Pod kołami - Hermann Hesse


Pod kołami - Hermann Hesse
Dziecko zdolne. 
Nie wiadomo skąd ta jego otwartość umysłu na wiedzę, może po matce? Ale nie można tego porównać, bo już jej na świecie nie ma. Ojciec to najzwyklejszy mężczyzna. Można by go spokojnie wymienić na sąsiada, nikt różnicy by nie zauważył. A tymczasem jego syn tak łatwo się uczy i tyle zapamiętuje. Przecież to dar.
Dziecko ambitne.
To jego szansa. Zda egzamin do seminarium, który otworzy przed nim możliwość objęcie ambony, albo katedry. Potem będzie pracował, żeby spłacić tę szansę na naukę „za darmo”. Ale musi pamiętać jak wielkie ma szczęście i jaka to jest dla niego okazja. Musi się postarać. Ma drugi wynik? Dlaczego tylko drugi?

Dziecko wrażliwe. 
Boli głowa? Może za dużo się uczy, a nie odpoczywa? Nad rzekę? Z wędką? Później, a teraz powtórzymy grekę.
 

Pod kołami - Hermann Hesse

„Pod kołami” to historia Hansa Giebenratha, młodego, zdolnego i ambitnego chłopaka, który dorasta w zwykłej, „małej szwarcwaldzkiej mieścinie”, w której wszyscy się znają. Pracują głównie fizycznie i raczej nie ma wśród nich materiału na wielkie umysły. Podśmiewają się po cichu z urzędników, choć skrycie marzą, by obsadzić na takim stanowisku własne dzieci.

Hans przygotowuje się do egzaminu. Koledzy i zabawy żyją tylko głęboko w jego pamięci.
W tym ciągłym nauczaniu, uczący gubią czas na odpoczynek. Czas na bycie dzieckiem, ten przeznaczony na „zmarnowanie”, zostaje mu zabrany.

„Pod kołami” była wydana wcześniej w Polsce jako „Wyższy świat”.
To taka „zwykła” historia, napisana wrażliwym, acz, w niektórych fragmentach, niepozbawionym ironii, stylu Hessego.
Bohater spotyka w seminarium chłopaka, który po pewnym zdarzeniu, staje się jego najlepszym przyjacielem (Hermann Heilner) i ta postać to wyraźnie zaznaczony motyw z życia samego autora, o czym przeczytacie dokładnie w doskonałym posłowiu Volkera Michelsa.
W „Pod kołami” jest więcej osobistych doświadczeń Autora, utkanych w fabule, ale ich znajomość nie jest potrzebna, aby w pełni zgłębić losy Hansa Giebenratha, które zapewne mógłby podzielić i sam Hesse (Hans nosi cechy młodszego brata Hermanna Hessego).

Oczywiście losy Hansa mógłby podzielić każdy, u kogo zdolność przyswajania wiedzy jest towarzyszką zarówno ciekawości świata, jak i wrażliwości. 

Wiedziałam dokąd ta historia zmierza, bo ona nie ma zaskakiwać, ona ma pokazać mechanizm powolnego, metodycznego mordowania życia.
Gdy w młodym człowieku widzi się jedynie cel, niekoniecznie tożsamy z tym, czego pragnęłoby on sam. Nadzieję dla własnych, niespełnionych ambicji.

„Wszyscy ci oddani swojej misji wychowawcy młodzieży, począwszy od eforusa, a skończywszy na papie Giebenracie, profesorowie i repetytorzy widzieli w Hansie tylko opór w spełnianiu ich pragnień, jakąś zaciętość i ociężałość, wobec czego należy zastosować przymus i siłą sprowadzić z powrotem na właściwą drogę”.

Ponownie jest wyraźnie zaznaczona dwoistość. Oczekiwania innych, świata zewnętrznego, dosłownie duszą potrzeby Hansa. On nie ma szansy, by zdecydować czego w życiu chce.
Początkowa nieufność we własne możliwości zostaje zastąpiona pozornym uczuciem szczęścia, kiedy bohater przegląda się oczach znajomych, pełnych uznania, które to, wraz z podupadaniem na zdrowiu, traci. Pojawia się i w jego życiu miłość. Niepewność w rozumieniu własnych uczuć styka się z niedopowiedzeniami.

„Przestał być naczyniem, do którego można wpychać co się tylko da, nie był też już glebą przyjmującą wszelkie ziarno; nie opłacało się poświęcać mu czasu i troski”.

Historia Hansa jest doskonale osadzona we współczesnej Autorowi rzeczywistości.
Plastycznie oddaje zarówno sielskość miejsca zamieszkania bohatera, jak i realnie przedstawia społeczność. Tyle że to nie jest świat, który minął i to właśnie najbardziej uwiera w tej krótkiej powieści.
Nadal wymagamy od dzieci dobrych ocen, miliona zainteresowań, ale oczywiście takich przynoszących korzyści, najlepiej finansowe, zapominając, że dzieci są dziećmi. Nie małymi dorosłymi, a dziećmi. Szkolnictwo, dziś często podnoszony temat, nie przeszło specjalnej metamorfozy.
Nadal traktujemy zdrowie psychiczne po macoszemu, a przecież wiedzę mamy, albo powinniśmy mieć, zdecydowanie większą.

„O tego rodzaju chorych mówiono zawsze z lekceważącą kpiną albo z pogardliwym politowaniem jak o wariatach, a teraz oto jego Hans wyprawia podobne brewerie”.

Młody chłopak, którego sztucznie wyhodowane marzenia, karmione oczekiwaniami innych, przestają istnieć z dnia na dzień. On już nikogo nie interesuje. Dorósł w brzydki sposób, utracił szansę na wielki świat, poszarzał. A on sam nie może już czerpać energii z zainteresowania innych, źródło wyschło.

„Każde zdrowe istnienie musi mieć treść i cel, a młody Giebenrath je utracił”.

„Pod kołami” została wydana, po raz pierwszy, w 1906 roku, a Hermann Hesse w swoim wyjątkowym stylu, przedstawił prawdziwy portret psychologiczny postaci, której oświetlające drogę światło zwyczajnie zgasło. Minęło 114 lat, a my stale popełniamy te same błędy.


Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania (tego ze zdjęcia): 30 października 2020
Liczba stron: 256
Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
Posłowie:Volker Michels

2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...