Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty
#147 Wigilia pełna duchów - antologia

#147 Wigilia pełna duchów - antologia


#147 Wigilia pełna duchów - antologia - recenzja - czy warto przeczytać?
Żyjemy szybko. Jesteśmy otoczeni przez wszelakie nowinki technologiczne, a mimo to mamy jakiś sentyment do wszystkiego - co nadnaturalne.
Twierdzimy, że wiemy wszystko, no prawie wszystko :) ale jak tylko gdzieś coś zastuka, zapuka - to zareagujemy gęsią skórką i przyspieszonym biciem serca.
Nadal chcemy wierzyć w istnienie niewidzialnych bytów - duchy to coś, co nadal budzi w nas ciekawość, bo chyba już nie jest to strach.
Wigilia to taki czas, kiedy światło i ciemność toczą ze sobą spór - więc jest to doskonały moment na opowieści o wszystkim tym, czego nie można racjonalnie wytłumaczyć.
"Wigilia pełna duchów" to zbiór opowiadań, których treść niewiele ma wspólnego ze Świętami Bożego Narodzenia. Jednak atmosfery zimy, śniegu i tego, co może się we wczesnym zmierzchu kryć - z pewnością tutaj nie brakuje. Zbiór składa się z dwunastu opowieści. Każda jest kompletnie inna, pod względem historii i stylu, ale każda ma niepowtarzalny klimat.
Nie wszystkie są porywające, ale jest to cecha łączące wszelakie antologie.

Pierwsza historia Mrs. J. H. Riddle "Dom pod orzechem włoskim" jak już zdradza nam tytuł będzie opowiadała o nawiedzonym domu. Spotkamy się tutaj z pewnym niezbyt przyjaznym duchem, który tkwi uwięziony w świecie żyjących z powodu niedokończonej sprawy, pewnego testamentu. 
"Duch Panny Młodej" Andrew Haggarda wiąże się z seansem spirytystycznym i miłością, która nie jest taka oczywista. Jest to jedna z opowieści, które podobały mi się najbardziej. Traktuje o ludzkim pragnieniu związania się z partnerem ponad śmierć.
"Modlitwa Sir Huggona" G. B. Burgina to krótka historyjka o parze duchów, która z powodu zwykłej nudy przygląda się młodym ludziom i postanawia interweniować, aby załatwić sprawę... czegóż by innego jak nie miłości?
"Opowieść starej piastunki" Elizabeth Gaskell również bardzo mi się podobała. To historia o niezałatwionych sprawach rodzinnych i ich konsekwencjach zza grobu w aurze mrozu, wszechobecnego zimna i śniegu - tocząca się w starym domu. Nastrój i klimat taki jak lubię.
Niewiadoma, wspomnienia, niska temperatura i narastający niepokój.
"Duch lalki" F. Marion Crawford to jak możemy się łatwo domyślić historia ożywającej lalki, ale z emocjonalnym, rodzicielskim nieco dramatycznym tłem.
Kto się nie boi dużej ilości lalek i tego, że któraś z nich być może wstanie?
U mnie laleczki budzą mieszane uczucia :) Krótka, ale bardzo przyjemna.
"Wrzeszcząca czaszka" jest historią napisaną również przez Panią Crawford i jest dość długa. To opowieść o tym, co może nas spotkać kiedy przypadkiem namówimy kogoś do popełnienia przestępstwa. Sprawiedliwość może po nas przyjść i to obleczona w utratę zmysłów. Ciekawa forma narracji.
Kolejna to "Górna koja" też tej samej autorki. Opowiada o statku "Kamczatce", a konkretnie o tajemniczej kajucie nr 105, z której to znikają pasażerowie.
W zbiorze pojawia się i sam Arthur Conan Doyle ze swoim "Kapitanem Gwiazdy Polarnej". Opowiadanie ma formę dziennika pokładowego. Jest zimno i mrocznie, ale jakoś szczególnie mnie nie porwało, mimo że lubię historie ze statkami i zimą w tle.
Następną historię przedstawia Edith Wharton i jest to "Później" - gdzie pojawia się motyw zaginięcia męża bohaterki i jej kompletny brak wiedzy na temat jego działalności. 
M. R. James "Jesion" - krótkie opowiadanie o tym, co może kryć się w tajemniczym drzewie tuż pod oknem posiadłości, której właściciele kolejno żegnają się z życiem. 
"Duch Skarbca" - Emily Arnold to opowieść o klątwie, która ciąży nad pewnym... skarbem :)
A ostatnie opowiadanie "Nekromanta - Duch a czarna magia" autorstwa Isabelli F. Romer pouczy nas, że wywoływanie duchów ma swoje konsekwencje.

Żadna z tych historii nie wystraszy współczesnego czytelnika, ale warto je przeczytać choćby dla klimatu, którego dziś już się nie spotyka. Język jest ładny, plastyczny i zrozumiały, mimo że teksty mają wiele lat. Z wszystkich historii płynie ten sam morał - sprawiedliwość prędzej czy później upomni się o swoje, nie ważne czego się dopuściliśmy i czym to było umotywowane.
Postaci bywają przerysowane i mogą wydawać się komiczne; w swoich porywach serca, czy dramatach, ale kiedy pamięta się o okresie ich powstania - to można spokojnie delektować się po prostu literaturą.
Nie trzeba ich oczywiście czytać w okresie świątecznym, ale zima i  wczesny zmierzch jest jak najbardziej wskazany. 
Przyznam, że nie spodziewałam się, że aż z taką przyjemnością będzie mi się czytało historie o duchach napisane na przełomie XIX i XX wieku.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 29. listopada 2019
Liczba stron: 392

Kategoria: literatura grozy
Autorzy:
M.R. James, Arhtur Conan Doyle, F. Marion Crawford,
Elizabeth Gaskell, Edith Wharton, Mrs. J. H. Riddell, Andrew Haggard,
G. B. Burgin, Emily Arnold, Isabella F. Romer

Tłumaczenie:
Katarzyna Bogiel, Beata Długajczyk, Ewa Horodyska,
Robert Lipski, Jerzy Łoziński, Jan S. Zaus



#61 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska

#61 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska

#99 Dama z wahadełkiem - Paulina Kuzawińska - recenzja - czy warto przeczytać?
W głęboko ukrytej części mojej starej i trochę mrocznej duszy kryje się parę kropel romantyzmu. Tęsknoty za minionymi epokami, czasami dżentelmenów i dam przechadzających w pięknych, bogato zdobionych sukniach, mówiących niemal wierszem. A gdyby do tego dodać tajemniczy dom, od czasu do czasu skrywający się za fasadą ciężkiej mgły? W owym domu przeprowadza się seanse spirytystyczne, a podczas jednego z nich doszło do równie tajemniczej jak sam dom - śmierci. Czy wywołane przez medium zjawy porwały duszę ofiary? Na to pytanie będzie się starała znaleźć odpowiedź główna bohaterka "Damy z wahadełkiem" Pauliny Kuzawińskiej - panna Madeline Hyde, której będzie towarzyszył niedawno poznany i nieziemsko przystojny Gabriel Akcroyd. 


Po przeczytaniu zarysu fabuły od razu na myśl przyszła mi filmowa produkcja "Crimson Peak. Wzgórze krwi", która podobała mi się głównie z uwagi na epokę, w której dzieje się akcja, motyw tajemnicy i niezwykle plastyczne sceny. Nie zawiodłam się. "Dama z wahadełkiem" to swoista mieszanka wcześniej wspomnianej przeze mnie pozycji z nutą uwielbianych przeze mnie "Wichrowych wzgórz" i kryminału w stylu Agathy Christie. 

Mieszanka, która bardzo przypadła mi do gustu. Autorka zwinnie i długo wodziła mnie za nos za pomocą bardzo bogatego i pobudzającego wyobraźnię języka. Formułowane przez nią zdania za każdym razem stawiały przed moimi oczami pełen szczegółów obraz.
Co pomyślicie kiedy przeczytacie słowo "Dama"? Za pewne z dystyngowaną, delikatną i niezwykle bogato odzianą piękną kobietę. Tak też jest w przypadku tej powieści. Jest mocno osadzona w romantycznej konwencji wrzosowisk i tajemnic. Są ukradkowe spojrzenia, wzdychanie do siebie zakochanych w sobie ludzi. Dla mnie była to powieść obyczajowa z dobrym, rozbudowanym wątkiem kryminalnym i romantycznym, który nie jest tak oczywisty jakby się mogło na początku wydawać...

"- Miłość to ryzyko - rzekłem do mojej towarzyszki z powagą.
- Powierzasz swoje serce drugiemu człowiekowi, który na zawsze pozostanie dla ciebie w jakimś stopniu obcy. Dlatego miłość wymaga odwagi. Ale warto się na nią zdobyć. Nawet jeżeli miałabyś cierpieć..
."

Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej. Uczestniczymy w akcji patrząc na wszystko oczami Madeline Hyde. Dialogi prowadzone przez bohaterów są jak żywcem wyjęte z epoki, w której toczy się akcja. Postaci nie ma wielu, ale każda skrywa jakiś sekret, który będziemy musieli odkryć by rozwiązać zagadkę. Niedopowiedzenia, konwenanse i... oszustwa przeplatają się ze sobą tworząc bardzo ciekawą lekturę.

Jeżeli lubicie klimat wiktoriańskiej Anglii, skąpanej we mgle, z której przechodzi się wprost na romantyczne wrzosowe pola i patrzy się w oczy zakochanym, by po chwili szukać mordercy skrywającego się w labiryntach mrocznych korytarzy - to jest to lektura dla Was. Ja bawiłam się wyśmienicie!
8/10.

 

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.


Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 7. sierpnia 2019
Liczba stron: 336
Kategoria:kryminał, sensacja, thriller
#5 Głód - Alma Katsu

#5 Głód - Alma Katsu

Głód - Alma Katsu - czy warto przeczytać?

"- Więc wierzysz w tę bajeczkę o potworach w lesie?
- Nie wierzę w potwory. Tylko w ludzi, którzy zachowują się jak potwory."

Lubię kiedy autor do faktów, dokłada swoje wyobrażenia - najlepiej przesiąknięte jakimiś wierzeniami, mitologią. Kiedy nie wiemy co się tak naprawdę wydarzyło możemy wyobrazić sobie niemal wszystko. Jak wiadomo nie od dziś - najbardziej fascynuje to, co mroczne i nieznane.
Po przeczytaniu opisu "Głodu" Almy Katsu wiedziałam, że to będzie coś, co lubię najbardziej. 

Książka opiera się na historii "Wyprawy Donnera" z 1846 roku, kiedy to dwie bogate rodziny - Donnerowie i Reedowie, postanowili wyruszyć do Kalifornii. Ich członkowie liczyli na nowy początek i lepsze życie. Poprzednie wyprawy docierały do punktu docelowego - z reguły w sześć miesięcy. Do "Wyprawy..." wkrótce dołączyły inne rodziny i grupa wynosiła 87 osób. George Donner jako "dowódca" zafascynowany książką "From Oregon and California in 1848" wybrał na szlak tzw. skrót Hastingsa - od nazwiska autora owej publikacji (Lansford W. Hastings). Szlak wiódł przez Wielką Kotlinę, góry Wasatch i Wielką Pustynię Słoną - według odkrywcy droga miała być krótsza i lżejsza niż ta, z której korzystano dotychczas. 
W związku  z tym, iż część wędrowców stanowiły kobiety i dzieci wybrano właśnie tę drogę.
Autor książki - Lansford W. Hastings - nie chciał zostawić rodzin samym sobie, więc zdecydował się im pomóc przebyć trasę. Miał czekać w Forcie Bridger przy rzece Blacks Fork i poprowadzić ich dalej - jednak wyruszył sam. Kiedy rodziny dotarły do punktu spotkania, gdzie dowiedziały się, że Hastings udał się na wędrówkę sam - ruszyły za nim. Lansford co ciekawe swoją pierwszą podróż przez ten skrót odbywał właśnie teraz...
Nie miał jednak ze sobą ciężkich wozów; pełnych dobytku i zapasów. Owy skrót wiódł przez pasmo Sierra Nevada, w pobliżu Oceanu Spokojnego - więc rodziny miały podróżować po zimnych, ośnieżonych i niebezpiecznych szczytach. Skrót był możliwy do przebycia jeżeli podróżowało się szybko, bez zbędnych bagaży. Od pionierów odłączył się dziennikarz Edwin Bryant i sam pokonał tę trasę - starał się powstrzymać grupę przed dalszą wędrówką - zostawiając im listy w kolejnych fortach - jednak nie dotarły one nigdy do członków tej wyprawy. W grupie narastało napięcie - droga była wyczerpująca, ciężkie wozy jej nie ułatwiały, zapasy żywności malały - frustracja powodowała konflikty - jeden z nich doprowadził do zabicia jednego z członków wyprawy przez Jamesa Reeda, którego za karę wygnano. Kiedy nadeszła zima, wyprawa powinna była już dotrzeć do celu, jednak tak się nie stało. W okolicach jeziora Truckee założono obóz. Zima była ciężka, a zapasy żywności szybko malały. 


"Jedzenie bolało. Żołądek je odrzucał i jednocześnie skręcał się z głodu. 
Zęby bolały z zimna i powoli zaczynały się psuć z niedożywienia."

Z członków wyprawy wystosowano grupę, która miała ruszyć dalej - siedemnaście osób - którą nazwano "Samotną nadzieją". Zabrali ze sobą niewiele i jak się można spodziewać wyczerpanie szybko zaczęło dawać się we znaki i po prostu padali z wyczerpania.
W tym czasie rodziny koczowały w obozie. Jeden z członków "Wyprawy..."  zasugerował, że ktoś powinien się poświęcić. Sam jednak wkrótce oszalał. Dłużej nie zwlekano. Podjęto decyzję o zjedzeniu zmarłych członków wyprawy - upatrując w tym jedynej szansy na przetrwanie. Ale... było tylko gorzej. Strzelano nawet do uciekinierów, którzy stawali się posiłkiem. Z kilku wypraw ratowniczych, które zapoczątkował wygnany James Reed - uratowano 48. osób z 87. Klęska głodu porozdzielanych grup pionierów była nieubłagana, kanibalizm miał dosięgnąć wszystkie. Mimo że wielu członków wyprawy wypierało się jakoby mieliby zjadać zmarłych, a kości odnalezione w palenisku nie zostały zidentyfikowane jako ludzkie - powstaje pytanie jakim cudem w takim razie przeżyli, skoro nie mieli żadnej żywności? Niektórzy z członków wyprawy opowiadali jak sporządzano posiłki ze zmarłych współtowarzyszy - jednak później wypierali się swoich słów.


"Straciliśmy wszelki ślad karawany Hastingsa i nerwy mieliśmy napięte jak postronki; ciągle wypatrywaliśmy czegoś, co po nich zostało, nasłuchiwaliśmy ludzkich głosów... szukaliśmy jakiekolwiek dowodu, że nie jesteśmy sami. Ale im głębiej zapuszczaliśmy się w las, tym bardziej czuliśmy się odizolowani. Paradoksalnie prześladowało mnie dziwne i bardzo silne wrażenie, że jestem obserwowany."

Tak mroczna kanwa pionierskiej wyprawy stała się podstawą do napisania "Głodu" przez Almę Katsu.
Autorka do faktów dodała mroczną fantastykę i stworzyła bardzo dobrą książkę!
Powieść czyta się znakomicie, szybko i płynnie. Alma Katsu ma bardzo lekkie pióro, maluje słowa. Oczywiście jej opowieść różni się od tej historycznej - tutaj wszechobecne zło i mrok zaczyna ogarniać członków wyprawy od momentu zaginięcia małego Nystroma, którego zmasakrowane ciało odnaleziono daleko od obozu. Znikają kolejni członkowie grupy, dochodzi do morderstwa, wszyscy choć bardzo chcą wierzyć, że ich kalifornijski sen się ziści - są na skraju obłędu. 



"To co zobaczył za zakrętem, sprawiło, że żołądek podjechał mu do gardła. Pomiędzy dwoma drzewami wisiały ludzkie szczątki: nadgarstki ciasno obwiązane sznurem, ramiona szeroko rozłożone, głowa spuszczona, ale poniżej szyi - prawie nic. Kręgosłup kończył się nagle w powietrzu, kręgi niczym paciorki naszyjnika. Kości niemal całkowicie obrane z mięsa. Na ziemi długie kości nóg, potrzaskane odłamki żeber. Ziemia pod ciałem była zryta i czarna od zakrzepłej krwi."

Przebywają na terenach Indian, boją się ich - nie wiedzą już czy to co słyszą nocami - to ludzie, czy duchy. Nie potrafią odróżnić swoich wyobrażeń od rzeczywistości. Zaczynają widzieć wrogów w samych sobie. Niektórzy mówią o klątwie. Brną coraz dalej, warunki z pustynnych wysokich temperatur zmieniają się wykańczające mrozy i śnieżyce. Jedzenia jest coraz mniej. Niektórzy wierzą, że to klątwa, inni, że jakaś nieznana choroba, a jeszcze inni, że to rdzenni mieszkańcy tych terenów. 


"- Myślę, że masz rację. Myślę, że zmarli mówią, kiedy są rozgniewani lub niespokojni. Myślę, że duchy istnieją. Myślę, że mamy powody do strachu. Może zmarli próbują cię ostrzec. - Kiwnął głową w stronę ciemności. - Coś tam na nas czeka."

Alma Katsu świetnie przestawiła umysł zwykłego człowieka, który postawiony przed nieubłaganą siłą natury i własną bezradnością zmienia się w... zwierzę? Degeneracja człowieczeństwa. Wyniszczenie fizyczne i psychiczne. Fantastyczne opisy przyrody i warunków atmosferycznych, indiańskie wierzenia, śmierć i mrok, który jest w każdym z nas stworzyły pod jej piórem opowieść niezwykłą.


Wydawnictwo: Albatros

Data wydania:19 września 2018

Liczba stron: 416


Kategoria: horror


Tłumaczenie: Danuta Górska

Historia wyprawy opisana na podstawie: Pchnięci do ostateczności

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...