Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
#157 Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk

#157 Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk


Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk
Żyję sobie pod lasem. Kocham przyrodę i ciszę przerywaną przez zwierzęta żyjące pośród drzew.  Uwielbiam wilki, zrobiłam wiele prac graficznych, w których one były w centrum.
Za dzikość, za wolność, którą tak naprawdę one są i za strach... przed ludźmi. 
Moją ulubionym cyklem z gatunku szeroko pojętej fantastyki jest "Opowieść o Alvinie Stwórcy" Orsona Scotta Carda, gdzie postaci z historii mieszają się z fikcyjnymi, a wszystko łączy się z opowieścią o zielonej krainie. O tym jak człowiek współistnieje z przyrodą, a nie nią włada. 

"Czarna, czarna toń" to debiut Martyny Szkołyk znanej z bloga PARTYZANTKA. Od razu wspomnę o tym, że dochód ze sprzedaży książki Autorka przeznacza na budowę pasieki, a książkę można zakupić TUTAJ.


Książka opowiada losy Klanu Nocy, postaci, które potrafią przemieniać się w wilka. Głównym bohaterem i narratorem jest Burzowy Gniew - zwany Burym, który trafił do aresztu, wtrącony do niego przez ludzi. Jest ranny, trawi go gorączka i trawi go historia, którą w sobie nosi. Zaczyna ją opowiadać chłopcu, który jest uwięziony wraz z nim. Do zwierzeń Burego skłaniają - niebieskie oczy chłopca - Svena, które przypominają mu kogoś, o kim mu opowie. Od czasu do czasu będziemy wracać do celi i monitorować stan zdrowia Burzowego Gniewu. Opowie o nam wszystko na temat jego Klanu, jego członków i pewnych ksiąg.

Narracja, którą stosuje Martyna Szkołyk przypomina mi podania. Jakby mi ktoś opowiadał zasłyszaną gdzieś, od kogoś historię, ocierającą się o różne wierzenia, muskającą nasze słowiańskie dziedzictwo. Może przeczytał ją w jakimś zbiorze, może co nieco sam dodał.
Wszystko w tej książce jest przesiąknięte magią. Od samego lasu i Wieczna - jeziora, po postaci, które choć przemieniają się w zwierzęta, są bardziej ludzkie niż nie jeden człowiek. Mają jednak podobne do nas wady -  oceniają się przez pryzmat pochodzenia, boją się tego, czego nie znają, a na krzywdę odpowiadają krzywdą.
Autorka wspomina rusałki, czy licho, jest i szaman, pojawiają się inkwizytorzy. Jest mrocznie. Jest krwawo. Głód i przemoc zbierają swoje żniwo. Co dajesz wraca.

Mimo że sama oś fabuły jest dynamiczna, to spokojna narracja równoważy dzikość charakterów bohaterów. Las żyje, a niektóre jego miejsca budzą strach i to nawet wśród żyjących w nim istot. Jednak najbardziej niebezpieczne mogą okazać się miasta zamieszkane przez ludzi.

Jak możemy się domyślić to nie jest to tylko wymyślona opowieść o nieistniejącym miejscu. Świat przedstawiony w "Czarnej, czarnej toni" jest odbiciem naszego. Nie mówimy bliskim tego, co czujemy. Popełniamy błędy, nie za wszystkie ponosimy pełną odpowiedzialność, ale często poczucie winy wynikające z ich popełnienia, więzi nas bardziej niż stalowe kraty.
Nie umiemy poprosić o pomoc, bo zdaje się, że nią nie zasługujemy. Czasem przykrywa nas woda, a wodę lód - toniemy, i musi przyjść ktoś kto wykuje przerębel. Przebaczyć nie jest łatwo, jak i o to przebaczenie poprosić - a ludzka niechęć do nazywania emocji jest jedną z najbardziej niszczycielskich sił.
To opowieść o potędze przyjaźni, umiejętności przyznania się do błędów i przebaczeniu. Sądzę, że każdy znajdzie w tej opowieści coś innego, ponieważ czytamy filtrując tekst przez pryzmat własnych emocji i doświadczeń.

Czytałam leniwie, niespiesznie i z dużą przyjemnością, choć żałuję, że to zaledwie 196 stron opowieści ze świata magii lasu.




Martyna Szkołyk - "Czarna, czarna toń"
Liczba stron: 200
Kategoria: fantastyka/fantasy
Kup

 


#123 Obcy - Alan Dean Foster

#123 Obcy - Alan Dean Foster

#123 Obcy - Alan Dean Foster  - recenzja - czy warto przeczytać?
"Obcy - 8. pasażer Nostromo" to jeden z niewielu filmów, które wywołały we mnie uczucie strachu. Fakt, że byłam wtedy dzieckiem... Jednak, kiedy po wielu latach włączam go znowu, to nadal dostrzegam momenty, w których potrafi on jeszcze coś we mnie poruszyć.

"Obcy" jest dość nietypowy. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się nam, że to zwykłe science fiction z pozaziemską, niezwykle agresywną formą życia, jakimś tam statkiem i kosmosem w tle. Kiedy jednak przyjrzymy się temu, co zaczyna budzić niepokój w oglądającym, to zauważymy, że dzieje się to, od samego początku, kiedy nie wiem dokąd Nostromo zmierza, ani co się wydarzy.
Człowiek, kiedy śpi jest całkowicie bezbronny, nie może o sobie decydować, staje się marionetką. Sen kojarzy się nam z czymś przyjemnym, odpoczynkiem, relaksem. Tak też, mimo że poddana hibernacji, załoga statku podróżowała w nieznane. Matka - jak nazywają statek, wybudziła ich z przymusowego snu i postawiła przed misją, na którą nie byli przygotowani. Odnaleźli inny obiekt latający, na który weszli... Na którym coś jednego z nich zaatakowało. Potem nastąpił łańcuch nieprzemyślanych i niezgodnych z procedurami decyzji, ale mający swoje umocowanie w ludzkiej chęci niesienia pomocy, który nie skończył się dla załogi zbyt dobrze.

Film widziałam kilkakrotnie, w różnych odstępach czasu. Podczas czytania nie byłam odkrywcą tej historii, bo ją doskonale znałam. Czułam się jakbym znowu patrzyła w telewizor, a Ripley to Sigourney Weaver, nikt inny. 
Język jest prosty i łatwy do zrozumienia. Kiedy załoga ze sobą rozmawia na tematy dotyczące lotu, czy obsługi Nostromo, raczej nie dopadnie nas konsternacja. Jednak nie wiem, czy gdybym nie znała przebiegu zdarzeń z obrazu filmowego, to byłabym w stanie, aż tak wszystko dokładnie widzieć, z uwagi na niezbyt drobiazgowe opisy. Ale nie uważam tego za jakiś większy problem, czy też minus. 
Podobało mi się stopniowanie napięcia, które jak najbardziej odnotowałam w tej książce. Wywoływanie kontroli ruchu i "Mayday" spowodowało u mnie to miłe trochę łaskoczące uczucie.
To dobra książka, choć nie porwała mnie i nie wystraszyła tak jak film.
Spowodowała za to, że miałam ochotę pomyśleć i przeanalizować całą fabułę. Rozłożyć ją na fragmenty i sprawdzić, co powoduje ten fenomen - to, że w tak wielu ludziach budził on jednocześnie strach i ciekawość. 


#123 Obcy - Alan Dean Foster

Trochę pomogło mi w tym Posłowie - "Studium w terrorze", które napisał Piotr Gociek. Dowiemy z niego, między innymi, jak doszło do powstania scenariusza, realizacji i co miały z tym wspólnego "Gwiezdne Wojny".
Posłowie sprawia, że możemy dostrzec, jak świetnie jest to skonstruowana historia. Tutaj nie straszy się czytelnika i widza morzem efektów specjalnych, ale głównie poczuciem osamotnienia. Ogromem kosmosu, w którym nikt ci nie pomoże... Sam statek to przecież jeden wielki labirynt, na którego korytarzach może czekać śmierć.
Sam sposób narodzin kolejnych obcych jest porównywalny do ludzkiego porodu - jak pisze autor "Studium w terrorze". Mi kojarzył się z kiełkowaniem zła w człowieku, kiedy zostaje się nim zarażonym i w sprzyjających warunkach - ono się rozwija, aż przejmuje nad człowiekiem kontrolę.

Sam skład załogi też nie jest tak oczywisty - jak w podobnych historiach. Nie ma tutaj wielce wykształconych specjalistów od zbierania próbek, a protagonistą jest kobieta - strażniczka procedur. Choć obcy jest przerażającym drapieżnikiem, z kwasem zamiast krwi, zdolnym przetrwać wszystko, to czy tylko jego się boimy? A nie tego, że nie wiemy co się wydarzy? Przeraża tez fakt, że los członków załogi był w jakimś stopniu przesądzony, jednak żeby wiedzieć dlaczego, to trzeba tę historię samemu poznać.

Wydawnictwo Vesper już nie zaskakuje, ono po prostu wyznacza nową jakość.
To już nie tylko ładnie wydane książki, z klimatycznymi, mrocznymi ilustracjami i dedykowanymi zakładkami, które nie straszą zaporowymi cenami. To historie, które po prostu trzeba znać i trzeba mieć na półce. 
Polecam fanom filmu i wszystkim, którzy boją się tego, co jeszcze nieodkryte.
7/10.


"- Nie boję się ciemności, które znam. To te, których nie znam, budzą mój strach. Zwłaszcza jeśli pełne są dziwnych odgłosów, jak to wezwanie pomocy". 

#123 Obcy - Alan Dean Foster  - recenzja - czy warto przeczytać?

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Vesper.

Wydawnictwo: VESPER
Data wydania: 9. listopada 2019
ilość stron: 316
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Ilustracje: Maciej Kamuda
#38 Ci inni za murem - Marta Kruczek

#38 Ci inni za murem - Marta Kruczek


#72 Ci inni za murem - Marta Kruczek - recenzja - czy warto przeczytać?

Cenię wysoko polskich autorów, więc kiedy pojawia się możliwość przeczytania debiutu, to z niej korzystam.  Zgłosiłam się, więc jako recenzent książki Marty Kruczek "Ci inni za murem".

Bohaterką powieści jest Mila - młoda dziewczyna,  która wraz z chłopakiem i parą przyjaciół odwiedza miasto, zamieszkiwane przez współczesnych zombie. Miasto otoczono murem i uczyniono z niego swoisty park rozrywki dla "normalnych" ludzi. Zombie z historii stworzonej przez autorkę, różnią się od tych znanych nam - niezbyt mądrych, jedzących mózgi, poruszających się bardzo wolno potworów. To ludzie, którzy wieczorem zmieniają się w bardzo szybkie i bardzo silne maszyny do zabijania. Ze swojej przemiany jednak nic nie pamiętają. Od świtu do zmroku prowadzą normalne życie, mają sklepy, restauracje i obsługują turystów, których w ich mieście nie brakuje. Dla odróżnienia ich od "normalnych" noszą czerwoną przepaskę na ramieniu.
Pomysł świeży i naprawdę dobry - okładka kojarząca się jednoznacznie.
Do tego autorka z drapieżnika zrobiła ofiarę, która jest oglądana niczym zwierzę w zoo lub cyrku, ponieważ wieczorami odbywają się pokazy ich morderczej siły dla przyjezdnych. 

Na tym koniec pozytywów - niestety. 
Wyobraźcie sobie wielki balon do którego wrzucacie kostki z pomysłami, napełniacie go powietrzem i wstrząsacie. Kostki uderzają o siebie, aż balon pęka, powietrze ucieka, a zniszczone kostki wypadają i już do niczego się nie nadają. 

Pierwszym chyba błędem było - bo tak to nazwę, zastosowanie narracji w osobie pierwszej, co jest niestety bardzo trudną sztuką - i w przypadku tej pozycji jeszcze bardziej ją strywializowało. 
Do tego ciekawego pomysłu autorka dołożyła miłostki, o których jako nastolatka czytałam w Bravo Girl i traktowałam je jako abstrakcję, zdrady jak z paradokumentów serwowanych przez Polsat i kryminał... niestety. Sama bohaterka plecie coś od rzeczy i stale kocha "swojego mężczyznę", to widzi w nim przestępcę, by za chwilę znów rzucić mu się w ramiona.
Rozumiem, że istnieją takie infantylne kobiety, ale po co o nich pisać? Wszystkiego za dużo, wszystko zbyt - ładnie to nazwę - proste.
Pomysłów upchniętych na niespełna 200 stronach wystarczyłoby na całą serię.

Naprawdę nie lubię źle pisać o książkach, ani autorach. W każdej szukam jakiejś wartości, bo podobno nie ma złych książek... Szukałam na każdej stronie przedmiotu zachwytów pozostałych czytelników, ale niestety nie znalazłam.
To mogła być dobra książka, ale w moim odczuciu nią nie jest.

Nie chcę by autorka poczuła się dotknięta, czy urażona. Gdy patrzę na opinie jakie ta pozycja zdobywa - to sądzę, że znalazła grono odbiorców. Jednak do mnie niestety nie trafiła. Może mój wiek nie pozwala na zrozumienie intencji autorki i jestem w tej kwestii ograniczona. Może powinnam uderzyć się w pierś, tak po prostu...
Życzę Jej naprawdę jak najlepiej! Aby wyciągała trafne wnioski i napisała nie jedną, a wiele dobrych książek, które przeczytam i z przyjemnością postawię w swojej biblioteczce, bo ani pomysłów, ani lekkości pióra nie można jej odmówić.
3/10.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce  - Marcie Kruczek.


Wydawnictwo: Wydawnictwo Poligraf

Data wydania: 12. marca 2019
Liczba stron: 196
Kategoria:
fantastyka, fantasy, science fiction


#29 Alkoya. Odcinek 1. - Grzegorz Mazur

#29 Alkoya. Odcinek 1. - Grzegorz Mazur

#65 Alkoya. Odcinek 1. - Grzegorz Mazur - recenzja - czy warto przeczytać?


Od jakiegoś czasu zauważam tendencję w kreowaniu minimalistycznych okładek w kontraście do bardzo bogatej zawartości.  "Alkoya. Odcinek 1." Grzegorza Mazura doskonale wpisuje się w ten trend. Czarno - biała okładka z zarysem motyla i sprytnie użyta czcionka, która mimo prostoty rzuca się w oczy.  Książka nie straszy objętością - to zaledwie 184 strony i podtytuł "Odcinek 1." idealnie tutaj pasuje. 
Po przeczytaniu pierwszego z rozdziałów byłam zaintrygowana i... zaniepokojona, a rzadko zdarza mi się tak szybko poczuć, to lekkie mrowienie na karku, które zwiastuje strach? Rozdział za rozdziałem mamy wrażenie oglądania scen, które stworzą całość, jak scenariusz.
Ciekawym zabiegiem jest również przemiennie stosowana narracja - główna bohaterka - osoba pierwsza i wszechwiedzący narrator osoba trzecia.

"- Dostrzegamy w innych to, co sami mamy w sobie
- wyjaśniłam, będąc w pełni poważna. "

Tytułowa Alkoya to stolica królestwa ludzi w świecie, który jest pustoszony przez mroczne stwory, których mnogość i rozmiary jednocześnie przerażają i zachwycają.
Główną bohaterką wykreowanej przez autora historii jest kreatorka Schisme Isvargat, która została właśnie zwolniona z pełnionego zastępstwa jako kapitan szkoleniowy i zostaje postawiona przed koniecznością poprowadzenia misji, której podołać może tylko ona z uwagi na posiadane zdolności wyczuwania i dostrzegania etery... 
Tymczasem siejące śmierć wśród ludzi Kreatury, ewoluują, czym kompletnie zaskakują ludzi, dając im tym samym możliwość zrozumienia tego, jak powstają i być może odnalezienie źródła ich powstawania?
Mam szczęście do lektur po jakie sięgam. Niezależnie od tego jaki jest to gatunek, otrzymuję historię złożoną, nie tylko wielowątkową, ale i wielowarstwową. Tak też jest w przypadku "Alkoyi". Wyjaśnienie czym jest kreacja i jak z niej korzystać daje szerokie spektrum interpretacji, ale zawsze prowadzi do podstawowego pytania czym są Kreatury? Emanacja kreacji? Czyjej?
Książka Grzegorza Mazura pozostawiła we mnie uczucie podobne do kaca.
Coś wiem, ale nic nie wiem. Połechtała wyobraźnię, zainteresowała wieloznacznością i chęcią odkrycia nie tylko tego, co lub kto stoi za ewolucją mrocznych i morderczych stworów, ale stworzyła pole do rozmyślań nad materią ludzkiej natury.
Co ja bym wykreowała - gdybym miała taką możliwość? A może ją mam?
Najbardziej boli mnie to, że na kolejny odcinek będę musiała czekać dłużej niż tydzień jak to w przypadku produkcji serialowych bywa, ale tłumaczę sobie, że na pewno warto, bo jest to jedna z gatunku tych bogatych nie tylko w efekty specjalne!


Wydawnictwo: Novae Res

Data wydania: 25. kwietnia 2019

Liczba stron: 184

Kategoria:
fantastyka, fantasy, science fiction


Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl



#28 Cmentarzysko - A. Forge

#28 Cmentarzysko - A. Forge

 
#64 Cmentarzysko - A. Forge - recenzja - czy warto przeczytać?

Kostusza to mała mieścina, z kilkoma budynkami, kościołem i niezwykłym cmentarzem - zamkniętym ciężką, żelazną bramą. Nad tytułowym Cmentarzyskiem unoszą się chmury,
a dające się stamtąd słyszeć dźwięki powodują gęsią skórkę u mieszkańców.

Głównymi bohaterami powieści Pawła Fijałkowskiego, ukrywającego się pod tajemniczym pseudonimem A. Forge, jest niezbyt kochające się rodzeństwo - Angelika i Marek. Dzieci są kompletnie różne. Angelika jest odrobinę przemądrzała i pretenduje do roli tzw. popularnej dziewczyny, otoczonej przez wianuszek koleżanek - oczywiście nie wzbudza ona sympatii... Marek jest od Angeliki młodszy i bardzo skryty, nie jest też zbyt lubiany - nawet przez własną siostrę - bo uważany jest za dziwaka, który często mamrocze coś sam do siebie.

Rozpoczęły się wakacje i dzieci trafiają na wypoczynek do dość ekscentrycznej ciotki zwanej przez Angelikę - Nawiedzoną, która przechadza się na co dzień w pogrzebowym woalu, jest właścicielką gadającego kota i też niezbyt cichego gada. Okazuje się, że Cmentarzysko jest dość licznie zamieszkiwane przez różnego rodzaju widziadła, strzygi i demony, które są zagrożone przez skrywającego się pod jego powierzchnią więźnia, który właśnie się uwolnił - przy małej pomocy jednego z bohaterów.

Dzieci, Nawiedzoną ciotkę i Śmierć we własnej osobie czeka niełatwe zadanie uratowania owianego złą sławą siedliska magicznych istot. Akcja niesie za sobą masę przygód niejednokrotnie bardzo niebezpiecznych.

"Czasem w życiu zdarza się tak, że ból przesłania wszystko inne, co drzemie w... człowieku, wiesz?"

Jak to w dobrej historii bywa pod płaszczem magii, fantastyki i nuty horroru ukrywa się druga i ważna treść. Autor poruszył trudny temat śmierci. Jak wytłumaczyć dziecku, że śmierć jest też częścią życia, skoro sami my - dorośli - mamy z jej zaakceptowaniem ogromny problem? A co gdyby sama Śmierć była kobietą, w skórzanej kurtce, t-shircie, jeansach i motocyklowych butach? Gdyby można było z nią porozmawiać przy suto zastawionym stole? Czy nie łatwiej byłoby wtedy pozwolić jej współistnieć z życiem?

Świat "Cmentarzyska" jest niesamowicie złożony. Pełen demonów, strachu, ale i poświęcenia, przemiany bohaterów i... miłości. To historia, którą czyta się z uśmiechem na ustach i łezką w oku, która na długo zostanie w pamięci czytelnika bez względu na jego wiek.

Trzeba również wspomnieć o niesamowitym wydaniu powieści. Twarda oprawa, szycie, niebanalna okładka, multum ilustracji pomagających w wizualizacji mieszkańców Kostuszy,
do tego bezpośrednie zwroty do czytelnika na początku powieści i każdej z części. Dodatkowo wpisany ręcznie numer i podpis autora pozwala czytelnikowi poczuć się docenionym i ważnym.

Jako fanka światów tworzonych przez Tima Burtona czuję się niesamowicie ukontentowana rodzimym odkryciem i z niecierpliwością wyglądam kolejnej części.





Wydawnictwo: Wydawnictwo Kłobook

Data wydania: 2. października 2018

Liczba stron: 416



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl



Książkę można zakupić  na stronie wydawnictwa: Wydawnictwo Kłobook.

FB wydawnictwa.


A poniżej moja praca inspirowana właśnie stylem "burtonowskim" :)

Remains of the day - Alina Śliwińska - inspiracja Tim Burton
#24 Triskel. Gwardia - Krystyna Chodorowska

#24 Triskel. Gwardia - Krystyna Chodorowska

#60 Triskel. Gwardia - Krystyna Chodorowska - recenzja - czy warto przeczytać?

"Od początku było widać, że ta klauzula, wprowadzona pod naciskiem inspektoratu ochrony danych, nie jest urzędnikom na rękę. Sinead już podczas pierwszych rozmów wyczuwała, że najchętniej prześwietliliby jej przeszłość do niemowlęctwa,
by upewnić się, czy nie jest przypadkiem niebezpieczną wariatką, która podczas akcji wywali w powietrze połowę dzielnicy".

Zawsze kiedy mówię komuś, że czytam fantastykę - to, ta osoba jakoś dziwnie na mnie patrzy, czasem komentuje zdaniem w stylu "z fantastyki to ja już wyrosłam/em"... a potem widzę, tę samą osobę siedzącą w pierwszym rzędzie na kolejnym filmie Marvela, a to przecież jest kino obyczajowe...

Ale do rzeczy!
Dzięki uprzejmości samej autorki - Krystyny Chodorowskiej - mogłam przeczytać jej debiutancką powieść "Triskel. Gwardia". Główną bohaterką tej książki jest tajemnicza superbohaterka Mayday wraz ze swoją świtą - Burzą i Kretem - także jeżeli wyrośliście z fantastyki to jest to pozycja, która się Wam spodoba.

Mayday to na co dzień zwykła studentka o imieniu Sinead, pochodząca z Sidheanii - państwa, które marzy o wolności, dodatkowo podkochująca się w tajemniczym chłopaku
z przeszłosci - Duncanie - który nagle, znowu splata swoje losy z gwardzistką, ale nie - nie martwcie się nie znajdziemy tu ckliwego romansu.


Mayday posiada niebywałe zdolności - na przykład - lata, kontroluje dźwięk, potrafi przenosić przedmioty, a robi to wszystko ubrana w kombinezon spawacza i maskę zasłaniającą jej twarz. Pozostali członkowie "Gwardii" również są obdarzeni supermocami - przyspieszona regeneracja Kreta, czy skrzydła Burzy. Ale po co to wszystko? Bo w świecie gwardzistów nie dzieje się dobrze! Zamachy terrorystyczne, wszechwładne Imperium i potężne korporacje...Czyli wcale nie tak odległy nam świat, jakby mogło się zdawać.
Ale to nie wszystko. Krystyna Chodorowska dodała jeszcze do tego wszystkiego innych wymiar. A co ten cały fantastyczny świat łączy z kamieniami szlachetnymi i minerałami? 

Musicie sprawdzić sami.

"Naukowcy, którzy próbują wyjaśnić zachowanie cząstek na poziomie subkwantowym, często są zwolennikami teorii wielu wymiarów.
Jedni twierdzą, że nasz wszechświat tworzy kieszenie skumulowanej energii rozszerzające się znacznie szybciej od niego.
Druga teoria mówi, że cały wszechświat składa się z wielu wymiarów, zarówno ukrytych, jak i widzialnych, w których wibracje superstruktur decydują o układzie cząstek".

Na początku możemy być trochę zdezorientowani - zostajemy wrzuceni do codzienności świata bohaterów - przeplatanej retrospekcjami. Jednak wszystko zaczyna być dość szybko zrozumiałe i nie chcemy już odkładać losów bohaterów na później. Kiedy zatopimy się w świat stworzony przez autorkę dostrzeżemy jak wielowarstwowa jest to kreacja i nie tylko na poziomie cywilizacji, jaką podglądamy, ale i samych bohaterów. Nikt tu nie jest - jak to się zwykło pisać o mdłych bohaterach - płaski. Każda z postaci ma intrygującą przeszłość i każda skrywa spektrum emocji, które chce się odkryć jak najszybciej. Choć jestem "trochę" starsza niż grupa docelowa tej pozycji, to mimo to bawiłam się znakomicie i już wypatruję kolejnej części - Wolna Sidheania!
8/10.


Wydawnictwo: Wydawnictwo Uroboros

Data wydania: 20. czerwca 2018

Liczba stron: 352


Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
#10 Drozdy. Dotyk przenaczenia - Chuck Wendig

#10 Drozdy. Dotyk przenaczenia - Chuck Wendig

Drozdy Dotyk przeznaczenia - Chuck Wendig - czy warto przeczytać?

"Kłamstwo napędza się samo. Wystarczy odkręcić kurek, a z kranu popłynie fałsz."

Miriam Black to dwudziestokilkuletnia dziewczyna, obdarzona darem lub też przekleństwem. Gdy kogoś dotknie widzi czas, miejsce i sposób w jaki ta osoba umrze. I czego by nie robiła to, ta przepowiednia zawsze się wypełni - taki los - przeznaczenie. 

"Przeznaczenie i plan. Ja od samego początku byłam częścią tego planu, choć wydawało mi się, że jestem sprytniejsza od przeznaczenia i wyrwę chłopaka, z jego szponów. Ale starając się zmienić przeznaczenie, sprawiłam, że się wypełniło."

Miriam wychowała fanatycznie wierząca w Boga kobieta, która wszędzie i we wszystkim widziała rękę Szatana. Toteż córka jak to zwykle w takich przypadkach bywa - robiła wszystko to, co nie spodobałoby się jej matce. 
Panna Black żyje na walizkach, a raczej na torbie bo nie ma zbyt wiele. Podróżuje i sama nie wie dokąd zmierza, przygląda się - jak wizje się wypełniają i niejednokrotnie okrada zmarłych - bo przecież musi z czegoś żyć. Za kołnierz nie wylewa i papierosa też nie odmówi, przekleństw używa jak przecinków i nie udaje delikatnej damy. Na jej drodze los stawia dwóch mężczyzn Louisa i Ashley-a oraz pewną torbę z tajemniczą zawartością, którą chce odzyskać para podobno agentów FBI. Do wizji Miriam dołączają jeszcze bardziej pokręcone i obrzydliwe sny. 

"I wszystko ochlapuje krwią. Czarną posoką. Gęstą od skrzepów. Miriam ściera ją z twarzy i wypluwa z ust. Krew ścieka po lustrze, znacząc gęste ślady. Kawałki jaśniejszej tkanki płyną razem z nią, jak robaki uwięzione w żywicy. Już kiedyś widziała taką krew. Widziała taką scenę. Na podłodze, na podłodze w łazience."

Wszyscy jadą autobusem przeznaczenia po drodze pełnej dziur, dokąd dojadą? 
Niestety - trzeba przeczytać żeby się dowiedzieć.

Informacje zamieszczone na książce nazywają tę powieść podobną do "Sześciu stóp pod ziemią" spod pióra Stephena Kinga i Chucka Palahniuka - nie wiem nie czytałam tej pozycji, ale serial mnie niestety nie kupił, ani ten wyszukany żart mnie nie porwał, ani fabuła nie zainteresowała - czyli coś co podobno trafia do gustów wielu - do mnie nie trafiło. 
A jak jest z tą książką? Nie jest to dobra książka. Mam wrażenie, że autor nie wykorzystał potencjału własnego pomysłu - głównego motywu daru panny Black, za to wszystko, co mu się po drodze nasunęło wcisnął na siłę Jest wszystkiego za dużo i czytając można czasem przymknąć oko, bo to po prostu zaczyna nudzić. Ale... No właśnie. Nie można autorowi odmówić lekkiego, mimo wszystko pióra. Ciekawie włączył przeszłość Miriam - wprowadził motyw "Wywiadu" prowadzonego przez dziennikarza zaznajomionego z talentem bohaterki. Jak ktoś lubi pisać - to powinien tę książkę przeczytać, bo jest to doskonały przykład jak zgubić się w gąszczu własnych wizji i stworzyć dziwną niezbyt interesującą historię. Odzywki Miriam, niektóre żarty mogą śmieszyć, ale nie jest to wyszukany żart, raczej podwórkowy - pasuje jednak do postaci, którą Wendig stworzył. Mimo że nie jest to książka, którą mogę jakoś wielce polecać - to nie żałuję, że ją przeczytałam. Jest pełna trafnych porównań i puent, które przydają się właśnie przy pisaniu. 
Jakby ktoś, mimo wszystko był zainteresowany zakupem - to w księgarni czytam.pl jest dostępna za niewielkie pieniądze.
6/10.

"- Natura jest brutalna i groteskowa. To jej jedyna właściwość. To ona ją kształtuje. Jesteśmy zwierzętami i jako część natury również musimy być brutalni i groteskowi."



Wydawnictwo: AKURAT (imprint MUZA)

Data wydania: maj 2013

Liczba stron: 320




Tłumaczenie: Miłosz Urban
#9 Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley

#9 Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley

Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley - czy warto przeczytać?

"Wspólność, Identyczność, Stabilność."

Kto z nas nie marzył choć przez chwilę żeby się nie starzeć, żeby zawsze być szczęśliwym, zadowolonym ze swojego życia? Żeby mieć zawsze swoje miejsce w świecie, nie gonić ciągle króliczka i nie rozmyślać co by było gdyby? Świat idealny. Bez bólu, bez chorób, z ciągłym zadowoleniem i twarzą wykrzywioną w wiecznym uśmiechu...
Jest rok 2541. Nie jesteśmy już "żyworodni". Matka, ojciec to pojęcia z zamierzchłych czasów. Pączkujemy w próbówkach, z których zgodnie z tym co, do danego zarodka dodano wychodzimy jako członkowie kast - Alfy, Bety, Gammy, Delty etc. etc.  Potem za pomocą hipnopedii, niczym kropla roztopionego wosku nasze umysły oplata przeznaczenie. 


"Rodzina, monogamia, miłość. Wszędzie wyłączność, wszędzie zawężania pola penetracji, rygorystyczne kanalizowanie popędu i energii. 
- A przecież każdy należy do każdego..."

Zadowoleni ze swojej bezsensownej egzystencji niewolnicy. 

"Wolność jest nieefektywna i przykra. Wolność to okrągły kołek w kwadratowej dziurze." 

Tępe masy bliźniąt warunkowane od początku do roli jaką będą pełnić, w tym idealnym społeczeństwie. "Cywilizacja to sterylizacja". Powtarzamy zasłyszane podczas hipnotycznych, sensorycznych snów aksjomaty - niczym nakręcone maszyny. Nic nie kwestionujemy, bo wszystko jest idealnie, ale... czasem coś nas zasmuci... wtedy otwieramy fiolkę, łykamy i znowu obracamy się w karuzeli wiecznej szczęśliwości bo - "każdy jest obecnie szczęśliwy". Życie to pasmo samych przyjemności -  "Nigdy nie odkładaj do jutra przyjemności, którą możesz mieć dzisiaj"
Książka została napisana w 1931 roku, a wydana rok później jest najbardziej znaną antyutopią XX wieku. Aldous Huxley opisał świat, o jakim często marzymy. Nie spotyka nas w nim nic złego, zawsze jesteśmy uśmiechnięci, nigdy nie chorujemy i pracujemy na rzecz wspólnie budowanej społeczności, więc co jest nie tak? Odebrano nam wolę. Od momentu sztucznie stworzonego zarodka nasz los jest już przesądzony - nie będziemy nikim ponadto, co nam przeznaczono. Na nic nie mamy wpływu, ale... nawet o tym nie wiemy. Czytając ją dzisiaj, łapię się za głowę, jak bliscy jesteśmy temu co Huxley wymyślił. Co dzień opowiadamy wszem i wobec jak bardzo liczy się indywidualność. Jak chcemy być unikatowi, jedyni, niepowtarzalni, a tymczasem ulice zalewają przyklejone do smartphone-ów zombie, z odrysowanymi od szablonu brwiami, ze sztucznymi ustami, ludzie kopiuj - wklej. Jak pozbawione wolnej woli marionetki słuchamy ponoć mądrzejszych od nas trendsetterów. 
Dziś już większość z nas chyba nie wie, kiedy i gdzie zatarła się granica inspiracji. Mieszkańcy "Nowego wspaniałego świata" zostali pozbawieni możliwości czytania tego co chcą - mają do dyspozycji tylko to, co wolno im czytać. Oglądają to, co im się serwuje, a nie to co chcą - ba oni nawet nie są świadomi, że co innego mogliby chcieć... Dziś jeszcze mamy tę możliwość, a mimo to większość z nas ją odrzuca. Podążamy za tym, za czym idzie większość i niechybnie zmierzamy w kierunku destrukcji, samozagłady. Nie da się temu zaprzeczyć. Kto powinien przeczytać tę książkę? Chyba każdy? Nie wiem czy wpłynie to na nasze postrzeganie świata, ale powinno choć na chwilę zmusić do refleksji. Czy to, do czego zmierzamy jako ludzkość - to na pewno to, czego chcemy, bo: 
" - Czyż nie chcecie być wolni, być ludźmi? Nie rozumiecie pewnie nawet, co znaczą słowa ludzkość i wolność?". Zakończę słowami Dzikusa: "- Ja tam wolę być nieszczęśliwy, niż pozostawać w stanie tej fałszywej, kłamliwej szczęśliwości, w jakiej się tu żyje."

9/10.


Wydawnictwo: MUZA

Data wydania: 2010 (przybliżona data)

Liczba stron: 256


Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

Tłumaczenie: Bogdan Baran
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...