje jej opis - bycie "mocną w tematyce, lekką w odbiorze" - i myślę, że mogę to w przypadku tej pozycji potwierdzić. 

Po ostatnich niezbyt udanych przygodach z powieścią obyczajową obawiałam się trochę tego tytułu, który brzmi, dla mnie, prozaicznie.
Głównymi bohaterami tej powieści jest para nieznajomych.
Zoe, która przyleciała do Francji z Kalifornii jest niespełnioną artystką, a Martin, który dotarł w to samo miejsce - co Zoe, pochodzi z Yorkshire i jest inżynierem. Każde z nich ma za cel przejść szlak zwany "Drogą św. Jakuba" , który wiedzie od Cluny do Camino i w zależności od wybranej trasy może mieć aż 2200 km, które pokonuje się - tak - pieszo.
To pielgrzymka, która podobno zmienia człowieka i pomaga znaleźć drogę, kiedy się ją zgubi. Każdym z bohaterów kierują inne pobudki, ale oboje mają za sobą bagaż przykrych doświadczeń, które zaprzątają im głowę.
Każde z nich wyrusza w trasę inaczej przygotowane (Zoe nie ma na początku nawet plecaka, a Martin testuje wózek), każde chce się niejako rozliczyć ze swoja przeszłością i przemyśleć wszystko to, co ich w życiu spotkało.

Bo komu nie zdarza się czasem pomyśleć - a gdyby tak to wszystko rzucić i pojechać w...

Oboje mają rodzinę, a co za tym idzie - kolejne mniejsze i większe problemy, które nie pozwalają im na kompletne odcięcie się od dotychczasowego życia.
Po drodze spotkają różnych ludzi. Od jednych uzyskają pomoc, a inni będą dalecy od kierowania się w życiu życzliwością.
To książka drogi. Bohaterowie próbują rozmyślać nad swoim dotychczasowym życiem, ale jak się okazuje nie jest to wcale takie proste... Kiedy idzie się nieznaną sobie drogą - trzeba stale być czujnym, aby przypadkiem nie zejść ze szlaku i się nie zgubić.
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej z perspektywy Zoe i Martina, naprzemiennie. Spojrzymy na te same wydarzenia z dwóch różnych punktów widzenia i dowiemy się jakie dramaty ich w życiu spotkały.
Na samym początku trasy Zoe słyszy stwierdzenie, że na szlaku znajdzie to, co straciła... Tylko czy Zoe wie czego tak naprawdę szuka?
Nie będę oczywiście streszczać całej historii, ale ta powieść to nie tylko historia dwojga ludzi, którzy wyruszyli by zmienić swoje życie. Można ją czytać jako metaforę życia. Spotykamy w nim różnych ludzi, pomagamy im, a oni nam i szkodzimy sobie wzajemnie. Dorastamy - niezależnie od tego ile mamy lat i często zmienia się nasz cel, na różne sprawy patrzymy z innej perspektywy i uczymy się, że nie wszystko jest takim na jakie na początku wygląda.
Czasem, aby przetrwać trzeba poprosić kogoś o pomoc, czasem trzeba oferowaną pomoc przyjąć, a czasem zrozumieć, że ciężar jest lżejszy - jeżeli nie dźwiga się go w pojedynkę.

Czyta się bardzo przyjemnie. Autorzy zabierają nas na szlak pełen pięknych widoków, których opisów nam nie szczędzą, ale robią to w wyważony sposób.
Dodam, że Oni sami ten szlak przemierzyli i to dwukrotnie, więc każdy kto był na tej trasie może niektóre z opisywanych miejsc rozpoznać.

Język idealnie pasuje do treści, z którą tworzy piękny obraz - życzyłabym sobie zawsze czytać właśnie tak pisane powieści obyczajowe.
Jedyne co mi przeszkadzało - to brak tłumaczeń francuskich wyrażeń. Większości można się domyśleć, ale nie wszystkich niestety.

To nie jest tylko opowieść o długiej wędrówce z romantyczną historią zapisaną w przemierzonych kilometrach. Angażuje czytelnika - mniej lub bardziej oczywiście, w zależności od tego w jakim etapie życia, czy stanie emocjonalnym się znajduje i myślę, że może skłonić do refleksji.

Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.
7/10.
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 28. października 2019
Liczba stron: 432
Kategoria: literatura obyczajowa
Tłumaczenie: Maciej Potulny
#133 Upiór opery - Gaston Leroux

#133 Upiór opery - Gaston Leroux

#133 Upiór opery - Gaston Leroux - recenzja - czy warto przeczytać?
Z "Upiorem opery" łączy mnie związek bardzo sentymentalny. Oglądałam kiedyś kilka - dość luźnych - prób przeniesienia tej historii na ekran. I choć większości z nich daleko do dzieła Gastona Lerouxa, to i tak wspominam je dobrze. 

Książka powstała w 1909 roku i jest klasyczną powieścią gotycką, o czym pewnie większość czytelników, niestety, nie wie.
Spotkałam się nawet z recenzją krytykującą jej ekranizację z 2004 roku, zarzucającej obrazowi śmieszność i nie dostrzegającej w niej oczekiwanego... horroru?


Powieść gotycka bywa nazywana romansem grozy, z czego sama "groza" wynika na przykład z miejsca w którym toczy się akcja - zamek lub jak w tym przypadku - Opera Paryska, czy też narastającego uczucia szaleństwa.
Charakteryzuje się też przeciwstawnymi bohaterami, w dosłownym tego słowa znaczeniu - osobnik straszny (upiorny) i w ramach kontrastu osobnik niewinny - czysty. 

Spotkamy się w niej z wiodącym wątkiem romansowym z wydającą się nam - obecnie żyjącym - śmieszną wręcz przesadą - sentymentalizmem.
Objawia się to miłością na śmierć i życie, płomiennymi deklaracjami, przesadną emocjonalnością i gestykulacją postaci, łącznie z teatralnym omdlewaniem kobiet.
Po co to wszystko piszę?
Bo "Upiór opery" Gastona Lerouxa taki właśnie jest. 
Akcja toczy się Operze Paryskiej i jej podziemiach. Młoda śpiewaczka Christine Daae pobiera nauki u samego Anioła Muzyki, który wabi ją swym niebiańskim talentem. Wszystkiemu (najczęściej) z ukrycia przygląda się Raul de Chagny, który dostrzega niebezpieczeństwo kryjące się za tajemniczym głosem. Tymczasem budynek opery ma nowych zarządzających, z którymi w konflikcie pozostaje legendarny Upiór. Nikt Go nigdy nie widział, choć niektórzy twierdzą, że z nim rozmawiali. Ktoś jednak pisze roszczeniowe listy, w których domaga się między innymi zwrotu loży numer 5 i podpisuje się jako U. O.

W fabule bardzo dużo się dzieje. Jest wiele wątków - od próby usunięcia Upiora,  operowe spektakle i cały ich anturaż, przez historię miłości Raula i Chirstine, do odrzuconego przez społeczeństwo - oszpeconego Erika.
Od samego początku narracja przypominała mi artykuły z bardzo wiekowych gazet. Opisy są drobiazgowe, do tego stale pojawiają się przypisy, które polecam czytać na bieżąco - naprawdę są bardzo przydatne. Sam autor chce nas przekonać, że postać rzeczonego Upiora była prawdziwa... A była?
Dlatego stosuje styl przypominający reporterski.

Ta historia jest pełna przepychu i to nie tylko w kwestii nadmiernej emanacji uczuć targających bohaterami, ale w nawiązania do np. mitologii czy też prawdziwych wydarzeń mających miejsce w czasach jej napisania.
Choć ma 110 lat i same zachowania postaci; ich porywy serca, dramaty, które przeżywają, czy zastosowany humor, mogą wydawać się trochę archaiczne, to styl którym pisał Gaston Leroux nie sprawia najmniejszego problemu.
Obserwujemy całe spektrum emocji: od współczucia i płomiennej miłości do nienawiści i chęci zemsty. Widzimy geniusza, który pozbawiony ładnego lica jest skazany na życie w podziemiach. Cierpi i jak każdy człowiek nie potrafi być zupełnie sam. Odrzucenie powoduje narastanie w nim gniewu i nienawiści, czyli przykład na to, jak otoczenie kształtuje nasze zachowanie.

"Myślałam, że jestem wewnątrz kaplicy cmentarnej. Ściany zostały wybite czarnym kirem, ale zamiast łez zazwyczaj dopełniających taki pogrzebowy wystrój, na ogromnej pięciolinii widniały nuty Dies irae. Pośrodku pomieszczenia wznosił się baldachim z rozsuniętymi brokatowymi, czerwonymi zasłonami, a pod nimi stała otwarta trumna. Cofnęłam się na ten widok. "To tutaj sypiam - rzekł Erik - do wszystkiego można się przyzwyczaić, nawet do wieczności".

Dałam się porwać temu klimatowi operowego przepychu. Bawiłam się doskonale przemykając tajemnymi przejściami, przysłuchując się śpiewaczkom i patrząc na skrzące się żyrandole, jednocześnie uważając by nie zniknąć w zapadni lub nie utonąć w jeziorze strzeżonym przez syrenę!
Moją ulubioną historią miłosną są losy Heatcliffa i Katarzyny Earnshaw z "Wichrowych wzgórz" Emily Brontë, więc nie zdziwiłam się, w ogóle, jak w posłowiu napisanym przez Dorotę Babilas znalazłam nawiązania do tej właśnie książki. 
Ja wiem, że wielu czytelników posłowia nie czyta, wiem bo mnie się też to wcześniej zdarzało. Jednak w przypadku książek wydanych przez Wydawnictwo Vesper - czytanie tego działu jest nie tylko obowiązkowe - ale zawsze równie przyjemne jak prezentowana powieść i pozwala lepiej zrozumieć utwór, który się właśnie przeczytało.
"Upiór opery" jest bogato ilustrowany obrazami Anne Bachelier, co zdecydowanie podnosi odbiór wizualny i pozwala zobaczyć to, co Leroux napisał.
Ta powieść to klasyka literatury i nie można jej oceniać w kategoriach współczesnej prozy, czy nie daj Boże - dzisiejszego realizmu - a choćby i z szacunku do niebywałego talentu pisarskiego autora.
Ode mnie 8/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Vesper.

Wydawnictwo: VESPER
Data wydania: 27. listopada 2019 
Ilość stron: 410
Kategoria: powieść gotycka
Tłumaczenie:  Andrzej Wiśniewski, Hanna Śmierzyńska
Ilustracje: Anne Bachelier
#127 Trzy zimy - Magdalena Kopeć

#127 Trzy zimy - Magdalena Kopeć

#128 Trzy zimy - Magdalena Kopeć - recenzja - czy warto przeczytać?

Wspominałam już parokrotnie, że w szkolnych czasach nie należałam do entuzjastek historii. Kojarzyła mi się jedynie z odpytywaniem z dat i wydarzeń, które trzeba było wyrzucać z siebie niczym pociski z karabinu.
Taki sposób nauczania obdzierał historię z jej ludzkiego oblicza.
Czym innym, natomiast, były lekcje języka polskiego i obowiązujące lektury.
Ja należałam do grupy, która "Nad Niemnem" się zachwycała, a poznawaną poezję interpretowała na swój sposób, czasem daleko odbiegający do tego programowego. 

Magdalena Kopeć jest historykiem z wykształcenia, a muzealnikiem z zawodu. Lubi jesienne liście i arię Pucciniego, a odkąd przeczytała "Anię z Zielonego Wzgórza" to chciała zostać pisarką - jak podaje opis umieszczony na pięknym wydaniu jej debiutanckiej powieści. To wszystko w "Trzech zimach" można znaleźć. Niezwykłą nostalgię - jesienną właśnie, umiłowanie muzyki, poezji (czy tytuł nawiązuje też do tomu poezji Czesława Miłosza?) i wyobraźnię, którą zaszczepić mogła tylko bohaterka spod pióra Lucy Maud Montgomery.

Marianna Sobierajska - córka Mikołaja Sobierajskiego - patrioty i ziemianina, zakochuje się w rosyjskim szlachcicu Andrzeju Rohowie, który zamieszkuje w sąsiednim majątku.
Rohow ma polskie korzenie, jest wykształcony, zaradny i niezwykle przedsiębiorczy - wprost idealny kandydat na męża... Ale ma jedną wadę - jest Moskalem.
Ojciec Marianny jest jednak przychylny związkowi jego córki i Rosjanina, więc para się zaręcza. Wkrótce na rodzinę Sobierajskich spada nieszczęście, którego jedną z bezpośrednich konsekwencji stają się zerwane zaręczyny... W Królestwie Polskim jest niespokojnie - niedługo
wybuchnie Powstanie Styczniowe...

"Trzy zimy" to powieść wielowątkowa. Postaci jest dużo, jednak autorka zadbała o to, by nic nie zakłócało ich identyfikacji. Są bardzo dobrze scharakteryzowane i często prezentują kompletne przeciwieństwa (np. Marianna i jej siostra Helena). Kobiety, które są jedynie ozdobą mężczyzny, mimo tego że często dobrze wykształcone, są pozbawione głosu i jakiejkolwiek decyzyjności. Marianna choć na początku zdaje się wpisywać w konwenanse, chyba za przykazem niezwykle konserwatywnej babki (która bywała bardzo irytująca w swoim umniejszaniu kobiecej inteligencji), będzie zmuszona szybko dojrzeć i podejmować odpowiedzialne decyzje. Możemy zaobserwować jak ścierają się tutaj pokolenia.

"Wzięłam na siebie sprawy majątku właśnie po to, by zdjąć ten ciężki obowiązek z barków twoich i Heleny. Nikt nie zechce żony, która zajmuje się szukaniem zboża i liczeniem rubli! To prostackie. Dobre dla mieszczan i żon kupców!"

Miłość, kreacje i wystawne życie zejdzie na drugi plan. Świat konwenansów, skrzętnie skrywanych tajemnic, by nie ujrzały światła dziennego - z uwagi na możliwość skandalu - zmierzy się z przytłaczającą codziennością, walką o utrzymanie majątku, przywiązaniem do miejsca, w którym się mieszka i tym co stale serwuje nieprzychylny los.

Autorka porusza problem krzywdzącego, ale nadal dość częstego oceniania z uwagi na pochodzenie, czy też zachowanie - bez znajomości czyjejś przeszłości, czy charakteru.

Na początku czułam się jak za szkolnych lat, kiedy to czytałam wymagane programem lektury, śledziłam historyczne tło, które jest tutaj dość bogate i opatrzone niezbędnymi przypisami. Później stałam się niejako bohaterką tej powieści. Byłam, widziałam, słyszałam i czułam to, co postaci stworzone przez Panią Kopeć. Nadal zdaje mi się słyszeć szelest tych wszystkich pięknych sukni, czy zrzędliwy ton babci Marianny.
Wędrujemy z autorką przez czas, poznajemy stare zwyczaje i zapomniane już przysmaki.
Ale nie jest tylko miło, refleksyjnie i przyjemnie. Pojawiają się ludzkie dramaty, rozstania, kłamstwa, ucieczki, śmierć, choroby i... zbliżające się powstanie.

Na docenienie zasługuje też język jakim autorka operuje. Dla mnie zakrawa on o poetykę, jest pełen pięknych porównań, dodaje realizmu snutej przez nią opowieści, ale nie brzmi archaicznie.

"Dom, który kochała, stał się więzieniem. Stary mur, jak wierny żołnierz, chociaż odarty z niegdysiejszego splendoru, brudny i poorany zmarszczkami pęknięć, strzegł pilnie jej świata".

To historia miłosna, ale nieprzytłaczająca przesadą. Opowieść o prozie życia, o dojrzewającej miłości, która jak te wstążki na dębie, o których wspomina autorka, z czasem trochę zmienia barwę, ale nadal mocno trzyma się gałązki, do której została przymocowana.
Polecam wszystkim noszącym w sobie umiłowanie do romantyzmu, historii i piękna dziewiętnastowiecznej codzienności. 
 #128 Trzy zimy - Magdalena Kopeć - recenzja - czy warto przeczytać?

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 6. listopada 2019
Liczba stron: 480
Kategoria: literatura piękna/powieść historyczna

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino - recenzja - czy warto przeczytać?
Z reguły nie czytam romansów. Nie lubię tanich sentymentalizmów. Głupiutkich kobiet uganiających się z mężczyznami, dla których one same nic nie znaczą i wyidealizowanych historii miłosnych, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Nie wiem co mnie przyciągnęło do tej książki. Chyba idealnie wyważona kolorystycznie okładka. Ta powtarzająca się czerwień? Nie wiem, ale cieszę się, że ją przeczytałam. To nie jest typowa historia miłosna, choć nie jest oczywiście pozbawiona odrobiny lukru jak to w tym gatunku bywa.

Główna bohaterka "Gdybyś tu był" Renée Carlino - Charlotte - to zwykła dziewczyna, która ima się niezbyt wymagających zajęć, mieszka z przyjaciółką i żyje z dnia na dzień. Nie wie, tak naprawdę, co chce w życiu robić. Przypadek sprawia, że podczas drogi do domu, gdy wraca z zakrapianej imprezy, spotyka tajemniczego, zagubionego mężczyznę - Adama. Od słowa do słowa postanawia z nim pójść się napić, mimo że nigdy się tak lekkomyślnie nie zachowuje. Adam okazuje się najprawdopodobniej bogatym, byłym adwokatem, obecnie artystą malarzem. Charlotte spędza z nim noc. Na drugi dzień Adam zachowuje się kompletnie inaczej niż w nocy i praktycznie wyprasza dziewczynę z loftu.
Ich drogi się rozchodzą. Mimo że kobieta próbuje żyć dalej, poznaje sympatycznego, młodszego - jednak bardzo poukładanego chłopaka, to nie potrafi wyzbyć się pamięci o malarzu i tego uczucia, które towarzyszyło jej podczas ich spotkania. Traf chce, że ma możliwość poznania jego sekretu.

To powieść napisana w bardzo przyjemnym i niezwykle płynnym stylu. Przeczytałam ją "od deski do deski", nie żałując ani chwili, mimo że to gatunek kompletnie mi odległy. Bohaterka choć młoda i czasem lekkomyślna jest bardzo realna, niemal rzeczywista. Każda z nas - kobiet, albo taka jest, albo była - taką mam przynajmniej nadzieję.
Ta książka udowodniła mi, że moje serce jednak nie skamieniało. Wzruszyłam się i współczułam, jednocześnie zazdroszcząc odwagi? Charlotte będzie w dość pokręconej relacji z dwoma mężczyznami, a do tego bardzo bolesnej. Podejmie wiele decyzji, na które większość z nas pewnie nie byłoby stać. Czasem warto wybrać trudną drogę, by poczuć to - o czym inni mogą tylko marzyć, choćby miało to trwać chwilę. Ludzie składają się z emocji i nie tylko tych pięknych i poetyckich, a śmierć jest częścią życia, czy tego chcemy czy nie. To historia o miłości, która nie zawsze mieni się w tęczowych barwach. Udowadnia też, że w zdanie: żyli długo i szczęśliwie, nie zawsze można wierzyć,  a definicja szczęścia nie zawsze jest oczywista.

Jeżeli podobał się film "Słodki listopad" z Charlize Theron i Keanu Reeves-em to powieść "Gdybyś tu był" powinna się Wam spodobać.
Choć powieści romantyczne nie są  moim ulubionym gatunkiem wiem, że dla powieści Renée Carlino zawsze zrobię wyjątek.

8/10.


Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


Wydawnictwo:Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 328
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Tłumaczenie: Ewa Borówka
#86 Oddać serce - Lindsay Harrel

#86 Oddać serce - Lindsay Harrel

#86 Oddać serce - Lindsay Harrel - recenzja  - czy warto przeczytać?
Kobieta zmienną jest i ja jestem na to idealnym przykładem. Kiedy zmęczę się dość ponurą literaturą jaką najczęściej czytam, to chwytam się za powieść z założenia lekką i prostą w odbiorze - najczęściej jest po prostu literatura obyczajowa. "Oddać serce" Lindsay Harrel kusi cukierkową okładką, sam zarys fabuły sugeruje wzruszenie... A jak jest naprawdę?

Bohaterkami powieści Lindsay Harrel są bliźniaczki Megan i Crystal. Megan od dziecka zmagała się z kardiomiopatią przerostową, która zakończyła się dla niej przeszczepem serca. Od dziecka była chroniona, wręcz izolowana od świata zewnętrznego. Obecnie jest już po trzydziestce, pracuje jako pomocnik biblioteczny, nadal mieszka z rodzicami i boi się cokolwiek w swoim życiu zmienić, mimo że dostała tak naprawdę drugie życie. W głębi duszy marzy, aby zostać dziennikarką i przeżyć wielką przygodę. Jednak strach przed nieznanym i możliwymi negatywnymi następstwami przeszczepu, po prostu ją paraliżuje. 
Crystal - druga z sióstr, fizycznie zdrowa - mieszka daleko od domu rodzinnego i nie utrzymuje zbyt zażyłych stosunków z rodziną, sama zresztą jest już mężatką. 
Megan znajduje w końcu w sobie odwagę, by poznać rodziców dziewczyny, której serce obecnie w niej bije. Dostaje od nich w prezencie zapisany pamiętnik. Amanda nie miała idealnego życia. Sporządziła jednak listę rzeczy, które chciałaby w życiu zrobić. Niestety zdążyła zrobić tylko jeden, ostatni punkt z listy - "oddać serce". Ten pamiętnik staje się przyczyną przebudzenia Megan, która postanawia wykonać wszystkie 24 punkty z listy zmarłej. Wyrusza w podróż dookoła świata w towarzystwie... swojej siostry. To nie będzie tylko daleka wycieczka.
W otaczającym je pięknie architektury, przyrody i zwykłych relacji między ludzkich odnajdą drogę do obudowania siostrzanej więzi i spróbują zacząć... żyć?

"Relacja zależy od zaufania, a zaufanie wzrasta dzięki komunikacji".

Narracja jest prowadzona głównie  w osobie trzeciej. Megan prowadzi bloga i co jakiś czas - początkiem rozdziału staje się fragment jej wpisu z podróży, czy fragment pamiętnika Amandy - dawczyni serca.

"Myślę, że bycie silnym nie oznacza, że nigdy się nie boisz. Oznacza to, że mimo strachu i lęków stawiasz czoła wyzwaniom."
Czułam się jak owinięta w ciepły, puchaty kocyk. Wokół świeciło wątłe światło świeczek, w tle roznosił się zapach drewna, a ogień z kominka tańczył z cieniami na ścianach. Nawet herbata była słodsza.
Choć to historia z półki tych naszpikowanych prawdami oczywistymi, jest bardzo przyjemnie napisana. W otoczeniu piękna świata siostry odnajdują się na nowo. Uczą się siebie i poznają. Każda z tej podróży przywozi coś innego.
Dostrzegają piękno prostoty życia, kiedy cieszą oczy wszystkim, co je otacza. Wycieczka obfituje też w przygody, które niosą ze sobą dość przykre wspomnienia - do czego może prowadzić zbytnia otwartość i obdarzanie nieznajomych zaufaniem.
Pojawia się też
tutaj wątek romantyczny i jest równie delikatny jak cała historia. Niektórym czytelnikom może wydać się nawet zbyt przesłodzony.
Autorka uszyła historię dorosłej kobiety uwięzionej w strachu o własne życie. Związanej ze stałym monitorowaniem tętna i stale krzyczącym w głowie przeświadczeniu o kruchości życia. Megan boi się spróbować naleśnika, bo to oznacza brak poszanowania dla jej nowo podarowanego życia.
Crystal - druga z sióstr ma własne więzienie - wieczną niepewność o stan siostry i poczucie winy z powodu własnego... zdrowia. Ucieka w pracę, którą przestaje lubić i sama nie wie do czego tak naprawdę dąży.
Znajdziemy tu też kilka odniesień do wiary w Boga. Dla niektórych ludzi może stać się ona zarówno siłą napędową, jak i czymś zupełnie odwrotnym.
Dodam jeszcze, że w fabule pojawia się mały polski akcent :)

Książkę mogę określić jako niezwykle przyjemną w odbiorze. Dzięki niej naprawdę odpoczęłam. Myślę również, że co wrażliwsi czytelnicy mogą się nie raz wzruszyć.

7/10.

#86 Oddać serce - Lindsay Harrel - recenzja  - czy warto przeczytać?
Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu DREAMS




Wydawnictwo: DREAMS

Data wydania:10. września 2019
Liczba stron: 368

Kategoria: literatura obyczajowa
Tłumaczenie: Renata Czernik

#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#113 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol  - recenzja - czy warto przeczytać?
Na dworze wieje, leje jest szaro i brzydko. Patrzę na książkę, która trochę zawstydza mnie objętością, ale w końcu wstaję, biorę ją z półki i... znikam na weekend w skandynawskich lasach. Po przeczytaniu zarysu fabuły spodziewałam się, że otrzymam historię na kształt serialu "Outlander" lub jak kto woli - na kształt jego literackiego pierwowzoru, a mianowicie "Obcej" autorstwa Diany Gabaldon.
Tak też się stało! Po lekturze czułam się jakbym na raz obejrzała cały sezon i przyznam, że byłam trochę rozczarowana, że przyjdzie mi na kolejny poczekać...

Główną bohaterką "Cudzoziemki" jest Judyta Karpińska - młoda studentka dziennikarstwa, która właśnie przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej. Dziewczyna leczy złamane serce po bolesnym rozstaniu. Nie jest jej łatwo, gdyż sprawca zamieszania powraca do jej życia i próbuje odbudować zaufanie - jakim go wcześniej obdarzyła. Dodatkowo od niedawna męczą ją dziwne sny... Choć walczy ze sobą i umysł podpowiada jej, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to w końcu ulega. Zauważa, że chłopak bardzo się zmienił, ale nie wie na ile to gra, a na ile rzeczywista przemiana. Mają wspólnych znajomych, z którymi wybierają się na objazdowe wakacje po Skandynawii. Na wyjeździe chłopak bardzo zabiega o jej względy, w końcu decydują się spróbować jeszcze raz. I tego wieczora właśnie, podczas incydentu z jednym z kolegów, dziewczyna oddala się od domku, w którym mieszkają i trafia pod tajemniczy głaz.
 
Od teraz nic już nie będzie jej znane, nawet czas. Okazuje się, że jest w tym samym miejscu, w którym była wieczorem z przyjaciółmi jednak wiek nie jest już XXI, a VIII...
Judyta znajduje się w czasach wikingów... I kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Na początku trafia w niewolę, próbuje uciec, ale w końcu dociera do niej, który jest wiek i nie ma dokąd pójść... Próbuje nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, ale stare przyzwyczajenia i różnica - postępu technologicznego, nie ułatwiają jej tego. 

Książka jest napisana niezwykle lekko. Choć pierwsza część trochę się dłuży przez opisy stanów emocjonalnych bohaterki i jej niezbyt porywającą codzienność, to od momentu przejścia przez nią przez wrota czasu jest zdecydowanie lepiej.
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej, bogato okraszonej przemyśleniami młodej bohaterki. Dlaczego wspominam, że młodej? Bo niektóre z jej rozważań są dość dziecinne i mogą starszego czytelnika irytować, ale jak przypomnę sobie swoje - z podobnego okresu w życiu - to niczym wielkim się one nie różniły. 

Będzie wiele komicznych sytuacji - kłótni między Judytą, a ówczesnymi mieszkańcami Skandynawii, z którymi po wielu perturbacjach, nie tylko językowych, uda się jej znaleźć wątłą nić porozumienia.
Będziemy świadkami przemiany bohaterki. Poprzyglądamy się jak z dość nieudolnych zalotów dwójki bardzo młodych ludzi rodzi się miłość, przywiązanie i oddanie. Jak surowość i prostota życia dają Judycie to, czego tak szukała w XXI wieku. Autorka świetnie wplotła w tę historię nasze dzisiejsze gonienie za lepszym jutrem i brak umiejętności docenienia tego, co już mamy. Oczywiście nie jest to książka historyczna, prezentowane postaci są mocno uwspółcześnione, tak samo zresztą jak dialogi.

Przygotujcie się na mieszankę kliku gatunków literackich - powieści obyczajowej, fantastyki, romansu i kilku erotycznych scen. Da się zauważyć, że autorka wiele czasu poświęciła na zbieranie materiałów dotyczących topografii Skandynawii, jej historii i oczywiście mitologii. Znajdziemy tutaj również kilka nawiązań i do naszej starej - słowiańskiej wiary. 
A zakończenie... No cóż, spodziewałam się, że właśnie tak będzie..
Naprawdę świetnie się bawiłam i z przyjemnością wkroczę ponownie do życia Judyty!
8/10.

Za egzemplarz dziękuję autorce - B. M. W. Sobol.

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 15. maja 2019
Liczba stron: 530
Kategoria: literatura obyczajowa
#44 Połączyły ich gwiazdy - Minnie Darke

#44 Połączyły ich gwiazdy - Minnie Darke

#82 Połączyły ich gwiazdy - Minnie Darke - recenzja - czy warto przeczytać?
Niezwykle rzadko sięgam po historie miłosne ponieważ romans został dziś kompletnie pozbawiony subtelności i odarty z jakiejkolwiek magii.
Jak się czyta dużo, czasem mało optymistycznej literatury to niestety trzeba się przyznać przed samym sobą do... zmęczenia - zmęczenia czytaniem. Miałam tak od kilku już książek, stąd pojawił się pomysł by przeczytać jakąś słodką, choćby naiwną historię.
Wybór padł na "Połączyły ich gwiazdy" Minnie Darke - i tak miała na to wpływ ta kosmiczna okładka.

Głównymi bohaterami powieści Minnie Darke są Justine i Nick.
Justin to Strzelec, który dąży do realizacji swoich zawodowych marzeń - chce być redaktorką w "Alexandria Park Star". Uwielbia zasady pisowni, nie przepuści żadnej okazji by poprawić czyjś błąd, to markerem w sklepie na szyldzie z nazwą, to ołówkiem w menu restauracji, w której akurat je obiad. Kocha książki, szybko, wszystko zapamiętuje. Czeka na swój upragniony staż, pełni rolę gońca - człowieka od wszystkiego. 

Nick - to z kolei Wodnik. Aktor - marzyciel, który po konfrontacji z rzeczywistością przewartościowuje listę swoich marzeń dotyczących kariery zawodowej. Nick jest bardzo empatyczny zarówno w stosunku do zwierząt jak i ludzi, a dla miłości, jest w stanie poświęcić wszystko. Wierzy w horoskopy.


Justine i Nick znają się z lat młodzieńczych. Jako nastolatkowie spędzili ze sobą wieczór podszyty pierwszymi pocałunkami, po którym się rozstali i... nie widzieli 12 lat, jeden miesiąc i trzy tygodnie. Przypadkiem wpadli na siebie w sklepie, gdzie Justine korygowała błędy w pisowni "Awokado", a Nick przebrany za rybę reklamował ostrygi.
Po tym przypadkowym spotkaniu, mimo że oboje chcą utrzymywać kontakt, żadne tego nie robi, aby nie wypaść na desperata? Na ich perypetie będzie miał wpływ Leo Thornbury - astrolog, którego horoskopy nie tylko czyta, ale i w nie wierzy, multum ludzi oraz Szekspir - tak William. 
Traf lub też koniunkcja planet sprawia, że Justine z gońca awansuje na odpowiedzialną za skład magazynu, co niesie za sobą konieczność przepisywania artykułów - w tym horoskopów tworzonych przez tajemniczego Leo. Korzystając z okazji kobieta, "lekko" koryguje dział Leo w sekcji odpowiedzialnej za Wodnika - znak zodiaku Nicka. Jak możemy przypuszczać skutki nie będą takie jakich oczekiwała, a przy okazji będzie miała wpływ na decyzje innych, nieznanych sobie osób, które wskazania celu w życiu upatrują w gwiazdach. 


Oczekiwałam lekkiej, przyjemnej i miłej w odbiorze lektury - taką też dostałam. Podczas czytania śmiałam się i krzywiłam nad decyzjami jakie podejmują świadome, dorosłe jednostki - bo tak mówi im ich horoskop. Postaci było bardzo dużo, autorka zadbała o rozbudowanie fabuły o pobocznych bohaterów, którzy kierując się wyznaczoną przez astrologicznego guru drogą; nieświadomie mają wpływ na to, co czeka naszą parę.
Historie zdają się ze sobą niepowiązane, przypadkowe i czasem mogą wybić z rytmu czytania, ale warto się nie zrażać - wszystko ma znaczenie.

Jest miło, słodko i tak... ciepło. To nie tylko historia o rodzącej się miłości, to także opowieść o tym jak ścieżki nieznanych sobie osób łączą się ze sobą i nieświadomie na siebie oddziałują, niejednokrotnie trwale zmieniając czyjeś życie. Jak pokrętne bywają nasze decyzje, jak zamiast ze sobą szczerze porozmawiać, krążymy w okół siebie jak te planety, w okół słońca. Odpoczęłam przy tej lekturze i doskonale się bawiłam, uważam, że to dobra komedia romantyczna.
6/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 25. czerwca 2019
Liczba stron: 416
Kategoria: literatura obyczajowa/romans

Tłumaczenie: Jacek Spólny
#2 Więcej niż pocałunek - Helen Hoang

#2 Więcej niż pocałunek - Helen Hoang


Czy warto przeczytać Więcej niż pocałunek?
Kiedy na portalu lubimyczytac.pl pojawiła się informacja o możliwości przedpremierowego zapoznania się z trzema pierwszymi rozdziałami książki "Więcej niż pocałunek" Helen Hoang postanowiłam się zgłosić - udało się otrzymałam bardzo ładnie wydaną małą książeczkę wraz z informacjami na temat autorki. Książka zostanie wydana nakładem Wydawnictwa MUZA i ma premierę 5 czerwca 2019 roku.

Autorka na początku chciała stworzyć coś na kształt odwróconej "Pretty Woman" - jednak po dłuższym zgłębianiu tematu nie potrafiła znaleźć powodu, dla którego bizneswoman miałaby chcieć korzystać z usług pana do towarzystwa. Wtedy trafiła na informacje o autyzmie i kiedy sięgała po coraz to nowszą literaturę z tego zakresu - to co raz bardziej dostrzegała u siebie objawy Zespołu Aspergera. Została zdiagnozowana w wieku 34 lat. Wtedy też powstała bohaterka jej powieści trzydziestoletnia Stella Lane, która również cierpi na ZA.


Stella Lane pracuje jako specjalistka do spraw ekonometrii - za pomocą narzędzi statystycznych i rachunku różniczkowego tworzy modele ekonomiczne zachęcające klientów do zakupów. Z jej pracą mamy styczność wtedy, kiedy po dokonanym zakupie w sklepie internetowym dostajemy na maila informację o produktach, które potencjalnie mogą nas zainteresować. Stella jest w tym bardzo dobra, jednak kiedy jeden z jej algorytmów przewyższa oczekiwania zamawiającego i otwiera jej to drogę do awansu - ta go odmawia, ponieważ wiązałoby się to z pracą z innymi ludźmi - a tego chce uniknąć. Bohaterka nie potrafi nawiązywać relacji, nie wie co ma powiedzieć, jak się zachować, a kiedy dochodzi już do konfrontacji z drugim człowiekiem, to zawsze ma wrażenie, że popełnia gafę za gafą. Spotyka się z mężczyznami, chodzi z nimi do łóżka, bo czuje, że tak powinna, że tak robią inne kobiety i tego właśnie się od niej oczekuje. Ale nic wtedy nie czuje. Winy upatruje w sobie i postanawia "nauczyć się" miłości fizycznej - jakby to był jeden ze wzorów matematycznych. Postanawia z korzystać z usług mężczyzny do towarzystwa. Jej "nauczycielem" zostaje Michael Phan przystojny, wrażliwy mężczyzna, który do swojej pracy podchodzi z najwyższym profesjonalizmem i chyba jej tak do końca nie lubi.


Książka jest pisana w trzecioosobowej narracji. Wydarzenia są przedstawiane z perspektywy Stelli i Michaela. Język jest prosty i zrozumiały, czyta się bardzo łatwo, płynnie i szybko. Niektóre opisywane sytuacje możemy odnieść do samych siebie - kto skończył 30 lat i nie ma męża/żony ani dzieci ten wie o czym mówię:


"- Wiem, że nie lubisz niespodzianek. Uważam jednak, że należy otwarcie mówić o naszych oczekiwaniach. Chcielibyśmy dać ci odpowiednio dużo czasu, dlatego już teraz powinnaś wiedzieć, że jesteśmy gotowi na wnuki".

Autorka pisze wprost, czasem stosuje żart sytuacyjny:

"(...) Kątem oka zauważyła wielki napis drukowanymi literami: DUREX. (...)
- Naprawdę potrzebne ci tak duże opakowanie?"


"Dostępni mężczyźni byli więc najprawdopodobniej równie beznadziejni w łóżku jak ona. Znając swoje szczęście, nawet gdyby przespała się ze znaczną częścią męskiej populacji z okolicy, nie nauczyłaby się niczego nowego. Miałaby tylko obolałe krocze i mogłaby nabawić się jakiejś francy".

Tutaj jednak pojawia się pytanie czy trafia do mnie taka forma żartu i taki właśnie język. Chyba jednak nie.

Po trzech rozdziałach ciężko ocenić całą powieść, jednak odnoszę wrażenie, że to coś na kształt historii sławetnego Christiana Greya... Jest tu dużo wątków erotycznych, mimo że to tylko trzy rozdziały. Spodziewałam się mimo wszystko czegoś innego. Nastawiłam się na przybliżenie mi - laikowi, tego co niesie ze sobą Zespół Aspergera. Liczyłam  również na jakieś dowcipne sytuacje, które czasem może ta przypadłość generować, bo to sugerował opis. Może jednak miałam za wysokie oczekiwania co do tej historii, która zdaje się być po prostu odkrywaniem seksualność i może później nawet miłości - w zdziecinniałej nieco trzydziestolatce. Nie jest to historia dla mnie, myślę jednak, że znajdzie szerokie grono odbiorców.



Czy Więcej niż pocałunek przypadł mi do gustu?

Wydawnictwo: MUZA

Data wydania: PREMIERA 5 czerwca 2019

Kategoria: Literatura obyczajowa/romans

Tłumaczenie: Paweł Wolak
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...