Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Znowu ten... Hesse - „Narcyz i Złotousty” - Hermann Hesse

Znowu ten... Hesse - „Narcyz i Złotousty” - Hermann Hesse

Znowu ten... Hesse - Narcyz i Złotousty - Hermann Hesse

„Każde życie przecież dopiero przez rozdwojenie i sprzeczności bogaci się i rozkwita. Czym byłby rozsądek i trzeźwość, nieznające szału, czym byłaby rozkosz zmysłów, gdyby nie stała poza nią śmierć, i miłość bez wiecznej, na śmierć i życie, nienawiści płci?”

„Narcyz i Złotousty” - Hermann Hesse

Narcyz i Złotousty” to opowieść o dwóch przyjaciołach, będących, jak się wydaje, przeciwieństwami. Złotousty to artysta, bezdomny rzeźbiarz, który widzi świat obrazami, a Narcyz to mnich, intelektualista postrzegający świat pojęciowo: „Myślenie nie ma nic wspólnego z wyobrażeniami. Dokonywa się ono nie w obrazach, lecz w pojęciach i formułach. Właśnie tam, gdzie kończą się obrazy, zaczyna się filozofia”. Nie jest tak jak twierdzi Narcyz, ale to świat, rzeczywistość tych postaci oraz ich czas, chociaż, gdy przymkniemy oko właśnie na czas i przestrzeń, to poruszana problematyka jest uniwersalna, nawet sposób przedstawiania/postrzegania kobiet wielce się nie zmienił.

„Narcyz i Złotousty” i „Wilk stepowy”, te dwie powieści, powinny znaleźć się na jednym zdjęciu, jeżeli chciałabym zachować koncepcję dwoistości - stałą w twórczości Hessego.
Obie traktują o podobnych rozterkach, choć w zgoła odmienny sposób i nie mogę się przestać dziwić temu, jak różnie były oceniane.

Złotousty wtłoczony w ramy życia, które miało stać się pokutą za grzechy matki, czuje, że to nie jest jego miejsce i zaczyna życiową tułaczkę. Przeżywa podczas niej wiele emocji, często zażywa przyjemności, popełnia wiele karygodnych czynów, z powodu, których oczywiście ma poczucie winy. Narcyza postrzega jako ideał, czemu w trackie wędrówki daje wyraz.

Złotousty wyrządza zło i widzi zło, bo chociaż akcja toczy się w średniowieczu to nie odbiega od rzeczywistości przeżywanej przez Autora.
Żadna literatura, zwłaszcza ta pisana z wielkiej litery, nie jest wolna od poglądów człowieka, który ją stworzył, nawet politycznych i tak też jest w dziełach Hessego. Im bliżej końca historii, tym bardziej widzimy jak dzieciństwo i informacje jakie posiadał Złotousty, kształtowały go i czego całe życie szukał.

Przyjaźń tych dwóch przeciwieństw można postrzegać jako jedną, rozdartą, osobę, konflikt pomiędzy duchowością, a rozumem. Jakoby nie można było mieć w sobie dwóch przeciwstawnych natur, trzeba się zdecydować na jedną, aby się dopasować, co Jung nazwał terminem persona (maska teatralna) i co znakomicie, oczywiście w moim odczuciu, zobrazował Ingmar Bergman w filmie noszącym (nomen omen) tytuł „Persona” (poniżej zamieściłam kadr z rzeczonego filmu, gdzie połowy twarzy dwu aktorek stają się jedną).

 *w kadrze widać kolaż twarzy dwu aktorek: Bibi Andersson i Liv Ullmann

Język „Narcyza i Złotoustego” jest, jak zawsze u Hermanna Hessego, piękny, kwiecisty, ale jednocześnie lekki w czytaniu, a narracja płynna (w przeciwieństwie do „Wilka stepowego”, gdzie charakteryzuje ją zmienność).
„Narcyz i Złotousty” przypomina mi stylem przypowieść biblijną.

Nastrój nostalgii, obecność sztuki i czegoś ulotnego, przyjemnego sprawia, że „Narcyza i Złotoustego” czyta się z innymi emocjami niż krytykowanego „Wilka stepowego”, choć to dzieła w tematyce zbliżone. A może dzieje się to za sprawą uczuć jakie Autor żywił do Hugona Balla, przyjaciela, który jest pierwowzorem Narcyza, a Złotousty to sam Hermann Hesse? Może ich prawdziwość sprawia, że się tę powieść czule przeżywa.

Oprócz filozofii buddyjskiej, poglądów Freuda i Junga, w twórczości Hessego widoczne są wpływy Nietzschego, o przeżywaniu myśli, albo o stawaniu się; jak ma to miejsce w „Narcyzie i Złotoustym”:

<Gdy dążąc do urzeczywistnienia siebie danymi mu od natury darami, spełnia człowiek rzecz najwyższą i jedynie rozumną, jaką spełniać może. Dlatego dawniej mawiałem do siebie często: „Nie usiłuj naśladować myślicieli ani ascetów, lecz bądź sobą, staraj się urzeczywistnić siebie!>

Twórczość Hermanna Hessego można scharakteryzować aforyzmem „Nosce te ipsum”, czyli poznaj samego siebie.


*Wszelkie niejasności, błędy, niedopowiedzenia wynikają z mojej niewiedzy, za co przepraszam. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że jestem tylko czytelniczką-pasjonatką.


Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 25 października 2018
Liczba stron: 464
Tłumaczenie: Marceli Tarnowski
Posłowie: Volker Michels (tłumaczenie Anna Urban)

 

Włócząc się po katalogu Legimi... „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald

Włócząc się po katalogu Legimi... „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald


Włócząc się po katalogu Legimi... „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald

Jestem wagabundą, jedynie w świecie książek, ale jednak. Zdarza się, że zabawię gdzieś dłużej, ale na pewno nie zgłoszę chęci stałego pobytu. Przyczyny upatruję w wyborach, których dokonałam lata temu, a które nie były moimi, uczyłam się tego, co nie za specjalnie mnie interesowało. Podobnie było z pracą. Jakby ktoś zmusił mnie do założenia co prawda ładnych butów, ale w za małym rozmiarze. Nie mam żalu. Jedynie czasem ogarnie mnie minismuteczek (taki jeszcze mniejszy od smuteczku :)), kiedy ktoś olśniewa wiedzą, której mogę już nie sięgnąć. To mija, ponieważ szkoda... CZASU.
Nie ma co stać w miejscu. Szlajam się zatem po katalogach książek poznając różne punkty widzenia, infekując się nimi. Czasem zadzieram wysoko głowę, ale potem daję szyi odpocząć i czytam rozrywkowo.

Tym razem zajrzałam bardzo wysoko i czytam „Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebalda (czyli Winfried Georg Sebald, swoje imiona uważała za nazistowskie dlatego podpisywał się inicjałami), który jest uznawany za jednego z największych pisarzy niemieckich XX wieku.
Gdyby nie przedwczesna śmierć, to zapewne zostałby uhonorowany literacką Nagrodą Nobla.
Wydawnictwo Osselineum wydaje nową serię dzieł Sebalda, na razie ukazały się wspominane „Pierścienie...” i „Austerlitz”.

„Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka” W.G. Sebald


We wstępie wspomniałam o CZASIE nie bez przyczyny. To on jest głównym bohaterem „Pierścieni...”. Narrator, za którego uważamy Autora, spaceruje po Anglii i opowiada (używając skojarzeń) o historii świata. Miesza prawdę z fikcją, wędruje myślami poprzez granice czasu. Łączy ze sobą wydarzenia w nieoczywisty sposób, snując przy tym filozoficzne rozważania.

Nie znam się na literaturze. Dla mnie to powieść (po trosze dziennik podróży) z fragmentami eseistycznymi.

Język jest piękny, tak że mogłabym uczyć się tych zdań na pamięć, jak wierszy. Nie wiem czy czytałam kiedykolwiek tak ładne konstrukcje zdaniowe...
Nie ma znaczenia, czy czytam o Niebiańskim królu, czy o jaśniejących ciałach ryb, wszystko to widzę będąc naznaczoną wrażliwością Sebalda.
Historie, które opowiada nie są optymistyczne, to robaczywe karty historii ludzkości poprzetykane symbolami i wyobrażeniami Autora. Tak po prawdzie kompletnie nie porywające, ale i tak urzekające. Co jakiś czas pojawiają się zdjęcia, ryciny, obrazy, które utwierdzają nas w przekonaniu, że czytamy prawdę, która pływa w melancholii.
Przejęzyczyłam się i nazwałam „Pierścienie Saturna” - „Pieśnią Saturna” i bardzo ta omyłka mi teraz pasuje - jak pieśń czasu, wszak Saturn to m.in. bóg czasu.

Fraza Sebalda jest niezwykle melodyjna, doskonała, arcymistrzowska, a powtarzalność motywów sprawia, że dostrzega się wzór. Wzór doskonały, choć ulotny i trudny do zdefiniowania. Nie przeszkadza to jednak w emocjonalnym odbiorze dzieła.

„Pierścienie Saturna” są bardzo metaforyczne, a czytanie wymaga skupienia i analizowania, ale jest również wielce satysfakcjonujące.

#czytnikoweczytanie

Data wydania: 1 listopada 2020
Liczba stron: 360

Kategoria: literatura piękna

LEGIMI

Demian - Hermann Hesse

Demian - Hermann Hesse

 

 
„Możemy zrozumieć się nawzajem; lecz wyjaśnić samego siebie każdy może tylko sam”.
 
Nie wiem czy w ogóle powinnam próbować pisać o książkach Hermanna Hessego, bo to pisarstwo tak wielkie i tak wyjątkowe, że czaruje, urzeka, zniewala, kompletnie onieśmiela. Hesse pisał dla określonego kogoś, dla Ciebie, dla mnie.
Mówi o sobie, ale w to Nim dostrzegasz siebie. Filozofia tat twam asi (ty jesteś owym) bije z każdego zdania, z każdego jednego wniosku.
Mówi się, że Hesse pisał dla samotników, dla ludzi, którzy nie dążą do stadnego życia, ale każdy człowiek, niezależnie od tego jaką drogę wybrał, czy tę prowadzącą do życia w społeczeństwie zglobalizowanym, czy tę prowadzącą do życia na uboczu, może być tak prawdziwie sobą, tylko wtedy, kiedy jest sam.
Nie chodzi o to, że całe życie udajemy przed innymi, bo i przed sobą potrafimy, ale o to, że kiedy wiesz, czego w życiu chcesz i co jest ważne, to nie szukasz na siłę czyichś myśli i nie sprzątasz czyjegoś podwórka, bo najbardziej liczy się twoje własne. A kiedy w sąsiedzie widzisz siebie, tego zdrowego, to nie masz potrzeby karmienia się złymi emocjami. W innych widzimy to, co mamy w sobie.
To nie jest wiedza tajemna, ani też nic niemożliwego do realizacji, a mimo to, tak bardzo nauczyliśmy się żyć poza sobą, że nie potrafimy do siebie wrócić.

Demian - Hermann Hesse

 

„Demian” został wydany w 1919 roku pod pseudonimem Emil Sinclair, tak też nazywa się narrator tej powieści. Hermann Hesse nie czuł się wtedy sobą, a to jak był ówcześnie nazywany „łotrem, który zmienia poglądy” nie działało na niego pokrzepiająco - tutaj wszelkich wyjaśnień dokona Volker Michels w posłowiu.

Młody Emil żyje w dwóch światach, w domu rodzinnym, który otacza go opieką i chroni, i poza nim, gdzie doświadcza pierwszy raz czegoś złego.
Nadal chce być tym nieskażonym, czystym dzieckiem swoich rodziców, gra zatem tę rolę dopuszczając się czynów, których nie akceptuje i których się wstydzi.
Z pomocą przychodzi Maks Demian i odcina źródło zła. Tylko czy skażona dusza może wrócić do poprzedniego stanu?
Emil zna obraz Boga, który akceptuje jedynie dobre uczynki, który stawia granicę moralności tam gdzie przemawiający jego głosem uznał za stosowne. Miota się, pije, często przekracza tę granicę, której przekroczenie w czasach dzieciństwa napawało go lękiem, a jednocześnie pragnie wrócić do tych czasów, kiedy czuł się bezpiecznie, gdy odcięty od świata zewnętrznego był czysty. 
Do jego życia wraca Demian, w towarzystwie matki, który ukazuje czym są rozterki Emila.

„Demian” jest przesiąknięty myślą
Carla Gustava Junga i jego psychoanalizą, od interpretacji snów aż do powrotu jednostki do świata zewnętrznego.
Hesse wspomina Johanna Wolfganga von Goethego, Friedricha Nietzschego, nawiązuje do Najwyższego Bóstwa w mitologii perskiej i gnostyckiej:

"Ptak wykluwa się z jajka. Jajkiem jest świat.

Kto chce się urodzić, musi świat zniszczyć.

Ptak leci do Boga. A imię Boga Abraxas”,

do którego również odnosił się Jung. Abraxas stał się dla chrześcijan demonem, ponieważ jednoczył wszystkie oblicza świata, te złe również. Ale nim nie był.

Abraxas to symbol m.in. siedmiu stopni oświecenia człowieka. Dobro i zło istnieją, i zawsze będą ze sobą nierozerwalne. A Abraxas jest po prostu jednością.

„Demian” to zapis połączenia wnętrza człowieka, jego rozdwojonej duszy, w jedność, po to, aby mógł stać się częścią zdrowego społeczeństwa.

Czytanie Hermanna Hessego jest jak obcowanie z istotą wyższą, nie wszystko od razu się rozumie, a może i nie da się w pełni zrozumieć, wszak słowa nigdy nie są jednoznaczne, ale czuje się taką wewnętrzną przyjemność, spokój. 

<(...) Widzę, że myślisz więcej, niż potrafisz powiedzieć. Jeśli jednak tak jest, to wiesz także, że nigdy w pełni nie przeżyłeś wszystkiego, co pomyślałeś, a to niedobrze. Wartość posiada bowiem tylko takie myślenie, które przeżywamy. A ty wiedziałeś, że twój „dozwolony świat” był jedynie połową świata i usiłowałeś zakamuflować tę drugą połowę przed samym sobą, tak jak to robią księża i nauczyciele. To ci się nie uda! Nie udaje się bowiem nikomu, z chwilą gdy zaczął już myśleć.>

 
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania (tego ze zdjęcia): 30 października 2017
Liczba stron: 256
Tłumaczenie: Maria Kurecka
Posłowie:Volker Michels, Przyjaciołom: Hermann Hesse
(tłumaczenie: Anna Urban)
Pod kołami - Hermann Hesse

Pod kołami - Hermann Hesse


Pod kołami - Hermann Hesse
Dziecko zdolne. 
Nie wiadomo skąd ta jego otwartość umysłu na wiedzę, może po matce? Ale nie można tego porównać, bo już jej na świecie nie ma. Ojciec to najzwyklejszy mężczyzna. Można by go spokojnie wymienić na sąsiada, nikt różnicy by nie zauważył. A tymczasem jego syn tak łatwo się uczy i tyle zapamiętuje. Przecież to dar.
Dziecko ambitne.
To jego szansa. Zda egzamin do seminarium, który otworzy przed nim możliwość objęcie ambony, albo katedry. Potem będzie pracował, żeby spłacić tę szansę na naukę „za darmo”. Ale musi pamiętać jak wielkie ma szczęście i jaka to jest dla niego okazja. Musi się postarać. Ma drugi wynik? Dlaczego tylko drugi?

Dziecko wrażliwe. 
Boli głowa? Może za dużo się uczy, a nie odpoczywa? Nad rzekę? Z wędką? Później, a teraz powtórzymy grekę.
 

Pod kołami - Hermann Hesse

„Pod kołami” to historia Hansa Giebenratha, młodego, zdolnego i ambitnego chłopaka, który dorasta w zwykłej, „małej szwarcwaldzkiej mieścinie”, w której wszyscy się znają. Pracują głównie fizycznie i raczej nie ma wśród nich materiału na wielkie umysły. Podśmiewają się po cichu z urzędników, choć skrycie marzą, by obsadzić na takim stanowisku własne dzieci.

Hans przygotowuje się do egzaminu. Koledzy i zabawy żyją tylko głęboko w jego pamięci.
W tym ciągłym nauczaniu, uczący gubią czas na odpoczynek. Czas na bycie dzieckiem, ten przeznaczony na „zmarnowanie”, zostaje mu zabrany.

„Pod kołami” była wydana wcześniej w Polsce jako „Wyższy świat”.
To taka „zwykła” historia, napisana wrażliwym, acz, w niektórych fragmentach, niepozbawionym ironii, stylu Hessego.
Bohater spotyka w seminarium chłopaka, który po pewnym zdarzeniu, staje się jego najlepszym przyjacielem (Hermann Heilner) i ta postać to wyraźnie zaznaczony motyw z życia samego autora, o czym przeczytacie dokładnie w doskonałym posłowiu Volkera Michelsa.
W „Pod kołami” jest więcej osobistych doświadczeń Autora, utkanych w fabule, ale ich znajomość nie jest potrzebna, aby w pełni zgłębić losy Hansa Giebenratha, które zapewne mógłby podzielić i sam Hesse (Hans nosi cechy młodszego brata Hermanna Hessego).

Oczywiście losy Hansa mógłby podzielić każdy, u kogo zdolność przyswajania wiedzy jest towarzyszką zarówno ciekawości świata, jak i wrażliwości. 

Wiedziałam dokąd ta historia zmierza, bo ona nie ma zaskakiwać, ona ma pokazać mechanizm powolnego, metodycznego mordowania życia.
Gdy w młodym człowieku widzi się jedynie cel, niekoniecznie tożsamy z tym, czego pragnęłoby on sam. Nadzieję dla własnych, niespełnionych ambicji.

„Wszyscy ci oddani swojej misji wychowawcy młodzieży, począwszy od eforusa, a skończywszy na papie Giebenracie, profesorowie i repetytorzy widzieli w Hansie tylko opór w spełnianiu ich pragnień, jakąś zaciętość i ociężałość, wobec czego należy zastosować przymus i siłą sprowadzić z powrotem na właściwą drogę”.

Ponownie jest wyraźnie zaznaczona dwoistość. Oczekiwania innych, świata zewnętrznego, dosłownie duszą potrzeby Hansa. On nie ma szansy, by zdecydować czego w życiu chce.
Początkowa nieufność we własne możliwości zostaje zastąpiona pozornym uczuciem szczęścia, kiedy bohater przegląda się oczach znajomych, pełnych uznania, które to, wraz z podupadaniem na zdrowiu, traci. Pojawia się i w jego życiu miłość. Niepewność w rozumieniu własnych uczuć styka się z niedopowiedzeniami.

„Przestał być naczyniem, do którego można wpychać co się tylko da, nie był też już glebą przyjmującą wszelkie ziarno; nie opłacało się poświęcać mu czasu i troski”.

Historia Hansa jest doskonale osadzona we współczesnej Autorowi rzeczywistości.
Plastycznie oddaje zarówno sielskość miejsca zamieszkania bohatera, jak i realnie przedstawia społeczność. Tyle że to nie jest świat, który minął i to właśnie najbardziej uwiera w tej krótkiej powieści.
Nadal wymagamy od dzieci dobrych ocen, miliona zainteresowań, ale oczywiście takich przynoszących korzyści, najlepiej finansowe, zapominając, że dzieci są dziećmi. Nie małymi dorosłymi, a dziećmi. Szkolnictwo, dziś często podnoszony temat, nie przeszło specjalnej metamorfozy.
Nadal traktujemy zdrowie psychiczne po macoszemu, a przecież wiedzę mamy, albo powinniśmy mieć, zdecydowanie większą.

„O tego rodzaju chorych mówiono zawsze z lekceważącą kpiną albo z pogardliwym politowaniem jak o wariatach, a teraz oto jego Hans wyprawia podobne brewerie”.

Młody chłopak, którego sztucznie wyhodowane marzenia, karmione oczekiwaniami innych, przestają istnieć z dnia na dzień. On już nikogo nie interesuje. Dorósł w brzydki sposób, utracił szansę na wielki świat, poszarzał. A on sam nie może już czerpać energii z zainteresowania innych, źródło wyschło.

„Każde zdrowe istnienie musi mieć treść i cel, a młody Giebenrath je utracił”.

„Pod kołami” została wydana, po raz pierwszy, w 1906 roku, a Hermann Hesse w swoim wyjątkowym stylu, przedstawił prawdziwy portret psychologiczny postaci, której oświetlające drogę światło zwyczajnie zgasło. Minęło 114 lat, a my stale popełniamy te same błędy.


Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania (tego ze zdjęcia): 30 października 2020
Liczba stron: 256
Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
Posłowie:Volker Michels
Wilk stepowy - Hermann Hesse

Wilk stepowy - Hermann Hesse

Wilk stepowy - Hermann Hesse

„Siedzę kwadransik, czasem i pół godziny, zmęczony i brzydko zgrabiony, w gromadzie innych znudzonych ludzi, jak oni słucham upływu czasu, jak oni robię znudzoną minę, niekiedy drapię się bezmyślnie w szyję albo kark, opieram podbródek na uchwycie laski albo ziewam, i tylko w rzadkich chwilach dusza moja wzdryga się i miota z przerażeniem, jak stepowe zwierzę, które nagle budzi się w chlewiku, ale wkrótce znowu zadrzemie, zapadnie w sen i będzie dalej śniła, skrycie, bez mojego udziału, bo ja - odkąd przesiaduję na koncertowym krzesełku - rozstałem się z duszą”.
Tak, między innymi, pisał Hermann Hesse w „Kuracjuszu. Zapiskach z kuracji w Baden”, stąd też przypuszczenia, że właśnie wtedy rysował się w Jego myślach „Wilk stepowy”, jak i z pragnienia zapisania „dwugłosowej melodii świata”, o której również w „Kuracjuszu...” wspominał.

Wilk stepowy - Hermann Hesse

Głównym bohaterem „Wilka stepowego” jest Harry Haller, zapewne alter ego pisarza. Jak, chyba?, łatwo się domyśleć Harry Heller to postać dwoista, ogólnie motyw dwoistość pojawia się we wszystkich trzech publikacjach Hessego jakie miałam okazję przeczytać, jednak ta dwoistość nie jest tak oczywista jakby się mogło wydawać. Oczywiście znajdziemy tu zasadę przeciwieństw i ich stałego związku. Jednak dwoistość w ujęciu Hessego to też odbicie świata w jednostce.
Świat choruje, bo choruje jednostka. A świat i jednostka się przenikają (jak popatrzycie na wszystkie okładki serii wydawanej przez wydawnictwo Media Rodzina, to dokładnie zrozumiecie co mam na myśli).
Kiedy przyjrzymy się dzieciństwu pisarza to możemy domniemać przyczyn takiego widzenia świata - ojciec wpajał mu duchowość, a matka zamiłowanie do natury i muzyki - dwie dość przeciwstawne rzeczywistości.
Wiele motywów z własnego życia zaczerpnął również, by stworzyć fabułę „Pod kołami”, o której opowiem niebawem.
Hermann Hesse był, jak wspomniałam, człowiekiem niezwykle wrażliwym. Po psychoanalizie, którą poprzedziła próba samobójcza, i napisaniu „Siddharthy” mogłoby się wydawać, że osiągnął spokój, a tymczasem pięć lat później wydano „Wilka stepowego”, w którym niektórzy widzieli jakąś formę schizofrenii czy nawet nihilizmu? Co w ogólnym rozrachunku jest dość dziwne, ponieważ to powieść na wskroś egzystencjalna.

O „Wilku stepowym” przeczytałam tak wiele, że spokojnie mogłabym podjąć się próby napisania tekstu bez przeczytania samego źródła. Interesował mnie nie tylko dlatego, że jest jedną z książek, którą często określa się mianem najważniejszych dzieł XX wieku, ale również z powodu przeciwstawnych wrażeń u czytelników.
Jak to się dzieje, że w zapisanych słowach, takich samych dla wszystkich, ludzie widzą aż tak różne znaczenie?

To niezwykła powieść już w samej formie, gdyż kilkukrotnie zmienia się punkt widzenia, to aż trzy różne perspektywy. Zmienia się też
język, styl, sposób prowadzenia czytelnika.
Na początku „wilka” opisuje człowiek, u którego ciotki bohater mieszkał i ten sam człowiek udostępnia nam notatki Harrego Hallera. Te notatki czytamy z perspektywy Hallera. Potem poznajemy „Traktat o wilku stepowym”, który w pierwszych wydaniach był dołączany jako osobny utwór do „Wilka stepowego”.
W tym traktacie narratorem jest, to znaczy ma być, ktoś obiektywny.

<Otóż: „Większość ludzi nie chce pływać, dopóki nie nauczy się pływania”. Czy to nie dowcipne? Oczywiście nie chcą pływać! Urodzili się przecież dla ziemi, nie dla wody. I oczywiście nie chcą myśleć, gdyż stworzeni zostali do życia, a nie do myślenia! Tak, a kto myśli i kto z myślenia czyni sprawę najważniejszą, ten wprawdzie może w tej dziedzinie zajść daleko, ale taki człowiek zamienił ziemię na wodę i musi kiedyś utonąć.>

Wilk stepowy - Hermann Hesse

<Mieszczuch niczego wyżej nie ceni nad swoje „ja” (oczywiście owo tylko z grubsza rozwinięte „ja”). Kosztem intensywności zyskuje stabilizację i pewność, zamiast opętania Bogiem - spokój sumienia, zamiast rozkoszy - zadowolenie, zamiast wolności - wygodę, zamiast śmiertelnego żaru - przyjemną temperaturkę. Dlatego też mieszczuch jest z natury istotą o słabej dynamice życiowej, tchórzliwą, lękającą się każdego ryzyka, łatwą do rządzenia. Z tego powodu zastąpił władzę liczebną przewagą, gwałt - prawem, odpowiedzialność - głosowaniem.>

Sam Hesse był zdumiony jak różnie czytelnicy odbierali „Wilka stepowego”.
Ta powieść może w jakiś sposób niepokoić, powodować poczucie zagubienia, a nawet irytować, jeżeli podejdzie się do niej jedynie jako do spowiedzi mężczyzny, który sam nie wie czego chce, a młody przecież już nie jest.
To wewnętrzna walka spowodowana konfrontacją powinności z pragnieniami. Jedyną drogą do zbawienia jest ta usłana bólem, cierpieniem. Jednak stany prozaicznego uczucia przyjemności nęcą.
To rzeczywistość napędzana niewłaściwymi emocjami, której bohater nie chce przyjąć jako swojej. Dochodzi do rozszczepienia jaźni.
W onirycznych kadrach magicznego teatru dla obłąkanych (świat jakim widzi go wilk stepowy) obejrzymy poszczególne pragnienia, do których drogę utoruje mu poznana niedawno kobieta - nomen omen - Hermina. Pojawią się tu również znane postaci z literatury i muzyki.

Nie mogę powiedzieć, że utożsamiam się w pełni z bohaterem, rozumiem go, albo po prostu staram się zrozumieć. Może kiedyś inaczej i mocniej bym tę powieść odebrała (tylko właśnie nie wiem czy we właściwy sposób?), ale nie ma to wpływu na wielość wrażeń jakich mi to spotkanie dostarczyło. 
W wielu spostrzeżeniach ta wiążąca mnie nić - z takim widzenia świata - pozostaje mocna.

Hesse pokazuje nie tylko przebieg choroby wnętrza i ścieżkę do uzdrowienia, bo to książka o drodze ku życiu, ale również sposób naprawy wszystkiego.
Znacie na pewno to powiedzenie, że naprawianie świata należy zacząć od siebie? Proste, ale bardzo trudne w realizacji. Bohater „Wilka stepowego” właśnie to robi. I co ciekawe nie twierdzi, że tę drogę, tę walkę toczy się raz.

<Parokrotnie wyraziłem pogląd, że każdy naród, a nawet każdy pojedynczy człowiek, zamiast usypiać swoją czujność zakłamanymi politycznymi „kwestiami winy”, musi zbadać, w jakim stopniu, skutkiem błędów, zaniedbań i złych przyzwyczajeń, sam ponosi odpowiedzialność za wojnę i za wszelką nędzę świata, i że jest to - być może - jedyna droga zapobieżenia następnej wojnie.>

To powieść wymagająca, trudna, ale na pewno budząca emocje, i to często sprzeczne. Wybitna językowo, często zawiła w znaczeniowości. I oczywiście aktualna w przesłaniu, ona nigdy się nie zestarzeje, bo człowiek nigdy nie zespoli „JA” ze zbiorowością. Jedność chyba nam nie grozi. Chociaż próbować możemy.

Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania (tego ze zdjęcia): 30 sierpień 2016
Liczba stron: 360
Tłumaczenie: Gabriela Mycielska
Przedmowa do Wilka stepowego: Hermann Hesse
Posłowie (1941): Hermann Hesse
Posłowie (2012): Volker Michels (tłumaczenie Elżbieta Pieciul-Karmińska)


„Kuracjusz. Zapiski z kuracji w Baden” , „Podróż norymberska” - Hermann Hesse

„Kuracjusz. Zapiski z kuracji w Baden” , „Podróż norymberska” - Hermann Hesse

„Kuracjusz. Zapiski z kuracji w Baden” , „Podróż norymberska” - Hermann Hesse
 
 „Próżnowanie jest początkiem wszelkiej psychologii”
*Nietzsche

Taki cytat wita czytelników „Kuracjusza...” i  „Podróży norymberskiej”, czyli dwóch utworów Hermanna Hessego wydanych w jednym tomie, i ten cytat zawiera w sobie sedno obu.
Jeżeli mogłabym sobie czegoś życzyć to tego, żeby każdy, kto planuje przeczytać „Wilka stepowego” tego Autora najpierw zapoznał się właśnie z tą publikacją.
W „Kuracjuszu...” widać zalążki powstania tej chyba najbardziej znanej powieści Hessego, jego sposób widzenia i wewnętrzną konieczność analizy siebie i przy okazji wszystkich wokół. 

Do tego jawi się tu jako mistrz autoironii, wytrawny obserwator i własny... uczeń. Bo Hesse często sam obala swoje początkowe założenia i nie ma z tym żadnego problemu.

„Kuracjusz. Zapiski z kuracji w Baden” - Hermann Hesse

Hermann Hesse był naznaczony bólami reumatycznymi, z powodu których zapewne bardzo cierpiał.
Ból zmienia człowieka, staje się on niecierpliwy, poirytowany i często zwyczajnie złośliwy. A Hermann Hesse był niezwykle wrażliwy, uduchowiony, trawiła go potrzeba zrozumienia wszystkiego.
Kiedy trafił na kurację do Baden nie chciał popaść w odrętwienie i zwykłe znużenie, więc zaczął zapisywać swoje spostrzeżenia, myśli i rozprawiał sam ze sobą, dochodząc do wniosków uniwersalnych, ogólnych i... wielkich.
Czytanie w tej publikacji słów Hessego to nie tylko dobra zabawa - bo uśmiejecie się na pewno, i to w przypadku obu
tych utworów, bo kto nie lubi czasem się poironizować, ale i, gwarantuję, że tak będzie, zaczniecie rozmyślać nad własnym życiem i tym, co w nim rzeczywiście ważne.
Być może znajdziecie wiele punktów stycznych z codziennymi problemami Autora. Kiedy czytałam jak zmaga się z porankiem, to jakby widziała siebie. Dywagacje nad tym co widzi i jak to odbiera, i co może być przyczyną takich odczuć, a nawet ich brakiem u innych, wiodą go ścieżkami do zrozumienia choroby świata.
Hesse miał w tym uzdrowisku sąsiada, Holendra, którego zaczął zwyczajnie nienawidzić i tak, jak oczywistym jest to co do tego doprowadziło, tak zapewne zaskoczy Was sposób rozwiązania tego istotnego przecież problemu, bo każdy z nas często i niezwykle szczerze nienawidzi drugiego człowieka. Wystarczy przyjąć odpowiednią dawkę polskiej polityki i już mroczne ziarno kiełkuje.
Hesse nie zawsze wypowiada się jednoznacznie, często stawia pytania, na które odpowiedzi jest tak wiele, że trudno się znaleźć tę najwłaściwszą, bo kto powiedział, że istnieje tylko jedna? Rysuje się przed oczami czytelnika powód nazywania siebie pewnym samotnym drapieżnikiem i pojawia się stwierdzenie:

„Nigdy nie zdołam nakłonić wzajem ku sobie biegunów życia, zapisać dwugłosowej melodii świata. Mimo to posłuszny mrocznemu rozkazowi będę wciąż na nowo próbował. Ta sprężyna wprawia w ruch mój zegareczek”.

Ta publikacja to coś niebywałego, jakbym rozmawiała z bliskim, który tak wiele wie i wiele czuje.

„Kuracjusz. Zapiski z kuracji w Baden” , „Podróż norymberska” - Hermann Hesse



„Podróż norymberska” - Hermann Hesse

Drugi utwór to „Podróż norymberska”, w której Hesse niczym jeden z biegunów umykający przed złem stale podróżuje. A sposób podróży wcale nie jest tak oczywisty dla nas, wiecznie się gdzieś spieszących.
„Podróż norymberska” to zapis jego wyjazdów na spotkania autorskie, na których zwykł czytać swoje utwory. Widzimy jak trudno mu się było dopasować, wbić się w ramy, odgórne rozliczenie czasu: kiedy i co oraz gdzie ma robić.
Problemy życia rodzinnego, sytuacja polityczna kraju nie poprawiały mu samopoczucia. Walczył z tym wszystkim ponownie, ironizując, analizując siebie, innych, współczesny mu świat, który, jak zobaczymy, niewiele się zmienił.
Znowu będziemy mogli się pośmiać i sam Hesse również do humoru się tu odnosi i ukazuje czym ten „najlepszy” humor rzeczywiście jest.

„I znowu czułem ową iskrę przebiegającą między dwoma biegunami, czułem, jak nad przepaścią między rzeczywistością  a ideałem, między rzeczywistością a pięknem kołysze się powietrzny most: poczucie humoru”.

Obie publikacje to nie tylko autobiograficzne zapiski Hessego, to poniekąd również reportaże dotyczący sytuacji społeczno-politycznej ówczesnych Niemiec, autoanaliza i analiza wnętrza człowieka, ducha, która choć często może być odebrana jako przygnębiająca, bo co jest urzekającego w jakiejś formie utyskiwania na wszystko?, ale to mylne złudzenie, z pisania tego Autora bije życie.
Egzystencjalizm w zaskakującej lekkością wypowiedzi formie, który wchodzi w pory i głęboko odżywia ducha. 

„W nic bowiem w świecie nie wierzę tak głęboko, żadne inne wyobrażenie nie jest mi tak drogie jak wyobrażenie jedności, jak pogląd, że cały świat jest boską jednią i wszelkie cierpienia, wszelkie zło polega tylko na tym, że my, poszczególni ludzie, nie czujemy się już nieodłącznymi cząstkami tej całości, że Ja przydaje sobie zbyt wielkie znaczenie”.

„Kuracjusz. Zapiski z kuracji w Baden” , „Podróż norymberska” - Hermann Hesse

Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 30 października 2020
Liczba stron: 266
Tłumaczenie: Małgorzata Łukasiewicz
Posłowie: Volker Michels (tłumaczenie Anna Urban)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...