Mężczyzna, który złamał mi serce - Mężczyna imieniem Ove - Fredrik Backman


Mężczyzn, który złamał mi serce - Mężczyna imieniem Ove - Fredrik Backman
 

Mężczyna imieniem Ove - Fredrik Backman

 
Ove ma 59 lat i jest stetryczałym „starym” dziadem. Wszystko mu przeszkadza, bo wszystko nie jest tak jak być powinno. Jest sarkastyczny, gderliwy, upierdliwy. Uprzykrza życie wszystkim wokół. Codziennie robi obchód osiedla (później robi to razem z kotem), bo towarzystwo sąsiedzkie się rozpasało i jeszcze samochodem między domy wjedzie, a przecież tego robić nie wolno!
Ove dla każdego ma oryginalny zestaw epitetów, Ove każdego opisze jako zlepek wad. Ove świata nie lubi i świat Ovego nie lubi.

Ove złamał mi serce. Dwa razy. I pewnie złamie jeszcze nie raz.
Kilka lat temu oglądałam film na podstawie książki Fredrika Backmana. Śmiałam się ze zrzędliwego, upartego dziada, który próbował ze sobą skończyć, a wszechświat nie był na to gotowy. I nad Ovem zapłakałam, bo to nie do końca tak, że on nikogo nie lubił. Jedyną wadą tego starego marudy było to, że miał zbyt wielkie serce.

Książki szukałam bezowocnie. Nakład się chyba skończył, a każdy kto posiada jeszcze egzemplarz, albo nie chce się z nim rozstać, albo chce na nim zarobić - oj Ove nie byłby zadowolony, że ktoś na nim zarabia.

Niedawno zadziała się prawdziwa magia, bo koleżanka z „bookstagrama” postanowiła, że mi książkę Backmana pożyczy i książka przyjechała do mnie wiele kilometrów. I Ove wszedł znowu do mojego życia ze swoim utyskiwaniem na wszystko i wszystkich.

Śmiałam się z opisów sąsiadów w głos. Ale kiedy zaczął wspominać zmarłą żonę ten mój „rechot” trochę ucichł. Bo wiecie, Ove lekko w życiu nie miał. Był tak uczciwy jak nam może się tylko marzyć, raczej nikt tak uczciwy nie istnieje. Nie miał też tych naszych „wielkich marzeń”, które musiałby realizować. Chciał jedynie spokojnie żyć, a że nie było mu dane, to zakuł się w pancerz.

W wielu, krótkich rozdziałach, pomiędzy obecnym życiem Ovego, migają nam wspomnienia. Składamy sobie jego życie jak potłuczoną porcelanę, kaleczymy się przy tym boleśnie.
Backman pisze bez żadnych ozdobników, nie boi się braku synonimów w tekście i uparcie powtarza imię Ovego, nie wymyśla określeń, które miałby go opisać. Ten jego bohater wchodzi pod paznokieć poprzez wydarzenia i czyny. Im byłam bliżej końca książki, tym mocniej strony traciły ostrość.
Nawet teraz, kiedy wspomnę sobie tego fikcyjnego przecież człowieka czuję, że się znowu rozpłaczę.
Narracja jest głównie w czasie teraźniejszym, a kreacja językowa bardzo mi pasuje do opowieści prostego człowieka, którym bez wątpienia Ove jest.
Co mam na myśli pisząc „prosty”? Nie skończył szkoły, nie miał sztucznie wyolbrzymionych oczekiwań, na temat tego, co chce w życiu robić. Nie gromadził bogactw, nie chciał mieć stale więcej wszystkiego. Żył, jak przeczytamy, w monochromatycznym świecie, dopóki... nie spotkał żony.

I ta relacja jest tak prawdziwa, jego wspomnienia tak żywe, że aż bolą. Każdy człowiek chce kochać i być kochanym. Od wieków piszemy różne „poematy” na ten temat. Lubimy uwznioślać to uczucie, bo jest tak naprawdę dla nas najważniejsze. Stale tworzymy nowe definicje miłości, komplikujemy, a tymczasem Fredrik Backman pisze tak:

„Kochać kogoś, to jak wprowadzić się do nowego domu - mawiała Sonja. - Na początku człowiek zachwyca się tym, co nowe, każdego ranka się dziwi, że to należy do niego, jakby się bał, że w każdej chwili ktoś może wpaść przez drzwi i powiedzieć, że zaszła pomyłka, że wcale nam nie przysługuje takie piękne mieszkanie. Ale z biegiem lat fasada niszczeje, tu i ówdzie drewno pęka i już kocha się ten dom nie za to, jaki jest doskonały, tylko raczej dlatego, że nie jest. Człowiek uczy się jego wszystkich kątów i zakamarków. Jak otwierać drzwi, żeby klucz nie blokował się w zamku, kiedy jest zimno na dworze. Które deski w podłodze się uginają, kiedy się po nich stąpa, i jak otwierać drzwi  szafy, żeby nie skrzypiały. To właśnie to, te wszystkie małe tajemnice sprawiają, że to naprawdę jest twój dom".

Żadnej melodramatyczności, patetyczności. Piękna metafora najpiękniejszego z uczuć.

Nie wiem jaki problem z książkami Fredrika Backmana mają polscy wydawcy... Wydają Jego książki, ale wcale ich nie promują. A jak my (czytelnicy) mamy Go poznać jak prawie nikt o nim nie mówi?

To druga z książek Fredrika Backmana, którą przeczytałam i druga, nad którą się odwadniałam, choć tym razem dużo bardziej niż przy „Miastu niedźwiedzia", o którym wspominałam o TUTAJ.

Co się stało z Ovem, co z jego twardym jak skała pancerzem, co z jadem, który wydostawał się na świat, jak tylko otwierał usta? Sprawdźcie jak się Wam uda znaleźć książkę (choć graniczy to z cudem), albo chociaż obejrzyjcie film, który dostępny jest na HBO GO (otrzymał dwie nominacje do Oscara).

Nie wierzę, że istnieje człowiek, którego historia starej zrzędy nie dotknie.

„Mężczyzna imieniem Ove”, którego jedyną wadą było zbyt wielkie serce.





Wydawnictwo: WAB
Data wydania: 7 maja 2014
Liczba stron: 326
Kategoria: literatura piękna (tak, obyczajowa ;))

4 komentarze:

  1. Dobrze, że piszesz o tej książce, bo zupełnie nie znam ani autora, ani Jego twórczości. Muszą przyjrzeć się jej bliżej. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Film oglądałam jakiejś niedzieli - podobał mi się :)
    A ekranizacja "Miasta niedźwiedzia" ma się chyba jakoś niedługo pojawić? Wiem, że jakoś niedawno widziałam gdzieś zapowiedź...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są już zapowiedzi, też widziałam. „Miasto niedźwiedzia” jest kompletnie inne, ale Backman wie jak pobudzić do refleksji, to też młynek emocji.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...