Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Wieloświat - Anna Sokalska

Wieloświat - Anna Sokalska

Wieloświat - Anna Sokalska

Cykl „Opowieści z Wieloświata” znam dobrze. Świetnie się bawiłam podczas czytania „Wiedźmy”, naprawdę!, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu - śmiałam się z perypetii zagubionej we współczesności wiekowej wiedźmy.
„Żertwa” urzekła mnie drugim dnem, mrokiem, wątkiem kryminalnym i zabawą formą. „Kuglarz” miał już trochę inne zadanie, ukrytą treść trzeba było wyłuskiwać, ale nadal była to powieść, w której się odnajdywałam i, mimo wielości przemyśleń w narracji, pozwalała mi czerpać przyjemność z rozpisanej przez Autorkę akcji.

 

Wieloświat - Anna Sokalska

 

Przyszedł czas na „Wieloświat”, czyli (chyba?) ostatnią część cyklu. I nie wiem co się stało, ale ja nie jestem w stanie tej książki przeczytać. Utknęłam przy ostatnim rozdziale drugiej części i dalej zwyczajnie nie dam rady. Czasy, kiedy zmuszałam się do czytania książki, po prostu minęły, i to bezpowrotnie.
Opisywana rzeczywistość, a jest to wizja jak najbardziej możliwej przyszłości, jest niezwykle drobiazgowa. Do tego dochodzą treści egzystencjalne, a potem dopiero postaci i ich losy. Postaci, liczba mnoga.
Nie czuję dynamiki, ani nie czuję powodu dla którego miałabym tę powieść chcieć przeczytać. Po każdej próbie czułam się zwyczajnie czytaniem zmęczona.
Pojawiają się fragmenty bardzo ciekawe jak np. losy Ygdril mające miejsce przed głównymi zdarzeniami.
Wątki ludzi, którzy powinni mnie interesować ginęły mi z oczu w, zdającym się nie mieć dna, morzu opisów. Lubię drobiazgowość, ale lubię mieć miejsce na własne przemyślenia. Lubię kiedy treści jest więcej między wierszami, a mniej zapisanej.
Nadal jest wiele symboliki, nadal można w niej dłubać i szukać jeszcze tam przesłania. Są nawiązania do różnych wierzeń, które ukazują różnorodność jako wspólnotę.

Można czytać tę część bez znajomości poprzednich, chociaż nawiązania się zdarzają, jednak nie powodują dezorientacji, to taki ukłon w stronę znających wcześniejsze książki cyklu.

Trochę mi żal, że nie znalazłam już w „Opowieściach z Wieloświata” tego, co było mi bliskie. A może to ja się zmieniłam? Nie wiem.




Wydawnictwo: Lira
Data wydania: 18 października 2020
Liczba stron: 576
Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction

#157 Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk

#157 Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk


Czarna, czarna toń - Martyna Szkołyk
Żyję sobie pod lasem. Kocham przyrodę i ciszę przerywaną przez zwierzęta żyjące pośród drzew.  Uwielbiam wilki, zrobiłam wiele prac graficznych, w których one były w centrum.
Za dzikość, za wolność, którą tak naprawdę one są i za strach... przed ludźmi. 
Moją ulubionym cyklem z gatunku szeroko pojętej fantastyki jest "Opowieść o Alvinie Stwórcy" Orsona Scotta Carda, gdzie postaci z historii mieszają się z fikcyjnymi, a wszystko łączy się z opowieścią o zielonej krainie. O tym jak człowiek współistnieje z przyrodą, a nie nią włada. 

"Czarna, czarna toń" to debiut Martyny Szkołyk znanej z bloga PARTYZANTKA. Od razu wspomnę o tym, że dochód ze sprzedaży książki Autorka przeznacza na budowę pasieki, a książkę można zakupić TUTAJ.


Książka opowiada losy Klanu Nocy, postaci, które potrafią przemieniać się w wilka. Głównym bohaterem i narratorem jest Burzowy Gniew - zwany Burym, który trafił do aresztu, wtrącony do niego przez ludzi. Jest ranny, trawi go gorączka i trawi go historia, którą w sobie nosi. Zaczyna ją opowiadać chłopcu, który jest uwięziony wraz z nim. Do zwierzeń Burego skłaniają - niebieskie oczy chłopca - Svena, które przypominają mu kogoś, o kim mu opowie. Od czasu do czasu będziemy wracać do celi i monitorować stan zdrowia Burzowego Gniewu. Opowie o nam wszystko na temat jego Klanu, jego członków i pewnych ksiąg.

Narracja, którą stosuje Martyna Szkołyk przypomina mi podania. Jakby mi ktoś opowiadał zasłyszaną gdzieś, od kogoś historię, ocierającą się o różne wierzenia, muskającą nasze słowiańskie dziedzictwo. Może przeczytał ją w jakimś zbiorze, może co nieco sam dodał.
Wszystko w tej książce jest przesiąknięte magią. Od samego lasu i Wieczna - jeziora, po postaci, które choć przemieniają się w zwierzęta, są bardziej ludzkie niż nie jeden człowiek. Mają jednak podobne do nas wady -  oceniają się przez pryzmat pochodzenia, boją się tego, czego nie znają, a na krzywdę odpowiadają krzywdą.
Autorka wspomina rusałki, czy licho, jest i szaman, pojawiają się inkwizytorzy. Jest mrocznie. Jest krwawo. Głód i przemoc zbierają swoje żniwo. Co dajesz wraca.

Mimo że sama oś fabuły jest dynamiczna, to spokojna narracja równoważy dzikość charakterów bohaterów. Las żyje, a niektóre jego miejsca budzą strach i to nawet wśród żyjących w nim istot. Jednak najbardziej niebezpieczne mogą okazać się miasta zamieszkane przez ludzi.

Jak możemy się domyślić to nie jest to tylko wymyślona opowieść o nieistniejącym miejscu. Świat przedstawiony w "Czarnej, czarnej toni" jest odbiciem naszego. Nie mówimy bliskim tego, co czujemy. Popełniamy błędy, nie za wszystkie ponosimy pełną odpowiedzialność, ale często poczucie winy wynikające z ich popełnienia, więzi nas bardziej niż stalowe kraty.
Nie umiemy poprosić o pomoc, bo zdaje się, że nią nie zasługujemy. Czasem przykrywa nas woda, a wodę lód - toniemy, i musi przyjść ktoś kto wykuje przerębel. Przebaczyć nie jest łatwo, jak i o to przebaczenie poprosić - a ludzka niechęć do nazywania emocji jest jedną z najbardziej niszczycielskich sił.
To opowieść o potędze przyjaźni, umiejętności przyznania się do błędów i przebaczeniu. Sądzę, że każdy znajdzie w tej opowieści coś innego, ponieważ czytamy filtrując tekst przez pryzmat własnych emocji i doświadczeń.

Czytałam leniwie, niespiesznie i z dużą przyjemnością, choć żałuję, że to zaledwie 196 stron opowieści ze świata magii lasu.




Martyna Szkołyk - "Czarna, czarna toń"
Liczba stron: 200
Kategoria: fantastyka/fantasy
Kup

 


#124 Dzieci starych bogów. Śmiech diabła - Agnieszka Miela

#124 Dzieci starych bogów. Śmiech diabła - Agnieszka Miela

#124 Dzieci starych bogów. Śmiech diabła - Agnieszka Miela - recenzja - czy warto przeczytać?
Od czasu do czasu lubię zanurzyć się w fantastyczny świat, odciąć od codzienności. Biegać po lasach, nasłuchiwać szeptów i rozglądać się za magicznymi postaciami, niekoniecznie przyjaźnie nastawionymi. Dzięki fantastyce na chwilę możemy stać się bohaterami w pelerynach, czy też mrocznymi, czarnymi charakterami.
Lubię ten gatunek literacki za to jak pod płaszczem nieistniejących światów przemyca uniwersalne treści, mogące mieć jakiś wpływ na nasze realne życie, na wybory jakich dokonujemy, czy nawet na kształtowanie naszych charakterów.

"Dzieci starych bogów. Śmiech diabła" Agnieszki Mieli to pierwsza część trylogii, którą połknęłam w jeden dzień. Być może za szybko, ale mroczny świat Sidav wciąga niczym ruchome piaski.
Głównymi bohaterami są Aine i Bertram, potomkowie Starych Rodów - Wartów i Arminów.  Ich losy się ze sobą splatają i tak Armin - Bertram wychowuje się pośród Wartów, uratowany przez Ainę - Wilgę. Dramatyczne i krwawe zdarzenie pozbawia ich domu i bliskich. Pragną zemsty i będą jej szukać nie wiedząc, że ich los tak naprawdę jest przesądzony z powodu splecenia ich życia z Ziarnami Relenvel.

"- Wiesz, co jeszcze mówią o Ziarnach? Że kiedy znów zostaną wezwane, nadejdzie dzień, którego długo nie zapomną ludzie w żadnym ze światów. Będzie to bowiem dzień ich śmierci, odrodzenia lub całkowitego unicestwienia. Powrót do nicości, która istniała przed pojawieniem się Bogów... Ziarna dadzą wtedy swą moc temu, kto będzie umiał ją wykorzystać. Kiedy zaś skupią się na jednym celu, wyznaczonym przez Żyjącego w Przejściu, będą mogły otworzyć wrota do czasów, miejsc i istot, o jakich nam się nie śniło. Do tych, którzy nigdy prawdziwie nie żyli".

Świat wykreowany przez autorkę jest niezwykle mroczny. Zewsząd czekają niebezpieczeństwa, jak nie ze strony napotkanych członków innych klanów, to z którejś z kreatur - czyhających gdzieś w ciemności.
Brutalne gwałty, walki, czy też wypadające wnętrzności to, coś co nie robi większego wrażenia na mieszkańcach tego uniwersum.
Postaci jest dużo, ale każda na swój sposób jest wyjątkowa.
Na początku zapoznamy się z mapą, przedstawiającą topografię świata, do którego wchodzimy, a na końcu znajdziemy Encyklopedię stworzeń i wierzeń Sidavu, która jest wzbogacona o ilustracje.

Głowni bohaterowie są świetnie wykreowani. Aine to dziewczyna, która bardzo zabiega o uwagę ojca, ucząc się walki i dotrzymując w tym kroku wszystkim swoim braciom. Zostaje jednak postawiona przed faktem dokonanym. Jej życie zostało zaplanowane i nie ma w nim miejsca na jej marzenia, pragnienia. Musi wypełnić swoją rolę. Ale Wilga nie jest potulna i nie da się jej kazać czegoś zrobić, kiedy ona tego nie chce...
Bertram to chłopak, który ukrywa swoje pochodzenie, wstydzi się go. Nie chce być tym kim jest jego ojciec.
Mamy, więc dwie postaci, z którymi większość z nas znajdzie wspólne cechy, bo kto z nas zawsze zgadza się z tym, co każą nam robić inni?

Sądzę, że jednym z głównych bohaterów mogę nazwać również - Las Śniących, którego szepty przypominają mi tę część naszej natury, która kieruje nas na ciemną ścieżkę postępowania, z którą nieustannie toczymy wewnętrzną walkę.

Agnieszka Miela wprowadziła do fabuły postaci, do których mam wielką słabość, a mianowicie wampiry (znajdziemy w niej też inne niezbyt przyjemne stworzenia). I to nie te bezbarwne, kochliwe stworzonka, jakie kreują serialowe produkcje, tylko prawdziwe, okrutne krwiożercze maszyny do zabijania. 

Podoba mi się styl, którym posługuje się autorka. Wszystko w jej opisach jest wyważone, przemyślane. Nie ma niepotrzebnych dłużyzn. Nie jest "miękko" i ckliwie, bywa za to bardzo brutalnie.

Na każdej stronie czuć fascynację różnymi mitologiami, wierzeniami. Autorka umie budować ciężki klimat. Da się poczuć niepokój, a nawet strach, który towarzyszy bohaterom. Zdawało mi się, że słyszałam chrzęszczący śnieg i te szepty...

Bardzo dobry debiut! Żałuję, że tak szybko się ta przygoda skończyła, że kolejna część nie stoi już na półce... ale na wszystko co dobre, podobno trzeba czekać :)

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kłobook

Data wydania: 2. października 2019
Liczba stron: 430



Książkę można kupić tutaj = > KŁOBOOK

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl
#123 Obcy - Alan Dean Foster

#123 Obcy - Alan Dean Foster

#123 Obcy - Alan Dean Foster  - recenzja - czy warto przeczytać?
"Obcy - 8. pasażer Nostromo" to jeden z niewielu filmów, które wywołały we mnie uczucie strachu. Fakt, że byłam wtedy dzieckiem... Jednak, kiedy po wielu latach włączam go znowu, to nadal dostrzegam momenty, w których potrafi on jeszcze coś we mnie poruszyć.

"Obcy" jest dość nietypowy. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się nam, że to zwykłe science fiction z pozaziemską, niezwykle agresywną formą życia, jakimś tam statkiem i kosmosem w tle. Kiedy jednak przyjrzymy się temu, co zaczyna budzić niepokój w oglądającym, to zauważymy, że dzieje się to, od samego początku, kiedy nie wiem dokąd Nostromo zmierza, ani co się wydarzy.
Człowiek, kiedy śpi jest całkowicie bezbronny, nie może o sobie decydować, staje się marionetką. Sen kojarzy się nam z czymś przyjemnym, odpoczynkiem, relaksem. Tak też, mimo że poddana hibernacji, załoga statku podróżowała w nieznane. Matka - jak nazywają statek, wybudziła ich z przymusowego snu i postawiła przed misją, na którą nie byli przygotowani. Odnaleźli inny obiekt latający, na który weszli... Na którym coś jednego z nich zaatakowało. Potem nastąpił łańcuch nieprzemyślanych i niezgodnych z procedurami decyzji, ale mający swoje umocowanie w ludzkiej chęci niesienia pomocy, który nie skończył się dla załogi zbyt dobrze.

Film widziałam kilkakrotnie, w różnych odstępach czasu. Podczas czytania nie byłam odkrywcą tej historii, bo ją doskonale znałam. Czułam się jakbym znowu patrzyła w telewizor, a Ripley to Sigourney Weaver, nikt inny. 
Język jest prosty i łatwy do zrozumienia. Kiedy załoga ze sobą rozmawia na tematy dotyczące lotu, czy obsługi Nostromo, raczej nie dopadnie nas konsternacja. Jednak nie wiem, czy gdybym nie znała przebiegu zdarzeń z obrazu filmowego, to byłabym w stanie, aż tak wszystko dokładnie widzieć, z uwagi na niezbyt drobiazgowe opisy. Ale nie uważam tego za jakiś większy problem, czy też minus. 
Podobało mi się stopniowanie napięcia, które jak najbardziej odnotowałam w tej książce. Wywoływanie kontroli ruchu i "Mayday" spowodowało u mnie to miłe trochę łaskoczące uczucie.
To dobra książka, choć nie porwała mnie i nie wystraszyła tak jak film.
Spowodowała za to, że miałam ochotę pomyśleć i przeanalizować całą fabułę. Rozłożyć ją na fragmenty i sprawdzić, co powoduje ten fenomen - to, że w tak wielu ludziach budził on jednocześnie strach i ciekawość. 


#123 Obcy - Alan Dean Foster

Trochę pomogło mi w tym Posłowie - "Studium w terrorze", które napisał Piotr Gociek. Dowiemy z niego, między innymi, jak doszło do powstania scenariusza, realizacji i co miały z tym wspólnego "Gwiezdne Wojny".
Posłowie sprawia, że możemy dostrzec, jak świetnie jest to skonstruowana historia. Tutaj nie straszy się czytelnika i widza morzem efektów specjalnych, ale głównie poczuciem osamotnienia. Ogromem kosmosu, w którym nikt ci nie pomoże... Sam statek to przecież jeden wielki labirynt, na którego korytarzach może czekać śmierć.
Sam sposób narodzin kolejnych obcych jest porównywalny do ludzkiego porodu - jak pisze autor "Studium w terrorze". Mi kojarzył się z kiełkowaniem zła w człowieku, kiedy zostaje się nim zarażonym i w sprzyjających warunkach - ono się rozwija, aż przejmuje nad człowiekiem kontrolę.

Sam skład załogi też nie jest tak oczywisty - jak w podobnych historiach. Nie ma tutaj wielce wykształconych specjalistów od zbierania próbek, a protagonistą jest kobieta - strażniczka procedur. Choć obcy jest przerażającym drapieżnikiem, z kwasem zamiast krwi, zdolnym przetrwać wszystko, to czy tylko jego się boimy? A nie tego, że nie wiemy co się wydarzy? Przeraża tez fakt, że los członków załogi był w jakimś stopniu przesądzony, jednak żeby wiedzieć dlaczego, to trzeba tę historię samemu poznać.

Wydawnictwo Vesper już nie zaskakuje, ono po prostu wyznacza nową jakość.
To już nie tylko ładnie wydane książki, z klimatycznymi, mrocznymi ilustracjami i dedykowanymi zakładkami, które nie straszą zaporowymi cenami. To historie, które po prostu trzeba znać i trzeba mieć na półce. 
Polecam fanom filmu i wszystkim, którzy boją się tego, co jeszcze nieodkryte.
7/10.


"- Nie boję się ciemności, które znam. To te, których nie znam, budzą mój strach. Zwłaszcza jeśli pełne są dziwnych odgłosów, jak to wezwanie pomocy". 

#123 Obcy - Alan Dean Foster  - recenzja - czy warto przeczytać?

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Vesper.

Wydawnictwo: VESPER
Data wydania: 9. listopada 2019
ilość stron: 316
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Ilustracje: Maciej Kamuda
#121 Cena honoru - Maciej Para

#121 Cena honoru - Maciej Para

#120 Cena honoru - Maciej Para - recenzja - czy warto przeczytać?
Ile razy podczas czytania przemknęła Wam przez głowę myśl: co to jest?
Ja napisałabym/napisałbym to lepiej? Maciej Para żeby nie marudzić, że innym się udaje, a jeszcze innym jest w życiu po prostu łatwiej - to spróbował. Napisał i wydał. I od wydania "Ceny honoru", czyli zbioru opowiadań o krasnoludach zacznę. Książa ma twardą oprawę, jest szyta. Wnętrze zdobi mapa, każde opowiadanie zaczyna się od niezwykle zdobnego inicjału, co parę stron pojawiają się klimatyczne ilustracje Zyty Resakowskiej. To naprawdę miła dla oka publikacja, choć w przypadku, kiedy w tekście pojawiają się listy/notki to zastosowana czcionka utrudnia trochę czytanie.

Zbiór składa się z dziesięciu opowiadań o starożytnych Krasnoludach inspirowanych twórczością Tolkiena, o czym zresztą sam autor nas, we wstępie, informuje. Trafiamy do świata, w którym nieustannie toczą się walki zbrojne. Jest on zamieszkiwany przez wiele istot - orków, arlokki, elfy czy ludzi.

Krasnoludy ciężko pracują, dużo jedzą i piją. Są bardzo porywczy. Ale kochają swoje rodziny. Wiodą, mimo ciągłych niesnasek, proste życie.
Niskorośli noszą długie brody, zaplatają warkocze i są długowieczni. Ludzi nazywają człeczynami i raczej nie pałają do nich wielką sympatią. Najbardziej cenią honor, którego utraty boją się bardziej, niż samej śmierci. Dzielą się na różne klany, które również nie żyją ze sobą w pokoju. 

#120 Cena honoru - Maciej Para - recenzja - czy warto przeczytać?

Niskie istoty, o których pisze autor bardzo przypominają nas - ludzi. Każdą inność tępią i wyszydzają. Nie potrafią przyznać się do błędu i otworzyć na coś, czego nie rozumieją. Zdarzają się jednak odstępstwa od przyjętych reguł i niektóre jednostki wykazują inną, większą wrażliwość. Sama ich dewiza mówiąca o honorze i hańbie jest jedynie kwestią interpretacji, jak to w życiu. Każdy ma inne wartości i wysnuwa inne wnioski.
Autor pokusił się o napisanie opowiadań, które w moim odczuciu są najtrudniejszą formą literacką. W dość krótkim tekście, trzeba naznaczyć motyw przewodni, zawiązać wątki, nakreślić charakterystykę postaci i jakoś historię zakończyć. 

Zbiór jest trochę nierówny. Pierwsze i tytułowe opowiadanie "Cena honoru" przypadło mi do gustu najbardziej. Jest świetne wprowadzenie, akcja i otwarte zakończenie, do tego pojawiają się emocje i naprawdę można poczuć związek z rodziną, o której opowiada, mimo tego, że jest najkrótsze.
"Najczarniejsza z czerni" też świetne, pojawia się mrok, tajemnica, którą trzeba odkryć i ta magia niezbędna by poczuć fantastykę, a nawet nuta szaleństwa.

Myślę, że autor chciał trochę zbyt wiele przekazać, połączyć wiele wątków i podczas czytania niektórych z opowiadań czułam znużenie, albo też nie mogłam się po prostu wciągnąć, bo przeskoki w fabule - były zbyt częste.
Książka przeszła korektę i jest to zauważalne, jednak i tak, jak dla mnie, była zbyt duża ilość "człeczyn", "honoru", i "hańby". Tak wiem - jestem czepliwa, ale przy poziomie wypowiedzi, który autor stosuje, takie powtórzenia trochę mnie raziły. Dodatkowo bohaterowie są członkami klanów, noszą przydomki i niezwykłe imiona, więc chciałabym znaleźć tutaj bardziej stylizowaną mowę. Dla mnie wysławiają się zbyt współcześnie i pospolicie. Choć fragment z mięsem i ziemniakami - mnie rozbawił.

Niemniej jednak, jak na debiut i to jeszcze wydany samodzielnie, jestem pod dużym wrażeniem wyobraźni, umiejętności budowania napięcia, kreacji postaci i pozostawienia czytelnikowi miejsca na głębszą interpretacji treści.
Myślę, że to może być doskonały wstęp do powieści, która pozwala na dużo więcej jak opowiadanie i dużo więcej też wybacza. Czekam zatem na opasłe tomiszcze, w którym Maciej Para rozwinie wszystkie wątki, które zapoczątkował :)

6/10.
#120 Cena honoru - Maciej Para - recenzja - czy warto przeczytać?

Za egzemplarz dziękuję autorowi! 

Data wydania: sierpień 2019
Liczba stron: 360
Kategoria: literatura fantastyczna
Książkę można zamówić u autora - o TUTAJ.

#106 Mr. Breakfast - Jonathan Carroll

#106 Mr. Breakfast - Jonathan Carroll


Mr. Breakfast - Jonathan Carroll - recenzja - czy warto przeczytać?

Zdarza się Wam zastanawiać nad tym, że niektóre rzeczy w życiu mogliśmy zrobić inaczej? Podjąć inne decyzje? Nie powiedzieć czegoś? Zamiast pójść w lewo, to w prawo?  Skorzystalibyście z takiej możliwości, gdyby istniała?
Graham Patterson główny bohater najnowszej powieści Jonathana Carolla zyskuje taką szansę. Podczas podróży przez pewne miasteczko w Karolinie Północnej psuje mu się auto i jest zmuszony odstawić je do warsztatu. Trafia do salonu tatuażu, gdzie poznaje niezwykłą artystkę tej trudnej sztuki - Annę Mae Collins. Będąc pod urokiem jej wspaniałych prac decyduje się na wykonanie małego dzieła sztuki na bicepsie. Wybiera wzór nazywany przez Annę Mae - tatuażem śniadaniowym
Razem z niezwykłym obrazem otrzymuje możliwość wyboru trzech linii swojego życia. Każdą z nich może podglądać trzy razy. Potem może wybrać jedną z nich i w niej pozostać lub też zrezygnować z możliwości wyboru i żyć tak, jak do tej pory. Wszystkie życia Grahama zaczynają się ze sobą plątać, czas jednak nadal upływa.
Powieść Johathana Carolla zahacza i to mocno o świat fantastyki, a w samej interpretacji nie jest prosta i oczywista. Czyta się ją bardzo przyjemnie z częstym uśmiechem na ustach, głownie z uwagi na jej lekką formę i dowcip.
Graham w jednym ze swoich alternatywnych żyć jest utalentowanym fotografem. Jego najbardziej znane zdjęcia - ich tytuły - tworzą nazwy poszczególnych rozdziałów w książce. Poznajemy przez to proces ich powstawania, ale zdjęcia nie są widoczne dla wszystkich, tylko dla naznaczonych możliwością wędrówki pomiędzy równoległymi rzeczywistościami. Każde z tych zdjęć nie jest zamkniętą formą przekazu, jak - prawdziwa sztuka.
I choć na te zdjęcia/obrazy składają się jedynie słowa, to zdaje mi się, że je widziałam.
Czy to znaczy, że ja też mam śniadaniowy tatuaż?

Nie dostrzegamy piękna rzeczy małych, ulotnych chwil. Żyjemy w Pożyczonym świecie, próbując Wiązać wodę w supeł. Często nie jesteśmy świadomi tego, że jesteśmy krusi jak szkło, ale jednocześnie wzmocnieni przez ogrom doświadczeń i nie tak łatwo jest nas rozbić.
Okazuje się, że ile żywotów byśmy nie wiedli, to zawsze spleciemy swoją historię z tymi samymi ludźmi. Nie wiemy też,na jak wiele innych istnień wpływamy swoimi wyborami.

Zastanawiałam się nad możliwością interpretacji i jestem zapętlona jak znak nieskończoności. Każdy kto przeczyta tę książkę, to chyba zrozumie ją inaczej - kiedy przefiltruje ją przez własne emocje i doświadczenia.
Nie da się przeżyć dobrze życia, będąc jedynie obserwatorem, człowiekiem duchem.
Można tę powieść również traktować jako swoiste wezwanie do działania.
Jesteśmy sumą wyborów i którą z wielu ścieżek w życiu nie podążymy, to i tak dotrzemy do miejsca przeznaczenia?
Zbieramy doświadczenia w podobny sposób jak zwierzęta umieszczone na tatuażu bohatera i to od nas zależy w którym miejscu pozostaniemy. Czy chcemy być pszczołą, jastrzębiem, a może lwem?
Takich autorów i takie książki nie tylko warto znać i czytać.
Warto przede wszystkim o nich ze sobą rozmawiać. Mam nadzieję, że w swoim otoczeniu znajdę niejedną osobę, którą skuszę na lekturę i na późniejszą wymianę poglądów.
Może ta historia wcale nie jest tak mocno fantastyczna, jak się na pierwszy rzut oka wydaje, bo przecież zawsze mamy możliwość wyboru. 

"(...) - Nie musisz nic robić. Możesz odmówić. Twoja wola.
- Nie muszę?
- Nie. Możesz żyć dalej tak jak dotychczas, do ostatniego dnia".


Wydawnictwo: REBIS
Data wydania: 15. października 2019
Liczba stron: 272
Kategoria: literatura piękna
Tłumaczenie: Jacek Wietecki

Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl



Książka pozuje na regale znalezionym dzięki
wyszukiwarce mebli i dodatków
FAVI.PL.



#105 Kuglarz - Anna Sokalska

#105 Kuglarz - Anna Sokalska


#104 Kuglarz - Anna Sokalska - recenzja - czy warto przeczytać?

Po świetnych dwóch tomach z cyklu "Opowieści w Wieloświata" z przyjemnością sięgnęłam po trzeci. "Kuglarz" pięknie graficznie współgra z poprzednimi częściami i uwaga... daje nadzieję na kolejny tom tej świetnej serii.

Tak jak "Wiedźmę" i "Żertwę" można spokojnie czytać w dowolnej kolejności, tak "Kuglarza" trzeba czytać jako zamknięcie serii. Wszystkie postaci, które poznaliśmy do tej pory, tj. w poprzednich dwóch częściach, spotkają się w tej fabule, ale nie będą jedynymi aktorami na tej scenie. 
Do zająca i wilka dołączy lis, którego historię poznamy równie dokładnie - jak odbywało się to ze wszystkimi bohaterami.
Dochodzi do ostatecznego starcia dobra ze złem. Powstanie możliwość wyrwania się ze wszelakich klątw, pokut i ich następstw, możliwość nowego startu, nowego życia - jednak konieczne do tego będzie wiele poświęceń.
Intryga goni intrygę... Do czego to doprowadzi?

Zaczęłam czytać ten cykl całkiem niedawno, więc nie miałam większych problemów z przypomnieniem sobie kto jest kim, czy też skąd się wziął.
Skoki w linii czasu - przyznaję mogą trochę gmatwać historię, zwłaszcza jak ktoś czytał dwie części, krótko po ich premierze i gubi się w mnogości bohaterów. Mi osobiście - jakoś to nie przeszkadzało.
Sądzę, że gdyby nie one, to - "Kuglarz" byłyby wiele bardziej opasły w słowa, po to by wyjaśnić wszystkie związki przyczynowo-skutkowe. 
Wróciła moja ukochana zmora Nina i jej złośliwy żart, którego brakowało mi trochę w "Żertwie". Spodobała mi się też Marta - historia jej pojawienia się na świecie, nałożenia na nią zaklęcia, związania jej prawdziwej natury, a potem przemiany. Brakowało mi samej Jasnej, ale z powodu Wszebory, rozumiem, że nie mogła tak pięknie mówić jak w "Wiedźmie".
Każda z tych powieści jest inna i trzeci tom jest najbardziej umocowany w fantastyce. 
Ze wszystkim częściami "Opowieści z Wieloświata" mam pewien problem...
Choć dostrzegałam go już w "Żertwie"; to w trzeciej części widzę go chyba najbardziej...
Tak naprawdę to - nie problem - taka przewrotność z mojej strony :) w końcu to "Kuglarz":)
Oprócz samej historii, fabuły, która biegnie i ma swoich bohaterów ze słowiańskiego uniwersum fantastyki, to ja widzę tu najmocniej ze wszystkich części - drugie dno. Podczas czytania nie mogłam się wyzbyć uczucia jak wiele autorka chce nam przekazać o nas samych. Jak zauważymy demon wcale nie musi być tylko zły - to po prostu ten "który rozdziela".

Czy to nie jest dziwne i zarazem na swój sposób piękne, że postaci, które stoją po przeciwnych stronach barykady, mimo wszystko starają się współpracować? Nawet jak chcą przede wszystkim zyskać coś dla siebie, to w koniec końców wszyscy na tym skorzystają.
Zupełnie jak my, kiedy w obliczu zagrożenia znikają podziały i potrafimy się zjednoczyć?
Ubrani w pozory, jak w magiczne zaklęcia, sami bywamy taki oszustami.
A co by się stało gdybyśmy nagle nie mogli, albo po prostu nie chcieli ukrywać przed innymi swoich intencji, tak jak te istoty aury?
Gdyby wszystko było widoczne dla wszystkich, gdyby nie dało się nic ukryć przed innymi? Co wtedy taki manipulator, oszust miałby za pole do popisu?
Anna Sokalska ma bardzo dobry styl, lubię jak opowiada i ukrywa treści, które lubię odkrywać i się nad nimi zastanawiać. Najwięcej magii, to chyba, nosimy w sobie :)
Moją ulubioną częścią nadal pozostaje "Żertwa" z jej mnogością i formą narracji, i oczywiście wątkiem kryminalnym! Z przyjemnością sięgnę po kolejną część!
7/10.

#104 Kuglarz - Anna Sokalska - recenzja - czy warto przeczytać?
Tutaj piszę o WIEDŹMIE
A tutaj o ŻERTWIE  

Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Lira.




Wydawnictwo: Lira

Data wydania: 2 października 2019
Liczba stron: 416
Kategoria:fantastyka, fantasy, science fiction

#76 Efekt Susan - Peter Høeg

#76 Efekt Susan - Peter Høeg


#114 Efekt Susan - Peter Høeg - recenzja - czy warto przeczytać?

Mam pewną przypadłość. Odkąd pamiętam - gdziekolwiek jestem sama, od razu znajdzie się ktoś chętny, by podzielić się ze mną częścią swojego życia. Nie żebym pytała. Od tak. Przyjdzie i zacznie mówić. Nawet nie muszę się starać, by zadawać pytania. Taka ze mnie kolekcjonerka ludzkich opowieści. 

Główna bohaterka książki Petera Høega ma podobny "dar", z tym że wykorzystuje go do własnych celów i jest on dużo lepiej rozwinięty, co pozwoliło jej wieść dość wystawne życie. Może ja też powinnam tego spróbować?
Jej rodzina nie wydaje się zbyt wyjątkowa - mąż muzyk i para bliźniąt - syn i córka. Tworzą wspólnie obraz pięknej rodziny - jak z obrazka. Ale to tylko obraz. Wszyscy łącznie z Susan mocno narozrabiali, a sama bohaterka siedzi w więzieniu - za usiłowanie zabójstwa. Dostają jednak możliwość wyjścia z opresji bez szwanku, jeżeli wykorzystają dar kobiety.
Ma ona odnaleźć członków tajnej Komisji Przyszłości i dowiedzieć się jakie dane zawierał ostatni sporządzony przez nich raport. Kobieta nie waha
się i podejmuje wyzwanie. Będzie intensywnie, momentami trochę brutalnie zdobywać informacje w otoczeniu tajemnic i śmierci. 

Brzmi nieźle, prawda? Wymęczyła mnie ta powieść...
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej. Teraźniejszość miesza się z retrospekcjami - przy okazji wspomnienia dotyczą różnych lokacji. Bohaterka jest fizykiem kwantowym, wobec tego wszystko analizuje. Przygotowujemy z nią posiłki, które również przepuszcza przez swój magiel fizyka. Czułam się jakbym czytała chaotyczne myśli Rain Mana i Sagi Norén z "Mostu nad Sundem". Zatapiałam się w treść, by za chwilę nie wiedzieć o czym czytam, bo wątek lub też czas się zmienił - bez wyraźnego sygnału. Był nawet moment, że zasnęłam...
Ale wrodzony upór nie pozwolił mi się poddać. Gdzieś tam głęboko w sobie czułam, że pomysł na fabułę może być dobry.

Nie żałuję, że brnęłam do końca. Podobało mi się jak szczątkowe informacje zaczynały tworzyć świetną i spójną historię - futurystyczną. A może nie futurystyczną?
Spodobał mi się też profil psychologiczny bohaterki.  Kiedy poznajemy jej przeszłość, zaczynamy rozumieć skąd u niej taka obojętność na emocje i oziębłość, którą prezentuje. Niektórych czytelników mogą trochę zszokować jej metody wychowawcze, bo jest niezwykle otwarta i pozwala dzieciom na samodzielne podejmowanie wielu decyzji - czy słusznie, to już kwestia dyskusji. Twierdzi też, że nie lubi kiedy się mówi do niej mamo - bo to bezosobowe, jakby dzieci zwracały się do instytucji, a nie do człowieka.

"Niewątpliwie psychologowie potrafiliby to wytłumaczyć, ale brutalna prawda jest taka, że zawsze nadchodzi dzień, kiedy matka tuli swoje dziecko po raz ostatni. Kiedy pojawiają się poważne poszlaki wskazujące, że miłość nie jest zbyt głęboka, że jest darwinistycznym złudzeniem wykształconym po to, by rodzice i inne ssaki dbały o swoje dzieci".

Kiedy odkryłam całokształt powieści, byłam pod wrażeniem pomysłowości autora i jego dbałości o szczegóły. Wszystko to jednak spowija mgła natłoku informacji - w moim odczuciu wielu zbędnych - przez co niezwykle trudno się ją czyta.
Podobało mi się poszukiwanie wyjaśnienia wszystkich procesów rządzących naszym życiem w liczbach, związkach chemicznych. Choć osobiście się z tym nie zgadzam i chcę wierzyć, że możemy być kimś/czymś więcej jak liczbą w zbiorze.

"Świadomość nie jest zjawiskiem samodzielnym. Za dziesięć lat zredukujemy świadomość do psychologii. Całą psychologię do biologii, biologię do chemii, chemię do fizyki, a fizykę do matematyki, którą sprowadzimy do logicznej kalkulacji. Wtedy wystarczy algebra, by w sposób wyczerpujący i zwięzły opisywać prawa rządzące wszelkimi ludzkimi kontaktami".

Uważam, że jest to książka o ogromnym potencjale, który przytłacza nieuporządkowana narracja. Mniej czasem znaczy więcej - i tutaj by to doskonale potwierdziło tę regułę. Niemniej jednak nie mogę ocenić tej książki jako "przeciętna" bo taka po prostu nie jest.  Sprawdzi się jako dobra lektura dla umysłów analitycznych, lubiących wszystko zmierzyć i policzyć, poszukujących wyjaśnienia wszelkich zachowań i zjawisk za pomocą wzorów oraz głodnych zobrazowania wizji świata, do którego niechybnie dążymy.
6/10.


Za swój egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania:17. września 2019
Liczba stron: 408

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nawrotny
#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#75 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol

#113 Cudzoziemka - B. M. W. Sobol  - recenzja - czy warto przeczytać?
Na dworze wieje, leje jest szaro i brzydko. Patrzę na książkę, która trochę zawstydza mnie objętością, ale w końcu wstaję, biorę ją z półki i... znikam na weekend w skandynawskich lasach. Po przeczytaniu zarysu fabuły spodziewałam się, że otrzymam historię na kształt serialu "Outlander" lub jak kto woli - na kształt jego literackiego pierwowzoru, a mianowicie "Obcej" autorstwa Diany Gabaldon.
Tak też się stało! Po lekturze czułam się jakbym na raz obejrzała cały sezon i przyznam, że byłam trochę rozczarowana, że przyjdzie mi na kolejny poczekać...

Główną bohaterką "Cudzoziemki" jest Judyta Karpińska - młoda studentka dziennikarstwa, która właśnie przygotowuje się do obrony pracy magisterskiej. Dziewczyna leczy złamane serce po bolesnym rozstaniu. Nie jest jej łatwo, gdyż sprawca zamieszania powraca do jej życia i próbuje odbudować zaufanie - jakim go wcześniej obdarzyła. Dodatkowo od niedawna męczą ją dziwne sny... Choć walczy ze sobą i umysł podpowiada jej, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to w końcu ulega. Zauważa, że chłopak bardzo się zmienił, ale nie wie na ile to gra, a na ile rzeczywista przemiana. Mają wspólnych znajomych, z którymi wybierają się na objazdowe wakacje po Skandynawii. Na wyjeździe chłopak bardzo zabiega o jej względy, w końcu decydują się spróbować jeszcze raz. I tego wieczora właśnie, podczas incydentu z jednym z kolegów, dziewczyna oddala się od domku, w którym mieszkają i trafia pod tajemniczy głaz.
 
Od teraz nic już nie będzie jej znane, nawet czas. Okazuje się, że jest w tym samym miejscu, w którym była wieczorem z przyjaciółmi jednak wiek nie jest już XXI, a VIII...
Judyta znajduje się w czasach wikingów... I kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
Na początku trafia w niewolę, próbuje uciec, ale w końcu dociera do niej, który jest wiek i nie ma dokąd pójść... Próbuje nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości, ale stare przyzwyczajenia i różnica - postępu technologicznego, nie ułatwiają jej tego. 

Książka jest napisana niezwykle lekko. Choć pierwsza część trochę się dłuży przez opisy stanów emocjonalnych bohaterki i jej niezbyt porywającą codzienność, to od momentu przejścia przez nią przez wrota czasu jest zdecydowanie lepiej.
Narracja jest prowadzona w osobie pierwszej, bogato okraszonej przemyśleniami młodej bohaterki. Dlaczego wspominam, że młodej? Bo niektóre z jej rozważań są dość dziecinne i mogą starszego czytelnika irytować, ale jak przypomnę sobie swoje - z podobnego okresu w życiu - to niczym wielkim się one nie różniły. 

Będzie wiele komicznych sytuacji - kłótni między Judytą, a ówczesnymi mieszkańcami Skandynawii, z którymi po wielu perturbacjach, nie tylko językowych, uda się jej znaleźć wątłą nić porozumienia.
Będziemy świadkami przemiany bohaterki. Poprzyglądamy się jak z dość nieudolnych zalotów dwójki bardzo młodych ludzi rodzi się miłość, przywiązanie i oddanie. Jak surowość i prostota życia dają Judycie to, czego tak szukała w XXI wieku. Autorka świetnie wplotła w tę historię nasze dzisiejsze gonienie za lepszym jutrem i brak umiejętności docenienia tego, co już mamy. Oczywiście nie jest to książka historyczna, prezentowane postaci są mocno uwspółcześnione, tak samo zresztą jak dialogi.

Przygotujcie się na mieszankę kliku gatunków literackich - powieści obyczajowej, fantastyki, romansu i kilku erotycznych scen. Da się zauważyć, że autorka wiele czasu poświęciła na zbieranie materiałów dotyczących topografii Skandynawii, jej historii i oczywiście mitologii. Znajdziemy tutaj również kilka nawiązań i do naszej starej - słowiańskiej wiary. 
A zakończenie... No cóż, spodziewałam się, że właśnie tak będzie..
Naprawdę świetnie się bawiłam i z przyjemnością wkroczę ponownie do życia Judyty!
8/10.

Za egzemplarz dziękuję autorce - B. M. W. Sobol.

Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 15. maja 2019
Liczba stron: 530
Kategoria: literatura obyczajowa
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...