#67 Żertwa - Anna Sokalska

#67 Żertwa - Anna Sokalska

#105 Żertwa - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?
Po świetnej "Wiedźmie" przyszedł czas na drugą część z cyklu "Opowieści z Wieloświata" Anny Sokalskiej.
Czym jest żertwa? Najprościej mówiąc to ofiara złożona przez żercę - pogańskiego kapłana, na rzecz bóstwa. Nieźle się zapowiada prawda? 

Tę powieść rozpoczyna odnalezienie wisielca, którego sznur gdzieś się zapodział. Główną bohaterką jest Anastazja Omyk, krupierka, która ma nietypowe jak na współcześnie żyjącą miłośniczkę matematyki - hobby, a mianowicie interesuje się ona wierzeniami słowiańskimi i twierdzi, że jest wołchwem Welesa... Panna Omyk będzie pomagać prokurator Dębskiej i komisarzowi Majce - w toczącym się kryminalnym śledztwie dotyczącym wisielca i nie tylko jego :) We Wrocławiu w tym czasie spotkamy bez problemu wąpierza - chyba jedynego spośród słowiańskich biesów, którego naprawdę bym się bała :), wilkodłaka, który tropi łapiducha oraz dwa czorty Borutę i Rokitę. Pojawią się też zmory i Baba Jaga po rebrandingu. Tak ten humor, który mnie zachwycił w "Wiedźmie" jest też tutaj, jednak w mniejszym wymiarze.

Podobnie jak we "Wiedźmie" każda z postaci, mimo że działa w jakiejś z drużyn chce coś zyskać dla siebie. Ale to chyba jedyne podobieństwo. "Żertwa" to nietypowa powieść nie tylko z uwagi na mitycznych bohaterów przechadzających się po wrocławskich ulicach. Autorka bawi się formą. Nie zdarzyło mi się nigdy czytać książki, w której autor zastosował wszystkie dostępne formy narracji, włączając do prozy - wiersz! Bardzo mi się ten zabieg podobał! Lubię kiedy autor wykorzystuje różne możliwości jakie daje nasz piękny język.
Przygotujcie się również na czytanie protokołu z policyjnego przesłuchania i ciekawego wywiadu.
Każdy kto był zawiedziony zbyt małą ilością mitologii słowiańskiej w "Wiedźmie" tutaj będzie zadowolony. "Żertwa" obfituje w postaci ze starej wiary, ale nie martwcie się jeżeli nie wiecie czym dany bies czy bóstwo jest - autorka wszystko w bardzo plastyczny, prosty sposób wytłumaczy i przybliży również historię powołania ich do istnienia. Będziemy również obserwatorami pewnej przemiany w istotę nadprzyrodzoną, która wiele o nas - jako ludziach - mówi. O naszych pragnieniach i tym, co głęboko w sobie ukrywamy.

"Wszyscy pragną nieśmiertelności, dopóki jej nie otrzymają.
Ludzie zawsze pożądają tego, czego nie mają - życia, gdy umierają, i śmierci,
gdy żyją".

"Żertwę" i "Wiedźmę" można czytać w dowolnej kolejności - wiążą się jednak w niewielkim stopniu. Oś czasu w drugiej części "Opowieści z Wieloświata" jest umiejscowiona przed wydarzeniami mającymi miejsce w "Wiedźmie".

Styl, którym operuje Anna Sokalska jest bardzo lekki i przyjemny, mimo że mrok w "Żertwie" bez wątpienia jest na pierwszym planie. Autorka zabrała nas w świat fantastyki, z którego wyjdziemy bogatsi o wiedzę na temat mitologii słowiańskiej, ale i zręcznie zakamuflowała rozważania na temat życia. Przeczytamy o tym jak dar, który powinien ratować życie, staje się przekleństwem. Jak piętno inności, zmusza do udawania kogoś innego - byleby nie wystawiać się na publiczny ostracyzm. Bo przecież nie od dziś boimy się tego czego nie znamy i nie rozumiemy. Jak to wspomniane przeze mnie niezrozumienie, czy też błędne zinterpretowanie czyichś intencji może łatwo doprowadzić do tragedii.

Nie wiem czy biesy - demony tak naprawdę nie istniały? Czy to faktycznie tylko wytwór wyobraźni? Sadzę, że istnieją. Tylko w trochę innej formie niż w mitycznych podaniach. To my sami powołujemy je do życia - swoim wysuwaniem osądów i krzywdą, którą nimi wyrządzamy. Zło w próżni nie powstaje. 
Bardzo lubię historie, z których można się nie tylko wiele nauczyć, ale i interpretować je na szereg różnych sposobów. Czekam na "Kuglarza", którego oddech już czuję na plecach!
8/10.


"Nasze lęki, obsesje i pragnienia stają się naszymi więzieniami.
Tylko spoglądając w głąb siebie i mierząc się z własnymi cieniami,
możemy stać się prawdziwie wolni".


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 12. czerwca 2019
Liczba stron: 352
Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction
#66  Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona

#66 Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona

#  Mitologia słowiańska - Jakub Bobrowski, Mateusz Wrona - recenzja - czy warto przeczytać?

Myślę, że nie przesadzę jeżeli napiszę, iż większość z nas posiada dość mgliste pojęcie o mitologii słowiańskiej. Znajdzie się pewnie kilka osób, które wspomną Świętowita. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że przedchrześcijańscy Słowianie nie znali pisma, a wierzenia i tradycje przekazywali sobie głównie w formie ustnej, a wyznawcy jednego Boga z wielką gorliwością i dokładnością usuwali wszelkie pozostałość starej wiary.
Od pewnego czasu kiełkuje we mnie ciekawość i chęć zgłębienia tematu, by lepiej zrozumieć nasze tradycje, czy powiedzenia, przysłowia, które przecież znikąd się nie wzięły.
Słowiańskie mity to część naszej kultury i niezwykle smuci mnie fakt, że był i zapewne nadal jest w szkołach praktycznie pomijany. 

"Mitologia słowiańska" Jakuba Bobrowskiego i Mateusza Wrony to nietypowa lektura.
Autorzy wiedzę opartą na naukowych opracowaniach ubrali w fabularne opowiadania, które zostały przez nich zarchaizowane, za pomocą odpowiednich figur stylistycznych; przez co w trakcie czytania praktycznie przenosimy się w czasie. Ja za nim cofnęłam się do czasów Słowian, powędrowałam do czasów dzieciństwa, kiedy to będąc małym dzieckiem leżałam opatulona kołdrą i słuchałam czytanych przez mamę zbioru legend, których tytułu niestety już nie pamiętam, ale sentyment do takiej narracji we mnie pozostał.

Książka dzieli się na trzy części. W pierwszej będziemy świadkami stworzenia wszechświata,  poszczególnych bóstw i w końcu człowieka. Druga część to plejada biesów, czyli słowiańska demonologia, która będzie starała się nas przestraszyć, a czasem wywoła rozbawienie. Natomiast w ostatniej z części autorzy podjęli próbę powołania na nowo legend o słowiańskich bohaterach.

"Wiele rodów i plemion zamieszkiwało ziemię, ale żyły ze sobą w zgodzie. Mogli wymieniać dobra, których mieli pod dostatkiem, na te, których im zabrakło. Łatwo dochodzili do porozumienia, gdyż rozumieli swą mowę. Mawiano, że posługują się jednym słowem, stąd sami siebie zaczęli nazywać Słowianami".

Każdy rozdział został opatrzony minimalistycznymi ilustracjami, którymi na początku byłam zawiedziona, ponieważ stanowią olbrzymi kontrast do bogactwa opisów bogów, biesów i zdarzeń. Jednak po głębszym zastanowieniu zmieniłam zdanie. Zaczęły mi one przypominać niezwykle proste w formie malowidła naskalne i pozwoliły wyobraźni samodzielnie nadawać cechy prezentowanym istotom nadnaturalnym.
Zupełnie przepadłam w świecie opanowanym przez przyrodę, w którym człowiek współistniał nie wyniszczając jej.
Na kartach tej pozycji znajdziemy wytłumaczenie wielu popularnych i nadal funkcjonujących podań np. odnośnie przynoszenia dzieci przez bociany, czy nazewnictwa znanego nam ze starych opowieści, gdzie księżyc nazywano miesiącem.

W żaden sposób nie przeszkadzała mi forma podania wiedzy w krótkich opowiadaniach. Zdarza mi się pracować jako grafik, więc dla mnie była to uczta dla wyobraźni i sposób na odnalezienie w sobie nowych pokładów kreatywności.

"Mitologia słowiańska" zainteresowała mnie na tyle, że z przyjemnością sięgnę po kolejne opracowania autorów, a z czasem po typowo popularnonaukową literaturę, której spis znajdziemy w podanej na końcu książki bibliografii. Dodatkowo zamieszczono również słownik zastosowanych pojęć. Nie można pominąć też faktu niezwykle ekskluzywnego wydania tego opracowania.
Całość zdobi twarda, minimalistyczna okładka w niezwykle estetycznej oprawie graficznej, a papier o wysokiej gramaturze jest solidnie zszyty. Myślę, że książka będzie doskonałym prezentem, który możemy sprawić nie tylko sobie.

8/10.




Wydawnictwo: Bosz

Data wydania: 10. października 2017

Liczba stron: 160

Kategoria: popularnonaukowa



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

#65 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

#65 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką "Pchły".

 O natchnieniu, zbieraniu materiałów i pisaniu książek
"Pchła" powieść spod pióra Anny Potyry miała premierę 9. lipca 2019 roku.
To kryminał, który łączy w swojej fabule wątki II wojny światowej
z teraźniejszością; zbiera wysokie oceny i pochlebne opinie.

Autorka do tej pory pisała książki dla dzieci, więc jest to jej kryminalny debiut, w moim odczuciu bardzo udany. 



Anna Potyra
Anna PotyraUrodzona w 1982 roku w Warszawie.
Z wykształcenia anglistka.
Mama czterech córek.
Autorka książek dla dzieci.
W wolnych chwilach pisze lub jeździ konno.
"Pchła" to jej debiut kryminalny.




Udało mi się zadać autorce parę pytań - odnośnie pomysłów, zbierania materiałów i samego procesu twórczego oraz tego czy możemy spodziewać się kolejnych śledztw prowadzonych przez komisarza Adama Lorenza.
Zapraszam na rozmowę!


Pod_lasem_czytane: Na samym początku muszę wspomnieć, że “Pchła” mnie opętała. Chodziłam z książką wszędzie, by móc co chwilę przeczytać chociaż fragment. W noc, po rozpoczęciu czytania, obudziłam się z przekonaniem, że ktoś stoi w rogu mojej sypialni… Skąd umiejętność tak sugestywnego przedstawiania scen? Lubi się Pani bać?

Anna Potyra: Nie, nie lubię się bać. Jednak w swoich książkach staram się zanurzać czytelników wszystkimi zmysłami. Moi bohaterowie przeżywają cały wachlarz emocji, również strachu. I wtedy muszę przedstawić go tak, by czytelnik go poczuł.

Wiem, że “Pchła” to Pani debiut kryminalny, wcześniej pisała Pani książki dla dzieci. Podejrzewam, że proces powstawania całej historii może być zbliżony, a jak jest w pomysłami? Które przychodzą łatwiej?

Tworzenie dla dzieci jest łatwiejsze tylko dlatego, że fabuła jest mniej zawiła i nie potrzebuję skryptu na 20 stron, którym podpieram się przy pracy, żeby się nie pogubić. Czyli tak naprawdę chodzi o skalę i rozmach projektu. Jednak z pomysłami sprawa wygląda podobnie. Czasem wpadają nagle i niespodziewanie, innym razem godzinami szukam rozwiązań. 
#103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Pisanie nie jest ani szybkim, ani też łatwym zajęciem. Czy przed przystąpieniem do tworzenia fabuły “Pchły” czytała Pani dużo na temat pracy policji i historii II wojny światowej, której wątki zgrabnie Pani połączyła?

Owszem, czytałam dużo zarówno przed rozpoczęciem pisania, jak i w trakcie. Doszkalałam się nie tylko w zakresie pracy policji czy przebiegu rzezi na Woli, ale również technik kradzieży samochodów, nomenklatury boksu. Przeczytałam dziesiątki stron forów kolekcjonerów starej broni, obejrzałam masę filmików z treningów bokserskich, żeby poczuć ich klimat. Naprawdę dużo różnych dziwnych rzeczy przewinęło się przed moimi oczami :-)

Kryminałów raczej nie piszą osoby, które ich nie czytają. Dużo literatury z tego gatunku Pani przeczytała zanim zaczęła pisać swój? A może jest jakiś szczególny pisarz lub też szczególny tytuł, po którego przeczytaniu stwierdziła Pani, że chce iść właśnie w tym kierunku?

Zaczęło się dawno temu od Agathy Christie. Ale to chyba książki Jo Nesbo sprawiły, że w mojej głowie pojawiła się myśl: „Ja też tak chcę…” Wtedy traktowałam to jako marzenie z gatunku tych abstrakcyjnych, co to wiadomo, że nigdy się nie spełnią. Ale z czasem (naprawdę nie wiem jak to się stało) zmieniły się w plany i wreszcie podjęłam to wyzwanie.

Proces twórczy jakim jest pisanie historii jest dość nieprzewidywalny, bo może zdarzyć się ten gorszy dzień, kiedy wszystko idzie jak po grudzie, a jak jest wtedy z tekstem i pracą nad nim? Zdarzają się Pani taki dni twórczej niemocy? Czy może stara się Pani pisać na siłę?

Zdarzają mi się dni, że tekst płynie sam, ale jednak mimo wszystko to jest bardziej kwestia pracy i wytrwałości, niż natchnienia. Bardzo często jest tak, że gdy zaczynam pracę mam pustkę w głowie. Piszę, kasuję, piszę, kasuję i czuję frustrację, bo wiem co chcę napisać, ale nie znajduję odpowiednich słów. Mijają dwie godziny a ja mam pół strony. A potem nagle wchodzę w tekst, on mnie porywa i słowa wskakują tak szybko, że ledwie nadążam je pisać. Ale żeby tam dojść, muszę powalczyć. Jeśli mam zaplanowane 3 godziny pisania, to piszę 3 godziny. Nawet jeśli początek jest trudny. 
 #103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Czy po tak dobrym przyjęciu możemy spodziewać się kolejnego śledztwa komisarza Adama Lorenza? Czy Iza Rawska się pomyli? :)

Tak, tom drugi już na warsztacie. Ponieważ dla mnie nośnikiem książki są emocje, Iza na pewno będzie miała szansę rzucić nowe światło na sprawę. Zawodowo na pewno będą się z Adamem świetnie uzupełniać. A prywatnie? Jeszcze się nie zdecydowałam :) 

Czy odczuwa Pani mocno emocjonalny związek z postaciami, które Pani stworzyła? Czy któraś jest Pani szczególnie bliska? 

Lubię swoich bohaterów. Gdy piszę, czuję się, jakbym spędzała czas w gronie znajomych. Jednak nie mam faworytów. 

Czy uważa Pani, że napisanie kryminału bez wszechobecnych krwawych zbrodni, tak by ludzie chcieli je czytać jest jeszcze możliwe? Czy może szukamy w nich właśnie koncertu przemocy? 

Nie uważam, żeby makabryczne i krwawe zbrodnie były elementem koniecznym. Wprawdzie zmienił się trochę styl pisania. Współczesne kryminały są dużo bardziej dynamiczne i sensacyjne niż klasyka gatunku, gdzie detektyw rozwiązuje zagadkę siedząc w fotelu, ale mimo to można podziałać na wyobraźnię i emocje czytelnika bez epatowania przemocą.

Na koniec wrócę do strachu. Czy po tym jak książka trafiła do czytelników, bała się Pani o jej odbiór? Czy może była Pani pewna sukcesu?

Oczywiście, że odczuwałam duży niepokój. Włożyłam w tę książkę mnóstwo pracy i emocji. Chociaż na początku nie zastanawiałam się nad tym. Przez długi czas byłam zadowolona, że książką zainteresowało się kilka wydawnictw, przeżywałam miłe emocje związane z oczekiwaniem, współpracą z redaktorami itd. Ale gdy wreszcie przyszła data premiery, uświadomiłam sobie, że wystawiłam się na publiczne biczowanie. Na szczęście „Pchła” została przyjęta bardzo ciepło. Przeczytałam dużo miłych słów na jej temat. To bardzo motywuje do dalszej pracy. Dołożę wszelkich starań, żeby nie zawieźć Czytelników w kolejnym tomie!
 
#103 Porozmawiajmy z... Anną Potyrą - autorką  "Pchły".

Bardzo dziękuję za rozmowę i poświęcony czas!
Życzę samych natchnionych dni i wielu sukcesów!

"Pchła" ukazała się nakładem Zysk i S-ka.


#64 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - premiera 4. września 2019 r.

#64 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - premiera 4. września 2019 r.

#102 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - recenzja - czy warto przeczytać?
Kryminał jest mi najbliższym gatunkiem literackim. Czytam je od wczesnych nastoletnich lat. Najbardziej lubię w nich kiedy nie tylko trzeba rozwiązać zagadkę - kto? ale i dlaczego to zrobił. Układam wtedy w głowie puzzle z informacji i rozmyślam nie tylko nad motywem, ale i nad procesem, który doprowadził do degeneracji człowieka, a stworzył mordercę.

"Czerwień" jak sugeruje okładka otwiera serię o mrocznie pięknym tytule "Kolory zła" autorstwa Małgorzaty Oliwii Sobczak. Trup pojawia się już na trzeciej stronie i to w niezwykle pobudzającej wyobraźnię scenerii wzburzonego morza i typowo depresyjnej aurze początków naszej polskiej wiosny.
Sprawą zajmuje się prokurator Leopold Bilski, a sama topielica nosi okaleczenie sugerujące jej związek ze sprawą sprzed 17 lat.
Okazuje się, że obie zamordowane kobiety były do siebie łudząco podobne, a im bardziej prowadzący sprawę prokurator zagłębia się w życiorysy ofiar, tym więcej widzi podobieństw.
Czy to możliwe, że mordercą jest ta sama osoba?
Ktoś czekał 17 lat by znowu zabić?
A może to naśladowca?
Dlaczego sprawa zabójstwa córki sędzi - Heleny Boguckiej z 1996 roku nie została rozwiązana? 

Ta książka jest niebezpieczna! Niebezpiecznie wciągnie Was w fabułę i nie wypuści do ostatniej strony. Autorka stworzyła niezwykle ciekawe postaci.
Pierwsza ofiara Monika Bogucka - dziecko z tzw. dobrego domu, z niczym nieograniczoną swobodą, jednocześnie pełne kompleksów i z bardzo niską samooceną.
Matka Helena Bogucka, kobieta u szczytu kariery sędziowskiej, tkwiąca w aranżowanym małżeństwie, nie potrafiąca nawiązać więzi z własnym dzieckiem.
Krążą z córką w okół siebie, raniąc się, jednocześnie nie znając się w ogóle, mimo że powinny być sobie najbliższymi osobami.
Świetnie napisane wątki obyczajowe, które pochłania się w mig.
Wątki mafijne, narkotyki i pasja - namiętność - sztuka?
Prokurator Leopold Bliski - często wykracza poza swoje kompetencje, łączy wątki, zbiera materiał dowodowy, czyta w przestępcach jak w otwartych księgach, nie wystrzega się jednak własnych problemów, głównie sercowych. Emocjonalna i ciekawa postać, której nie sposób nie polubić.
Fabuła wciąga i oplata niczym bluszcz. Podczas czytania się nie słyszy i nie widzi nic poza sopocką sprawą kryminalną. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie. Akcja powieści toczy się w dwóch wymiarach czasowych  w 1996 roku i 2013. Mimo że są one wyraźnie zaznaczone i to mocną czcionką, to podczas czytania - łapałam się na tym, że nie wiem w jakiej osi czasu obecnie przebywam. Nie wiem z czego to wynikało, może to moje subiektywne odczucie, ale nie mogę powiedzieć, że było to winą rozproszenia, bo nic takiego nie miało miejsca.

Po przeczytaniu mniej więcej 1/3 powieści wytypowałam sprawcę i byłam trochę zawiedziona...ale tylko trochę, ponieważ nie odebrało mi to przyjemności z odkrywania późniejszych powiązań.
Świetnie splątane nici zdarzeń i niedopowiedzeń. Klimat nadmorskiego miasta poza sezonem świetny, czułam tę ponurą aurę całą sobą. Uważam, że to bardzo dobra propozycja i wielbiciele kryminałów z bogatym tłem obyczajowym, będą nią zachwyceni.
Całość oceniam na mocną 7/10 i czekam na kolejne części serii!


#102 Czerwień - Małgorzata Oliwia Sobczak - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu WAB.



Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 4. września 2019
Liczba stron: 384 (egzemplarz recenzencki)
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
#63 Wiedźma - Anna Sokalska

#63 Wiedźma - Anna Sokalska


#101 Wiedźma - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?

Od jakiegoś czasu interesuję się mitologią słowiańską, na tyle ile pozwala mi czas - na zasadzie dziś wiem więcej niż wczoraj. Nasza kultura, tradycje, zwyczaje, przysłowia mają w tych starych wierzeniach swoje korzenie i bardzo smutny jest fakt, że tak niewiele o niej wiemy. To niesamowita kopalnia fantastycznych wyobrażeń i nieograniczone spektrum tworzenia światów i historii dla malarzy, rysowników, grafików ale i pisarzy - przede wszystkim. 

Kiedy sięgałam po "Wiedźmę" Anny Sokalskiej nie wiedziałam tak naprawdę czego się spodziewać, nie miałam z góry wyśrubowanych oczekiwań. Liczyłam po prostu na dobrą historię napisaną w oparciu o wierzenia słowiańskie, a nie przedstawienie mi książki na wzór "Pocztu królów i książąt polskich" z tym, że pełnym istot nadprzyrodzonych.
Taką też lekturę mam już dziś za sobą.

Jasna - czyli tytułowa wiedźma, budzi się z 500-letniego snu. Trafia do współczesnego Wrocławia. W tym samym czasie w okolicach miejsca dawnego słowiańskiego kultu, otwiera się przejście między światem żywych, a światem przejściowym - coś na kształt znanego nam czyśćca. Nadprzyrodzone istoty spacerują między żywymi - powracając do form, jakie reprezentowali przed śmiercią. Nasza Jasna jest kompletnie zdezorientowana. Nic nie rozumie z otaczającego ją świata. Myśli, że wyrzucone w lesie śmieci to jakieś dary dla nieznanych jej bóstw, a język którym się posługuje powoduje wiele komicznych sytuacji. Przypomniało mi to trochę fabułę francuskiej komedii "Goście, goście" z 1993 roku z Jean-em Reno w roli głównej.
Losy wiedźmy łączą się ze zmorą Niną, aniołem śmierci zwanym Szarakiem i człowiekiem Dawidem, który też posiada pewne nadprzyrodzone moce. Tworzą dziwną drużynę, która próbuje - pokrótce mówiąc - ratować nasz świat przed całkowitym przeniknięciem do niego pozostałych stworów, które niekoniecznie mają dobre zamiary.
Każda z postaci w tej powieści ma też swój własny cel, który chce zrealizować przede wszystkim.
Nie dajcie się jednak zwieść, że ktokolwiek z nich jest kryształowo czysty w swoich poczynaniach.

"Czas, najsurowsze z bóstw, nieugięcie parł do przodu, nie oglądając  się na niczyje wołanie, przysięgi ani łzy".

Anna Sokalska w ciekawy sposób czerpie ze słowiańskich legend i podań tworząc kolorowy i dość zabawny - jak się może wydawać na początku - świat. Autorka w bardzo prosty i krótki sposób tłumaczy również zadania niektórych z Istot Wyższych pochodzących ze słowiańskiego panteonu, czy miejsc związanych z wędrówką naszej duszy.
Wszystkie stworzone przez nią postaci są niezwykle wielowarstwowe, tu nikt nie jest po prostu dobry, albo zły. Język jest prosty, łatwy w odbiorze i niesamowicie lekko płynie się przez fabułę - myślę, że nie skłamię jeżeli stwierdzę, że można tę książkę przeczytać "na raz". 

"- Ludzie rodzą się niedoskonali i niedoskonali umierają - powiedział kojąco Szarak. W tej niedoskonałości Stwórca ukrył piękno."

To moje drugie spotkanie z książka z gatunku urban fantasy - jednak tym razem niezwykle udane. Autorce udało się odciąć mnie całkowicie od rzeczywistości.
Powiedziałabym nawet, że trochę mnie odmłodziła i poprowadziła przez wykreowane przez nią uniwersum z nieschodzącym z mojej twarzy uśmiechem. Jednak to nie jest komedia! Pisarka porusza tu wiele trudnych tematów - żałoby po śmierci bliskich, nieumiejętności radzenia sobie z emocjami, które są przecież częścią nas i bez nich nie bylibyśmy ludźmi, a mimo to zdarza się nam ich wstydzić i je tłumić.
Pojawia się wiele aspektów niedoceniania przez nas życia, jako daru i naszej nieumiejętności uczenia się na błędach.
Jest tu wiele postaci, wiele wątków, które z pozoru nie powinny do siebie pasować, a tymczasem tworzą kompletnie nieszablonową opowieść.
Dlatego też bardzo się cieszę, że leży przede mną kolejna część z cyklu "Opowieści z Wieloświata" - "Żertwa", którą już pozwoliłam sobie zacząć i równie szybko przepaść w fabule.
7/10.
#101 Wiedźma - Anna Sokalska  - recenzja - czy warto przeczytać?


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 6. lutego 2019
Liczba stron: 416
Kategoria:
fantastyka, fantasy, science fiction
#62 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys

#62 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys

#100 Ten cholerny księżyc - Algis Budrys - recenzja - czy warto przeczytać?

W lipcu obchodziliśmy 50. lecie lądowania na księżycu, więc konsekwentnie rozszerzam swoją wiedzę na kosmiczne tematy i zaczytuję się w pozycjach since fiction - traktujących właśnie o ludzkich podbojach wszechświata.
Tak trafiła w moje ręce krótka w formie książka z 1960 roku spod pióra Algisa Budrysa - "Ten cholerny księżyc". 

Na naszym srebrnym satelicie znaleziono tajemniczą formację, którą próbujemy dokładnie zbadać. Jednak nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Badacze są wysyłani na księżyc na zasadzie teleportacji - ciało zostaje na ziemi, a do zbierania informacji rusza sobowtór, replika badacza. Ta sama osoba w dwóch ciałach. Nieznana formacja jednak stawia opór, wielu ochotników traci zmysły i życie. Doktor Edward Hawks; przewodniczący tych oczywiście ściśle tajnych badań wykonywanych na zlecenie amerykańskiej marynarki wojennej, chce w końcu posunąć się o krok dalej; poszukuje, więc nowego ochotnika. Tym razem o określonej charakterystyce psychologicznej.
Tak, więc następnym śmiałkiem staje się Al Barker, człowiek, który śmierci się nie boi i od wielu lat balansuje na jej krawędzi, śmiejąc się jej w twarz, stale kusząc los. Tym razem wszyscy mają nadzieję na powodzenie misji. 

"- Rzecz w tym, że potrzebujemy człowieka, którego pociąga to, co innych doprowadza do szaleństwa. Im bardziej, tym lepiej. Człowieka, którego podnieca śmierć".
"Klasyczna powieść since fiction" - tak brzmi fragment opisu książki, ale moim zdaniem nie jest on do końca zgodny z prawdą. Dla mnie była to powieść z gatunku literatury obyczajowej, o poszukiwaniu sensu istnienia.
Jak często będąc "innym" od otaczającego nas społeczeństwa, musimy udawać by być akceptowanym, bo czego byśmy nie robili i nie mówili każdy z nas pragnie właśnie tej akceptacji. 

"Mogłem uznać swoją naukę w szkole za karę i starać się jej unikać, albo mogłem udawać, że tak myślę i korzystać z okazji, jaką daje nieszczerość. Miałem do wyboru: szczerość i nieszczerość. Wybrałem to drugie".

Powieść, mimo że została napisana w ubiegłymi wieku nie zestarzała się prawie w ogóle. Język i styl również są bardzo współczesne. Każda ze stworzonych przez autora postaci jest inna i na swój sposób intrygująca, a znamienitą częścią narracji są dialogi, co sprawia, że czas spędzony na jej zgłębianie mija błyskawicznie.

Człowiek jest istotą pełną sprzeczności. Często chcemy się rozwijać, a mimo to tkwimy w miejscu. Zbieramy informacje, doświadczenia - mamy wszystko by zrobić krok naprzód. Jednak coś nam na to nie pozwala i żyjemy tworząc hologram nas samych - taki do jakiego przywykli inni.
A może to właśnie rozwój jest meritum naszej egzystencji i tylko my jesteśmy za niego odpowiedzialni? A co z tym wszystkim, co musimy poświęcić by ten cel, który w końcu znaleźliśmy - zrealizować? Czy tylko strach trzyma nas w miejscu?

Można snuć wiele interpretacji treści i tytułu, bo każdy z nas dostaje w życiu taki księżyc. Polecam jeżeli lubicie snuć filozoficzne rozważania o życiu, stawiać sobie pytania, na które być może nigdy nie znajdziecie odpowiedzi.
Myślę, że fanom since fiction chyba nie muszę jej polecać, bo zapewne ją dobrze znają?
Jako miłośnik poszukiwań sensu i celu w życiu daję jej 7/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 30. lipca 2019
Liczba stron: 232
Kategoria: fantastyka, fantasy, since fiction

Tłumaczenie: Lech Jęczmyk

#61 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska

#61 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska

#99 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska - recenzja - czy warto przeczytać?
W głęboko ukrytej części mojej starej i trochę mrocznej duszy kryje się parę kropel romantyzmu. Tęsknoty za minionymi epokami, czasami dżentelmenów i dam przechadzających w pięknych, bogato zdobionych sukniach, mówiących niemal wierszem. A gdyby do tego dodać tajemniczy dom, od czasu do czasu skrywający się za fasadą ciężkiej mgły? W owym domu przeprowadza się seanse spirytystyczne, a podczas jednego z nich doszło do równie tajemniczej jak sam dom - śmierci. Czy wywołane przez medium zjawy porwały duszę ofiary? Na to pytanie będzie się starała znaleźć odpowiedź główna bohaterka "Damy z wahadełkiem" Pauliny Kuzawińskiej - panna Madeline Hyde, której będzie towarzyszył niedawno poznany i nieziemsko przystojny Gabriel Akcroyd. 


Po przeczytaniu zarysu fabuły od razu na myśl przyszła mi filmowa produkcja "Crimson Peak. Wzgórze krwi", która podobała mi się głównie z uwagi na epokę, w której dzieje się akcja, motyw tajemnicy i niezwykle plastyczne sceny. Nie zawiodłam się. "Dama z wahadełkiem" to swoista mieszanka wcześniej wspomnianej przeze mnie pozycji z nutą uwielbianych przeze mnie "Wichrowych wzgórz" i kryminału w stylu Agathy Christie. 

Mieszanka, która bardzo przypadła mi do gustu. Autorka zwinnie i długo wodziła mnie za nos za pomocą bardzo bogatego i pobudzającego wyobraźnię języka. Formułowane przez nią zdania za każdym razem stawiały przed moimi oczami pełen szczegółów obraz.
Co pomyślicie kiedy przeczytacie słowo "Dama"? Za pewne z dystyngowaną, delikatną i niezwykle bogato odzianą piękną kobietę. Tak też jest w przypadku tej powieści. Jest mocno osadzona w romantycznej konwencji wrzosowisk i tajemnic. Są ukradkowe spojrzenia, wzdychanie do siebie zakochanych w sobie ludzi. Dla mnie była to powieść obyczajowa z dobrym, rozbudowanym wątkiem kryminalnym i romantycznym, który nie jest tak oczywisty jakby się mogło na początku wydawać...

"- Miłość to ryzyko - rzekłem do mojej towarzyszki z powagą.
- Powierzasz swoje serce drugiemu człowiekowi, który na zawsze pozostanie dla ciebie w jakimś stopniu obcy. Dlatego miłość wymaga odwagi. Ale warto się na nią zdobyć. Nawet jeżeli miałabyś cierpieć..
."

Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej. Uczestniczymy w akcji patrząc na wszystko oczami Madeline Hyde. Dialogi prowadzone przez bohaterów są jak żywcem wyjęte z epoki, w której toczy się akcja. Postaci nie ma wielu, ale każda skrywa jakiś sekret, który będziemy musieli odkryć by rozwiązać zagadkę. Niedopowiedzenia, konwenanse i... oszustwa przeplatają się ze sobą tworząc bardzo ciekawą lekturę.

Jeżeli lubicie klimat wiktoriańskiej Anglii, skąpanej we mgle, z której przechodzi się wprost na romantyczne wrzosowe pola i patrzy się w oczy zakochanym, by po chwili szukać mordercy skrywającego się w labiryntach mrocznych korytarzy - to jest to lektura dla Was. Ja bawiłam się wyśmienicie!
8/10.

 

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 7. sierpnia 2019
Liczba stron: 336
Kategoria:kryminał, sensacja, thriller
#60 Rozstaje - antologia

#60 Rozstaje - antologia

#98 Rozstaje - antologia - recenzja - czy warto przeczytać?

"Rozstaje" to trzeci tom serii  "Ścieżki wyobraźni" wydawanej przez Śląski Klub Fantastyki.
Na antologię składa się dziesięć opowiadań:

"W taniej służbie Jej Królewskiej Mości" - Krystyna Chodorowska,
"Wybór Anny" - Małgorzata Binkowska,
"Teru Czerwona Pięść" - Alicja Tempłowicz,
"Mieszkańcy" - Olga Niziołek,
"Splątanie" - Marta Potocka,
"Morderstwo nad Saharą" - Michał Niedźwiedzki,
"Długo wyczekiwana samotność" - Agnieszka Żak,
"Kąt załamania" - Jesion Kowal,
"Bajki do opowiedzenia" - Marta Magdalena Lasik,
"Wiara" - Anna Hrycyszyn.

Podobnie jak we wcześniejszych publikacjach ze wstępu - tym razem napisanego przez Elżbietę Gepfert - dowiemy się trochę o Sekcji Literackiej LOGRUS i jej historii. Zostaniemy delikatnie wprowadzeni w magię światów stworzonych przez autorów poszczególnych opowiadań. 

Poznamy tutaj losy zaginionej księżniczki "noszącej magię", której korzenie są nie do końca jasne. Będziemy świadkami dylematów moralnych w świecie zamieszkiwanym przez paraludzi. Przemierzymy ścieżkę życia z gotową do największych poświęceń półorczycą o groźnie brzmiącym imieniu - Teru Czerwona Pięść. W imieniu "Mieszkańców" powita nas Aneta, która przecieka i Grzegorz - budowniczy, który zbiera mydelniczki. Muśniemy koncepcji wieloświatów, która daje nadzieję. Będziemy również rozwiązywać zagadkę kryminalną w sterowcu, na którego pokładzie przebywa pacjent, noszący w sobie ognisko nieznanej choroby. Zastanowimy się nad sensem życia na przykładzie bliźniaczek syjamskich żyjących w czasach dających możliwość posiadania - bionicznego ciała. Niepokój wywoła pewien mężczyzna z kluczem francuskim, a rezygnacja z wyobrażeń zabierze nas na podmorskie rozstaje, byśmy następnie poznali potęgę "Wiary".

"Kto za życia był ćmą, nie może zostać motylem po śmierci". 
* "Teru Czerwona Pięść" - Alicja Tempłowicz

Jak wspomniałam wcześniej jest to trzeci tom fantastycznej antologii i jednocześnie trzeci, który przeczytałam. Nie zawiodłam się, ponieważ zbiór trzyma poziom narzucony przez dwa poprzednie wydania. Język jest na wysokim poziomie, a styl pozwala na płynne czytanie każdego z opowiadań. Przedstawione historie są nie tylko bogate w możliwości wyobrażeń, ale i w mnogość zawoalowanych znaczeń. Kiedyś fantastyka zabierała nas tylko w nierzeczywiste, wymyślone światy - dziś często stanowi traktat o moralności, czy też o poszukiwaniu sensu życia. Polecam czytać pojedynczo - jak  wszystkie antologie, co pozwoli nam na docenienie każdego utworu z osobna. Nawet w przypadku bardzo krótkiej formy autorom udało się przenieść mnie na chwilę w wykreowane przez nich uniwersum.
 
Każda z tych trzech publikacji spod szyldu Sekcji Literackiej Logrus (wcześniejsze dwie "Zabawa w Boga" i "Skafander i Melonik") zawiera w sobie interpretację tytułu i czasem można naprawdę bardzo się zdziwić - gdzie tym razem wyobraźnia zabrała twórcę i jak ciekawą koncepcję udało mu się przedstawić. Polecam wszystkim fanom szeroko pojętej fantastyki i trudnej formy jaką niewątpliwie jest opowiadanie - na pewno nie będziecie zawiedzeni.

8/10.



"Rozstaje" jak i poprzednie publikacje Sekcji Literackiej Logrus można pobrać tutaj - KLIK.



Za możliwość przeczytania dziękuję Sekcji Literackiej Logrus.




Data wydania: 8. sierpnia 2018




Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction
#59 Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego - Matt Richards, Mark Langthorne

#59 Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego - Matt Richards, Mark Langthorne

#97 Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego - Matt Richards, Mark Langthorne - recenzja - czy warto przeczytać?
Pamiętam to jak dziś - ktoś niecierpliwie puka do drzwi wejściowych, które otwiera moja mama. Tuż za nimi stoi Kasia - koleżanka ze szkoły mojej siostry, zapłakana. Mama zapytała - co się stało, a ta łkając mówi: Freddie nie żyje! Ja miałam całe sześć lat i choć wiedziałam, kto to jest - bo słuchaliśmy Queen w domu, to nie rozumiałam tej histerii... 
Dziś mam dużo więcej i chyba w końcu ją rozumiem.

"Somebody to love. Życie, śmierć i spuścizna Freddiego Mercury'ego" to opasłe tomiszcze. Tekstu jest dużo, kilka zdjęć też się tutaj znajdzie - i to z różnych epok życia piosenkarza. Zdarzało mi się wielokrotnie dać się porwać książce tak, że nie wiedziałam o bożym świecie, ale nigdy w przypadku biografii! Takie coś zdarzyło mi się po raz pierwszy. Zaczęłam czytać w piątek i w piątek popołudniu skończyłam, nie wiedząc do końca jak to się stało?

Tytuł idealnie charakteryzuje to, co znajdziemy w treści. Dodatkowo autorzy opisali dość szczegółowo historię wirusa HIV i rozwój AIDS. Chcąc, nie chcąc AIDS stanowi nierozerwalną część życia jednej z największych gwiazd muzyki w historii świata. Obie części - narodziny gwiazdy i rozwój choroby przeplatają się, w ten sposób nie tylko poznajemy Freddiego, ale i historię tego śmiercionośnego wirusa. Wszystko jest napisane niezwykle płynnie i kiedy zacznie się czytać wpada się świat muzyki, kolorów i oczywiście tamtych lat, z którego nie chce się wychodzić.
Farrokh Bulsara, czyli późniejszy Freddie Mercury urodził się, aby być gwiazdą. Od najmłodszych lat wiedział kim chce być i choć wielokrotnie ponosił porażki, to nigdy nie zawrócił ze swojej ścieżki ku sławie. Szczegółowo opisano proces powstawania Królowej - Freddie śpiewał w różnych zespołach, ale jego myśli i plany zawsze obracały się wokół zespołu Smile. Po wielu perturbacjach, w końcu dołączył do zespołu, ukończył artystyczną szkołę, zaprojektował logo - które nie wiem czy wiecie - składa się ze znaków zodiaku jego członków, pisał teksty i tworzył utwory. 
Autorzy z pieczołowitością opisali powstawanie największych hitów kwartetu - podczas czytania nie mogłam powstrzymać się od nucenia, ponieważ doskonale je słyszałam. Każdy utwór miał też historię - niezależnie od tego, co Freddie na ten temat mówił w wywiadach. Nie mieli łatwo w drodze na szczyt. Na początku stale się coś działo, co uniemożliwiało im start, a późniejsze recenzje krytyków też nie były zbyt przychylne. Życie uczuciowe wokalisty Queen było jak sam Mercury, szybkie i nieprzewidywalne. Robił to, co chciał i na co miał ochotę. Nieprzeciętnie i wszechstronnie utalentowany - w życiu prywatnym niezwykle skryty, a na scenie był niczym huragan.

"Przez większość czasu udaję - przyznawał Freddie. - To jak aktorstwo. Wychodzę na scenę, udaję macho i tak dalej. Myślę, że >>The Great Pretender<< to świetny tytuł, bo ja też jestem tym, który wciąż udaje".

Autorzy przybliżają również sytuację polityczną ówczesnych czasów i homofobiczne nastroje wśród społeczeństwa. Przez co można zrozumieć aurę tajemnicy, co do orientacji seksualnej wokalisty, którą utrzymywał przecież przez całe swoje życie.
Był świadomy tego, że jest chory, a mimo to nie zwolnił tempa życia i nadal miewał wielu partnerów. Można wysunąć na tej podstawie wnioski, jak lubimy to robić, ponieważ to łatwe i przecież nas nie dotyczy. Jednak kiedy zobaczymy przed oczami obraz człowieka, który całe życie musiał udawać kogoś kim nie był - bo tego oczekiwali od niego inni, to raczej nie wystawimy żadnej  oceny i może spróbujemy zrozumieć niektóre z jego wyborów.
Niezwykle ciekawa i intrygująca biografia, nacechowana wzlotami i upadkami postaci, która była i jest zjawiskiem, mimo że wiele lat już Go z nami nie ma.
Narracja jest pełna cytatów z wypowiedzi bliskich Freddiego, doskonale wplecionych w tekst, stanowiący pełen zapis życia gwiazdora i wydarzeń, które nastąpiły po jego śmierci. Opis charytatywnego koncertu, który odbył się po jego śmierci na Wembley, wraz z wypowiedzianymi przez Lizę Minnelli słowami spowodował, że się wzruszyłam - tak  w trakcie czytania biografii.
Polecam nie tylko fanom, ale także chcącym poznać niezwykle kolorową i niezwykle złożoną postać, która zmieniła historię i to nie tylko tę muzyczną.
9/10.


"Nikt inny w historii muzyki popularnej nie połączył tak rocka z operą, musicalu z metalem, teatralności w stylu Noëla Cowarda z wodewilem jak Freddie Mercury. I chociaż pozostali członkowie też mieli na koncie przeboje, tylko Mercury mógł skomponować największy z nich, czyli >>Bohemian Rhapsody<<.



Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 30. lipca 2019
Liczba stron: 496
Kategoria: biografia

Tłumaczenie: Robert Filipowski

#58 Czarci Pył - Mariusz Majewski

#58 Czarci Pył - Mariusz Majewski

#96 Czarci Pył - Mariusz Majewski - recenzja - czy warto przeczytać?
"Czarci Pył" Mariusza Majewskiego to zbiór sześciu opowiadań zaszeregowanych przez niektóre portale książkowe jako horror. Czy słusznie? Moim zdaniem nie. Horror w moim mniemaniu pochodzi od fantastyki i jego nieodzowną częścią są zjawiska nadprzyrodzone. W przypadku filmu już luźniej podchodzę do tego zagadnienia. Czym więc jest ten zbiór opowiadań? 

To ciężkie, osnute aurą beznadziejności - historie wyjęte z rzeczywistości - niestety.
Jest tutaj historia chłopca, którego rodzinę trawi bezrobocie i pogłębiający się alkoholizm. Jego jedyną ucieczką od świata jaki serwują mu rodzice jest szkoła, ale i na te pole zaczynają wkraczać macki pogłębiającej się degradacji społecznej. Pojawia się też zarys przeszłości pewnej pary -  Rafała i Kamili, których wielką miłość i świetlaną przyszłość przytłoczyła ciężka choroba. Są też ludzie, których esencję życia stanowi stan upojenia alkoholowego i trwają, bo przecież życiem nie można tego nazwać - od weekendu do weekendu. Autor umieścił tu również wezwanie Asmodeusza - demona, upadłego anioła, które stanowi niejako wstęp do najdłuższego opowiadania w tym zbiorze dotyczącego pewnego księdza... księdza pedofila.

"Ty! Królu, Patriarcho, Asmodeuszu, jakaż wspaniała, jaka porywająca jest przyrodzona Ci, mimo starań gwałtownika nigdy nieodebrana, wyniosła niesamowitość. 
Jest niczym czarowność prastarych borów, rozbrzmiewających
o zmroku niepokojącymi dźwiękami nieznanych istnień i mar".

Język, którym posługuje się autor jest niezwykle wysublimowany, a w niektórych fragmentach wręcz poetycki. Nie można go nazwać prostym, jednak jest przyjemny i chyba mogę to tak określić - rytmiczny. Styl mimo przygnębiającej i ciężkiej tematyki, często dramatycznej jest naprawdę lekki, autor po prostu potrafi pisać. Mam tu jednak problem z powtórzeniami, które wyłapuję nawet jak pojawiają się tylko raz, a tutaj jest ich wiele. Irytowały mnie ciągłe indagacje i ablucje.

Co do samej treści - to nie jest książka dla wszystkich. Z tyłu okładki jest zdanie mówiące o tym, iż jest to lektura dla odważnych - zgadzam się - ale charakteryzujących się umiejętnością zmierzenia się z przygniatającą częścią życia, która dusi, odbiera poczucie sensu. Wszystkie opowiadania są bardzo przygnębiające, ale najtrudniej czytało mi się to dotyczące księdza. Poznajemy go od najmłodszych lat, które wspomina. Widzimy jak kiełkuje w nim i narasta jedno z największych obliczy zła...

Trudna, ciężka książka - mimo skromnej objętości, której nie polecam wtedy, kiedy czujemy się psychicznie osłabieni. Tytuł idealnie pasuje do tematyki. Zło, które czai się wokół jest jak ten pył, który ciężko z siebie strzepnąć,tak jak ciężko uniknąć głębokich przemyśleń po tej lekturze.


7/10.


Recenzja napisana dla Klubu Recenzenta nakanapie.pl


Wydawnictwo: Manufaktura Słów

Data wydania: 19. lipca 2019

Liczba stron: 262


Kategoria: literatura współczesna/polska
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...