#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

Wykonałam kilka próbnych wydruków moich prac.
Wyszły na tyle dobrze, że mogę się nimi, z paroma osobami podzielić.
Poniżej te, które mam fizycznie u siebie, więc wysyłka byłaby praktycznie natychmiastowa.


Wszystkie są w formacie 30 cm x 40 cm.
Papier o 350g/m2, matowy, nie zostawia się na nim odcisków palców. 
Podpisana z tyłu.

Proszę pamiętać też, że wydruk różni się odrobinę od tego, co widzimy na monitorze. 
Wysyłka w tubie, za pośrednictwem paczkomatów
- lub na życzenie Pocztą Polską. 

Za jakiś czas udostępnię więcej prac, z których będzie można wybierać - jednak trzeba będzie się liczyć z dodatkowym czasem na wydruk - nie drukuję ich sama.
Będą też, oczywiście możliwe inne formaty.

Wszelkie zapytania proszę kierować na maila:
alina_sliwinska@hotmail.com

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

Be Blind 

 Kobieta z motylem na twarzy.
Technika własna, cyfrowa, mieszana.
Rozmiar 30 cm x 40 cm 
Sygnowana. 
Po prawej rzeczywiste zdjęcie wydruku - nie mock up.

Proszę mieć na uwadze, że wydruk zawsze różni się odrobinę od tego,
co widzimy na ekranie. 


Koszt - 30 zł + koszt wysyłki.
Wysyłka w tubie, do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty.
Paczkomat 14,99 zł 

W razie pytań:
alina_sliwinska@hotmail.com

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

TMA

Hybryda.
Technika własna, cyfrowa, mieszana.
Rozmiar 30 cm x 40 cm 
Sygnowana. 
Po prawej rzeczywiste zdjęcie wydruku - nie mock up.

Proszę mieć na uwadze, że wydruk zawsze różni się odrobinę od tego,
co widzimy na ekranie. 


Koszt - 30 zł + koszt wysyłki.
Wysyłka w tubie, do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty.
Paczkomat 14,99 zł 

W razie pytań:
alina_sliwinska@hotmail.com


Mock up.
#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

Sorrows

Kobieta z kwiatami zamiast twarzy.
Technika własna, cyfrowa, mieszana.
Rozmiar 30 cm x 40 cm 
Sygnowana. 
Po prawej rzeczywiste zdjęcie wydruku - nie mock up.

Proszę mieć na uwadze, że wydruk zawsze różni się odrobinę od tego,
co widzimy na ekranie. 


Koszt - 30 zł + koszt wysyłki.
Wysyłka w tubie, do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty.
Paczkomat 14,99 zł 

W razie pytań:
alina_sliwinska@hotmail.com


Mock up.


#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż


#93 Obrazem opowiadane... czyli wydruki na sprzedaż

Vertigo

Mężczyzna z teczką na Golden Gate.
Inspirowane filmem "Zawrót głowy" Alfreda Hitchocka.
Technika własna, cyfrowa, mieszana.
Rozmiar 30 cm x 40 cm 
Sygnowana. 
Po prawej rzeczywiste zdjęcie wydruku - nie mock up.

Proszę mieć na uwadze, że wydruk zawsze różni się odrobinę od tego,
co widzimy na ekranie. 


Koszt - 30 zł + koszt wysyłki.
Wysyłka w tubie, do 2 dni roboczych od zaksięgowania wpłaty.
Paczkomat 14,99 zł 

W razie pytań:
alina_sliwinska@hotmail.com
#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka

#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka

#92 Morderca na plebanii - Karolina Morawiecka - recenzja - czy warto przeczytać?
Po dość przytłaczających lekturach, żeby nie powiedzieć - męczących, wróciłam do przygód wdowy po aptekarzu - Karoliny Morawieckiej. A konkretnie chwyciłam "Mordercę na plebanii" - tytuł oczywiście nawiązuje do Agathy Christie.

Wielmożę zamieszkiwaną przez wybitny duet śledczy, ponownie nawiedza zbrodnia. Wszyscy, łącznie z wykształconą medycznie częścią mieszkańców, orzekają, że śmierć pewnej wiekowej już kobieciny to suma choroby, polekowych powikłań i wskazania metryki. Wszyscy, z wyjątkiem naszego duetu. Kiedy do tego dochodzi nieukończony przez denatkę list, który kładzie się cieniem na krystaliczną wręcz społeczność, wdowa po aptekarzu i siostra Tomasza rozpoczynają śledztwo. Zebrane przez nie informacje odsłonią wiele... tajemniczych zgonów.
Podobnie jak w pierwszej części (o której pisałam TUTAJ) będziemy prowadzić drobiazgowe dochodzenie. Choć tym razem domyśliłam się kto, to i tak dobrze się bawiłam!


"Szczęść Boże, pani Karolino. - W słuchawce grzmiał głos siostry Tomaszy. - Z Kamieńca dzwonię. Pani Marta przed chwilą odeszła.
Odeszła? Ale dokąd? - miała spytać zdezorientowana fizycznym wysiłkiem Morawiecka".

Mimo że to jest nadal kryminał, czyli mamy trupa, a nawet kilka, to akcja skupia się w głównej mierze na odkrywaniu tajemnic, które to małe miasteczko skrywa multum. Rozkoszując się specjałami przygotowywanymi przez Panią Karolinę, będziemy czytać między wierszami i układać puzzle z informacjami. Wszystko ponownie okraszone jest specyficznym, satyrycznym poczuciem humoru, które bardzo do mnie trafia. Autorka przemyca jeszcze więcej odniesień do literatury niż w pierwszej części. A nasza Wdowa się rozwija... Czyta i wzbogaca swoją wiedzę posiłkując się... kryminalną klasyką. Zwiększa nie tylko wagę ciała, ale i poszerza ogrom posiadanej wiedzy, niezbędnej do rozwiązania każdej zagadki, wszak jest Sherlockiem Holmesem w spódnicy... to jest garsonce :)
Do mojego ulubionego białego tico dochodzi jeszcze fiat panda osiągający zawrotne prędkości, kierowany przez siostrę zakonną. 
Bawi Was to jak skrzętnie przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia? Sprzątanie, łącznie z myciem okien, przewietrzaniem szaf - najlepiej od trzy miesiąca naprzód? Autorka wszystko to świetnie uchwyciła i opisała, łącznie z przesadną strojnością domów w tym okresie!

Styl Pani Karoliny Morawieckiej bardzo mi odpowiada. Ja sama lubię budować bogate - długie zdania, więc z taką samą lubością je czytam. Ponownie naśmiewamy się z przywar, wyolbrzymiamy nie tylko problemy. A jedzenie... Ten piernik sześciotygodniowy muszę zrobić! Nie wiem czy autorka nie planuje wydać czasem książki kulinarnej pod szyldem wdowy?

Podsumowując, choć czułam lekki niedosyt z powodu rozpracowania intrygi, to i tak pośmiałam się... głównie z siebie, bo wiele wad, składających się na poszczególne postaci widzę w sobie. Z przyjemnością sięgnę po trzecią część!
Jeżeli nie czytaliście pierwszej części to po tę i tak możecie sięgnąć bez najmniejszego problemu!
7/10.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.



Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 24. kwietnia 2019
Liczba stron:320
Kategoria: komedia kryminalna
#91 Koniec samotności - Janusz Leon Wiśniewski

#91 Koniec samotności - Janusz Leon Wiśniewski

#91 Koniec samotności - Janusz Leon Wiśniewski - recenzja - czy warto przeczytać?
Dziś jest niezwykle ponuro. Deszcz bębni o parapety i dach. W tym hałasie można usłyszeć nawet jakiś rytm... Popijam kawę i patrzę przez okno na zalane wodą sąsiednie działki i tak sobie myślę...
Przeczytałam "S@amotność w sieci" Janusza Leona Wiśniewskiego dopiero w zeszłym tygodniu, a dzisiaj skończyłam - kontynuację - wydaną prawie 20 lat po premierze pierwszej. 

W drugiej części głównymi bohaterami są Jakub - syn Agnieszki, którą zdążyliśmy poznać w "S@motności w sieci" i Nadia - dziewczyna Jakuba.
Poznali się też dzięki "sieci", ale w klasztorze, praktycznie dzięki ojcu Jakuba - Joachimowi. Nadia ma bardzo smutną historię rodzinną, a Jakub podobnie jak bohater pierwszej części jest kompletnie inny niż większość mężczyzn, niezwykle wrażliwy, kochający - jakby nierealny. 
Nadia czyta pewną książkę i to znaną nam bardzo dobrze. Dzięki tej lekturze historia tych dwojga, łączy się mocno z pierwszą częścią. To całkiem przyjemna opowieść o miłości młodych, współcześnie żyjących ludzi. O tym jak być może - przypadku w życiu nie ma, a wszechświat mimo ciągłego rozszerzania się... jest zaskakująco mały.

O czym tak myślę kiedy patrzę przez to okno? Nad tym, co sprawiło, że "S@motność w sieci" miała i chyba nadal ma, tak ogromne znaczenie dla jej czytelników. Próbuję zrozumieć jej fenomen, zarówno ten pozytywny i ten skupiający się na morzu krytyki. Czytając ją w 2019 roku niestety nie potrafię. Jednak sądzę, że jeżeli przeczytałabym ją prawie 20 lat temu, zapewne odebrałabym ją inaczej. 
Dlaczego?

Każdy z nas nosi w sobie pokłady smutku i niespełnienia na różnym polu. Lubimy się umartwiać, ale nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Kiedyś nie mówiło się też wprost o cielesnych aspektach miłości, tematy wszelakiej fizyczności były tabu, niektóre nadal są. Nie epatowała zewsząd wulgarność i prostota obyczajów, wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami. Obraz prawdziwego mężczyzny był trochę inny. Kiedy do tego wszystkiego dołożę ciekawość zgłębiania tematu miłości ze wszystkimi jej odsłonami, to trochę ten zachwyt rozumiem, choć nadal go nie podzielam.
Mnie również historia Natalii wzruszyła, ale pozostałe przytłoczyły i zmęczyły psychicznie. Musiałam odpocząć po tej książce, bo w połączeniu z pogodą nie dawała ona nadziei na dobre samopoczucie.
Dodatkowo była napisana rozwlekle i z masą, jak dla mnie, niepotrzebnych, drobiazgowych opisów, z powtórzeniami i zdrobnieniami imienia Jakub, które męczyły mnie dodatkowo.
Tak szczerze - to nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Oprócz silnego poczucia smutku, bo ile złych rzeczy może spotkać jednego człowieka?


"Bo płakać trzeba w spokoju. Tylko wtedy ma się z tego radość".

Kiedy sięgałam po "Koniec samotności", to kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Jedni pisali, że jest znacznie lepsza, a inni, że to nudna i nieudana kontynuacja.
Teraz zapewne narażę się zdecydowanej większości fanów, ale uważam, że jest dużo lepiej napisana jak pierwsza.
Pomimo masy - nadal dla mnie zbędnej - treści jest płynnie i dużo lżej, bez ciągłego umartwiania się nad sobą bohaterów.
Sposób w jaki obie części są ze sobą połączone, uważam za bardzo dobry. Widać, że autor jest również na bieżąco z obecnymi aplikacjami i mediami społecznościowymi.
Podobało mi się wplatanie odniesień do muzyki i książek. 
Nie porwała mnie tak samo, jak nie porwała mnie pierwsza część - ale nie zostawiła mnie też z tym męczącym uczuciem. Pojawia się, oczywiście, mocny ładunek emocjonalny, kiedy poznajemy losy Iskry - bezdomnego recytującego "Mistrza i Małgorzatę" - połączenie go z berlińskim dworcem - również udane. Albo losy ojca Nadii... Też jest smutno, ale już nie tak w przytłaczającym mnie wymiarze.
Jest trochę mniej opisów fizycznej miłości, a więcej trafnych puent o życiu i błędach jakie popełniamy.

Obie książki nie wzbudziły we mnie większych emocji, ale zaspokoiłam swoją ciekawość i choć trochę zrozumiałam skąd może brać się ten "fenomen" i nie żałuję, że poświęciłam na nie czas.
Jeżeli lubicie powieści obyczajowe mocno osadzone w codzienności, bez wielkich zwrotów akcji, obfitujące w drobiazgowość opisów - to jest to lektura dla Was.

Jeżeli wspominacie, prawie z rozrzewnieniem, pierwszą część - to mam do Was prośbę - nie czytajcie jej ponownie. Nie odzierajcie swoich wspomnień za pomocą teraźniejszości i świadomości z jaką dziś żyjemy.
Niech to uczucie w Was zostanie, bo choć to dość wyświechtane - wspomnienia to najważniejsze co nam zostaje.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu WIELKA LITERA



Wydawnictwo: Wielka Litera

Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 432

Kategoria: literatura obyczajowa

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino

#90 Gdybyś tu byl - Renée Carlino - recenzja - czy warto przeczytać?
Z reguły nie czytam romansów. Nie lubię tanich sentymentalizmów. Głupiutkich kobiet uganiających się z mężczyznami, dla których one same nic nie znaczą i wyidealizowanych historii miłosnych, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Nie wiem co mnie przyciągnęło do tej książki. Chyba idealnie wyważona kolorystycznie okładka. Ta powtarzająca się czerwień? Nie wiem, ale cieszę się, że ją przeczytałam. To nie jest typowa historia miłosna, choć nie jest oczywiście pozbawiona odrobiny lukru jak to w tym gatunku bywa.

Główna bohaterka "Gdybyś tu był" Renée Carlino - Charlotte - to zwykła dziewczyna, która ima się niezbyt wymagających zajęć, mieszka z przyjaciółką i żyje z dnia na dzień. Nie wie, tak naprawdę, co chce w życiu robić. Przypadek sprawia, że podczas drogi do domu, gdy wraca z zakrapianej imprezy, spotyka tajemniczego, zagubionego mężczyznę - Adama. Od słowa do słowa postanawia z nim pójść się napić, mimo że nigdy się tak lekkomyślnie nie zachowuje. Adam okazuje się najprawdopodobniej bogatym, byłym adwokatem, obecnie artystą malarzem. Charlotte spędza z nim noc. Na drugi dzień Adam zachowuje się kompletnie inaczej niż w nocy i praktycznie wyprasza dziewczynę z loftu.
Ich drogi się rozchodzą. Mimo że kobieta próbuje żyć dalej, poznaje sympatycznego, młodszego - jednak bardzo poukładanego chłopaka, to nie potrafi wyzbyć się pamięci o malarzu i tego uczucia, które towarzyszyło jej podczas ich spotkania. Traf chce, że ma możliwość poznania jego sekretu.

To powieść napisana w bardzo przyjemnym i niezwykle płynnym stylu. Przeczytałam ją "od deski do deski", nie żałując ani chwili, mimo że to gatunek kompletnie mi odległy. Bohaterka choć młoda i czasem lekkomyślna jest bardzo realna, niemal rzeczywista. Każda z nas - kobiet, albo taka jest, albo była - taką mam przynajmniej nadzieję.
Ta książka udowodniła mi, że moje serce jednak nie skamieniało. Wzruszyłam się i współczułam, jednocześnie zazdroszcząc odwagi? Charlotte będzie w dość pokręconej relacji z dwoma mężczyznami, a do tego bardzo bolesnej. Podejmie wiele decyzji, na które większość z nas pewnie nie byłoby stać. Czasem warto wybrać trudną drogę, by poczuć to - o czym inni mogą tylko marzyć, choćby miało to trwać chwilę. Ludzie składają się z emocji i nie tylko tych pięknych i poetyckich, a śmierć jest częścią życia, czy tego chcemy czy nie. To historia o miłości, która nie zawsze mieni się w tęczowych barwach. Udowadnia też, że w zdanie: żyli długo i szczęśliwie, nie zawsze można wierzyć,  a definicja szczęścia nie zawsze jest oczywista.

Jeżeli podobał się film "Słodki listopad" z Charlize Theron i Keanu Reeves-em to powieść "Gdybyś tu był" powinna się Wam spodobać.
Choć powieści romantyczne nie są  moim ulubionym gatunkiem wiem, że dla powieści Renée Carlino zawsze zrobię wyjątek.

8/10.


Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


Wydawnictwo:Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 328
Kategoria: literatura obyczajowa/romans
Tłumaczenie: Ewa Borówka
#89 Księga Arona - Jim Shepard

#89 Księga Arona - Jim Shepard

#89 Księga Arona - Jim Shepard - recenzja - czy warto przeczytać?
Wielokrotnie już wspominałam jak bardzo lubię książki czerpiące z rzeczywistych wydarzeń, nawet jeżeli sama historia jest fikcyjna. Lubię się też samobiczować. Żyję w czasach pokoju, a mimo to umartwiam się nad tym - co było.
Ile zła i bólu doświadczyli ludzie, których przecież nie znałam. Dla niektórych może to zabrzmieć wręcz patetycznie czy śmiesznie, ale taka już jestem. Często czytam i płaczę nad losem nieznanych mi ludzi. 

"Księga Arona" Jima Sheparda to historia opowiedziana przez ośmioletniego, żydowskiego chłopca. 
Aron wraz z rodziną zamieszkał w Warszawie, gdzie każdy z domowników odnalazł sobie zajęcie. Ojciec zaczął pracę w fabryce, matka znalazła sposób na zarabianie pieniędzy - prała ludziom ubrania, a dzieci nawiązywały przyjaźnie.
Wszystko jednak się skończyło, szybciej niż się zaczęło. Główny bohater stracił rodzeństwo i rodziców. Potem nawet kolegów. Wojna i jej następstwa - postępujący głód i choroby dziesiątkowały ludność.
Kiedy został już na świecie kompletnie sam - odnalazł go Janusz Korczak i Aron zamieszkał w prowadzonym przez niego Domu Sierot
Dziecko, które doświadczyło tak wielu krzywd, widziało tak wiele śmierci, na którą zdążyło kompletnie zobojętnieć - zaczyna z powrotem kształtować w sobie poczucie empatii, budować poczucie związku z drugim człowiekiem.

"-Niektórzy ludzie po prostu nie myślą - odparł. 
- Tak jak niektórzy po prostu nie palą".

Sięgając po tę lekturę liczyłam na prawdziwe emocjonalne tsunami. Historia zagłady narodu żydowskiego - opowiedziana oczami nie tylko jej uczestnika, ale i dziecka. 
Nie wiem co się ze mną stało, ale niestety nie poczułam kompletnie nic, żadnego wzruszenia, czy współczucia.
Styl pierwszoosobowej narracji przywodzi na myśl dziecięce pamiętniki. Przypomina zwykły opis dni - co powiedziała matka, co zrobił ojciec. Na początku zdania są proste i czasem chaotyczne. Kiedy przypominam sobie własne dzienniki to, co tu wiele ukrywać styl był daleki od poprawnego, więc sądzę, że autor celowo pokusił się o właśnie taki zapis. Potem im więcej Aron widzi - dorasta, tym zdania stają się płynniejsze, ale niestety nadal brakuje mi w nich jakiejkolwiek emocji. 

"Nie mogłem przestać się drapać, bo wszędzie łaziły po mnie wszy. Kiedy wreszcie skończyłem, spytała, czy jestem głodny. Odpowiedziałem, że tak, i zapytałem, czy może coś na to poradzić. Niestety nie mogła".

Szemaja, jak zwą chłopca, opisuje codzienność wprost - niemal jak obraz.
Nie przypominam sobie, żeby choć w jednym zdaniu padło stwierdzenie - czułem i nie mam tu na myśli zmysłu powonienia, ponieważ w opisie scen autor jest niezwykle drobiazgowy.
Kadry, które nam przedstawia są straszne i mogą boleć, kiedy się chce je sobie chce wyobrazić. Jednak pozbawiony emocji - w moim odczuciu - język, mi to uniemożliwiał. Byłam jedynie obserwatorem i niestety nie mogłam nawiązać żadnej więzi z bohaterami tej historii. 

"Powiedział, że jeśli człowiek nie może przejść obojętnie wobec śmierci drugiego człowieka, jego własne życie jest warte sto razy więcej".

Nie jest to obszerna powieść - niewiele ponad 320 stron, a wydaje mi się, że wiele ze znajdującej się w niej treści, nic tak naprawdę do tej historii nie wniosło.
Jest bardzo ładnie i solidnie wydana. Nie można odmówić autorowi również ogromu pracy, jaką poświęcił na zebranie materiału do jej napisania. Żałuję jednak, że nie trafiła do mnie tak mocno jak się tego spodziewałam.

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu SONIA DRAGA.




Wydawnictwo: SONIA DRAGA

Data wydania:18. września 2019
Liczba stron: 328

Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie:  Zofia Szachnowska-Olesiejuk

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
Mogłabym napisać coś patetycznego. O poszukiwaniu siebie poprzez pasję. Szukałam, ale nie znalazłam, bo jestem leniwa. Od dziecka moim marzeniem było projektowanie okładek i ilustracji. Dźwigałam wszystkie swoje książki pełne baśni, bajek na plastykę i malowałam. Potem kazali mi się uczyć potrzebnych rzeczy.
I przestałam rysować, a później mi się już nie chciało, bo po co? Zapewne brzmi znajomo, prawda?

Jakiś dobry duch pokazał mi pewien program graficzny i odkryłam deviantart.
Też tak chciałam, ale nie umiałam. Obiecałam sobie i nadal obiecuję, że się nauczę. Tutaj można robić wszystko. Zawsze można wrócić do źródła, nigdy się człowiek nie ubrudzi, nigdy nie zabraknie mu kolorów. 

Mam problem ze sobą, bo ja chcę robić wszystko.
I być może z tego powodu właśnie nie mam... stylu.

Moje marzenia o byciu projektantem okładek i ilustratorem pękły jak bańka mydlana, ale nie mam do nikogo o to pretensji, lajf is brutal.
Nie umieram jeszcze, więc może wrócę na tę ścieżkę, z której niepotrzebnie zawróciłam, bo nie zeszłam. Może bywam zbyt wrażliwa i zbyt szybko się poddaję.

Sztukę cyfrową, czy jak to nazwać traktuję jako metodę na pozbycie się zalegających we emocji i oczyszczenie głowy z obrazów, nie jestem nawiedzona - jakby co :)

Prace dzielę na FOTOMONTAŻE - łączę zdjęcia, bez jakichś większych ceregieli.
Ma być czysto, schludnie i niezbyt "fantastycznie".
FOTOMANIPULACJE - czyli fotomontaż połączony z ingerencją, czasem mocną w zdjęcia, łącznie z malowaniem, ale w  niewielkim stopniu.
TECHNIKA MIESZANA, w której czuję się najlepiej, ale dopiero od niedawna. Łączę w niej wszystkie możliwości jakie mam. 
Robię też MATTE PAINTING - pokrótce to takie krajobrazy, które często oglądamy w grach, czy filmach. 

Ogólnie prac mam bardzo dużo i jeszcze więcej pomysłów. Chcę też niektóre starsze zrobić na nowo, zebrać w wielkie portfolio razem z komercyjnymi. 
Część byłaby też przygotowana pod plakaty, czy fotoobrazy w "ludzkich" cenach, jeżeli nadal będą jacyś zainteresowani :)


To poniżej wycinek mojego "dysku".

 TECHNIKA MIESZANA

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
 #88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

FOTOMONTAŻE

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć



#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć


#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

FOTOMANIPULACJE

#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
 #88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć
#88 Obrazem opowiadane... czyli jak znowu zacząć marzyć

Dziękuję za poświęcony czas!






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...