Co w tym wszystkim złego, skoro nic? Dużo o niczym. Mało o wszystkim.

Co w tym wszystkim złego,  skoro nic? Dużo o niczym. Mało o wszystkim.
Leżę w sypialni na magicznym łóżku „niespodziewanych zaśnięć”, a wpadające przez okno słońce maluje cienie na mojej leśnej tapecie. Zaczął się sezon żużlowy, a więc zyskałam więcej czasu na czytanie. Do magicznego łoża wzięłam ze sobą czytnik, a na nim m. in. „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”



Autorkę rzeczonego tekstu o „białych szmatach” denerwowały ładne zdjęcia, może sama takich robić nie umie, nie wiem.

Co jest złego w ładnym zdjęciu książki?


Mnie denerwują brzydkie zdjęcia i teksty: tę książkę mogę postawić obok... (tu wpisać nazwisko dowolnego klasyka). U siebie, na półce to ja mogę swój pamiętnik obok „Wojny i pokoju” postawić i co komu do tego? Znakiem tego jest to literatura wysoka?
Denerwują mnie, ale nic z tym nie zrobię. Dla wydawnictwa im więcej zdjęć, tym lepiej, a odsetek czytających to, co pod obrazkiem jest naprawdę niewielki.

Na instagramie - „bookstagramie” jest naprawdę zatrzęsienie fajnych osób, które czytają i piszą bo lubią, a przy okazji rozwijają się jako twórcy i co jest w tym takiego złego?
Tylko zwykle nie biorą udziału w dziwnych akcjach z udostępnianiem żali i boleści, a przez to trudniej ich odkryć.

Gdyby nie bookstagram to nie przeczytałabym wielu książek, nie obejrzała wielu filmów i seriali, gdyby nie bookstagram to nie poznałabym wielu wartościowych osób, z którymi wymieniam korespondencję nawet kiedy nic nie publikuję.

Ja nie obserwuję takich osób - czytam kiedy próbuję się tłumaczyć, dlaczego coraz mniej się odzywam. Obserwujesz, ale nie widzisz. Niekonsekwencja to nasze drugie imię, moje też. Wiele razy chciałam swoje media usunąć, ale trwam. Dosięgnie mnie chyba tylko czas. Może też liczę na tę sławę, nie wiem. Siebie też nie zrozumiałam, a próbuję zrozumieć wszystkich i wszystko. Stale. W internecie też.

Często się tym przesycę i muszę odpocząć, tylko po każdym takim odpoczynku trudniej mi się na łono „internetów” wraca. Choć nadal rachunek zysków i strat przemawia na korzyść tej około książkowej społeczności.



5 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze, że ja też często mam myśli o tym, aby usunąć bloga, ale jednak coś mnie powstrzymuje. Poznałam dzięki niemu fajnych ludzi i to oni są moją siłą do tego, aby jednak jeszcze nie rezygnować. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Twój blog jest raczej często odwiedzany :) Widać wszyscy mamy podobne odczucia niezależnie od tego w którym miejscu jesteśmy :)

      Usuń
  2. Ok, "Fizyka smutku" wrzucona na półkę - ja chyba aż tak bardzo nie cierpię na wspomnianą przypadłość, ale mam wokół siebie takich ludzi... więc przeczytam!
    Co do afer, hejtów, dziwnych postów i innych dramatów, to tak naprawdę w ogóle tego nie rozumiem, zresztą na ten bookstagramowy temat już chyba kiedyś pisałyśmy... Sam też zauważyłam, że jeśli przeglądam ig codziennie, to odbija się to na moim nastroju, więc ostatnio udzielam się rzadziej... Ale też jestem, działam ciągle, bo i ja mam na liście trochę osób, których opinia mnie interesuje, i wiem że kilka z nich też moje skromne zdanie ciekawi. W końcu to często przez polecania i opinie poznaję nowych fajnych autorów. Cieszę się też jak wiem, że ktoś faktycznie coś przeczyta za moim poleceniem i mu się faktycznie spodoba. I to wystarcza :) Reszta to biały szum ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wszystko można przedawkować... „Fizyka smutku” trudna w odbiorze i w formie książka, ale dla samego kunsztu budowania zdań, warto ją przeczytać. Mi też lepiej, kiedy rzadziej się udzielam i kiedy po prostu nie czytam tego, co ludzie piszą. Nic mi to, co tu napisałam nie da, ale jakoś lżej wtedy mi się zrobiło :D

      Usuń
    2. I to najważniejsze ;) W sumie chyba po to te blogi mamy, nie? Głównie dla siebie, na własny użytek, bo i tak niewiele osób je czyta ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...