Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka

Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka

Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka
„Kurier z Teheranu” Wojciecha Dutki to kontynuacja losów hrabiego Antoniego Mokrzyckiego, którego znamy z „Kuriera z Toledo”
Pierwszą częścią byłam zachwycona, zwłaszcza językiem, którym została napisana. Bogatymi metaforami i pojawiającą się w treści poezją. „Kurier z Toledo” choć jest istną mieszanką gatunkową, ponieważ znajdziemy w nim wątki sensacyjno-szpiegowskie i historyczne, to głównie ma na uwadze wątek zakazanej miłości. Miłości, która odmieniła hrabiego. 
Nie wiem jak dziś odebrałabym tę część, z uwagi na to, że mój gust czytelniczy znacząco się zmienił. Ale zmienił się i Antoni Mokrzycki.

 Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka

Hrabia próbuje ułożyć sobie życie u boku żony, z dość marnym skutkiem. Golda jest obecna w życiu Mokrzyckiego, podobnie jak i wspomnienie Teo.
Z początku trudno było mi się poddać tej historii. Nadmierna egzaltacja bohaterów z hrabią na czele, ckliwość, prosty sentymentalizm i wątek poety Józefa Czechowicza zdawały się do mnie nie trafiać.
Kiedy rozpoczyna się wojna i, rozpoczyna się „pełna” akcja powieści, bohater stopniowo wyzbywa się tej „hrabiowskiej maniery”, która mnie drażniła.
Nie ma czasu, ani miejsca na przesadne roztkliwianie się nad sobą i swoim losem.
Mokrzycki zaczyna dostrzegać ludzi, także tych, do tej pory dla niego niewidzialnych. Dopuszcza do siebie możliwość własnej omylności i stawia sobie pytania dotyczące norm moralnych - czy każda śmierć jest równie zła?

 
Mokrzycki dostaje powołanie do wojska, jest w stopniu podporucznika, i jako agent Dwójki otrzymuje zadanie by wywieźć i schować dokumentację dotyczącą agentów polskiego wywiadu w ZSRR.
Jednak to, co się dzieje  - wojna obronna Polski - mamy wrzesień 1939 roku, uniemożliwia mu działanie. Staje do walki z Armią Czerwoną i wtedy Wojciech Dutka uruchamia swój talent do opisywania wydarzeń historycznych. Pisze z prawdziwym rozmachem.
Na drodze jego bohatera pojawia się lubiany przeze mnie Tadeusz Dołęga-Mostowicz, cieszę się, że Autor, choć na krótko, przywołuje tego, jak mi się zdaje, zapomnianego nieco pisarza.
Znaczącą postacią dla fabuły będzie Józef Retinger, pojawią się również generałowie Władysław Sikorski i Władysław Anders, a sam hrabia stanie oko w oko z Józefem Stalinem. Znajdziemy tu również kilka znanych nazwisk z NKWD.

Hrabia trafi do kozielskiego obozu, do Karłagu, cudem uniknie Katynia, stanie się, poniekąd, świadkiem wydarzeń, które zaważą na losie ówczesnej Polski.

Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka

Pan Dutka łączy historię z fikcją w taki sposób, że trudno je od siebie odróżnić. Dzieje się bardzo dużo, wydarzenia charakteryzuje skrupulatna opisowość. Kiedy Autor wspomina o niedających się dziś zrozumieć zachowaniach wypierających znaczenie człowieczeństwa, aktach kanibalizmu, jednocześnie wspomina Hołodomor (co cenię, ponieważ zdaje mi się, że to nadal pomijana część „zasług” Józefa Stalina). Jednak nie po to, aby niejako usprawiedliwić obrzydliwe czyny, tylko by pokazać tę drugą stronę. Nic nie powstaje znikąd.
Opisy bywają bardzo dokładne, nawet te krwawe, brutalne, bestialskie. Wojciech Dutka nie pomija żadnych szczegółów.

Wojna zmienia każdego z bohaterów. Nie tylko hrabia ma podwójną tożsamość, ktoś jeszcze ze znanych nam postaci gra rolę życia. Charakter wiecznie znudzonej żony hrabiego, również zostaje wystawiony na próbę.
Pojawia się ogrom postaci, od tych, które znamy z „Kuriera z Toledo”, przez nowe - umocowane historycznie i fikcyjne.
To sensacja oparta na kanwie zdarzeń historycznych, w tej części nie widzę typowego wątku romansowego. Ludzka bliskość pojawia się, majaczy gdzieś z boku.

Jest jednak coś, co mi nieco przeszkadza w stylu tej powieści. Niejako podwójny sposób zaznaczania emocji, które targają bohaterami - np. ktoś jest spocony, ponieważ jest zdenerwowany. Wraz z biegiem wydarzeń jest takich zapisów mniej.

Wewnętrzne przeżycia bohatera, zapisywane niemal poetycko, rozumiem jako równoważenie odbioru treści i nawiązania do delikatnej strony charakteru hrabiego.

Pojawiają się również wspomnienia, nawiązania do historii opisanej w „Kurierze z Toledo”, więc jak ktoś jej nie zna, to poniekąd pozna ją przez „Kuriera z Teheranu”.

„- Obóz sprawia, że gdy pojawia się zagrożenie życia, nie liczą się zasady moralne. Jeśli będę miał wybór: moje życie lub twoje, wybiorę siebie. Zdradzę Cię bez wahania. Ty musisz zrobić to samo. Liczy się tylko życie. Rozumiesz?”

Wojna zmienia ludzi, upośledza wrażliwość. Popycha do czynów niegodnych, ale koniecznych. Jednak nie tworzy potworów, jednostek wyzbytych sumienia, obdarzonych podwójną moralnością, umożliwia im jedynie niczym niezakłóconą działalność.

„Homo homini lupus est - owa sentencja zyskała w ostatnich latach nowe potworne znaczenie, ukazując, że najgorsze piekło jest w nas: ludzie je tworzą innym ludziom”.

Nie jestem już może tak bezkrytyczna, jak w przypadku (wielokrotnie!) wspominanego przeze mnie „Kuriera z Toledo”, jednak i ta historia, opowiedziana za pomocą losów ekscentrycznego arystokraty, do mnie trafia.
Zmieniłam się i zmienił się mój gust, oczekiwania, ale i zmienił się bohater tego cyklu.
Z przyjemnością sprawdzę, jak tylko będzie taka okazja, jak charakter Antoniego Mokrzyckiego zaprezentuje się w kolejnej części i jaką będzie miał dla mnie tym razem opowieść.


Kurier z Teheranu - Wojciech Dutka




Wydawnictwo: Lira 
Data wydania: 24 marca 2020 
  Liczba stron: 544
  Kategoria: sensacja
#164 Porozmawiajmy z.... Katarzyną Kowalewską - Autorką "Pudełka z pamiątkami"

#164 Porozmawiajmy z.... Katarzyną Kowalewską - Autorką "Pudełka z pamiątkami"


Już we wtorek - 10 marca 2020 roku - do księgarń trafi "Pudełko z pamiątkami", które objęłam patronatem medialnymi,
i o którym pisałam w poprzednim poście - TUTAJ.
W przededniu premiery udało mi się zadać Katarzynie Kowalewskiej kilka pytań!

fot. Kuba Machnikowski 

Katarzyna Kowalewska to wielbicielka książek, która potrafi czytać, idąc chodnikiem i się przy tym nie przewrócić. Mieszka w Grodzisku Mazowieckim z mężem i dwoma psami, z których jeden bez przerwy wyleguje się w słońcu, a drugi bez przerwy psoci. Kocha lato, morze, swój pisarski pokój, wesołego punk rocka oraz grę w badmintona. Uczestniczka warsztatów literackich w ramach Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania (2015, 2018), Międzynarodowego Festiwalu Kryminału (2018) oraz Festiwalu Góry Literatury (2018). Zaczynała jako felietonistka dla portalu sportowego. Zadebiutowała powieścią łotrzykowską „Pijany skryba”. Jej opowiadania ukazały się w antologiach: „Autostop(y). Dziesięć opowiadań o wolności”, „Obiecaj”, „Bierz mnie”, „Memento” oraz „Czytanie ziemi”. 
"Pudełko z pamiątkami" to jej pierwsza powieść obyczajowa. 



Pod_lasem czytane: Zacznę od tego, od czego zwykle się zaczyna - czyli od początku… :) 

Katarzyna Kowalewska: Fantastycznie! Lubię to. 

Pod_lasem czytane: Urodziłaś się z długopisem w dłoni? Od dziecka wiedziałaś, że chcesz pisać? Z wypracowań na lekcjach języka polskiego zawsze miałaś najwyższą ocenę? 

Katarzyna Kowalewska: No co Ty! Przyznaję się jedynie do tego, że urodziłam się z książką w dłoni. A panie z Biblioteki Garnizonowej w mojej rodzinnej miejscowości zrobiły ze mnie książkoholika.
Pisanie? Scenariusze do dziecięcych teatrzyków to dziecinada, a pamiętniki to głównie gorzkie żale na rodziców. Chyba pierwszy kurs kreatywnego pisania zasiał we mnie ziarno pisarzyny. Zresztą na tych zajęciach napisałam pierwszy rozdział mojej pierwszej powieści. Poważnie!
A lekcje polskiego? Kochana, ja prawie w ogóle nie czytałam lektur. Na szczęście Pani Profesor zawsze na początku je streszczała, więc nie musiałam obawiać się zdemaskowania. Na maturze... Do diabła, to będzie poważny coming out! Polski to jedyny przedmiot, z którego dostałam czwórkę. 

Pod_lasem czytane: Debiutowałaś sześć lat temu powieścią łotrzykowską "Pijany skryba", w której głównym bohaterem jest mężczyzna... 10 marca tego roku ukaże się Twój debiut obyczajowy, w którym bohaterkami są w głównej mierze kobiety. Z perspektywy której z płci pisało Ci się łatwiej? 

Katarzyna Kowalewska: Zacznę od tego, że gdy pisałam „Pijanego skrybę”, byłam zupełnie inną osobą. Teraz nie umiałabym napisać czegoś podobnego. Maciek – główny bohater – odzwierciedlał mój ówczesny temperament. Od tamtego czasu trochę się uspokoiłam. ;) Wcześniej czułam, że pisząc z perspektywy kobiety, robię się nienaturalnie ckliwa. Jakby bliżej było mi mentalnie do płci męskiej, mój kobiecy głos brzmiał fałszywie. Pisząc „Pudełko...”, stwierdziłam, że wcale nie muszę być ckliwa, żeby dobrze oddać kobiecą naturę. Mam nadzieję, że mi się to udało.

Opowiedzieć Ci dwie anegdoty na tematy „Skryby”? 

Pod_lasem czytane: No pewnie!
 Katarzyna Kowalewska: Pierwsza dotyczyła zarzutu użycia przeze mnie w tekście słowa „kardigan”. Jeden z krytyków stwierdził, że żaden mężczyzna nie potrafiłby zidentyfikować tego rodzaju odzieży. Odwróciłam się do męża i spytałam: „Wiesz, co to jest kardigan?”. A on: „Taki sweter zapinany na guziki.” Gdybyś go poznała, zrozumiałabyś, że nie jest to facet, którego konikiem jest moda. 
Druga anegdota dotyczy męskiego czytelnika. Pani w zaprzyjaźnionej bibliotece zapytała go po oddaniu książki, czy mu się podobała. Powiedział, że owszem, książka zabawna, przygodowa, super. Pani spytała więc: „A zauważył pan, że napisała ją kobieta?” Pytanie wynikało z tego, że na okładce jako nazwisko autora widnieje „K.A. Kowalewska”, co nie jest oczywistym wskazaniem płci. No i kiedy pan sobie to uświadomił, stwierdził: „Faktycznie. Zdarzały się pewne dłużyzny.” Tak że w oczach mężczyzny kobiety pisarki mają przyszytą jakąś łatkę nudziar. Tak czy siak to zabawna historia.] 

 
fot. Kuba Machnikowski 
Pod_lasem czytane: Zapytałam Marcina i powiedział, że kardigan to: sweter :) Jednak krytyk nie miał racji :)
Zanim przejdę do pytań o "Pudełko z pamiątkami" chciałabym jeszcze dowiedzieć się dlaczego "aż" lub "tylko", bo wszystko zależy od punktu widzenia, czekałaś z wydaniem kolejnej powieści? 

Katarzyna Kowalewska: Nie wiem, czy chcesz tego słuchać. Zacznę dramatyzować. 

Pod_lasem czytane: Ależ chcę! Pisałaś i wydawałaś opowiadania, to wiem, ale co w trakcie? 

Katarzyna Kowalewska: Jednak chcesz, żebym opowiedziała tę dramatyczną historię. W porządku. Na Twoją odpowiedzialność. Otóż „w trakcie”, jak to ujęłaś, oprócz kilku opowiadań na zadany temat, nie napisałam niczego, to znaczy żadnej powieści. Straciłam pisarski głos. Niestety.
Nie będę wchodzić w szczegóły, żeby nie zdemaskować osoby, która nie jest nawet świadoma tego, co się stało. W każdym razie jest cenionym krytykiem. Wyraziła się szczerze o jednym z tekstów, nad którym pracowałam i z którego byłam dumna. Ogólny wydźwięk wypowiedzi tej osoby był taki, że tekst jest o niczym. Rozumiesz? To całkowicie podkopało moją wiarę we własne umiejętności. Plik natychmiast skasowałam i bodaj przez dwa lata nie byłam w stanie napisać dłuższego tekstu, bojąc się, że nie będzie wystarczająco dobry.
Na szczęście ten czas mam za sobą. Teraz wystukuję literki, aż się iskrzy! Właśnie kończę kolejną powieść, już mam pomysł na następną i nikt mnie nie zatrzyma. ;) 

Pod_lasem czytane: W "Pudełku z pamiątkami" główną bohaterką jest Asia, z którą i ja odnajduję kilka punktów wspólnych, ale nie mogę wyzbyć się skojarzeń z Tobą! Asia jest ciepłą, niezwykle sympatyczną 32-latką, która niemal wszystko wizualizuje i ma dość zadziorne poczucie humoru. Do tego jest tłumaczką - jak Ty, która pracuje jako fotografka - Twoją pasją jest również fotografia, a jej pokój to dżungla - jak Twój pisarski pokój (który zresztą można zobaczyć na Twoim profilu na Instagramie). Dzielisz z nią i gust muzyczny, czy umiłowanie do literatury, ponieważ Aśka pięknie wszystko potrafi spuentować odpowiednim cytatem. U innych bohaterek również, widzę kilka Twoich cech, np. u Lilki umiłowanie do kolorów.
Kiedy tworzyłaś swoje bohaterki, to miałaś od razu taki zamysł? 

Katarzyna Kowalewska: Ach, jakże trudno całkowicie zdystansować się wobec swojego bohatera. No nie potrafię. Na tej zasadzie nie umiałabym napisać powieści, której głównym bohaterem byłby morderca, bo zwyczajnie nie mam morderczych skłonności. Tak więc owszem, mamy z Aśką wiele punktów stycznych. Z drugiej strony moi bohaterowie to nie wiwisekcja własnej osoby, nie piszę w ramach autoterapii i nie poruszam wątków osobistych. Sprawy osobiste zostawiam w zaciszu domowym.
Natomiast wspólne mianowniki to raczej ułatwienie, które pozwala na uzyskanie bardziej plastycznych opisów. Mówiąc konkretnie, o wiele łatwiej jest mi opisać własny pokój, niż tworzyć nowy byt. Nota bene, kostka brukowa w kolorze cafe late to moja kostka, dom Aśki znajduje się w podobnej lokalizacji. Maciek ze „Skryby” mieszkał w mojej ówczesnej kawalerce i podróżował w moje rodzinne strony tym samym autobusem PKS. Ale uspokajam: nie wszyscy moi główni bohaterowie mieszkają w jednym pokoju i jeżdżą jednym PKSem. Choć byłby to z pewnością wesoły autobus. ;) 

 

Pod_lasem czytane: Czy kiedy zaczynasz pisać to masz już w głowie zarys tego, co chcesz opowiedzieć, czy może najpierw tworzysz bohaterów?
A jak było w przypadku "Pudełka z pamiątkami"? 

Katarzyna Kowalewska: Mam swoją metodę. Jest to średnia wyciągnięta z cennych porad pisarskich i polega na tym: daję sobie trzy dni na obracanie pomysłu w głowie i wypisywanie go na kartkach. W trakcie owej burzy mózgu zdarza mi się tak udoskonalić wizję, że kompletnie się różni od pierwotnego zamysłu. Notuję początek, to znaczy, w jaki moment akcji chcę wrzucić bohatera, i koniec, czyli w jakim punkcie bohater ma się znaleźć po przejściu przemiany, taki azymut. Wypisuję również trzy, cztery punkty zwrotne i ustawiam je w kolejności od najmniej poważnego, do najbardziej dramatycznego. Teraz wystarczy wypełnić wszystko tekstem. ;)
Opracowuję jeszcze coś na kształt CV ważniejszych bohaterów. Kiedy, gdzie się urodzili, członkowie rodziny, szkoły, zainteresowania, wygląd, cechy charakteru. To bardzo pomaga w trakcie pisania. Nawet jeśli nie zamieszczę konkretnej informacji w tekście, zawsze mam podstawę do zastanowienia, czy np. osoba, która studiowała psychologię, zachowałaby się w taki a nie inny sposób. Niestety mam też słabą pamięć do szczegółów i często muszę sprawdzać np. jak ma na imię siostra bohaterki albo jaki kolor oczu ma jej ukochany. Poważnie. Wiem, że to nie najlepiej o mnie świadczy, ale taka jest prawda.
I to by było na tyle. Oczywiście moje notatki nie nadają się do publicznego odtwarzania, gdyż wypracowanie dziesięciolatka brzmi bardziej literacko. Ale tyle mi wystarcza. Kiedyś, w ramach eksperymentu, obmyśliłam sobie powieść scena po scenie, na tablicy korkowej, zaznaczając kolorami, i tak mnie ta czynność znudziła, że nigdy tej powieści nie napisałam. Tak że jak widzisz, nie jestem typiarą, która wszystko szczegółowo planuje. 

Pod_lasem czytane: Jesteś niezwykle interesującą kobietą. Masz szereg zainteresowań, od sportu przez fotografię i sztukę pisania, języki obce, kochasz muzykę i zwierzęta, czy to wszystko pomaga Ci w tworzeniu opowieści? I jeszcze jedno: czy zawsze masz przy sobie notes, w którym zapisujesz to, co może Ci się przydać w kolejnej historii? 

Katarzyna Kowalewska: Dziękuję, choć uważam, że każdy człowiek jest interesujący, tylko niektórzy po prostu mają większe gadane. ;)
Różne zainteresowania na pewno pomagają, choć lubię się żalić, że nie mam żadnego konkretnego, ciekawego fachu, który mogłabym wykorzystać w książce. Nie jestem archeologiem, psychiatrą ani policjantką. Miałabym osadzić akcję w urzędzie? Chyba żart! Czytelnicy poumieraliby z nudów.
Jeśli chodzi o notes, oczywiście mam coś takiego i zawsze jest to Moleskine. Wiem – luksusowy fetysz, ale na żadnych innych kartkach nie pisze się tak wygodnie ołówkiem automatycznym. A jestem też ołówkowo-automatyczną fetyszystką. Ostatnio jednak spisuję wszystko w komórce. Nie, nie zrobiłam się ultranowoczesna. Po prostu kupiłam sobie świetny smartfon i lubię czasem popisać się nim w pociągu. 

Pod_lasem czytane: Może to niedyskretne pytanie, ale czy "Pudełko z pamiątkami" wysłałaś do wielu wydawnictw? Jak to z nim było? Jeżeli oczywiście nie jest to tajemnicą. 

Katarzyna Kowalewska: Już opowiadam. Ach, jak ja lubię Twoje pytania! Mówiłam Ci? Są genialne, niesztampowe. Będę Cię wszystkim polecać jako wywiadowczynię. ;)
Ale do rzeczy. Otóż w tym przypadku też miałam metodę. Najpierw odwiedziłam kilka popularnych księgarń. Zatrzymywałam się przed regałami z literaturą obyczajową i
wypisywałam nazwy wydawnictw, których książek najwięcej stało na półkach. Szczerze, naprawdę chciałabym kiedyś pisać zawodowo, a żeby to robić, czytelnicy muszą o mnie wiedzieć. Nie dowiedzą się inaczej, niż widząc moje książki na półkach.
Wracając to meritum, zrobiłam listę A, czyli najlepszych z najlepszych, i awaryjną listę B wydawnictw, do których miałam wysłać powieść, gdyby nie odezwał się nikt z listy A. Tych najlepszych było bodaj osiem i do nich rozesłałam rękopis. Po dwóch miesiącach braku odpowiedzi, pamiętam, że to był piątek, napisałam maila z delikatnym przypomnieniem. W poniedziałek czekała na mnie wiadomość życia od wydawnictwa Zysk i S-ka. Nie muszę mówić jaka. ;) 

Pod_lasem czytane: Nie będę pytała o ulubione gatunki literackie, ale zapytam o ulubionych pisarzy. Kto inspiruje Kasię Kowalewską? 

Katarzyna Kowalewska: Jest wielu takich pisarzy. Nie chciałabym mówić, że mnie inspirują, bo to by oznaczało, że w jakiś sposób wybrzmiewają w moich powieściach, a to byłoby zbyt daleko posunięte stwierdzenie. Nie śmiem się porównywać do takich osobistości. Alice Murno – czarodziejka słów, która pozwala podglądać zwykłe życie przez okno kuchenne. Etgar Keret – mistrz zaskakującej pointy. Stephen King – ten facet pisze takie thrillery, że nawet jeśli przez całą powieść bohater tylko idzie, to czapki z głów, droga Pani. Liz Gilbert – po prostu kocham jej umysł. Elif Shafak i Chimamanda Ngozi Adichie – szacunek za to, jak postrzegają kobiety. Lubię też humor i lekkość pióra Nicka Hornby’ego oraz polskich autorek Aleksandry Tyl i Asi Tekieli. 

Pod_lasem czytane: Wybacz mi to może niezbyt wyszukane pytanie, ale: po co piszesz?

Katarzyna Kowalewska: Bo jest to dla mnie świetny sposób na spędzanie wolnego czasu. Bo chcę się tym zajmować zawodowo – takie moje utopijne marzenie. Bo lubię czasem pobyć sama ze sobą, bez towarzystwa innych ludzi. A ile można czytać. ;) 

Pod_lasem czytane: Stresujesz się nadchodzącą premierą? Czy może jesteś przekonana o jej sukcesie, tak jak ja? 

Katarzyna Kowalewska: Stresuję się to może za dużo powiedziane. Czuję dreszczyk podniecenia. Jestem ciekawa, jak to wyjdzie, zwłaszcza że zaczęłam współpracę z dużym wydawnictwem. I absolutnie nie jestem przekonana o sukcesie, nawet jakby mi ktoś codziennie to powtarzał. Po prostu taka jestem. No nie przetłumaczysz.
To już ostatnie pytanie? Jaka szkoda! Ja się dopiero rozkręciłam. Dziękuję pięknie za rozmowę. Było mi bardzo miło i mam ogromną nadzieję, że Cię nie zanudziłam. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników, życzę przyjemnej lektury „Pudełka...” i uprzedzam uczciwie: zwrotów nie przyjmujemy. ;) 

Kasiu, bardzo dziękuję Ci za tę krótką rozmowę! Życzę Ci niekończącego się natchnienia i samych bestsellerów :)


"Pudełko z pamiątkami" ukaże się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka
10 marca 2020 roku.  
Tego dnia planuję ogłoszenie konkursu na moim profilu na instagramie (@pod_lasem_czytane), gdzie będą do wygrania trzy egzemplarze tej powieści!
Zapraszam!



#65 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

#65 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką "Pchły".

 O natchnieniu, zbieraniu materiałów i pisaniu książek
"Pchła" powieść spod pióra Anny Potyry miała premierę 9. lipca 2019 roku.
To kryminał, który łączy w swojej fabule wątki II wojny światowej
z teraźniejszością; zbiera wysokie oceny i pochlebne opinie.

Autorka do tej pory pisała książki dla dzieci, więc jest to jej kryminalny debiut, w moim odczuciu bardzo udany. 



Anna Potyra
Anna PotyraUrodzona w 1982 roku w Warszawie.
Z wykształcenia anglistka.
Mama czterech córek.
Autorka książek dla dzieci.
W wolnych chwilach pisze lub jeździ konno.
"Pchła" to jej debiut kryminalny.




Udało mi się zadać autorce parę pytań - odnośnie pomysłów, zbierania materiałów i samego procesu twórczego oraz tego czy możemy spodziewać się kolejnych śledztw prowadzonych przez komisarza Adama Lorenza.
Zapraszam na rozmowę!


Pod_lasem_czytane: Na samym początku muszę wspomnieć, że “Pchła” mnie opętała. Chodziłam z książką wszędzie, by móc co chwilę przeczytać chociaż fragment. W noc, po rozpoczęciu czytania, obudziłam się z przekonaniem, że ktoś stoi w rogu mojej sypialni… Skąd umiejętność tak sugestywnego przedstawiania scen? Lubi się Pani bać?

Anna Potyra: Nie, nie lubię się bać. Jednak w swoich książkach staram się zanurzać czytelników wszystkimi zmysłami. Moi bohaterowie przeżywają cały wachlarz emocji, również strachu. I wtedy muszę przedstawić go tak, by czytelnik go poczuł.

Wiem, że “Pchła” to Pani debiut kryminalny, wcześniej pisała Pani książki dla dzieci. Podejrzewam, że proces powstawania całej historii może być zbliżony, a jak jest w pomysłami? Które przychodzą łatwiej?

Tworzenie dla dzieci jest łatwiejsze tylko dlatego, że fabuła jest mniej zawiła i nie potrzebuję skryptu na 20 stron, którym podpieram się przy pracy, żeby się nie pogubić. Czyli tak naprawdę chodzi o skalę i rozmach projektu. Jednak z pomysłami sprawa wygląda podobnie. Czasem wpadają nagle i niespodziewanie, innym razem godzinami szukam rozwiązań. 
#103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Pisanie nie jest ani szybkim, ani też łatwym zajęciem. Czy przed przystąpieniem do tworzenia fabuły “Pchły” czytała Pani dużo na temat pracy policji i historii II wojny światowej, której wątki zgrabnie Pani połączyła?

Owszem, czytałam dużo zarówno przed rozpoczęciem pisania, jak i w trakcie. Doszkalałam się nie tylko w zakresie pracy policji czy przebiegu rzezi na Woli, ale również technik kradzieży samochodów, nomenklatury boksu. Przeczytałam dziesiątki stron forów kolekcjonerów starej broni, obejrzałam masę filmików z treningów bokserskich, żeby poczuć ich klimat. Naprawdę dużo różnych dziwnych rzeczy przewinęło się przed moimi oczami :-)

Kryminałów raczej nie piszą osoby, które ich nie czytają. Dużo literatury z tego gatunku Pani przeczytała zanim zaczęła pisać swój? A może jest jakiś szczególny pisarz lub też szczególny tytuł, po którego przeczytaniu stwierdziła Pani, że chce iść właśnie w tym kierunku?

Zaczęło się dawno temu od Agathy Christie. Ale to chyba książki Jo Nesbo sprawiły, że w mojej głowie pojawiła się myśl: „Ja też tak chcę…” Wtedy traktowałam to jako marzenie z gatunku tych abstrakcyjnych, co to wiadomo, że nigdy się nie spełnią. Ale z czasem (naprawdę nie wiem jak to się stało) zmieniły się w plany i wreszcie podjęłam to wyzwanie.

Proces twórczy jakim jest pisanie historii jest dość nieprzewidywalny, bo może zdarzyć się ten gorszy dzień, kiedy wszystko idzie jak po grudzie, a jak jest wtedy z tekstem i pracą nad nim? Zdarzają się Pani taki dni twórczej niemocy? Czy może stara się Pani pisać na siłę?

Zdarzają mi się dni, że tekst płynie sam, ale jednak mimo wszystko to jest bardziej kwestia pracy i wytrwałości, niż natchnienia. Bardzo często jest tak, że gdy zaczynam pracę mam pustkę w głowie. Piszę, kasuję, piszę, kasuję i czuję frustrację, bo wiem co chcę napisać, ale nie znajduję odpowiednich słów. Mijają dwie godziny a ja mam pół strony. A potem nagle wchodzę w tekst, on mnie porywa i słowa wskakują tak szybko, że ledwie nadążam je pisać. Ale żeby tam dojść, muszę powalczyć. Jeśli mam zaplanowane 3 godziny pisania, to piszę 3 godziny. Nawet jeśli początek jest trudny. 
 #103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Czy po tak dobrym przyjęciu możemy spodziewać się kolejnego śledztwa komisarza Adama Lorenza? Czy Iza Rawska się pomyli? :)

Tak, tom drugi już na warsztacie. Ponieważ dla mnie nośnikiem książki są emocje, Iza na pewno będzie miała szansę rzucić nowe światło na sprawę. Zawodowo na pewno będą się z Adamem świetnie uzupełniać. A prywatnie? Jeszcze się nie zdecydowałam :) 

Czy odczuwa Pani mocno emocjonalny związek z postaciami, które Pani stworzyła? Czy któraś jest Pani szczególnie bliska? 

Lubię swoich bohaterów. Gdy piszę, czuję się, jakbym spędzała czas w gronie znajomych. Jednak nie mam faworytów. 

Czy uważa Pani, że napisanie kryminału bez wszechobecnych krwawych zbrodni, tak by ludzie chcieli je czytać jest jeszcze możliwe? Czy może szukamy w nich właśnie koncertu przemocy? 

Nie uważam, żeby makabryczne i krwawe zbrodnie były elementem koniecznym. Wprawdzie zmienił się trochę styl pisania. Współczesne kryminały są dużo bardziej dynamiczne i sensacyjne niż klasyka gatunku, gdzie detektyw rozwiązuje zagadkę siedząc w fotelu, ale mimo to można podziałać na wyobraźnię i emocje czytelnika bez epatowania przemocą.

Na koniec wrócę do strachu. Czy po tym jak książka trafiła do czytelników, bała się Pani o jej odbiór? Czy może była Pani pewna sukcesu?

Oczywiście, że odczuwałam duży niepokój. Włożyłam w tę książkę mnóstwo pracy i emocji. Chociaż na początku nie zastanawiałam się nad tym. Przez długi czas byłam zadowolona, że książką zainteresowało się kilka wydawnictw, przeżywałam miłe emocje związane z oczekiwaniem, współpracą z redaktorami itd. Ale gdy wreszcie przyszła data premiery, uświadomiłam sobie, że wystawiłam się na publiczne biczowanie. Na szczęście „Pchła” została przyjęta bardzo ciepło. Przeczytałam dużo miłych słów na jej temat. To bardzo motywuje do dalszej pracy. Dołożę wszelkich starań, żeby nie zawieźć Czytelników w kolejnym tomie!
 
#103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Bardzo dziękuję za rozmowę i poświęcony czas!
Życzę samych natchnionych dni i wielu sukcesów!

"Pchła" ukazała się nakładem Zysk i S-ka.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...